Okładka wydania

Inne Okręty

Kup Taniej - Promocja

Dodatkowe informacje

  • Autor: Romuald Pawlak
  • Tytuł Oryginału: Inne Okręty
  • Gatunek: Fantasy & SFPowieści i Opowiadania
  • Język Oryginału: Polski
  • Liczba Stron: 368
  • Rok Wydania: 2011
  • Numer Wydania: I
  • Wymiary: 125 x 195 mm
  • ISBN: 9788362329243
  • Wydawca: Erica
  • Oprawa: Miękka
  • Miejsce Wydania: Warszawa
  • Ocena:

    4/6

    1/6

    3/6

    1/6


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 2 votes
Styl: 100% - 2 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

Inne Okręty | Autor: Romuald Pawlak

Wybierz opinię:

LadyBoleyn

Na lekcjach historii nieraz poruszany był temat podbojów Europejczyków terenów, znajdujących się „za oceanem" w XV wieku, kiedy to przez przypadek Krzysztof Kolumb trafił do zupełnie innego świata, niż planował. W wyniku tego odkrycia, mieszkańcy Europy zyskali wiele nowych towarów, przypraw i kosztowności, o których istnieniu dotychczas nie mieli pojęcia. Jednak te działania i przymusowa kolonizacja posiada znacznie więcej minusów niż plusów. Mieszkańcy Europy na ziemiach Indian poczuli się niemal jak stali bywalcy, zagrabiając sobie terytoria, na których żyła dotychczas rdzenna ludność. Przymusowe nakłanianie do wierzenia w miłosiernego Boga, który pomagał oprawcom, zmuszanie do niewoli i niszczenie dotychczasowego dobytku – niewątpliwie Indianie na skutek odkrycia ich istnienia przez Europejczyków, stracili wiele. Za każdym razem dziwi mnie, że Hiszpanie, którzy głównie działali na tym kontynencie, dziwili się, iż czerwonoskórzy walczyli o swoją wolność, nie poddając się woli nieprzyjaciół. Ci „ucywilizowani" dążyli tylko do śmierci napotkanych osób i uważali się za lepszych, głównie dlatego, że posiadali broń, ubranie i prawa, które mogli wykorzystywać. „Inne okręty" Romualda Pawlaka to właśnie opowieść o losach kolonistów, zmieniających oblicze nieznanej dotąd Ameryki.

 

Romuald Pawlak przenosi czytelników na tereny dzisiejszej Ameryki, gdzie Inkowie zaciekle walczą o własne prawa i możliwość życia tak, jak żyli zanim pojawili się Europejczycy. Pierwsza próba podboju ich państwa kończy się fiaskiem, bowiem rdzenni mieszkańcy nie myślą nawet o poddaniu się woli nowych przybyszów. Inkowie nie pragną poznać szczegółów zachodniej cywilizacji ani też przeznaczyć czas na poznanie Boga białych ludzi. Nieliczni oprawcy postanawiają zamieszkać na wybrzeżu, wierząc, że z czasem ich wpływy rozrosną się. Z Hiszpanii wyrusza potężna armada, której przeznaczeniem jest zniszczyć wrogów i zadecydować, kto dalej będzie rządził Nowym Światem. Pedro de Manjarres, kapitan hiszpańskiej karaweli, szczególnie obawia się zbliżającej wojny – w jednym z inkaskich miast pozostawił swoją ukochaną Indiankę Asarpay, z którą wiąże plany na przyszłość. Hiszpan jest świadomy tego, że zbliżająca się bitwa może zmienić wiele w ich życiu. Wraz z kapitanem napływają rządni przygód i bogactwa polscy szlachcice, którzy również przyczynią się do podboju państwa Inków. De Manjarres postanawia walczyć o swoją miłość, pragnąc odnaleźć Asarpay. Jednak próbując to zrobić, odkrywa w sobie niezwykły dar: potrafi przewidzieć przyszłość.

 

„Inne okręty" to pierwsza powieść Romualda Pawlaka, która została wydana w 2003 roku przez Agencję Wydawniczą Runa. Niedawno wydanie zostało wznowione przez Instytut Wydawniczy Erica. Sam autor głównie specjalizuje się w tworzeniu fantastyki, a w swoim dorobku ma również książki dla dzieci i powieść obyczajową. Recenzowana przeze mnie pozycja to lektura o tematyce historycznej. Autor porusza intrygujący temat, jakim jest walka Inków z pewnymi swoich racji Europejczykami, którzy są w stanie zrobić niemal wszystko, aby chronić swoich praw. Przyznam, że niemal od samego początku dałam wciągnąć się w intrygującą historię o miłości i przyjaźni, ale też i zarazem o niezrozumiałej nienawiści i dążeniu do zyskania bogactwa za wszelką cenę. Razem z bohaterami tejże książki możemy obserwować zmianę otoczenia i nastawienia ludzi, którzy momentalnie zaczynają myśleć jedynie o własnym przetrwaniu. Pewni własnych racji Hiszpanie, nie spodziewający się żadnego oporu ze strony Inków, tworzą obraz materialistów i ludzi, postępujących wbrew wpajanym przez Boga zasadom. Interesujące jest również nastawienie Indian, którzy walczą, praktycznie nie mając broni, widocznej u Europejczyków. Nie myśleli chociażby na chwilę o tym, aby zaprzestać swych działań i pozwolić, aby ich ojczyznę nawiedziły rządy brutali. Wojna toczona pomiędzy ludźmi na pewien sposób obytymi, znającymi świat nieco bardziej niż nieprzyjaciele, i Inkami, którzy wierzą tylko w to, co widzą, jest brutalna, ale też i imponująca. Zwłaszcza, że na tych terenach można dojrzeć miłość rodem z bajki „Pocahontas" – Hiszpan zakochuje się w pięknej Indiance i nie pozwala jej odejść – nawet jeśli za swój wybór miałby przypłacić życiem.

 

Romuald Pawlak posiada lekki styl, który spowodował, że z trudnością odkładałam tę książkę chociażby na chwilę. Kolejne strony przemykały mi pomiędzy palcami, a przygody dzielnych Europejczyków nieraz miałam przed oczami, widząc jak dokonują trudnych wyborów. Opisy zaprezentowane w „Innych okrętach" potrafią pobudzić wyobraźnię czytelnika i spowodować, że odbiorca czuje się tak, jakby występował w centrum wydarzeń. Dialogi pomiędzy bohaterami idealnie wprowadzają nas do świata, gdzie wszystko jest możliwe, i otwierają drzwi do spraw, które niemal od samego początku intrygują. Bohaterowie zostali wykreowani w sposób godny uwagi – nie sposób pomylić żadną z postaci, bowiem każda z nich posiada odrębne cechy, wyróżniające ją z tłumu. Niekiedy w całości brakowało mi nieco większej spójności – nieraz w natłoku myśli można było nieco pogubić się w akcji. Również czasami żałowałam, iż autor nie dokańczał niektórych wydarzeń – podczas ucieczki Pedro i Asarpay wystąpiła luka w ich życiu, która niestety nie została niczym zapełniona. Jednak pomimo wszystko czytając „Inne okręty" bawiłam się znakomicie. W lekturze nie brakuje przygód, niebezpieczeństwa czyhającego na każdym kroku oraz przede wszystkim miłości, która sprawia, że na tle krwawych walk można znaleźć iskierkę czegoś, co rozbudza pozytywne emocje.

 

„Inne okręty" niewątpliwie trafią w gust osób, które interesują się historią, połączoną z ciekawą przygodą i wątkiem miłosnym. Owa książka to moje pierwsze spotkanie z twórczością Romualda Pawlaka i mam nadzieję, że w bliskiej przyszłości będę miała okazję przeczytać więcej jego powieści. Powieść polecam, w dalszym ciągu widząc oczyma wyobraźni zgrozę niczego winnych Indian.

Leanne

Opis Wydawcy:
Barwna, pełna przygód i niebezpieczeństw opowieść, w której bohaterowie walczą o wolność i miłość w świecie, gdzie nie wszystko jest tak oczywiste jakby się mogło wydawać... Pierwsza próba podboju państwa Inków kończy się klęską. Francisco Pizarro pada w bitwie pod Saran, a konkwistadorzy zostają krwawo odparci. Nieliczni Europejczycy osiedli na wybrzeżu, ale Inkowie okazali się zdumiewająco odporni na pokusy zachodniej cywilizacji i próby nawracania. Z Hiszpanii wyrusza potężna armada, by zniszczyć wrogów i rozstrzygnąć, kto będzie panował nad tą częścią Nowego Świata. Pedro de Manjarres, kapitan hiszpańskiej karaweli, ma szczególne powody, by się tej wojny obawiać. W jednym z inkaskich miast pozostawił swoją ukochaną, Indiankę Asarpay. Wojna może bezpowrotnie ich rozdzielić. Razem z armadą wyruszają rządni bogactw i przygód polscy szlachcice...

 

Rzuć i sprawdź jak daleko poleci!

 

Są takie książki, po których przeczytaniu z emocji brakuje nam tchu i o których nie zapomnimy nigdy. Są też takie z którymi spędziliśmy miło czas, a które nie zostaną na dłużej zapisane w naszej pamięci. Są wreszcie pozycje, które mamy ochotę skazać na śmierć przez podpalenie, a w najlepszym razie rzucić nimi i sprawdzić jak daleko polecą. Do ostatniej kategorii, zaliczają się według mnie "Inne Okręty" autorstwa uznanego, nie mam zresztą pojęcia za co, pisarza, Romualda Pawlaka. Rzeczą oczywistą jest, że sam fakt iż Pan Pawlak jest polskim twórcą, raczej zniechęci mnie do lektury. Naprawdę rzadko zdarza się, by rodzimi pisarze zaskarbili sobie moją sympatię, a teraz spotkało mnie kolejne już wielkie rozczarowanie. Przez takie książki jak ta, mam ochotę nigdy więcej nie oglądać tworów Polaków, nie słuchać o nich, a najlepiej by w ogóle zniknęły z powierzchni Ziemi. Płytkie szufladkowanie? Być może, jednak zapraszam do przeczytania choć kilku rozdziałów tejże książki, a przekonacie się na własnej skórze jak potwornie grafomańskie dzieło może stworzyć człowiek.

 

Francisco Pizarro poległ w słynnej bitwie pod Saran, Europejczycy prowadzący krwawe utarczki z Inkami, aż wreszcie Hiszpan, Pedro de Manjarres, kapitan karaweli, obawia się wojny, ponieważ w inkaskim mieście pozostawił ukochaną Asarpay, Indiankę. Ach, wojna może rozdzielić tych dwoje, cóż za nieszczęście... tylko tyle musicie wiedzieć. I to już rzuca cień, na tę straszną powieść, bowiem miast, bitew i kochanek jest od jasnej cholery, a ja sama ledwo się w tym wszystkim odnalazłam. Czytając te książkę towarzyszyło mi nieustanne wrażenie, że oglądam jedną z brazylijskich telenoweli. Czyżby Autor obejrzał ich trochę za dużo i nieświadomie przenosił zaczerpnięte wzorce na swoją powieść?
Pierwszą i jedną z najgorszych rzeczy w "Innych Okrętach" jest trzeciosobowa narracja, która jest zwyczajną zagładą dla tej książki i być może narracja z innej perspektywy byłaby małym światełkiem w tunelu. Akcja, to jedno wielkie okropieństwo, albowiem dłuży się nie miłosiernie. Czy ktoś oglądał sławetną Modę Na Sukces? W tymże serialu, zanim rozwikła się jedna sprawa, zanim nieszczęśliwi kochankowie odkryją, że wcale nie są spokrewnieni i rzucą się w ogień namiętnej, dzikiej miłości, przeleci dobre kilkadziesiąt odcinków. Tak jest i tutaj, akcja rozkręca się z prędkością niedorozwiniętego ślimaka, a co gorsza, przez ten cały czas miałam ochotę zasnąć i nigdy więcej się nie obudzić. Gdyby wydarzenia wprowadzające Czytelnika do wykreowanego świata były interesujące, możnaby w ostateczności Autorowi wybaczyć. Kiedy jednak już dojdzie do jakiegoś wydarzenia które od biedy można uznać za w miarę ciekawe, jest ono kompletnie położone. I oto promyk nadziei gaśnie. Autor absolutnie nie poradził sobie z opisami scen batalistycznych, a to na co liczyłam sięgając po lekturę - brutalność, wojna i morze krwi, zostało podane w najmniejszej z możliwych, dawce. Na litość boską, toż to nie kolejna książka dla ośmiolatek ! Tej książce między innymi tego było, moim zdaniem trzeba - dozy brutalności, scen walk, także tych na morzu i nieustającej, porywającej akcji. Oczywiście wszystkich tych elementów, o zgrozo - zabrakło. Gdyby nie pojawił się jeden, no dobrze; dwa, możnaby stwierdzić, że nie jest źle. Ale brak jakiegokolwiek punktu zaczepienia, choć jednego mocnego punktu, to już istna groteska i zakrawa na kpinę.

 

Bohaterowie, wszyscy bez wyjątku są absolutnie tragiczni, patetyczni, mdli i bezpłciowi. Dla mnie mogłyby zastąpić ich drewniane kukły, nie zauważyłabym różnicy. Żadne ich działanie nie było poparte racjonalnymi argumentami, nie wspominając o tym, że uważam ich za niezdolnych do przeżywania ludzkich emocji. Spod pióra Romualda Pawlaka, nie wyszły pełnokrwiste i fascynujące postacie, a mętne i bezkształtne pod każdym względem,twory.

 

"Inne Okręty" czytałam absolutnie beznamiętnie, bez jakichkolwiek odczuć czy emocji. Odliczałam jedynie czas do jej skończenia i odkładałam na półkę kilkanaście razy, by wreszcie raz na zawsze zakończyć te katorgę i wydać okrzyk radości powodowany ukończeniem książki. Tego właśnie bardzo żałuję, tego, że nie dane było Czytelnikowi przeżyć emocji, wczuć się całym sobą w bohaterów. Gdzie pełna grozy i akcji historia o morskich bitwach?

 

Moja subiektywna ocena, prezentuje się tak a nie inaczej, więc ja absolutnie odradzam sięgnięcie po tę książkę. Niezależnie od oczekiwań i priorytetów, rozczarujecie się. Choć, przyznać trzeba, że powieść jako lekarstwo na bezsenność jest lekiem wprost wybornym i powinna być sprzedawana w aptekach. Może tworzeniem takich leków, powinien zająć się Autor? Niech leżą na aptekarskich półkach, niech je kupują młode matki i panie po siedemdziesiątce, uskarżające się na brak snu. Ale niech te leki, nie udają porządnych książek, bo zdecydowanie nimi nie są.

Kasiek

Czasami zdarza się, że sugerujemy się tytułem i oczekujemy od książki czegoś innego, nastawiamy się na jedno, otrzymujemy drugie. Znacie to uczucie? No właśnie. Ja tak miałam z książką „Inne okręty", nie wiem dlaczego nastawiłam się na książkę która będzie swego rodzaju przewodnikiem po flocie wojennej. Przyznaję, nie przeczytałam opisu wydawcy, bo wtedy wiedziałabym czego oczekiwać. I pewnie oczekiwałabym jeszcze więcej.

 

Okres podbojów geograficznych Ameryki Środkowej to rzadki motyw, czy to w literaturze czy w filmie. O ile kilka filmów o tej tematyce mogłabym wymienić, natomiast jest to prawdopodobnie jedna z pierwszych książek, która nie jest traktatem naukowym a która zabiera mnie do nowego świata, abym była świadkiem wydarzeń, które na zawsze zmienią losy świata, teoretycznie w sposób Malo spektakularny, bez wybuchów, bez grzybów nuklearnych eksplozji, ale odbiją się echem w najdalszych zakątkach globy przecież. Dla mnie to już jest ogromny plus. Oryginalność, bo czasami mamy wrażenie że ostatnio chociażby zalewa nas fala wampirów, lub powieści których akcja dzieje się w średniowieczu, w Europie. A są inne miejsca, inne epoki które przecież warto poznać. Toteż gdy uświadomiłam sobie o czym ta książka opowiada byłam zachwycona, chociaż i pełna obaw gdyż nie jest to łatwy okres, proste wydarzenia. Wokół kolonizacji Nowego Świata wyrosło wiele legend, funkcjonuje wiele nieprawdziwych opinii i naprawdę trzeba mieć dużą wiedzę i sporą odwagę by się zmierzyć z tą tematyką.

 

Moim zdaniem autor doskonale się wywiązał z tego zadania, książka jest ciekawa wciągająca oraz co ważne jeśli chodzi o tak zwany pierwszy rzut oka, jest intrygująca, okładka przyciąga wzrok, kusi swoją prostotą i ową tajemniczą aurą. To tak przy okazji ostatnich dyskusji o okładkach.

 

Obiektywnie książka jest powieścią idealną, oryginalny temat poruszony w ciekawy sposób, ciekawe watki, wciągająca fabuła, wszystko to osadzone w bardzo interesującym okresie historycznym, tak now właśnie, ale ja mam ALE. Teraz czas na mój subiektywny osób, bo książka mimo tych wszystkich cech, które czynią ją dobrą receptą na spędzenie czasu mnie nie zachwyciła, nie sprawiła, że czytałam ją z wypiekami na twarzy, nie zżyłam się z bohaterami, obojętnie śledziłam ich losy. Bez cienia zaangażowania. Nie potrafię wytłumaczyć tego zjawiska. Po prostu nie zaskoczyły trybiki, nie zadziałała chemia. Na pewno zrobię jeszcze jedno podejście do tej książki, bo być może to kwestia złego okresu w moim życiu, ponieważ temat wart jest zgłębienia.

Caroline Ratliff

Książki historyczne to zdecydowanie nie moja bajka. Trzymam się od nich z daleka - wyjątkiem są jedynie dzieła Bernarda Cornwella. Pasjonatką pradawnych dziejów nigdy nie byłam, nie jestem i nie będę. Dlatego właśnie od początku sceptycznym okiem zerkałam na 'Inne okręty' Romualda Pawlaka. Było to moje pierwsze spotkanie z tym autorem, a odwlekałam je tak bardzo, jak tylko mogłam. W końcu, zebrawszy się w sobie, rozpoczęłam lekturę. Skończyłam na pięćdziesiątej drugiej stronie. Rzuciłam książkę w kąt. Po kilku tygodniach postanowiłam zaryzykować raz jeszcze. Usiadłam wygodnie i po raz drugi rozpoczęłam wojnę. Gdyby mnie ktoś widział podczas czytania tej książki, sądziłby, że przeżywam najgorsze męki na świecie. Przyznaję od razu - 'Inne okręty' to jedna z najgorszych książek jakiekolwiek w życiu czytałam.

 

Pierwsza próba podboju państwa Inków kończy się klęską. Francisco Pizarro pada w bitwie pod Saran, a konkwistadorzy zostają krwawo odparci. Nieliczni Europejczycy osiedli na wybrzeżu, ale Inkowie okazali się zdumiewająco odporni na pokusy zachodniej cywilizacji i próby nawracania. Z Hiszpanii wyrusza potężna armada, by zniszczyć wrogów i rozstrzygnąć, kto będzie panował nad tą częścią Nowego Świata. Pedro de Manjarres, kapitan hiszpańskiej karaweli, ma szczególne powody, by się tej wojny obawiać. W jednym z inkaskich miast pozostawił swoją ukochaną, Indiankę Asarpay. Wojna może bezpowrotnie ich rozdzielić. Razem z armadą wyruszają rządni bogactw i przygód polscy szlachcice.

 

To, co ujmuje opis z tylnej okładki, nie ujęłyby moje słowa. Nie jestem w stanie napisać nic mądrego o fabule, bohaterach czy akcji, ponieważ ta książka zrobiła mi wodę z mózgu. Ale dobrze, uprę się, i ostro powytykam wszystkie błędy autora (a przynajmniej te największe). Na pierwszy ogień rzućmy może bohaterów. Nudni, jednakowi, do bólu szablonowi - nie wyróżniali się niczym oryginalnym. Jedynym światełkiem w tunelu była postać Asarpay, ale i ją autor zepsuł. Nie umiem opisać, jakie wrażenia wywarli na mnie bohaterowie - ani się z nimi nie zżyłam, ani ich nie nienawidziłam - po prostu byli mi totalnie obojętni. Do obrzydzenia pospolici. Fuj. Rzućmy zatem okiem na fabułę i akcję. Chociaż nie, przepraszam. Chyba podczas czytania przysnęłam. Czytałam każdą, każdziusieńską stronę, słówko po słówku, próbowałam delektować się 'kunsztem pisarskim' autora. Skończyło się na tym, że nic specjalnego nie zapadło mi w pamięć. Czy to nie dziwne? Wydaje mi się, że fakt ten świadczy o tym, iż Pawlak totalnie zawalił sprawę i nie postarał się, by zainteresować czytelnika. No pewnie, bo i po co. Pan Romuald miał jakiś pomysł, ale źle go wykorzystał - nie te słowa, nie ci bohaterowie, nie ten czas! Być może ta książka nie jest przemyślana, była pisana na szybcika, po to, żeby tylko ktoś ją wydał? Oj, nieładnie, nieładnie. Fabuła 'Innych okrętów' nie wniosła do mojego życia nic nowego. A szkoda.

 

Podczas czytania 'Innych okrętów' cały czas powstrzymywałam się od zaśnięcia. Może jestem niedojrzała, może jeszcze nie wszystko rozumiem - no więc proszę Was bardzo, błagam wręcz - wytłumaczcie mi, co takiego autor chciał przedstawić w swojej książce? Dlaczego miałam ochotę wyrzucić ją przez okno, zniszczyć, utopić, zakopać, odkopać, pogryźć i jeszcze raz wyrzucić? Dla mnie ta powieść to jedna wielka porażka, jestem wręcz zdumiona, że wydawnictwo zgodziło się na wydanie takiego gniota, bo ująć tego inaczej nie potrafię. Boże, widzisz, a nie grzmisz! Pomijam już fakt, że po raz tysięczny już, zawiodłam się na pisarzu polskiego pochodzenia...

 

Znalazłam jeden plus tej książki! Tak, bijcie mi brawa, owacje na stojąco. Autografy rozdaję później. Ale do rzeczy - jedynym pozytywnym aspektem tej książki jest... okładka. 'Inne okręty' są naprawdę cudnie wydane, powieść cieszy oko. Szkoda tylko, że o wewnętrznej zawartości tego powiedzieć nie możemy. No ale cóż, panie Romualdzie: niech się pan cieszy, że pana powieść nadrabia chociaż wyglądem!

 

Podsumowując: jeżeli będziecie w jakiejś księgarni, i najdzie Was ochota na zakup książki historycznej - szerokim łukiem omijajcie 'Inne okręty'. Jest to powieść nic nie wnosząca do życia czytelnika. Szablonowe postacie, nudna fabuła, zero akcji - naprawdę macie na to ochotę?

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież


Współpracujemy z:

BIBLIOTECZKA

Karta Do Kultury

? Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
*obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
*dodawać je do ulubionych
*polecać innym czytelnikom
*odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
*listować pozycje, które posiadasz
*oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!

  • Stwórz Konto