Dom Na Wyrębach

Autor: Stefan Darda

Okładka wydania

Dom Na Wyrębach


Dodatkowe informacje

  • Autor: Stefan Darda
  • Tytuł Oryginału: Dom Na Wyrębach
  • Gatunek: Powieści i opowiadaniaThriller
  • Język Oryginału: Polski
  • Liczba Stron: 288
  • Rok Wydania: 2008
  • Numer Wydania: II
  • Wymiary: 145 x 205 mm
  • ISBN: 978-83-7183-651-0
  • Wydawca: Videograf
  • Oprawa: Miękka
  • Miejsce Wydania: Chorzów
  • Ocena:

    6/6

    4/6

    5/6

    3/6

    3/6

    4/6


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 3 votes
Akcja: 100% - 2 votes
Wątki: 100% - 2 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 3 votes
Klimat: 100% - 2 votes
Okładka: 100% - 2 votes
Polecam: 100% - 2 votes

Polecam:


Podziel się!

Wybierz opinię:

Aneczka

"Dom na Wyrębach" to debiut literacki Stefana Dardy nominowany do Nagrody Fandomu Polskiego im. Janusza A. Zajdla, do Nagrody Sfinks 2008 oraz w kategorii Najlepsza Książka na Lato w konkursie portalu Granice. Powieść porównuje się do klimatu prozy Stephena Kinga, jednak moim skromnym zdaniem Darda ma znacznie większe predyspozycje, co udowadnia całokształtem swojej twórczości.

 

Główny bohater to czterdziestoletni doktor prawa Marek Leśniewski, który wplątał się w romans ze studentką, został przyłapany w niedwuznacznej sytuacji przez koleżankę żony. Po rozwodzie przeprowadził się do wymarzonego domku na wsi - Wyręby niedaleko Lublina. Był to parterowy budynek do remontu, w który nowy właściciel włożył serce i dosyć sporo gotówki. Odcięty o kilometry od cywilizowanego świata był zdany wyłącznie na towarzystwo sąsiada Antoniego Jaszczuka, dziwaka z niewyjaśnioną sprawą kryminalną z przeszłości na koncie, sprawiającego na początku niesympatyczne wrażenie, co z biegiem czasu uległo zmianie na lepsze. W domku odwiedzał Marka jedynie przyjaciel ze studiów Hubert Kosmala, który okazał się być szalenie barwną postacią. Wydawało się, że sprawy zmierzają w dobrym kierunku do czasu nocnej wizyty strasznej osobowości - ducha kobiety. Bohatera przerażała groza sytuacji, w jakiej się znalazł. Jak się zachowa? Czy stawi czoła niebezpieczeństwu? A może zwyczajnie spakuje walizki i wróci do miasta?

 

Stefan Darda napisał fantastyczny horror trzymający w najwyższym stopniu napięcia. Odczuwałam strach Marka towarzyszący mu każdego dnia, utożsamiałam się z nim i polubiłam. Autor stworzył ciekawe sylwetki bohaterów drugoplanowych i utrzymywał ich charakterystyczne cechy do finiszu. Rozbawił mnie opis fatalnych zdolności prowadzenia samochodu przez Huberta, poza tym ataki słowne w jego wykonaniu były rozbrajające, że już nie wspomnę o wulgaryzmach, które w jego ustach wcale nie brzmiały obraźliwie:)

 

Narratorem w powieści jest Marek. Zaplanował pisanie pamiętnika dokumentującego zmianę na lepsze, który stał się formą pożegnania i wyznania prawdy przyjacielowi o sprawach, które go dotyczyły, a obawiał się z różnych przyczyn opowiedzieć. Obserwacja leśnych zwierząt, ptaków a zarazem same opisy przyrody były piękne. Przebogata uczta dla miłośników natury. Autor sprawnie wplótł wątek wierzeń ludowych w życie pozagrobowe, zjawiska paranormalne, duchy, zjawy, strzygi powodując obawy u czytelnika przed podobnymi zdarzeniami.

 

"(...)Wartka, trzymająca w napięciu akcja i lekkie pióro Autora sprawiają, że książkę trudno odłożyć przed poznaniem jej zakończenia" - Andrzej Pilipiuk (z okładki).

 

"Dom na Wyrębach" zaczyna się zwyczajnie, jako opowieść o nowym rozdziale życia, w innym domu, wręcz sielankowej scenerii, a potem z zaskoczenia wszystko zaczyna się komplikować. To dopiero złośliwość losu, aż włos jeży się na głowie. Zachęcona lekturą "Czarnego Wygonu" sięgnęłam po "Dom na Wyrębach" z ogromną nadzieją na ciekawą powieść grozy i nie zawiodłam się. Rozczarowało mnie jedynie zakończenie skonstruowane przez autora. Byłam zła, że Marek tak długo dzielnie opierał się zagrożeniom, a na koniec zabrakło mu determinacji. Polecam wszystkim poszukującym silnych wrażeń, bo takie znajdą bez cienia wątpliwości w tej książce.

Varia

Dom na wyrębach to głośna oraz wielokrotnie nagradzana powieść grozy, ceniona przez odbiorców tym bardziej, że jest literackim debiutem Stefana Dardy, a trzeba tu nadmienić – debiutem bardzo udanym.

 

Mały domek pośrodku polany, a dookoła piękny zielony las – romantyk rzekłby oaza spokoju i spełnienie marzeń akademickiego wykładowcy, jednak nie wszystko jest tak cudowne jak mogłoby się wydawać. Kiedy Marek zabrał się za remont świeżo kupionej posiadłości, wszyscy pukali się w czoło pytając, po co mu dom na takim odludziu. Nie dość, że do miasta daleko, dostęp prądu niepewny, to jeszcze w najbliższym sąsiedztwie ma jakiegoś obłąkanego starca. Jak to jednak bywa, męska upartość nie zna granic i nasz bohater postanowił na stałe przeprowadzić się na wieś.

 

Początkowo wszystko się jakoś układało, godzenie pracy z dłuższymi dojazdami, oswajanie przyrody, ale tylko do czasu. Sprawy zaczęły się komplikować, gdy pewnej nocy nawiedziła go mało przyjemna zjawa.

 

Duchy, trzaski, zagadkowy sąsiad i leśna głusza, czyli powieść grozy w dobrym, klasycznym stylu. Tu straszy gęsta atmosfera, a nie brutalne opisy, budzące więcej odrazy niż trwogi. Z tego też powodu fanów gore od razu wysyłam do innej pozycji, natomiast tych ceniących sobie subtelne acz długotrwałe dreszcze, zachęcam do sięgnięcia po Dom na wyrębach. Jest to naprawdę godna uwagi książka, w której znajdziemy barwnie skrojone postacie, sugestywne opisy i po prostu dobrze opisaną historię, bez zbędnej przesady i udziwnień, dzięki czemu z łatwością jesteśmy w stanie w nią uwierzyć. Fanfar na jej cześć nie odegram, ale śmiało mogę przyznać, że pan Darda zdobył mój głos, jak i czytelnicze zaufanie.

 

Natula

Po raz pierwszy z twórczością Stefana Dardy spotkałam się czytając jego opowiadanie „Spójrz na to z drugiej strony". Ta ciekawa, chociaż krótka forma literacka miała w sobie niesamowite pokłady niepokoju i zaskoczenia, rozbudziła mój czytelniczy apetyt na jeszcze większą dawkę grozy. Chciał nie chciał, musiałam zdobyć coś co wyszło spod pióra Dardy, trafiło na „Dom na Wyrębach – debiutancką powieść autora, uznaną za Najlepszą Książkę na Lato w konkursie portalu Granice – dlaczego na lato... skoro ta powieść jest dobra na wszystkie pory roku. Nie wyprzedzając faktów, przejdę do meritum.

 

Marek Leśniewski jest, a właściwie był wrocławskim wykładowcą akademickim, niestety w wyniku pewnego dość delikatnego zdarzenia, traci żonę i posadę. Postanawiając zmienić swoje życie, kupuje dom w malutkiej miejscowości Wyręby, oddalonej o kilkadziesiąt kilometrów od Lublina – nowego miejsca pracy. Jednocześnie odnawia kontakty ze swoim dawnym przyjacielem Hubertem, sympatycznym „krasomówcą", przy okazji najmłodszym w historii profesorem Wydziału prawa lubelskiego UMCS-u.

