Okładka wydania

Pieśń Lodu i Ognia Tom 1 Gra O Tron

Kup Taniej - Promocja

Dodatkowe informacje


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

Pieśń Lodu i Ognia Tom 1 Gra O Tron | Autor: George R.R. Martin

Wybierz opinię:

Caroline Ratliff

Setki pozytywnych recenzji, wrzawa wokół autora i całej jego twórczości, ekranizacja w postaci serialu, miliony wiernych fanów i czytelników, po prostu czyste szaleństwo. Wiecie już o czym mówię? Nie? Chyba żartujecie. Ale na serio? No dobrze, już tłumaczę. Chodzi mi oczywiście o powieść 'Gra o tron' autorstwa amerykańskiego autora, George R.R. Martina. Fenomen na skalę światową, powieść wręcz wybitna i niesamowita. Czy muszę wspominać, że dzisiejsza recenzja będzie niezwykle pozytywna? Głupie pytanie. To jest chyba oczywista oczywistość!

 

Smoczy Król został pokonany. Tron objął Robert, najznamienitszy z buntowników, którzy wyeliminowali z gry strasznego władcę. Nadchodzi zima, a razem z nią nowe konflikty. Ned, pan Winterfell zostaje mianowany nowym królewskim Namiestnikiem. Nie chce on opuszczać swej żony, Catelyn i ich dzieci, jednak królowi się nie odmawia. Razem z częścią rodziny wędruje na południe, do siedziby władcy. Jeszcze nie wie, że to właśnie tam rozegrają się prawdziwe bitwy - bitwy o prawdę i słuszność. W międzyczasie dzieci Smoczego Króla planują objąć panowanie po ojcu. By to uczynić, będą musiały się naprawdę postarać. Jednak smocza krew jest w stanie przetrwać wszystko. Tak właśnie rozpocznie się gra o tron.

 

'Gra o tron' to książka wyjątkowa. Uwierzyć możecie mi na słowo, bo ja nie rzucam słów na wiatr. Wyjątkowa, a zarazem niezwykła, posiadająca właśnie to 'coś', czego tak bardzo brakuje w powieściach dostępnych na dzisiejszym rynku wydawniczym. Świeżość, pomysł, znakomite wykonanie. Jestem naprawdę pod ogromnym wrażeniem dla wyobraźni, ale również kunsztu pisarskiego George'a R.R. Martina. Pierwsza część serii 'Pieśń lodu i ognia' to słowem mówiąc, majstersztyk. Kawał naprawdę dobrze wykonanej roboty, prawdziwa uczta czytelnicza, którą upoją się nawet ci najwybredniejsi. 'Gra o tron' to dobry trunek, który mile łechta nasze zmysły, ale również dobrze smakuje i pozwala się sobą rozkoszować. Bogactwo językowe, fenomenalna fabuła, trzymająca w napięciu akcja - to tylko nieliczne zalety tejże powieści. Kolokwialnie mówiąc, kopara opada już po przeczytaniu pierwszych dwudziestu stron. Dawno nie czytałam tak dobrej, cholernie dobrej powieści. Po prostu coś niesamowitego!

 

O tej książce opowiadać można naprawdę wiele. Na samym początku długa lista nazwisk bohaterów delikatnie przeraża, ale idzie się przyzwyczaić. Jedną z wielu zalet książki jest na pewno jej wielowątkowość. Czytelnik na czas lektury 'Gry o tron' może całkowicie zapomnieć o nudzie. Bogactwo wydarzeń, związanych ze sobą sytuacji, mądrze zaplanowane dialogi, wszystko pięknie poukładane - chylę czoła przed autorem. Martin wykreował swój własny, niepowtarzalny świat, w którym stworzył wszystko od fundamentów. Jego pomysły porównuje się do pomysłów sławetnego Tolkiena. I chociaż być porównanym do Mistrza to nie lada zaszczyt, świat George'a zupełnie różni się od tego tolkienowskiego. Oba są równie fenomenalne, ale zupełnie inne. 'Gra o tron' to opowieść o zamierzchłych czasach, czasach królów, rycerzy i zamków. Początkowo obawiałam się tej powieści, gdyż z tą tematyką jest mi zupełnie nie po drodze. Jakież było moje ogromne zdziwienie, gdy powieść pochłonęła mnie i to dogłębnie! Tę książkę czyta się zachłannie, czytelnik spija słowa z kart i wciąż chce więcej i więcej. Jaki można wysnuć z tego wniosek? Autor to geniusz, który prostymi słowami potrafi zaczarować miliony ludzi. Niesamowity facet.

 

Kolejnym mocnym punktem 'Gry o tron' są bezsprzecznie występujące w niej postacie. Wachlarz przeróżnych zachowań, rozmaite portrety psychologiczne, starannie dopieszczeni bohaterowie, a każdy z nich na właściwym miejscu, inny i wyjątkowy. Czegoś takiego się zupełnie nie spodziewałam. Bogactwo sylwetek postaci jest wprost niesamowite, nie mieści mi się w głowie, jak można stworzyć tak wiele zacnych postaci, a na dodatek nadać każdej jej własny, niepowtarzalny charakter! Trzeba mieć do tego talent, i tyle. Nie będę się tutaj roztkliwiała, kogo pokochałam najbardziej, a kogo znienawidziłam już od pierwszej strony powieści. Chociaż do każdej postaci żywiłam zupełnie inne uczucia, nie będę tutaj roztrząsała nad ich postępowaniami. Oni wszyscy, Starkowie, rodzina króla, Drogo i jego małżonka, a nawet zwykli służący i poddani są niesamowici i oryginalni. George R.R. Martin popełnił po prostu mistrzostwo, nie tylko w zaplanowaniu zapierającej dech w piersiach fabuły, ale również przy tworzeniu bohaterów. Ma facet talent, oj ma.

 

Co jeszcze przypadło mi do gustu, a o czym zapomniałam wspomnieć? Dbałość o wszelkie szczegóły, to po pierwsze. Autor spisał się nie tylko przy ogólnikach, ale widać i czuć, że zaplanował sobie dosłownie wszystko od początku do końca. Wszystko zostało do końca dopracowane, co dobrze świadczy o Martinie - wnioskuję, że jest człowiekiem bardzo ambitnym, który dopina wszystko na ostatni guzik. Po drugie, wilkory. Niesamowite stworzenia, niezwykle spodobał mi się fakt, że każde z dzieci Neda dostało swojego pupila. Świetne zwierzęta, które zawsze obronią swojego pana, a także będą z nim na dobre i na złe. Po trzecie i ostatnie, przystępny i miły w odbiorze język. Pomimo, że książka opowiada o czasach zamierzchłych, losy bohaterów są spisane przejrzyście i klarownie. Do tego niezwykła gama emocji - przy tej książce dane mi było śmiać się i płakać. Zapytacie pewnie, czy 'Gra o tron' ma jakieś wady. Na pewno jakieś tam ma, bo książek idealnych nie ma, ale osobiście uważam, że jest to księga wybitna i z pewnością zasługuje na uwagę każdego.

 

'Gra o tron' to powieść zjawiskowa, genialna i niezwykle inspirująca. Świetnie rozplanowana fabuła, trzymająca w napięciu akcja, bogactwo językowe oraz wyraźnie zarysowani i różnorodni bohaterowie, z których sypie gama charakterów - to tylko kilka zalet historii spisanej przez George'a R.R. Martina. Ta powieść to powieść niezwykła, obfitująca w naprawdę ciekawe i wyjątkowe wątki, światowy fenomen, który zyskał sobie miliony fanów. Jestem naprawdę pozytywnie zaskoczona i zdecydowanie mówię twórczości amerykańskiego pisarza: tak. No cóż, teraz pozostaje mi tylko sięgnąć po kolejne tomy sagi i mieć nadzieję, że okażą się one jeszcze lepsze niż cześć pierwsza. O ile to w ogóle możliwe. Polecam, naprawdę. Warto.

LittleAngel

Mało jest osób czytających książki, którzy nie słyszeliby o sławnym cyklu George'a R.R. Martina. Dzięki serialowi powstającemu na jego podstawie, seria bardzo szybko zaczęła wspinać się na szczyty drabiny popularności. Książki pana Martina można znaleźć niemal w każdej księgarni, za to w bibliotekach byłby to niemal cud – po każdy tytuł z serii ustawiają się kolejki oczekujących. Jednak czy słusznie? Moim zdaniem tak. Aczkolwiek mogę się mylić.

 

Przejdźmy jednak do książki. W „Grze o tron" (jak i pozostałych częściach cyklu o dumnej nazwie „Pieśń Lodu i Ognia") pan Martin, znany przede wszystkim z nagłego uśmiercania głównych bohaterów (lub akurat tych, których się lubiło) przenosi nas do stworzonego przez siebie świata, gdzie toczy się zwyczajne życie prostych ludzi, gdzie władcy ścierają się ze sobą w walce o władzę, gdzie wszystko jest możliwe, bo magia tak naprawdę nie umarła, chociaż niektórzy mogliby sądzić inaczej. Większość wydarzeń rozgrywa się w krainie Westeros – podzielonej na Siedem Królestw zjednoczonych pod berłem jednego władcy. Ale mamy też Wolne Miasta, krainy za morzem i sławny Mur na północy. Lądujemy w Westeros akurat w momencie, gdy umiera królewski Namiestnik, a jego obowiązki ma przejąć przyjaciel króla EddardStark. Toczącą się akcję obserwujemy z perspektywy kilku głównych bohaterów – z rodu Starków mamy więc Neda, Catelyn, Sansę, Aryę i Brana oraz bękarciego syna Neda Jona Snow; Lannisterów reprezentuje karzeł Tyrion, a na dokładkę mamy również DaenerysTargaryen za wąskim morzem – według niektórych prawowitą dziedziczkę Siedmiu Królestw.

