Wersja dla osób niedowidzącychWersja dla osób niedowidzących

Okładka wydania

Gdzie Mól I Rdza

Kup Taniej - Promocja

Additional Info

  • Autor: Paweł Pollak
  • Tytuł Oryginału: Gdzie Mól I Rdza
  • Gatunek: KryminałPowieści i Opowiadania
  • Język Oryginału: Polski
  • Liczba Stron: 382
  • Rok Wydania: 2012
  • Numer Wydania: I
  • Wymiary: 124 x 194 mm
  • ISBN: 9788362465354
  • Wydawca: Oficynka
  • Oprawa: Miękka
  • Miejsce Wydania: Gdańsk
  • Ocena:

    4/6

    5/6

    5.5/6

    5/6


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 2 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

Gdzie Mól I Rdza | Autor: Paweł Pollak

Wybierz opinię:

Thingrodiel

Szykuje się prawdziwa gratka dla wrocławian. Do tej pory z tym miastem wiązał się jeden cykl kryminałów autorstwa Marka Krajewskiego. Tylko że tam jest międzywojenny...

 

Tymczasem Paweł Pollak postawił na współczesny. Muszę przyznać, że dawno nie czytałam tak sympatycznego, lekkiego kryminału, w którym pojawiło się tyle postaci, które bez zastrzeżeń polubiłam. A w każdym razie przyjemność sprawiło mi czytanie o nich.

 

Po pierwsze główny bohater, Marek Przygodny, jest facetem z krwi i kości. Nie można go nazwać superbohaterem, zapewne też przegrałby z Sherlockiem Holmesem. Ale co z tego? Takich mężczyzn mijamy codziennie na ulicy. Są wśród nas. Są realni. Zresztą Przygodny ma policyjny instynkt, którego stara się słuchać. Jeśli coś mu się wyda podejrzane, to nie popuszcza i w końcu znajdzie brakujący szczegół (albo nadmierny szczegół, bo i to się zdarza).

 

A jednak komisarz Przygodny to policjant i swoją robotę wykonuje najlepiej jak potrafi. I to jest dobre – to człowiek, który chce złapać groźnego mordercę, a z drugiej strony czytelnik chętnie napiłby się z nim piwa. Oraz chętnie pogoniłby jego żonę, która najwyraźniej już nawet nie zauważa, że ma męża. Jej zobojętnienie jest tym bardziej denerwujące, im bardziej czytelnik dochodzi do wniosku, że Marek Przygodny to taki „swój chłop".

 

Trzeba jednak przyznać autorowi, że nie demonizuje jego małżonki. Nie robi z niej wrednego babsztyla, po prostu pokazuje jej zobojętnienie, ale z pewną dozą zrozumienia.

 

Po drugie – bohaterowie drugoplanowi. Najbardziej widoczny jest tu Kuriata, dziennikarz. Nie ukrywam, że szalenie lubię tę postać. Lubię go właśnie takiego, jaki jest – na wierzchu facet żyjący na luzie, podrywa panienki i najwyraźniej dobrze się bawi. Do tego jest świetnym dziennikarzem i sprytnie zdobywa informacje. Odnoszę wrażenie, że największej rozrywki dostarcza mu właśnie praca. Pod tą powłoczką najwyraźniej kryje się nieco samotna dusza, co ujawnia scena, kiedy pije z Przygodnym.

 

A najlepsze w nim jest to, że autor go po prostu przerysował z każdej strony. Może się ta postać nie spodobać niektórym paniom, ale cóż – wszystko dla ludzi, a nie wszystko się musi podobać.

 

Po trzecie – aspirant Gajda, mistrz dygresji, do tego Wójcik i Wojtkiewicz, dwóch komicznych policjantów, którzy nadają się najlepiej do „czarnej roboty", tj. złapać człowieka na gorącym uczynku i doprowadzić na posterunek (a i to nie zawsze do końca okazuje się sukcesem).

 

Do tego przyjemnie wplecione tło obyczajowe, portret współczesnego miasta i jego mieszkańców. A w tym wszystkim – makabryczne zbrodnie.

 

Przyznaję – dosyć szybko zgadłam, kto zabija. Ale też z drugiej strony miło było czytać dalej, by dowiedzieć się, czy moje przypuszczenia są prawdziwe, czy także motyw dobrze odgadłam. Na końcu była niespodzianka, autor nieco zmylił mi trop. Zrzucam to na karb mej chwilowej nieuwagi.

 

Autor zamierza napisać przynajmniej jeszcze jeden kryminał z Markiem Przygodnym. Chętnie sięgnę po tę książkę, gdy tylko pojawi się na rynku. Nie tylko dlatego, że w książce z każdej kartki widać Wrocław. Autor ma lekkie pióro, poczucie humoru i pomysły na nieprzekombinowaną, ale wiarygodną fabułę. Pisze moim zdaniem świetne dialogi, ma też talent do osobnych scenek z postaciami epizodycznymi (moim faworytem jest moment ze staruszkiem broniącym swej książki przed dziennikarzem).

 

„Gdzie mól i rdza" zostało wydane przez wydawnictwo Oficynka.

Marta_25

W jednej z wrocławskich kamienic zostaje zamordowany Mateusz Majewski, emeryt od lat żyjący samotnie. Ofiara została uśmiercona strzałem z łuku, a następnie oskalpowana. Na tym, jednak nie koniec. Wkrótce ginie kolejny starszy mężczyzna, a jego niezwykłe obrażenia świadczą o tym, że morderca znów posłużył się bardzo kuriozalną bronią. Za rozwikłanie tej nietypowej sprawy odpowiedzialny staje się komisarz z Komendy Głównej we Wrocławiu, Marek Pogodny. Wraz ze swoim pomocnikiem, aspirantem Gajdą oraz dziennikarzem, Kuriatą rozpoczyna śledztwo, które okażę się bardzo zawiłe i nieprzewidywalne. Morderca bowiem jest bardzo przebiegły i niejednokrotnie wprowadzi Pogodnego w błąd. A czas tutaj jest na wagę złota, bo na dwóch ofiarach się nie kończy...

 

Komisarz Pogodny oraz dziennikarz Kuriata natychmiast wzbudzili moją sympatię. Pogodny to mężczyzna po czterdziestce, niezwykle kulturalny, zrównoważony, lojalny wobec przyjaciół i oddany rodzinie. Z Kuriatą łączy go przyjaźń, choć są diametralnie różni. Dziennikarz jest typem wiecznego kawalera, który nie stroni od młodych kobiet. Obaj jednak doskonale się dogadują i uzupełniają.

 

„Gdzie mól i rdza" to książka, gdzie akcja z każdą stroną nabiera tempa. Czytelnik wciągnięty w wir wydarzeń z zapartym tchem próbuje wraz z bohaterami wytropić mordercę. Autor zadbał także o liczne zwroty akcji. Kiedy byłam już pewna kto stoi za tymi morderstwami następował zwrot akcji, który poddawał w wątpliwość moje wcześniejsze przypuszczenia. Wątek kryminalny przeplata się tutaj z opowieścią o życiu komisarza Pogodnego, którego małżeństwo właśnie przechodzi kryzys. Takie połączenie pozwala na pełniejsze poznanie głównego bohatera i większe przywiązanie się do niego. Bardzo pozytywnie zaskoczyły mnie także nawiązania do Pisma Świętego oraz ukazanie paradoksów polskiego prawa.

 

Paweł Pollak stworzył powieść niezwykle wciągającą, z interesującym wątkiem kryminalnym, świetnie skonstruowanymi postaciami oraz wieloma odniesieniami do naszej polskiej rzeczywistości. Z pewnością zapoznam się z pozostałą twórczością autora. Polecam.

Zuzankawes

Polowanie na emerytów

 

Wrocław bez wątpienia staje się powoli miastem ukochanym przez pisarzy kryminałów. Po Marku Krajewskim wydawać by się mogło, że nikt nie odważy się (lub nie zechce) osadzić akcji swojej powieści we Wrocławiu właśnie. Nic bardziej mylnego. I chyba nietrudno zrozumieć powody, dla których autorzy właśnie tu umiejscawiają przygody swoich bohaterów, bo klimat miasta przyciągnął już niejednego i niejedną, i sprawił, że o Wrocławiu się myśli, za nim się tęskni i do niego pragnie się wracać (chyba że jest się szczęśliwym mieszkańcem tego miasta).

 

Autorem, który pokusił się o zainstalowanie akcji we Wrocławiu jest m.in. Paweł Pollak, pisarz i tłumacz literatury szwedzkiej, znany z powieści „Kanalia", „Niepełni" oraz zbioru opowiadań „Między prawem a sprawiedliwością". W swojej najnowszej powieści „Gdzie mól i rdza" czytelnik wraz z głównym bohaterem kryminału, komisarzem Markiem Przygodnym, poruszał będzie się po ulicach Wrocławia.

 

Historia rozpoczyna się dość banalnie. Komisarz policji z problemami małżeńskimi prowadzi śledztwo w sprawie zabójstwa. I tu właściwie kończy się banał i standard. Ofiara, emeryt, odnaleziona zostaje we własnym fotelu, zabita zatrutą strzałą z łuku, a następnie oskalpowana. Nikt nie ma wątpliwości, że za morderstwem nie stoją Indianie, nikt jednak nie ma pojęcia, kto dokonał tak nietypowego zabójstwa.

 

Wśród podejrzanych prym wiedzie pielęgniarz ofiary. Wszystkie jednak tropy prowadzą donikąd, a komisarz Przygodny znajduje się w ślepym zaułku, zwłaszcza, że z czasem ofiar przybywa, a do gry wkracza sam ... Jezus. A dokładniej jedno z jego wcieleń w postaci pacjenta szpitala dla psychicznie chorych.

 

Paweł Pollak jest mistrzem intrygi. Tak bardzo myli tropy i rzuca podejrzenia na kolejne postacie, że czytelnik nie zna dnia ani godziny, kiedy zmieni zdanie i winą za zbrodnie obarczał będzie coraz to nową postać. I będzie coraz mniej pewny swoich wyborów. Właściwie aż do samego zakończenia autor wiódł będzie czytelników niczym stado owieczek ku nieznanemu celowi. To robi wrażenie, zwłaszcza na czytelniku, który z niejednym morderstwem miał już do czynienia i „rozpracował" niejednego zabójcę. Tu jest inaczej. Pollakowi udało się sprytnie przechytrzyć moje zmysły obserwacji i dedukcji i poddać w wątpliwość wszystkie dosłownie hipotezy.

 

Autor zrobił jednak coś więcej. Zastosował w konstrukcji kryminału klamrę.
To, co wydawało się oczywiste na początku, zostało wywrócone do góry nogami na końcu powieści. Nadało to przy okazji nowego kształtu i innego wymiaru wydarzeniom, które miały miejsce w rzeczywistości. Paweł Pollak udowodnił tym samym, że nie zawsze to, co podpowiada nam umysł i wcześniejsze doświadczenia, mają zastosowanie w nieznanych dotąd sytuacjach, a mimo to sugerujemy się nimi zbyt mocno, pozwalając wystrychnąć się na dudka.

 

Kolejna rzecz, która zwraca uwagę, to świetnie wykreowani bohaterowie. Ciekawe postacie, przyprawiające o ciarki lub doprowadzające do łez. Do mnie szczególnie przemówiła postać zgryźliwego patologa, przypominająca momentami Mario Ybla z „Ofiary Polikseny" Marty Guzowskiej. Ale patolog, to oczywiście tylko jedna z wielu występujących tu barwnych postaci, bo nie sposób nie zauważyć choćby dziennikarza, Jerzego Kuriaty, który bombardował będzie czytelnika swoimi interesującymi wywodami na tematy damsko-męskie. Wszystko to czyni kryminał lżejszym w odbiorze i przede wszystkim zabawnym. Jak przyznaje autor, miał on niezły ubaw podczas pisania książki. I taką samą frajdę będą mieć też czytelnicy, co w stu procentach poświadczam. Nie spodziewajcie się jednak, że jest to kryminał z przymrużeniem oka. Nic podobnego. To rasowy, współczesny kryminał, którego autor postanowił nieco rozluźnić gęstą atmosferę.

 

Mam nadzieję, że zgodnie z zapowiedzią Pawła Pollaka powstawać będą kolejne powieści o parze Kuriata-Przygodny, równie fascynujące co pierwsza część ich przygód. I choć przysłowie mówi, że jedna jaskółka wiosny nie czyni, jakoś pewność mam, że wiosna przyjdzie i tak...

Palanee

Jest morderstwo. I nie jedno. Są podejrzani, lecz trudno dopasować ich do popełnianych przestępstw. Jest policjant, który uwikłany we własne problemy próbuje rozwikłać sprawę. A wszystko dzieje się tu, w Polsce, w naszym rodzimym Wrocławiu. Na dodatek współczesnym. I nie, nie ma tu technik, które spotykasz w amerykańskich serialach, gdzie śledczy dysponują potężnym sprzętem badawczym. Tu wygrywa przede wszystkim siła intelektu, spryt i refleks. Niemalże jak klasycznym kryminale, niemal jak u Agathy Christie. Niemal, bo w tymże gatunku powinien pojawić się prywatny detektyw, a Paweł Pollak w książce „Gdzie mól i rdza" zdecydował się na komisarza polskiej policji.

 

Bohaterem kryminału jest 44-letni komisarz Przygodny. Historia zaczyna się tak jak powinna, od zbrodni. Od bardzo nietypowej zbrodni. Wręcz egzotycznej, wywołującej zainteresowanie nie tylko policji, ale również u najlepszego przyjaciela Przygodnego, dziennikarza śledczego Kuriaty. Dla pierwszego jest to możliwość wyrwania się od problemów, a także codziennej rutyny, gdzie nie ma miejsca na łamigłówki, a zbrodnie są na tyle pospolite, że nie wymagają łamania szarych komórek. Dla drugiego jest to najprawdopodobniej jedyna okazja do napisania niepowtarzalnego artykułu, który nie tylko zawładnie sercami czytelników, ale również przyczyni się do poprawienia pozycji zawodowej. Każdy z nich na swój sposób próbuje rozwikłać zagadkę morderstwa, badając różne poszlaki i możliwości. Jeden dostarcza drugiemu istotnych informacji. Czy jednak z pozoru trudne do powiązania morderstwa, znajdą rozwiązanie, a przestępcę(-ców) dosięgnie ręka sprawiedliwości?

 

Pollak zdecydował się na umieszczenie akcji we współczesnym i przede wszystkim rzeczywistym, polskim mieście, Wrocławiu. Na całe szczęście, to nie miasto jest głównym bohaterem, a postaci z krwi i kości. Osoby, które żyjąc jeszcze w PRL-u musiały odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Pisarz umiejętnie wplótł dwa zderzające się bieguny: młodość oraz ludzi w średnim wieku, którzy w przeciwieństwie do młodszego pokolenia próbują znaleźć właściwą drogę w nowej, wolnej Polsce. Nie jest to temat przewodni książki, nie jest nawet wątkiem głównym, jednak czuć, że charakter komisarza, jak i jego kolegów ukształtował PRL-owski strach i propaganda. Padają liczne porównania, a także wytykanie nawyków, które narodziły się jeszcze w starym systemie. U Pollaka polska rzeczywistość, Polska współczesna jest przygnębiająca. Wytyka błędy i wady systemu, sprawia, że trudno znaleźć w nim jasny punkt. Jednocześnie jednak nie popada w skrajność, którą można zaobserwować w komunikacji publicznej, gdy słyszy się rozmowy starszych osób mówiących „jak dobrze było za Gierka, a teraz to tylko złodzieje i oszuści".

 

Jednak to nie tło społeczne sprawia, że książkę czyta się nad wyraz przyjemnie. To nie miasto, to nie Wrocław, to nie opis bliskiej naszemu sercu teraźniejszości. To bohaterowie, których wykreował Pollak. Stworzył galerię interesujących i przede wszystkim barwnych postaci, które nie są ani sztampowe, nie wydają się czyste jak kryształ ani też nie sprawiają wrażenia zakompleksionych typów. Wręcz przeciwnie, czytając o nich, mamy wrażenie, że przed nami stoją prawdziwi policjanci, prawdziwi dziennikarze (a właściwie jeden), osoby, które możemy znać, osoby, które być może mijamy na ulicy. Niezwykłym bohaterem jest sam komisarz. Nie jest wszechmogącym detektywem, który nie boi się niczego i niczym Chuck Norris potrafi rozwalić każdego przeciwnika. Nie jest również zapijaczonym policjantem, który swe smutki i niepowodzenia w życiu prywatnym musi topić w kolejnych kieliszkach alkoholu. Kim w takim razie jest? Czułym ojcem, wiernym mężem, solidnym policjantem. Lecz jak każdy człowiek musi stanąć przed prawdą i wybrać właściwą drogę. Jak każdy ma problemy i jak każdy przed nimi ucieka, by się z nimi zmierzyć jak najpóźniej. Dzięki temu staje się prawdziwy do bólu. Komisarz Przygodny ma swoje słabości, których się wstydzi (sprzedaż przedmiotów na aukcjach) jak i wiele pozytywnych cech, dzięki którym trudno go nie lubić. Jednak jedną cechę, tak jak przystało na rasowy kryminał, ma wspólną z innymi słynnymi bohaterami – jest inteligentny i potrafi znaleźć nie tylko brakujący element, ale również ten, który tylko z pozoru pasuje do całości.

 

Mówiąc o Przygodnym, trudno nie wspomnieć o jego najlepszym przyjacielu, Kuriacie. Dziennikarz jest przeciwieństwem policjanta. Zamiast małżeństwa wybrał życie kawalera, który szuka jednorazowych przygód miłosnych. Dlatego też wciąż zatrudnia seksowne praktykantki, dla których ma jedno zadanie – mają się z nim przespać. Reszta, czyli umiejętności i wiedza, to tylko dodatek.

 

Pozostałe postacie, przewijające się przez karty powieści, nie są zwykłym, papierowym elementem, który ma uatrakcyjnić fabułę. Stanowią ciekawe spojrzenie na starsze pokolenie, gdzie każdy próbuje ułożyć swoje życie na nowo. Jednak pisarzowi nie udało się uciec przed stereotypowym postrzeganiem zwykłych posterunkowych. Zakładam, że zrobił to umyślnie, grając z czytelnikiem i sprawdzając jego uwagę. Czytając dialogi Wójcika i Wojtkiewicza przypomniał mi się serial „13 posterunek", a przed oczami pojawił się lekko otępiały, lecz jak zabawny w swej głupocie Arni.

 

„Gdzie mól i rdza" to bardzo sprawnie napisany kryminał. I gdyby nie lekka modyfikacja, gdzie zamiast detektywa, pojawił się policjant, można by nazwać go kryminałem klasycznym. Czyta się go z zaciekawieniem od pierwszej strony do ostatniej. Akcja, mimo że początkowo zawiązuje się dość wolno, w połowie książki zdecydowanie przyspiesza. Dialogi, które tylko czasami zgrzytają, są bardzo naturalne. A to co podobało mi się najbardziej, to nikła ilość przekleństw (a nie wiem czy nawet naliczyłam co najmniej jedno), przy jednoczesnym uniknięciu sztuczności. Ciekawym zabiegiem jest również skracanie długości rozdziałów – im bliżej końca, tym są krótsze. Niektórzy mogą zarzucić książce znikomą ilość informacji o śledztwie. Jednak liczy się przede wszystkim dojście do prawdy. A Pawłowi Pollakowi udało się napisać bardzo ciekawą postać bez wnikliwego analizowania śledztwa.

 

Czy warto przeczytać „Gdzie mól i rdza"? Zdecydowanie tak. Polecam przede wszystkim fanom kryminałów. Polecam również każdemu, kto chce przeczytać o nietypowych morderstwach, które przecież mogą zdarzyć się także u nas, w rodzimym mieście. A aby rozwiązać sprawę wcale nie trzeba dysponować sprzętem niczym z serialu CSI.

 

Za książkę dziękuję wydawnictwu Oficynka

 

Komentarze

Security code
Refresh

Aby Skomentować Kliknij Tutaj

Współpracujemy z:

BIBLIOTECZKA

Karta Do Kultury

? Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
*obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
*dodawać je do ulubionych
*polecać innym czytelnikom
*odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
*listować pozycje, które posiadasz
*oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!
  • Zobacz Mini Tutorial