Delirium Lauren Oliver

Wybierz opinię:

Lilien

Miłość. Dopada każdego z nas. Prędzej czy później. Chwyta w swoje macki, niekiedy potrafi wręcz człowieka opętać. To właśnie ona powoduje różne, dziwne zachowania i wydarzenia. Jest dobrodziejstwem, ale i piętnem. Zależy tylko od tego, jak się na nią patrzy. Niezależnie od wszystkich strasznych rzeczy, do których doprowadza - każdy jej pragnie. Bo w końcu jak można żyć bez miłości? W czasach głównej bohaterki ten światopogląd się jednak racjonalnie zmienia. Nie ma już miłości, a tylko „amor deliria nervosa" – straszna choroba. Przerażająca i bardzo niebezpieczna. Przynajmniej tak jest postrzegana, przez co wywołuje lęk u każdej żyjącej osoby. Również u Leny – głównej bohaterki powieści Lauren Oliver pt. „Delirium".

 

Gdy ją poznajemy jest na pozór zwykłą nastolatką. Niczym się od nas nieróżniącą - lecz to tylko pozory. Dziewczyna nie może się doczekać swoich kolejnych urodzin. Nie, dlatego, że zależy jej na ekstra prezentach, czy też niezapomnianej imprezie. Nie może się doczekać tego dnia, ponieważ to właśnie wtedy przeprowadzony zostanie na niej zabieg, po którym już nigdy się nie zakocha. Już nigdy nic nie poczuje, zwłaszcza tego cudownego ciepła rozchodzącego się na widok ukochanej osoby. Stanie się kolejną osobą, która żyje z dnia na dzień od tak. Zostanie jej wybrany, a raczej narzucony chłopak, przez komisję ewaluacyjną, z którym weźmie ślub i założy rodzinę. Dla nas to się wydaje dziwne, dla nich zaś – normalne. I nic by się takiego nie stało, gdyby Lena nie poznała Alexa – chłopaka, który nie ma zamiaru rezygnować z tak zbawiennego uczucia, jakim jest miłość do drugiej osoby. I to właśnie dzięki niemu zaczęła widzieć świat z zupełnie innych barwach, jednak tamtejszy „rząd" nienawidzi, gdy ktoś im się sprzeciwia...

 

„Życie nie jest życiem, jeśli się przez nie tylko prześlizgniesz. Wiem, że jego istota polega na tym, by znaleźć rzeczy, które mają znaczenie, i trzymać się ich, walczyć o nie i nie odpuścić."

 

Przyznaję, że książka zaciekawiła mnie jeszcze na długo przed jej polskim wydaniem. Zwłaszcza po przyrównaniu jej do fenomenalnych moim zdaniem „Igrzysk Śmierci". Dlatego tez, gdy tylko podchwyciłam ja w swoje ręce, tak zaczęłam czytać. Jakże wielkim dla mnie szokiem był fakt, że książka nijak nie wzbija się ponad wyżyny wspomnianej przeze mnie już powieści, a co gorsze – bardzo ciężko było mi przebrnąć przez sam początek, który mnie znużył i poniekąd zniechęcił do dalszego czytania. Bądź, co bądź, nigdy nie potrafię od tak porzucić już zaczętej książki, toteż zabrałam się za jej kontynuowanie. Jest takie powiedzenie: „nie oceniaj książki po okładce". W tym przypadku mogłabym się pokusić o stwierdzenie „nie oceniaj książki po pierwszych 100 stronach".

 

„Delirium" po mimo swojego trudnego początku, koniec końców staje się coraz ciekawsza z każda stroną i faktycznie potrafi czytelnika wciągnąć. Bardzo spodobało mi się podejście do tematyki – zwłaszcza, że chyba nie ma powieści, w której miłość byłaby ukazano, jaka straszliwa choroba, która może popaść w epidemię, gdy tylko władze państwa pozwolą na zbyt wielka „samowolkę". Poza tym duży plus za okładkę – jak dla mnie nie dość, że niekonwencjonalna, to w dodatku idealnie dobrana do tematyki powieści. Fabuła, mimo, że z początku strasznie nużąca, to mimo wszystko ciekawa i dobrze zgrana. Gdybym miała się czegoś uczepić, to na pewno głównej bohaterki, która dla mnie była zbyt monotonna, oraz momentami aż za bardzo przewidywalna. Za to postać Alexa po prostu mnie oczarowała – ogółem za samo bycie i przedstawienie go takim, jaki został przedstawiony. Ale to tylko moje odczucia. Kolejny minus – i chyba już ostatni – to, to, iż „Delirium" zostało przedstawione, jako niepokojący thriller. Jak dla mnie, to żaden z niego thriller, czy takowo podobne. Co, jak co, ale do tego gatunku powieści nigdy bym tej książki nie przydzieliła. Właściwie, to nawet by mi przez myśl nie przeszło, by to zrobić.

 

Ogółem książka warta polecenia. Z zastrzeżeniem, że początek może się wydawać ciężki, to mimo to radzę się nie zrażać. Ja sama bardzo chętnie sięgnę po kontynuację, by móc się dowiedzieć, jak dalej potoczą się losy bohaterów. Właściwie to na mój gust mało, komu by się ona nie spodobała, a gdyby tak było, to dana osoba musiałaby być niezłym krytykiem – i w dodatku bardzo wymagającym. Na koniec mogę tylko dodać, że bardzo się cieszę, że się nie zraziłam do niej i koniec końców ja wręcz „pochłonęłam", bo przeżycia i odczucia, jakie się we mnie budziły w trakcie czytania są naprawdę warte zapamiętania – a co ważniejsze, naprawdę dają do myślenia.

Natula

„Amor deliria nervosa (...) Oto najbardziej zdradliwa choroba na świecie: zabija człowieka, gdy go dopadnie, i wtedy gdy go omija" *

 

Stany Zjednoczone, Portland, niedaleka przyszłość.
Miłość została zakwalifikowana do szczególnie groźnych i śmiertelnych chorób. Ludzie żyją ogarnięci paniką przed tą straszna chorobą, owszem istnieje remedium, zabieg uwalniający od miłości i wszelkich związanych z nią uczuć, ale nie można go wykonać, przed osiemnastymi urodzinami. Żeby uchronić młodych ludzi przed chorobą, rząd wprowadził segregację płci, godzinę policyjną oraz rygorystyczne kary za złamanie którejkolwiek z zasad „Księgi szczęścia, zdrowia i zadowolenia". W świecie bez uczuć i bezwzględnego posłuszeństwa, żyje siedemnastoletnia Lena. Przed nią ostatnie wolne i radosne lato, gdyż już niedługo zostanie poddana zabiegowi, na co czeka z wielką niecierpliwością. Póki co dziewczyna cieszy się chwilami spędzonymi z szaloną przyjaciółką Hanną, które pozwalają zapomnieć o dramacie, który spotkał jej ogarniętą szaleństwem miłości mamę. Lenę wychowuje pozbawiona wszelkich uczuć ciocia (efekt zabiegu), w charakterystyczny dla siebie sposób próbuje dodać otuchy dziewczynie, jednak Magdalena, bo takie jest prawdziwe imię nastolatki, pamięta jak przez mgłę, matczyny dotyk, pieszczotę i jej ostatnie słowa „Kocham Cię. Pamiętaj. Tego nie mogą nam odebrać". Strach przed chorobą powoduje w niej paniczny lęk, jednak wspomnienie szczęśliwych chwil jest dla niej wytchnieniem, radością i ... tęsknotą. Kiedy Lena poznaje Alexa – outsidera, jej spojrzenie na otaczającą rzeczywistość zacznie się zmieniać, a miłość zakwitnie feerią barw.

 

Rzadko zdarza się, żeby książka zauroczyła mnie od początku aż do samego końca. Zawsze znajdzie się jakieś „ale", zawsze ukrywa się gdzieś złośliwy chochlik psujący lekturę. W przypadku tej powieści nic takiego nie istnieje. „Delirium" jest doskonale napisane, styl autorki zachwyca lekkością i pięknem, w sumie nie powinno to dziwić, gdyż Lauren Oliver ( „7 razy dziś") jest córką profesorów literatury i od dzieciństwa była zachęcana do wymyślania, i pisania przeróżnych historii. Te doświadczenia plus wiedza zdobyta na studiach pozwala jej tworzyć przepiękne, realne obrazy, które pachną, smakują, są wręcz namacalne. Połączenie tego poprawnego, jednocześnie uroczego stylu z wiarygodną koncepcją antyutopijnego świata i romantyczną - absolutnie nie przesłodzoną – fabułą, daje niesamowity efekt i sprawia, że książkę czyta się z wielkim zainteresowaniem

 

Pierwsze skrzypce, grają tutaj wyjątkowe postacie, Lena nie jest przerysowaną bohaterką, ale istotą czującą i co najistotniejsze bardzo wrażliwą, co w tym totalitarnym społeczeństwie przyszłości jest cechą deficytową. Ze swoją przyjaciółką Hanną stanowi kontrastowe zestawienie, dziewczyny różnią się pod wieloma względami, ale są dla siebie oparciem i najwierniejszymi przyjaciółkami. W tym momencie na scenę wkracza Alex, jego postać, to taki diamencik, może brzmi to banalnie, ale rozświetla on całą historię, jest nadzieją, radością i... wolnością. Oczywiście oprócz tych głównych bohaterów, jest wiele innych unikatowych postaci, które mają istotny wpływ na rozwój opowieści. Trzeba przyznać, że doskonale skonstruowane portrety literackie są wielkim atutem „Delirium".

 

Książka ma melancholijny nastrój, jej akcja nie pędzi błyskawicznie, owszem znajdują się w niej widowiskowe sceny, jednak jej refleksyjny klimat wywołuje uczucie nostalgii, czasami przygnębienia, niekiedy zakręci się w oku łezka, na szczęście pomiędzy niebezpiecznymi wydarzeniami, skrywa się radość oczekiwania.

 

„Miłość – najbardziej zdradliwa choroba na świecie:zabija cię zarówno wtedy, gdy Cię spotka, jak i wtedy, kiedy cię omija.
Ale to niedokładnie tak.
To skazujący i skazany. To kat i ostrze. I ułaskawienie w ostatnich chwilach. Głęboki oddech, spojrzenie w niebo i westchnienie: dzięki Ci, Boże.
Miłość – zabije cię i jednocześnie cię ocali „ **

 

Ten fragment teksu, niech będzie najlepszą rekomendacją książki, „Delirium" jest piękną, poruszającą do głębi opowieścią, którą trzeba przeczytać.
* str. 9
** str. 322

Beatrice

„Czy gdyby miłość była chorobą, chciałabyś na nią zachorować?"

 

Każdy z nas ma z nią [miłością] kłopoty. Większość z nas uważa ją za coś pięknego. Powstaje również wiele książek na jej temat. Co jednak wyróżnia „Delirium" spośród tysiąca innych książek? Co sprawia, że właśnie ta dystopia wzbudziła aż takie zainteresowanie czytelników i odniosła taki sukces? Właśnie aby odpowiedzieć na te pytania, sięgnęłam po Delirium. Skoro tyle bloggerek z zachwytem opisuję tę książkę, musi być z niej coś wspaniałego, prawda?

 

Mówili, że bez [miłości] będę szczęśliwa.
Mówili, że lekarstwo na [miłość] sprawi, że będę bezpieczna.
I zawsze im wierzyłam. Do dziś.
Teraz wszystko się zmieniło.
Teraz wolę zachorować i kochać choćby przez
ułamek sekundy, niż żyć setki lat w kłamstwie.

 

Dawniej wierzono, że [miłość] jest najważniejszą rzeczą pod słońcem.
W imię [miłości] ludzie byli w stanie zrobić wszystko, nawet zabić.

 

Potem wynaleziono lekarstwo na [miłość]...

 

Jak wyróżnić dobrą książkę wśród tysiąca innych? Jak sprawić, aby czytelnicy zechcieli przeczytać dzieło autora? Z pewnością potrzebny jest dobry, często niebanalny temat, który zachęci ludzi, aby sięgnęli po to, a nie inne dzieło. Ostatnio tematem przewodnim wielu książek stała się miłość. Czy nie jest już jednak przereklamowana? Na to pytanie próbowało dać odpowiedź wielu autorów, niewielu jednak udaje się wybić w podobnej tematyce. "Delirium" jednak odniosło pod tym względem ogromny sukces. Książka dotarła do czytelników, którzy w mig pochłaniają lekturę i zachwycają się jej niebanalną tematyką. Trzeba przyznać Lauren Oliver, że podołała zadaniu. Stworzyła nowy świat, nowy system prawny- zupełnie nową rzeczywistość. W której nie ma miejsca na [miłość]. Można by się zapytać- Jak to? Przecież miłość w naszym życiu stała się wręcz codziennością. A jednak, czy miłość może być chorobą umysłową? Podczas czytania powieści pani Oliver można całkiem poważnie zastanowić się nad tym pytanie, a to już wystarczy, aby książka wzbudziła tak spore zainteresowanie.

 

Amor deliria nervosa... Nie kryjmy, większość z nas chciałaby się zarazić tą chorobą. W tym państwie jednak jest to najgorsza rzecz, jaka może się przytrafić. Remedium. To jedyny sposób, aby choroba się nie rozprzestrzeniała. Wiele osób boi się zabiegu, ale większa część po prostu nie może się go doczekać. Jest to jedyny skuteczny sposób na powstrzymanie choroby, na powstrzymanie delirii. Tak twierdzą władze i naukowcy.

 

„Najgorsze ze wszystkich chorób są te,
które pozwalają człowiekowi uwierzyć, że ma się dobrze"

 

Zaczynając czytać książkę miałam nadzieję na coś wielkiego. Po przeczytaniu tylu pozytywnych recenzji, miałam wrażenie, że będzie to coś zupełnie nowego, wyróżniającego się od pozostałych powieści. Niestety się myliłam. Choć temat jest bardzo dobry, a wykonanie również niczego sobie, książka mnie do siebie nie przekonała. Dlaczego? Powiem tak, wielokrotnie odkładałam ją w środku rozdziału, ba, momentami wydawała mi się nużąca, pospolita, a nawet przewidywalna. Praktycznie przez całą lekturę miałam wrażenie, że wiem co się zaraz wydarzy i dopiero sama końcówka zdołała mi zaimponować. Przyznam, że nie spodziewałam się tak nagłego i zaskakującego zakończenia. Dopiero wtedy napłynęły mi do oczu łzy i uświadomiłam sobie, że będę musiała przeczytać następną część, choćby nie wiem co.

 

Odkąd przeczytałam książkę, zastanawiałam się, co jeszcze mi przypomina. Wiedziałam, że wcześniej przeczytałam coś podobnego i w końcu na to wpadłam. „Dobrani". Właśnie do tej książki wydawało mi się podobne Delirium, a im dłużej nad tym myślę, tym więcej podobieństw zauważam.

 

To chyba wszystko do czego mogłabym się przyczepić. Książka jest bowiem bardzo ładnie napisana, ma znakomitą oprawę graficzną,przekazuje również uniwersalne prawdy, które skłaniają czytelnika do głębszych przemyśleń. Trzeba również powiedzieć, że autorka bardzo przekonująco ukazała nam miłość jako chorobę i za to najbardziej ją szanuję.

 

Myślę, że wielu osobom może się książka spodobać. Ze względu na charakter emocjonalny, każdy odbierze ją po swojemu, więc chociaż ja się zawiodłam, myślę, że warto dać szansę tej dystopii :) Ja w każdym bądź razie na pewno zabiorę się za kolejną część, bo po takim zakończeniu, grzechem byłoby tego nie zrobić.

Caroline Ratliff

Wyobraź sobie świat bez miłości. Albo inaczej. Wyobraź sobie, że miłość uznana jest za chorobę. Jest niedozwolona, nieznana ludziom i po prostu wyrzucona z życia. Czy tak się da? Przecież miłość jest swoistego rodzaju drogowskazem, który nadaje naszemu życiu sens. Dla miłości warto żyć. Każdy z nas zna to uczucie, to ciepło w sercu, kiedy uświadamiamy sobie, że ktoś nas kocha, dla kogoś jesteśmy ważni - czy to mama, babcia czy nasza druga połówka. Rodzajów miłości jest wiele, jednak miłość jako uczucie abstrakcyjne jest czymś naprawdę ważnym w życiu człowieka i nie ma miłości 'słabszej' czy 'lepszej'. Miłość to miłość, choć ma tak wiele odmian. Wróćmy jednak do tematu - jakie byłoby nasze życie, gdyby zabroniono nam kochać? Może faktycznie, bylibyśmy szczęśliwsi bez tego uczucia? Wątpię. Każdy z nas, nawet podświadomie, czuje potrzebę bycia kochanym. Świat bez miłości byłby pusty, szary... bez sensu. Po prostu. Jeżeli chcielibyście się przekonać na własnej skórze, jakby wyglądał świat bez tego wspaniałego uczucia, serdecznie zachęcam do sięgnięcia po książkę Lauren Oliver, noszącej tytuł 'Delirium'. Zobaczcie, jak to jest być skazanym na brak możliwości kochania drugiej osoby.

 

Lena, bo tak zwie się główna bohaterka, mieszka w Portland. Jej matka umarła, gdy dziewczyna była mała. Zgon nastąpił w wyniku delirii - a mówiąc prościej: z powodu miłości. Tam, gdzie żyje Lena, miłość uznawana jest za chorobę. W wieku osiemnastu lat przechodzi się zabieg, dzięki któremu uniemożliwiona jest zdolność kochania, zaś do tego momentu dziewczynki i chłopcy uczą się, bawią, po prostu żyją - oddzielnie. Po skończeniu szkoły każdej osobie przydzielany jest partner, z którym ma wieść pozornie długie i szczęśliwe życie. Ludziom narzuca się nawet, ile dzieci mogą posiąść, ile będą zarabiać i gdzie mieszkać. Miłość jest dla ludzi czymś złym, czymś, co psuje zdrowie i doprowadza do szaleństwa. Cudowna definicja choroby, czyż nie? Jednego dnia życie bohaterki się zmieni. Pewien chłopak, którego dopiero co poznała, otworzy jej oczy na prawdziwy świat i pokaże, czym miłość jest naprawdę. Miłość to dobro, a nie zło. Miłość to cud.

 

O Lauren Oliver słyszałam już nie raz, nie dwa - wszystko za sprawą jej debiutanckiej powieści 'Siedem razy dziś'. Niestety, do tej pory nie dane mi było zapoznać się z wyżej wspomnianą książką, wiem jednak, że zbierała ona dosyć pozytywne opinie wśród czytelników. Dlatego też byłam wielce zaintrygowana, gdy do moich łapek trafiło 'Delirium' - druga powieść tejże autorki. Opis na tylnej okładce książki niesamowicie mnie zaintrygował, czegoś takiego chyba jeszcze nie było. Świat bez miłości, podczas gdy w większości książek właśnie to uczucie wiedzie prym i na nim skupia się wielu autorów? Nie wierzyłam własnym oczom. Pomysł wydał mi się naprawdę świetny i oryginalny, dlatego też modliłam się w duchu, by Oliver z klasą sprostała zadaniu i w stu procentach wykorzystała swój pomysł. Czy moje litanie zostały wysłuchane? Nie do końca.

 

'Delirium' to powieść napisana lekkim i łatwym w odbiorze językiem. Jak już wcześniej wspomniałam, autorka miała genialny pomysł na fabułę, która jest spójna i dosyć dobrze dopracowana, aczkolwiek momentami miałam wrażenie, że niektóre wydarzenia powinny zostać wycięte z powieści. Były takowe, które nie wnosiły nic nowego do fabuły, a tylko rozpraszały uwagę czytelnika i po prostu nudziły. Jeśli chodzi o akcję - jest nieźle, aczkolwiek nie fenomenalnie. Owszem, Lauren Oliver czasami zaskakuje nagłymi zwrotami, jednak dzieje się to sporadycznie. Akcja rozwija się stopniowo, czasami się wlecze, czasami pędzi z szybkością światła - a zwłaszcza przy finale książki. Co najbardziej mnie uraziło? Brak jakichkolwiek emocji i uczuć. Rozumiem, miłość była niedozwolona, lecz brakowało mi uczuć autorki, która to przelałaby je na papier. Czytając 'Delirium' odnosiłam wrażenie, że czasami sama Oliver nie wie, o czym chce pisać. Ogólny zarys fabuły siedział jej głęboko w głowie, jednak nie dopieściła poszczególnych wątków. Momentami dochodziłam do wniosku, że 'Delirium' to książka dobra, ale równocześnie 'sucha' i bez polotu. Potencjał autorki nie został do końca wykorzystany, czego niezmiernie żałuję. Pomysł na fabułę i świat przedstawiony, świetny. Z realizacją trochę gorzej.

 

Fabuła świetna, akcja trochę gryzie, co zaś z bohaterami? Oj, no nie najlepiej. Główna bohaterka, Lena, to postać zupełnie niedopracowana, bezpłciowa, szara, zwyczajna i nudna. Po prostu. I wołam o pomstę do nieba, bo jak można uczynić główną postać tak beznadziejną? Nie polubiłam tej dziewczyny ani trochę, po prostu nie przypadła mi do gustu. Postać słabo zarysowana i niesamowicie irytująca swą bezradnością. Dlaczego, Boże, dlaczego tak potencjalnie dobra książka musi mieć tak beznadziejną główną bohaterkę?! Chyba nie usłyszę odpowiedzi na to pytanie. Jeśli zaś idzie o resztę bohaterów - ciotka Leny, Carol, również irytowała mnie niesamowicie. Swym zimnem, dziwnym podejściem do życia i surowością. Jedyną pozytywną bohaterką była chyba tylko Grace - kuzynka Leny, o której wszyscy myślą, że nie potrafi mówić. Lena zna jednak całą prawdę i wie, że jej kuzynka mową posługuje się doskonale. Nie lubię małych dzieci, ale akurat ją pokochałam. Niezłą postacią jest również Hana, najlepsza przyjaciółka głównej bohaterki. Pozytywnie zakręcona dziewczyna, patrząca na świat przez różowe okulary. I takie postacie to ja lubię! Sprawę Alexa przemilczę.

 

Co na pewno zachwyca - oprawa graficzna. Cudna, delikatna okładka utrzymana w kolorach zieleni naprawdę świetnie się prezentuje. Reszty (czyli czcionki i ogólnego wyglądu książki) ocenić nie mogę, gdyż mam przed sobą jedynie egzemplarz recenzyjny. Ale on sam w sobie już zachwyca.

 

'Delirium' to pierwsza część trylogii o świecie, gdzie miłość jest zakazana, autorstwa amerykańskiej pisarki Lauren Oliver. Pomysł na fabułę pisarka miała świetny, jednak nie do końca udało jej się go zrealizować. Niektóre wydarzenia dziejące się w powieści nie powinny mieć miejsca, zaś sama książka czasami przynudza. 'Delirium' napisana jest językiem miłym i łatwym w odbiorze, i, co z bólem wyznaje, nie może poszczycić się wyjątkowymi bohaterami. Książka nie jest zła, ale perfekcyjna tez nie. Pomimo wielu zgrzytów, jest zdecydowanie warta uwagi. Z niecierpliwością oczekuję części drugiej i liczę, że będzie sto razy lepsza niż pierwsza.

Abigail

„Kocham cię. Pamiętaj. Tego nam nie odbiorą".

 

Lauren Oliver ukończyła filozofię i literaturę na uniwersytecie w Chicago, a potem przeprowadziła się do Nowego Jorku. Mieszka na Brooklynie, pisze wszędzie, ciągle i na wszystkim: i na notebooku, i na serwetkach. Poza tym uwielbia gotować, jest uzależniona od kawy i dodaje ketchup do wszystkiego, nawet do kanapek z pomidorem.

 

W dawnych czasach ludzie potrafili robić wszystko w imię miłości. Odchodzili od zmysłów, potrafili myśleć tylko o tej jednej osobie, a nawet czasami miłość wywoływała skutki uboczne w postaci zazdrości, która prowadziła do krzywdy osoby zagrażającej związkowi. Miłość jednocześnie była zbawieniem, ale również potrafiła przynosić katastrofalne skutki. Właśnie dlatego państwo uznało, że miłość jest chorobą wywołaną wirusem amor deliria nervosa, którą trzeba jak najszybciej wyplewić z mózgów młodych ludzi. Zarażonych nie dało się już uratować, więc groziły im tylko Krypty, w których nie mogliby zakazić tą chorobą innych. Natomiast każda młoda osoba, która dochodziła do wieku 18 lat przechodziła test ewaluacyjny, który kwalifikował ich do danego zawodu i parował z osobą, która najlepiej pasowałaby na małżeństwo już po zabiegu usunięcia amor delirii nervosa z umysłu.

 

Lena zawsze żyła w przekonaniu, że miłość jest chorobą i wręcz nie mogła się doczekać tego, kiedy wreszcie zostanie z tego oczyszczona. Nie mogła pogodzić się z tym, że amor deliria nervosa może panoszyć się w jej żyłach. Tym bardziej czekała na dzień, w którym zostanie pozbawiona tego wirusa, gdyż pochodziła z rodziny „skażonych". Jej matka zakochała się, tak samo siostra Rachel. Lena jest przerażona tym, że może również zostać zarażona, więc odlicza dni do swojego zabiegu. Jednak w miarę jak poznaje Alexa zdaje sobie sprawę z tego, że do tej pory myślała, iż wszystkie ogrodzenia ochraniają ich przed ludźmi z Głuszy, Odmieńcami, jednak teraz dopiero zaczyna do niej docierać, że to jedynie ograniczenia, które chcą ją zamknąć i stłamsić.

 

„Życie nie jest życiem, jeśli się przez nie tylko prześlizgniesz. Wiem, że jego istota polega na tym, by znaleźć rzeczy, które mają znaczenie, i trzymać się ich, walczyć o nie i nie odpuścić".

 

"Delirium" to tytuł, po który już dawno chciałam sięgnąć, jednak nigdy nie było mi z nim po drodze. Na początku przyciągnął mnie opis i okładka, więc już wtedy wiedziałam, że ta książka mi się spodoba, jednak nigdzie nie mogłam jej dostać. Już miałam ją kupować w księgarni, ale w ostatniej chwili się rozmyślałam i brałam coś innego. W końcu w zeszłe wakacje Delirium do mnie dotarło, a ja czekałam prawie cały rok, żeby wreszcie się zebrać i przeczytać tę historię. Jedyne, czego żałuję to tego, że wcześniej się za nią nie zabrałam.

 

Ta książka już od samego początku jest skazana na sukces. Lauren Oliver uderzyła w taki czuły punkt, który dotyczył człowieka i zawsze będzie dotyczył. Chyba nikt z nas nie wyobraża sobie świata bez miłości - czy to tej przyjacielskiej, rodzicielskiej, czy małżeńskiej. Autorka postanowiła roztoczyć przed nami wizję takiego świata, który od razu budzi w nas tę delikatną strunę i wywołuje nieprzyjemne emocje, przez co zaczynamy doceniać świat, w którym żyjemy, bo zdajemy sobie sprawę z tego, że mogło być o wiele gorzej. Sam pomysł na świat bez miłości, gdzie jest ona uznawana jako choroba, jest według mnie naprawdę interesujący i nowatorski, gdyż jeszcze nigdy nie było takiej książki na rynku wydawniczym. Zaczynałam się jednak bać o to, jak autorka „sprzeda nam" swój pomysł i czy uda się jej go dostatecznie dobrze przedstawić, żeby czytelnik nie żałował, że sięgnął po tę książkę. Nie oszukujmy się, jest wiele książek, które miały dobry potencjał, ale autor nie potrafił go rozwinąć - tutaj jednak takie zjawisko nie miało miejsca. Wydaje mi się, że w "Delirium" Lauren Oliver nie osiągnęła szczytu swoich umiejętności, jednak wprowadziła nas do tego świata na tyle interesująco, że chcemy szybko sięgnąć po kolejną część przygód Leny i Alexa. Mam przeczucie, że następne tomy będą jeszcze lepsze, a autorka pokaże w nich na co ją naprawdę stać.

 

Lenę polubiłam od samego początku, gdyż w dużym stopniu przypominała mi mnie samą - może nie we wszystkich sprawach, ale jednak była podobna. Nie była typową „szarą myszką", ale też nie próbowała być idealną bohaterką. Po prostu była sobą we wszystkim, co robiła, nawet jeśli to czasami zakrawało na misje samobójcze. Była lojalna wobec przyjaciół i potrafiła przejrzeć na oczy, tak żeby zobaczyć jaki naprawdę był świat. Potrafiła przedrzeć się przez całą tę otoczkę i wyzbyć się stereotypów ze swojej głowy. Czasami jedynie denerwowała mnie swoimi przemyśleniami na temat miłości do Alexa, ale mogłam to zrozumieć, bo było to dla niej nowe odkrycie, którego musiała doświadczyć całą sobą. Jeśli chodzi o naszego książkowego przystojniaka to również go polubiłam, może nie będzie on moją ulubioną postacią, ale na pewno zapadnie mi w pamięci. Oprócz Leny i Alexa było wiele drugoplanowych postaci, jednak tylko kilka z nich było lepiej przedstawionych. W sumie to jestem zadowolona z takiego zabiegu, bo dzięki temu autorka mogła nam dokładniej pokazać jacy są główni bohaterowie. Mimo tego, że inni nie byli tak dobrze dopracowani to nie miałam odczucia, że autorka gdzieś po drodze zgubiła pomysł na bohaterów.

 

Wiadomo, że wątek miłosny będzie tutaj pełnił główną rolę, bo jednak cała książka opiera się na postawie buntowników wobec państwa, które pragnie wpoić im swoją ideologię do głowy. Miłość Leny i Alexa jest bardzo niewinna i naiwna, ale w pozytywnym znaczeniu, ze względu na to, że obydwoje są młodzi i dopiero „stawiają pierwsze kroki" w miłości. Jednak duża część tej historii opowiada o zmaganiach dziewczyny z nowymi rzeczami, które uderzają w nią z wielką mocą. Musi zastanawiać się nad tym, kto jest po jej stronie i komu może ufać, a kogo unikać jak ognia. Jeśli chodzi o fabułę tej książki to jestem z niej naprawdę bardzo zadowolona, a zakończenie było dla mnie naprawdę kwintesencją tej historii, więc warto ją przeczytać chociażby dla takiej końcówki. Przez to, co pod koniec zaserwowała nam Lauren Oliver nie mogę się doczekać kolejnej części, czyli Pandemonium.

 

"Delirium" czytałam dosyć długo, ale to ze względu na to, że przerwałam lekturę w połowie, żeby zacząć inną książkę. Jednak mimo tego, nawet po kilku dniach bez tej książki - miałam całą fabułę w głowie i dokładnie wiedziałam, co się działo w danym momencie. Zdecydowanie jest to książka, o której nie da się zapomnieć. Widać, że autorka bardzo dokładnie przemyślała koncepcję tego świata i można to zobaczyć po tym, jak bardzo się w to zaangażowała - przed każdym rozdziałem są wycinki z kodeksu, który pilnuje porządku w tym państwie, bądź wyliczanki typowe dla tamtego świata. Podczas czytania Delirium naprawdę przenosiłam się do innego świata.

 

Moje przeczucie mnie jednak nigdy nie zawodzi, bo od razu wiedziałam, że "Delirium" będzie książką dla mnie. Nie mogę się doczekać kolejnej części i czuję, że po przeczytaniu ostatniego tomu, ta historia stanie się jedną z moich ulubionych, gdyż naprawdę bardzo polubiłam już ją od pierwszej części. Zdaję sobie sprawę z tego, że pewnie większość z Was już tę książkę ma za sobą (ba, pewnie nawet całą trylogię!), ale jeśli znajdą się jeszcze takie osóbki jak ja, które nie miały okazji się z nią zapoznać to chciałabym ją Wam naprawdę bardzo polecić i zapewnić, że historia z pewnością podbije Wasze serca, tak samo jak moje.

 

„Możecie zbudować mury aż do nieba, a mnie i tak uda się nad nimi przefrunąć. Możecie mnie przygwoździć do ziemi tysiącami karabinów, a ja i tak stawię opór".

Vivienne

Nawet w najśmielszych wyobrażeniach i fantazjach nie sądziłam, że kiedykolwiek przeczytam książkę, której treść owinie wokół mnie swoje macki i porwie bez najmniejszego ostrzeżenia. Otóż pierwsza część trylogii Delirium to idealny przykład na to, jak zwodnicza bywa obecna literatura nie tylko młodzieżowa, ale wykraczająca poza zakres przeznaczony jedynie dla określonej grupy czytelniczej. Czy zadziwia kogokolwiek ta wysoka nota? Mnie dziwi jedynie to, że nie stworzono wyższej, ponieważ w tym przypadku skala dziesięciu, sześciu czy pięciu gwiazdek to najzwyczajniej w świecie za mało. Ale może przejdę nareszcie do kwintesencji dzieła Lauren Oliver – fabuły.

 

Od ponad sześćdziesięciu lat miłość jest uważana za chorobę. Ten fantastyczny stan, gdy ludzie czują się najbardziej szczęśliwi w całej swej egzystencji został ogłoszony najbardziej niebezpiecznym schorzeniem, które może dotknąć żyjącego człowieka. W dniu osiemnastych urodzin każdy musi podejść do zabiegu, podczas którego podaje się remedium, a człowiek już nigdy nie zarazi się miłością. Lecz oprócz „praworządnych" obywateli istnieją również Odmieńcy. Są to ludzie, którzy sprzeciwili się władzy i uciekli do swego prawdziwego domu bez murów i zakazów – Głuszy.

 

Gdy poznajemy Lenę, bez zastanowienia można stwierdzić, że życie tej dziewczyny niedługo zostanie wywrócone do góry nogami. I tak też się staje. Pozostało jej trzy miesiące do zabiegu i szczerze nie może się go doczekać. Tak jest dopóki nie poznaje Alexa, rzekomo wyleczonego obywatela Stanów Zjednoczonych, wolnych od Amor deliria nervosa. Co takiego wydarzy się w jej życiu, że tydzień przed zabiegiem postanawia uciec do Głuszy i stać się jednym z Odmieńców? Co zmusza ją do wyboru między rodziną a swoim szczęściem?

 

A co powiecie na taką odpowiedź: Miłość.

 

Od długiego czasu zbierałam się w sobie, aby zabrać się za powieść Lauren Oliver. Nie ma gorszej rzeczy, jaką mogłam zrobić, niż odwlekanie tego momentu. Okazało się bowiem, że mimo zarysowanego szablonu, książka ma więcej do zaoferowania młodemu i starszemu czytelnikowi niż większość obecnie wydawanej literatury fantastycznej. Oprócz wstrząsającej wizji przyszłości, autorka zobrazowała, że nie doceniamy tego, co mamy, ponieważ jesteśmy tak pewni istnienia miłości i nie wyobrażamy sobie życia bez niej. Nie wyobrażamy sobie, jakie to życie byłoby puste i bez najmniejszego sensu. Smak autorki, jej wyczucie sprawiało, że czerpałam ogromną przyjemność z tej lektury. Ze zręcznością lawirowała między subtelnymi opisami przyrody, a konkretnymi i pełnymi dynamiki opisami akcji, za co należą się gromkie oklaski, gdyż ze świecą szukać równie zręcznego pióra.

 

Bohaterowie wykreowani przez Oliver to kawał dobrze odwalonej roboty. Są to postacie, których nie sposób nie polubić i nie zaciekawić się ich losami. Każde ich działanie miało swoje wytłumaczenie w obecnej sytuacji czy przeżyciach z przeszłości. Ich więzi były realne, nie znalazłam nawet najmniejszego śladu, który kierowałby tę powieść ku zmarnowanej idei czy niewykorzystanemu potencjałowi. Lena, Hana i Alex to postacie z krwi i kości. Chłopak jest co prawda ukazany w sposób wyidealizowany, choć może uzasadnieniem jest narracja zgrabnie poprowadzona z punktu widzenia Leny.

 

Delirium autorstwa Lauren Oliver to powieść, w której porusza się tematy poważne, ale potrafi też rozbawić czytelnika. Wprowadza nas w chwilę zadumy, refleksji lub powoduje głośny wybuch śmiechu.
A miłość, mimo ze zakazana, jest piękna i inspirująca.

 

Martyna x

„Miłość – najbardziej zdradliwa choroba na świecie: zabija cię zarówno wtedy, gdy cię spotka, jak i wtedy, kiedy cię omija. Ale to niedokładnie tak. To skazujący i skazany. To kat i ostrze. I ułaskawienie w ostatnich chwilach. Głęboki oddech, spojrzenie w niebo i westchnienie: dzięki ci, Boże. Miłość – zabije cię i jednocześnie cię ocali."

 

Miłość to bardzo popularny temat. Często wykorzystywany przez pisarzy, scenarzystów, artystów, muzyków... Rzadko zastanawiamy się jednak dlaczego właściwie jest to tak uniwersalna sprawa i jak to się dzieje, że ludzie czerpią z miłości inspirację do tworzenia swoich dzieł i mimo, że temat dotyczy zawsze tego samego, to każda historia, piosenka lub obraz przedstawiają inne jej ujęcie. Na czym polega fenomen tego uczucia?

 

"Delirium" odpowiedziało mi na to pytanie doskonale. Dlaczego? Ponieważ uświadomiło mi, że każda pojedyncza miłość ma swoje własne oblicze. Każda żyje swoim własnym życiem, tworzy własne historie, a bez niej świat byłby paskudnym miejscem.

 

Siedemnastoletnia Lena żyje w czasach, w których miłość jest traktowana jak choroba. Każdy obywatel po skończeniu osiemnastych urodzin ma obowiązek przejścia zabiegu, który zarówno leczy zarażonych jak i zapobiega zachorowaniu na tę okropną chorobę w przyszłości. Według tego, co głosi Państwo, lekarstwo na miłość chroni człowieka przed śmiercią, która czekałaby na każdego, kto lekarstwa tego nie przyjmie. Wpojone od dzieciństwa zasady sprawiają, że Lena czeka na swoje osiemnaste urodziny z ekscytacją. Wszystko się jednak zmienia kiedy dziewczyna poznaje Aleksa - przystojnego osiemnastolatka, który przedstawia jej swój własny światopogląd czym całkowicie zmienia jej dotychczasowe podejście do choroby zwanej amor deliria nervosa. Czy w świecie o tak jasno określonych zasadach można jednak uniknąć zabiegu i zatopić się w otchłani namiętności rodzącej się pomiędzy dwojgiem młodych ludzi?

 

"Delirium" to bardzo popularny tytuł. Mało jest osób (przede wszystkim wśród fanów tego typu literatury) które nie czytały, a tym bardziej nigdy nie słyszały o tej powieści. Rozgłos niosący się echem za tym dziełem sprawił, że zaczęłam obsesyjnie wręcz szukać okazji na dorwanie tej książki. Teraz kiedy już jestem po lekturze tej powieści mogę śmiało stwierdzić, że warto było na nią polować, chociaż przyznaję, że spodziewałam się czegoś zupełnie innego.

 

Pierwszy tom trylogii napisanej przez Lauren Oliver to fantastyczna powieść. Nie brak w niej wartkiej fabuły, zwrotów akcji i uczucia pięknego niczym wschód słońca. Jest w niej również coś oryginalnego i zmuszającego czytelnika do refleksji. Muszę jednak przyznać, że według mnie porównanie "Delirium" do "Igrzysk śmierci" jest prawdziwe, ponieważ aż do ostatniej strony nie mogłam się oprzeć wrażeniu, że obie powieści bazowały na tej samej podstawie. Nie uważam tego natomiast za nic złego, bo choć "Igrzyska" są moją ulubioną trylogią ever, to "Delirium" dało radę i nie odstawało rażąco na jej tle, co jest bardzo dużym plusem.

 

Sam pomysł autorki również bardzo mi się podoba, bo jest dla mnie trochę jak letni deszcz w upalny dzień - daje wytchnienie i orzeźwia po całej masie książek pisanych "na jedno kopyto".

 

Bardzo dobrze przemyślane jest również zdanie na okładce książki, czyli:

 

"Czy gdyby miłość była chorobą, dałabyś się wyleczyć?"

 

Nie wiem kto jest za to zdanie i sam pomysł odpowiedzialny, ale biję pokłony w stronę tej osoby, ponieważ jest to dla mnie sentencją całej powieści i najlepszym chwytem z możliwych, bo pewnie większości z nas zdarzało się marzyć o tym, by przestać kochać...

 

To co także przypadło mi do gustu, to cytaty na początku każdego rozdziału. Wpłynęły one na wiarygodność i (tak bardzo przeze mnie poszukiwaną) autentyczność powieści.

 

Kolejną kwestią jest zakończenie, które jest całkowicie nieprzewidywalne i łapiące za serce. Ostatni akapit jest ZNAKOMITY i jedynym zakończeniem, które podobało mi się bardziej niż to, były ostatnie zdania w "Kosogłosie".

 

Pierwszoosobowa narracja pozwala czytelnikowi poznać główną bohaterkę i całkowicie zatracić się w historii, która jest tu opowiedziana. Razem z Leną przeżywamy również wszelkie lęki, a strach towarzyszący poszczególnym wydarzeniom jest wręcz namacalny. Z każdym przeczytanym rozdziałem poznajemy nowe tajemnice i wpadamy w wir kłamstw serwowanych przez władze Portland.

 

Uwielbiam książki, w których bohaterowie z ogromną zaciętością i zdecydowaniem walczą o wolność i miłość, ponieważ napawa mnie to nadzieją. Tutaj z całą pewnością tego nie zabrakło.

 

"Delirium" to powieść przyjemna, nieprzewidywalna, oryginalna, wzruszająca i doskonała w swej prostocie. Nie postawiłabym jej jednak na jednej półce z moimi ukochanymi "Igrzyskami śmierci", ponieważ brakowało mi w niej czegoś, czego zdefiniować nie potrafię. Nie znaczy to jednak, że książka nie jest warta uwagi, ponieważ stwierdzenie takie byłoby karygodne. Z ogromną radością sięgam po tom drugi i mam nadzieję, że będzie on tak samo dobry jak poprzedni.

 

Sophie Carmen

Wyobraź sobie jak by to było gdyby miłość była by zakazana. Albo inaczej, gdyby była uznana za chorobę. Twoje miasto zostałoby otoczone drutem kolczastym "pod napięciem". Gdybyś nie mogła nawet przytulić się do swojej przyjaciółki, a tym bardziej do chłopaka. Czy tak się da żyć? W końcu miłość jest częścią (a nawet czymś więcej) naszego życia. Każda miłość jest inna. Można być kochanym przez różne osoby. Niezależnie czy to jest tata, mama, brat, babcia, ciocia czy choćby koleżanka. To i tak jest miłość. Inna, ale miłość. Ale gdyby, w jakiś dzień kraj zakazał by miłości, i uznał ją za chorobę, na którą obowiązkowe będzie leczenie się, jakbyś się zachowała? Miłość jest miłością, i bez niej nie da się żyć. Gdyby teraz, nie było by miłości, świat byłby szary, pusty, bez uczucia. Świat nie umiałby istnieć. Amor deliria narvosa najgorsza choroba czasów "książkowych" jaka mogła istnieć. Miłość najlepsza rzecz jaką można zasmakować w naszych czasach. Uwięziona w świecie bez wyrazu, to jak umrzeć samotnie, i nie być kochanym. Zobacz jak Lauren Oliver przedstawia świat bez miłość. Przekonaj się jak to jest mieć zakaz kochania innej osoby.

 

Lena, główna bohaterka, mieszka w Portland. Jej matka zmarła jak Lena miała sześć lat. Zmarła w wyniku delirii - czyli miłości. Lena pewnego dnia poznaje tajemniczego Aleksa, do którego jest nastawiona bardzo negatywnie, ale później się w nim zakochuje. Tam gdzie oni żyją miłość jest zakazana. W wieku 18 lat muszą się oni leczyć, czyli muszą przejść zabieg. Specjalna komisja wybiera jej mężczyznę najbardziej podobnego do niej. Po studniach ma ona za niego wyjść. Mają mieć dzieci, czyli założyć rodzinę. W tym czasie małe dziewczynki i chłopcy są przestrzegani przed miłością. Normalnie żyją, bawią się, uczą – lecz oddzielnie. Dla tej ludzkości miłość jest zła i okropna. Dla nich za miłość można ukarać, wtrącić do Krypt, a nawet zabić. Ale za ogrodzeniem, jest w ogóle inny świat. W Głuszy, gdzie żyją Odmieńcy, miłość jest normalna. Tam miłość jest cudem. W końcu taka jest prawda. Miłość jest cudem a nie przekleństwem.

 

Słyszałam wiele pozytywnych opinii o Delirium. Ale się zawiodłam. Coś tam także słyszałam o 7 razy dziś, i zamierzam spróbować. Lauren Oliver dobrze i oryginalnie przedstawia świat w zamknięciu. Ale... Jak mówiłam wcześniej, Delirium mnie zawiodło. Miała być fajna, ale jednak ona nie jest taka idealna. Przez jej większość strasznie nudzi. Na początku gdy Delirium wpadło w moje łapki byłam zachwycona, ponieważ szukałam jej od dłuższego czasu. Tym bardziej że opis z tyłu mnie zaintrygował. Miałam nadzieję że każdy następny rozdział będzie ciekawszy a było przeciwnie. Na początku strasznie się wciągnęłam, ponieważ przeczytałam 1/3 książki. Ale później... Naprawdę, nie myślałam że będzie tak źle. Z każdą stroną było nudniej, i nudniej. Oryginalny pomysł bardzo mnie wciągnął, a później wyciągnął na wierzch. Otrząsnęłam się z magii pomysłu i okładki. Oliver w tym wypadku mnie zawiodła. Miałam nadzieję że będzie ona tak magiczna iż od razu kupię drugą część. Ale jednak aż tak bardzo mi się nie spieszy. Może Pandemonium będzie lepsze... Może....

 

Książka jest pisana lekkim i łatwym językiem. Jak wspominałam strasznie przynudza. Jak zwykle czekałam na koniec, ale tu zakończenie jest takie marne, że aż się rozczarowałam. Książka kończy się tak jakby nie było drugiej ani trzeciej części. W ogóle nudne narracje Leny przy początku każdego rozdziału umieją zabić. Są tak nudne.... Ale grafika jest śliczna. Wszystko ślicznie się komponuje w kolorze zieleni.

 

Co do postaci masakra. Główna bohaterka Magdalena (Lena) jest okropnie płytka, szara i nudna. Jakby nie do końca przemyślana. Tak samo wkurza mnie Carol. Głupia ciotka która nie zwraca uwagi na innych. Surowa i zimna w stosunku do świata i innych. Dwie (według mnie) najlepsze postacie to Grace i Hana. Grace jest słodką, niewinną lecz buntowniczą dziewczynką. Wszyscy myślą że ona jest dziwna, ponieważ nie mówi. Jednak ona umie mówić, ale ten sekret zna tylko Lena. Najlepsza przyjaciółka Leny, Hana jest wesolutką, roztrzepaną i zakręconą dziewczyną patrzącą na świat poprzez różowe okulary.

 

A więc podsumujmy. Delirium jest książką napisaną przez amerykańską pisarkę - Lauren Oliver. Jest to pierwsza część trylogii. Bardzo oryginalny pomysł sprawia że książka sama w sobie jest ciekawa, ale (tak zawsze 'ale') są tam wydarzenia które nie powinny się tam znaleźć. Czasami okropnie przynudza, ale ogólnie wciąga. Delirium jest napisany łatwym, i miłym w odbiorze jeżykiem, co bardzo ułatwia sprawę. Bohaterów najlepszych nie ma, ale mam nadzieję że w następnych częściach owi bohaterowie staną się, jakby to ująć... lepsi? Tak. Lepsi, a Lena zmężnieje i nie będzie się zachowywać jak małe dziecko, które niczego nie potrafi. Teraz czekamy na Pandemonium...

 

„Miłość – najbardziej zdradliwa choroba na świecie: zabija cię zarówno wtedy, gdy cię spotka, jak i wtedy, kiedy cię omija. Ale to niedokładnie tak. To skazujący i skazany. To kat i ostrze. I ułaskawienie w ostatnich chwilach. Głęboki oddech, spojrzenie w niebo i westchnienie: dzięki ci, Boże. Miłość – zabije cię i jednocześnie cię ocali."

 

Agnes Recenzentka

Jestem w stanie pokusić się o stwierdzenie, że trylogia „Delirium" jest tak znana jak „Igrzyska śmierci". Czytałam mnóstwo pozytywnych recenzji, choć nie brakowało i negatywnych. Ale pośrednie też się zdarzały. Otaczała mnie grupka znajomych i przyjaciół, którzy zarazili się tą książką. Więc jak mogłam jej nie przeczytać?

 

Mam pomysł. Nazwijmy miłość chorobą. Niech ludzie boją się zarazić. Niech wiedzą jak negatywne skutki przynosi amor deliria nervosa. Niech chowają się w domach i zasuwają żaluzje ze strachu. Miłość to choroba. Miłość to szaleństwo. Jest okrutna, bezlitosna. Niszczy każdego, kto się zarazi. - A co z przyjaciółmi? - Wymażmy im pamięć. Znajdźmy lekarstwo. Niech wierzą, że tylko dzięki niemu zdołają przetrwać. Wprowadźmy godzinę policyjną. - A co jeśli ktoś się zbuntuje? - Nie zbuntuje się.

 

Witam na świecie, w którym miłość jest zakazana, a ludzie wierzą, że to najgorsza choroba, jaka dotknęła ludzkość. Ba, epidemia. I to najgroźniejsza ze wszystkich. Najsilniejsze uczucie, wiążące dwójkę zakochanych niewidzialnym węzłem zostaje zlikwidowane, by nie doszło do wojny. Co za ironia. Brak miłości, wszelkich uczuć i radości ma zapobiegać wojnom. To takie logiczne, prawda? Miasto – klatka. Szczury, które mogą robić tylko to, czego chce siła wyższa. Siła wyższa, która podaje szczurom zatruty ser, wmawiając im, że to dla ich dobra. A szczury wierzą. Miasto odgrodzone siatką podłączoną do prądu i strach rozsiany przez rząd. Najgorsze jest to, że człowiek po pewnym czasie zagłębiania się w treść zdaje sobie sprawę, że opisywany obrazek pseudo utopii, to w rzeczywistości wszystko to, na co patrzy przez okno.

 

Niewiele potrzeba, by zmienić ludzkie życie. Niestety to działa w dwie strony. Człowiek jest narażony na liczne niebezpieczeństwa, w tym wpływy z otoczenia i środowiska. Jeśli ktoś cierpi, można mu wmówić wszystko. Społeczeństwo w „Delirium" jest jak zbiorowy noworodek, który od samych narodzin uczy się żyć na określonych warunkach. Nikt ich nie kwestionuje. Nawet religia zostaje zmieniona w manifest. Dziecko odgrodzone belkami łóżeczka czeka na ten dzień, kiedy będzie mogło wyjść i stanąć na własnych nogach. Jedynym takim wyjściem okazuje się być ewaluacja, po której choroba zostaje zwalczona przez remedium – operację mózgu. Wszystko jest idealnie zaplanowane. Zabieg musi przejść każdy, kto ukończył osiemnaście lat. Oczywiście można do niego podejść wcześniej, ale dotyczy to jedynie wyjątkowych sytuacji. Wcześniej „pacjenci" otrzymują listę kilku nazwisk, by następnie wybrać jedną osobę, z którą będą sparowani. Na szczęście nie liczy się to, że się danej osoby nie znają, bo po zabiegu wszystko staje się obojętne. To jak wyssać z człowieka wszystkie uczucia i pozostawić na pastwę własnej apatii.

 

Muszę przyznać, że książka zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Minusem jest tylko to, że tę część dość długo się czyta. Tekst jest nieco zbity i czcionka także nie pomaga. Poza tym akcja na początku nieco się dłuży. Na szczęście to się szybko zmienia i książka staje się ciekawsza. Trzeba przyznać, że jest dość przewidywalna, ale nie umniejsza to całości aury, którą stwarza. W „Delirium" jest coś takiego, co trzyma i nie chce puścić. Cały czas rozmyśla się o treści i ma się ochotę poznać dalszy ciąg. Bohaterowie są dość wyraźnie zarysowani, więc od razu wiadomo kogo się lubi, a kogo nie. Im dłużej się czyta, tym bardziej wciąga. Czytanie tej części można porównać do rozgrzewającego się silnika. Na początku chłodny, stopniowo pracuje coraz szybciej, by na końcu poparzyć.

 

Czytałam i targały mną różne emocje. Denerwowałam się na idiotyczny system, godziny policyjne, przeżywałam każdą zmianę w sytuacjach i bohaterach. Uczestniczyłam w osaczaniu, poniżaniu i biciu. Bólu, strachu i apatii. Wyobrażałam sobie jak to jest bardzo kogoś lubić, czy nawet kochać, a potem zdać sobie sprawę, że za kilka dni to wszystko straci znaczenie. Myślę, że „Delirium" jest właśnie po to, by czytelnik zdał sobie sprawę z tego, ile ma i jak bardzo jest to ważne. Zmusza do radości z najmniejszych i większych rzeczy, gdzie przyjaźń, miłość, albo zwykłe wyjście z domu po 21:00 jest czymś wielkim. Miłość najbardziej boli i przynosi największą radość. Nawet oddech przed ewaluacją jest dobrem.

 

Kolejnym plusem jest utworzona na kartach tej powieści atmosfera. Czytelnik z łatwością może sobie wyobrazić zmiany, jakie zachodzą po zabiegu, choć dokładnie go nie zna. Opisy są plastyczne i ciekawe, a kiedy akcja zaczyna się rozkręcać, chce się po prostu czytać. Aż w końcu nadchodzą. Dziesiątki, setki... Nie. Tysiące. Miliony i miliardy małych igiełek uderzających w ciało, biegnących od czubków palców wzdłuż kręgosłupa, aż do nóg. Dreszcze. Gdy już się zjawią, jeszcze długo penetrują ciało, jakby chciały powiedzieć – tak, to co czytasz JEST dobre.

Ewa Król

W świecie, w którym miłość uznawana jest za chorobę zakaźną, nie ma miejsca na szczery śmiech, na śpiew i beztroski taniec, a tym bardziej na głębokie, prawdziwe uczucia. Każdy obywatel osiągający osiemnasty rok życia poddawany jest zabiegowi mającemu pozbawić go zalążków amor deliria nervosa, które istnieją w każdym organizmie. Ewaluacja ma zapewnić szczęście, stałość i bezpieczeństwo. Ale czy w takim sztucznym społeczeństwie można w ogóle żyć?

 

Lena właśnie skończyła szkołę i odlicza czas do wywiadu w laboratorium, który ma prowadzić do zabiegu ewaluacji. Podekscytowana perspektywą osiągnięcia zdrowia i spokoju, a także szansą zostania sparowaną z niezłym facetem, jest święcie przekonana, że miłość to straszna, śmiertelna choroba. Nie tylko ona – od lat rząd amerykański podtrzymuje tę wersję, przeprowadzając operacje na mózgach obywateli oraz surowo karząc za nieposłuszeństwo oraz wykazywanie objawów delirii. Jednak czy nikt nie podejrzewa, że pozabiegowa niezdolność do okazywania (i posiadania!) prawdziwych, ciepłych uczuć, zakaz dawania wyrazu radości czy cenzurowanie literatury i muzyki to przerażająca propaganda? Ależ oczywiście, że podejrzewa, i to nie jeden – a całe rzesze przeciwników rządu, nazywanych Odmieńcami. Podczas gdy dorośli bezwiednie poddają się polityce, a uczniom wpaja się, że Romeo i Julia to utwór instruktażowy traktujący o skutkach popadnięcia w delirię, niezliczeni przeciwnicy kryją się w odizolowanej Głuszy, żyjąc w miłości na wzór reszty świata. I chociaż Lena doprawdy jest wzorową i bojaźliwą obywatelką, wiele się zmienia, gdy na scenę wkracza tajemniczy Alex.

 

Może się wydawać, że oto jest wstęp do romansu z tłem zabarwionym fantastyką, lecz jest zgoła inaczej – Delirium to świetny thriller science-fiction, którego skrajna antyutopijność przytłacza i szczelnie zaciska macki wokół czytelnika. Nie dajmy się zwieść pozorom – choć Lena z początku opiera się uczuciu, które powoli się do niej zbliża, z czasem ulega – daje się zarazić zgubną amor deliria nervosa. Obiecuję Wam jednak, że nie będzie tu długich stron mdławych wyznań i niezliczonych pocałunków – za to mogę zapewnić, że szybko rozwija się akcja, która wytwarza świetne napięcie. Mogę to podeprzeć faktem, że to nie romans jest tu pierwszoplanowy – pierwsze skrzypce grają: dowiadywanie się o innym, prawdziwym świecie, rozróżnianie propagandy od prawdziwego zła, a w konsekwencji – ryzyko, ale i działanie. Za nic w świecie nie mogę powiedzieć, o co dokładnie chodzi, ale mogę obiecać, że czas poświęcony lekturze Delirium nie będzie czasem straconym!

 

Autorka powieści, Lauren Oliver, zasłużyła na ogromne brawa – rzeczywisty świat przebrała w przerażającą, ale przy tym bardzo realistyczną, kreację pełną zimna, kamuflowanego smutku i zguby, natomiast przemyślane detale dopełniły tu dzieła. Każdy rozdział opatrzony jest cytatem – większość z nich pochodzi z Księgi szczęścia, zdrowia i zadowolenia, czyli swego rodzaju kodeksu, który w nowym świecie ma normować życie ludzi – o ile można nazwać ich jeszcze ludźmi. Stworzenie konkretnych reguł i zapisków, a także posługiwanie się realnymi tekstami (głównie poezją) stwarzają przejmujący nastrój grozy zdającej się czyhać na realny świat. A stworzenie tak dobrej i dopracowanej scenerii nie jest zadaniem łatwym.

 

W zasadzie jedyną wadą, jaką jestem w stanie wskazać, jest interpunkcja w polskim tłumaczeniu. W całej książce pojawia się wyraźna tendencja do omijania problematycznych przecinków, zdająca się mówić: jeśli nie jesteśmy pewni interpunkcji, lepiej ją zignorować. Na szczęście są to przypadki nie aż tak nagminne, więc jestem w stanie przymknąć na nie oko ze względu na szeroką gamę plusów, jakie można przyznać treści, tłumaczeniu, a także stronie technicznej (wreszcie trafiłam książkę bez literówek!).

 

Jeśli jesteście fanami thrillerów lub science-fiction lub powieści antyutopijnych albo wątków romantycznych, bądź też powieści młodzieżowych (ale uwaga: tak klasyfikowana jest ta powieść, ale moim zdaniem wcale nie jest to młodzieżówka – spokojnie mogą sięgnąć po nią starsi odbiorcy) – czytajcie. Dla każdego coś miłego, doskonały pomysł ubrany w doskonałą fabułę. Zostaje mi jedynie pozazdrościć pani Oliver talentu i przyklasnąć z uznaniem.

Joasia J

Dziś, w te jesienne popołudnie, przychodzę do Was z serią, która nie tylko trwale zagościła w moim sercu, oplatając znaczną jego część grubymi korzeniami, ale przede wszystkim wysunęła się na czołowe miejsce ulubionych młodzieżowych trylogii. Dziś przychodzę do Was z nieszablonową i oryginalną serią „Delirium"!

 

Wyobraźcie sobie świat, w którym miłość i wszelkie jej pochodne uczucia, to choroba. Choroba, uznawana przez państwo jako śmiertelna, zaraźliwa dolegliwość, która mocą swojego oddziaływania, zdolna jest przenosić się na innych. Miłość, to przypadłość, która dotyka tylko nieopieszałych śmiałków, gotowych wyrwać się przed szereg. Nieokiełznanych szaleńców, których rząd zamyka w specjalnych ośrodkach zamkniętych, poddając leczeniu. Normalne, posłuszne państwu społeczeństwo, w wieku osiągnięcia pełnoletniości, oddaje się bowiem specjalnemu, bolesnemu zabiegowi, w wyniku którego ma odczuwać zdecydowanie mniej, ma wyleczyć się z miłości, która w ich świadomości, prowadzi tylko do zepsucia moralnego i rozwiązłości.

 

Frazesy, powtarzane i kultywowane od lat, z pokolenia na pokolenie utrwalając się w ludzkim światopoglądzie sprawiły, że społeczeństwo to posłuszna, uległa masa ludzi, która swoim chłodnym podejściem i wybrakowanym zachowaniem, o wiele bardziej przypomina bezuczuciową maszynę, robota, niezdolnego do wyrażania emocji. Państwo sportretowane przez Lauren Oliver, to nudne i przewidywalne społeczeństwo, uległe dyktatorskiemu systemowi, zamknięte na drugiego człowieka. Jego szeregi zasilić ma Lena, główna bohaterka powieści. Dziewczyna sama niedługo zostanie poddana zabiegowi, który stanowić ma najlepsze antidotum na zaraźliwą miłość. Dla nastolatki to bowiem obietnica spokojnej, bezproblemowej przyszłości, której doświadczyć już nie mogła matka dziewczyny, przed laty pokonana przez nieokiełznaną euforię, specyficzną dla choroby miłości. Lena, oprócz zabiegu, przechodzi również szereg specjalnych testów, mających docelowo sparować ją z odpowiednim mężczyzną.

 

W dniu długo oczekiwanej operacji, dziewczyna poznaje tajemniczego Alexa, chłopaka, który stopniowo porusza w sercu Leny zastane struny, uwalniając piękne i wyzwalające uczucie miłości. Dziewczyna dopiero u boku odważnego chłopaka, doświadcza prawdziwego smaku życia, z jego gorzko-słodkim posmakiem i całym emocjonalnym inwentarzem. Para decyduje się uciec z ograniczającego państwa i już w dalekiej Głuszy, wolnego od zakazów miłosnych uniesień terenu, rozpocząć szczęśliwe życie zakochanych, z całym jego bogactwem euforii i namiętności. Jednakże, czy w dobie powszechnej cenzury i kontroli, zakochana para jest w stanie wygrać z państwem, które tylko pozornie troszczy się o sprawę swoich mieszkańców? Czy uczucie łącząca Lenę i Alexa zburzy mit o nieuleczalnej chorobie miłości?

 

Lauren Oliver, w swojej trzytomowej serii "Delirium", stworzyła niezwykle oryginalny, alternatywny świat, zdominowany przez chory system. W swoich codziennych, literackich podróżach nie miałam nigdy wcześniej okazji doświadczyć bogactwa tak skrajnych emocji i uczuć. Świetnie nakreśleni, żywi i autentyczni bohaterowie, z którymi nie sposób się nie zżyć. Państwo, powszechnie traktując miłość jako chorobę, wybrakowało ich z podstawowych człowieczych potrzeb: potrzeby bliskości, życia we wspólnocie, w końcu pełnego odczuwania swoich zachowań. Zarysowany pokrótce opis fabuły, to tylko początek całej tej barwnej i nieszablonowej historii. Kolejne dwa tomy to już otwarta walka z rządem i jego chorym, skomplikowanym porządkiem, to porcja cichych podchodów i wymagających zmagań, mających torować drogę do wolności obywateli. Historia Leny i Alexa całkowicie skradła moje serce, zaplątała myśli, ciosają je tylko w jedno krótkie słowo: "delirium".

 

Pewnie każdy z Was, chociaż raz w życiu, doświadczył porządnego książkowego kaca, który skutecznie uniemożliwiał mu sięganie po kolejne tytuły. Lauren Oliver i jej nieprzeciętna, absolutnie doskonała opowieść o dwójce młodych ludzi, którzy w świecie naznaczonym swoistym marazmem, chcieli tylko cieszyć się własną miłością, w całej palecie jej odcieni, zapewniła mi tygodnie głębokich rozmyślań o jej bohaterach i towarzyszącym im emocjonalnym zawirowaniom. Autorka sprawiła, że pojęcie miłości, ciosane dotychczas górnolotnymi słowami w całkiem typowych, przewidywalnych historiach, w jej książce nabrało zupełnie nowych, nieznanych mi wcześniej konturów. Jestem nieodwołalnie i bez reszty zakochana w opowieści o zakazanej miłości i odważnej walce o uczucia drugiego człowieka, przedstawionych w mrocznej scenerii despotycznego państwa. W tym miejscu chciałabym Wam absolutnie polecić tę niezwykłą opowieść, która jeszcze na długo po skończonej lekturze zostanie w Waszym sercu.

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież


Okładka wydania

Delirium

Dodatkowe informacje

  • Autor: Lauren Oliver
  • Tytuł Oryginału: Delirium
  • Gatunek: Powieści i opowiadania
  • Język Oryginału: Angielski
  • Przekład: Monika Bukowska
  • Liczba Stron: 360
  • Rok Wydania: 2012
  • Numer Wydania: I
  • Wymiary: 136 x 205 mm
  • ISBN: 978-83-7515-156-5
  • Wydawca: Otwarte
  • Oprawa: Miękka
  • Miejsce Wydania: Kraków
  • Ocena:

    5/6

    6/6

    4.5/6

    4/6

    5/6

    -

    5/6

    5/6

    5/6

    -

    6/6

Podziel się!

Oceń Publikację:

Na naszej stronie nie stosujemy reklam. ;)
Prosimy o dodanie naszej witryny do białej listy.
Ustawienia przeglądarki lub Biała lista (adblock)