Wyręby wydają się być rajem na ziemi. Cisza oraz przepiękne krajobrazy rozbudzają zmysły i wprowadzają w stan błogostanu. Szkoda, że ten raj upatrzył sobie też sąsiad Marka nijaki Jaszczuk – mężczyzna z szemraną przeszłością, oraz istota wprost ze słowiańskich wierzeń, ukrywająca się wśród lasów, której wizytę zapowiada przerażający głos puszczyka.

 

Od słowa do słowa wyrosła... o tym cicho sza. Książka jest genialna, zaskakująca, do tego ma niesamowitą atmosferę, która przypomina utkaną z zimna i mgły tkaninę ściśle otaczającą czytelnika. Z każdą przeczytaną stroną jest coraz chłodniej i mroczniej.

 

Wydarzenia rozgrywają się w przeciągu sześciu miesięcy, wita nas upalny lipiec a żegna zima stulecia, na tym barwnym tle polskiej przyrody poznajemy Marka, bohatera którego przyjmujemy z całym jego bagażem, człowieka inteligentnego, dowcipnego, poszukującego własnego skrawka ziemi. Obok niego jest jego druh Hubert, oryginał, mistrz elokwencji, jego puentowanie i komentowanie otaczającej rzeczywistości jest mistrzostwem, ten facet bluzga jak mało kto. Ukłon w stronę autora za powołanie do życia tak wybitnie interesujących postaci, barwnych i prawdziwych. Nawet drugoplanowi bohaterzy nie zostają w tyle, dają się zapamiętać i polubić.

 

Po tym co napisałam można by rzec, że ta książka to pochwała idylli, owszem byłaby, gdyby nie istnienie mrocznej, niebezpiecznej siły, która sprawia, że życie naszego bohatera zamienia się w koszmar. „Dom na Wyrębach" to wysublimowany horror osadzony w polskiej rzeczywistości, pojawiają się w nim wierzenia ludowe traktujące o zjawach i upiorach. Akcja toczy się wśród zapierających dech opisów przyrody, Darda posługując się plastycznym językiem oraz środkami stylistycznymi serwuje czytelnikowi wycieczkę do świata nieskalanego cywilizacją. Kontrast między makabrą, wszechobecnym napięciem, a momentami spędzonymi wśród niezwykłych krajobrazów jest zaskakujący. Sen przeplata się z rzeczywistością, zabobony z faktami, groza ze szczęściem, a w tym wszystkim pierwsze skrzypce grają emocje. Czy takiemu zestawieniu można się oprzeć?...

 

„Dom na Wyrębach" to prawdziwa powieść grozy, w której oprócz napięcia i przyprawiających o trwogę zdarzeń, odnajdziemy ciekawą konstrukcję, interesujący styl, a także zagadnienia z egzystencjalizmu. Tę książkę trzeba przeczytać. Polecam.

Dosiak

O powieściach Stefana Dardy dowiedziałam się dzięki licznym blogowym recenzjom, w których miłośnicy literatury grozy chwalili jego twórczość. Zachęcona tyloma pozytywnymi opiniami z niecierpliwością czekałam na moment, w którym będę mogła zanurzyć się w świat wykreowany przez Dardę. Wybór na padł na Dom na wyrębach, który według opisu na okładce utrzymany jest w klimacie prozy Stephena Kinga. Nie potrzebując lepszej rekomendacji z ochotą zabrałam się za lekturę, licząc na naprawdę mocną i trzymającą w napięciu historię.

 

Czterdziestoletni Marek Leśniewski do niedawna był znudzonym i nieoczekującym już wiele od życia pracownikiem naukowym. Ciepła posadka na uczelni i wieloletnie małżeństwo zapewniało tak zwaną stabilizację, która z biegiem czasu zmieniła się w niepokojącą rutynę. Nieprzemyślany romans zburzył spokojne życie Leśniewskiego, zmuszając go nie tylko do zmiany stanu cywilnego, ale także wyprowadzki z wygodnego apartamentu. Mężczyzna w ciągu paru dni stał się właścicielem domu z ogrodem w Wyrębach – miejscowości położonej niedaleko Lublina. Wioska nie należy jednak do spokojnych i urokliwych, o czym Leśniewski przekonuje się już w kilka dni po przybyciu. Nieprzeniknione mgły, gęste lasy, zaniedbany cmentarz, a przede wszystkim osobliwy sąsiad to tylko niektóre z „atrakcji", czekających na nowego mieszkańca.

 

Z przykrością muszę zaznaczyć już na wstępie, że książka Stefana Dardy nie spełniła moich oczekiwań. Dom na wyrębach nie jest powieść złą czy też nie wartą przeczytania, ale posiada kilka irytujących właściwości, które psuły przyjemność z lektury. Fabuła brzmi interesująco w opisie, ale niestety aż do połowy książki niemal żadne z obiecanych, budujących napięcie wydarzeń, nie ma miejsca. Pierwszą część powieści wspominam, jako nudny i nic niewnoszący do historii ciąg czynności wykonywanych przez głównego bohatera, od czasu do czasu przeplatany wzmiankami o warunkach pogodowych w Wyrębach lub Lublinie. Zakładam, że autor chciał wytworzyć odpowiedni nastrój przed kolejnymi wypadkami, tzw. ciszę przed burzą, jednak mnie ten dość obszerny fragment powieści po prostu znużył. Całe szczęście, że później akcja nabiera tempa i wreszcie coś zaczyna się dziać. Kiedy tylko pisarz zdecydował się na postraszenie Leśniewskiego to automatycznie i ja poczułam lekki niepokój, i przestałam myśleć o ilości stron dzielących mnie od zakończenia. Przyznam, że z niejakim zaskoczeniem czytałam o kolejnych niesamowitych przygodach głównego bohatera. Opuszczony dom w sercu leśnej głuszy lub prawie wymarłej wioski nie jest niczym nowym w literaturze grozy. Niemniej Derdzie udało się stworzyć intrygujące fragmenty w oparciu o ten nieco już wyczerpany motyw. Dużym plusem jest to, że autor nawiązuje w książce do słowiańskich podań i legend, dotyczących pewnej istoty. Dawno nie spotkałam jej w żadnej powieści, więc z zadowoleniem przyjęłam takie wytłumaczenie.

 

Dom na Wyrębach nie obfituje w wielość różnorodnych bohaterów. Postać Marka Leśniewskiego nie wyróżnia się niczym specjalnym. Ot, zwyczajny mężczyzna w średnim wieku, który układa sobie życie po rozwodzie i ma nadzieję, że przeprowadzka na wieś okaże się pozytywną zmianą. Ciekawszym bohaterem jest z pewnością tajemniczy sąsiad – Jaszczuk, o którym we wsi krążą niepokojące plotki. Nie chcę zdradzić zbyt wiele na jego temat, ale to dzięki tej postaci nie porzuciłam lektury po kilkudziesięciu pierwszych stronach. Derda stopniowo i umiejętnie wprowadza kolejne informacje na temat Jaszczuka, dzięki czemu przez całą powieść pozostaje zagadkową postacią. Inne osoby raczej nie wnoszą nic ważnego do historii i właściwie książka nie ucierpiałaby z powodu ich braku.

 

Ustosunkowanie się do użytego w powieści języka sprawiło mi nie lada problem. Męcząca pierwsza części Domu na wyrębach napisana została w stylu, przypominającym sprawozdanie lub raport z wyprawy. Czytelnik dowiaduje się, że Leśniewski kupuje materiały budowlane, każdego dnia wypija kilka piw, odbywa nieciekawe spotkania z przyjacielem z Lublina i zastanawia się, czemu sąsiad nie daje znaków życia. Od czasu do czasu pojawia się wzmianka o niepokojących odgłosach lub odczuciach, ale to kropla w morzu rozwlekłego opisu codzienności Leśniewskiego. Ponadto autor w większości używa tych samych sformułowań lub poszczególnych słów, naprawdę przydałaby się większa różnorodność. W dalszej części książki styl pozostaje w zasadzie ten sam, jednak akcja zdecydowanie przyspiesza, a przytoczone opisy zostają zastąpione przez upiorne i niewytłumaczalne zdarzenia. Kiedy losy bohatera zaintrygowały mnie na tyle, by z uwagą śledzić jego dalsze poczynania, warstwa językowa powieści nie wydawała mi się już tak denerwująca. Z perspektywy zakończenia można odnaleźć wytłumaczenie dla takiego reporterskiego stylu, jednak nie jestem w stanie ocenić czy język to zamierzona stylizacja czy po prostu „tak wyszło". Jakkolwiek by nie było, nudne raporty z zajęć bohatera porządnie mnie wymęczyły.

 

Recenzowana książka to literacki debiut Stefana Dardy, więc daleka jestem od wysnuwania wniosków na temat całej twórczości tego pisarza. Sam pomysł na fabułę jest godny uwagi, a wytworzenie odpowiedniego dla horrorów klimatu dość udane – kluczowe wydarzenia intrygują i wywołują przyspieszenie pulsu w trakcie lektury. Za bardzo dobry pomysł uważam wykorzystanie ludowych wierzeń. Niestety zabrakło lepszej charakterystyki bohaterów, bo opis wykonywanych czynności nijak ma się do portretów psychologicznych, a także większej staranności językowej.

Scoto

Za każdym razem, gdy widzę na okładce książki porównanie do powieści S. Kinga to myślę "Niemożliwe!" i mimo wszystko sięgam po tytuł i czytam. Nie napiszę ile razy się zawiodłam na tym marketingowym chwycie i ile razy przeklinałam osobę, która zamieściła na książce te słowa. Dwa razy cisnęłam pseudokingowską powieścią o ścianę, tym razem tego nie zrobiłam bo czytnik raczej by tego nie przeżył... A ochota była, ale nie tyle przez poziom Domu na Wyrębach, co przez moje głupie nadzieje - bo po raz kolejny dałam się oszukać...

 

Nie wiem, jak inni, ale mnie się czasami marzy mały drewniany domek w lesie, z większym miastem na tyle blisko, że można bez problemu do niego dotrzeć, i na tyle daleko, że w niczym by mi nie przeszkadzał. Cisza, spokój, śpiew ptaków, ja wylegująca się na hamaku w ogrodzie, mąż przy grillu a kot pod drzewem... Sielsko - anielsko. Główny bohater Domu na Wyrębach to miał. Do tego pracę, która nie zmuszała go siedzenia w biurze od 8 do 16 (posada na uczelni) i masę kasy na koncie, dzięki czemu mógł spokojnie wyremontować dom i oddać swojej pasji - ornitologii. I to wszystko dzięki przyłapaniu na zdradzie - kto by pomyślał? W małżeństwie Marka Leśniewskiego od dawna nie działo się dobrze, niby mieszkał z żoną pod jednym dachem, ale dzielił ich mur, którego oboje nie chcieli już burzyć i bardziej wyglądało to na współlokatorstwo niż związek. Miłość i przyjaźń ustąpiła obojętności, nic więc dziwnego, że Marek co jakiś czas pozwalał sobie na romans ze studentkami, pech jednak chciał, że w końcu wszystko wyszło na jaw. W rezultacie w wieku czterdziestu lat wrócił w rodzinne strony, kupił dom na odludziu i zaczął układać sobie życie na nowo. Czy było mu przykro? Nie, w końcu poczuł, że żyje. Miał swoje własne królestwo, zdobył nową pracę, zamieszkał blisko najlepszego przyjaciela Huberta, nic więcej nie było mu trzeba. Właściwie to jest fajny przykład, jak jedna sytuacja może zmienić nasze życie. Gdyby nie przyłapanie na zdradzie Marek mógłby w dalszym ciągu tkwić w atrapie małżeństwa a tak spełniał swoje marzenia. Jakkolwiek potępiam zdradę, to w tym przypadku nie widziałam w niej nic złego. Zdradzać można osobę, którą kochamy a nie kogoś, z kim łączy nas jedynie papierek.

 

Wracając do książki...

Wyręby cieszyły się złą opinią, wojenne historie i mieszkaniec, którego wszyscy mieli za mordercę, skutecznie odstraszały ludzi od tego miejsca. Z biegiem lat tylko dwa domy się tam ostały - ten, który kupił Leśniewski, i drugi, sąsiada zabójcy. Marek nie nastawiał się negatywnie do sąsiada, jednak dziwne włamanie zaraz po kupnie budynku i niezbyt uprzejme zachowanie Antoniego Jaszczuka zniechęciły go do jakichkolwiek bliższych kontaktów. Wkrótce przekonał się, że nie taki sąsiad straszny, jak go malują, coś innego bardziej przerażało.

 

Hubert próbował przekonać Marka, że mieszkanie na odludziu bez telefonu może się źle skończyć. Leśniewski zdawał sobie z tego sprawę, jednak urok Wyrębów robił swoje. W końcu nawet w mieście człowiek mógł czuć się samotnie i nie mieć w nikim oparcia, były jednak momenty, gdy rozsądek dawał o sobie znać. Tak było, gdy zachorował na grypę, gdy był bliski zjedzenia muchomora, gdy zgubił się w lesie... Zrozumiał, że mogłoby minąć sporo czasu, zanim ktoś (a właściwie tylko Hubert) zacząłby się o niego martwić. Mimo to został w Wyrębach, poznał swojego sąsiada i... "sąsiadkę".

 

Strzyga to istota przypominająca trochę wampira bo żywiąca się krwią, mająca dwie dusze, dwa serca i dwa rzędy zębów. Według niektórych wierzeń jedynie zwiastująca śmierć, według innych - śmiertelnie niebezpieczna. Marek długo nie wiedział z czym ma do czynienia. Na początku myślał, że to duch dziewczyny zamordowanej przez Jaszczuka, minęło kilka miesięcy zanim dowiedział się, jaka jest prawda. Sąsiad dość szybko okazał się sympatycznym człowiekiem, widać było, że długo nie miał z nikim kontaktu, jednak, gdy Leśniewski poznał go bliżej i zaraził swoją pasją do podglądania ptaków szybko się zaprzyjaźnili. Antonii czasami dawał mu dziwne rady, prosił, by nie zbliżał się w pobliże starego poniemieckiego cmentarza, po pijaku wygadał się o paleniu świeczki w oknie... To wszystko uzmysławiało Markowi, że kobieta (Baśka), która go nawiedzała nie jest wynikiem nadużywanego alkoholu (bo tak przez jakiś czas to sobie tłumaczył) ale czymś prawdziwym. Można napisać, że Leśniewski trafił do raju, miał swój wymarzony dom, ale tuż za płotem mieszkał diabeł - a właściwie diablica.

 

Jaszczuk nie chciał zbyt wiele wytłumaczyć, chronił jak mógł swoją tajemnicę jednocześnie dbając o Marka. Dwa razy uratował mu życie, odciągał od niego strzygę i obmyślał plan, w jaki sposób zakończyć starą historię i pozwolić Leśniewskiemu na spokojne życie. Nie pozwolił sobie pomóc nawet, gdy zjawa zraniła go w policzek tworząc nie dającą się zagoić, gnijącą ranę. Gdy lato dobiegło końca, Marek musiał zacząć dojeżdżać na uczelnię do pracy więc kontakt z sąsiadem był sporadyczny, ale bardzo niepokojący. Leśniewski nie wiedział jak mu pomóc, Antonii wymusił na nim obietnicę, że nie powiadomi nikogo o jego stanie. Ich ostatnie spotkanie było przerażające, połowa twarzy Jaszczuka była jedną wielką gnijącą raną, mimo to Marek dotrzymał słowa, nikomu nie powiedział prawdy a po sąsiedzie wkrótce nie było śladu. Gdyby nie jego duch, który nawiedził Leśniewskiego, pewnie historia skończyłaby się szybkiej a tak Marek wiedział jak ma się bronić przed strzygą.

