Teufel

Autor: Izabela Żukowska

Okładka wydania

Teufel

Dodatkowe informacje


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

Wybierz opinię:

LadyBoleyn

Uwielbiam, kiedy oczami wyobraźni widzę ten błysk w oczach bohatera, który poznaje rozwiązanie zagadki dokładnie wtedy, gdy najmniej się tego spodziewa. Lubię obserwować irracjonalne działania postaci, które postępują według własnych zasad, lecz zarazem słuchając słów innych. Wreszcie, mam słabość do cichych zbrodni, które przesycone są milczeniem i tajemnicą, której nie można dojrzeć nawet za pomocą lupy. I kiedy tak nagle pojawia się śmierć z ostrą kosą w dłoni w powietrzu można wyczuć lekką woń spokoju, przez który przedziera się donośny, ale niedosłyszalny, krzyk. „Teufel" Izabeli Żukowskiej to właśnie lektura, w której istnieje wiele niespodzianek, wychodzących w trakcie dochodzenia, które zdecydowanie jest zbyt krótkie i zbyt proste, aby je rozwiązać.

 

Akcja debiutanckiej powieści Izabeli Żukowskiej rozgrywa się w roku 1939 na terenach Wolnego Miasta Gdańsk, o które zaciekle walczy zarówno strona polska, jak i niemiecka. Przy molo w Glettkau, zwane również Jelitkowo, dwaj chłopcy odnajdują w wodzie zwłoki kobiety. Na miejsce zostaje wezwana policja, która zajmuje się ustaleniem tożsamości ofiary i rozwiązania zagadki jej śmierci. Asystentka jednego z detektywów, Lotte Meier, rozpoznaje zmasakrowane ciało, dzięki medalionowi, który tkwi na szyi nieżywej kobiety. Okazuje się, że topielcem jest Marianna Walewicz – Polka, pochodząca z zamożnej rodziny antykwariuszy, która prowadziła własną działalność. Sprawą jej śmierci zajmuje się, będący już myślami na emeryturze, komisarz Franz Thiedtke, lecz wyższe władze niemal natychmiast rozkazują mu zaprzestać dochodzenie. Na jaw wychodzą brudne sprawy z przeszłości Lotte, która zostaje zmuszona do podpisania dokumentu, sprawiającego, że policja nie musi przeprowadzi żadnego śledztwa. Dziewczyna jednak do końca nie dostosowuje się do zaleceń oficerów i o pomoc prosi komisarza, który postanawia rozwiązać zagadkę tajemniczego odejścia Marianny Walewicz. Lotte z czasem zaczyna wspominać wydarzenia sprzed kilku lat, natomiast Thiedtke nabiera podejrzeń, że odkryte ciało należy do zupełnie innej osoby.

 

Izabela Żukowska, z wykształcenia muzykolog, natomiast z zawodu – dziennikarz, to gdańszczanka, która, co czytelnik zauważa, dobrze zapoznała się z historią swojego miasta, przedstawiając wszelkie jego uroki w stworzonej przez siebie książce. Jak można przeczytać w informacji o autorze, pisarka na pomysł napisania powieści, w której akcja toczy się właśnie w Gdańsku, wpadła kilka lat temu, spacerując po parku w Jelitkowie, czyli w miejscu, gdzie odnaleziono zwłoki początkowo niezidentyfikowanej kobiety. Musiało minąć sporo czasu zanim pani Żukowska zabrała się za rozpoczęcie „Teufla" i przyznam, że widać, iż fabuła została dokładnie przemyślana, dzięki czemu wszystkie elementy wydają się tworzyć synchronizowaną całość. W tej lekturze nie dominuje napięcie, a ona sama nie jest kryminałem, który najczęściej możemy znaleźć na księgarskich półkach. Autorka pozwala nam domyślić się rozwiązania przedstawionej przez nią sprawy, lecz zarazem wszystko spowija cienką nitką tajemnicy, która utrzymuje się praktycznie do samego końca. Czytając tę książkę odnosiłam wrażenie, że pomimo tego, że moje przypuszczenia odnośnie śmierci utopionej kobiety są prawdziwe, zarazem nie mam praktycznie w ogóle pojęcia o tym, co się wydarzyło. I właśnie to w tym utworze zasługuje najbardziej na uwagę – Izabela Żukowska idealnie dobiera każde słowo, swoim delikatnym stylem nasuwa czytelnikowi pewne myśli, ale w jego podświadomości cały czas pojawia się pytanie: dlaczego?

 

„Teufel" zaczyna się niepozornie, od odkrycia ciała martwej kobiety, której początkowo nie znamy nawet imienia. Lecz ta powieść do końca nie jest tylko i wyłącznie o zbrodni czy ustaleniu tożsamości ofiary. To również przedstawienie tego, jaki tor obrało życie ludzi, mieszkających w Wolnym Mieście Gdańsk podczas konfliktów polsko-niemieckich. Nie zabrakło konspiracji, głośnych dyskusji, ale też i przyjaźni pomiędzy ludźmi, którzy z politycznego punktu widzenia powinni być wrogami. W powieści możemy ujrzeć wiele wspomnień Lotte – Niemki, która rozpoczęła pracę u Polki, skrywającej własne sekrety. Życie tej dziewczyny nie należało do uporządkowanych, a ona sama do końca nie pozbierała się z wydarzeń, jakie odbyły się, gdy pracowała u Walewicz. Myśli tejże młodej kobiety przeplatane są ze zdarzeniami z dni po odnalezieniu jej byłej pracodawczyni, przez co stopniowo poznajemy coraz więcej szczegółów z zaplątanej przeszłości. Przyznam, że zaczynając czytać tę książkę myślałam, że nie będzie lekką lekturą, lecz z każdą kolejną stroną coraz bardziej pozwalałam, aby moje myśli wędrowały w kierunku bohaterów. Takim sposobem powieść „pochłonęłam" niemal jednym tchem, mając ochotę na więcej. Izabela Żukowska posiada wspaniały i przyjemny styl, który nadał tej lekturze pewnego rodzaju głębi. Opisy przesycone są realizmem, a dialogi potrafią zarazem zaintrygować, zaciekawić, ale też i rozbawić bądź zasmucić. Polubiłam tą delikatność w piórze tejże autorki, która nadała całej książce pewnego rodzaju uroku.

 

Dostrzegłam jednak jeden minus w „Teuflu" – nie rozumiem, dlaczego przypisy zostały przedstawione dopiero na końcu, zamiast na stronie, na której dane pojęcie wystąpiło. Brakowało mi adnotacji, ale też i moim zdaniem o wiele lepiej wyglądałby całokształt, gdy czytelnik nie musiał zerkać na ostatnie strony, aby dowiedzieć się więcej na temat nurtującego go słowa.

 

Polecam „Teufel" tym, którzy uwielbiają kryminały, będące zarazem nie-kryminałami, jakie najczęściej spotykamy. Izabela Żukowska posiada wspaniały styl i ciekawie przedstawiła losy bohaterów, mieszkających w Wolnym, aczkolwiek nie do końca, Mieście Gdańsk. Oby więcej takich lektur, gdzie delikatność i wyjawiona, lecz ukryta, tajemnica wiodą prym.

Obywatel Śliwka

Kryminały retro, czyli, jak łatwo się domyśleć – kryminały opisujące czasy, które już przeminęły, a które zazwyczaj oscylują w XX wieku – ostatnimi czasy, co ciekawe, za sprawą głównie polskich autorów, zyskały niemałą popularność zarówno w naszym kraju jak i na świecie (co można zauważyć biorąc pod uwagę fakt, że powieści Krajewskiego przetłumaczono na dwadzieścia języków). „Teufel" miał być chyba czymś w rodzaju tego, ale jest jednocześnie czymś mniej i więcej niż zwykły kryminał. Ciężko jednoznacznie sklasyfikować tę książkę. To, czy to dobrze czy nie, już pozostawiam w ocenie innym czytelnikom, ale według mnie mogło być lepiej. Co nie znaczy, że było źle.

 

Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to bardzo usilna próba zobrazowania Gdańska w roku 1939. Autorka bardzo przemyślanie zbudowała tło dla powieści i to, trzeba jej oddać, wyszło całkiem zgrabnie, niestety, jak widać, we wszystkim można przesadzić. Otóż elementów jest tak wiele, że zamiast rysować wyraziste tło zaczynają w pewnym momencie wylewać się z powieści i żyć własnym życiem. To co miało być z tyłu zaczyna w pewnym momencie wzbudzać wielką irytację, bo autorka próbując doskonale oddać miejsce w którym dzieje się fabuła sprawia, że czytelnik zwraca uwagę właśnie na to tło, a nie na wydarzenia. Z przykrością jednak stwierdzam, że nie traci zbyt wiele.

 

Bardzo podobało mi się to, że już od samego początku widać, iż morderstwo nie jest „przypadkowe". To znaczy, że nie jest to kolejny trup, którego zagadkę trzeba rozwiązać. Trup owy jest wyjątkowy, bowiem autorka nagle oznajmia, iż łączy go z głównymi bohaterami powieści, i zamiast snuć domysły tylko o tym, kto zabił, domyślamy się także, przy okazji poznając bohaterów, cóż oni mają z tym u licha wspólnego. Była to bardzo miła odmiana po tych wszystkich trupach, przy których detektyw i jego niedoceniony pomocnik mogli jedynie dociekać po cóż on tym trupem został. To w jaki sposób autorka połączyła danego trupa z bohaterami mnie się osobiście podobało. Szczegółów, rzecz jasna, nie zdradzę.

 

Pozytywnym zaskoczeniem był także bardzo dokładny i drobiazgowy a jednocześnie całkiem lekki styl autorki. Mamy tu interesującą zabawę słowem, gdzie ujawnia się pisarski talent autorki, połączoną z przemyślanym doborem słów jeśli chodzi o oddanie otoczenia, które w każdej innej książce pewnie by bardzo nudziło, tu jednak, gdy fabuła zwalnia, przyspiesza autorka, i nadało to bardzo ciekawego efektu zabawy formą – gdy akcja staje się mniej ważna, autorka zabawia czytelnika słowem, i na odwrót, tam, gdzie akcja się dzieje, dostajemy surową i wciągającą prostotę. To nie zawsze się udawało, aczkolwiek i tak zrobiło na mnie wrażenie.

 

W ogólnym rozrachunku jednak nie mogę powiedzieć, bym świetnie bawił się przy tej książce. Zawiodły mnie przede wszystkim dosyć płaskie i papierowe kreacje bohaterów i mizerny rozwój śledztwa. Nie, żebym wynudził się jakoś straszliwie, ale książka mnie nie porwała, nie wciągnęła w swój świat i nie pozostanie w moich myślach na długo. Była przyzwoitym czytadłem, zgrabnym, ale kulejącym. Niemniej uważam, że warto dać jej szansę, gdyż podobno w kolejnych częściach książek o komisarzu Thiedtke jest już lepiej (a na razie mówi się o dwóch kolejnych). Oby, bo mam ochotę się z nimi zapoznać.

 

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież


Współpracujemy z: