Dom Na Zanzibarze Dorota Katende

Wybierz opinię:

Kinga

Będąc w księgarni, moją uwagę przykuła okładka pewnej książki. Kremowy dom przed nim ogródek, w nim różowe kwiaty, wszystko to otoczone palmami. Tą książką był „Dom na Zanzibarze" Doroty Katende. Już sam tytuł mnie zaintrygował. Zanzibar. Generalnie chętnie sięgam po książki związane z Afryką, zarówno te opisujące losy kobiet afrykańskich jak i te stricte przyrodnicze. O Zanzibarze wiedziałam niewiele. Gdzieś kiedyś przeczytałam, że był to pierwszy kraj, w którym wprowadzono kolorową telewizję, a także, że tutaj urodził się Freedie Merkury, znany wszystkim wokalista legendarnego zespołu Queen.

 

Mając okazję poznać nowy kraj, jego kulturę i tradycję nie zastanawiałam się długo.
Z książką w ręce ustawiłam się w kolejce do kasy. Po powrocie do domu, rozsiadłam się wygodnie w ulubionym fotelu i wraz z autorką rozpoczęłam wędrówkę ku Afryce.

 

Dorota Katende zaczęła swą powieść od stwierdzenia, iż miłość do Afryki rozpoczęła się z momentem przeczytania książki „Pożegnanie z Afryką". Machinalnie się uśmiechnęłam bowiem książka Karen Blixen jest jedną z mych ulubionych. Z wypiekami na twarzy śledziłam losy autorki i razem z nią zachwycałam się otaczającą przyrodą. Rozumiałam więc fascynację Doroty Katende. Ale co do stwierdzenia autorki mam pewne obiekcje – „zrozumiałam, że niektórzy rodzą się z Afryką w sercu. Ale należą do tego gatunku tylko ci, którzy sami z bezgranicznym zdumieniem odkrywają pewnego dnia, że to odpowiedź na ich ból, codzienną udrękę i wszystkie niespełnione nadzieje" *. No cóż, śmiem twierdzić, że gdyby w ręce autorki znalazła się książka „Moje Indie"- Jarosława Kreta, czy też „Gringo wśród dzikich plemion" Wojciecha Cejrowskiego, Dorota Katende pokochałaby inny kontynent... Ale trzymajmy się wersji, że to właśnie Afryka zamieszkała w jej sercu.

 

Autorka w myśl przysłowia „marzenia są po to, aby je spełniać" zostawia trójkę dzieci pod opieką męża i swej koleżanki, by wyruszyć w trzytygodniową podróż do Kenii.
Kenia jak Kenia, niby Afryka, jednak nie ta bliska sercu. Pani Dorota Afryki nie poznała, nie zrozumiała i nie przeżyła. Niespełna rok później kolejny raz stanęła na afrykańskiej ziemi.
I chociaż tak usilnie pragnęła tej podróży, na miejscu ogarnął ją stres. Nagle zaczęła się bać każdego dnia, zastanawiając się przy tym co będzie z jej dziećmi, gdy nagle coś jej się stanie. Szkoda, że Pani Katende nie zastanowiła się nad tym wcześniej, zostawiając dzieci, w tym jedno trzyletnie, a sama zafundowała sobie miesięczną wycieczkę do Kenii. Nigdy dotąd nie zdarzyło mi się, by postawa autora tak mnie drażniła. Kolejne strony książki tylko wzmogły mą irytację. No ale cóż, skoro Pani Dorota sama stwierdziła „chcę poznać Afrykę za wszelką cenę" **, jednak nie mam prawa potępiać jej życiowych wyborów. Idźmy dalej. Kolejne strony książki opisują dalsze perypetie autorki. Rozpisuje się o dwóch nieudanych małżeństwach, problemach finansowych (które jak widać nie stanowiły przeszkody przed zafundowaniem sobie miesięcznych podróży do afrykańskich krajów). Po wszelakich kryzysach nastały lepsze czasy i w konsekwencji częstsze wyjazdy do Afryki. Podczas jednej z podróży autorka postanowiła zwiedzić Zanzibar, o którym wiele słyszała, a jeszcze nie miała okazji zwiedzić. Gdy dotarła na wyspę, poczuła, że jest to jej miejsce na ziemi. Miejsce, o którym tak marzyła i długo poszukiwała. Razem z koleżanką kupiła działkę na Zanzibarze i przystąpiła do budowy domu, by rozpocząć nowe, szczęśliwsze życie.

 

Sama historia autorki warta jest poznania. Jej losy mogą stać się przykładem dla wielu kobiet. Dorota Katende mając na koncie nieudane związki uczuciowe i liczne niepowodzenia zawodowe, odnalazła w sobie tyle determinacji i odwagi, by rozpocząć nowe życie. Ta książka jest dowodem na to, że marzenia mogą się spełnić. Warto więc dążyć do ich realizacji.

 

Jestem oczarowana oprawą graficzną książki. Kartki stylizowane na stary pamiętnik idealnie kontrastują z błękitem oceanu i zielenią palm umieszczonych na fotografiach. Oglądając liczne ilustracje i czytając opisy przyrody, marzyłam by z pełnego wrzawy i zgiełku miasta choć na chwilę znaleźć się na afrykańskiej ziemi. Siedząc pod daktylową palmą i wpatrując się w bezkres oceanu popijałabym sok ze świeżo wyciśniętych owoców mango. Tak, to byłby mój raj na ziemi.

 

* D. Katende; „Dom na Zanzibarze" str. 12
** Tamże, s. 28

Madmad35

„Wszystko w życiu ma swój sens, a przypadki nie istnieją. Nie mogłam wtedy jednak wiedzieć, że każde z głupich zachowań mego męża prowadzi mnie do największej przygody życia." s.97

 

Dorota Katende od 16 lat podróżuje do Afryki wschodniej. Afryka stała się jej pasją i drugim domem. Wybudowała własny dom na Zanzibarze, który nazwała Vanilla House. Jest przewodnikiem, właścicielką biura turystycznego specjalizującego się w wycieczkach do Afryki, oraz pisarką. Jej dom pełni również funkcję pensjonatu.
Swoją pasję i miłość do Afryki przelała na strony swojej powieści „Dom na Zanzibarze".
Jest to opowieść o kobiecie, która pokonała wiele przeszkód, by spełnić swoje marzenia. Od momentu gdy Dorota przeczytała „Pożegnanie z Afryką" marzyła o podróży na Czarny Ląd.
Jej życie prywatne nie należało do najszczęśliwszych. Dwa małżeństwa nie należały do udanych.
Jej pierwszy mąż, był od niej starszy o siedem lat. Miał dobrze prosperującą kwiaciarnie. Od swojej małżonki oczekiwał całkowitego oddania, posłuszeństwa i zaspokajania jego potrzeb w zamian za dostatnie życie, dwa samochody, złotą biżuterię i wakacje za granicą. Musiała przyjmować postawę słodkiej idiotki. Mąż pozbawił ją własnych marzeń i planów. Całkowicie uzależnił ją od siebie i nie znosił sprzeciwu. Gdy coś było nie po jego myśli wpadał w szał. „Często w chwilach złości groził, że mnie oszpeci, wiązał mnie i zamykał w piwnicy, nawet gdy byłam w ciąży. Byłam pięknym ptakiem w złotej klatce" s.93 Gdy upadła w Polsce komuna, Dorota wyjechała do Anglii. Tam zarobiła na własny gabinet kosmetyczny i opuściła męża.
Drugi mąż był rozwodnikiem, miał już sześcioletnią córeczkę. „Miałam wrażenie, że to anioł. Był wesoły i optymistycznie nastawiony do życia. Inteligentny, przystojny, wykształcony człowiek." s.93 Był właścicielem gospodarstwa ogrodniczego specjalizującego się w uprawie róż. Początkowo interes szedł dobrze, jednak otwarcie granic i tanie kwiaty z Holandii zasypały rynek polski i interes zaczął podupadać. Gdy bohaterka była w ciąży wyjechał do USA by zarobić nażycie. Jednak wkrótce wrócił stwierdzając, że nie było tam takiej pracy, którą by lubił. W połowie lat dziewięćdziesiątych otworzyli oni produkcje mebli z ratanu. Wtedy zaczęła się moda na takie meble i szybko firma odniosła sukces. Drugi mąż sukces przypisał sobie, jego zachowanie bardzo się zmieniło, poniżał ludzi i swoją żonę. Pewnego dnia, tuż po przeczytaniu „Pożegnania z Afryką" Dorota otrzymała ofertę biura podróży dotyczącą wyjazdu na safari. Postanowiła przeciwstawić się wszystkim i wszystkiemu. Dzieci powierzyła przyjaciółce i wyjechała. Tak rozpoczęła się jej przygoda z Afryką. Tam poznała wielką miłość swojego życia, zbudowała dom i odzyskała szczęście.
„Czy Afryka mnie odmieniła, jak twierdzi wielu moich bliskich, także mój drugi mąż, czy oddała mnie samej sobie? Ja wierzę w to drugie. Tym bardziej, że wszystko, co zdarzyło się później i co doprowadziło do najpiękniejszych chwil w moim życiu, radosne, delikatnie mówiąc, nie było. Za spełnienie marzeń płaci się wysoką cenę i ja też musiałam ją zapłacić." s.99
W swojej książce autorka udowadnia, że marzenia się spełniają, gdy bardzo tego chcemy. Każdy z nas ma przypisane jakieś miejsce na ziemi, w którym odnajdzie swoje szczęście. Nie jest to koniecznie nasz kraj.
Opowieść czyta się szybko, tekst wzbogacony jest fragmentami pamiętnika autorki. Dzięki ciekawym opisom można bliżej poznać ludzi mieszkających na Zanzibarze i ich tradycje. Zobaczyć oczami wyobraźni piękno tamtejszego regionu. Opisane są nie tylko te dobre strony, ale również niebezpieczeństwa jakie czekają na nierozważnych turystów wybierających się na safari.
Sama historia jest warta poznania. Lubię czytać o kobietach, które potrafiły pokonać strach, swoje problemy i determinacje, by ułożyć sobie życie na nowo. By znowu być szczęśliwą. Może dlatego, że sama nie potrafię się na to zdecydować.
„Dom na Zanzibarze" to opowieść o wspaniałej podróży, która odmienia życie. Zachęcam więc Was do jej odbycia i sięgnięcia po książkę Pani Doroty. Dodam tylko, że autorka prowadzi swoją stronę internetową i można na niej zobaczyć dom jaki wybudowała.

Kala

Pani Dorota Katende to otwarta na ludzi oraz świat osoba, tryskająca energią. Jej głowa pełne jest szalonych pomysłów, które stara się wcielać w życie. Osiągnęła coś, o czym wielu z nas marzy - przezwyciężyła strach i wybrała się w egzotyczną podróż, która odmieniła jej życie. Kiedy wróciła z Afryki założyła biuro podróży, zajmujące się organizacją wyjazdów na safari. Od tamtej pory praca stała się jej pasją. Pani Dorota jest matką trójki dzieci i szczęśliwą żoną, posiadającą aż dwa domy - w Polsce i na Zanzibarze.

 

Życie Doroty dawno straciło już na wartości. Jeden, z pozoru nic nie znaczący, jesienny wieczór zmienia jednak rzeczywistość samotnie borykającej się z problemami i starającej się uporać z rozczarowaniem po rozpadzie małżeństwa kobiety. Oczarowana historią "Pożegnania z Afryką" Dorota postanawia za wszelką cenę wybrać się na Czarny Ląc. Coraz częściej marzy o bezkresnych sawannach i palącym słońcu, jednakże paraliżujący lęk o dzieci, pracę i fundusze powstrzymują ją przez wyjazdem. Wkrótce jednak znajduje korzystną ofertę wyjazdu na safari. Dorota rzuca wszystko i wybiera się w podróż swojego życia, na Czarny Ląc.

 

Rzeczywistość onieśmiela Dorotę, przewyższając jej wyobrażenia. Zauroczona dzikością, tajemniczością i pierwiastkiem pierwotności Czarnego Lądu kobieta postanawia odmienić swoje życie. W Kenii, kraju Masajów i dzikich zwierząt, odkrywa że Afryka jest jej przeznaczeniem - miejscem, którego tak długo szukała, odpowiedzią na dręczące ją wątpliwości i niespełnione nadzieje. Stawiając wszystko na jedną kartę, Dorota porzuca swoje poprzednie życie i zakłada w Polsce biuro turystyczne organizujące wyjazdy na safari. To jednak nie koniec zmian jakie następują w jej życiu, Afryka daje jej bowiem jeszcze jeden, cenny prezent - miłość o której zawsze marzyła.

 

Marzenia są po to by je urzeczywistniać. Podobne stwierdzenie nikogo chyba nie dziwi. Człowiek, który naprawdę czegoś pragnie jest w stanie poświęcić wszystko byle tylko dotrzeć do wyznaczonego przez siebie celu. Tyle, że w rzeczywistości sprawa znacznie się komplikuje. Dążąc do realizacji marzeń, spoglądamy na nie przez pryzmat naszej codzienności, nieświadomie rzucając sobie kłody pod nogi - rodzina, problemy w pracy, chwilowy brak funduszy... Dorota Katende zapomina jednak o wszelkich przeciwnościach. Nie bacząc na przeszłość, ani tym bardziej przyszłość realizuje swoje ukryte pragnienia i w końcu osiąga to o czym wszyscy skrycie tak naprawdę marzymy - spełnieniu. Gdybym miała w jednym zdaniu powiedzieć o czym opowiada "Dom na Zanzibarze", tak właśnie brzmiałaby moja odpowiedź - to opowieść o spełnianiu własnych marzeń; o wyrzuceniu ze słownika słowa niemożliwe i zastąpieniu je innym, bardziej optymistycznym wyrażeniem "mogę, jeśli tylko bardzo się o to postaram".

 

Jak to zwykle bywa w podobnych historiach, fabuła nie zachwyca nagłymi zwrotami akcji. Wręcz przeciwnie, zapominając na chwilę o głównej myśli, którą niesie ze sobą utwór, doprawdy trudno dopatrzyć się jakiś znaczących wątków. "Dom na Zanzibarze" jest chaotyczną, pełną sprzeczności historią opierającą się na skrawkach wymieszanych ze sobą wspomnień, co sprawia, że powieść staje się jednak znacznie bardziej autentyczna w oczach czytelnika. Autorka nie stara się niczego "upiększać". Od początku nie twierdzi, że realizacja jej marzeń jest łatwym przedsięwzięciem i w owym przekonaniu utwierdza nas aż do samego końca lektury. Z zaskakującą szczerością opisuje trudności z którymi musi liczyć się każdy muzungu (biały człowiek) pragnący osiąść się na Czarnym Lądzie i początkową nieprzychylność miejscowych ludzi, z którą musi się zmierzyć.

 

Ani krzty słodkości nie możemy dopatrzeć się również w kreacji bohaterów. Pani Dorota dla własnego spełnienia opuszcza dom i swoich bliskich i wcale nie boi się powiedzieć tego na głos. Nie pada ani jedno zdanie, w którym autorka w jakikolwiek sposób próbowałaby usprawiedliwić swoje zachowanie, pozostawiając ostateczną ocenę w rękach czytelnika. Chyba właśnie dlatego łatwiej było mi zaakceptować to co zrobiła. W moich oczach pani Dorota jest silną i zadziwiająco upartą kobietą, która "po trupach dąży do celu". Kobietą, która dźwigała na swoich barkach zbyt ciężki bagaż doświadczeń i która zasłużyła na to by odnaleźć szczęście i bezpieczeństwo.

 

To co wyróżnia historię pani Katende od innych jest styl jakim posługuje się autorka. Polska pisarka z łatwością przywołuje kolory, zapachy i dźwięki z otaczającego ją świata. Jej styl jest prosty, ale za to niezwykle plastyczny. Profesjonalizm autorki sprawia, że w trakcie lektury czytelnik niemal dostrzega pod powiekami stworzony przez nią obraz. Dorota Katende doskonale poradziła sobie z wyważeniem emocji. Jest czas na łzy, chwilę refleksji nad własnym życiem, ale również i radość.

 

W swojej powieści autorka w przyjemny, nienachlany sposób przybliża nam życie i zwyczaje mieszkańców Czarnego Lądu. Nie jestem miłośnikiem literatury podróżniczej, nie zaczytuję się w takich autorach jak choćby Beata Pawlikowska czy pan Wojciech Cejrowski, mimo to poznanie kultury Afrykańczyków sprawiło mi niemałą radość. Dorota Katende nie atakuje nas niepotrzebnymi detalami. Skupia się na najistotniejszych faktach, pomijając to co nieistotne.

 

"Dom na Zanizibarze" to wciągająca opowieść o podróży, która w efekcie odmieniła życie autorki. To historia, która bawi, wzrusza i zmusza do zastanowienia się nad tym czego oczekujemy od życia. Powieść ta może okazać się wartościowa nie tylko dla wielbicieli podróżowania czy miłośników Czarnego Lądu. "Dom na Zanzibarze" zawiera bowiem wiele uniwersalnych prawd, które tyczą się każdego z nas i właśnie dlatego serdecznie zachęcam Was do lektury.

Katee

"Dom na Zanzibarze" to opowieść o sile marzeń i uporze w ich realizowaniu, to historia o kobiecie sukcesu, która nie boi się wyzwań i jest gotowa stawić czoła wszelkim przeciwnością stojącym na drodze do spełnienia.

 

Dorota Katende jest kobietą po przejściach, na koncie ma kilka nieszczęśliwych małżeństw, kłopoty finansowe i gromadkę dzieci. Pewnego dnia pod wpływem lektury książki Karen Blixen "Pożegnanie z Afryką" postanawia wyjechać na safari. Na jednej podróży się nie kończy, oczarowana Czarnym Lądem wraca na kontynent wielokrotnie i poznaje zakamarki niedostępne dla turystów. W trakcie jednej ze swoich wycieczek trafia na Zanzibar, zachwycona bliskością oceanu i klimatem panującym na wyspie postanawia zbudować tam dom. Kłopoty związane z biurokracją, miejscową ludnością i trudnościami w budowie nie zniechęcają kobiety, z uporem dąży do realizacji marzeń. W końcu jej się udaje i zostaje dumną posiadaczką domu na rajskiej wyspie.

 

Dorota Katende jest właścicielką biura podróży Safari Travel, mieszka w Polsce i na Zanzibarze. Na rajskiej wyspie odnalazła ciszę i spokój, zrealizowała swoje pragnienia i znalazła miłość swojego życia.

 

Barwne opisy, przesiąknięte magią Afryki sprawiają, że chciałoby się poczuć na własnej skórze ten charakterystyczny klimat. Wizja Afryki przedstawiona przez Panią Dorotę oczarowała mnie, podziwiam odwagę autorki, sama nie zdecydowałabym się na taką podróż.

 

"Dom na Zanzibarze" nie jest typową książką podróżniczą. Wątki z prywatnego życia autorki mieszają się z opisami podróży i kultury mieszkańców Czarnego Lądu. Niestety z przykrością muszę stwierdzić, że wtrącenia dotyczące prywatnego życia narratorki, jej problemy w Polsce, nieudane życie uczuciowe i ciągłe porażki na tym froncie psują cały urok powieści. Magia Afryki zostaje przyćmiona, na pierwszy plan wysuwa się autorka ze swoimi problemami, momentami staje się to dość uciążliwe i nużące.
Postępowanie narratorki może drażnić, kobieta sprawia wrażenie odrobinę nieodpowiedzialnej, rzuca wszystko (wraz z małymi jeszcze dziećmi) po to by na kilka tygodni wyjechać do Afryki. Stawia wszystko na jedną kartę, inwestuje oszczędności w ryzykowne przedsięwzięcie nie mając pewności czy okaże się ono trafne.
Czasami spełnione marzenia to nie wszystko, trzeba myśleć o przyszłości i konsekwencjach swoich decyzji zwłaszcza jeśli jest się samotną matką.
Autorka miała na tyle szczęścia, że jej się udało.

 

Komu mogę polecić tę książkę?
Wielbiciele Czarnego Lądu z pewnością znajdą tutaj coś dla siebie, dla tych którzy wybierają się na safari bądź chcą zwiedzić Zanzibar może okazać się przydatnym przewodnikiem, a Ci, którzy lubią czytać o sile marzeń i uporze w ich realizacji będą zachwyceni.

Książki

Fabuła:
Akcja:
Wątki:
Postacie:
Styl:
Klimat:
Okładka:
Polecam:

Polecam:

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież


Okładka wydania

Dom Na Zanzibarze

Dodatkowe informacje

  • Autor: Dorota Katende
  • Tytuł Oryginału: Dom Na Zanzibarze
  • Gatunek: Biografie i autobiografie
  • Język Oryginału: Polski
  • Liczba Stron: 288
  • Rok Wydania: 2009
  • Numer Wydania: I
  • Wymiary: 135 x 205 mm
  • ISBN: 978-83-7515-080-3
  • Wydawca: Otwarte
  • Oprawa: Miękka
  • Miejsce Wydania: Kraków
  • Ocena:

    3.5/6

    5/6

    4.5/6

    3/6

Podziel się!

Oceń Publikację:

Na naszej stronie nie stosujemy reklam. ;)
Prosimy o dodanie naszej witryny do białej listy.
Ustawienia przeglądarki lub Biała lista (adblock)