 

Pewnie pomyślicie, że śmierć Jaszczuka jest jednoznaczna ze zniknięciem potwora i happy endem? Nic z tego. Baśka faktycznie była strzygą, ale zanim ktokolwiek się o tym dowiedział była śliczną młodą dziewczyna zakochaną po uszy w Antonim. Jaszczuk żywił do niej podobne uczucia, jednak z biegiem czasu coś się zmieniło, postanowił pójść do seminarium. W dniu ślubu Basi z innym mężczyzną wrócił do rodzinnej wsi, przeprosił ją i wyznał miłość. Było jednak za późno, tak mocno, jak wcześniej go kochała, teraz Baśka go nienawidziła. Umarła nagle na jego oczach, i mimo, że nikt nie umiał jednoznacznie powiedzieć co jej się stało wszyscy wydali wyrok na Jaszczuka. Antonii uciekł, ale strzyga podążyła za nim. Zabiła całą jego rodzinę, każdą osobę, która była mu bliska bądź sprawiała, że Antonii na chwilę odzyskiwał radość z życia. Robiła wszystko, by cierpiał, jak ona cierpiała po odrzuceniu jej miłości. Po śmierci Antoniego całą swoją nienawiść Baśka skupiła na Marku. W końcu to dzięki niemu Jaszczuk w ostatnich tygodniach życia odkrył radość z obserwacji ptaków, uśmiechał się, cieszył... Leśniewski bronił się jak mógł, jednak strzyga zdążyła go wcześniej zranić i rana na piersi powoli wysysała z niego życie. Ostatnią deską ratunku było spalenie zwłok Baśki, w czym pomagał mu stary przyjaciel Antoniego. Wydawałoby się, że wszystko zmierzało ku szczęśliwemu zakończeniu.

 

Czytając Dom na Wyrębach bardzo wciągnęłam się w historię, dzięki stylowi miałam wrażenie, że tam jestem, na wsi lat 90. XX wieku. Postaci dobrze zarysowane, dialogi żywe - to duży plus powieści, niestety jedyny. Fabuła momentami się ciągnęła, ale nie przynudziła mnie, powieść nie była w ogóle straszna, ot, historia jak historia, tyle, że ze strzygą, więc jeśli ktoś liczy na choćby minimalny dreszczy to nic z tego. Po jakimś czasie zorientowałam się, że czytam pamiętnik Marka, na końcu dowiedziałam się dlaczego. Zakończenie bardzo mnie zawiodło, tyle przygotowań, tyle starań, taka ostrożność a mimo wszystko Leśniewski ginie a Hubert ot tak, jakby nigdy nic, pali to, co zostało ze zwłok Baśki? Strzyga nawet nie walczyła... Śmieszne... Stefan Darda napisał całkiem niezłą powieść, ale porównując ją do twórczości Kinga ktoś wbił mu nóż w plecy. To naprawdę zniechęca, serio, nie lubię być okłamywana na dzień dobry, bylebym tylko kupiła książkę. Ale to takie moje przemyślenia...

 

Czy polecam? Mimo wszystko tak, może nie jako powieść grozy, ale spokojne czytadło na upalny dzień. Nie szykujcie się jednak na niesamowite przeżycia. można się pośmiać, zauroczyć opisaną przyrodą, jednak - to tylko czytadło.

Miłka Kołakowska

Na kilka dni wkroczyłam w nieznany mi świat wykreowany przez Stefana Dardę. Dotarłam do podniszczonego „Domu na Wyrębach" i krok po kroku odkrywałam uroki starodawnych legend i wierzeń ludowych. Przy odpowiednim nastroju, lektura sprawiła, że lęk zagościł w mojej głowie, ale autor postarał się, aby niepokój nie przysłonił innych walorów powieści.

 

Jedną z mocnych stron okazała się sama fabuła, niby prosta do bólu i spowszedniała, a jednak gwarantująca szereg różnych możliwości. Typowy mieszczuch, Marek Leśniewski,opuszcza duże miasto i dotychczasową pracę na prestiżowej uczelni,aby zacząć życie od nowa. Korzystając z okazyjnej ceny, kupuje zapuszczonydom na Wyrębach na Lubelszczyźnie i podejmuje się jego odnowienia. Wszystko wskazuje na to, że trafił do raju. Absolutny spokój, urokliwy las i niespotykane odgłosy ptaków, zdają się być najbliższym otoczeniem starego domostwa. Sielanka nie trwa jednak długo,Marek staje się świadkiem wielu zatrważających sytuacji. Niepokojącą atmosferę podwyższa fakt, że jedyny pobliski dom zamieszkuje wyjątkowo nieprzyjemny sąsiad. Czyżby nowy lokator Wyrębów był dla stałego mieszkańca intruzem? Marek szybko przekona się, skąd u sąsiada taka niechęć do jego osoby, ale wcześniej będzie musiał sprostać nawiedzającej go w nocy istocie. Kim jest tajemnicza kobieta w bieli?

 

Tego nie podpowiem, ale propozycja autora bardzo mnie zaciekawiła. Razem z głównym bohaterem mozolnie dochodziłam do prawdy o dawnej wiejskiej społeczności, przecierałam szlaki starodawnych wierzeń i podziwiałam piękno mrocznych lasów Lubelszczyzny. Autor zaskoczył mnie ilustrującym opisem krajobrazów, co pozwoliło poczuć klimat samotnego mieszkania na pustkowiu, w otoczeniu głuchej przyrody.Stefan Darda potwierdził lojalność wobec typowych dla horrorówzasad i większość fragmentów grozy umiejscowił w środku nocy, przy blasku małej świecy, której znaczenie okazuje się niezastąpione dla tej historii.Główny bohater rozpoczyna trudną walkę o własne życie, pogłębia wiedzę o wierzeniach dawnych mieszkańców, co staje się jego obsesją i najważniejszym celem.

 

To właśnie oczami Marka obserwujemy historię, a pierwszoosobowa narracja podkreśla samotność bohatera i konieczność zmagania się z nieziemską istotą w pojedynkę. Nowy właściciel podniszczonego domu nie od razu przyjmuje bohaterską postawę. Jego pierwsze kontakty z nadprzyrodzoną postacią uwidaczniają jego ludzkie cechy, a strach i nieporadność towarzyszą mu każdej nocy. Marek na przekór, nawet samemu sobie, postanawia walczyć o świeżo wyremontowany dom i nowo rozpoczęte życie. Z potencjalnego słabeusza zmienia się w bohatera własnego domu, który jest w stanie poświęcić wiele, aby ocalić słuszność zamieszkania na Wyrębach. Codzienne wypady do lasu, poranne obserwowanie żurawi, jak również lepsze poznanie sąsiada, są przekonującym motywem dla determinacji i chęci obrony własnego miejsca na świecie. Autor postarał się, aby główny bohater nie był jednak ideałem. Nie waha się onsięgać do kieliszka, alkohol minimalizuje jego strach i pozwala podejmować kolejne działania obronne. Jego życie nabiera sensu, praca na uczelni schodzi na odległy plan, a nowo poznana koleżanka jest dla niego jedyną iskierką nadziei na sukces w tej walce. Bardzo przejmującą rolą obdarzył pan Darda sąsiada Marka, pana Antoniego, którego bezduszność i antypatia okazują się celową grą z nawiedzającą go także istotą.

 

Jest kilka fragmentów, które doskonale podsycają grozę, a emocje dawkowane są bardzo miarodajnie, lecz odczułam pewien niedosyt. Nastawiłam się na horror i mocną końcówkę, a zaproponowane zakończenie jest nadzwyczaj spokojne. To, co powinno zasiać marginalnie wysoki poziom strachu, zostało pozostawione wyobraźni czytelnika, czym obniżyło nieco poziom czytelniczego niepokoju.

 

Poczucie grozy nie okazuje się może pointą tego horroru i towarzyszy nam tylko fragmentarycznie. Autor zadbał o to, aby główny bohater nie pozostał nijaki i wzbogacił go takimi cechami, które zdają się potwierdzać zasadę, że warto wierzyć w sens i słuszność podjętych przez siebie decyzji. Ucieczka nie zawsze jest najlepszym wyborem, czasami warto poświęcić się w sposób niemal absolutny, w imię wyższego dobra. Czy trud i poświęcenie przyniosły Markowi oczekiwane rezultaty? Przekonajcie się sami. Jestem ciekawa, czy ktoś z Was potrafiłby przyjąć podobnie bohaterską postawę.

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież


Współpracujemy z:

KARTA BIBLIOTECZNA

BIBLIOTECZKA

  • Załóż swoje konto
  • Karta Do Kultury

    Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
    *obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
    *dodawać je do ulubionych
    *polecać innym czytelnikom
    *odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
    *listować pozycje, które posiadasz
    *oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
    Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!