Okładka wydania

GONE: Zniknęli Faza Pierwsza: Niepokój

Kup Taniej - Promocja

Dodatkowe informacje


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 3 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 6 votes
Postacie: 100% - 6 votes
Styl: 100% - 3 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 6 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

GONE: Zniknęli Faza Pierwsza: Niepokój | Autor: Michael Grant

Wybierz opinię:

Agniecha

Bardzo trudno jest zachęcić młodego człowieka do lektury jakiejkolwiek książki. Zdecydowanie lepiej sprawdza się polecenie mu konkretnej pozycji, niżeli przymuszanie go do niej. Wśród literatury dla młodzieży odnajdziemy historie miłosne, opowieści o czarodziejach, o herosach i tym podobnych tematach. Michael Grant, miłośnik podróży, a przede wszystkim autor powieści młodzieżowych o tematyce nadnaturalnej, stworzył kolejną serię o tytule „Gone", której początek dała „Faza 1- Niepokój" wydana w 2008 roku, a która opowiada o świecie bez dorosłych. Powieść została ciepło przyjęta przez miliony czytelników na całym świecie, nie tylko nastolatków, ale również dorosłych.

 

Młodzi mieszkańcy Perdido Beach stają w obliczu katastrofy. Wszyscy, którzy mają powyżej 15 roku życia znikają z powierzchni ziemi, a wokół miasteczka wytwarza się przedziwna bariera. Ze względu na swoje wcześniejsze wyczyny- Sam Temple, zostaje powołany na przywódcę dzieciaków, aby nie zapanował chaos. Pomaga mu w tym najlepsza przyjaciółka- Astrid, w której skrycie się podkochuje, i przyjaciel Quinn. Wkrótce będą musieli zmierzyć się z przerażającą prawdą, kiedy dowiadują się, że w godzinę swoich piętnastych urodzin oni także znikną. Samowi nie zostało wiele czasu, gdyż na dniach ma obchodzić swoje urodziny. Na domiar złego okazuje się, że coraz więcej dzieci zaczyna wykazywać niezwykłe zdolności. Do Perdido Beach przybywają uczniowie szkoły Coates pod przewodnictwem Caine'a, który chce się dowiedzieć jak może uniknąć swojego nieubłagalnie nadchodzącego zniknięcia.

 

Świat bez dorosłych? Wydaje się być idealnym światem dla dzieciaków. Często narzekamy na to jak rodzice nas gnębią, jak starsza siostra bądź brat dają się we znaki, jak okropna jest męczarnia w szkole. Jednakże, co by się stało, gdyby wszystkie te osoby zniknęły z naszego życia? Co by było, gdybyśmy wiedzieli, że pewnego dnia (i to już wkrótce) my sami także znikniemy? Taki świat, po tajemniczym incydencie, prezentuje w swojej powieści „Gone. Zniknęli" pisarz Michael Grant. Fabuła od razu intryguje czytelnika, w związku z czym jest wielkie prawdopodobieństwo, że jeżeli ktoś zapozna się z tym o czym jest ta książka, od razu po nią sięgnie. Wizja świata po wydarzeniach w wyniku, których znikają dorośli jest zatrważająca. Co też dzieciaki mogą uczynić z miastem pod nieobecność dorosłych. Najwyraźniej, nie mając bladego pojęcia o dorosłym życiu, będą zbliżali się ku wyginięciu. Nie pracując, a jedynie wyjadając wszelkie zapasy, poddając się emocjom, które prowadzą do kilku tragedii, mierzą się z własnym człowieczeństwem. Od samego początku powieść trzyma w napięciu, gdyż już od pierwszej strony rozpoczyna się znikanie. Czytelnik początkowo nie jest świadomy co to spowodowało. Jednakże wraz z rozwojem wydarzeń, wraz z poznawaniem nowych bohaterów powoli zaczyna domyślać się któż może za tym stać. Z tego też powodu sami dochodzimy do prawdy. Nie mniej, intryguje nas jeszcze bardziej to, dlaczego ludzie wciąż znikają z chwilą ukończenia 15 lat. To wydaje się być tematem rozważań na dalsze tomy powieści. Czytelnik bowiem w napięciu oczekuje zniknięcia głównego bohatera – Sama, i już rozmyśla jak to się będzie toczyła dalej powieść bez niego. Autor w swojej powieści skupia się przede wszystkim na emocjach tych dzieciaków, a także ich zachowaniu, które niejednokrotnie wymagałoby nagany. Jednakowoż moralistyczne i psychologiczne aspekty tej książki to nie wszystko. Stanowi ona także ciekawą lekturę z gatunku fantastyki, gdzie wśród młodych ludzi zaczynają przejawiać się niezwykłe zdolności. Czy to niezwykła siła, lasery w dłoniach, moc uzdrawiania, czy też teleportacja, każdy dzieciak ma inną moc, a każda z nich wzbudza zainteresowanie wśród czytelnika. Na dodatek mutacji ulegają także zwierzęta. Pojawiają się kojoty, które potrafią mówić, węże potrafiące latać, czy też mewy uzbrojone w szpony. Świat staje się niebezpieczny nie tylko ze względu na gnane emocjami nastolatki, ale też przez brutalne zwierzęta, które także przymierają głodem. Nie zabraknie w powieści też wątków romantycznych, które stanowią pewną odskocznię od całej tej sytuacji, a jej znikome elementy nie wchodzą w paradę fabule.

 

Jest to naprawdę niezwykłe stworzyć tak ciekawą powieść. Michaelowi Grantowi, najwyraźniej, przyszło to bez większych trudności. Ma talent do pisania, w związku z czym nie ma większych problemów z przelaniem na papier tworów swojej wyobraźni. Pisząc powieść „Gone. Zniknęli" wprowadził narratora w trzeciej osobie. Dało mu to możliwość skupienia się nie tylko na jednym bohaterze, a na wielu. Możemy doświadczyć kilku różnych punktów widzenia, zarówno od strony tych pozytywnych bohaterów, jak i tych negatywnych. Dzięki temu bardzo dobrze udaje się ich wykreować. Każdy z nich się różni, choć stanowią idealne odzwierciedlenie dorosłego świata. Znajdą się tutaj psychopaci, których bawi sprawianie innym bólu. Z drugiej strony mamy także dobrych samarytan, którzy bezinteresownie pomagają innym. Ujawnią się osobniki o cechach przywódczych, ale też i bohaterowie. Nie zabraknie tu też zdrajców, czy też idealnych matek. Czytelnik dostrzega zmiany zachodzące w tych postaciach, a to wszystko dzięki bardzo rozbudowanym charakterystykom. Dodatkowo opisy otoczenia także są bardzo obrazowe. Bez problemu jesteśmy w stanie wykreować w głowie barierę otaczającą Perdido Beach, czy też zwykłe budowle, jak elektrownię. Dlatego też, ten wspaniały świat stworzony przez Michaela Granta ma swój urok.

 

W Polsce powieść ukazała się na rok po premierze światowej. Prawa do książki wykupiło Wydawnictwo Jaguar, które specjalizuje się w niesamowitej literaturze dla młodych czytelników. "Gone. Zniknęli" idealnie wpisuje się w tę kategorię. Frontowa okładka pozostała taka sama jak przy wydaniu ogólnoświatowym. Jej kolorystyka wprowadza w odpowiedni klimat, a dzieciaki na okładce mogą stanowić wizualizację bohaterów powieści. Pomimo tego, że książka wydaje się być opasłym tomem, to jednak, tak jak to niegdyś było w przypadku serii Harry'ego Pottera, pochłania się ją bardzo szybko. Wszystko z powodu genialnej fabuły, ale też idealnej czcionki, która nie męczy zbytnio oczu. Dodatkowo autor zastosował interesującą metodę oznaczania rozdziałów, co dodatkowo potęguje napięcie. Bowiem oprócz numeru rozdziału zobaczymy także licznik odmierzający czas do urodzin Sama, kiedy to powinien zniknąć.

 

Powieść „Gone. Znikęli. Faza 1- Niepokój" to niezwykle fascynująca pozycja. Z pewnością chętnie sięgną po nią młodzi czytelnicy, który zaintryguje świat bez dorosłych. Natomiast niewykluczone, że dorośli też z przyjemnością zatopią się w lekturze i znajdą w niej wiele metaforycznych odniesień do życia, czy też powiązań ze współczesną literaturą lub filmem. Fabuła nie skupia się na jednym wątku, prezentuje nowy, post-apokaliptyczny świat z punktu widzenia wielu, bardzo różnych postaci. Niejednokrotnie wzbudzi w nas grozę, wywoła uśmiech na twarzy, czy też ciepło w sercu. Jest tak pełna emocji i tak ciekawa, że najchętniej przeczytałoby się ją na jednym wdechu. Rzadko kiedy powstają tak idealne książki młodzieżowe, w których czytelnik tak by się zatracił i z taką niecierpliwością oczekiwał kolejnego tomu.

