Winter

Autor: Asia Greenhorn

Okładka wydania

Winter

Dodatkowe informacje


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

Wybierz opinię:

Natula

Wzrokowcy mają ciężki żywot, graficy jak prawdziwi magicy czarują obrazami, okładki wabią kolorami oraz sugestywnymi ilustracjami i jeśli tylko opis powieści brzmi intrygująco, to książka jest już nasza, takie połączenie piękna i tajemnicy zapowiada debiutancka powieść Asi Greenhorne, pod nastrojowym tytułem „Winter".

 

„Czas się zatrzymał, strach i tęsknota walczyły w jej sercu.
Rhys stojący w cieniu drzewa posłał jej pełen melancholii uśmiech.
Czy jesteś gotowa zaryzykować wszystko dla miłości, Winter Blackwood Starr?"

 

Pytanie podstawowe, kim jest Winter Blackwood Starr?

 

Winter jest sierotą wychowywaną przez energiczną i pełną zapału babcię, jednak w wyniku nagłej choroby jedynej opiekunki, dziewczyna zmuszona jest przenieść się z Londynu do malutkiego miasteczka Cae Mefus w Północnej Walii, dokładniej do rodziny Chiplinów. Początkowo nastolatka kiepsko radzi sobie z zaistniałą sytuacją: nowy dom, nowa szkoła, a przed wszystkim nowi znajomi przewracają jej życie do góry nogami. Na szczęście wierna przyjaciółka Madison oraz syn nowych opiekunów Gareth, osładzają jej co nieco przykrą codzienność.

 

Nie lada zamęt w życie Winter, wprowadza też nowa znajomość z szalenie przystojnym Rhysem. Nastolatków ogarnia wielka namiętność i nie są jej nawet w stanie wyciszyć słowa ostrzeżenia, płynące od życzliwych dziewczynie osób. Jakby tego było mało, w Hrabstwie dochodzi do dziwnych ataków, w których ofiary wydają się być... pogryzione. Nagle rzeczywistość otaczająca Winter staje się być ogromnie niebezpieczna, ale to nie powstrzymuje naszej bohaterki przed odkrywaniem tajemniczego świata, w którym prastare obyczaje przestają być zwykłymi miejskimi legendami.

 

Przyznam, że fabuła książki bardzo mnie zaciekawiła, owiana tajemnicą rodzinna historia, powiązania Winter z dawnymi podaniami ludowymi oraz niewyjaśnione ataki na ludzi zapowiadały niezwykłe emocje. Spodziewałam się wyjątkowej historii, a dostałam kolejny romans paranormalny oparty na stałym schemacie, ostatnio zbyt mocno eksploatowanym przez wielu autorów.
Wyjdźmy od tego, że bohaterowie nie są postaciami szczególnie oryginalnymi, to po raz kolejny idealni pod każdym względem młodzi ludzie, których spotykają problemy mające swoje korzenie w ludowych mitach przekazywanych z pokolenia na pokolenie. Nasi bohaterowie to wyidealizowane postacie, z magicznie pięknymi oczami, wielką charyzmą i ogromnym sprytem. Jednak pomimo tego, że książkowa obsada nie jest unikatowa to jak najbardziej daje się lubić. Mnie przypadł do gustu odważny i sympatyczny Gareth, ale co z tego skoro on widzi tylko srebrnooką Winter (hahaha), jak również wspomniana wcześniej Madison, która jest dziewczyną iskierką, to postać tak ciepła i urocza, że chciałoby się ją non stop przytulać. Za to bardzo trudno jest mi ustosunkować się do pary młodych kochanków, czyli do Winter i Ryhsa, gdyż jest w nich dużo chłodu i niedostępności, ale może tak powinno być, jednak całkowicie to do mnie nie przemawia. Żałuję, że autorka nie dodała postaciom więcej autentyczności i cech, które pozwoliłby poczuć, że bohaterowie nie są tylko literacką fantazją, ale prawdziwymi ludźmi z pełnym zestawem wad i zalet.

 

Na szczęście powielana konstrukcja i przekoloryzowane postacie nie psują lektury, ponieważ Greenhorn postarała się o prawidłowe tempo wydarzeń, napięcie jest odpowiednie, a zwięzłe rozdziały - co prawda zbyt liczne - narzucają właściwy rytm, są zaskakujące i zawsze zawierają w sobie jakaś tajemnicę. Wielki plus należy się autorce za dobry styl pisania, który nie męczy i sprawia, że książkę czyta się lekko i przyjemnie. Co istotne główny wątek został przemyślany i cechuje go należyty porządek.

 

Podsumowując, „Winter" to dobra powieść, która doczekała się kontynuacji, kolejny tom „Silver" nie jest jeszcze dostępny na naszym runku, ale mam nadzieję, że w najbliższej przyszłości doczekamy się jego wydania, ponieważ książka jest interesującą lekturą, a poza tym, pewne tematy nie zostały właściwie wyjaśnione i liczę, że w kolejnym tomie autorka wyjaśni kilka niedomówień i zagadek.
Książkę polecam miłośnikom gatunku oraz fanom tajemnic i nadnaturalnych zjawisk.

Gosiarella

„Nie obchodzi mnie, że cały świat jest nam przeciwny, nawet jeśli to oznacza, że musimy ten świat zburzyć..."

 

"Winter" należy do tych książek, na które ostrzyłam sobie zęby przez długi czas. Intrygujący tytuł oraz niesamowita okładka ciągnęły mnie niczym ćmę do światła. Spotykałam się z najróżniejszymi opiniami o niej i wiedziałam, że muszę wyrobić sobie własną. Na wstępie mogę wam powiedzieć, że część moich przypuszczeń się potwierdziła, ale jak w ostateczności odebrałam tę książkę, przekonajcie się sami.

 

Winter Starr i jej babcia od pewnego czasu mieszkają w Londynie, gdzie dziewczyna znalazła prawdziwych przyjaciół i jest naprawdę szczęśliwa. Wszystko to zmienia się w mgnieniu oka, gdy jej babcia trafia w ciężkim stanie do szpitala. Dziewczyna jest załamana, a sytuacje dodatkowo pogarsza fakt, iż zastaje tymczasowo wysłana do Walii, ponieważ jako nieletnia musi mieć opiekunów prawnych. Winter trafia do małego miasteczka Cae Mefus, gdzie znajduje się dom Chiplinów. Cała rodzina wydaje się sympatyczna, jednak oderwana od domu, przyjaciół i ukochanej babci, dziewczyna czuje się bardzo samotna i nieszczęśliwa. Powoli zaprzyjaźnia się z synem swoich opiekunów Garethem. Chłopak powoli zakochuje się w srebrnookiej, wiecznie udręczonej dziewczynie. Tymczasem wokół niej zaczyna krążyć drugi chłopak - Rhys. Przebywanie w tym pozornie spokojnym miasteczku, okaże się dla Winter okazją do poznania prawdy o sobie, ale także narazi ją to na ogromnie niebezpieczeństwo.

 

„Czy można być dręczonym wspomnieniem miłości, która nigdy nie istniała? Miłości, która rozpaliła się i zgasła w czasie jednego mrugnięcia okiem?."
Już z okładki możemy dowiedzieć się który z chłopców zostanie niebezpiecznym wybrankiem młodej Starr, a szkoda, bo szczerze kibicowałam innemu. Cóż chyba już tak mam, że męczą mnie niebezpieczne, a przy tym nudne i udręczone związki nastolatków. Wolę być dopieszczana niczym księżniczka, niż martwić się czy mój mężczyzna mnie niechcący zabije...Ups! Chyba należę do niemasochistycznej mniejszości.

 

Przy czytaniu pierwszych rozdziałów książki czułam dyskomfort spowodowany nieustannym wracaniem do fatalnego stanu zdrowia babci głównej bohaterki. Kto ma babcie ten zrozumie, dlaczego czytanie o podupadającej na zdrowiu staruszce, sprawia, że nie jestem odprężona i zadowolona. Później autorka pozwoliła swojej głównej bohaterce niemal całkiem zapomnieć o jedynej krewnej, jaką miała by w zamian zająć się rozwijającym się (NIEBEZPIECZNYM) romansem i (NIEBEZPIECZNĄ) tajemnicą Dwóch Ras.

 

„Czy jesteś gotowa zaryzykować wszystko dla miłości, Winter Blackwood Starr?"
Winter Starr jest piękną właścicielką porcelanowej twarzy, czarnych pukli włosów i srebrnych oczu, które widziały więcej niż powinny. Gdybym bardzo się postarała nie byłabym w stanie stworzyć bardziej udręczonej bohaterki. Jej uroda i czar sprawiają, że wszyscy dali by się dla niej zabić. Nie wiem, jak osoba, która większość czasu zamyka się w swoim pokoju, a jak z niego wychodzi to przeraża swoim smutkiem lub ucieka, mogła znaleźć tak oddanych współtowarzyszy. Rhys jest nastoletnim chłopcem, który od momentu poznania Winter staje się niemal równie udręczony, co jego ukochana. Dlatego miłą odmianą jest postać Garetha, który jest tylko wściekły na całą sytuację, w której się znalazł. Postacie występujące w książce nie są specjalnie intrygujące, jednak irytujący jest fakt, że autorka praktycznie każdą postać opisuje słowami "było w nim coś tajemniczego" lub "otaczała ją aura tajemnicy", opcją był także tajemniczy uśmiech, przez co można odnieść wrażenie, że wszystko i wszyscy w książce są uosobieniem tajemniczości, a przy tym niezwykle groźni. Dodatkowym minusem był fakt, że postacie drugoplanowe zlewały mi się między sobą.

 

Niezmiernie drażnił mnie również brak tłumaczeń z języka walijskiego. Obcojęzycznych słówek może nie było zbyt dużo, ale podejrzewam, że nie jestem jedyną osobą, która nie zna walijskiego? Dla zbalansowania dodam, że autorkę muszę również pochwalić za piękne operowanie słowem. Zachwycił mnie opis uczucia, któremu nawet nie byłam przychylna, a to nie byle co! W "Winter" możecie odnaleźć naprawdę niesamowity opis miłości.

 

Może to, iż z "Winter" przez długi czas było mi nie po drodze, powinnam uznać za znak, jednak zignorowałam go i teraz muszę ponieść tego konsekwencje. Nie wciągnęło mnie i znalazłam w niej więcej wad, niż zalet. Szczerze mówiąc nie wiem, czy przeczytam kontynuacje. Nie podejmę się także prób przekonywania was do przeczytania. Aczkolwiek z czystym sumieniem przyznam, że natrafiłam na więcej pozytywnych opinii, niż negatywnych, więc jest duża szansa, że to iż ja nie poczułam magii "Winter", nie oznacza, że wy się w niej nie zakochacie.
„Nasza egzystencja składa się z porażek i sukcesów, ciągłych wyborów. Dlatego jest tak wyborna."

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież


Współpracujemy z: