We Własnym Gronie Mari Jungstedt

Wybierz opinię:

Alex9

  Co jest w klimacie skandynawskim, że powstaje tam tyle kryminałów i to doskonałych? Autorki i autorzy tworzą sensacyjne zagadki, które jedna za drugą stają się nie tylko hitami czytelniczymi, ale i wchodzą do kanonu literatury sensacyjnej. W "We własnym gronie" Marii Jungstedt mamy wszystko co sprawia, że nie możemy odłożyć książki dopóki jej "pochłoniemy" do ostatniej kartki. Ale od początku czyli zacznijmy od sielskiej Gottlandii, archeologii i wakacji.

 

W letni poranek dwie dziewczynki, w drodze na plażę, chcą zobaczyć kucyka, swojego ulubieńca, na którym często jeżdżą. Jednak to co ujrzą na łące będzie dla nich wstrząsem - ich pupil został pozbawiony życia i to w okrutny sposób. Jak się przekonuje inspektor Anders sprawca zabrał także głowę zwierzęcia. Wydarzenie nagłośnione przez reportera kryminalnego wzbudza sensację na wyspie, a policja ma nadzieję, że to tylko "głupi wybryk" lub rodzinno/sąsiedzkie porachunki. Dochodzenie zbytnio nie rusza z miejsca, w końcu to kucyk był ofiarą, wakacyjna atmosfera znów powraca na wyspę, sprawa przycicha.

 

Czasem niespodziewanie jakiś wewnętrzny głos ostrzega nas, chociaż zagrożenie nie jest widoczne, ignorowanie przestróg intuicji może zakończyć się ... Martina, studentka archeologii, która w gottlandziej ziemi szukała artefaktów zaginęła w pewną letnią noc, tuż nieopodal schroniska gdzie jeszcze kilka minut wcześniej bawiła się ze znajomymi. Czy w tym zniknięciu miał udział tajemniczy znajomy dziewczyny? Dlaczego ukrywali swój związek przed innymi uczestnikami grupy i dlaczego doszło do tego morderstwa? Na te pytania będzie musiała odpowiedzieć policja, temat też interesuje Johanna reportera, który już wcześniej angażował się w gottlandzkie sprawy kryminalne, chociaż jego entuzjazm trochę właśnie osłabł - jako świeżo upieczony ojciec wolałby spędzać czas z dzieckiem i jego matką.
Jednak praca nie daje o sobie zapomnieć i jemu i inspektorowi Andersowi. Poszukiwania zaginionej zostają przerwane, zamiast nich rozpoczyna się śledztwo w sprawie morderstwa. Niektórzy zabójstwo studentki wiążą ze wcześniejszym zabiciem kucyka, obie sprawy mają cechy mordu rytualnego, tylko czy faktycznie jest związek pomiędzy tymi wydarzeniami? Czy to ten sam sprawca? A może było ich wielu? No i w końcu motyw jakim się kierowali, jaki był? Wiele znaków zapytania, odpowiedzi żądają mieszkańcy wyspy, rodzina zamordowanej, media ...

 

Autorka daje czytelnikowi wgląd w myśli mordercy, pozwala mu odkryć, że jest nim ktoś związany z wykopaliskami, ale czy to tylko jeden człowiek? Pomimo, że zabójca jest przedstawiony, jego tożsamość jest nadal nieznana. Do opisu pasuje wielu, a kolejne strony wcale nie przybliżają do rozwiązania morderczej zagadki. Profil opracowany przez psychiatrę też nie napawa optymizmem, bo nawet gdy znany jest charakter zwyrodnialca to komu go przypisać? A do tego daje on o sobie znać po raz kolejny gdy końska głowa spada na lokalnego polityka w jego własnej szopie. Okazuje się, że więcej zwierząt jest ofiarą okrutnych mordów. Martinę i polityka łączy pewien hotel, a właściwie jego planowana budowa, jej ojciec jest i architektem i jednym z inwestorów, a polityk dał pozwolenie na jego budowę, ale czy ma to faktyczny związek ze sprawą czy tylko zaistniał zbieg okoliczności? A może to jeden z wykładowców z kursu archeologicznego i zarazem kierownik wykopalisk, który wbrew swoim zapewnieniom o wierności miał wiele romansów ze swoimi studentkami? Gdzieś na kartach książki ukryta jest prawda, więc tylko przeczytanie ich zaspokoi sensacyjną ciekawość. Ujawnia się kolejny ślad - dokonane zbrodnie mają cechy rytualne, a więc policja powinna być przygotowana na kolejne morderstwa, co raczej nie poprawia humoru inspektorowi Andersowi. Szczególnie, że niektóre osoby z kręgu podejrzanych zatajają przed stróżami prawa pewne odkrycia - jak znalezienie na przydomowym podwórku głowy kucyka. Jednak gdy morderca uderza po raz kolejny sytuacja już tak poważna zaczyna przypomina wyścig z czasem, a raczej ze zbrodniarzem. Typowany na kolejną ofiarę człowiek znika gdzieś między wyjściem z samolotu a odprawą promową ... W tym samym czasie Johann, reporter kryminalny zaczyna się interesować kradzieżami z miejscowego muzeum, które przez policję zostały zignorowane. Jedną z nich zgłosiła studentka i uczestniczka wykopalisk, podobne "odkrycie" miała na swoim koncie Martina i wg koleżanki podejrzewała kogoś z otoczenia. Inspektor Anders też zaczyna kojarzyć pewne rzeźby, które widział w domach przesłuchiwanych, do tego podwójna tożsamość jednego z nich i pewien pożar z przeszłości - powoli wszystko zaczyna układać się w całość. Podobnie jest w śledztwie dziennikarskim, tu także wszystkie ślady wskazują jeden kierunek. Ich ścieżki krzyżują się w opuszczonym domostwie i ...

 

"We własnym gronie" autorka serwuje czytelnikowi doskonały wątek kryminalny oparty na wierzeniach Wikingów, ale nie tylko - ukazuje życie policjantów i ich otoczenie, to co kształtuje ich jako ludzi. Bohaterzy są przedstawiani w wielu wymiarach - jako zawodowcy, mężowie, ojcowie, matki, dzięki temu nie mamy "płaskich" postaci tylko wiarygodnych ludzi. Gdy do tego dodamy dobrze przemyślaną intrygę sensacyjną otrzymamy książkę, od której trudno się oderwać.

Sil

Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną...

 

Po raz kolejny miałam przyjemność sięgnąć po powieść Mari Jungsted, i przyznam się zaraz na wstępie, że zrobiłam to z niemałym sentymentem. Poprzednia przeczytana przeze mnie część przygód Andreasa Knutasa bardzo mi się spodobała, a plenery, w których rozgrywa się cała historia, bardzo mnie urzekły. Biorąc do ręki „We własnym gronie", nie mogłam nie podziwiać wspaniałej okładki z tłoczonym nazwiskiem autorki. Takie obwoluty od zawsze mnie przyciągały i nie da się ukryć, że w wielu przypadkach to one właśnie decydują o tym, czy książka znajdzie miejsce w mojej biblioteczce. Do tego wnętrze powieści, przepełnione opisami urokliwej przyrody Gotlandii, przyciągało mnie już od kilku tygodni. W końcu więc uległam tym magicznym fluidom i pochłonął mnie świat słonecznego Visby.

 

To niestety nie była łatwa i przyjemna lektura, ale męka którą przeżyłam nie była spowodowana czytaną książką. Jakaś wewnętrzna blokada nie pozwalała mi się w pełni cieszyć powrotem na szwedzką wyspę i już się bałam, że pobiję rekord czasu poświęconego danej pozycji. Udało mi się jednak wybrnąć z tego dołka psychicznego i dziś „We własnym gronie" wróciło do biblioteczki.

 

Na Gotlandii od lat trwają prace wykopaliskowe, mające na celu poszukiwanie pozostałości po masowo osiedlających się wieki temu na tych terenach wikingach. Jedną z uczestniczek międzynarodowego kursu archeologicznego jest Martina Flochten. Dwudziestojednolatka jest jedną z popularniejszych studentek, za którą ogląda się męska część kursantów. Martina w rodzinnej Holandii pozostawiła kochającego chłopaka i rodzinę, której przodkowie wywodzą się właśnie z Gotlandii. Dziewczyna na wyspie przechodzi swoistą metamorfozę, staje się zamknięta w sobie, coraz rzadziej udziela się towarzysko, nie odwiedza ani rodziny ani przyjaciół. Do tego przed nowymi znajomymi próbuje zataić romans. Pewnej soboty przyjaciele wyciągają ją na wieczorny koncert, a po nim na imprezę. Po pewnym czasie Martina postanawia wrócić do schroniska. Nigdy jednak do niego nie dociera. Co stało się w drodze powrotnej? Gdzie znajduje się Martina? Z kim miała romans? To dopiero pierwsze pytania, które zada sobie, oraz swojej grupie śledczej inspektor Knutas. Czy znajdzie na nie odpowiedzi? Czy sprawę będzie się dało łatwo i szybko rozwiązać, tak by każdy mógł w spokoju wyjechać na zaplanowany urlop? Co z tym wszystkim wspólnego ma martwy koń? Nie ma wyjścia, o tym wszystkim musicie przekonać się sami, podczas lektury powieści „We własnym gronie".

 

Książka została napisana przyjemnym językiem, bez zbędnych upiększeń. Powieść, choć nie posiada standardowych rozdziałów, w sprawny sposób podzielona została na swoiste sceny, wytyczane przez datę bądź osobę, z punktu widzenia której prowadzona jest w danej chwili akcja. Całość czyta się tak, jakby się oglądało bardzo dobry serial. Są liczne wątki poboczne, które setki razy przeplatają się ze sobą, tworząc swoistą mozaikę codzienności bohaterów. Do tego wartka akcja, ścielący się wzdłuż i wszerz trup, coraz to nowsze pomysły grupy śledczej na to, kto mógł dokonać tych makabrycznych czynów i nieuchronne stwierdzenie faktu, że tego lata urlopu raczej nikt nie wykorzysta. Gdyby nie mój nienajlepszy nastrój, powieść czytałoby mi się znakomicie. Nie mogę zrobić nic innego, jak tylko polecić książkę każdemu wielbicielowi dobrze skonstruowanych kryminałów. Powieść nie tylko warto przeczytać ale również warto ją posiadać w swojej biblioteczce.

LadyBoleyn

Przyznam, że jeszcze nigdy nie wciągnęłam się w żadną sagę kryminalną tak jak w przypadku serii o dochodzeniach inspektora Andersa Knutasa, który dzielnie zwalcza przestępczość i rozwiązuje wszelkie zbrodnicze zagadki na malowniczej Gotlandii. Mari Jungstedt, szwedzka dziennikarka, swoim ciekawym spojrzeniem na świat, kapitalnymi pomysłami i wciągającym stylem urzekła już niejednego czytelnika, który od kryminałów wymaga wiele emocji i niespodzianek. Zauroczona poprzednimi dwoma tomami tego cyklu – „Niewidzialnym" i „Niewypowiedzianym", wzięłam do ręki kolejną część – „We własnym gronie", która trzymała mnie w napięciu niemal do samego końca.

 

Podczas trwania wakacyjnej przerwy, studenci biorą udział w międzynarodowym kursie archeologicznym na Gotlandii. Uczestnicy nie zajmują się jednak tylko udziałem w tymże przedsięwzięciu, bowiem oprócz pracy nie stronią od imprez, alkoholu, nowych przyjaźni czy też miłości i romansów. Urok tego wypoczynku zostaje przerwany, kiedy Holenderka, Marina Flochten, nie wraca na noc do obozu. Po kilkunastu godzinach przestraszeni i zaskoczeni znajomi, który nie mogą skontaktować się w żaden sposób ze swoją koleżanką, postanawiają zawiadomić o tym fakcie policję. Sprawę otrzymuje Anders Knutas, który wraz z załogą próbuje ustalić, co stało się ze studentką. Poszukiwania zostają przerwane, kiedy zostaje odnaleziono ciało Martiny. Sekcja zwłok wykazuje, że została ona utopiona, okaleczona nożem, a następnie jeszcze powieszona. Widok dziewczyny jest przerażający, a liczne przesłuchania nie przybliżają inspektora o chociażby krok do rozwiązania tej zagadki. Sposób dokonania morderstwa wskazuje, że śmierć Martiny mogła mieć charakter rytualny, jednak całości brak dowodów, aby to wykazać. Policja stara się również powiązać tę zbrodnię z innymi gotlandzkimi wydarzeniami. Krótko przed tym przestępstwem, na terenie jednego z gospodarstw, dwie dziewczynki odnalazły swojego ulubionego kucyka, który został pozbawiony głowy. Wskazana końska część ciała zniknęła, a następnie została podrzucona do jednego z mieszkańców miasta... Lecz czy te dwie sprawy mogą być ze sobą powiązane? Knutas stara się wprowadzić spokój w domach miejscowej ludności, jak i turystów, którzy z przestrachem obserwują, jak na ich ukochanej Gotlandii ginie coraz więcej osób.

