Kamuflaż

Autor: Ewa Ostrowska

Okładka wydania

Kamuflaż

Dodatkowe informacje

  • Autor: Ewa Ostrowska
  • Tytuł Oryginału: Kamuflaż
  • Seria: ABC
  • Gatunek: KryminałPowieści i Opowiadania
  • Język Oryginału: Polski
  • Liczba Stron: 384
  • Rok Wydania: 2011
  • Numer Wydania: I
  • Wymiary: 125 x 195 mm
  • ISBN: 9788362465040
  • Wydawca: Oficynka
  • Oprawa: Miękka
  • Miejsce Wydania: Gdańsk
  • Ocena:

    -

    6/6

    5/6

    5/6

    5/6

    6/6

    6/6


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

Wybierz opinię:

Lilien

Ostatnimi czasy miałam ochotę na czytanie thrillerów. Co jest w moim wypadku dość dziwne, zwłaszcza, gdy upodobałam sobie paranormale. Widocznie każdy ma chwile, gdy musi odetchnąć od rutyny i sięgnąć po coś nowego. Na pierwszy rzut trafiła mi się książka pani Ewy Ostrowskiej, pt. „Kamuflaż".

 

Już od samego początku wpadła mi w oko. Zwłaszcza pojrzeniu okładki. Mroczna, tajemnicza, a nawet bym powiedziała odrobinę przerażająca. Jak dla mnie idealne zapewnienie, że fabuła nie będzie nudna i monotonna, a wręcz nie da się usiedzieć z nadmiaru wrażeń.

 

Książka opowiada o losach mieszkańców Nevady. Akcja rozpoczyna się w momencie, gdy sprzed domu ginie synek Barkinsów. Oszaleli z rozpaczy rodzice czekają na reakcję od porywacza. Telefon, wiadomość, cokolwiek. Jednak nic takiego nie ma miejsca. Kilka dni później matka chłopca dostrzega go bawiącego się w piaskownicy. A przynajmniej ma takie wrażenie, bowiem okazuje się, że to tylko ( raczej aż) manekin dziecka w ubraniu chłopca i skalpem włosów chłopca... Cała tą sprawę ma zamiar zbadać detektyw Peters, szeryf Stan Haig i Jennifer Whitaker. Od tej chwili zaczyna się tajemnicza, ale i szalona gra nie tylko o życie chłopca. Pełna tajemniczych zagadek, niebezpieczeństw i masy niepewności...

 

Przyznaję, że samo wczytanie się w treść z początku szło mi opornie. Powiedziałabym nawet bardzo. Mała czcionka, niby „zwykły początek" a mimo to czułam lekki opór w czytaniu. Nie, nie twierdzę, że powieść jest nudna, co to, to nie. Wręcz przeciwnie. Po owym porwaniu wszystko zaczyna nabierać tempa. Czytelnik od tej pory nie ma prawa do nudy.

 

Styl i język autorki może nie należy do prostych, ani tez nad wyraz wyszukanych, a mimo to potrafi zaciekawić. Najbardziej przypodobała mi się sama gra na emocjach czytelnika. To narastające tempo grozy i niepewność, co nastąpi za chwilę. Godne szacunku zagrania.

 

Powieść utrzymana jest w ładzie i porządku. Podzielona na kilka części, które razem tworzą jedną logiczną całość. W dodatku sam przeskok z jednaj części w drugą jest tak naturalny, że ma się wrażenie, jakby się wciąż czytało jednym tchem. Z jednej strony podoba mi się opowieść widziana oczami kilku osób, z drugiej strony niekoniecznie. Dlaczego? Chodzi mi o to, że niekiedy dałam się złapać w czytelniczą pułapkę i pogubiłam się w tym, kto teraz sprawuje pieczę nad opowieścią i kogo przypada kolej na narrację. A szkoda, bowiem właśnie przez to zaczynałam się gubić w fabule i własnych odczuciach. Wybijając się z wydarzeń i zastanawiając nas tym faktem, ciężko było wrócić do momentu, gdzie wręcz nie dało się oderwać wzroku od książki, czekając na kolejne wydarzenia.

 

Przyznaję, że jest to jeden z lepszych kryminałów, jaki wpadł w moje ręce. A i tytułowy kamuflaż jak dla mnie daje tutaj spora przesłankę. Czytało się szybko i z niemałą ciekawością, ponieważ książka wprost porywa czytelnika, który ma wrażenie, że jest naocznym światkiem tych wszystkich wydarzeń. Polecam każdemu, kto ma ochotę na odrobinę ostrych wrażeń i chce się oderwać od monotonii niektórych powieści. Tutaj nie ma prawa nikt się nudzić. Naprawdę!

Alex9

Spokojne miasteczko gdzieś na prowincji Stanów Zjednoczonych, gdzie większość mieszkańców zna się od dziecka, a sensacja jest tak rzadka jak przysłowiowy "śnieg w maju", oczywiście są plotki, ale też nie nazbyt złośliwe. Prawdziwie sielska kraina, oaza szczęścia, gdzie urodziła się v-ce miss stanu i do której wróciła wraz z mężem. Jej życie może i budziło trochę zazdrości w znajomych, ale życzliwość była o wiele większa. Wszystko układało się jak w bajce, udane życie rodzinne, zadowolenie z siebie i nagle rajska bańka pęka, z przydomowej piaskownicy znika kilkuletnie dziecko. Jak to możliwe? Przecież prawie cały czas ojciec miał syna na oku. To co wydawało się niemożliwe do wydarzenia w tym miejscu właśnie dokonało się. Ktoś porwał chłopca prawie z domu rodzinnego. Rodzice nie mogą uwierzyć w to, że ich syn może być ofiarą takiego przestępstwa. Może gdyby mężczyzna nie wszedł na chwilę do domu albo nie czytał gazety lub ... w tym momencie matka wpada w histerię, zaczyna obwiniać swego męża. Kto i dlaczego dopuścił się tego czynu? Na razie wiadomo jedno, sprawca dokładnie znał plan dnia rodziny i prędzej czy później i tak porwałby chłopca. I coś jeszcze - pozostawione ślady wskazują, że porywacz jest mieszkańcem miasteczka ... Spokojnego, sielskiego i mającego swe mroczniejsze alter ego, gdzie nie wszyscy są tacy życzliwi jakby się mogło wydawać na początku. Pierwsze złudzenia co do rajskiego zakątka opadają gdyby się bliżej przyjrzeć najbliższym sąsiadom zrozpaczonej rodziny, równie zamożnym i szczęśliwym, jednak mającym rysę na swoim rodzinnym portrecie w osobie syna, który już niejedno nosi na sumieniu.

 

Sprawa wydaje się łatwa do rozwiązania, kilka dni i wszystko zakończy się happy endem, jak może być inaczej skoro przejęła ją policja stanowa? Porwanie dla okupu czy w innym celu? Jeżeli dla pieniędzy to dlaczego nikt jeszcze nie zgłosił się z żądaniem? A gdyby powodem był inny cel to jaki? Zemsta? Może w tym przypadku intuicja małomiasteczkowego szeryfa jest lepsza niż specjalistów ze zwierzchniej jednostki. Coś rzuciło mu się w oczy prawie od razu, ale chyba nie będzie miało to wpływu na przebieg śledztwa. W końcu szczęśliwy ojciec i mąż może nie być na żadnym zdjęciu swojej rodziny, prawda ... ? Odpowiedź na to pytanie może padnie później, teraz nadchodzi czas na rekonstrukcję samego porwania, a ta przedstawia się dosyć niepokojąco, sprawa nie wydaje się już taka oczywista, chociaż trop o miejscowym sprawcy zaczyna być nad wyraz prawdopodobny. Dni mijają, a dochodzenie nie posuwa się do przodu, jakby tego było mało, sprawca porwania podrzuca do piaskownicy gdzie bawiło się porwane dziecko, manekina z ludzkim skalpem. Po tym zdarzeniu matka, która już i tak zamknęła się w swoim świecie, w ogóle traci kontakt z rzeczywistością. Jedno staje się pewne - porywacz zna się na kryminalistyce i nieobcy mu skalpel. Znaleziono także kartkę z jednym słowem "WSZYSCY", kogo dotyczy? Dla szeryfa każdy jest podejrzany, w każdej twarzy szuka najmniejszego śladu, który mógłby zdradzić zbrodniarza, jego kolega z policji stanowej też nie zamierza się poddać. Czas by bliżej przyjrzeć się zrozpaczonej rodzinie, bo i jej idealny obraz zaczyna pękać. A może był całkowicie inny niż było to przedstawiane otoczeniu? A wszelkie wątpliwości były chowane z życzliwości dla sąsiadów bądź znajomych. Podobnie jak starano się zachować w tajemnicy nękanie młodej dziewczyny przez syna szanowanych obywateli miasta. I znów śledczy wracają do osoby z początku listy, ale i ten trop gmatwa się. Podejrzany staje się także ofiarą, a intryga zaczyna przypominać pajęczynę tkaną od wielu lat, do której ktoś wciąga coraz to nowe osoby, wszystkie one mają jak na razie tylko jeden wspólny punkt - matkę porwanego chłopca, która była nękana przez lata.

 

Sześcioletni syn pastora zostaje porwany z własnego pokoju, niedługo potem w miejscowym markecie zostaje znalezione jego serce. Wsparciem dla miotających się w wielu wątkach policjantach okazuje się pani psycholog, doświadczona w tego rodzaju sprawach i nie mająca złudzeń, ze to jeszcze nie koniec bestialskich zbrodni.

 

Ofiary z teraźniejszości są tylko pokłosem wydarzeń sprzed lat, kiedy zbrodniarz zaczynał swoją działalność. Jako szanowany obywatel wiedział, że opinię publiczną ma za sobą, iż to jemu będą wierzyć mieszkańcy miasteczka, no i liczył na strach skrzywdzonych. Przez lata był bezkarny, ale gdy poczuł zagrożenie zaczął eliminować świadków. Wreszcie gdy do głosu dochodzą ci, którzy doświadczyli z jego strony bólu szeryf nie może uwierzyć w to co słyszy, prawda wreszcie wychodzi na światło dzienne. Miasteczko, które było dla niego przedłużeniem domu rodzinnego nagle staje się wrogie i obce. Jednak chce sam wymierzyć sprawiedliwość, nie włączając w to przyjezdnych. Czy postępuje słusznie? Może chce oszczędzić bólu ludziom, których zna i których miał ochraniać. Jednak tam gdzie wchodzą osobiste emocje łatwo można stracić z oczu prawdę i ulec swoim wyobrażeniom, a działanie na własną rękę tylko jeszcze bardziej gmatwa śledztwo. Sprawca nadal wyprzedza policję, a miarą jego jego pozostawania na przodzie wyścigu jest liczba ofiar. Porwanie chłopca było katalizatorem dla nowych zbrodni i odsłoniło te z przeszłości. Jedna za drugą następują kolejne i tak samo są odkrywane stare. Spirala gwałtów i morderstw ciągle powiększa się, a jej końca nie widać. Policja sama stała się zakładnikiem tego kogo tak intensywnie poszukuje. Tak jak wcześniej trzymał w potrzasku swoje ofiary, tak samo postępuje ze ścigającymi go. Wykorzystuje ich obawy, strach i ambicję, jak na razie to on nadal prowadzi w grze, gdzie ceną są kolejne ludzkie życia. I wreszcie moment kulminacyjny - złapanie zwyrodnialca, a raczej jego żeńskiego odpowiednika. Na karę jeszcze nadejdzie czas, na razie zaczyna płonąć święte oburzenie z rodzaju tych, które są powodem linczu - "jak mogło dojść do czegoś takiego w naszym mieście?". Pozostaje tylko pytanie dlaczego nikt wcześniej nie miał odwagi by przerwać ten łańcuch zła? Nic nie można było zauważyć i czy sprawcy byli aż tak przebiegli, że udało im się oszukać całe siedlisko? A może wiara, że to co dzieje się gdzie indziej nie ma prawa przydarzyć się w naszym bezpiecznym otoczeniu. Jest ona tak wielka, iż sprawia, że jesteśmy ślepi na znaki ostrzegawcze? Gdy już dochodzi do nieszczęścia trudno uwierzyć, że odpowiedzialnym jest ktoś kogo się dobrze zna, kto wyznaje takie same zasady jak my.

 

"Kamuflaż" zaczyna się się sielsko i szczęśliwie, nic nie zapowiada tego co czeka czytelnika po kilku stronach. Piękny krajobraz zaczyna ujawniać coraz więcej ciemnych zaułków, niebezpiecznych zakrętów, przepaści. Nikt nie jest bez winy, niczego nie można rozważać w kategoriach czerni i bieli. Wydaje się, że zło nie ma końca, to co wydawało się najwyższym punktem jest tylko przystankiem w drodze na szczyt okrucieństwa i zwyrodnienia. Tytuł świetnie oddaje wszystkie wątki opowiadanej historii i każdą z przedstawionych postaci, bo jest on wszechobecny. Dotyczy ludzi, zachowań, krajobrazu, wszystko to mniej lub bardziej służyło ukryciu zbrodni popełnianych w jasny dzień. Nikt nie dostrzegł zła czającego się w uśmiechach, miłych pozdrowieniach i przyjacielskiej pomocy.

 

Książka Ewy Ostrowskiej to coś więcej niż sensacja, to szczegółowy portret społeczności, która uwierzyła, że stoi ponad złem, które dotyka innych.

Izuś

"Ta powieść to zaproszenie do umysłu mordercy. Kto z niego skorzysta, zmieni się na zawsze". Takie zdanie widnieje na okładce książki Ewy Ostrowskiej - "Kamuflaż".

 

Pewnie zastanawiacie się czy to prawda. Tak, to prawda. Biorąc książkę do ręki, musicie być przygotowani, na szereg zdarzeń, które nastąpią. Przede wszystkim, obowiązki, i codzienne sprawy, odchodzą na bok, a my identyfikujemy się, z małym miasteczkiem w stanie Iowa, gdzie dzieje się akcja książki.

 

Nie uwierzycie, ale Nevada, to istny mały raj, gdzie życie płynie niespiesznie. Matki wychowują dzieci i gotują obiadki, mężowie zarabiają na rodziny, a policja nie ma co robić, ponieważ od lat nic się nie dzieje. Idealne życie w tym idealnym miasteczku wiodą także Hellen i William. Wydawać by się mogło, że mają wszystko: siebie, dom, pieniądze i wspaniałego synka Patricka. Ich na pozór idealny świat burzy nieuwaga Willa, co skutkuje porwaniem ich jedynego synka. Hellen szaleje z niepokoju. Ma wizje, w których widzi, jak ich synek. umiera w męczarniach.

 

Policja, która od lat nie zamknęła nikogo, nawet za kradzież, działa wyjątkowo sprawnie.

 

Niestety, poszukiwania nic nie dają, a porywacz ciągle milczy. Mija tydzień. Hellen pogrążona w rozpaczy, zajmuje się tylko sprzątaniem salonu, z którego najlepiej widać piaskownicę, w której jeszcze niedawno bawił się jej ukochany synek.

 

Pewnego ranka, Hellen nie może uwierzyć własnym oczom. W piaskownicy siedzi jej synek! Wybiega z domu, i przytula do piersi Patricka. Szczęśliwa, że jej dziecko się odnalazło, nie wierzy nikomu, że to coś, co trzyma w ręce, nie jest jej dzieckiem, tylko manekinem z puklem włosów synka.
Kto jest na tyle okrutny, żeby narażać matkę na coś takiego?

 

Rozwiązaniem zagadki zajął się szeryf Stan Haig, Collin Peters oraz psycholog Jeniffer. Niestety, nic nie jest takie proste. Ludzie przydzieleni do sprawy Patricka, ciągle są w tym samym miejscu. Kto stoi za porwaniem? Wszystkie dowody w sprawie, jasno wskazują, że musi to być ktoś, kogo znają wszyscy. Jednakże jak mógłby zrobić to ktoś, kogo znają wszyscy? Przecież tutaj NIGDY, nic się nie działo, a każdy zna każdego? Czy na pewno?

 

"Kamuflaż" to przede wszystkim wielowątkowy, fantastyczny kryminał. Każdy z mieszkańców, ukrywa gdzieś w sobie, mały i większy sekrecik, a nic nie jest takie jak się wydaje. Ludzie kamuflują się, ukazując innego, bardziej idealnego siebie. W Nevadzie nikt nie jest takim, na jakiego się kreuje, i tytuł tej książki jest rzeczywiście idealny.

 

Warto też pamiętać, że książka porusza ważny i trudny dla każdego człowieka temat, jakim jest zbrodnia na dziecku. Bardzo podoba mi się to, że autorka ograniczyła drastyczne sceny, jednocześnie nie rezygnując z atrakcyjnego przekazu. Mnóstwo razy, poczujecie dreszcz niepokoju i oddech porywacza na skórze.

 

Godni uwagi, są jeszcze bohaterowie "Kamuflażu". Każdy z nich, ma swoją interesującą przeszłość, a autorka każdemu poświęciła nieco czasu, dogłębnie go analizując. Dlatego "Kamuflaż", to nie tylko dobry kryminał, ale także świetna analiza psychologiczna.

 

Podsumowując, po przeczytaniu nasuwa się jeden wniosek, mianowicie, że warto ufać tylko sobie.

 

Więc jeżeli macie ochotę, zagłębić się w mroczny umysł porywacza, przeżyć chwilę grozy z rodzicami Patricka, i rozwiązywać zagadkę, krok po kroku z szeryfem i jego ludźmi, a przy okazji poczytać kryminał, który zasługuje na uwagę - gorąco polecam.

 

Tą książkę będziecie wspominać długo, bardzo długo, a kto wie czy nie zostanie w Was na zawsze...

Isadora

Czy zastanawialiście się kiedyś, co w świecie fauny i flory oznacza doskonały kamuflaż? To zdolność idealnego wtapiania się w otoczenie bez wzbudzania jakichkolwiek podejrzeń, by tym skuteczniej dopadać niczego nie spodziewające się ofiary. Zasadę tę często stosują także ludzkie drapieżniki, socjopatyczni mordercy, którzy niczym wilki w owczej skórze grasują wśród potencjalnych ofiar, zaś dzięki doskonałemu kamuflażowi mogą całymi latami prowadzić swój ponury, makabryczny proceder pozostając poza kręgiem wszelkich podejrzeń.

 

Oto Nevada, małe, ciche i spokojne miasteczko w stanie Iowa; policja nie ma tu wiele pracy, a o mieszkańcach, którzy w niezłomnym i wszechobecnym poczuciu bezpieczeństwa nigdy nie zamykają domów na klucz zwykło się mawiać, że znają się doskonale do trzeciego pokolenia wstecz.

 

Wydaje się, że w tym powiedzeniu jest wiele prawdy - wszyscy wszystko o sobie wiedzą, dobrze się znają, wiedzą też, czego mogą się po sobie spodziewać, a publiczny osąd kogokolwiek często jest wydawany na podstawie historii jego rodziny - tak, jakby poczynania przodków nieodwracalnie determinowały jego charakter.

 

No cóż, pewnego wiosennego dnia miejscowy szeryf Stan Haig stanie się świadkiem wydarzenia, które zapoczątkuje całą lawinę jemu podobnych, makabrycznych zdarzeń. Zachwieją one tym niepodważalnym dotąd i powszechnym przekonaniem. Haig nabierze przeświadczenia, jak w rzeczywistości powierzchowne i z gruntu fałszywe było to mniemanie, że w istocie tyle wiemy o ludziach, ile oni sami przed nami odkryją. Ze zgrozą stwierdzi, że każdy mieszkaniec tego sielankowego miasteczka skrywa swoje mroczne tajemnice i ponure dramaty, że nikt i nic nie jest takie, na jakie wygląda.

 

Tego wiosennego poranka Hellen i William Barkins, młode i szczęśliwe małżeństwo konstatuje z przerażeniem, że z piaskownicy przed domem zniknął niespodziewanie ich sześcioletni synek, Patrick. Poszukiwania prowadzone przez szeryfa, detektywa Petersa i psychologa sądowego Jennifer Whitaker nie przynoszą rezultatu... po upływie tygodnia oszalała z niepokoju Hellen znajduje w piaskownicy manekina, który ubrany w rzeczy jej synka do złudzenia przypomina Patricka. Jednak manekin ma do głowy przylepiony skalp dziecka...

 

To makabryczne i wstrząsające odkrycie wyzwala w miasteczku atmosferę paniki i poczucie narastającej grozy, przerażenia, niedowierzania, bezradności. Kiedy znika sześcioletni Eric, syn pastorostwa Amelii i Briana Ford, a jego serce wkrótce zostaje znalezione w miejscowym markecie, histeria mieszkańców osiąga punkt krytyczny.