 

Nie będę się więcej rozwodzić na temat fabuły, bo większość ją zna z ustnych podań, Internetu, serialu lub po prostu przeczytała książkę, a dziewiczym istotom nieskalanym jeszcze tą wiedzą nie chce psuć radości pierwszego spotkania z „Grą o tron". Wspomnę natomiast o stylu, w jakim została napisana książka – przywodzącym na myśl styl Tolkiena. Pan Martin bardzo szczegółowo i skrupulatnie opisuje zarówno bohaterów, jak i ich otoczenie czy nawet ubiór – za każdym razem przychodziła mi do głowy myśl, że jak na mężczyznę przykłada dużą wagę do stroju swych podopiecznych. Ta drobiazgowość może być momentami męcząca, pomaga jednak czytelnikowi dostrzec świat książki takim, jakim widzi go pan Martin. A przynajmniej podobnym.

 

Czytanie pierwszej części szło mi dość topornie, z kilku względów – po pierwsze: e-book. Zdecydowanie wolę papierowe książki, jednak tutaj potrzeba była silniejsza. Nie posiadam żadnych nowoczesnych gadżetów, więc musiał mi wystarczyć laptop. A czytanie z laptopa może być męczące; po drugie: oglądam serial. Zanim książka wpadła w moje łapki, nastał sezon 3. A że sezon 1 był tym, który najbardziej zapamiętałam, także wydarzenia pierwszej części „Pieśni Lodu i Ognia" nie były dla mnie tajemnicą. Miałam ochotę skończyć książkę jak najszybciej, a potem następną i następną, aż do momentu, na którym stanął serial; po trzecie (również związane z serialem): serial dość wiernie książkę oddaje. Wszystkie wydarzenia, które pamiętałam z sezonu nr 1, znalazłam również w książce – tylko o wiele bogatsze.

 

Nie mogę oceniać tempa akcji – właśnie z powodów powyżej. Chciałam, żeby było szybsze, ale czy gdyby to było moje pierwsze spotkanie z „Grą o Tron", myślałabym podobnie? Chętnie podyskutowałabym na ten temat z osobami, które najpierw dostały w swoje łapki książkę. Chciałabym poznać ich odczucia i spojrzenie na fabułę i całą resztę bez serialowej otoczki. Przypuszczam, że dla mnie takie spojrzenie zacznie się dopiero gdzieś w okolicach drugiego tomu „Nawałnicy mieczy".

 

Powinnam wspomnieć co nieco o bohaterach, bo jest ich tutaj naprawdę cała tęcza, a każdy jest inny i ma własne spojrzenie na świat. Jedna z moich koleżanek ze studiów, która pochłonęła już to, co było do pochłonięcia, jeśli chodzi o tę serię, mówiła, że podoba jej się to, że nie ma tutaj bohaterów czarnych i białych – tak naprawdę nie ma tylko dobrych i tylko złych. Po części się z nią zgadzam. W „Grze o Tron" każdy ma jakieś swoje słabości, mniejsze lub większe. Każdy popełnia błędy – czasem nawet okazują się one większej rangi niż przypuszczano i mają znaczenie dla dalszych losów całego królestwa. Pan Martin mówi, że pragnie, by czytelnik bał się odwrócić stronę w czasie czytania i wprowadza ten plan w życie. Właściwie nigdy do końca nie wiadomo, jak zachowa się dany bohater, ani co powie. Czy uległa, uprzejma dama nie chwyci miecza i nie zabije z zimną krwią swych prześladowców? Czy zwykła służąca nie okażę się ukrytym szpiegiem? Czy zaprzysiężony rycerz nie dopuści się zdrady wobec swojego króla? Czy matka nie poświęci dzieci dla zemsty? Nikt nie może być pewny, co go czeka, a ściany zamków mają uszy. Trzeba być ostrożnym, bo nigdy nie wiadomo, czy usłyszy cię przyjaciel czy kat. W tej części zdecydowanie najlepiej czytało mi się historie Brana oraz Aryi. Jeśli miałabym wskazać ulubioną postać, to właśnie na Aryę padłby mój wybór. Dlaczego? Bo jest silna i odważna, woli walkę i miecz niż piękne suknie i sztuczne uprzejmości. Jest postacią wyrazistą, jedną z tych kobiet, którą potrafią zatrząść światem (a przynajmniej będą potrafiły, bo jakby na to nie patrzeć Arya jest jeszcze dzieckiem). Gdybym miała stworzyć własną postać, siebie w „Grze o Tron", byłabym podobna do Aryi.

 

Jeśli chodzi o resztę – Jon Snow również ma moją sympatię. Nikt się pewnie nie zdziwi, jeśli wskaże również Tyriona – bo jest zabawny, lubię jego ironię i wydaje się być najbardziej szlachetny z całego kłębowiska Lannisterów. Do spółki brakuje jednak jeszcze Daenerys. Niezbyt oryginalnie wybrałam swój ulubiony skład, raczej nikogo on nie zadziwi.

 

Kogo nie lubię? Chyba nie było takiego kogoś, kto zasłużył na moją większą niechęć – w serialu Varys jest dość irytujący, ale w książce szło go znieść; i CatelynStark – czy może raczej te fragmenty, które odnosiły się do świata widzianego jej oczyma.

