Okładka wydania

Toskańska Trattoria

Kup Taniej - Promocja

Dodatkowe informacje


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 2 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

Toskańska Trattoria | Autor: Jenny Nelson

Wybierz opinię:

Orchisss

Z okładki:

 

Utalentowana szefowa kuchni, Georgia Gray, ma wszystko, czego pragnie kobieta zaraz po trzydziestce: pracę w jednej z najlepszych restauracji na Manhattanie; piękne i mądre przyjaciółki, na które zawsze może liczyć; oraz zaręczynowy pierścionek z brylantem. Przyszłej pannie młodej wszystko się układa aż do dnia, gdy druzgocąca recenzja restauracji, w której pracuje, niszczy jej reputację. Na dodatek świetnie zapowiadający się narzeczony nagle odwołuje ślub.

 

Zrozpaczona Georgia ucieka na włoską prowincję, gdzie doskonali swoje umiejętności w toskańskiej trattorii. Bohaterka powoli odżywa po przejściach, korzystając z dobrodziejstw Toskanii: doskonałego wina, pysznych serów, błękitnego nieba oraz towarzystwa pociągającego Gianniego – eksperta w winnicy oraz w sypialni. Georgia otrzymuje też ofertę, dzięki której mogłaby zostać we Włoszech i tam zrobić karierę. Tylko czemu się waha? Na co, poza miłością i Italią, ma jeszcze apetyt?

 

Książek o smakowitych tytułach z czymś włosko-francuskim w fabule i piękną, zachęcająca okładką namnożyło się sporo. Przyznaję się bez bicia, że i mnie przyciągają one totalnie. Zawsze daję się złapać. Dlaczego? Odpowiedź poniżej.

 

Przychodzą takie dni w życiu każdej kobiety, kiedy ma ochotę wyć ile sił w płucach, gromić wzrokiem, rzucać przedmiotami o ostrych kątach, gdyż najzwyczajniej i najbanalniej nic się nie układa. Słownie: NIC. I jak to bywa w naturze - nieszczęścia chadzają stadami. Czego wtedy potrzeba? Primo - dobrego jedzenia, secondo - filmu/książki, który w kolorowy i nieznośnie radosny sposób sprawi, że uśmiechniesz się pod nosem i pomyślisz: "Fajne to było". "Toskańska trattoria" taka właśnie jest. Łyżki w dłoń, w lody czekoladowe zanurzyć i otworzyć książkę. Relaks ustawić na 100. Nie będzie bolało...

 

Fabuła - oczywiście, że przewidywalna i według sprawdzonego przepisu. Kobieta - walą się na nią wszystkie nieszczęścia (zostawia ją facet, który okazuje się być kokainistą, jej kariera przez niesprawiedliwą i mściwą recenzję zostaje zrujnowana). Kobieta się załamuje, opycha niezdrowym żarełkiem i obraża na cały świat. Przychodzi impuls i ... postanawia coś zmienić. Wraca więc do swojej mistrzyni z czasów szkoły kulinarnej - Claudii - i wyjechać. Gdzie wyjechać? Do boskiej Toskanii. Otwierać knajpkę usadowioną we włoskim mikro-raju. Schemat? A jakże. Jednak dobry schemat nie jest zły. A dobrze napisana przewidywalna historia nie razi swoją oczywistością, a najzwyczajniej dostarcza czystej rozrywki. A o to przecież w czytaniu chodzi.

 

"Toskańska trattoria" jest jak komedia romantyczna. Narzekam jakie to są przewidywalne i cukierkowe, ale niesłabnącą przyjemność z oglądania ich czerpię. Bo fajne widoczki, miła muzyka, zgrabna historyjka z zabawnymi momentami - i 90 minut totalnego odprężenia. I na koniec morał pt. "Staraj się, wierz w swoje siły, a uda się wszystko", w który nadal (!) naiwnie wierzę. I o tym traktuje historia Georgii. Mimo przeciwności, walącego się na głowę świata - znalazła jasne strony i dopięła swego celu. Schematyczne do bólu, ale gdzieś pomiędzy słowami przewija się stara jak świat prawda - jeśli czegoś bardzo chcesz, to przy zaangażowaniu i pracy to dostaniesz. Inną prawdą wynikającą z "Toskańskiej tratorii", w którą również szczerze wierzę, jest to, że nic nie przytrafia się nam bez przyczyny, a to, że spotyka nas coś złego, zapowiada tylko lepsze momenty - i Georgia jest tego doskonałym przykładem.

 

Nie jest to historia w której można znaleźć coś odkrywczego - wszystko już było: świat restauracji, Toskania, włoskie jedzenie. Jednak to dobre sprawdzone składniki, dzięki którym nie można nabawić się niestrawności. Opisy włoskiego jedzonka, krajobrazów (Toskania i Sycylia), trafne (choć nieco stereotypowe, co nie oznacza że odbiegające od prawdy) podsumowanie charakteru Włochów - opowiedziane niezbyt wyszukanym, ale też nie prostackim językiem. Całkiem ciekawie prezentuje się też Nowy Jork w tej historii - opisy amerykańskiego jedzonka też powodują przyspieszoną pracę ślinianek - muffiny bananowo-czekoladowe, bajgle czy kawy na Starbuck'sową nutę - takie szczegóły dodają sznytu opowieści.

 

Podsumowując - coś co już znamy, coś co już było i to w wielu wariantach, ale ... odpręża, pozwala oderwać się od tego co tu i teraz. I wierzyć, że jak się chce, to można wiele. Lektura niewymagająca, kobieca, lekka, łatwa, ale na pewno przyjemna. Taka na plażę i do pociągu. Taka na zły nastrój i czekoladowe lody jako zagryzkę.

Kinga

Być może za sprawą ciepłych, nieśpiesznie upływających letnich dni, poczułam czytelniczy głód na ociekające słońcem książki. Toskańska trattoria idealnie wkomponowała się w listę owych lektur. Już sam tytuł będący obietnicą włoskiej, kulinarnej przygody zachęcił do czytania i rozkoszowania się niniejsza pozycją.
Choć księgarnie pękają w szwach od nadmiaru toskańskich klimatów, Toskańska trattoria jest pierwszą tego typu książką, którą miałam okazję przeczytać. Nie odniosę się więc do innych tytułów i nie pokuszę o porównanie. Co więcej, nie czuję przesytu, przeciwnie, chętnie pozostanę przy lekturach z włoskim krajobrazem w tle.

 

Georgia Gray blisko trzydziestoczteroletnia szef kuchni restauracji „Marco", jednej z najlepszych na Manhattanie wiedzie z pozoru szczęśliwe, poukładane życie. Ma przystojnego, narzeczonego, który jest znakomitym radcą prawnym, pracę, którą uwielbia nade wszystko i oddanych przyjaciół, na których może liczyć w każdej sytuacji. Potrzeba czegoś więcej? Zapewne niewiele i Gloria mogłaby uchodzić za kobietę spełnioną, gdyby jej życie z dnia na dzień nie przybrało niespodziewanego obrotu. Jej przyszły mąż okazał się uzależnionym od koki nic nie wartym głupcem a stabilna praca ogromnym rozczarowaniem. Należy dodać, że Gloria była znakomitym szefem kuchni a jej potrawy, istne dzieła sztuki, trafiały w podniebienia najbardziej wybrednych smakoszy. I pewnie klienci manhattańskiej restauracji nad specjalnościami przyrządzonymi przez rozpływaliby się w zachwytach po dziś dzień gdyby nie pewna recenzentka kulinarna, która za sprawą kłamliwej opinii, zmieszała z błotem dobre imię szefa kuchni. Fałszywa recenzja miała drugie dno, właściciel restauracji podrzędny lowelas uwiódł i porzucił córkę recenzentki. Mściwa matka zmiatając z powierzchni ziemi szefa za jednym zamachem zniszczyła także renomę Glorii.

 

Porzucona przez narzeczonego i zwolniona z pracy dziewczyna nie miała już czego szukać w Nowym Jorku. Owiana złą sławą o stanowisku szefa kuchni mogła jedynie marzyć, jednocześnie nie chciała pracować na niższej pozycji. Znała swoją wartość, obrała życiowy cel, do którego należało powoli acz sukcesywnie dążyć.
Niestety, droga do szczęścia nie zawsze usłana jest w różami a nawet... nożami, biorąc pod uwagę kulinarne perypetie głównej bohaterki. Gloria decyduje się postawić życie na jedną kartę, kontaktuje się z Claudią, dawną znajomą, niegdyś szefową kuchni obecnie właścicielką kilku restauracji we Włoszech, która proponuje jej posadę w nowo otwartej trattorii w San Casciano, w Toskanii. Dziewczyna zamiesza wykorzystać ową szansę, nie mając nic do stracenia przyjmuje ofertę pracy i wyrusza w podróż.

 

Tu, w słonecznej Italii zaczyna się dla Glorii kolejny rozdział życia a dla czytelników prawdziwa uczta smaków i zmysłów. Opisy wyszukanych potraw przyprawiają o zawrót głowy i... uczucie głodu. Czytanie Toskańskiej trattorii na pusty żołądek okazało się rzeczą niemożliwą. Rozkoszując się lekturą miałam nieodpartą ochotę na kieliszek wina i pyszne tiramisu, niestety, należało zadowolić się kawałkiem czekolady, w myśl zasady „jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma".

 

Choć książce można zarzucić przewidywalność fabuły dla mnie nie było to ważne. Toskańska trattoria, miała umilić czas w podróży i zaserwować dawkę odprężenia - sprawdziła się w swej roli. Czytało się ją lekko i nieśpiesznie. I co ważne, pomiędzy wersami ukryło się dotyczące realizacji marzeń przesłanie. Gloria pragnęła jednego – otworzyć własną restaurację. Nierealny ze względów finansowych zamysł nie zgasł lecz tlił się powoli by.... No właśnie. Nie zdradzę jak potoczyły się dalsze losy bohaterki. Nadmienię tylko, że i Toskania nie przywitała Glorii wachlarzem dobrodziejstw. I tu musiała stawić czoła piętrzącym się problemom, złośliwym kolegom i nieudanym związkom. Czy jej się udało? Przekonajcie się sami.

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież


Współpracujemy z:

BIBLIOTECZKA

Karta Do Kultury

? Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
*obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
*dodawać je do ulubionych
*polecać innym czytelnikom
*odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
*listować pozycje, które posiadasz
*oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!

  • Stwórz Konto