 

Policja zdaje sobie sprawę, że ma do czynienia z wyjątkowo brutalnym seryjnym mordercą i wszystko wskazuje na to, że jest to mieszkaniec Nevady. Śledztwo, prowadzone pod ogromną presją opinii publicznej początkowo nie przynosi żadnych efektów, ale jednocześnie kształtuje w świadomości szeryfa nowy, zdumiewający obraz jego małej, zżytej społeczności. Haig odkrywa sekrety, których istnienia nigdy by się nie spodziewał, a które otwierają przed nim drzwi do mrocznej części osobowości wielu szanowanych, godnych zaufania mieszkańców; chcąc nie chcąc staje się świadkiem dramatów, które od lat skrywane w czterech ścianach domostw nigdy nie ujrzały światła dziennego. Nagle szeryf z przerażeniem uświadamia sobie, że jednostkowe tragedie rodzinne są powiązane ze sprawą zniknięcia chłopców w bardziej lub mniej oczywisty sposób, że właściwie całe miasteczko oplątane jest lepką pajęczyną sekretów, kłamstw, intryg i milczenia, które sięgają głęboko w przeszłość i tam właśnie biorą swój koszmarny początek.

 

Śledztwo zatacza coraz szersze kręgi, jednak psychopata wciąż pozostaje nieuchwytny i wodzi za nos zdesperowanych stróżów prawa.

 

Czy morderca zostanie zdemaskowany? Odpowiedź na to kluczowe pytanie wcale nie jest taka oczywista i prosta, jak mogłoby się wydawać. Autorka bardzo się postarała, żeby maksymalnie skomplikować intrygę, wprowadzić chaos w przypuszczenia czytelnika, a dokonała tego głównie za sprawą misternie skonstruowanej, wielowątkowej fabuły cechującej się wyjątkowo dokładną i wnikliwą analizą psychologiczną każdej postaci; umiejętnie podsuwane tropy dezorientują czytelnika ani na krok nie przybliżając go do rozwiązania zagadki. Również trzymająca w niesłabnącym napięciu akcja orz wszechobecna atmosfera grozy, wyraziste, dopracowane psychologicznie, barwne postaci bohaterów, sugestywna i żywa narracja czynią tę powieść przerażająco realistyczną i wiarygodną.

 

Autorka daje do zrozumienia, że najbardziej potworne jest to, co czai się w umysłach ludzi wydawałoby się dobrze nam znanych, miłych i sympatycznych; ludzi, których mijamy na co dzień z uśmiechem, którzy odwiedzają nasze domy, bawią się z naszymi dziećmi, których nigdy nie posądzilibyśmy o jakieś mroczne, odrażające sekrety. Ich kamuflaż jest doskonały, idealny... a czy nasz taki nie jest?

 

"Kamuflaż" to świetnie skonstruowany thriller psychologiczny, który nie tylko daje czytelnikowi realistyczny i intrygujący obraz mentalności społeczności małego miasteczka, lecz także wgląd w umysł człowieka, który za wszelką cenę strzeże swoich tajemnic i prawdy o sobie samym ukazując światu tylko tę część swojej natury, która jest powszechnie akceptowalna.

 

To również wstrząsająca i ponura podróż w głąb wynaturzonego umysłu mordercy, inteligentnego i okrutnego drapieżnika, który polując na swoje ofiary stosuje kamuflaż najbardziej skuteczny z możliwych.

 

Polecam każdemu, kto gustuje w mrocznych thrillerach, błyskotliwych analizach psychologicznych i zagadkach kryminalnych z najwyższej półki. Z pewnością jest to lektura, której warto poświęcić nieco czasu i uwagi; najlepiej przekonać się o tym samemu.

Kolmanka

"On jakby z wami grał w szachy. Jak w partii szachów przewiduje i wyprzedza każdy wasz ruch. Trzyma was w szachu swego doskonałego kamuflażu".

 

Ewa Ostrowska, autorka nie tylko psychologicznych thrillerów, ale i bajek dla dzieci, udowodniła, że przerażający i trzymający w napięciu kryminał spokojnie może konkurować ze słynną trylogią Larsona a nawet samą Christie.

 

Uwierzcie mi na słowo - "Kamuflaż" przyprawia o ciarki, o gęsią skórkę, miałam po nim najczarniejsze koszmary senne, jakie można sobie wyobrazić. A jestem osobą, która na horrorach ryczy ze śmiechu i czasami po prostu usypia z nudów. Nie tym razem.

 

Przenosimy się do Nevady, gdzie miasteczkowe życie płynie spokojnie i sielankowo. Do czasu...

 

Pewnego dnia w przedziwnych okolicznościach znika 6-letni Patrick. Rodzice wpadają w panikę, całe miasteczko pozostaje czujne, wszyscy włączają się w poszukiwania chłopca. Policja podejrzewa porwanie dla okupu. Ojciec chłopca jest bowiem wybitnym lekarzem, cieszącym się zaufaniem a ponadto jego konto w banku wzbudza spore zainteresowanie sąsiadów. Kidnaperzy jednak milczą. Po tygodniu matka Patricka dostrzega go, siedzącego w piaskownicy. Nadzieja pryska niczym bańka mydlana, kiedy okazuje się, że to manekin ubrany w ciuchy chłopaka z przylepionym do głowy skalpem chłopca... W mieście nastaje panika.

 

Straszne? Morderca nie poprzestaje na jednej zbrodni i jego kolejny mord okaże się jeszcze bardziej brutalny i okrutny. Dlaczego zabija? Czy ograniczy się tylko do małych dzieci? Kim jest? Jest jednym z mieszkańców, wzbudza ich zaufanie a oni, nigdy nie posądziliby go o jakiekolwiek akty przemocy. Z rozdziału na rozdział podejrzewałam kogoś innego. Kryminał jest tak perfekcyjnie napisany i genialnie przemyślany po to aby powodować niepokój i wzbudzać grozę u czytelnika. Prawda okazuje się zaskakująca.

 

Tylko dla czytelników o mocnych nerwach!

Vivi22

Długo zabierałam się do lektury Kamuflażu. Dlaczego? Przerażała mnie ta książka...

 

Wydawca z tyłu na okładce napisał o zniknięciu sześcioletniego dziecka aby po kilku dniach się odnalazło. Tylko, że matka znajduje w piaskownicy manekina ze skalpem dziecka na głowie...

 

Odkąd jestem mamą Emilki, naturalnie boję się o swoje dziecko. Nie miałam odwagi sięgnąć po książkę Ewy Ostrowskiej, z racji poruszanego tematu.

 

Książka wciąga czytelnika od pierwszych stron. Od samego początku, czytając thriller, wczuwałam się w rolę policjanta szukającego dziecka a potem chcącego rozwikłać mroczną zagadkę miasteczka.

 

Tu będziecie mieli zwroty akcji, przemyślenia i podążanie tropem porywacza i mordercy. Tu nie ma schematycznych bohaterów. Spotkacie się z zaskakującymi sytuacjami aby na końcu znowu być zaskoczonym odpowiedzią na główne pytanie: kto i dlaczego porwał dziecko? Ba. Na jednym dziecku się nie skończy.

 

Dzięki tej książce, według mnie bardzo dobrej książce, będziecie mieszkańcami miasteczka, w którym zaczynają się dziać mrożące krew w żyłach zdarzenia. Przy okazji mieszkańcy miasteczka dowiadują się, że każdy z nich ma ciemną przeszłość, o której chciałby zapomnieć.

 

Ewa Ostrowska stworzyła thriller psychologiczny, który nie jest utartym schematów.

 

Czytając, w pewny momencie miałam wrażenie, że wiem kto jest tym złym. Ale autorka skutecznie mnie zmyliła.

 

Z ciekawości przejrzałam sobie bibliografię Ewy Ostrowskiej. W większości są to książeczki - opowiadania dla dzieci. Trochę mnie zaskoczyło, że pisząc dla dzieci tak świetnie autorka poradziła sobie z mocnym kryminałem.

 

Z czystym sumieniem polecam. Tym bardziej, że książkę napisała polska autorka. A wciąż pokutuje przekonanie, że polscy pisarze nie potrafią napisać dobrej i trzymającej w napięciu książki. Ewa Ostrowska potrafi.

Kornelia

Książka Ewy Ostrowskiej zainteresowała mnie samym tekstem na tylnej okładce. Początkowo myślałam, że będzie to prosty kryminał, z szybkim rozwiązaniem, ba, może nawet prędko dojdę do tego, kto jest mordercą. Ale tak się nie stało i zostałam mile rozczarowana.