 

W jednej z recenzji przeczytałam, że z tomu na tom styl Mari Jungstedt jest coraz lepszy. Ciężko się z tym nie zgodzić, bowiem każda kolejna część wydaje się być jeszcze bardziej interesująca i wciągająca. Autorka ponownie wykazała się ogromną kreatywnością, powiązując morderstwo holenderskiej studentki z kultem pogańskiego plemienia Asów. Ponownie możemy zaobserwować niezwykłą formę, która na pewien sposób czyni całą sagę kryminalną wyjątkową. Mari Jungstedt przedstawia akcję z różnych stron – możemy obserwować poczynania inspektora Knutasa, dziennikarza Berga bądź też śledzić kolejne kroki mordercy, którego natura niemal do końca jest tajemnicza. Bardzo lubię ten typ narracji, jaki występuje w książkach tej autorki, bowiem dzięki temu utwór wydaje się być jeszcze bardziej zagadkowy. W stylu pisarki można wyczuć wiele lekkości, bowiem pomimo tego, że przedstawione są opisy naprawdę makabrycznych zbrodni, czytelnik czyta je z ogromną przyjemnością, niecierpliwie czekając na kolejne decyzje policji, jak i wariacje umysłu mordercy. „We własnym gronie" Mari Jungstedt wykazuje się większą pewnością siebie i swojego kunsztu – w poprzednich częściach można było wyczuć jej pewne obawy, jak i wahania. Teraz każde wydarzenie ma własne tempo, a autorka doskonale wie, co chce ukazać odbiorcom oraz jak przekazać kolejne myśli przedstępcy, mające ogromny wpływ na dalszy rozwój sprawy.

 

Pomimo tego, że „We własnym gronie" czytałam z ogromną przyjemnością, zbrodnie i zdarzenia, jakie przedstawiła autorka, nie do końca podbiły mojego czytelniczego gustu. Śmierć studentki praktycznie w ogóle mną nie wstrząsnęła – o wiele większe wrażenie zrobił na mnie los koni, które ginęły, by stać się pewnego rodzaju ostrzeżeniem. W opisie odnalezienia zwłok Martiny czy też sposobie, w jaki wypowiadali się jej przyjaciele, zabrakło emocji i elementów, które spowodowałyby, że odbiorca nieco bardziej pożałowałby tragicznego końca życia tej dziewczyny. Również zakończenie do końca mnie nie usatysfakcjonowało, choć niewątpliwie należało do ciekawie i intrygująco przedstawionych. Wyjaśnienie całej sprawy jest zaskakujące, a ostatnie rozdziały i obawa o egzystencje bohaterów potrafi zmrozić krew w żyłach, ale ponownie muszę napisać, że po tej autorce spodziewałam się nieco lepszych opisów. Na finalnych stronach działo się naprawdę wiele, lecz odbiorca do końca tego nie odczuwa.

 

Ponownie pokochałam Gotlandię, jak i bohaterów, jacy występują w każdej książce Mari Jungstedt. Dziennikarz Johan i jego problemy miłosne ponownie wprowadzają pewnego rodzaju melancholię do tej lektury. Walka o własne szczęście, jak i też o radość najbliższych, w działaniach Berga występuje na każdym kroku. Opis myśli i przeżyć Johana niekiedy przeraża, bowiem na każdym kroku doświadcza rozczarowania i braku zaufania. Ten dziennikarz z głową pełną pomysłów, energią do tworzenia i miłością do wykonywania własnego zawodu jest jedną z moich ulubionych postaci. Niewiele osób odważyłoby się stoczyć bitwę o miłość, która początkowo wydawała się być na przegranej pozycji. Na jego przykładzie można byłoby powiedzieć, że marzenia spełniają się tylko wtedy, kiedy sami postaramy się, aby tak się stało.

 

Książki autorstwa Mari Jungstedt należą do grona jednych z najlepszych kryminałów, jakie dotychczas czytałam. Szwedka w sposób wspaniały przedstawia emocje i uczucia bohaterów i posiada wiele wspaniałych pomysłów, które potrafią zainteresować czytelników. „We własnym gronie" to powieść, która niemal od pierwszych stron wzbudza zainteresowanie. Niewątpliwie, warto zapoznać się z twórczością tejże autorki.

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież


Okładka wydania

We Własnym Gronie

Dodatkowe informacje

Podziel się!

Oceń Publikację:

Na naszej stronie nie stosujemy reklam. ;)
Prosimy o dodanie naszej witryny do białej listy.
Ustawienia przeglądarki lub Biała lista (adblock)