W Mrok Andriej Diakow

Wybierz opinię:

Scathach

Na fali wielkiej i wciąż rosnącej popularności książek Metro 2003 i Metro 2034, które wyszły spod pióra rosyjskiego pisarza, jakim jest Dmitry Glukhovsky, postanowiono stworzyć międzynarodowy projekt, ukryty pod marką Uniwersum Metro 2033. Fantastyka postapokaliptyczna, której przedstawicielem jest Glukhovsky, za tematykę obiera sobie opowieść o świecie bezpośrednio po wielkim kataklizmie. Autor akcję swoich utworów ulokował w podziemiach moskiewskiego metra, gdzie ludzie za wszelką cenę starali się stworzyć normalne warunki do życia. To owa fabuła stała się kanwą do stworzenia projektu na szeroką skalę, w którym współuczestniczą pisarze z całego świata, dokładając swoją cegiełkę – kolejną powieść osadzoną w postapokaliptycznym świecie.
Andrzej Diakow jest jednym z nich. Powieść Uniwersum Metro 2033: Do światła to jego literacki debiut, debiut na tyle dobry i na tyle wyróżniający się z wszystkich tekstów tworzonych w ramach projektu, że został wydany krótko po Piterze Szymuna Wroczka. Ciekawostką jest, że autor na jej spisanie potrzebował jedynie dwu miesięcy. Około sześćdziesięciu dni wystarczyło, by całkowicie odmienić życie tego nieznanego dotąd człowieka. Jego książka zyskała wielką aprobatę fanów serii Metro, dając mu tym samym szansę na wydanie kolejnej powieści: W mrok, będącej kontynuacją poprzedniej, otwierającą jednak pole do napisania kolejnej, mimo początkowego założenia o dylogii.

 

Do światła stanowiło opowieść o Taranie oraz Glebie, których zadaniem było wyjaśnienie zagadki światła, dobywającego się najprawdopodobniej z Kronsztadu. W podróż wyruszyli wraz z ekipą zwiadowczą, niestety podczas ekspedycji wielu z członków grupy zginęło, a pozostali stanęli oko w oko z niechcianą prawdą. Taran i Gleb dostali się na Wyspę Moszczny, która to niespodziewanie przetrwała nuklearny wybuch, dając im tym samym szansę na normalne życie.

 

Akcja książki W mrok, rozpoczyna się po mniej więcej miesiącu od wydarzeń opisywanych w tomie poprzednim. Wyspa Moszczny przestaje istnień na skutek kolejnego nuklearnego wybuchu, przekreślając tym samym wszelkie nadzieje na życie bohaterów opowieści w dobrych warunkach. W ich głowach roi się od pytań bez odpowiedzi, pytań o sens tej katastrofy, o jej przyczynę, a także o osoby za nią odpowiedzialne. Jedynymi podejrzanymi wydają im się być ludzie chroniący się w petersburskim metrze. W ramach zemsty i próby poznania prawdy, ocalali z platformy wiertniczej Babel, grożą mieszkańcom metra i stawiają im ultimatum: albo wydadzą osoby winne kataklizmu, albo też do stacji wpuszczony zostanie śmiercionośny gaz, pozbawiający życia wszystkich, których dosięgnie.
Osobą odpowiedzialną za przeprowadzenie śledztwa staje się Taran. Jak się jednak okaże, dochodzenie będzie jego najmniejszym problemem. Ktoś bowiem włamał się do jego bunkra, porywając ze sobą Gleba. Mężczyzna stanie przed podwójną odpowiedzialnością: będzie musiał zapobiec wpuszczeniu do metra gazu, ale tez uratować życie swojego towarzysza.

 

W mrok, to powieść, której tytuł doskonale współgra ze stworzonym przez jej autora klimatem: duszna, napięta atmosfera jest wręcz wyczuwalna, gęstniejący mrok pochłania osobę siedzącą po drugiej strony książki, opanowuje go i daje poczucie wszechogarniającego zagrożenia. Autor doskonale buduje napięcie, czemu sprzyja podział publikacji na trzy równorzędne części:
Pierwsza, opiewa losy Tarana próbującego wypełnić zadanie, do którego został wytypowany.
Druga jest opowieścią o życiu Gleba od czasów porwania przez bandę Ogryzków. Trzecia z kolei, to próba złączenia ich losów w jedno i przestrzeń, w której fabuła zostanie doprowadzona do finału, a niemalże wszelkie zagadki rozwiązane. Autor stosuje jednak kompozycję otwartą, dając sobie samemu furtkę do napisania kolejnego tomu. Pozostawia pewne kwestie niedopowiedziane, wywołując u czytelnika nadzieję i apetyt na jeszcze większą dawkę tej bardzo dobrej prozy.

 

U Diakowa niebywale ważną kwestią jest jego skłonność, to tłumaczenia motywów postępowań wszelkich bohaterów. Dzięki tym zabiegom, czytelnik nie pozostaje zostawiony sam sobie ze swoją niewiedzą, lecz posiada pełną świadomość motywacji do działań osób, których losy śledzi. Nie oznacza to jednak, że pisarz skazał wyobraźnię na nudne oczekiwanie na inną książkę: wszelkie szczegóły dozuje jednak z wielkim wyczuciem, pozostawiając możliwość dopowiedzenia reszty przez nasze wyobrażenia.
Bohaterami książek Diakowa nie są jedynie ludzie: w jego publikacjach mnoży się od stworzeń będących hybrydami i mutantami, które niczym postaci z koszmarów towarzyszyć nam będą przez całą lekturę.

 

Nie muszę chyba dodawać, że książkę jak najbardziej polecam – zarówno fanom postapokaliptycznej fantastyki w ogóle, miłośnikom projektu Uniwersum 2033, ale też wszystkim tym, którzy potrzebują sporej dawki adrenaliny w literaturze i którzy chcą dać się porwać w mrok...

 

http://metro2033.pl/
Na stronie tej znajdziecie wszystkie najnowsze informacje dotyczące projektu, w tym wiadomości o najnowszej książce z serii – Korzeniach nieba.

Dosiak

Po pierwszej książce Andrieja Diakowa nie spodziewałam się zbyt wiele, ponieważ uważałam, że jedynie Dmitry Glukhovsky jest w stanie stworzyć dobrą historię osadzoną w postapokaliptycznych realiach, w których ludzie ocalali z katastrofy nuklearnej, żyją w tunelach rosyjskiego metra. Na szczęście okazało się, że nie miałam racji, bo Diakow udowodnił, że potrafi napisać emocjonującą i ciekawą opowieść wpisującą się w uniwersum Metro 2033. Po drugą powieść jego autorstwa sięgnęłam już bez żadnych uprzedzeń, za to z dużymi oczekiwaniami. Jednak tym razem jestem trochę rozczarowana, mimo że ogólnie powieść mi się podobała. Niby wszystko zostało dobrze obmyślane i opisane, fabuła trzyma w napięciu i na brak nudy narzekać nie można, ale mimo wszystko powieść W mrok nie oczarowała mnie tak bardzo jak Do światła.

 

Historia wielokrotnie pokazała, że człowiek jako gatunek nie potrafi uczyć się na błędach. Nie bierze sobie do serca porażek przodków, nie stara się wyciągnąć wniosków z minionych zdarzeń, tylko wciąż pragnie więcej i więcej. Nawet po upadku cywilizacji, gdy ludzie żyją pod ziemią jak szczury, to i tak spiskują przeciwko tym, którym wiedzie się trochę lepiej. Ktoś pozazdrościł mieszkańcom wyspy Moszczny – jedynego, nadającego się do życia skrawka ziemi i przy użyciu bomby nuklearnej po prostu unicestwił ten ostatni bastion normalności. Uratowało się zaledwie kilkanaście osób, przebywających w momencie wybuchu na pływającej platformie wiertniczej. Oskarżenie o atak padło na egzystujących w petersburskim metrze. Winny musi zostać odnaleziony i ukarany w przeciągu tygodnia. W przeciwnym razie wszyscy zginą, ponieważ ci, którzy musieli z oddali obserwować śmierć swoich bliskich, poprzysięgli zemstę chowającym się w metrze ocalałym. Do przeprowadzenia śledztwa wyznaczono doświadczonego stalkera Tarana. Jednak, gdy mężczyzna zaczyna angażować się w sprawę, ktoś uprowadza jego przybranego syna Gleba. Czas bezlitośnie ucieka, a Taran musi zmierzyć się z powierzonym zadaniem, lękiem o życie dziecka, a także pogarszającym się stanem zdrowia.

 

Na ostatnich kilku stronach książki zamieszczono słowo od autora, w którym Andriej Diakow wyjaśnia jak zaczęła się jego przygoda z pisaniem, jak wyglądały prace nad obiema książkami itd. Pisarz stwierdził, że W mrok to historia znacznie bardziej dopracowana i dojrzała niż debiut. Zaskoczyło mnie to wyznanie, bo w mojej ocenie kontynuacja wypada gorzej niż pierwsza powieść, chociażby z tego względu, że w trakcie lektury tej historii odczułam przesyt motywami związanymi z ukrytym przed większością, na poły legendarnym miejscem, w którym ludzie wiodą spokojne i dostatnie życie. W debiucie Diakow skorzystał już z podobnego pomysłu i to na nim oparł całą fabułę. Teraz znów pojawił się ten sam wątek i zaczynam się zastanawiać ile jeszcze tajnych obiektów, pływających osad i wojskowych baz bohaterowie odnajdą. Poza tym sposób uprowadzenia Gleba wydał mi się dość naiwny. W pierwszej części chłopak przeszedł już chrzest bojowy i wyglądało na to, że poznał stalkerskie sztuki oraz zasady zapewniające bezpieczeństwo, a teraz dał się podejść porywaczom jak małe dziecko.

 

W ogólnym ujęciu powieść wypada dobrze i nie dostrzegłam więcej mankamentów niż te opisane we wcześniejszym akapicie. Akcja pierwszej książki Diakowa w większości rozgrywała się na powierzchni opanowanej przez mutanty złaknione ludzkiej krwi, ale w kontynuacji autor postanowił zabrać czytelnika na wyprawę przez mroczne, rządzące się różnymi prawami stacje. Naprzemiennie towarzyszyłam Taranowi w poszukiwaniach syna i Glebowi w jego szalonej i niebezpiecznej wędrówce przez kolejne opuszczone lub nieznane dotąd tunele. Dzięki temu mogłam poznać cały przekrój mieszkańców petersburskiego metra. Jedne stacje słyną z porządku i kwitnącego handlu, inne jawią się jako grobowce, w których nic dobrego nie może człowieka spotkać, a jeszcze inne stanowią azyl dla mikrospołeczności odcinających się od całej reszty rozlokowanej w metrze. W każdym korytarzu na bohaterów czeka inne wyzwanie. Czasami muszą zmierzyć się ogromnymi robakami lub ominąć Czarnego Sanitariusza, który chodzi od stacji do stacji i pali zarażonych dżumą, a czasem spotykają bratnią duszę i poznają kolejną tragiczną historię kogoś, kto ponad dwadzieścia lat temu stracił rodzinę i przyjaciół w katastrofie. Podczas tej wędrówki zarówno Taran jak i Gleb uczą się czegoś nowego. Taran przekonuje się, że życie przybranego syna jest dla niego najważniejsze, dlatego zrobi wszystko, by go uratować. Natomiast Gleb musi bardzo szybko dojrzeć i wyzbyć się dziecinnych mrzonek. Diakowowi należy się uznanie za kreacje tego bohatera, ponieważ chłopak przeszedł znaczną metamorfozę. Z niepewnego siebie, lękliwego dziecka zmienił się w odważnego i mającego zasady nastolatka. Jestem bardzo ciekawa jak dalej rozwinie się ta postać.

 

W mrok nie odbiega pod względem dynamiki akcji od innych powieści z uniwersum Metra 2033. Czytelnicy spragnieni spektakularnych scen walki z mutantami czy wrogimi obozami z metra na pewno będą usatysfakcjonowani ich ilością. Stalker bardzo często wdaje się w mniej lub bardziej poważne potyczki, a pogarszające się zdrowie i ogólne wyczerpanie organizmu sprawiają, że coraz trudniej mu wygrywać za każdym razem, co podtrzymuje napięcie w tych fragmentach. Wiele razy pisałam już, że science fiction nie należy do moich ulubionych gatunków, ale powieści postapokaliptyczne stanowią wyjątek. Nie ważne czy chodzi o apokalipsę zombie, czy wojnę nuklearną – dobrym postapo nigdy nie pogardzę. Niewątpliwie do wartościowych historii w tym stylu należą książki Andrieja Diakowa. Polecam, zwłaszcza, jeśli jeszcze nie mieliście okazji znaleźć się w mrocznym, powoli niszczejącym rosyjskim metrze.

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież


Okładka wydania

W Mrok

Dodatkowe informacje

Podziel się!

Oceń Publikację:

Na naszej stronie nie stosujemy reklam. ;)
Prosimy o dodanie naszej witryny do białej listy.
Ustawienia przeglądarki lub Biała lista (adblock)