 

Muszę stwierdzić, że takie rozszczepienie powieści na części odnoszące się do poszczególnych bohaterów bardzo przypadło mi do gustu. To całkiem miła odmiana po książkach z tradycyjnymi rozdziałami. Minus tego jest jeden (niewielki. Wręcz maciupeńki), a mianowicie taki, że czasem przygody jednej osoby kończyły się w takim momencie, że miałam ochotę opuścić resztę fragmentów i od razu przejść do dalszego ciągu jej historii.

 

Mam wrażenie, ze ta recenzja wyszła nieco chaotycznie, jednak chciałam w niej umieścić wszystko, co dyktowało mi serce. „Gra o Tron" wpisała się w listę moich ulubionych lektur i mam nadzieję, że następne części mnie nie zawiodą. Zastanawia mnie jednak jedna rzecz: czy kiedy po latach postanowię do niej wrócić, będzie mi się tak samo podobała? I czy za dziesięć, dwadzieścia lat, ktoś będzie jeszcze pamiętał, jak wstrzymywaliśmy oddech czytając historie mieszkańców świata George'a R. R. Martina? Czy nasze dzieci również pochłonie Westeros?

 

Przyszłość pokaże.

Ag.

G.R.R. Martin znany jest ze swojej sagi Pieśń Lodu i Ognia. W 2011 roku dzięki Zyskowi i S-ka wyszła pierwsza część tej serii „Gra o tron".

 

Lord Eddard zostaje wybrany królewskim Namiestnikiem. Jego wyjazd poprzedza seria nieprzyjemnych wypadków – jeden z jego synów spada z wieży i traci władzę w nogach, a jego bękart przywdziewa czerń, zostając jednym z braci z Nocnej Straży. Mało tego – najmłodsza córka bije się z następcą tronu i narzeczonym siostry. Nie lepiej jest po jego przybyciu do Królewskiej Przystani – tu Ned dowiaduje się, że jego poprzednik został zamordowany, a jego życie też jest w niebezpieczeństwie. Król jakby zdaje się nie widzieć problemów, które panują w jego państwie, nie wierzy też w wizje, które snuje przyjaciel. Ned jest w kropce – albo będzie udawał, że nic nie widzi, co nie jest zgodne z jego sumieniem, albo podejmie ryzyko, którym może przypłacić życiem swoim i nie tylko swoim. Na domiar złego, jego żona pojmuje brata królowej, przez co wywiązuje się wojna, w której wojska Winterfall, rodzinnego domu Starka, prowadzi jego syn. Gdzieś na poboczu tej całej sytuacji mamy historię Daenerys, której brat wydaje ją za mąż w zamian za obiecane wojska. Chce on przejąć władzę w Siedmiu Królestwach, lecz potrzebuje armii, którą może mu zapewnić tylko związek siostry z silnym wojownikiem khalem Drogo.

 

Książka jest typowym przykładem fantastyki. Martin stworzył tu własny świat, z wymyślnymi zwierzętami, stworami i postaciami. Nie zapomniał też o starych, dobrych rzeczach jak magiczne drzewa, czy smoki. Cały świat przedstawiony jest tu dość mroczny. Zima budzi w ludziach strach, a nawet najmniejszy ptak może być wrogiem.

 

Klimat powieści jest dość nietypowy – moim oczom ukazywały się surowe, nieco średniowieczne wioski, dzicy i brudni ludzie, zimna atmosfera i piękne krajobrazy. Bohaterowie są świetne skrojeni – różnorodni wyglądem i charakterem, ciągle się zmieniają, dojrzewają, pokazują różne oblicza. Co interesujące, nie są to tylko starsi, dojrzali osobnicy, ale też dzieci i nastolatkowie.

 

Książka podzielona jest na rozdziały opisywane przez różne osoby. Zazwyczaj są to członkowie rodziny Starków, ale też Jon Snow, czy Tyrion Lannister. Każdy z nich ma własne cele, do których dąży, ale też inny charakter, co zaznaczono w tych częściach. Nie zawsze postacie te są daleko od siebie, czasem znajdują się w jednym pomieszczeniu, ale opisują różne sytuacje. Trudno niestety wyczuć ile trwa akcja, gdyż zmieniają się jej opowiadający, a z nimi też sceny, nie wspomina się o tym, co dzieje się w tym czasie u innych, lecz gładko przechodzi z miejsca w miejsce, nie patrząc w tył.

 

Plusy – tło, akcja, postacie. Różnorodność, klimat i nowość są bezapelacyjnymi zaletami powieści. Martin stworzył świat, który pokazuje coś innego, niż to wszystko, co możemy zobaczyć w obecnej popkulturze.

 

Minusy – korekta. Brak przecinków, literówki, błędy... Standard. Przy tej grubości książce nie dało się wyczyścić wszystkiego. Oczywiście już standard – nieoddzielenie dialogu od narracji, przejście z wypowiedzi w akapity, lub pomylenie wypowiedzi są tu również spotykane. Poza tym samej historii nie mam nic do zarzucenia. To dobrze skrojona opowieść o wielu wątkach, które się przenikają, i które czyta się z przyjemnością.

 

Książka wciąga i uzależnia. Niektóre fragmenty są bardziej ciekawe, inne mniej, wiadomo – co kto lubi. Bardzo dobrze skonstruowana, napisana i przede wszystkim wymyślona pozycja, która zdobywa coraz większe grono fanów pobiła również i moje serce. Poza tym okładka serialowa bardziej mi się podoba niż poprzednia propozycja wydawnictwa (z początku XXI wieku, jeszcze przed wejściem serialu i zdobyciem popularności przez książki Martina). Nie mniej uważam, że warto sięgnąć po tę pozycję, bo to nowe spojrzenie na fantastykę, coś nowego, świeżego. Jak mówi mój znajomy – gdyby Tolkien żył, miałby sporą konkurencję.

 

Komu polecam? Tym, którzy lubią fantastykę. Nie wierzę, że nie słyszeliście o książce Martina, ale jeśli jeszcze jej nie czytaliście – czas najwyższy. Przekonacie się, że to świetna pozycja, która wciąga, ma w sobie wiele ciekawych wątków, a różnorodność jest porywająca. Bardzo dobrze się czyta, a każdy znajdzie coś dla siebie – politykę, wojny, miłość, zdrady, rodzinne intrygi... Do wyboru, do koloru.

Złośnica

Muszę przyznać, że dość długo zwlekałam z przeczytaniem "Gry o Tron", za co teraz skruszona energicznie biję się w pierś. Pierwsze moje podejście było do tego stopnia nieudane, że książka z powrotem powędrowała na półkę, chyba po prostu ciężka atmosfera grozy i wszechobecna śmierć nie szły w parze z moim ówczesnym samopoczuciem. Dopiero za drugim podejściem okazało się, że losy bohaterów były tak wciągające, że spadające głowy i okaleczenia innych części ciała nie mogły mnie zniechęcić od pochłaniania kolejnych stron książki.

 

Oto Zachodnie Królestwa, kraina, którą włada król Robert Baratheon - jeden z buntowników, którzy obalili rządy szalonego Smoczego Króla Aerysa Targaryena. Krótki okres spokoju dobiega końca - jest wielu chętnych aby zasiąść na Żelaznym Tronie, w dodatku nadchodzi zima, i to taka, jakiej jeszcze nie widziano...

 

W "Grze o Tron" bohaterów jest wielu - w zasadzie miejscami nawet zbyt wielu i o zbyt podobnych imionach, co przy dłuższej przerwie w czytaniu trochę mieszało w głowie, jednak akcja koncentruje się głównie na losach Neda Starka, władcy Winterfell, jego żony Catelyn i ich dzieci, a także Tyriona Lannistera oraz Daenerys, potomkini Aerysa Targaryena. Cała historia zaczyna się w momencie, kiedy do Winterfell przybywa król Robert wraz z całą świtą, aby żądać od Neda Starka przyjacielskiej pomocy - Ned, trochę wbrew sobie, zostaje mianowany na królewskiego Namiestnika. Wraz z córkami, Sansą i Aryą, udaje się wraz z Robertem do Królewskiej Przystani, aby objąć nowe stanowisko. Na miejscu odkrywa, nie tylko, że jego poprzednik zginął śmiercią daleką od naturalnej, ale kontynuując jego śledztwo natrafia na bardzo niepokojące informacje, od których zależą losy całego królestwa. Od tego momentu życie jego i jego rodziny są zagrożone.

 

Siedział wysoko na ogromnym, starym tronie Aegona Zdobywcy: zrobionym z żelaza, pełnym nierównych krawędzi i groteskowo powyginanych kawałków metalu. Było to - tak jak ostrzegał go Robert - piekielnie niewygodne siedzenie, szczególnie teraz kiedy coraz bardziej odczuwał pulsujący ból w pogruchotanej nodze. Z godziny na godzinę metal, na którym siedział, wydawał się coraz twardszy, a wystające z tyłu nierówności, niczym kły, nie pozwalały mu się oprzeć wygodnie. "Król nie powinien siedzieć wygodnie", oznajmił Aegon Zdobywca, kiedy kazał wykuć ogromny tron z mieczy złożonych przez wrogów.

 

Jest to dzieło prawdziwie epickie - epickie są jego rozmiary, ale także losy bohaterów rozgrywają się w fantastycznym otoczeniu w krainie, gdzie pory roku trwają latami. Mamy tutaj także fantastyczne zwierzęta - podobne do wilków, tylko większe bestie - wilkory oraz smoki, są też upiorne zmory - ożywione ciała zmarłych. Główną rolę jednak odgrywają ludzie i ich żądze - wydaje się, że jeden ród Starków jest ostoją sprawiedliwości i spokoju na świecie ogarniętym wiecznie niezaspokojonym pragnieniem władzy i krwi. Nie wiadomo, kogo bać się bardziej - strasznych upiorów z Nawiedzonego Lasu za Murem, czy też może ludzi, którzy czekają tylko na odpowiedni moment, po to, by znienacka wbić komuś nóż w plecy.

 

Jestem bardzo zadowolona z lektury, strasznie się wciągnęłam i już nie mogę doczekać się czytania kolejnej części. Podejrzewam, że wkrótce też sięgnę po serial i wreszcie nie będę czuła się jak ostatnia sierota, która jako jedyna na świecie nie widziała żadnego odcinka.

Obywatel_Śliwka

Książka ta obrosła taką sławą, że nie da się rozpocząć jej bez potężnej dozy oczekiwań. Jest to ta zła strona sławy, gdyż przez to wiele dobrych książek było źle ocenianych, bo mimo iż były bardzo dobre nie sprostały potężnym wymaganiom, jakie narzuciła im sława. Jednak ''Gra o tron'', dzięki Bogu i Martinowi, całkowicie, absolutnie i w stu procentach spełniła moje oczekiwania, więcej, mimo wielkich nadziei względem niej udało się nawet owe oczekiwania przerosnąć, co nie zdarza się często, a może nawet nie zdarzyło się u mnie w ogóle. Zdobyć sławę to nie problem, problemem jest jej utrzymanie, a ta powieść, mam nadzieję, będzie utrzymywać swoją przez wiele, wiele lat.

 

Drugim aspektem sławy jest to, że wszyscy o danej powieści mówią. Ma to swoje zalety, zwłaszcza na początku, wówczas jest to doskonała reklama, jednak później przeradza się to w coś niebezpiecznego i coś, co powinno być karalne – spoiler. Zachwyceni czytelnicy udostępniają obrazki, memy, cytaty, fragmenty, wrażenia, rozpoczynają dyskusję i otwierają ją, poprzez najróżniejsze formy, na umysły tych, którzy danej historii jeszcze nie poznali. Tu trzeba uważać. Czy udostępniając obrazek z serialu, lub otwarcie zadając pytanie o śmierć któregoś z bohaterów nie psujemy komuś frajdy z poznawania tak wspaniałej powieści? Tak, u licha! Mam po uszy oglądania tych wszystkich pierdół tworzonych przez bezmózgich imbecyli, którzy zamiast zastanowić się czy nie spolerują psując komuś przy tym zabawę wywlekają na powierzchnię Internetów najprzeróżniejsze rzeczy. Życzę takim, żeby mieli Lannistera w domu.

 

O tępych kretynach już było, zatem uspokójmy emocje i przejdźmy do bohaterów. Na początek trzeba powiedzieć, iż każdy z nich jest fenomenalnie nakreślony, charakterystyczny, naturalny i nieprzewidywalny. Są doskonale skonstruowani i widać na pierwszy rzut oka, że autor poświęcił im sporo uwagi. Przed przeczytaniem powieści zauważyłem, iż bohaterem najbardziej wielbionym w Internetach z ''Gry o tron'' był Tyrion, czego nie rozumiem. Owszem, jest to bohater bardzo ciekawy i szczerze przyznam, pałam do niego sympatią, ale żeby najlepszy? W żadnym wypadku. W moim rankingu zajmuje trzecie miejsce... drugiego właściwie nie ma, ale są dwa pierwsze. Daenerys i Aryia. Wielbię te babki. Gdybym miał rozpisywać się o każdym prawdopodobnie pisałbym do jutra, toteż wymienię jeszcze Jona z Duchem, Brana z Lato oraz Cersei.

 

Wielu, i tu mam na myśli wielu wielu wielu, narzeka na to, iż Martin zabija bohaterów. O tym kogo zabił nie powiem, ale powiem dlaczego. Po pierwsze mam wrażenie, że nikt nie zwrócił uwagi na pewne zdanie, które w zasadzie tłumaczy wszystko – ''W grze o tron albo się wygrywa, albo umiera''. Teraz: co autor miał na myśli mówiąc ''wygrywa''? Otóż, nie jest to wygranie w samej grze o tron, lecz spełnienie swojego celu, a jest ich tyle, ilu bohaterów. Nie stwierdza to zatem, że umrą wszyscy, czego się odrobinę spodziewałem, ale stwierdza, że umrą ci, którzy nie zrobią tego, co sobie zamierzyli. Po drugie, co jest bardzo oczywiste, bohaterowie giną, żeby było ciekawie, a zdanie powyżej jest tylko usprawiedliwieniem. Miałem wrażenie, że autor najpierw wzbudza do bohatera sympatię a później go zabija, co jest tak samo wredne i pospolite, jak emocjonujące i klasyczne.

 

Były dwie rzeczy, które mnie zawiodły. Pierwsza to ta, której czepiam się dosyć często – styl. Odniosłem wrażenie, iż jest to napisane strasznie topornie i odrobinę nieprzemyślanie. Nie jestem w stanie stwierdzić, czy to wina tłumaczenia, ale intuicja mi podpowiada, że po części też. Pod koniec jest już lepiej, jednak nadal miałem poczucie, to odrobinę to sztywne. Drugą jest pominięcie Innych. Inni są fascynującym elementem, który właściwie pozostaje bardzo w tle, bo w tych kilkuset stronach pojawiają się ze dwa, może trzy razy, a i tak nie zawsze osobiście. Brak tego wątku boli, bo wydaje się być dosyć fascynujący i chciałbym poznać historię Innych.

 

Żeby w ogóle próbować przewidzieć wydarzenia z części następnej, co jak mniemam jest niemożliwe ale nie przeszkadza mi to w próbowaniu, trzeba wziąć pod uwagę nazwę całej serii. Pieśń lodu i ognia brzmi dumnie, wspaniale i, co najważniejsze, enigmatycznie. Ogień najprościej zdefiniować, od początku wiadomo kto jest ogniem i kto będzie reprezentował go w przyszłości. Z Lodem może być trudniej, bowiem oprócz tej oczywistości, jest także mur, oraz to co za nim. Poza tym można to interpretować jako lato i zimę, biel/niebieskość oraz czerwień/złoto. Najbardziej jednak fascynuje mnie sama pieśń – może oznaczać zarówno pojednanie, jak i wojnę. Oznacza to jednak, że nie wiemy czego się spodziewać i o to chodzi.

 

Epicka, niesamowita, fascynująca i niemal doskonała powieść nie tylko dla fanów fantasy, które jest tu tylko dodatkiem, a także nie tylko dla fanów średniowiecznego klimatu, który został oddany doskonale – jest to powieść bezwzględnie i absolutnie dla wszystkich... którzy skończyli już 13 lat. Z racji drastyczności młodsi mogliby się odrobinę zdemoralizować, a chyba nikt nie chce mieć przed swoim domem małego Lannistera z, nawet drewnianym, mieczem.

Dosiak

Świat wymyślony przez George'a R.R. Martina atakuje z każdej strony. Ze świecą szukać osoby, która nie kojarzy nazwiska pisarza, nie słyszała o serialu produkowanym na podstawie jego powieści czy nie była świadkiem rozmowy znajomych na temat wydarzeń opisanych w cyklu Pieśń lodu i ognia.Przez długi czas opierałam się pędowi do poznania tej serii, bo jednak literatura fantasy wciąż nie zaskarbiła sobie mojego uznania w takim stopniu jak kryminał czy horror. Poza tym chciałam trochę poczekać i na spokojnie zapoznać z kolejnymi tomami, gdy w sieci spoilery nie będą atakować na każdej stronie, a przyjaciele przestaną z błyskiem w oczach rozprawiać na temat losów kolejnych bohaterów. Jednak zmieniłam zdanie kiedy mój chłopak zaproponował, żebyśmy słuchowiskiem urozmaicili sobie kilkugodzinną podróż pociągiem. Zgodziłam się, a że pod ręką mieliśmy tylko powieść Martina w wersji audio, to wybór był oczywisty. Ostatecznie w ten sposób poznałam jedynie prolog i pierwszy rozdział Gry o tron, dlatego że historia spodobała mi się tak bardzo, iż postanowiłam najpierw sięgnąć po książkę, a dopiero później dokończyć słuchowisko. Jeśli jeszcze nie znacie tej powieści, nie zwlekajcie. Na własnym przykładzie wiem, że nie warto czekać, bo to naprawdę świetna lektura. Natomiast jeśli czytaliście Grę o tron, nie wahajcie się podzielić swoją opinią w komentarzach.

 

Jeszcze zanim pomyślałam o tym, żeby sięgnąć po powieść Martina, słyszałam od znajomych, że w tym dziele pojawia się zatrzęsienie bohaterów, a fabuła jest tak skomplikowana, że nie sposób jej streścić bez zdradzania istotnych wydarzeń. Rzeczywiście pisarz pofolgował sobie w tworzeniu postaci, ale nie ma sensu przerażać się ich ilością, bo jest prosty sposób, żeby nad wszystkimi zapanować. Do tej kwestii wrócę jeszcze w którymś z kolejnych akapitów, ponieważ teraz chcę zatrzymać się na moment na fabule. Nie będę zaprzeczać, że historia jest wielowątkowa i rozbudowana, ale tak naprawdę potencjalny czytelnik powinien wiedzieć tylko tyle, że zasiadający na Żelaznym Tronie Robert Baratheon z dnia na dzień czuje się coraz mniej pewnie. Król ma wrażenie, że władza wymyka mu się z rąk, choć często sam przed sobą woli udawać, że jest inaczej. W końcu postanawia udać się na daleką północ, by spotkać się ze swoim wiernym przyjacielem lordem Eddardem Starkiem, któremu składa propozycję nie do odrzucenia. Stark przeczuwa, że nadchodzą ciężkie czasy, a pokój w Siedmiu Królestwach ma kruche podstawy. Na dodatek zbliża się zima, chłód, jakiego ludzie jeszcze nie poznali. Ożywają stare legendy o istotach, które pewnego dnia opuszczą gęste lasy i zapragną odzyskać dawno utracone ziemie, a na królewskim dworze lordowie walczą między sobą o wpływy. Rozpoczyna się gra o tron.

 

Narracja prowadzona jest z perspektywy wielu postaci, wśród których dominują bohaterowie z rodu Starków. Zazwyczaj bardzo lubię jak pisarze stosują taki zabieg, ponieważ pozwala on dobrze poznać każdego protagonistę, a tym samym daje szerszy ogląd na całą historię. Oczywiście Martin również taki efekt uzyskał, ale akurat w przypadku jego książki oddanie głosu różnym bohaterom sprawiło też, że czasami poszczególne rozdziały tworzą niemal zamkniętą całość, więc nie zawsze czułam palącą potrzebę pochłonięcia kolejnych stron, mimo że fabuła mnie bardzo interesowała. Powstała dość dziwna sytuacja, bo z jednej strony zastanawiałam się, co też wydarzy się dalej, ale z drugiej nieco odwlekałam moment powrotu do lektury, dlatego że w poprzednich rozdziałach zabrakło cliffhangera. To się oczywiście zmienia w miarę rozwoju akcji i z czasem w książce pojawia się coraz więcej emocjonujących wydarzeń, niemniej wprowadzenie do historii jest stosunkowo długie. Możliwe, że z racji na objętość tego tomu jak i na rozmach całego cyklu nie powinnam się czepiać, ale musiałam o tym wspomnieć, zwłaszcza żejest to jedyny minus, jaki dostrzegłam w Grze o tron.

 

Jak już zasygnalizowałam wcześniej, nie przejmujcie się natłokiem bohaterów. Wprawdzie jest ich więcej niż w wielu innych powieściach, ale wszystkich da się zapamiętać już od początku, a im dalej, tym łatwiej, ponieważ z czasem poszczególne nazwiska oraz stopnie pokrewieństwa między postaciami układają się w spójną całość. Najważniejsze, żeby skupić się na rodzinie Starków i Lannisterów, a w dalszej kolejności Baratheonów oraz Tullych, na resztę przyjdzie czas później. Oczywiście każdy protagonista wyróżnia się na tle innych ze względu na specyficzne cechy charakteru.Mamy więc honorowego i lojalnego lorda Eddarda Starka, jego szlachetną i odważną żonę lady Catelyn, ich córki: wyniosłą i głupiutką Sansę oraz nieustraszoną Aryę. Pojawia się także dumna i nieprzejednana królowa Cersei, rozkapryszony książę Joffrey, karzeł Tyrion cechujący się przenikliwością oraz inteligencją. Jest też bękart Jon Snowi ostatnia z rodu zasiadającego niegdyś na tronie – księżniczka Daenerys Targaryen. Nie mogę odmówić Martinowi dbałości o wiarygodne przedstawienie bohaterów, co w moich oczach stanowi jedną z głównych zalet Gry o tron. W książce znalazło się miejsce dla niezwykle barwnych postaci i oryginalnie poprowadzonych wątków.Jak się domyślacie protagonistów jest znacznie więcej niż ci, których wymieniłam, dlatego jestem przekonana, że każdy czytelnik znajdzie swojego faworyta, ale ostrzegam, bądźcie przygotowani na to, że w kolejnej części może go zabraknąć. Autor bowiem nie wydaje się zbyt przywiązany do swoich literackich dzieci i nie waha się ich uśmiercać. Wprawdzie w tej części z większością obszedł się w miarę łagodnie, ale niestety nie wszyscy moi ulubieńcy przetrwali.

 

Mam wrażenie, że pierwszy tom cyklu to dopiero przedsmak tego, co serwuje później George Martin, bo skoro już pokazał czytelnikom swoich bohaterów w przeróżnych sytuacjach, pozwolił się z nimi zżyć oraz zaangażować w opisane wydarzenia, to nic nie stoi na przeszkodzie, żeby w kolejnych częściach podkręcał atmosferę. Zresztą już w Grze o tron nie brakuje emocji, ponieważ trudno pozostać obojętnym, kiedy w fabule roi się od intryg, zdrad, nieprzewidywalnych decyzji postaci, niespełnionych miłości, turniejów rycerskich, a także prawdziwych walk na śmierć i życie. Finał tej części zwiastuje też większy nacisk na elementy fantasy w kolejnych tomach. Nie sposób pisać o cyklu Pieśń lodu i ognia bez wzmianki o serialu mającym rzesze fanów na całym świecie. Nie widziałam ani jednego odcinka i na razie nie mam zamiaru tego zmieniać, ponieważ najpierw chcę poznać wszystkie dostępne powieści. Przyznam jednak, że jestem trochę ciekawa jak wydarzenia zostały przedstawione na ekranie. Według mojego chłopaka serial powinien nosić tytuł „Cycki i smoki" ze względu na ilość scen erotycznych, co oznaczałoby, że pod tym względem telewizyjna adaptacja różni się odpierwszego tomu, ponieważ nie zauważyłam, żeby w Grze o tron erotyka była specjalnie wyeksponowana. Może kiedyś obejrzę kilka odcinków, wiem jednak na pewno, że po książki Martina sięgnę już bez wahania.

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież

Aby Skomentować Kliknij Tutaj

Współpracujemy z:

BIBLIOTECZKA

Karta Do Kultury

? Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
*obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
*dodawać je do ulubionych
*polecać innym czytelnikom
*odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
*listować pozycje, które posiadasz
*oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!
  • Zobacz Mini Tutorial