Kroniki Ellie Tom 1 Wojna Się Skończyła, Walka Wciąż Trwa

Autor: John Marsden

Okładka wydania

Kroniki Ellie Tom 1 Wojna Się Skończyła, Walka Wciąż Trwa

Dodatkowe informacje

  • Autor: John Marsden
  • Tytuł Oryginału: While I Live
  • Seria: Kroniki Ellie (Tom 1), The Ellie Chronicles #1, Kontynuacja serii Jutro
  • Gatunek: Fantasy & SFPowieści i opowiadania
  • Język Oryginału: Angielski
  • Przekład: Anna Gralak
  • Liczba Stron: 304
  • Rok Wydania: 2013
  • Numer Wydania: I
  • Wymiary: 140 x 200 mm
  • ISBN: 978-83-240-2360-8
  • Wydawca: Znak literanova
  • Oprawa: Miękka
  • Miejsce Wydania: Kraków
  • Ocena:

    3/6

    -


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

Wybierz opinię:

Kadzia

7 - tomowa seria "Jutro" zdobyła sobie serca czytelników na całym świecie, w tym także i moje. Saga była bowiem pełna akcji, sensacji, z dobrą dawką romansu i humoru, a czytanie jej wywoływało często skrajne emocje.
"Jutro" doczekało się sequela w postaci "Kronik Ellie". Ta druga książka została napisana 4 lata później i chociaż powiązana z pierwszą, ukazuje całkowicie inną historię.

 

Od zakończenia wojny minęły 4 miesiące. Ellie Linton w tym czasie zaczyna przyzwyczajać się do nowego, spokojnego życia z rodziną. Jej sielankę przerywa strzelanina, do której dochodzi gdy dziewczyna jest z dala od domu. Miejsce ma napad, w którym giną jej rodzice. Tym samym zaczyna się walka o jej własny byt. Na Ellie spoczywa jednak kolejny obowiązek. Chłopiec, którego rodzice dziewczyny adoptowali po wojnie: Gavin. Jak potoczą się dalsze losy bohaterki?

 

Bardzo mocnym atutem w "Jutrze" była wszechobecna akcja. Tego samego spodziewałam się więc w "Kronikach". Niestety mimo mocnego początku, kolejne sto stron przybliżyło mi tylko nudne życie na farmie i opiekę nad 11-letnim chłopcem.
Spodziewałam się także rozdzierającego serce romansu, który również miał miejsce w poprzedniej serii. Tu zawiodłam się po raz drugi. Opis zapowiadał ciekawe sceny z Lee i Ellie w roli głównej, okazał się jednak dla mnie mylący, co działa na niekorzyść lektury.
Na szczęście powieść Johna Marsdena nie zawiera tylko licznych wad. Wielkim plusem był spór Ellie z prawnikiem, który został rozwiązany po mistrzowsku.
Niestety fabułę w tych dwóch powiązanych ze sobą seriach dzieli ogromna przepaść.

 

W "Kronikach" spotykamy się z bohaterami poznanymi już wcześniej, ale zawieramy także nowe znajomości.
Największą przemianę możemy dostrzec u Ellie, która to zmieniała się już z każdym tomem "Jutra". Wtedy mimo słabszych dni i tragicznych zdarzeń pozostawała silna i dynamiczna. Tym razem była prawie wypruta z emocji, zniszczona przez życie. Jej poczucie humoru zniknęło zupełnie, a zastąpiła je potrzeba opieki nad Gavinem.
Co do samego zainteresowanego, denerwował on swoim zachowaniem i wiecznym oburzeniem. Zachowywał się jak rozpuszczone dziecko, chociaż momentami miał przebłyski i pomagał dziewczynie opiekować się domem.
Pozostaje jeszcze kwestia Lee, Homera, Kevina i Fi, którzy razem z główną bohaterką przeżyli wojnę.
Kevin nie pojawił się w ogóle, a pozostała trójka występowała tylko epizodycznie. Ich w tej powieści brakowało najbardziej. Siły przyjaźni, która ich łączyła, oraz ostrych kłótni czy zabawnych momentów.

 

Johna Marsdena bardzo chwaliłam za wyczucie do czytelnika. Pisarz imponował mi swoim stylem, swoimi opowieściami zawierającymi mnóstwo uczuć. Jednak w "Kronikach" przy języku napotkałam opór. Narratorka, którą jest Ellie przechodzi tak wielką zmianę, że jej przygody nie rozśmieszały mnie, a nawet się nimi nie przejmowałam. Brakowało mi tego "wow", czym Marsden często mnie zachwycał.

 

Dlaczego wymieniłam prawie same błędy, mankamenty? Zawiodłam się. To co przeżyłam w "Jutrze" zostanie ze mną na zawsze, a w "Kronikach" minęło bezpowrotnie.
Nie podoba mi się sposób w jaki autor rozwiązał kilka sytuacji, nie oczekuję również kolejnej części tak jak czekałam na tę.
Książka ta jednak nie jest beznadziejna. Jest na dobrym poziomie czytelniczym, tylko ja spodziewałam się po niej o stokroć więcej.

Vivienne

Seria Jutro wstrząsnęła światem. Dosłownie. Książki napisane przez Johna Marsdena zaskarbiły sobie ogromną grupę fanów, gdyż słów krytyki jeszcze nie spotkałam. I nie ma się co dziwić, ponieważ cała seria, jak i jej kontynuacja, która na początku lektury wydawała mi się niewypałem, to naprawdę wartościowy kawałek literatury dla młodzieży. Autor porusza dość szeroką gamę tematów poważnych i interesujących. Takich, które na pewno zaciekawią młodego i starszego czytelnika. Lecz zanim opowiem o ów fenomenie, zarysuję fabułę pierwszego tomu trylogii noszącej tytuł „Kroniki Ellie".

 

Wojna się skończyła, lecz Ellie bardzo szybko przekonuje się, że nie jest bezpiecznie. Wraz z Homerem i Gavinem znajduje martwe ciała swych rodziców i wie, że to nie był wypadek. Bo kto chodziłby z karabinami po wsi i strzelał do ludzi? Podejrzewa, że żołnierze zza granicy pragną zemścić się na niej oraz jej kraju za pozbawienie ich ziemi, o którą tak zaciekle walczyli, chcąc odebrać ją prawowitym właścicielom. Lecz oprócz śmierci rodziców i mamy jej zmarłej przyjaciółki, Corrie, dziewczyna ma również inne kłopoty. Takie jak wyciąganie dupska Homera z rąk wroga, konfrontację z Lee oraz prawnika, który czyha na farmę jej rodziców. Niemniej Ellie nie poddaje się i z całych sił próbuje wyciągnąć swoje gospodarstwo z finansowego dołka. Nic nie jest łatwe, gdy straci się najważniejsze osoby w swoim życiu, a Ellie pozostało niewiele takich ludzi, których od teraz musi chronić.

 

Głównie rzucającą się w oczy różnicą między „Kronikami Ellie", a wszystkimi częściami z serii Jutro, jest niemal całkowity brak walk. Było ich zaledwie dwie, które wydawały mi się nieco pozbawione emocji jak w poprzednich tomach. Chociaż, z drugiej strony, nie powinno nas to dziwić, gdyż wojny już nie ma. A przynajmniej tej oficjalnej. Pomijając ten czynnik, którego zabrakło w książce, jest również delikatna zmiana w stylu autora. Wyczuwałam pewną sztywność w prowadzeniu narracji, co zapewne ma swoje uzasadnienie w kilkuletniej przerwie Marsdena między tymi częściami. Ellie wydawała się niekiedy wyprana z uczuć, co po minutach czytania przypisałam skutkach doświadczeń oraz przeżyć.

 

Ostatecznie stwierdzam z czystym sumieniem, że spędziłam naprawdę miłe chwile przy „Kronikach Ellie" i nie żałuję, że postanowiłam się za nią zabrać. Marsden zaskakiwał mnie na niemal każdej płaszczyźnie. Nie sądziłam, że w taki sposób wyjaśni, a raczej zapobiegnie wyjaśnieniu się spraw między Ellie i Lee. Byłam zaskoczona, gdy dowiadywałam się o kolejnym ataku zbuntowanych żołnierzy. To, czego nie mogę zarzucić autorowi, to banalność i kierowanie się oczywistymi wyjściami z sytuacji.

 

„Kroniki Ellie" to godna i naprawdę przyzwoita kontynuacja serii Jutro. John Marsden miał na nią pomysłową wizję oraz wykonanie. Jeżeli miałabym go o coś poprosić, to na pewno o więcej ferworu walki, wtedy czuć życie w Ellie, czuć jej emocje. A każdego zainteresowanego tą pozycją zachęcam do kupna.

 

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież


Współpracujemy z: