Wieczni Wygnańcy Cynthia Leitich Smith

Wybierz opinię:

Agniecha

W literaturze młodzieżowej często króluje tematyka romantyczna. Historie przepięknych romansów ciągną do lektury nawet dziewczęta uchodzące za uosobienie twardości. Młodym jednak zaczynają nudzić się już powielane schematy w co piątej powieści tego rodzaju, dlatego też amerykańska pisarka – Cynthia Leitich Smith, postanowiła wyjść naprzeciw rosnącym wymaganiom i stworzyła opowieść o zakazanym romansie anioła stróża do wampirzycy. Swojej powieści nadała tytuł „Wieczni wygnańcy", który zapewnił jej jedno z najwyższych miejsc wśród Top 5 „The New York Timesa".

 

Bohaterami powieści są Miranda i Zachariasz. Ona młoda dziewczyna z ambicjami, a on - jej własny anioł stróż, który skrycie się w niej podkochuje. Pewnego tragicznego wieczoru, aby uratować swoją ukochaną Zachariasz łamie podstawowe zasady wszystkich aniołów stróżów objawiając się Mirandzie. W tej samej chwili traci skrzydła, ale też dowiaduje się, że dusza Mirandy została stracona, gdyż została ona zamieniona w wampira. Mija rok od zaginięcia dziewczyny, a Zachariasz nie ustaje w jej poszukiwaniach. Dostaje także zadanie, aby odnaleźć u unicestwić króla wampirów. Nie wie jednak, że jego księżniczką jest właśnie jego ukochana Miranda.

 

Historia to niesłychana, gdyż rzadko spotyka się w powieściach romantycznych, nawet tych paranormalnych, ażeby łączyć w pary istotę skazaną na wieczne potępienie z istotą zesłaną przez Boga. Stojący po dwóch osobnych stronach – Miranda i Zachariasz, zostają połączeni silnym uczuciem. Oboje symbolizują dwa podstawowe elementy rządzące światem- dobro i zło. Są ich ucieleśnieniem, ale też nie w sposób bezwzględny. Smith pozostawia Mirandzie część jej duszy, przez co nie jest ona ta do końca przeklęta. Tym sprytnym manewrem wtacza odwieczną walkę dobra ze złem w serce bohaterki, która w finale powieści ulega uzewnętrznieniu. A co się dzieje do tego momentu? W zasadzie niewiele. Autorka prezentuje nam życie strąconego anioła, a także nowej księżniczki wampirów. Jak się okazuje, ani jedno ani drugie nie jest takie, jak można by się spodziewać. Jest to ciągła walka samego z sobą, aniżeli narodziny jakiegokolwiek uczucia. Czytelnik nastawia się na prawdziwy romans, w końcu coś z zupełnie innej beczki, ale Smith wyprowadza go w pole. Oprócz dość na siłę wciskanych w fabułę odniesień do uczucia Zachariasza do Mirandy, dopiero na 100 stron przed końcem powieści coś zaczyna się między nimi dziać. Niewiele jest tutaj z prawdziwego romansu, jednakże nie oznacza to, że historia nie przedstawia autentycznego uczucia miłości. Na ostatnich stronicach dowiadujemy się, że bohaterowie nie pokierowali się do końca swoim uczuciem, a bardziej rozsądkiem. Nie ma tutaj zakończenia typowego dla tego rodzaju powieści, ale trudno byłoby stwierdzić, że nie ma tutaj swoistego happy endu. Daje nadzieję i prezentuje prawdziwe oblicze szczerej miłości. Powieść, niestety, nie intryguje. Historia mogłaby być rozwinięta w całkiem ciekawym kierunku, a jednakże wszystko sprowadza się do zwyczajnej wojny międzyrasowej. Nie jest to fascynujące, a można nawet zaryzykować stwierdzenie, że wieje tutaj nudą.

 

Pisarka wprowadza zupełnie odmienną formę prezentacji treści aniżeli dotychczas spotykaną. Oczywiście, standardowo, pojawia się narrator, który zna wszelkie emocje bohaterów, ale tylko dlatego, że to te osoby są narratorami. Całość wydarzeń w powieści przedstawiona jest z dwóch punktów widzenia. Z jednej strony doznajemy tego co odczuwa i doświadcza Miranda, a z drugiej to co czuje i co przeżywa Zachariasz. Niekiedy, te dwa punkty widzenia, łączą się ze sobą, kiedy to nasi bohaterowie spotykają się w jednym miejscu. Jak się okazuje motyw ten jest całkiem udany, aczkolwiek trochę rozprasza czytelnika, któremu po pewnym czasie nie chce się już odczytywać przypisów, czy to są doświadczenia Mirandy, czy Zachariasza, czy też wpis na blogu przyjaciółki Mirandy – Lucy. Smith nie boi się także przytoczyć artykułów z prasy, czy właśnie wspominanych wpisów z pamiętnika. To urozmaica trochę monotonność ciągłego przeskoku z jednego bohatera na drugiego.

 

W Polsce powieść ukazała się dzięki wydawnictwu Amber, któremu udało się dostać prawa do publikacji książki. Standardowo postawiono na prostotę wykonania, co jest typowe przy wszelkich powieściach wychodzących od owego wydawnictwa. Okładka nie pozostawia złudzeń- akcja kręci się wokół aniołów. Nie jest ona zbytnio zachęcająca, chyba, że ktoś gustuje w takim minimalizmie. Tekst wydrukowany został całkiem przyzwoitą czcionką, a co za tym idzie nie męczy ona oczu, tak jak potrafią to robić niektóre. Trudno jest też dostrzec jakieś błędy gramatyczne, a więc korektorzy także się sprawdzili. Dzięki temu wszystkiemu książkę czyta się bardzo sprawnie, chociaż bywają momenty dłuższych przestojów.

 

Podsumowując, „Wieczni wygnańcy" to nie jest powieść dla zatwardziałych romantyczek. Czytelniczki, które w taki sposób podejdą do tej historii z pewnością będą bardzo zawiedzione. Potencjał zamysłu na fabułę nie został do końca wykorzystany, a naprawdę tego typu opowieść daje nieograniczone możliwości. Smith poszła najkrótszą drogą i chociaż udało jej się przekazać pewne wartości swoją pracą, to jednak nie udało jej się zainteresować widza. Nie wciąga, nie fascynuje, a nawet trochę męczy czytanie tego tekstu, co pod koniec wywołuje u czytelnika uczucie pożałowania dla zmarnowanego na tę lekturę czasu.

Indyvidualna

Chęć przeczytania Wiecznych wygnańców męczyła mnie już od dawna. Kilka razy przeglądałam ową powieść w Empiku, ale zawsze zamiast niej wybierałam coś innego. Do tej pory nie umiem wyjaśnić tego mojego wahania.
Tydzień temu, zaraz po obronie pracy licencjackiej wybrałam się do biblioteki po zapas książek na nadchodzący tydzień. Spacerując między półkami z nowościami natknęłam się Wiecznych wygnańców i nie zastanawiając się długo dorzuciłam powieść Smith do pokaźnego już stosiku.
Powieść przeczytałam z wielkim bólem i... Cieszę się, że nie wydałam na nią pieniędzy.

 

Boom na wampiry lekko osłabł, ale półki księgarń dalej uginają się pod powieściami, w których role główne grają krwiopijcy zakochani w niekoniecznie pięknych i rozgarniętych śmiertelniczkach (pamiętacie Zmierzch i płaczliwą, głupiutką Bellę?), które chorobliwie zakochują się w wyglądzie owych przystojnych wampirów niż w charakterze i osobowości. To właśnie Zmierzch był główną inspiracją pisarzy, którzy zazdroszcząc Meyer sukcesu sami postanowili stworzyć swoje własne światy wypełnione idealnymi wampirami i innymi istotami paranormalnymi.
Co zrobiła Smith?
Powieliła dobrze znany schemat, który tylko lekko zmodyfikowała.

 

Zachariasz jest aniołem stróżem nastoletniej Mirandy, wkraczającej w okres buntu. Opieka nad zbuntowaną nastolatką do łatwych nie należy, a staje się prawdziwą udręką, gdy Miranda wraz z najlepszą przyjaciółką, Lucy przyjmuje zaproszenie na podwójną randkę w towarzystwie nagrobków jednego z miejskich cmentarzy.
Eskapada kończy się tragicznie – dziewczyna zostaje ukąszona przez wampira, a zaraz potem uprowadzona do zamku wyjętego wprost z epoki średniowiecza. Zdesperowany anioł, chcąc ratować swoją ukochaną łamie podstawową zasadę bycia stróżem, a mianowicie objawia się przestraszonej Mirandzie i jej oprawcy. Mimo poświęcenia, Zachariaszowi nie udaje się uratować niewinnej duszy, a łamiąc zasadę traci skrzydła i wszelkie niebiańskie moce przysługujące aniołowi jego rangi. Z anioła staje się pogrążonym w rozpaczy kloszardem szukającym jakichkolwiek śladów swojej ukochanej podopiecznej, która została na wieki skazana na potępienie.
Kiedy Zachariasz tuła się po niebezpiecznych zakątkach kraju, Miranda stawia pierwsze kroki w świecie wiecznych. Poznaje jego hierarchię oraz historię, a także zaznaje luksusów i smaku krwi niewinnych.
Ścieżki anioła i wampirzycy krzyżują się nagle i niespodziewanie, co spowoduje, że sprawy nieco się skomplikują, a główni bohaterowi nie tylko będą zmuszeni do walki, ale także do wyznania sobie nawzajem swoich uczuć.

 

Wieczni wygnańcy to zwykły, paranormalny romans z przewidywalną, nudną fabułą. Zachariasz darzy Mirandę zakazaną miłością, dzięki czemu łamie on kolejną z boskich zasad rządzących Drabiną Jakuba. Jako anioł nie mógł okazywać dziewczynie tego uczucia, ale jako upadły może w pełni zatracić się w miłości do przeklętej. W tym czasie młodziutka Miranda doznaje pierwszych, gwałtownych porywów serca, chociaż mnie wydawało się, że są to pierwsze porywy ciała pragnącego zaznać namiętności.
Oboje, Zachariasz i Miranda, są bardzo niedojrzali. Mirandzie mogłabym to jeszcze wybaczyć, z racji młodego wieku i braku jakichkolwiek kontaktów z chłopakami, ale Zachariasz? Anioł z kilkusetletnim doświadczeniem, który „sprzedawał" swoje ciało za dach nad głową, wyżywienie i dla „rozładowania" napięcia emocjonalnego jest tak boleśnie niedojrzały i infantylny? – ten fakt wywołał u mnie jeden wielki zgrzyt.
Poza tym Smith w swojej powieści przedstawiła uczucia obojga bohaterów, jako tylko i wyłącznie platoniczne. Jeśli szukacie w Wiecznych wygnańcach uroczych, nieśmiałych scen miłosnych to mówię od razu: nic poza dwoma niewinnymi pocałunkami nie znajdziecie. Autorka bardziej skupiła się na opisywaniu seksapilu wampirzycy i niesamowitej urody upadłego anioła, niż na urzeczywistnieniu ich najskrytszych marzeń.

 

Bohaterzy Wiecznych wygnańców są fizycznie niesamowicie pociągający. Zachariasz - barczysty blondyn o szmaragdowych oczach i Miranda o alabastrowej cerze i kruczoczarnych włosach – mamy tutaj kontrast między dobrem a złem, światłem i ciemnością, jednak są oni boleśnie sztuczni, papierowi, niezmienni. Mimo, że przeżyli wiele ich charaktery i sposoby myślenia nie uległy zmianie. Miranda dalej jest zbuntowaną, rozpieszczoną, płytką dziewuchą, której jedynym celem jest zaciągnięcie przystojnego, dziecinnego Zachariasza do łóżka. Irytujące.

 

Świat Wiecznych wygnańców jest po prostu nudny. Smith skorzystała tutaj z dobrze znanych motywów znanych z legend i podań o wampirach. Jej krwiopijcy są boleśnie sztuczni – żłopią krew z kryształowych kieliszków i tętnic przetrzymywanych w lochach ludzi (i nie tylko), sypiają w luksusowych trumnach z czarnego marmuru, namiętnie kochają się w torturach, a intrygi, które snują w swoich mrocznych komnatach są boleśnie przewidywalne.

 

Czytelnik obserwuje toczące się wydarzenia na przemian oczami Mirandy i Zachariasza. Autorka nie zmieniła stylu, więc nie rozumiem, po co zastosowała ten zabieg. Poza tym Smith posługuje się ubogim językiem, który działa na zasadzie wydarzenie – krótki opis. Zero jakichkolwiek prób pobawienia się w liryczność, co bardzo mnie rozczarowało, tym bardziej, że nota od wydawnictwa gwarantowała powieść o nastrojowej i lirycznej historii.
Jedynym plusem powieści jest porywająca akcja, która przypomina bieg przełajowy przez kolejne elementy historii.

 

Nawet nie wiem, komu mogłabym polecić tę książkę, bo jest ona naprawdę kiepska i najchętniej nie polecałabym jej nikomu, ale jeśli ktoś chce troszkę odsapnąć od powieści z nieco bardziej rozbudowaną fabułą i bohaterami z charakterem oraz oczyścić się mentalnie przed kolejnymi powieściami z „wyższej półki" to zapraszam, ale... Wiecznych wygnańców czytacie na własną odpowiedzialność.

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież


Okładka wydania

Wieczni Wygnańcy

Dodatkowe informacje

Podziel się!

Oceń Publikację:

Na naszej stronie nie stosujemy reklam. ;)
Prosimy o dodanie naszej witryny do białej listy.
Ustawienia przeglądarki lub Biała lista (adblock)