Wojna Nie Ma W Sobie Nic Z Kobiety Aleksijewicz Swietłana

Wybierz opinię:

Kinga

Podejmując wyzwanie Reporterskim okiem miałam świadomość, że literatura faktu jest przeze mnie gatunkiem niedocenianym. Zobligowana do zmian przeglądałam listę tytułów. „Wojna nie ma w sobie nic z kobiety" ? Intrygujący tytuł. Rzut oka na notę od wydawcy i już wiedziałam, to właśnie takiej książki szukam.

 

Przede mną owoc kilku lat pracy Swietłany Aleksijewicz – dziennikarki, która na kartach niniejszej książki utrwaliła historię i wspomnienia rosyjskich kobiet walczących w II wojnie światowej.
Choć literatura wojenna nikomu nie jest obca, z takim reportażem prawdopodobnie zetkniecie się po raz pierwszy. Bo ta książka jest inna. Ta mówi głosem kobiet. I choć minęło 40 lat a ów głos nieco zszarzał i stracił na sile, rozbrzmiewają wspomnienia – tak wyraźne i wciąż żywe.

 

W Armii Radzieckiej walczyło około miliona kobiet. Były łączniczkami, saperami, strzelcami wyborowymi.
Młode kobiety, nastoletnie dziewczyny. W sukienkach, z warkoczami i chęcią walki. Dlaczego chciały strzelać, bombardować i wreszcie... zabijać? Trzymając karabiny jak lalki, w buciorach o 5 numerach za dużych, w męskich kalesonach zamiast bielizny... w imię ojczyzny nie wahały się zgładzić wroga.
Kobiety żołnierze. Choć zewnętrznie tak podobne mężczyzn – wychudzona postać w mundurze z ogoloną głową i karabinem w ręku, wewnątrz przecież pozostały kobietami. Chciały się nimi czuć. Dla jednych pełnią szczęścia były loki kręcone na szyszkach, inne na wojskowy mundur zakładały sukienki, by choć na chwilę, choć na kilka godzin przypomnieć sobie, jak to jest być kobietą.

 

„Idziemy... Dwieście dziewczyn, a z tyłu dwustu mężczyzn. Upał wielki. Gorące lato. Marsz trzydziestokilometrowy. Trzydzieści! Dziki upał...I po nas czerwone ślady na piasku...Czerwone. No, te sprawy...Nasze... Jak tu można co ukryć? Żołnierze idą w ślad za nami i udają, że nic nie widzą... Nie patrzą pod nogi...Spodnie na nas zasychały, robiły się jak ze szkła. Zdzierały skórę. Byłyśmy poranione i cały czas czuło się zapach krwi. Nam zaś nic nie wydawano...Myśmy pilnowały: kiedy żołnierze powieszą na krzakach koszulki. To gwizdniemy parę...Oni już się potem domyślali, śmiali się: Starszyno, dajcie nam nową bieliznę bo nam dziewczyny zabrały" ...

 

Kilkadziesiąt historii, każda z nich opowiada tak naprawdę własną wojnę. Przeżytą wojnę widzianą oczami sanitariuszek, pielęgniarek i lekarek. Kucharek, praczek, fryzjerek i telefonistek.

„Prałam...całą wojnę przeszłam z balią. Prało się ręcznie(...)W pierwszej wodzie nie da się prać bo jest czerwona lub czarna...Bluza bez rękawa i dziura na całą pierś, portki bez nogawki. Czyści się je łzami i we łzach pierze"

 

Zdaję sobie sprawę, żądne me słowa nie oddadzą ogromu tragedii, która wylewa się z kart niniejszej książki. Niewysłowione cierpienie, ból, strach. I walka. I wiara w zwycięstwo.
O wojnie napisano wiele. Wciąż wiele się pisze. Kolejny zapis wspomnień, druk i kolejna nowość na półkowych księgarniach. Potrzebna? Bardzo. Nie powinniśmy zapomnieć...

Zacofany.w.lekturze

Są książki, których nie mogę czytać spokojnie. Co kilka stron, co pół rozdziału wzrok wędruje za okno, żebym mógł uspokoić emocje i pozbierać myśli. Tak było z książką Swietłany Aleksijewicz, białoruskiej reporterki. Postanowiła ona zebrać relacje żołnierek, uczestniczek Wielkiej Wojny Ojczyźnianej, dziewcząt i kobiet, które wiedzione najczęściej patriotycznym odruchem wstępowały do armii i trafiały na front. Po zwycięstwie wróciły do na pozór normalnego życia, ale o swoich przeżyciach opowiadały co najwyżej koleżankom-weterankom.

 

Ich historie zaprzeczały bohaterskiemu mitowi, jaki kreowała radziecka propaganda, pokazywały wojnę nie jako pasmo bitew i zwycięstw, ale jako czas potu, znoju i brudu. Aleksijewicz jeździła po całym Związku Radzieckim, aby ocalać te opowieści, aby poznać prawdę o wojnie, dowiedzieć się, jak wyglądała. Przełamywała niechęć tych kobiet do mówienia, do powrotu do okropności, które przeżyły, a potem często słyszała, że powinna pisać o wielkim zwycięstwie, a nie o nieważnych "drobiazgach": "A 'drobiazgi' to jest akurat to, co dla mnie jest najważniejsze – ciepło i niepowstrzymany bieg życia: kępka włosów zamiast warkocza, kotły z gorącą kaszą i zupą, których nie ma komu jeść, bo ze stu żołnierzy po walce zostało siedmiu." Reporterka nie ugina się pod naporem tych próśb i żądań, chce wydobyć prawdę, chce się dowiedzieć, jak wyglądała kobieca wojna. Z tego dążenia powstała ta książka, zbiór opowieści snajperek, lekarek, sanitariuszek, kucharek, praczek – bez względu na stopień wojskowy, przydział, pełnioną funkcję każda z nich przeżyła jednocześnie coś całkowicie odrębnego i coś wspólnego im wszystkim. Każda historia jest inna, a jednocześnie wszystkie są podobne i prowadzą do podobnych wniosków: "Wojna to przede wszystkim morderstwo, a poza tym – ciężka praca. [...] A sednem jest zawsze to, że tak ciężko umierać i tak nie chce się umierać. A jeszcze ciężej – zabijać [...]".

 

Szły na wojnę młodsze i starsze, uczennice zaraz po szkole i wykształcone, często matki i żony. W większości na ochotnika, często po przełamaniu niechęci mężczyzn do kierowania kobiet na front. Widziały i przeżywały rzeczy straszne, śmierć i zniszczenie, a równocześnie cierpiały z powodu utraty kobiecości – obciętych warkoczy, męskich kalesonów, które musiały nosić, niezgrabnych buciorów. Ileż w nich poczucia winy, kiedy o tym wspominają – bo to przecież nieistotne, bo najważniejsze było bić wroga i zwyciężać. Same zresztą liczyły, że ich walka i cierpienie przyczynią się do powstania lepszego świata. Jakże gorzkie okazało się przebudzenie. Nie było im łatwo w szeregach, nie lepiej było i po wojnie. Poranione psychicznie i fizycznie, często bez domów, traktowane jak żołnierskie ladacznice – zamykały się w sobie i milczały. Milczały również te, które założyły rodziny, miały mężów, dzieci, wnuki – nie chciały im psuć wyidealizowanego obrazu wojny. Uznanie przyszło późno, a na początku XXI wieku weteranki znów znalazły się na śmietniku historii.

 

Książka o nich zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Marginesy mojego egzemplarza pełne są zaznaczeń. Tu zdanie, tam akapit – fragmenty celne, poruszające, bolesne. Każdy pewnie zwróci uwagę na inną opowieść, inną kwestię, inny wątek – na przeplatanie się śmierci i miłości, wszechobecnego brudu i marzeń o pięknie, szarości błota i zieleni drzew. Ja długo nie mogłem się otrząsnąć po lekturze. To znakomita, mocna książka.

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież


Okładka wydania

Wojna Nie Ma W Sobie Nic Z Kobiety

Dodatkowe informacje

  • Autor: Aleksijewicz Swietłana
  • Tytuł Oryginału: У войны не женское лицо
  • Seria: Reportaż
  • Gatunek: Literatura faktu Reportaż
  • Język Oryginału: Rosyjski
  • Przekład: Jerzy Czech
  • Liczba Stron: 352
  • Rok Wydania: 2010
  • Numer Wydania: I
  • Wymiary: 125 x 195 mm
  • ISBN: 978-83-7536-225-1
  • Wydawca: Czarne
  • Oprawa: Miękka
  • Miejsce Wydania: Wołowiec
  • Ocena:

    5.5/6

    6/6

Podziel się!

Oceń Publikację:

Na naszej stronie nie stosujemy reklam. ;)
Prosimy o dodanie naszej witryny do białej listy.
Ustawienia przeglądarki lub Biała lista (adblock)