 

Nevada. Spokojne miasteczko, w którym każdy każdego zna. Ludzie żyją w przeświadczeniu, że mijany na ulicy sąsiad jest przyjacielem, pani z warzywniaka obok zawsze posłuży radą a uczynny doktor nigdy nie odmówi pomocy. Żyje się tutaj jak w idyllicznym, wyśnionym wręcz świecie, gdzie nie ma miejsca na demony i zło. Wszystko zmienia się o sto osiemdziesiąt stopni, gdy ktoś porywa syna Hellen i Willa Barkinsów, Patricka, spod czujnych oczu rodziców. Akt ten dokonuje się w dzień, kiedy chłopiec bawił się w piaskownicy przed domem, w momencie, gdy ojciec czytał gazetę na tarasie, popijając kawę, zerkając na syna. Kilka dni później Hellen znajduje w piaskownicy manekina złudnie przypominającego jej zaginionego synka. Wybiega z wypisaną w oczach radością, mając nadzieję, że koszmar już się skończył. Gdy orientuje się, że to nie dziecko, a na głowie manekina znajduje się skalp z włosami synka, popada w depresję. Jak mogło do tego dojść? Kto tak okrutnie znęca się nad zrozpaczonymi rodzicami? Jakim cudem udało się zbrodniarzowi wykraść dziecko w biały w dzień?

 

Tego ma zamiar dowiedzieć się szeryf Haig, detektyw Peters oraz sporządzająca profile Jennifer Whitaker. Z początku ich praca idzie opornie, nie mogą się dogadać, dochodzi do wielu spięć, jednak z czasem potrafią sobie zaufać. Haig, jako osoba mieszkająca w Nevadzie, znająca mieszkańców, ma tym trudniejsze zadanie, bo w świetle dowodów okazuje się, że osoba stojąca za morderstwem, jest jedną z wielu mijanych przez lata na ulicach. Jest jedną z nich. Co gorsza, brutalnie i w pełni świadomie dokonuje zbrodni. Haig ma mało czasu, by odkryć kim jest. W trakcie śledztwa na jaw wychodzą ciemne sprawy szanownych mieszkańców Nevady. Nikt nie jest tym, za kogo się podaje. Morderca nie śpi i wkrótce dochodzi do kolejnej tragedii. Wstrząśnięte tragedią miasteczko nie spodziewa się tego, co ma dopiero nadejść. Czy Haigowi uda się dotrzeć do prawdy?

 

Osobiście książkę czytałam z wypiekami na twarzy, nie wiedząc, czego mogę się spodziewać na następnych kartkach. Początkowa jednostajność narracji wprowadza czytelnika w sielankowość miasteczka, by później nagle zburzyć ten obraz brutalnością i okrucieństwem. Obrazy przedstawiane przez Ostrowską są niesamowicie sugestywne. Czytelnik zaczyna się zastanawiać nad tym czy to jest możliwe, by ktoś był zdolny do takich czynów.

 

Co do postaci trudno jest je ocenić. Są zróżnicowane na niemal każdym poziomie. Początkowo pałałam sympatią do wspomnianej wcześniej Hellen. Wydawała mi się osobą spokojną, zdystansowaną, nieco pedantyczną. Była kochającą matką i żoną. W miarę czytania moja sympatia przypadła w udziale Haigowi. Sam nie miał łatwego życia, jednak nie zatracił w sobie nadziei na dobre zakończenie i uparcie brnął w śledztwo, ze wszystkich sił starając się odnaleźć oprawcę. Poświęcał temu każdą minutę, jego myśli wypełnione były jednym celem : udaremnić kolejne morderstwa. Nawet Peters, szorstki w obyciu, raczej nieprzyjemny detektyw okazał się osobą z krwi i kości. Co do charakteru samego mordercy – powiem jedynie, że byłam w ciężkim szoku. Ostrowska z mistrzowską precyzją skonstruowała potwora, wnikając w jego psychikę, przedstawiając w sposób niejednoznaczny.

 

„Kamuflaż" to książka dla osób o zdecydowanie mocnych nerwach. Wciąga od pierwszej kartki i nie przestaje nękać, aż do samego końca. Tajemnice nasilają się w tempie ekspresowym, autorka co rusz wprowadza nowe fakty, które zamiast rozjaśnić sprawę, tylko ją gmatwają, a morderca może być kimkolwiek. Co najgorsze na ofiary wybiera niewinne dzieci, co jeszcze bardziej pogłębia strach i niedowierzanie mieszkańców. Będziesz w stanie wniknąć w umysł kogoś, kto znęca się nad czystą i nieskalaną istotą? Ja wniknęłam i poczułam ten sam strach, co Nevada.

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież


Współpracujemy z: