Okładka wydania

Wyścig Śmierci

Kup Taniej - Promocja

Dodatkowe informacje


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 2 votes
Akcja: 100% - 2 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 3 votes
Styl: 100% - 3 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 3 votes
Polecam: 100% - 2 votes

Polecam:


Podziel się!

Wyścig Śmierci | Autor: Maggie Stiefvater

Wybierz opinię:

Zuzankawes

Nazwisko Maggie Stiefvater jeszcze do niedawna nie mówiło mi nic. Wiedziałam tylko, że jest autorką trylogii o wilkołakach, czy może wampirach, a to nie obszar moich fascynacji czytelniczych. Jakoś nam nie po drodze. Zwłaszcza po przeczytaniu „Zmierzchu" Stephenie Meyer, książki wychwalanej pod niebiosa, a moim skromnym zdaniem gniota z prawdziwego zdarzenia. W dodatku dla naiwnych małolat. Jednak moja nieznajomość autorki ostatnio się skończyła, z chwilą sięgnięcia po książkę „Wyścig śmierci". Nasze pierwsze spotkanie okazało się strzałem w dziesiątkę i miłością od pierwszego czytania. I mam ochotę kontynuować tę znajomość.

 

Niepokojąca fabuła. Chyba tak najdosadniej opisać można to, co dzieje się w „Wyścigu śmierci". Jest dzika i nieposkromiona, a u czytelnika wywołuje bezsenność. Tak musieli czuć się bohaterowie powieści, którzy mieli styczność z magicznymi, dzikimi końmi, prawdziwymi potworami głębin.

 

Co roku na plaży na wyspie Thisby z głębin oceanu wypływają na ląd dzikie, krwiożercze konie wodne, eich uisce. Równie piękne, co niebezpieczne. Co roku wśród miejscowych rozpoczyna się szaleństwo. Giną przypadkowe ofiary mające styczność z dzikimi zwierzętami, giną też ludzie pragnący posiąść i poskromić konie, by wsiąść na ich grzbiet i stanąć ze śmiercią twarzą w twarz startując w Wyścigu Skorpiona. Tego roku jednak wydarzy się coś wyjątkowego, bezprecedensowego, łamiącego zastany porządek i dotychczasowe reguły. Akces do męskiego wyścigu zgłosi dziewczyna, która na domiar złego będzie próbowała złamać jeszcze jedną niepisaną zasadę Wyścigu Skorpiona... Tak rozpoczyna się dzika i szalona historia Kate vel Puck Connolly i Seana Kendricka, dwójki bohaterów zmuszonych zbyt szybko wkroczyć w dorosłość.

 

Wyścig rodzi obsesję podobną do tej, jaką dzikie konie mają na punkcie oceanu. Poskromić konia, to niczym ujarzmić ocean. Dlatego adrenalina rośnie, dlatego wielu jeźdźców nie wytrzymuje i ginie w szczękach konia, pod jego kopytami lub zostaje poniesiona na końskim grzbiecie do oceanu.

 

Ta powieść, to nie banalna opowiastka o magicznych stworach. To przede wszystkim opowieść o ludzkiej walce, dążeniu do wyrwania się z beznadziei i niemocy. To historia rywalizacji, tej mobilizującej i uczciwej, ale nade wszystko i tej, którą podsyca nienawiść. Opowieść jest niezwykle absorbująca, zwłaszcza że pociągnięta została z perspektywy zarówno Puck, jak i Seana, traktując ich historie równorzędnie. Czytelnik ma zatem możliwość poznać pobudki i motywacje obu zawodników, śledząc ich losy i dowiadując się wielu istotnych faktów na temat ich przeszłości.

 

Stiefvater genialnie oddała masę emocji targających ludźmi. O części już wspominałam, nie można jednak pominąć faktu, iż „Wyścig Śmierci" jest historią o pasji, przyjaźni, fascynacji, braterstwie, ludzkiej podłości i bezduszności, jest w zasadzie mozaiką uczuć. A dzięki temu książka wzbudza silne emocje, potrząsa, otumania i ogłusza. Wzbudza strach i nostalgię. Emocje, jakie towarzyszą czytaniu książki doprowadzają do wyczerpania nerwowego. Dawno nie czytałam niczego tak bardzo pasjonującego, tak niebanalnego. I po raz pierwszy udzieliła mi się adrenalina bohaterów, stawiając mnie na równi z nimi, pędzącą na własnym morskim koniu.

 

Przy takiej narracji można zostać hazardzistą! Bo ja zrozumiałam dzięki Stiefvater jak pociągające mogą być zakłady. Może nie biegnę od razu obstawiać konia na Wielkiej Pardubickiej, ale rozumiem już, jak bardzo podniecające może być to zajęcie.

 

To genialna, niesamowita powieść. Od pierwszej, aż po ostatnią literę. Drąży i wybebesza, pokazując co drzemie w każdym z nas. Ile dobra i ile podłości potrafimy ze sobą nieść. A po jej przeczytaniu czujesz się, jakbyś oberwał obuchem w głowę. I tchu też jakoś złapać nie można.

 

Polecam, kapitalna powieść!

Nevermore

"Jest pierwszy dzień listopada, więc dzisiaj ktoś umrze.
Każdego roku na wyspie Thisby odbywa się Wyścig Skorpiona. Jeźdźcy na swoich rumakach, pięknych, lecz śmiertelnie niebezpiecznych koniach wodnych muszą zrobić wszystko, aby dotrzeć do mety. Stawka jes wysoka - życie albo śmierć.

On - dzięwiętnastoletni Sean Kendrick - zwyciężył w wyścigu już cztery razy. Tej jesieni będzie walczył nie tylko o przeżycie, lecz także o swoją przyszłość i ukochanego rumaka. Ona - Kate "Puck" Connolly - jest pierwszą kobietą, która odważyła się wystartować w wyścigu. Musi wygrać, aby ocalić swoją rodzinę i dom. Zwycięzca może być tylko jeden." www.wilga.com.pl

 

"Wyścig śmierci" zdawał mi się być kolejną powieścią, w której grupa młodych ludzi walczy o przetrwanie w śmiertelnej grze, z której tylko jedna osoba może wyjść z żywa. Niemniej jednak, już w samej zapowiedzi było coś niezwykłego. Okładka - przykuwa wzrok. Tytuł - brzmi intrygująco. Autora - już nie raz udowodniła swój talent pisarski i zbiera wiele pochlebnych recenzji. Trailer, który zobaczyłam po raz pierwszy w kinie (!) przekonał mnie do reszty (choć już wcale nie musiał), że to jedna z powieści, które po prostu trzeba przeczytać. Hasło reklamowe z tyłu książki kusi, a ja nie byłabym sobą, gdybym nie sprawdziła ile w tym prawdy

 

"Jeśli "Wyścig śmierci" nie przypomina ci niczego, co do tej pory czytałeś, to dlatego, że tak właśnie jest."

 

Przenosimy się na wyspę Thisby. To tutaj, co roku odbywa się słynny Wyścig Skorpiona. Jeźdźcy i ich each uisce, mitologiczne konie wodne, stają się jednością i razem pokonują trasę, aby zdobyć wygraną. Jednak, jak to na wyścigach bywa, zwycięzca może być tylko jeden. Wbrew moim podejrzeniom, wyścig wcale nie trwa dopóki tylko jeden z uczestników pozostanie przy życiu. Nie oznacza to jednak, że konkurencja ta nie zbiera krwawego żniwa - wręcz przeciwnie. Each uisce to piękne, jednak niebezpieczne stworzenia. Żywią się krwią i nigdy nie powinno się im ufać, za bardzo ciągnie je do oceanu. Pierwsze śmiertelne wypadki mają najczęściej miejsce jeszcze zanim wyścig na dobre się rozpocznie.

 

Sean Kendrick zwyciężył już cztery razy. Razem z wierzchowcem Correm stanowią nierozłączną parę. Chłopak, choć stracił ojca właśnie w wyścigu, stał się swoistym symbolem wyspy - nikt tak jak on nie kocha niebezpiecznych stworzeń, jakimi są each uisce. Tylko on potrafi ujarzmić najbardziej niebezpieczne bestie i tylko on potrafi je naprawdę zrozumieć. Kate Connolly, a właściwie Puck Connolly, również kocha wyspę i również jest sierotą. Kiedy jej starszy brat postanawia opuścić wyspę, dziewczyna zdaje się nie mieć wyboru - wygrana w wyścigu jest jedynym sposobem na zarobienie tak dużej gotówki w tak krótkim czasie. Już niedługo może stracić domu, więc decyduje się na to dramatyczne rozwiązanie. Czy jednak mężczyźni z wyspy dopuszczą do starcia kobietę po raz pierwszy w historii? Czy Puck uda się przeżyć to krwawe starcie?

 

W wyścigu wcale nie jest powiedziane, że powinny w nim startować tak młode osoby. Główni bohaterowie powieści znajdują się jednak w wyjątkowo trudnej sytuacji - pozbawieni rodziców w tak młodym wieku, zdani są wyłącznie na siebie, co jedynie dodaje powieści dramatyzmu. Autorka zgrabnie manipuluje emocjami czytelników, najpierw poznajemy postać jako wyjątkowo sympatyczną, po czym pozwala jej zginąć. Dzięki temu, przez 500 stron powieści ze zdenerwowaniem przygryzałam wargę, obawiając się o losy moich ulubieńców.

 

Powieść jest dość specyficzna. Akcja toczy się swoim powolnym tempem niektórym może to odpowiadać, innym - nie. Jeśli o mnie chodzi, nie ukrywam, że właśnie takie budowanie napięcia bardzo przypadło mi do gustu. Niepokojący klimat udzielił mi się już po kilku stronach, przez co powieść wciągnęła mnie bez reszty. Właściwy wyścig pojawia się pod sam koniec i trwa on dość krótko. Chętnie poczytałabym o nim nieco dłużej, jednak i takie przestawienie sytuacji ma swoje plusy - przynajmniej nie zgubiłam się przez nieoczekiwane przyspieszenie akcji. Oprócz tego, nawet na kilku stronach, na których trwa decydujące starcie, autorce udało się mnie wprawić w osłupienie. Miałam mnóstwo podejrzeń odnośnie tego, jak może się zakończyć ta powieść. Jak się jednak okazało, żadne z moich przypuszczeń się nie sprawdziło.

 

Mniej więcej w połowie "Wyścigu śmierci" zdałam sobie sprawę z rzeczy niesamowitej - żaden z głównych bohaterów mnie nie irytował! Wydawać by się to mogło rzeczą naturalną, szczególnie jeśli jest ich jedynie dwójka. W powieściach przeznaczonych dla młodzieży istnieje jednak pewien schemat (który pewnie doskonale znacie), co sprawia, że stają się do siebie bliźniaczo podobne. Tutaj jednak zarówno Puck, jak i Sean mają swoje racje i własne historie do opowiedzenia. Nie ma ani złego chłopca (tudzież niegrzecznej dziewczyny - chyba modnej ostatnio). Nie ma też naiwnej niewiasty. Są za to unikatowi bohaterowie o złożonych charakterach. Wątek miłosny również się pojawia, ale wydaje się tak naturalny, jakbym obserwowała z boku prawdziwych ludzi - urzekł mnie w wyjątkowy sposób.

 

Stefvater udało się napisać książkę bazującą na mitologii, która jednocześnie nie ociera się o wampirzo-wilkołaczy kit. "Wyścig śmierci" to powieść, która wprawia w "książkowego kaca", zmusza do refleksji. Musiałam odczekać kilka dni, aby napisać tę recenzję, ochłonąć. Z perspektywy czasu stwierdzam, że to faktycznie jedyna w swoim rodzaju, niesamowita powieść. Jeśli jesteście znudzeni wtórnością rynku wydawniczego, jestem pewna, że "Wyścig Śmierci" pozytywnie Was zaskoczy. Ja stawiam tę książkę na półce z ulubionymi lekturami i sama nie mogę się sobie nadziwić, że nie sięgnęłam do tej pory po "Drżenie" - najwyższa pora to zmienić. Polecam!

Abigail

"To pora Wyścigu Skorpiona. Czuję, że żyję".

 

Wraz z nadejściem deszczowego listopada u wybrzeży wyspy Thisby wynurzają się z głębin morza morskie konie. Jednak nie są to konie, które dobrze znamy. Te istoty pochodzą z podań celtyckich i noszą nazwę each uisce. To potężne zwierzęta, które ważą ponad tonę i imponują wszystkim mieszkańcom swoją siłą, szybkością i wytrzymałością. Niestety mają jedną wadę - uwielbiają ludzkie mięso, jednak to nie stało na przeszkodzie mieszkańcom wyspy Thisby, którzy chwytają je i starają się oswoić, żeby móc wygrać w Wyścigu Skorpiona. Ten konkurs odbywa się na wyspie każdego roku, a jeźdźcy na swoich niebezpiecznych rumakach starają się zrobić wszystko, żeby dotrzeć do mety. Nagrodą jest wielka suma pieniędzy, jednak nawet ci, którzy nie zajęli pierwszego miejsca są wygranymi, gdy uda im się nie dać zniewolić magii each uisce i przeżyć.

 

Kate Connolly, dla przyjaciół Puck, nigdy nie miała łatwego życia. Odkąd jej rodzice zginęli na morzu i została z dwoma braćmi w ich domu nie wiedzie się najlepiej. Jakby tego było mało najstarszy z rodzeństwa, Gabe, obwieszcza im, że ma zamiar odpłynąć z Thisby i wyruszyć na stały ląd, żeby wreszcie wyrwać się od wszystkiego, co związane z tą wyspą. Nie tylko ta rzecz uderza w Kate i Finna - okazuje się, że ich dom nie będzie już dłużej opłacany i powinni się jak najszybciej stąd wyprowadzić. Puck decyduje się na niebezpieczne rozwiązanie - weźmie udział w Wyścigu Skorpiona, żeby uratować swoją rodzinę i dom.

 

Sean Kendrick jest czterokrotnym zwycięzcą w Wyścigu Skorpiona, jednak nie osiada na laurach i ciągle pracuje nad swoim wizerunkiem. Mimo tego, że zwyciężył już tyle razy wciąż pracuje w stajni Malverna, gdzie jest treserem koni i each uisce. Tym razem postanawia ponownie stanąć do zawodów, jednak już z czysto osobistych pobudek. Teraz nie będzie marionetką w rękach swojego szefa, ale musi walczyć o swoją przyszłość i ukochanego rumaka - Corra.

 

"Czasami wystarczy, że dzieli się z kimś swoją wściekłość, żeby poczuć się lepiej".

 

Pamiętam moment, w którym skończyłam czytać pierwszą część trylogii Wilki z Mercy Falls tej autorki. Towarzyszyły mi wtedy naprawdę sprzeczne uczucia i chciałam jeszcze raz wrócić do tej lektury i do ukochanych bohaterów. Niedawno przeczytałam ostatnią część i z trudem rozstałam się z tamtą serią, więc chyba nic dziwnego w tym, że gdy dowiedziałam się o nowej książce Maggie Stiefvater po prostu musiałam ją mieć. Sam tytuł był niezwykle przyciągający, okładka hipnotyzująca, a opis zapewniał nas o interesującej przygodzie do przeżycia. Czego chcieć więcej? Tylko czytać!

 

Wyścig śmierci jest z pewnością książką jedyną w swoim rodzaju. Na współczesnym rynku książkowym możemy znaleźć naprawdę wiele pozycji, które nawiązują do przeróżnych mitologii - od mitologii greckiej w serii Percy Jackson i bogowie olimpijscy, poprzez egipską w Dziewięciu życiach Chloe King, aż do Dotyku Gwen Frost z wyraźnie zarysowaną mitologią nordycką. Nikt jednak nie odwołał się do podań celtyckich, które postanowiła poruszyć Maggie Stiefvater. W tym stopniu Wyścig śmierci wykracza poza przyjęte do tej pory ramy i wprowadza powiew świeżości na rynek wydawniczy. Z pewnością w tej książce jest coś nowatorskiego, co może zaowocować dużym zainteresowaniem pisarzy wobec podań celtyckich.

 

Mogłabym porównać tę książkę do Igrzysk śmierci, jednak nie byłoby to do końca trafne spostrzeżenie. Rzeczywiście, Wyścig śmierci ma w sobie coś podobnego do wcześniej wspomnianej trylogii, jednak jest to ledwo dostrzegalny ślad. Puck tak samo jak Katniss musi zmierzyć się z trudną sytuacją w domu, jednak sama decyduje się na to, żeby postawić swoje życie na szali w Wyścigu Skorpiona. Również sama idea tego konkursu jest zbliżona do Głodowych Igrzysk, jednak nie na aż tak wielką skalę. Co prawda, bohaterowie muszą uważać na niebezpieczne konie i swoich rywali, ale nie jest to tak brutalne jak w Igrzyskach śmierci.

 

"Łatwo jest sprawić, żeby mężczyźni cię kochali. Wystarczy być górą, na którą muszą się wspiąć, albo wierszem, który próbują zrozumieć. Czymś, dzięki czemu czują się silni albo mądrzy. (...) Kiedy stajesz się zbyt podobna do nich, czar pryska. Nie ma sensu szukać Świętego Graala, jeśli wygląda jak filiżanka do herbaty".

 

Bardzo polubiłam Puck i Sean'a jako głównych bohaterów. Kate była niesamowicie upartą i pewną siebie dziewczyną, która zawsze miała własne zdanie i dokładnie wiedziała na czym stoi, a ja bardzo cenię sobie bohaterki, które są niezależne i, niczym koty, chodzą własnymi ścieżkami. Nawet jeśli nie zawsze zgadzałam się z jej wyborami i decyzjami, jakie podejmowała, to i tak zapałałam do niej ogromną sympatią i miałam do niej wielki szacunek. Sean również mnie zauroczył i niemal od samego początku go polubiłam. Od pierwszego spotkania Kate i Sean'a można było poczuć między nimi niezwykłą chemię i nić porozumienia, która jest naprawdę rzadko wyczuwalna w większości książek.

 

Niestety jeśli chodzi o akcję to z nią jest raczej krucho w tej książce. Musimy niemal przeczekać całą historię, a sam Wyścig Skorpiona jest opisany dopiero pod sam koniec. Niby nic strasznego, gdyby nie to, że autorka streściła go w kilku kartkach. Jak dla mnie było to stanowczo za mało, gdyż Maggie Stiefvater przygotowywała czytelnika od samego początku na krwawe zawody, a zakończyła to w nieco niefortunny sposób. Przez niemal całą książkę spotykamy się z bohaterami przy ich codziennych czynnościach i przygotowywaniach do Wyścigu Skorpiona, jednak mimo tego historia nie jest wcale aż tak nużąca, jak może się wydawać. Jednym z niewielu urozmaiceń jest Festiwal Skorpiona, który wzbudza w czytelniku, niezdrowe wręcz, zainteresowanie i zaostrza apetyt na Wyścig Skorpiona.

 

Maggie Stiefvater pokochałam za jej sposób pisania. W trylogii Wilków z Mercy Falls na każdym kroku towarzyszyła nam nieodgadniona nostalgia i tutaj również autorka się jej nie wyzbyła, aczkolwiek jest nieco mniej wyrazista. Autorka sprawdza się w niemal każdym rodzaju opisów - od rozbudowanych i pięknych opisów miejsc, do głębokich i uczuciowych opisów przeżyć wewnętrznych bohaterów. Za to tak bardzo lubię tę książkę - za sposób w jaki została napisana i za przyjemny język autorki. To wszystko sprawia, że czyta się ją naprawdę szybko i przyjemnie, mimo tego, że prawdziwa akcja zawiązuje się dopiero po trzystu stronach.

 

Podsumowując całokształt Wyścigu śmierci stwierdzam, że książka jest jak najbardziej godna polecenia i obowiązkowa do przeczytania. Mimo tego, że sam Wyścig jest ukazany dopiero pod sam koniec to historia ma w sobie "to coś" co nas do siebie przyciąga i nie puszcza aż do samego końca tej opowieści. Ze swojej strony polecam nie tylko tę pozycję, ale również pozostałe książki tej autorki - z dużym naciskiem na trylogię Wilków z Mercy Falls, która jest naprawdę dobrą lekturą. Ja jestem pod dużym wrażeniem Wyścigu skorpiona, mimo tego, że oczekiwałam czegoś zupełnie innego. Bez względu na to zaskoczenie, nie rozczarowałam się i z ręką na sercu mogę ją polecić.

 

" - Dzisiaj będę sprzedawał siebie, nie konie. Sam jestem atrakcją.
- Aaa, stąd ten szykowny strój. Prawie cię nie poznałem w tym garniturze.
- Kupiłem go sobie do trumny".

Aelin Ether

"Wyścig śmierci" pióra Maggie Stiefvater opowiada historię dwójki nastolatków Puck i Seana, biorących udział w Wyścigu Skorpiona. Ów zawody są śmiertelnie niebezbieczną zabawą, w której zwycięzca może być tylko jeden, lecz niejedna może zginąć. Ścigający dosiadają niezwykłych koni. Each uisce to krwiożercze konie wodne, wyłaniające się z morza w okolicach listopada. Puck, a raczej Kate Connolly decyduje się na wystartowanie pod wpływem chwili. Mimo tego co spotkało jej rodziców, dziewczyna bierze udział w niebezpiecznym wyścigu, w którym może podzielić los matki i ojca. Sean Kendrick jest czterokrotnym zwycięzcą Wyścigów i jedyną osobą, której konie na prawdę się słuchają. Jako jedyny potrafi nad nimi zapanować co daje mu przewagę w zawodach. Losy tej dwójki krzyżują się na kartach powieści, która nie do końca sprostała moim oczekiwaniom.

 

Maggie Stiefvater można kojarzyć z takich tytułów, jak cykl pt. "Wilkołaki z Mercy Falls" lub serii "Król Kruków". Sięgając po kolejną historię tej autorki spodziewałam się podobnych klimatów - tajemnicy, romansu i wartkiej akcji. W swoich powieściach autorka nawiązuje do mitów i legend. Jednak zamiast ściśle trzymać się schematów, bawi się, modyfikuje i wyrzuca z nich coś, co jej zdaniem tam nie pasuje. Tak powstaje jej własna historia, luźna interpretacja, która w cyklu o Królu Kruków urzekła mnie i oczarowała.

 

Zamiast spodziewanej się przeze mnie wartkiej akcji dostałam coś w rodzaju ciągnącej się w nieskończoność historii i rozważań. Sięgając po ten tytuł, liczyłam na przyjemne fantasy, jednak to co czytałam przypominało mi bardziej obyczajówkę z elementami magicznymi. Od kilkunastu pierwszych stron miałam wrażenie, że autorka za bardzo skupia się na dylematach i życiu postaci. Z niecierpliwością czekałam na tytułowy wyścig, a kiedy w końcu go otrzymałam dostałam około 20 stron pasjonującego opisu, po którym nastąpił powrót do “szarej” rzeczywistości.

 

Mimo lekkiego stylu autorki książkę czytało mi się na prawdę słabo. Pomysł na historię o krwiożerczych koniach przypadł mi do gustu, jednak Maggie Stievater nie wykorzystała w pełni jej potencjału. Tak jak wspominałam zabrakło mi tej magi i fantastyki, której jest pełno w jej innych powieściach. Zabrakło mi tego czegoś. Niektóre opisy i porównania ciągle się powtarzały.

 

Akcji jako takiej nie było. Oprócz wspomianych 20 stron wyścigu czytelnik ma do czynienia z opisem jazdy konnej, morza i plaży. Dodatkowo autorka ofiaruje nam wspomnienia głównych bohaterów i przygotowania do Wyścigu Skorpiona.

 

Plusem tej powieści jest sposób w jakim zostały przedstawione konie. Czasami czułam się, jakbym czytała książkę poświęconą tylko im, gdzie to właśnie te zwierzęta odgrywają główną rolę. Opisy jazdy konnej były ciekawe, barwne i wyróżniające się. Jako, że nigdy nie siedziałam w siodle było to dla mnie miłe przeżycie, móc wyobrazić sobie jak to jest.

 

Bohaterowie książki to kolejny minus. Sean to typowy sportowiec. Korzystać ze swoich umiejętności umie, z mózgu nie za bardzo. Each uisce są dla niego najważniejsze i czasami zachowuje się, jakby te krwiożercze zwierzęta były zwykłymi małymi kotkami. Wyśig to jedyny czas, w którym wyrywa się z monotonnej pracy w stajni i zaczyna czuć, że żyje. Kate zaś to sama zagadka. Nie wiadomo ile ma lat, ani tak na prawdę co skusiło ją do wzięcia udziału w konkursie. Wiemy o niej, że jej rodzice umarli, zostawiając ją z braćmi. Nie jest ciekawa świata poza wyspą, ponieważ się go boi, co jest trochę dziwne, zwłaszcza, że bierze udział w wyścigu, w którym może zginąć.

 

Podsumowując, po autorce spodziewałam się o wiele więcej. “Wyścig śmierci” jest monotonny i nudny, a jego jedynym plusem są opisy koni i each uisce. Styl autorki nie jest zły tak samo jak pomysł, aczkolwiek jego potencjał w moim odczuciu został zmarnowany. Jest to książka, która przypadnie do gustu starszym dzieciom lub pasjonatom jazdy konnej, jednak dla młodzieży czy dorosłych nie będzie dobra. Można tylko zastanawiać się, jakby wyglądała historia Puck i Seana, gdyby autorka postarała się bardziej i zamiast skupiać się na przygotowaniach, skupiłaby się na tytułowym wyścigu.

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież

Aby Skomentować Kliknij Tutaj

Współpracujemy z:

BIBLIOTECZKA

Karta Do Kultury

? Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
*obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
*dodawać je do ulubionych
*polecać innym czytelnikom
*odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
*listować pozycje, które posiadasz
*oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!
  • Zobacz Mini Tutorial