 

Ksiażkę miałam przyjemność przeczytać i zrecenzować dzięki uprzejmości Wydawnictwa Jaguar, a także portalowi Szukater, który mi ją udostępnił.

Kala

Wyobrażaliście sobie kiedyś świat w którym nie ma dorosłych? Bez rodziców, którzy kazaliby wam wcześnie kłaść się spać. Bez wścibskich sąsiadek, które komentują każdy wasz ruch i wydają się dostrzegać wszelkie potknięcia. I wreszcie bez nauczycieli, a tym samym również i bez przymusu nauki. Życie przypominające jedną, wielką, niekończącą się imprezę? Tyle, że w kreacji tego idealnego świata z pewnością nikt nie wziął pod uwagę faktu, że wraz z nimi zniknęliby też i inni dorośli. Lekarze, strażacy, policjanci, rolnicy... Świat bez dorosłych wcale nie jest tak idealny jak mogłoby się wydawać...

 

Sam Temple, czternastoletni pasjonata surfowania, zakochany w Genialnej Astrid, znajdował się na lekcji historii w momencie, gdy rozpoczął się ETAP. W jednej chwili patrzył się na swojego nauczyciela, a już w następnej ten zniknął. Co gorsza wkrótce okazuje się, że nie jest on jedyny. W obrębie całego ETAP-u zniknął każdy kto ukończył piętnaście lat. Nie ma lekarzy, nauczycieli, policjantów, przedszkolanek, ani rodziców. Gdyby tego było mało dochodzi do pożaru. Pozbawionym pomocy dzieci mimo usilnych starań nie udaje się uratować dziewczynki. Tragedia jest niczym kubeł zimnej wody.

 

Przerażone dzieci szukając chociaż pozornego poczucia bezpieczeństwa, starają się stworzyć iluzję poprzedniego świata, obsadzając na dawne stanowiska starszych. Władza jednak deprawuje, w szczególności, gdy znajduje się ona w rękach nieodpowiednich osób. Całą sytuację pogarsza dodatkowo fakt, że nie które dzieci wydają się różnić od reszty. Sam, Astrid i Edilio muszą wyjaśnić co tak naprawdę spowodowało ETAP i zapobiec dalszym zniknięciom. Czasu jest jednak coraz mniej. Wkrótce piętnaste urodziny Sama, wtedy również i on zniknie. Co z całą sytuacją ma wspólnego elektrownia? Gdzie znaleźli się wszyscy dorośli z Perdido Beach? I jak dostać się z powrotem do normalnego świata?
Michael Grant kreśli przed nami świat, który z pewnością każdy z nas wyobrażał już sobie jako dziecko. Jest on jednak bardziej nieprzewidywalny i przerażający. Bohaterowie, dzieci, które nie ukończyły jeszcze piętnastu lat, pozostawione same sobie nie potrafią odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Brakuje mi tu początkowej euforii, stanu w którym wszystko wydaje się być spełnieniem marzeń, urzeczywistnieniem najpiękniejszych snów. Czytając "Gone" miałam dziwne wrażenie, że bohaterowie dojrzali zbyt szybko. Zupełnie jakby w kreacji świata, autor pominął kilka istotnych etapów. O ile nie mogę się doczepić do dalszej części powieści, o tyle samym początkiem nie czuję się w pełni usatysfakcjonowana.

 

Jeżeli zaś chodzi o samych bohaterów, jest ich pełno, ale tylko kilku zostaje wysuniętych na pierwszy plan. I właśnie te postaci można by podzielić na dwie oddzielne grupy, z kilkoma małymi wyjątkami. Dobrzy i źli, przy czym ci drudzy wydają się lustrzanym odbiciem pierwszych. Sam i Caine. Astrid i Diana. Edilio i Drake. Momentami miałam wrażenie, że postacie były kreowane na zasadzie kontrastów. O dziwo jednak wcale nie wpływało to negatywnie na książkę. Wręcz przeciwnie, był to zabieg, który raczej działał na jej korzyść.

 

To co urzekło mnie w powieści Michael Granta to fakt, że tak jak i w "Małym bracie" Cory'emu Doctorowi tak i jemu udało się wpleść do akcji właściwej wątki, który nierozerwanie wiążą się z nastolatkami. Czytamy więc o pierwszej młodzieńczej miłości, o przyjaźni, która swoją drogą zostaje wystawiona na ciężką próbą, ale także odpowiedzialności i gotowości do poświęcenia. "Gone" to więc książka z przesłaniem, która nie tylko bawi, ale i w pewnym stopniu uczy.

 

Czytałam wiele opinii na temat serii "Gone". Jedni ją wychwalali, inni podchodzili do lektury bardziej sceptycznie. Nie zaliczyłabym się do żadnej z tych grup bo choć byłam zachwycona twórczością pana Granta, dostrzegłam również i kilka "minusów". Mimo wszystko jednak zachęcam wszystkich, którzy wciąż nie sięgnęli po serię "Gone" do lektury. Jest to bez wątpienia powieść warta uwagi, wyróżniająca się pośród innych oryginalnością.

Agnesja

GONE Faza 1: Niepokój - zabójczo długi tytuł dla książki Michaela Granta. Od lektury odstraszała mnie okładka przedstawiająca cukierkową parę wpatrującą się poza kadr maślanymi oczkami (jak z Bravo fotostory). Do kupna zachęciły mnie pochlebne opinie pod adresem tej pozycji, jednak mimo wszystko miałam wątpliwości.

 

Akcja ma miejsce w położonym nad oceanem miasteczku Perdido Beach wyróżniającym się bliskością elektrowni atomowej. W pewien z pozoru zwykły dzień, na lekcji historii znika nauczyciel. Bez żadnego „puff", bez wybuchu, bez rozbłysku. Po prostu w jednej chwili był – w następnej już nie ma po nim śladu. Okazuje się, że w całym mieście nie ma nikogo powyżej 15-tego roku życia. Nie działają internet, telewizja, telefon, a miasto otoczone jest kopułą, z której nie można się wydostać. Dzieci muszą same dać sobie radę, ale czy zdołają opiekować się niemowlętami? Ale to nie wszystko. Pojawiają się zmutowane gatunki zwierząt, a większość dzieci otrzymuje nadprzyrodzoną moc. Co jest przyczyną zniknięcia dorosłych? Kto będzie sprawował władzę nad ETAP-em?

 

Michael Grant swoją opowieść snuje zawile na wielu płaszczyznach, a rozwiązując ją nie używa prostych dla siebie rozwiązań - nie przychodzą ot tak sobie z nieba, ale są owocami zachowań bohaterów. Autor nie stosuje uproszczeń, a wręcz przeciwnie, komplikuje fabułę, co na pewno sprawia, iż książkę czyta się szybko i z zaciekawieniem.

 

Bohaterowie mają określone charaktery i interesujące portrety psychologiczne, ale wydają się zbyt doświadczeni życiowo, a problemy rozwiązują w nieodpowiedni dla ich wieku sposób. Niektóre postacie są albo zbyt idealne, albo zbyt złe, na przykład taki Drake jest żywą maszyną do zabijania. Zastanawiam się jednak, czy przyczyna zniknięcia dorosłych i mutacji zwierząt może mieć z tym coś wspólnego. Może w jakiś sposób charaktery bohaterów też się zmieniły? Trudno odpowiedzieć, być może sam Michael Grant zna odpowiedź na to pytanie.

 

Zbliżają się piętnaste urodziny Sama, głównego bohatera powieści, dlatego też chłopak ma mało czasu na rozwiązanie zagadki co się stało z miastem. Dzięki temu akcja jest wartka i nieprzewidywalna. Co chwila Michael Grant sam stawia w powieści pewne trudności i problemy tak, iż ciekawa byłam, w jaki sposób je rozwiąże używając bohaterów. Sama przyczyna chaosu panującego w Perdido Beach okazała się być całkiem normalna i prawdopodobna. Zastanawiałam się, skąd autor weźmie wyjaśnienie zaistniałej sytuacji, ale to przyszło mu jak widać nadzwyczaj lekko. Jestem pod wrażeniem pomysłu, wykonania i fabuły książki, jednak znalazłam mały szczegół, który zupełnie mi nie pasuje. Wprawdzie podobało mi się to, co sprawiało, że z miasta znikały osoby powyżej 15 lat, ale jednak za łatwo przyszło niektórym bohaterom pozostać nawet po 15-tych urodzinach. Dziwię się, że mieli o wiele więcej silnej woli od innych zwykłych nastolatków.

 

GONE to wciągająca, ciekawa pozycja, którą polecam wszystkim, nawet dorosłym, bo pomimo tego, że bohaterowie mają poniżej 15 lat, to jestem pewna, iż fabuła spodoba się również tym, którzy mają 15 urodziny lata świetlne za sobą.

Lena173

Na blogach książkowych miałam okazję przeczytać różne opinie na temat sagi Michaela Granta. Niektórzy spośród internautów byli nią oczarowani i z niecierpliwością oczekiwali kolejnych tomów. Inni zaś z ledwością wytrwali do końca lektury. Po rozważeniu wszystkich 'za' i 'przeciw' postanowiłam osobiście zbadać sprawę.

 

Początkowo podchodziłam do książki z lekkim dystansem. Miałam wrażenie, że została ona napisana dla typowej młodzieży i nie znajdę w niej niczego co mogłoby zainteresować moją osobę. Z czasem przekonałam się, że jest całkowicie inaczej. "Faza pierwsza: Niepokój" jest bowiem lekturą, w której nie zabraknie brutalności i przemocy, która momentami bywa aż nadto realistyczna. Nadchodzi dzień, w którym wszystkiego osoby powyżej piętnastego roku życia znikają, a w miasteczku pozostają jedynie nastolatkowie, uczniowie i niemowlęta. W jednej chwili telefony umilkły, a telewizja i internet przestały działać. Najdziwniejsze w tym wszystkim jest to, że z biegiem czasu zyskują oni niewyobrażalnie potężne i śmiercionośne moce. Nic więc dziwnego, że gdy zabrakło rodziców wśród wszystkich mieszkańców miasteczka zaczęło obowiązywać prawo silniejszego.

 

Muszę przyznać, że niektóre sceny pojawiające się w całości lektury przeraziły mnie do granic swoich możliwości. Jeszcze do tej pory nie mogę przeboleć dzieci, które bez opieki dorosłych umierały bardzo często udręczone nieleczoną chorobą. Wszyscy musieli radzić sobie w nowych warunkach będąc odciętymi od reszty świata. Bohaterowie nie mogli nawet przemieścić się poza granice swojej miejscowości, gdyż była ona otoczona ETAP-em. Nikt nie wie w jaki sposób pojawiła się ta bariera, jednak jej centrum zdaje się znajdować w pobliżu elektrowni atomowej. W międzyczasie okazuje się również, że nie tylko dzieci przechodzą przemianę. Coraz częściej na horyzoncie pojawiają się zmutowane zwierzęta...

 

Po przeczytaniu pierwszego tomu cyklu Michaela Grant stwierdzam, iż głowę mam pełną wrażeń. Podczas czytania lektury człowiek ma wrażenie, że przez cały czas coś się dzieje i w miasteczku Perdido Beach niema tak naprawdę czasu na nudę. Co prawda bohaterowie powieści pozostawiają wiele do życzenia i momentami aż dziwiłam się, iż w obliczu niebezpieczeństwa w pierwszej kolejności poszczególne postacie w pierwszej kolejności myślały jedynie o sobie, a dopiero później o innych. Z drugiej strony takie zachowanie jest chyba czymś naturalnym dla osób w tym wieku i dziwnie byłoby obserwować gdyby większość z nich naśladowała zachowanie heroicznych bohaterów. Taki stan rzeczy sprawia, że książka wydaje się być nieco bardziej realna i zarazem ciekawa.

 

Powieść została napisana przy pomocy lekkiego stylu, który ułatwia czytelnikowi zapoznanie się z całością książki. Dzięki temu zapoznanie się z lekturą zajęło mi trzy wieczory, których postaram się nie zapomnieć jeszcze przez długi czas. Jedyne co przeszkadzało mi podczas czytania powieści to fakt, że momentami brakowało mi odstępów między poszczególnymi akapitami. W efekcie czego czytelnik nie zawsze zauważy, iż fabuła zmieniła miejsce akcji i dochodzi do lekkiego nieporozumienia. Także i okładka pozostawia wiele do życzenia. Mam wrażenie, że książka jest na tyle ciekawa, iż można było pomyśleć nad czymś bardziej ambitnym w tej kwestii. Szczerze mówiąc nie wiem, czy zdecydowałabym się na przygarnięcie tej lektury wpadając na nią przypadkowo w księgarni, czy też bibliotece.

 

Ogólnie rzecz biorąc "Faza pierwsza: Niepokój" nie należy do kategorii książek wybitnych, jednak można z niej wynieść sporo nowych doświadczeń. Aż nadto napatrzyłam się, jak młodzi ludzie pod wpływem braku kontroli stają się brutalni i niebezpieczni niczym kryminaliści z kilkunastoletnim stażem. Poza tym czasami naprawdę warto jest zagłębić się w lekturze, która nie wymaga od człowieka zbytniego skupienia, a sprawia, iż spędza on w jej towarzystwie miłe chwile. Trzeba robić sobie chwile przerwy od ambitnych dzieł choćby po to, by później czerpać z nich jeszcze więcej przyjemności...

 

Na koniec pragnę powiedzieć jeszcze tylko tyle, że omawiana przeze mnie książka jest pierwszą częścią cyklu, a przede mnie zostało ich jeszcze pięć. Z tego co udało mi się wyczytać również, że całość powieści poleca sam Stephen King!

Heyday

Od dawna chciałam przeczytać tą książkę, jednak dopiero ostatnio się nią jakoś bardziej zainteresowałam. Wcześniej nie miałam jakiejś większej zachęty. Ostatnio zobaczyłam ją w księgarni i postanowiłam spróbować. Jak się okazało był to strzał w dziesiątkę. Michael Grant w niezwykły sposób przedstawił nam, w pewnym sensie, niezwykłe zjawisko w sposób zwyczajny, a jednocześnie wciągający.

 

W książce "GONE Zniknęli..." została opisana historia Sama i kilku innych zwyczajnych nastolatków. Podczas jednej lekcji, nagle znika nauczyciel. Jak się później okazuje nie tylko on. Wszystkie osoby powyżej piętnastego roku życia zrobiły "Puff" i zniknęły. Nikt nie wie o co chodzi, wszyscy robią to co chcą. Panuje wielki chaos, który ktoś musi powstrzymać tylko kto?

 

Sam jest typem cichego bohatera. To on gdy kierowca autobusu miał zawał, wziął sprawy w swoje ręce i sam poprowadził pojazd. Od tego czasu żyje na uboczu i serfuje ze swoim przyjacielem. Kiedy wszyscy dorośli znikają, jego znajome ze szkoły oraz osoby całkowicie mu obce, zaczynają go słuchać. Wszyscy chcą by to on został ich nowym przywódcą, w świecie bez rodziców. Chłopak jednak nie zgadza się na to i wraz z Astrid, w której się podkochuje, stara się dowiedzieć czemu tyle osób zniknęło. Dowiadują się, że od reszty świata oddziela ich bariera, która nie ma końca. Sam odkrywa u siebie dziwną moc. Potrafi strzelać światłem z rąk. Jak się później okazuje nie tylko on posiada nadprzyrodzone zdolności.

 

Moim zdaniem zrobienie z przeciętnego chłopaka głównego bohatera, jest naprawdę dobrym pomysłem. Sam mimo, że tego nie chce, ma duże zdolności przywódcze, które pomagają mu uporać się z obecnymi realiami. Sądzę, że jest to ktoś, kto naprawdę mógłby istnieć. Nie jest to kolejna postać z samymi zaletami. Też czasami się boi, głupieje przy dziewczynie, którą kocha. To właśnie dzięki niemu, ta książka jest taka wciągająca.

 

Kolejną ważną osobą jest Astrid. Jest bardzo inteligentna i wzbudza zainteresowanie Sama. Jak się później okazuje ona też do niego coś czuje. Wraz z głównym bohaterem starają się dowiedzieć co się dzieje i zaprowadzić jakiś ład. Niestety z marnym skutkiem.

 

Wkrótce do Perdido Beach wkracza Caine, który przejmuje władzę. Jak się okazuje wszystko co robi, ma jakiś sens. Planuje coś wielkiego. Sam i Astrid starają się dowiedzieć, co oraz co tak naprawdę łączy dwóch z pozoru różnych chłopaków.

 

Gdybym chciała wymienić wszystkich ważnych bohaterów tej książki, to nie starczyłoby mi czasu. Każdy jest ważny w inny sposób. Każdy ma swoje pięć minut i gdyby nie tacy bohaterowie jak Lena, Quinn, Drake i wiele innych, to ta książka nie miałaby takiego charakteru.

 

Sądzę, że tę książkę na prawdę warto przeczytać i nie tylko dlatego, że jest niezwykła. Daje naprawdę wiele do myślenia i przy tej książce naprawdę się zaczęłam zastanawiać, jak to by były, gdybym to ja była w takiej sytuacji.

Avenix

Nie ma już chyba osoby, która nie słyszałaby o GONE - znanej serii antyutopijnej autorstwa Michael'a Grant'a. Ten amerykański pisarz, stworzył świat zupełnie inny niż wszyscy. Postanowił oderwać się od szablonu i napisać coś świeżego. Od samego początku byłem ciekaw jak mu to wyszło. Ponadto, byłem zachęcany wieloma opiniami, że "GONE" to saga podobna do serii "Jutro" John'a Marsden'a, którą tak uwielbiam. Popełniłem błąd, tak długo zwlekając z przeczytaniem "Niepokoju". Teraz wiem, że jest to seria warta uwagi.

 

Sam i Quinn to kumple, przyjaciele, bracia. Siedząc w klasie nie zastanawiają się nad tym, że każda kolejna sekunda może przynieść zagładę tego, co znają. Spoglądają przez okno i widzą morze. Marzą, aby uciec z lekcji i choćby na chwilę poddać się falom. Ich życzenie spełnia się, choć nie do końca tak, jak sami by chcieli. Gdy wszyscy dorośli w jednej chwili rozpływają się w powietrzu, chaos ogarnia wszystkich bez wyjątku. Czas rozpocząć ETAP.

 

Książka autorstwa Grant'a jest zdecydowanie inna niż wszystkie. Wyróżnia się oryginalną i niepowtarzalną fabułą. Sam pomysł stworzenia strefy to już coś, choć podobne motywy spotkać można jednak i w innych pisarskich dziełach. Aczkolwiek, idea znikania, wielkiego skoku, to już rzecz całkowicie nowa. Dodatkowo, próg piętnastu lat. Od początku zastanawiałem się, dlaczego piętnaście, a nie szesnaście albo osiemnaście? Ponadto, niewyjaśnione mutacje zwierząt i przecudowne moce zmieniające bieg historii. Żądza władzy, wojna... A nie można nam zapomnieć, że jej uczestnicy chodzą do podstawówki lub pierwszych klas gimnazjum. Właśnie to sprawia, że GONE wyróżnia się, spośród innych pozycji młodzieżowych dostępnych na rynku. Ale jak wygląda to "pod lupą"?

 

Jak w każdym społeczeństwie, ktoś musi przejąć władzę. Wszyscy liczą na Sama, który ma inicjatywę, jakiś sposób działania. Mimo pokładanych w nim nadziei, on sam zamyka się i odcina przez co wszystko schodzi na niewłaściwy tor. Gdy w miasteczku pojawia się Caine i silnym charakterem oraz charyzmą podbija serca dzieciaków i obejmuje rządy, zaczyna się walka. Ponadto, dwaj chłopcy wręcz nie mogą się lubić, obaj są najpotężniejsi (mają po cztery kreski mocy) i obaj są najstarsi. A w rozwoju akcji okazuje się coś jeszcze, co doszczętnie niszczy szanse na przyjaźń czy chociażby rozejm. Mimo, że walka między dwoma samcami alfa jest mi znana już z innych książek, sposób w jaki została opisana w GONE oraz pewne niuanse dodane autorsko sprawiają, że zmagania naprawdę mnie wciągnęły. Poza tym, nie były one proste, spontaniczne, nieplanowane. Wszystko było dopięte na ostatni guzik, jeden przechytrzał drugiego a walka była brutalna i nie obeszło się bez prawdziwych ran czy nawet ofiar śmiertelnych.

 

Skoro doszliśmy już do brutalności, chciałem zwrócić na nią szczególną uwagę. Książka pokazuje rzeczywistość. Ujawnia, że wiek dorosły to pojęcie względne oraz że nawet dzieci, jeśli będą musiały, mogą dostosować się do panujących warunków i chwycić za broń nie zważając na to, że mogą kogoś zabić. Książka jest realistyczna, nie była podkolorowana czy cenzurowana. Pokazała straszny, nieprzyjazny i niebezpieczny świat, niestety prawdziwy. To mi naprawdę zaimponowało. Ponadto, bohaterowie sami zauważali jaki ich nowy świat jest naprawdę; widzieli niepoprawność w tym, że dziesięciolatki strzelają z pistoletu by zranić. Nie żyli w kłamstwie, zdawali sobie sprawę z brutalnej rzeczywistości, ale działali, bo czyż mieli wybór?

 

Kolejna rzecz, która niezwykle spodobała mi się w "Niepokoju" to wielowątkowość i opisywanie przygód oraz poczynań wielu różnych bohaterów naraz. Ponadto, w książce jest tyle tajemnic i niewyjaśnionych wątków, że pod koniec książki miałem kompletny mętlik w głowie i wprost nie mogę się doczekać rozwiązania tychże sekretów. Ciemność, bicz Drake'a, gadające kojoty, skok, moce, tajemnicza moc Astrid, Petey, elektrownia, matka Sama... Mógłbym naprawdę długo wymieniać. Grant stworzył niesamowicie wiarygodny i rozbudowany świat. W książce śledzimy początkowo osobne historie dzieci z wybrzeża oraz Lany, która pozostaje sama, ze swoim psem, na drugim końcu strefy. Autor umiejętnie łączy oba wątki, które stają się całością. Jest jeszcze coś, co naprawdę uwielbiam. Pewna doza nieprzewidywalności, zaskoczenia, zwrotów akcji, tajemniczości. Nic do końca nie jest wyjaśnione i nie da się przewidzieć, co zdarzy się... może nawet za dwie strony. Za to naprawdę podziwiam autora.

 

Niewiarygodnym atutem książki jest także rozbudowana gama bohaterów. Nie chciałbym się rozpisywać o nich, gdyż jestem pewien, że poznacie ich świetnie czytając lekturę. Są oni naprawdę dobrze przedstawieni, każdy ma niepowtarzalne cechy. Po prostu nie są tuzinkowi i nudni. Da się ich lubić i sądzę, że mogliby zostać moimi przyjaciółmi (gdyby tylko istnieli). Lubię to, że nie ma w GONE wyraźnego podziału na dobrych i złych. Drake i Caine kontra Sam i Astrid. A reszta postaci jest ciągle nie pewna. Co chwile miałem wrażenie, ze Quinn zaraz odwróci się od Sama na rzecz chłopaka, którego nawet nie zna. Diana wciąż knuła z Jackiem, który za jej namową przeszedł na inną stronę. Dziewczyna zdradziła nawet Caine'a na rzecz jeszcze gorszego zła. Ciągłe przetasowania i zdrady sprawiły, że nigdy nie było się pewnym kto, dla kogo pracuje i czy za chwilę nie wykopie pod kimś dołka. Było to zdecydowanie urozmaicenie powieści i pokazuje nietrwałość w stosunkach międzyludzkich.

 

Nie muszę już chyba wspominać, że autor naprawdę świetnie pisze. Mimo, że książka jest gruba a opisy naprawdę szczegółowe, nie ma się co zniechęcać. Pisarz używa prostego, luźnego języka a sposób przedstawiania świata, bohaterów, miejsc i wydarzeń jest naprawdę ciekawy i warty poznania.

 

Niestety, w książce znalazła się również rzecz, która całkowicie mi się nie spodobała. Chodzi o sam koniec historii, o decyzję Sama. Mimo, że po części rozumiem jego wybór, to tak bardzo mi się on nie podoba, tak bardzo jestem zawiedziony, że po prostu muszę obniżyć ocenę. Główny bohater przysporzył sobie problemów, które zapewne będą opisywane w kolejnych częściach a sam nie wiem, czy mam ochotę o nich czytać, wiedząc, że Sam mógł wszystko od razu skończyć. I nie musiał robić tego w sposób brutalny... Tymczasem nie zrobił nic. Bezmyślność czy wielkoduszność? Sam chciał aby myślano o nim w tej drugiej kategorii niestety ja nie potrafię.

 

Uważam, że powieść Grant'a to jedna z najlepszych antyutopii i wprost nie mogę doczekać się kolejnych części. Wielowątkowość, szeroka gama bohaterów, szczegółowe ale nienudne opisy, wartka i nieprzewidywalna akcja oraz próba przedstawienia świata takim, jaki jest w rzeczywistości to cechy sprawiające, że książkę czyta się z zapartym tchem i nie można się wprost od niej oderwać. Niestety, bardzo zawiodła mnie decyzja Sama pod sam koniec książki, choć jestem w stanie w jakiś sposób ją zrozumieć. Bardzo polecam "Niepokój".

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież

Aby Skomentować Kliknij Tutaj

Współpracujemy z:

BIBLIOTECZKA

Karta Do Kultury

? Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
*obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
*dodawać je do ulubionych
*polecać innym czytelnikom
*odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
*listować pozycje, które posiadasz
*oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!

  • Stwórz Konto