Trucicielka

Autor: Eric Emmanuel Schmitt

Okładka wydania

Trucicielka


Dodatkowe informacje


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 2 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 2 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 2 votes
Okładka: 100% - 2 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

Wybierz opinię:

Kinga

Gdybym miała wymienić 3 książki o przyciągających jak magnes okładkach, Trucicielka z pewnością zajęłaby wysokie miejsce na podium. Tak wiem, nie szata zdobi człowieka, nie oceniaj prezentu po opakowaniu... Nic a to nie poradzę, to silniejsze ode mnie. Okładka Trucicielki niczym strzała Amora trafiła w me serce, tak, że zapałałam miłością i chęcią posiadania.
Nie ukrywam, nazwisko autora także nie było mi obojętne. Dotychczas czytałam Oskara i panią Różę oraz Dziecko Noego. Obydwa spotkania, nad wyraz udane, zachęciły i zobligowały mnie do zapoznania się z kolejnymi dziełami tegoż autora.

 

Pięknie opakowana Trucicielka to zbiór 4 pozornie różnych opowiadań. Bo choć na pierwszy rzut oka każde z opowiadań rządzi się własnymi prawami, po chwili namysłu, kwadransie rozważań, dostrzegłam ich wspólne przesłanie, istotę i sens.

 

Tytułowe opowiadanie zaskoczyło mnie najbardziej. Byłam przekonana, iż Trucicielka spogląda z okładki książki. Młoda, piękna, tajemnicza, uwodzicielska. Tym większe moje zdziwienie gdy główną bohaterką okazała się Marie Maurestier – siedemdziesięcioletnia pomarszczona starsza pani siejąca postrach wśród mieszkańców Saint – Sorlin. Dlaczego? Kobieta byłą podejrzana o zabójstwo trzech swoich mężów. Marie wychodziła za mąż za bardzo bogatych i starszych mężczyzn, wszyscy umierali nagle pozostawiając swej żonie cały majątek. Syn ostatniego męża nabrał podejrzeń. Jego ojciec cieszył się bardzo dobrym zdrowiem, po ślubie z Marie dosłownie nikł w oczach, zmarł uprzednio wydziedziczając swe dzieci. Wykopano ciała wszystkich trzech mężów, w których specjaliści wykryli ślady arszeniku. Adwokat Marie zrobił kawał „dobrej" roboty. Badania ziemi przy cmentarzu wykazały obecność arszeniku w środku chwastobójczym, którego używano w tej okolicy. Po tylu latach ciała mogły wydawać się zatrute, zwłaszcza przy obfitych opadach deszczu. Marie została uniewinniona, z podniesionym czołem nadal przechadzała się ulicami miasta.

 

Gdy w parafii pojawił się nowy proboszcz wszystko uległo zmianie. Jego wiara, dobroć i oddanie udzieliły się wszystkim, nawet największym grzesznikom. Marie zapragnęła być jak najbliżej młodego księdza. Chciała przebywać z nim sam na sam, oddawać się rozmowie, słuchać i być słuchaną. Konfesjonał i spowiedź były idealnym rozwiązaniem. To tu Marie oddawała się godzinnym rozmowom wyznając swe grzechy.
Z czego się spowiadała? Do czego nakłaniał ją młody proboszcz? ...

 

Pozwolicie, że na tym urwę zarys tego jednego z czterech opowiadań. Nie chciałabym zdradzić Wam treści, tym bardziej odbierać przyjemności z czytania. Nie ujawnię o czym traktują pozostałe opowiadania. Nadmienię jedynie, że w każdym z nich występuje patronka od spraw beznadziejnych. Z pewnością znacie jej imię. Interpretację jej obecności i wpływu na poszczególnych bohaterów pozostawię każdemu z osobna.

 

Ku refleksji skłonił mnie także kilkustronicowy Pamiętnik autora, zamieszczony już po opowiadaniach na końcu książki.

 

„Wiele powieści przypomina wybór czekoladopodobny, w którym brak czekolady, inaczej mówiąc, więcej dziur wypełniania dziur niż czystej treści. Często tekst jest rozciągnięty, wyczerpujące opisy przypominają raczej protokół komornika, dialogi są przeniesione prosto z życia i psują styl, teorie znoszą się nawzajem w sposób dowolny, wydarzenia mnożą się niczym komórki rakowe".

 

Nie nie, nie przestanę czytać powieści. Lubię te dłużyzny, nieśpieszny rozwój sytuacji, powolne poznawanie bohaterów. Popatrzyłam jednak innym, łaskawszym okiem na opowiadania, dotąd przeze mnie unikane i niedocenione.
Opowiadania E -E Schmitta mają w sobie to coś, co przyciąga, nie pozwala się oderwać, zachęca do ponownego przeczytania. Cieszę się, że Trucicielka znalazła miejsce na mej półce. Zapewne nieraz po nią sięgnę i zagłębię się w lekturze.

Scathach

Na powieści Erica- Emmanuela Schmitta ciężko patrzeć mi obiektywnie.
Jako, że należy do panteonu moich ulubionych pisarzy, jestem niezmiennie zafascynowana jego warsztatem pisarskim, wirtuozerią języka, która sprawia, że o sprawach trudnych i ważnych pisze z lekkością.

 

Po przeczytaniu na jednym z blogów niepochlebnej recenzji na temat "Trucicielki" głowiłam się jakim cudem wybronię go tym razem. Nie będę musiała. Autor po raz kolejny doskonale wybronił się sam.
Wydawnictwo Znak zafundowało mi nie lada zdziwienie: okładka, mimo, że wciąż z dominującą bielą, zaskoczyła mnie czernią. Zaskoczyła mnie pięknym wydaniem: już nie błyszczącym jak do tej pory, lecz matowym, przyjemnym w dotyku, z połyskującym i wypukłym tytułem. Dlaczego o tym mówię. Do książek podchodzę z wielkim uczuciem. Najpierw przejeżdżam dłonią po grzbiecie, witam się w bohaterami, autorem, później wzmagam swój apetyt poprzez czytanie opisu. Jeśli książka wydana jest elegancko, cały ten rytuał zostaje wzbogacony o zmysłowe doznania długo zapadające w pamięć.
Zaskoczył mnie również opis. Obsesja, śmierć.
Ze Schmittem nigdy nie jest łatwo. Prawie zawsze towarzyszy nam jakieś tabu, choroba, śmierć, obsesja.

 

Tym razem to wszystko dostajemy w nieco innej odsłonie.
Gdybym miała znaleźć dla niej odpowiednie słowo określające ją w gronie innych dzieł pisarza, nazwałabym ją najmroczniejszą ze wszystkich. Odkrywającą najciemniejsze zakamarki ludzkiej duszy i umysłu, dokładnie wwiercającą się w meandry świadomości.

 

Główną bohaterką wszystkich opowiadań jest myśl- impuls rozprzestrzeniający się po ciele niczym śmiercionośny jad, kłujący jak rana zadana zatrutą strzałą, wypalający umysł i serce. Myśl. Kiełkująca, by zniewolić.

 

Oprócz czterech opowiadań, w których poznajemy kolejno trucicielkę oskarżoną o zabójstwo mężów, starającą się być w centrum uwagi nowego proboszcza, zatruwająca jego umysł; marynarza dowiadującego się o śmierci jednej ze swoich córek, do którego zaczyna docierać, jak bardzo kocha swoją rodzinę i jak mało ją zna; dwójkę ludzi zmienionych nie do poznania przez błędną decyzję jednego z nich: kalekę i terapeutę; małżeństwo: prezydenta i jego kiedyś ukochaną żonę, dziś kobietę, która w sposób kontrolowany zatruwa całe jego życie, zarówno osobiste jak i zawodowe; Schmitt dołącza do książki dzienniczek, który pisał w trakcie powstawania książki. Wyjaśnia jak wiele pracy i analiz wymaga napisanie dobrego opowiadania. Zastanawia się dlaczego są one traktowane po macoszemu.

 

I tu muszę uderzyć się w pierś i przyznać, że sama do te pory tak je traktowałam. Często czułam niedosyt, brak czegoś ważnego. To pewnie bez różnicy czy chodzi o powieść, czy opowiadanie. Chodzi o to, że jeśli coś jest źle napisane, nieprzemyślane, to zawsze pozostawi w czytelniku pustkę. Pech chciał, że trafiałam na złe opowiadania i moje zdanie na ich temat wyrobiło się w taki a nie inny sposób. Teraz patrzę na nie inaczej. To rzeczywiście wielka sztuka napisać o czymś ważnym przy użyciu małej ilości słów, a żadną sztuką nie jest zgubienie właściwego sensu wśród serii niepotrzebnych ozdobników, tak częstych w powieściach.

 

Dla mnie - majstersztyk. Pozostawiający to skądinąd znane Wam uczucie, że przeczytało się coś niebanalnego, coś o czym niełatwo będzie zapomnieć. Nagroda Goncourtów 2010 w moim odczuciu jak najbardziej zasłużona.

Varia

Trucicielka to najnowsze dzieło Érica-Emmanuela Schmitta, jednego z najpopularniejszych pisarzy francuskiego pochodzenia. Jest to zbiór czterech, pozornie różnych historii, które łączy jeden wspólny element.

 

***
W pierwszym opowiadaniu, czyli tytułowej Trucicielce, poznajemy Marie Maurestier. Siedemdziesięcioletnią kobietę, która dwadzieścia lat temu stanęła przed sądem podejrzana o otrucie swoich trzech mężów. Sędzia ostatecznie sprawę umorzył, ale wątpliwości i domysły pozostały do dziś. Kiedy do miasteczka przybywa nowy proboszcz, Marie zaczyna snuć wobec niego konkretne zamiary. Jaki los czeka księdza i czy Marie rzeczywiście jest winna zarzucanych jej czynów?

 

Powrót to historia Grega - marynarza, który pewnego dnia otrzymuje telegram informujący, że jedna z jego córek nie żyje. Pozostaje jednak pytanie: która? Grace, Joan, Kate, a może Betty? Wiadomość nie zawiera żadnego imienia, a łączność z lądem jest zerwana. Nim statek dopłynie do portu, Greg przez kilka dni zostaje sam ze swoimi myślami. Wówczas dociera do niego ogrom jego własnej obojętności. Mężczyzna nie kocha każdej córki równie mocno. Nie wie kim one tak naprawdę są ani jakie są ich marzenia. Czy los da mu szansę by naprawić błędy, a może jest już za późno?

 

Koncert Pamięci anioła to opowieść o zazdrości, chęci bycia najlepszym i dokonywaniu złych wyborów. Chris i Alex to dwójka wybitnych muzyków. Niestety, podczas jednego z koncertów skrzypek Alex okazuje się być lepszy od pianisty Chrisa. Rozdrażniony tym faktem Chris w trakcie sportowej rywalizacji podejmuje złą decyzję. Konsekwencje tego zdarzenia przypieczętowują nie tylko jego los, ale i okazują się być niezwykle przewrotne.

 

Elizejska miłość – Catherine jest zawiedziona wyglądem swojego życia i małżeństwa. Ma dość kolejnych zdrad męża, jego dziwnego zachowania i powierzchowności. Jako prezydencka para są przez społeczeństwo uwielbiani i nazywani „wzorową miłością". W rzeczywistości ona dla tego uczucia poświęciła wszystko, a on nie dał jej nic w zamian. Teraz, w ramach rewanżu, Catherine postanawia zamienić życie męża w piekło, ale plany komplikuje jej nagła choroba.

 

Zbiór kończy nietypowy Pamiętnik autora, który jest zbiorem pomysłów i luźnych przemyśleń, jakie pojawiały się w głowie autora w trakcie pisania poszczególnych opowiadań.

 

***
Po książkę sięgnęłam zaciekawiona przede wszystkim jej chwytliwym tytułem i nietuzinkową okładką. O samym Éricu Schmittcie słyszałam już wielokrotnie, lecz jego dość liczne porównania do P. Coelho do tej pory wyłącznie mnie zniechęcały. Nie mam nic przeciwko Paulo, a nawet w swojej kolekcji posiadam kilka jego książek, nie mniej dwóm autorom piszących specyficznym religijno-moralizatorskim tonem bym nie podołała. Nie wiem, jak się ten pogląd ma do reszty twórczości Schmitta, jednak w Trucicielce zbyt wielu wspólnych im mianowników nie znalazłam. A przyznam nawet, że bez odgórnego założenia, iż panowie są do siebie podobni, to skojarzeń z Coelho w ogóle bym nie miała.

 

Antologia, prócz walorów zewnętrznych, zaskoczyła mnie swoją formą literacką. Każde użyte tu słowo, jest starannie dobrane i wyważone. Już dawno żadnego zbioru opowiadań nie czytało mi się tak lekko i przyjemnie. Sam autor przyznaje, że: „wyłuskanie z opowiadania tego, co w nim niezbędne, unikanie niepotrzebnych perypetii, sprowadzenie opisu do sugestii, odtłuszczenie tekstu, pozbycie się wszelkich autorskich upodobań"* wymaga czasu, godzin analizy i krytyki. Pod tym względem nad Trucicielką pan Schmitt musiał się naprawdę sporo napracować. Przy okazji w tym miejscu chciałabym przekonać do opowiadań wszystkich tych, którzy nie są ich zwolennikami. Nie skrzywiajcie się na samo brzmienie słowa 'opowiadanie'. To, że jakaś historia została ujęta bardziej konkretny i rzeczowy sposób wcale nie czyni jej gorszej :)

 

Co do treści samych opowiadań to tytułowa Trucicielka jak i Koncert Pamięci anioła zrobiły na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Są zagadkowe, przewrotne i do samego końca nie wiadomo jaką sprezentują nam puentę. Powrót miał niestety przewidywalne zakończenie, a Elizejska miłość, mimo przesłania, bardziej mnie nużyła niż ciekawiła.

 

Jak to bywa przy zbiorach, trudno by każda historia w pełni przypadła czytelnikowi do gustu, ale i tak całość książki oceniam bardzo dobrze. Są tu opowieści o ludzkich pragnieniach: tych osobistych, indywidualnych, głównie egoistycznych, lecz również o duchowej przemianie i przewrotności losu. Trucicielka przekonała mnie do Érica Schmitta na tyle mocno, że w kolejce czeka już kolejne jego dzieło i sam ten fakt, jest chyba najlepszą jej recenzją.

Liliowa

Myślę, że każdy zgodzi się ze stwierdzeniem, iż opowiadanie to gatunek trudny pod wieloma względami zarówno dla pisarza, jak i dla czytelnika. Dla pisarza, gdyż niezwykle trudnym zadaniem musi być okrojenie jakiejś historii do tego stopnia, by objętościowo nadal pozostała ona opowiadaniem, a jednocześnie zachowywała sens oraz fabułę; dla czytelnika, gdyż niełatwo jest wyczytać z krótkiego opowiadania wszystko to, co autor chciał przekazać i ukrył gdzieś między słowami. Jednakże po "Trucicielkę" sięgnęłam bez wahania, a to dzięki "Historiom miłosnym", które jakiś czas temu sprawiły, że wprost zakochałam się w twórczości Érica-Emmanuela Schmitta.

 

Tytułowe opowiadanie to historia siedemdziesięcioletniej Marie Maurestier - kobiety podejrzewanej o otrucie trzech mężów oraz kochanka. Nikt nie zna prawdy, lecz pewnego dnia, kiedy do parafii przybywa nowy proboszcz, Marie postanawia wyjawić mu swoją tajemnicę. W drugim opowiadaniu pt. "Powrót" Schmitt przedstawia nam Grega - marynarza, który niespodziewanie dowiaduje się o śmierci jednej ze swoich córek. Wtedy właśnie, przerażony, uświadamia sobie, że jego ojcowska miłość nie obejmuje w tym samym stopniu każdej z dziewczynek. Trzecie opowiadanie, "Koncert Pamięci Anioła", opisuje rywalizację dwóch młodych muzyków. Chęć sławy odbiera jednemu z nich zdrowy rozsądek, co w konsekwencji doprowadza do tragedii. W ostatnim opowiadaniu pt. "Elizejska miłość" poznajemy francuską parę prezydencką oraz historię miłości tej dwójki - wzruszającej, skomplikowanej, lecz przy tym także pięknej i niepowtarzalnej.

 

Po lekturze tej książki aż chciałoby się rzec: "Jaka szkoda, że to już koniec...". Opowiadania są stosunkowo krótkie, a pochłaniają do tego stopnia, że "Trucicielka" kończy się naprawdę bardzo szybko. Motywem przewodnim każdej historii jest obsesja. Analizując kolejne wątki odnajdujemy w nich różne oblicza obsesji - od chorobliwej tęsknoty, po bezgraniczną miłość oraz przyprawiające o wewnętrzny ból pożądanie. Schmitt po raz kolejny zaczarował mnie słowami, ujął swoim talentem oraz magią, jaka kryje się w jego twórczości. Co prawda nie mogę powiedzieć, że wszystkie opowiadania z tego zbioru wywarły na mnie tak samo pozytywne wrażenie, aczkolwiek każde przeczytałam z ogromną przyjemnością. Moim osobistym faworytem jest zdecydowanie "Koncert Pamięci Anioła" - opowieść, która obudziła we mnie wiele skrajnych emocji i skłoniła do własnych przemyśleń.

 

Ponadto kolejnym wspólnym motywem wszystkich opowiadań jest motyw św. Rity, patronki od spraw trudnych i beznadziejnych. Niewątpliwie postać ta, zgrabnie przewijająca się między jednym a drugim opowiadaniem, nadaje całości smaku i sprawia, że możemy odbierać "Trucicielkę" na wiele różnych sposobów. Możemy czytać opowiadania, zwracając uwagę jedynie na kwestie fabularne, ale możemy również spróbować doszukiwać się w nich czegoś ukrytego pomiędzy wierszami, jakiegoś drugiego dna, którego nieodłączną częścią jest właśnie św. Rita.

 

Sądzę, że osobom, które znają i lubią twórczość Schmitta nie trzeba polecać "Trucicielki", gdyż i tak każdy sięgnie po nią w swoim czasie, tego jestem stuprocentowo pewna. Dodam tylko, że dla prawdziwych fanów smacznym kąskiem może okazać się fragment pamiętnika samego Schmitta, załączony na końcu książki. Jednakże myślę, że ten zbiór opowiadań będzie również świetnym początkiem dla tych, którzy z tym autorem nie mieli jeszcze do czynienia. Zapewniam Was, że nie będziecie rozczarowani i w tych czterech krótkich historiach zagłębicie się z niekłamaną przyjemnością.

Klara203

I znów natrafiłam na mojego kochanego autora Erica-Emmanuela Schmitta, którego pokochałam po przeczytaniu ,,Oskar i Pani Róża". Ten niezwykły pisarz znów mnie zadziwił w swoim pisaniu. Cztery opowiadania i jeszcze swój pamiętnik w jednej książce. Oczywiście mówię tu o książce ,,Trucicielka", która otrzymała francuską literacką nagrodę Le Prix Goncourt de la Nouvelle 2010.

 

Schmitt zaczyna swoje pisanie od powieści ,,Trucicielka", której tytuł znajduje się na okładce. Opowiada historię o siedemdziesięcioletniej Marie Maurestier, która została uniewinniona od trzech zabójstw swoich mężów. Niestety ludzie i tak mówią za plecami, że jest winna. Gdy pojawia się ojciec Gabryiel, któremu wyjawnia całą prawdę w wyniku zazdrości o Yvette. Młody ksiądz dowiedziawszy się, ile zła popełniła to kobieta, próbuje ją nawrócić. Zaczynają się ciężkie nauczania Gabryiela, ale czy mu się uda? Przecież nie łatwo jest namówić kogoś pragnącego wolności do przyznania się do winy.

 

Teraz pojawia się inna historia tym razem o marynarzu. Głównym bohaterem jest Grega, który dowiaduje się o śmierci dziecka. Mężczyzna ma cztery córki i nie wie którą spotkał tak zły los. Zaczyna wybierać dziecko, któremu mogło się to przytrafić. Z treści dowiadujemy się, że ,,córeczką tatusia" jest Grace. Według jego los śmierci spotkał Joana, za którą za bardzo nie przepada. W pewnym momencie zaczyna siebie winić, że nie ma prawa wyboru śmierci na dzieciach. Od znajomego dostaje Biblię, z której wypada obrazek św.Rity, do której zaczyna się modlić. Zaczyna wreszcie rozumieć, jak bardzo nie zna swoich dzieci i zaczyna Myślec o tym co czuje jego żona Mary. Gdy statek dobił do brzegu, Greg widzi żonę i trzy postacie. Ciekawe, które dziecko los mu zabrał?

 

,,Koncert Pamięci anioła" pokazuje nam jak ludzie bywają zmienni. Chris będąc młodym chłopcem zostawia pewnego razu chłopaka potrzebującego pomocy. Dziesięciolatek pragnie tylko zwyciężyć w zawodach. Przez wiele lat żyje w świadomości, że zabił człowieka. Zmienia się w człowieka bardzo pomocnego, który pomaga starszym i pracuje w wili Sokrates. Pomaga wychowankowi swojemu nie popełnić samobójstwa. Będąc w basenie, w którym pomaga starszym ludziom, natrafia na Alexa. Sparaliżowany milioner udowadnia Christanowi, że jest człowiekiem, którego porzucił w wodzie. W restauracji Chris nie otrzymuje wybaczenia, ale za to godzi się na usługiwanie choremu. Pomaganie temu człowiekowi staje się dla niego przyjemnością do pewnego czasu. Wypływają łódką na środek jeziora i tam właśnie Alex pokazuje swoją zemstę.

 

Wiele kobiet uświadamia sobie po pewnym czasie, że tracą coś cennego. Catherine przez wiele lat tolerowała wszystko, ale to się zmienia. Kobieta zaczęła się sprzeciwiać woli męża. Grozi nawet Henriemu, że napisze list do dziennikarzy z dowodem na jego zamach. Niestety gdy kobieta dowiaduje się, że ma raka wszystko się zmienia. Mąż pragnie drugi raz ubiegać się o swoje stanowisko. Żona godzi się. Gdy jej stan się pogarsza trafia do Domu Rity, gdzie umiera. Kobieta będąc tam pisze notatnik, który Henri, uważa że mógł by mu zaszkodzić. Po pogrzebie mąż za wszelką cenę poszukuje tego notesu. Gdy dowiaduje się, że zostanie on wydany, pragnie za wszelką cenę to przerwać, ale czy mu się uda...
Na końcu pojawia się pamiętnik autora, który jest bardzo ciekawy i interesujący. Pokazuje nam wiele ważnych rzeczy. Pozwala nam wkroczyć w życie autora i zobaczyć świat jego oczami. Udowadnia nam również skąd brał inspirację do pisania tych czterech wielkich dzieł.

 

Jak zawsze książka Erica-Emmanuela Schmitta mnie zaskoczyła. Myślałam, że tylko ,,Trucicielka" będzie najciekawsza, ale się myliłam. Najbardziej polubiłam opowiadanie ,,Powrót", który najlepiej zapamiętałam. Autor sam mówi, że jego książki są autonomiczne i w tym ma całkowitą rację.

 

O książce marzyłam i cieszę się bardzo, że te marzenie się spełniło. Gdy zobaczyłam okładkę, mówiłam sobie, że ją będę miała a teraz to dzieło mam na półce. Wiem, że na pewno do niej wrócę. Poza tym w tych czterech opowiadaniach spotkać możemy postać świętej Rity, która wydawała się być inspiracją dla autora.

Isabelle

Nie miałam w planie zakupu tej książki, nie mogłam się jednak oprzeć tej przepięknej okładce. Różni się to wydanie od poprzednich kolorystyką, tutaj oprócz standardowej bieli, obecnej przy poprzednich książkach Schmitta, mamy jeszcze stylową czerń. Do tego okładka nie jest błyszcząca jak do tej pory, a matowa. A postać kobiety skrytej za wachlarzem, po prostu czaruje...

 

"Trucicielka" to zbiór czterech opowiadań, z pozoru zupełnie różnych, jednak posiadających wspólny mianownik.

 

Tytułowe opowiadanie prezentuje nam starą kobietę, Marie Maurestier, wyniosłą mieszkankę niedużej wioski, oskarżoną swego czasu o zabicie swoich trzech mężów. Z pomocą prawnika udało jej się uniknąć skazującego wyroku i stanowi atrakcję turystyczną, z której żyją wszyscy mieszkańcy. Pewnego dnia do małej społeczności przybywa nowy, młodziutki proboszcz. Marie ulega fascynacji jego osobą i wykorzystuje swoją historię aby zawładnąć jego duszą... czy jednak jej się to uda?

 

"Powrót" to historia człowieka, który dostaje wiadomość o śmierci córki. Niestety nie otrzymuje informacji której, a posiada ich cztery. Targany wewnętrznie, przez różne uczucia, trzy dni zmaga się z sobą. Dociera do niego jak bardzo zaniedbał żonę i dzieci. Czy jednak będzie miał jeszcze szansę naprawy swoich stosunków z rodziną? Która córka już jego przemiany nie uświadczy?

 

"Koncert Pamięci anioła" to typowa opowieść o Kainie i Ablu. Tyle, że tu przybierają oni imiona Chris i Axel. Pierwszy zły i niegodziwy, drugi niezwykle dobry i wrażliwy. Pewnego dnia Axel ulega wypadkowi a Chris nie udziela mu pomocy, ponieważ ważniejsza jest dla niego wygrana. Po konkursie szybko wyjeżdża przeświadczony, że przyjaciel nie żyje. Z czasem zaczyna odczuwać coraz większe wyrzuty sumienia, co stanowi bodziec do jego przemiany. Staje się zupełnie innym człowiekiem. Niestety po 20 latach znów spotyka Axela, tyle że ten również się zmienił, jest wcieleniem zła. Co wyniknie z ich spotkania? Czy Chris ma szansę zyskać przebaczenie Axela?

 

"Elizejska miłość" to historia wielkiego uczucia i nienawiści Henriego i Catheriny, pierwszej pary Francji. Ona pewnego dnia odkrywa, że od dawna go nie kocha i wyznaje mu to. Od tej chwili ich wspólne pożycie zamienia się w piekła, które sobie na co dzień urządzają. Publicznie stanowią parę idealną, prywatnie nienawidzą się ponad wszystko. Ale przychodzi dzień kiedy okazuje się, że Catherine jest chora. Czy dla tej pary jest jeszcze ratunek?

 

We wszystkich czterech opowiadaniach spotykamy się z postacią Świętej Rity. W kościele katolickim jest czczona jako święta od spraw trudnych i beznadziejnych. Jest opiekunką wielu dzieł charytatywnych i bractw. Każdy z bohaterów Schmitta znajduje się w sytuacji niemal bez wyjścia, z której nie ma już odwrotu. Wydaje się, że już nic nie można zrobić i wtedy na ratunek może przyjść tylko święta.

 

Schmitt w swoich opowiadaniach pokazuje obraz miłości, ale takiej miłości która nie znajduje swojego odzwierciedlenia w drugiej osobie. Bohaterowie gubią się i nie potrafią wzajemnie odnaleźć, spotkać w jednym czasie w tym samym punkcie...

 

Autor po raz kolejny mnie oczarował swoją twórczością. Szczególnie "Elizejska miłość" poruszyła moje serce. Dlatego polecam ten zbiór z czystym sumieniem. A dodatkowym smaczkiem dla każdego czytelnika, na pewno będzie pamiętnik autora zamieszczony na samym końcu książki.

Książkowo

Czym jest obsesja i kto może jej ulec? Czy i my sami mamy obsesję na jakimś punkcie? Skąd się ona bierze i od czego się zaczęła? Czy każdy człowiek ma swoją obsesję?

 

"Trucicielka" ukazuje jak łatwo rozwija się ona w duszy każdego człowieka. Nikt nie jest w stanie jej uniknąć, prędzej czy później dorwie każdego. A ma ona wiele twarzy...

 

Tytułowe opowiadanie "Trucicielka" to obsesja staruszki-trucicielki, która uniknęła kary, nowym proboszczem, który przybył na jej parafię. Obsesja proboszcza w namawianiu jej do przyznania się publicznie do winy. "Powrót" to obsesja marynarza, którzy pod wpływem silnego bodźca zaczyna myśleć tylko o żonie i córkach oraz ich wspólnych relacjach. "Koncert Pamięci Anioła" ukazuje jeszcze więcej jej wersji. Jest tam obsesja młodego chłopaka na punkcie zwyciężania i odniesienia sukcesu. Obsesja dojrzałego człowieka, który pod wpływem wydarzenia z młodości poświęcił życie ratowaniu - fizycznym i psychicznym - innych. Obsesja mężczyzny, który po wypadku zgorzkniał, znienawidził cały świat i żyje tylko dla zemsty, ślepy na wszystko. A "Elizejska miłość" to obsesja żony w stosunku do męża i męża w stosunku do żony, miłość od nienawiści dzieli tylko cienka linia, a gdy w grę wchodzi polityka i sława, to jest ona jeszcze cieńsza...

 

Jak zwykle u tego autora mamy tutaj przykłady spraw trudnych i wydawałoby się, że beznadziejnych, lecz czy do końca? Wszystkie opowiadania - oprócz obsesji - łączy także postać św. Rity, patronki od spraw trudnych i beznadziejnych, kobiet we wszystkich stanach. Bohaterom opowiadań zdecydowanie przydałaby się jej pomoc. Tak wielu z nich cierpi z powodu przeszłości i swych wyborów podjętych lata temu. Inni z kolei nie zauważali zmian ich dotykających i nagle budzą się pod wpływem jakiegoś wydarzenia i stwierdzają jakimi są naprawdę. Są osoby, które czują się niedocenione i osoby niedoceniające innych. Potrzeba im bliskiej, ważnej osoby, która trzymałaby ich przy życiu. W "Trucicielce" buzują wielorakie uczucia - od miłości, przez zazdrość, aż do nienawiści. Bohaterowie Schmitta przechodzą wewnętrzne przemiany, walczą lub ulegają swoim pragnieniom, potykają z losem. Życie w czystej postaci.

 

Mimo wszystkich zarzutów o rzemieślnictwo i podobieństwo do Coelho (nie mnie oceniać, czytałam tylko jedną książkę Coelho i nie podobała mi się), bardzo lubię książki Schmitta. Lubię go za pełnokrwiste, ciekawe historie, szalonych bohaterów, barwny język i umiejętność doboru słów. To widać najlepiej właśnie w opowiadaniach, krótka forma, która służy dobrze temu autorowi. Każde słowo wydaje się być sprawdzone i wyważone, panuje umiar, ale nie ma nic z bezbarwności.

 

Najbardziej urzekło mnie opowiadanie "Koncert Pamięci Anioła", ale "Trucicielka" i "Elizejska miłość" są blisko tego ulubionego. Najmniej - jak widać - spodobała mi się historia marynarza, czyli "Powrót", chociaż przyznaję, że jest bardzo przejmująca. A na końcu książki znaleźć możemy fragmenty pamiętnika autora z czasu, w którym tworzył właśnie ten zbiór. Z zainteresowaniem przeczytałam jego opisy bojów z formą, bohaterami, słowami.

 

Z wielkim zainteresowaniem przeczytałam ten zbiór opowiadań. Poleciłabym go wielbicielom twórczości autora oraz wszystkim osobom lubiącym czytać o ludzkich losach, uczuciach, rozwoju, walce wewnętrznej.

 

PS. Powiedzcie sami - czy widzieliście więcej niż dziesięć tak urzekających okładek jak ta?

Natkawes

Eric-Emmanuel Schmitt wzbudza duże zainteresowanie swoimi książkami. W tym roku wydawnictwo Znak wydało zbiór opowiadań: "Trucicielkę". Na początku trochę mnie to zniechęciło. Nie ma jak to cała książka poświęcona jednym bohaterom. Jednak tyle pochlebnych opinii sprawiło, że musiałam sięgnąć po tę pozycję.

 

"Trucicielka" zawiera cztery opowiadania. Każde łączy obsesja. Powoduje, że zmienia nieodwracalnie ich życie. Niszczy to co budowali przez wiele lat, albo daje drugą szansę. Na uwagę zasługuje okładka. Hipnotyzujące spojrzenie powoduje, że ciężko oderwać oczy od tej książki.

 

Pierwszym opowiadaniem jest tytułowa "Trucicielka". Główną bohaterką jest Marie. Przez wiele lat oskarżana o zabójstwa swoich mężów. W końcu została uniewinniona. Mieszkańcy wsi, w której mieszka, boją się tej kobiety. Nie są pewni niewinności Marie. Pewnego dnia na plebanię przybywa nowy ksiądz. Kobieta jest zainteresowana ojcem Gabrielem. Pragnie spędzić z nim każdą chwilę. Niestety ksiądz poświęca czas Yvette, miejscowej prostytutce, której leczy duszę. Marie zazdroszcząc, przy kolejnej spowiedzi wyznaje, że naprawdę zamordowała swoich mężów. Ze szczegółami opisuje motywy zbrodni. Ojciec Gabriel wypełnia swoja misję. Pragnie oczyścić z grzechów Marie. Czy mu się uda? Jaki cel postawiła sobie kobieta?

 

„Czy miłość nie nakazuje dbać przede wszystkim o drugiego człowieka? -Poświęcenie jest miarą każdej miłości"

 

Kolejne opowiadanie "Powrót" mówi o historii Grega, marynarza. Dowiaduje się, że jego dziecko umarło. Przez cały rejs zastanawia się, która córka nie żyje. Uświadamia sobie, że przez ciągłe podróże słabo zna swoje dzieci. Nie poświęcił im zbyt dużo czasu. Ma wyrzuty sumienia, że nie widział jak dorastały. Jak po śmierci dziecka marynarz zmieni swoje życie?

 

"Koncert Pamięci anioła" jest o dwóch nastolatkach, którzy grają na skrzypcach. Chris zauważa, że Axel jest od niego lepszy. Wzbudza to w nim zazdrość. Pragnie wyeliminować zawodnika z gry. Chłopacy zostali porównani do Kaina i Abla. Po dwudziestu latach możemy zauważyć jak człowiek się zmienia. Po uczynionych w młodości błędach pragniemy o tym zapomnieć. Chcemy jak najlepiej spożytkować z życia. Jednak złe uczynki z dawnych lat wracają jak bumerang. One nigdy nie dają o sobie zapomnieć.

 

"Elizejska miłość" opowiada o parze prezydenckiej i ich "wzorowej miłości". Sekrety sprzed lat powodują, że jest to jedynie uczucie na pokaz. Byle zadowolić paparazzi. Prezydent zastraszony przez żonę pragnie jej się pozbyć. Do jakich czynów się posunie? Czy tych dwojga naprawdę nie łączy już miłość?

 

„Jakość przeciwników nadaje wartość zawodom i cenę zwycięstwu."

 

Schmitt w krótkich opowieściach przekazuje nam prawdę o życiu. „Trucicielka" pokazuje jak ludzie walczą o rodzinę, miłość i sławę. Człowiek dążąc do celu traci w sobie dobro. Zachwyca mnie to, że autor potrafi na niewielu kartach przedstawić piękną historię o życiu. Czytając z łatwością można wczuć się w sytuację bohaterów i zastanowić się: „Co ja bym wtedy zrobiła?". Najbardziej spodobał mi się „Koncert Pamięci anioła". Ukazane w niej emocje są takie realistyczne: zawziętość, zazdrość.

 

Książkę polecam każdemu, kto pragnie zastanowić się nad swoją egzystencją. Może dzięki „Trucicielce" zmieni się podejście do życia osoby czytającej. Eric-Emmanuel prostym językiem uświadamia i daje do myślenia. Naprawdę warto zwrócić uwagę na to dzieło.

Bojalubietakinie

W moje ręce wpadła niedawno najnowsza książka Erica-Emmanuela Schmitta pt. „Trucicielka". W roku 2010 zbiór został nagrodzony prestiżową Nagrodą Goncourtów dla krótkiej formy.

 

„Trucicielka" to zbiór czterech opowiadań, które łączy wspólny motyw – namiętne, silne i destrukcyjne uczucia. Każda z postaci występujących w tychże formach układa swe życie wokół jednej dręczącej myśli. Myśl ta pojawia się w związku z jakimiś życiowymi wydarzeniami i determinuje działania bohaterów. Marie – starsza kobieta z tytułowego opowiadania, mieszka w małym miasteczku do którego przybywa nowy proboszcz. Marie jest postacią znaną nie tylko w owej miejscowości. Sławę zawdzięcza opinii seryjnej morderczyni swych trzech mężów. Staruszka posądzana była o trucie swych małżonków, by zdobyć po nich spadek. Każdy z procesów wytoczonych przeciw Marie kończył się jej zwycięstwem. Kobieta jest mocno zaangażowana w sprawy kościoła i kiedy przybywa do miasteczka nowy kapłan, Marie zaczyna dręczyć myśl o swego rodzaju uwiedzeniu księdza. Przychodząc do niego na codzienne spowiedzi i wyznając mu najobrzydliwsze tajemnice swych czynów, ma nadzieję, że zagarnie całą uwagę młodego księdza. Wszystkie swe działania podporządkowuje tej jednej myśli, jednemu pragnieniu – być jak najbliżej kapłana, sprawić, by był tylko dla niej. Nie inaczej sprawa się ma w przypadku owego proboszcza. On także dręczony jest jednym marzeniem – doprowadzić Marie do przyznania się do win, sprowadzić grzesznicę na dobrą drogę, a tym samym, przy okazji, dążyć do swojego awansu i wyjazdu z małomiasteczkowej parafii.

 

Bohaterami kolejnego zawartego w tomie opowiadania są dwaj świetnie zapowiadający muzycy. Są młodymi mężczyznami, którzy stoją dopiero u progu swej kariery. Podczas jednego z wyjazdów przychodzi im stanąć do zawodów sportowych. Chris powodowany zazdrością o większy talent i zdolności muzyczne swego kolegi – Alexa, postanawia wygrać za wszelką cenę. Kiedy Alex potrzebuje pomocy, Chris zbiega z miejsca wypadku. To wydarzenie determinuje całe życie obu muzyków. Jeden próbuje odkupić swoje winy. Drugi natomiast podporządkowuje swe myśli chęci zemsty. Te uczucia zatruwają życie obu mężczyzn, nie pozwalają im odciąć się od przeszłości i normalnie żyć.

 

Bohaterowie innych opowiadań także egzystują kierując się żądzami i emocjami. Tytułowa nazwa – „Trucicielka" nie tylko odnosi się bowiem do bohaterki jednego z opowiadań. Można ten tytuł traktować także jako upersonifikowanie owej myśli czy dręczącego uczucia. Jedno pragnienie może zatruć całe życie jeśli wszystko co robimy podporządkujemy tylko niemu. Myśl i desperacja w dążeniu do urzeczywistnienia jej jest trucizną dla nas samych.
Jest też jeszcze jedna kwestia, która łączy wszystkie te opowiadania. Jest nią postać Św. Rity, która jak można łatwo się domyślić była niezwykle inspirująca dla autora. Święta Rita jest patronką rodziny i przebaczania. Na świecie uznawana jest za patronkę od spraw trudnych i beznadziejnych. Schmitt nie bez kozery wybrał właśnie tę Świętą. Każdy z bohaterów znajduje się w sytuacji niezwykle trudnej i właśnie ta postać podkreśla rozpaczliwość, a czasem bezwyjściowość owych sytuacji.

 

Z pewnością „Trucicielka" będzie nie lada gratką dla fanów Erica-Emmanuela Schmitta, gdyż autor postanowił cztery opowiadania okrasić fragmentami swojego dziennika, który pisał podczas tworzenia tychże mini form. Jest to ciekawy pomysł na przybliżenie czytelnikowi pracy pisarza. Wielu z nas ma swoje wyobrażenia na temat rodzenia się pomysłów, a w rezultacie dzieł, które potem możemy przeczytać. Schmitt ułatwia nam to zadanie. Już nie musimy się niczego domyślać, autor pokazuje nam bowiem jakie myśli dręczyły go podczas pracy, jak rozwijał swe pomysły. Zatem nie tylko mamy w ręce efekt, ale także wiemy jak powstawał.

Isadora

Moje dotychczasowe literackie spotkania z Erikiem Emmanuelem Schmittem mogłabym porównać do prawdziwej duchowej uczty: "Ewangelia według Piłata" zaskoczyła mnie ogromnym ładunkiem emocjonalnym i przejmującymi rozważaniami filozoficznymi, "Moje życie z Mozartem" okazało się wzruszającym wyrazem także moich fascynacji, a refleksyjne i autentyczne "Małe zbrodnie małżeńskie" zachwyciły prostotą i mądrością życiową. Żadna z tych lektur nie pozostawiła mnie obojętną, ale na długo zapadła mi w pamięć, oczarowała wysmakowaną prozą, poruszyła intensywnością emocji. Dlatego też pełna nadziei sięgnęłam po kolejne dziełko Schmitta - zbiór czterech opowiadań opatrzonych tytułem "Trucicielka".

 

Znaczący tytuł wprowadza czytelnika w tematykę niniejszych historii - autor zagłębia się bowiem w świat ludzkich obsesji, które zatruwają umysł, niszczą psychikę, zmieniają nie do poznania i wywołują nieodwracalne skutki. Przybierają różne oblicza, a zabarwia je cała gama emocji: miłość i nienawiść, fascynacja i wstręt, zazdrość i czułość, rozpacz i żal, pragnienie zemsty i chęć odkupienia. Stają się jedynym motorem działania wyłączając rozum, intuicję czy doświadczenie. A co pozostawiają po sobie?

 

Tytułowa "Trucicielka" to historia starszej kobiety owianej złą sławą. Przed laty oskarżona o zabójstwo trzech swoich mężów, uniewinniona przez sąd, nadal wzbudza niezdrową sensację wśród mieszkańców miasteczka i przyjezdnych. Jej ponure i jałowe życie zmienia się wraz z przybyciem do Saint - Sorlin młodego i przystojnego księdza. Z dnia na dzień kobieta ulega fascynacji pełnym entuzjazmu i żarliwości proboszczem. Aby skupić jego uwagę wyłącznie na sobie, spowiada mu się ze swych zbrodni czerpiąc perwersyjną przyjemność z gwałtownych emocji, jakie wzbudziła w księdzu swoimi wyznaniami. On zaś z kolei owładnięty jest obsesją namówienia jej do publicznego przyznania się do winy.

 

"Powrót" to historia okrętowego mechanika, który na pełnym morzu dowiaduje się, że jedna z jego córek nie żyje. Ten na co dzień oziębły, szorstki i niełatwy we współżyciu mąż i ojciec niemal popada w obłęd zastanawiając się, którą córkę właśnie stracił. Te obsesyjne myśli które z dzieci kocha najbardziej, a które mógłby ewentualnie poświęcić, prowadzą go do swoistego rachunku sumienia i konstruktywnych refleksji o tym, w jakim stopniu zna swoją rodzinę, czy naprawdę ją kocha, jakim w istocie jest mężem i ojcem. To stosunkowo krótkie opowiadanie wywarło na mnie największe wrażenie - aż wibruje od emocji, poczucia winy, chęci odkupienia; świetnie uchwycony, choć być może nieco przerysowany dylemat prostego marynarza z pewnością jest nieobcy każdemu rodzicowi.

 

"Koncert Pamięci anioła" to historia dwóch uzdolnionych muzycznie młodych ludzi, których zacięta rywalizacja prowadzi do nieszczęśliwego wypadku. Przemiana, jak w nich zachodzi, jest diametralna; zamieniają się rolami kata i ofiary, zaczynają dręczyć ich obsesje: u Chrisa znajduje ona ujście w ratowaniu życia innym, natomiast zgorzkniały Axel żyje pragnieniem zemsty. Jak mocno splecione są ze sobą ich losy, okaże się dopiero w tragicznym finale.
"Elizejska miłość" to portret z pozoru idealnej pary prezydenckiej, którą w rzeczywistości od miłości do nienawiści dzieli tylko jeden krok. Granica ta zostaje przekroczona - i to niejednokrotnie - zaś burzliwe perypetie i gwałtowne, destrukcyjne emocje ostatecznie uświadomią tym mistrzom pozorów, co w istocie do siebie czują.

 

Tematyka "Trucicielki" oscyluje wokół rodzącej się z wolna obsesji w sercach, umysłach i świadomości bohaterów stawiając ich w sytuacjach - wydawałoby się - bez wyjścia: takich, które muszą zakończyć się katastrofą, okaleczoną psychiką, bezdenną rozpaczą, tragedią. Nie bez przyczyny czuwa nad nimi św. Rita - patronka spraw beznadziejnych, która wyzwala działanie, niesie nadzieję i napełnia otuchą. I choć wyzwolenie z pętli obsesji jest możliwe, zło wyrządzone za jej sprawą już się dokonało, a odkupienie przychodzi za późno i nie jest w stanie wymazać doznanych krzywd. Bohaterowie Schmitta przechodzą wewnętrzne przemiany, walczą z własnymi słabościami, stawiają czoła światu, podążają za pragnieniami lub im ulegają - a wszystko w nich tętni od emocji, jest dynamiczne i gwałtowne - jak życie.

 

Po raz kolejny oczarował mnie styl autora: prosty, zwięzły, a jednocześnie barwny język i starannie dobrane słowa tworzące oryginalne i przejmujące historie niosące w sobie ogromny ładunek emocji oraz niezwykłe bogactwo uczuć. Pewien dysonans wywołało delikatne wrażenie, jakby dotychczasowa niewymuszona prostota prozy Schmitta niebezpiecznie wkraczała na ścieżkę efekciarstwa i ocierała się o pompatyczność zbliżając się nieco do pseudofilozoficznych klimatów Coelho, ale mam nadzieję, że kolejne utwory autora zetrą to wrażenie. Wolałabym przeczytać mądrą, pełną głębi i prostoty opowieść o człowieku i gnębiących go demonach niż quasi - przypowieść z autorem w roli mędrca zsyłającego maluczkim objawienie: "Trucicielka" plasuje sie gdzieś pomiędzy tymi dwiema skrajnościami. I być może dlatego, że opowiadania te wydawały mi się obliczone na wywołanie określonych emocji i refleksji, nie poruszyły mnie tak, jak poprzednie utwory autora, z którymi miałam styczność. Oczywiście Schmitt nie przestaje być dla mnie znakomitym znawcą ludzkiej natury w piękny i wysmakowany sposób piszącym o emocjach; jak najbardziej doceniam przejmujące i wnikliwe studium ludzkiej psychiki ze szczególnym uwzględnieniem rozwoju i działania mechanizmu obsesji, jednak tym razem nie trafił mnie prosto w serce, lecz zatrzymał się gdzieś na jego obrzeżach.

Katarzyna Meres

Sięgając po książki Schmitta wiem, że się nie zawiodę i spędzę z nimi miło czas, nawet jeśli daną książkę czytam kolejny raz. Zdaję sobie sprawę z tego, że się powtarzam i mówię to przy każdej okazji, ale Schmitt pisze świetne historie, które inspirują, ciekawią i szybko się je czyta. Tym razem przedstawiam zbiór opowiadań "Trucicielka", którego tytuł jest bardzo wymowny i odnosi się do całości.

 

Recenzowanie opowiadań jest trudne, ponieważ należy do nich zachęcić przy czym nie wolno zdradzić zbyt wiele. Za zbiór opowiadań "Trucicielka" w 2001 roku Schmitt otrzymał Nagrodę Goncourtów. Książka zawiera cztery opowiadania: tytułową "Trucicielkę", "Powrót", "Koncert Pamięci anioła" oraz "Elizejska miłość". Dodatkowo na końcu dołączono dodatek w postaci pamiętnika autora, który napisał podczas pracy nad książką. Bardzo lubię takie dodatki, bo zawsze można się z nich czegoś ciekawego dowiedzieć.

 

"Gdy książka jest ukończona, zaczyna się jej życie. Począwszy od dzisiejszego wieczoru, nie jestem już jej autorem. Jej autorami będą od tej chwili czytelnicy... Wolter mówił, że najlepsze książki to te, które w połowie zostały napisane przez wyobraźnię czytelnika".

 

Trucicielka.

Nie bez powodu to opowiadanie tak się nazywa. Jak bowiem nazwać kobietę-zagadkę, która przynosi pecha każdemu mężczyźnie z jakim weszła w związek małżeński? Mieszkańcy miasteczka myślą, że to ona ich zabiła, jej postać wcale tego nie wskazuje. Jaka jest prawda? Odkrywa ją Gabriel, nowy ksiądz i proboszcz, czyżby? Po głębszej analizie stwierdziłam, że Marie zagrała z wszystkimi - samą sobą, Gabrielem i mieszkańcami. Jeśli przeczytanie tę historię będziecie wiedzieć, o co mi chodzi.
"Bo wszyscy uważali, że zabija ludzi, których kocha, swoich mężów, siostrę..."

Opowiadanie jest ciekawe, zaskakujące, ciekawe, intrygujące. Bardzo podobała mi się kreacja Marie oraz Gabriela. Dwie sprzeczne osoby, dwa sprzeczne interesy, lecz coś ich łączy... Co takiego? Słodka tajemnica, a raczej tajemnice, sekrety... To opowiadanie pokazuje ludzki złudne nadzieje i różne interesy. To historia, która pokazuje ich wady i zalety - obietnice są nic nie warte, rzadko kiedy się je wypełnia, a ludzie patrzą tylko na swoje dobro będąc egoistami oraz ignorantami.

 

Koncert Pamięci anioła
Axel i Chris. Te imiona przypominają Kaina i Abla - z tym przynajmniej powinny się kojarzyć. Jest to bowiem współczesna opowieść właśnie o tych dwóch biblijnych postaciach. Axel i Chris rywalizują ze sobą, drą koty, jeden chce być lepszy od drugiego za wszelką cenę. Zatracają się w tym uczuciu zazdrości i chęci walki, przez co ich zachowanie okazuje się być tragiczne w skutkach.
Więcej zdradzić nie mogę, ponieważ każde dodatkowe słowo o fabule ukazuje zbyt wiele. Schmitt dobitnie ujął w słowa ludzką głupotę, zdemaskował ją, rozebrał na czynniki pierwsze i pokazał, że ludzie powinni się jej wyzbyć. Zakończenie szokuje, a sama historia jest specyficzna i wciągająca.

 

Powrót
Przepiękne opowiadanie obnażające ludzką naturę i myśli w tragicznych sytuacjach, jakie spotykają nas w życiu. Greg jest z dala od domu, na środku morza, dowiaduje się, że umarła jedna z jego córek... Nie podano żadnego imienia. Mężczyzna przeżywa szok - dlaczego? Dlaczego tak się stało? Zaczyna analizować w głowie postawy swoich córek, nakreśla ich portret i charakterystyczne cechy (i tutaj muszę to wtrącić: Schmitt dowiódł, że w krótkim opowiadaniu da się zawrzeć świetne postaci z wyrazistym charakterem), posuwa się też do tego, że "tak, to Joan musiała umrzeć; błagam aby to była ona, a nie Grace".
Na szczęście Greg kaja się za te myśli i rozumie swój błąd. Dzieci kocha się jednakowo, nie można decydować, które bardziej, a które mniej... Tutaj zakończenie też zaskakuje, a historia o miłości do dzieci i rozważań, czy można ją mierzyć jedną miarą - jest warta poznania.

 

Elizejska miłość
To ostatnie już opowiadanie z tego zbioru, chyba najbardziej emocjonalne. Ta historia po prostu uczy, aby opuścić swoje lęki, pozbyć się ich, bo one tylko nas ograniczają, przez nie tracimy to, co najpiękniejsze z całego życia. Catherine oraz Henri, łączy ich dosyć dziwne uczucie, w głębi duszy siebie kochają, a na zewnątrz wszystko jest kruche i zaczyna się po woli burzyć - czy wszystkiemu winna jest polityka oraz pogoń za sławą? Jakie będą tego skutki?
O tym opowiadaniu nie trzeba nic więcej mówić, trzeba go poznać.

 

Jakie nasunęły mi się wnioski? Każdy człowiek nosi w sobie truciznę - ja, Ty, ta osoba którą mijamy na ulicy. Każdy bohater "Trucicielki" również ma w sobie jad. Jad i truciznę, które skutecznie utrudniają życie. Czyż tak nie jest? Przejawiają się one chociażby w niechęci do spotykanych ludzi, do ludzi których kochamy, do chwil, jakie do nas przyszły...

 

A gdyby się tego pozbyć? Pozbyć się nienawiści, rzucania oskarżeń, smutku zakrywającego oczy, zazdrości, rywalizacji, ludzkiej głupoty; czy świat nie byłby piękniejszy? Owszem, byłby, lecz nie byłby ten sam - może lepszy, może gorszy... Trucizna zatruwa życie, lecz w pewnym sensie jest ona potrzebna, nie należy jednak pozwolić się jej przedrzeć aż do serca, bo wtedy stracimy poczucie sensu życia i przydatności, a te wszystkie wymienione przeze mnie cechy szybko i wygodnie zagoszczą się w naszym wnętrzu. A wygonić je, nie będzie tak łatwo...
Zbiór opowiadań "Trucicielka" polecam każdemu, bez wyjątku. Piękne, pouczające opowiadania, napisane doskonałym, magicznym językiem; poprowadzone w ciekawy sposób zaskakujące ostatnimi słowami...

 

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież


Współpracujemy z:

KARTA BIBLIOTECZNA

BIBLIOTECZKA

  • Załóż swoje konto
  • Karta Do Kultury

    Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
    *obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
    *dodawać je do ulubionych
    *polecać innym czytelnikom
    *odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
    *listować pozycje, które posiadasz
    *oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
    Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!