Zła Miłość

Autor: Aleksander Sowa

Okładka wydania

Zła Miłość

Dodatkowe informacje

  • Autor: Aleksander Sowa
  • Tytuł Oryginału: Zła Miłość
  • Gatunek: Powieści i opowiadania
  • Język Oryginału: Polski
  • Liczba Stron: 58
  • Rok Wydania: 2010
  • Numer Wydania: I
  • ISBN: 978-83-62480-88-3
  • Wydawca: E bookowo
  • Miejsce Wydania: Sosnowiec
  • Ocena:

    4/6

    3/6

    5/6

    5/6

  • Typ: ebook

Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

Wybierz opinię:

Orchisss

Z okładki:
Niezwykła historia opowiedziana ustami sześcioletniej dziewczynki. Przypowieść dla dorosłych o tym, co w życiu najważniejsze. O pięknie, przeznaczeniu, grzechach czy samotności. Zainspirowana snem historia pewnej miłości, która zdarzyła się kiedyś naprawdę...

 

Nie przejdziesz obok niej obojętnie.

 

Zmuszona jestem rozpocząć od wyznania, że jestem średnią, a właściwie to żadną fanką opowiadań. Z bólem stwierdzam, że niestety czytelniczo zdecydowanie idę na ilość (stron). Nie raz z poglądem mym upartym przeprosić się musiałam (vide: Amelie Nothomb). A dlaczego krótkich form nie lubię? Bo są krótkie, często dużo mniej konkretne niż opasłe tomiska, wymagają większego skupienia, większego zrozumienia, większej wrażliwości ... Czasem miewam po prostu ogromne problemy z poczuciem klimatu w tak krótkim czasie.

 

"Zła miłość" to historia opowiedziana przez sześcioletnią Anię. Historia, historia ... strzęp właściwie - flesz. W jednym zdaniu - Ani przytrafił się proroczy sen, który ma ją uchronić od popełnienia błędu w przyszłości. Czy uchronił? Pytanie jest retoryczne. Przynajmniej dla mnie.

 

Ciekawym zabiegiem jest wplatanie "bajek" - chociażby pięknej bajki o gwiazdach. Zdradzić treści nie mogę, bo to kluczowa część opowiadania. I przyjemność bym popsuła. Autor bije u mnie plusy również językiem - czysta, nieprzekombinowana polszczyzna. Uprawia rozważania o miłości, przeznaczeniu, pięknie. Troszkę w tych przemyśleniach trąca mi nieznośnie znielubianym Paolo Coelho - na szczęście pan Sowa nie uderza w taki banał, jak uprzednio wspomniany. Jednak jak na 6-letnią narratorkę - język jest zbyt dojrzały. Podobnież jak przemyślenia czy spojrzenie na życie i świat. I to odbiera autentyczność historii. Jednak nie o nią tutaj chodzi.

 

Cała historia napisana jest w konwencji snu. Elementy, które z pozoru wyglądają na realistyczne, okazują się być wyjęte z marzeń sennych i nieprzystające do tego, co zwykliśmy uważać za "normalne". Narratorka uprzedza nas, iż jest to sen -opowiada go swojemu ojcu. Jako, że 6-letnia bohaterka postanowiła zostać pisarką - bawi się czytelnikiem i nie wiemy do końca, czy był to jej sen, czy tylko zabawiła się w wymyślanie historii.

 

Podsumowując - nie do końca moja bajka czytelnicza, wolę bardziej skonkretyzowane historie. Nie można jednak odmówić autorowi pomysłu i w miarę konsekwentnej jego realizacji. Niektóre myśli były bardzo celnie i prawdziwie proste w swojej oczywistości. Odniosłam jednak wrażenie, że niektóre wątki zostały niedokończone, urwane. Być może taki właśnie był zamysł autora i ja tego nie pojęłam. Sami przeczytajcie i oceńcie.

Bujaczek

Tą książkę przeczytałam już parę dni temu, ale nadal zupełnie nie wiem co mam o niej napisać. Mała, cienka książeczka, a wywołała taką burzę myśli. Na początku czytania i gdy skończyłam czułam pustkę. Nic, żadnych uczuć, przemyśleń. Nawet nie potrafiłam stwierdzić czy książka mi się podobała.

 

Narratorką jest 6-letnia Ania. Dziewczynka opowiada sen (a może to nie sen?) swojemu ojcu. Sen ma na celu przekazanie nam czegoś, nauczenie. Mówi o miłości, życiu, ludzkich wyborach. O tym, że naszym postępowaniem możemy ranić innych. O tym, że czasem musimy zaryzykować. To wszystko znajduje się w kilku opowiadaniach powiązanych ze sobą, oprócz paru wątków które są nie potrzebne...

 

Książkę czyta się szybko mimo rażących literówek, wydanie też jest takie sobie. Dziwienie również zasób słów u 6-latki. No i skąd u 6-latkitaka mądrość? Chyba, że to dorosła dziewczyna, ale tak lepiej jej sobie uświadomić to co jest. Na końcu książki odniosłam takie wrażenie jakby Ania była dorosła, miała problem i tak z nim radziła. Czy polecam? Nie wiem... Może powiem tak. Nie żałuje, że ją przeczytałam, ale też nie wiem czy ją zrozumiałam. A jak polecić coś co się nie rozumie?

Indyvidualna

Miłość jest dla mnie tylko słowem.
Słowem wybitnie obrzydliwym, plugawym i niosącym ze sobą tylko cierpienie. Książki, w których owo słowo występuje od jakiegoś czasu mnie drażnią, wybitnie irytują, a opisy romantycznych chwil często sprawiają, że powieści z łoskotem lądują na podłodze.
Wszystko przez to, że mnie miłość omija szerokim łukiem.
Co z tego, że ja kocham, skoro nikt tej miłości ode mnie nie chce?
Od maja przestałam odczuwać jakiekolwiek pozytywne uczucia, a względem ludzi czuję tylko coś na kształt milczącej pogardy.
Dlaczego?
Ludzie obiecujący mi to, co nazywają miłością dawali mi tylko kolejne beznadziejne słowo: nadzieja, którą szybko zbierali zostawiając mi tylko płacz i rozszarpaną na strzępy duszę, której obecnie już nie posiadam.

 

Do noweli Aleksandra Sowy zabierałam się długo.
Naprawdę nie miałam ochoty czytać o tym beznadziejnym uczuciu, które zawsze mnie omijało (i omija), ale w końcu postanowiłam zajrzeć do Złej miłości i przekonać się, co autor ma w tej kwestii do powiedzenia.

 

Akcja rozpoczyna się w chwili, gdy sześcioletnia Ania postanawia opowiedzieć swojemu ojcu niezwykły sen, który przyśnił się jej pewniej nocy.
W nocnej marze dziewczynce ukazuje się mały, błękitnooki chłopiec, który zabiera ją w niezwykłą podróż, dzięki której mała Ania dostrzegła jak można nieświadomie lub świadomie ranić innych, jak zabijać w sobie miłość, która jest jednym z cenniejszych celów w życiu.

 

Z początku miałam wątpliwości, co do nowelki.
Co na temat miłości może powiedzieć sześcioletnie dziecko? Przecież taki dzieciak nic na ten temat nie może wiedzieć, ba, niektórzy dorośli nie wiedzą jak zdefiniować miłość, a co dopiero taka maleńka dziewczynka. Szybko jednak przekonałam się, że wszystkie te mądrości i ciekawe porównania włożone w usta sześcioletniej dziewczynki to słowa osoby już dorosłej, doświadczonej, mieszkającej w skorupce zbudowanej ze złych uczynków i grzechów. Osoby, która potrafiła się z tej skorupki wydostać dzięki czyjejś miłości.

 

Książka przypomina mi pouczającą metafizyczną bajkę, którą można przeczytać komuś na dobranoc, a potem długo o niej rozmawiać, zachwycać się magicznym doborem słów, wrażliwością, piękną treścią i leciutką mgiełką niezwykłości płynącej znad szeleszczących stron Złej miłości.
Nowelka nie jest tylko do przeczytania, a do zrozumienia, do zatrzymania się i zadumania nad uczuciami, nad własnymi wyborami i wreszcie nad samym sobą. Zdecydowanie polecam wszystkim, którzy potrafią zatrzymać się w pogoni za słowami, zachwycić się pięknymi, metaforycznymi opisami uczuć.
Osobiście jestem zachwycona Złą miłością, chociaż sama miłość nigdy do mnie nie przyjdzie. Nie ma, po co, bo ja i tak w nią już nie uwierzę.

LadyBoleyn

Emocji i uczuć niewątpliwie nie można wyłączyć. Jakkolwiek człowiek by chciał, zawsze w jego duszy budzi się pewnego rodzaju chochlik, który pobudza serce i zmysły za każdym razem, gdy obserwujemy wydarzenie złe, bądź też i dobre. Rodzaj ludzki jest wyjątkowy głównie dlatego, że posiada mądrość, możliwość rozumowania oraz okazywania uczuć. To ostatnie można czynić w różny sposób – niektórzy otwarcie mówią o tym, co czują, inni też ukrywają swą twarz pod maską obojętności, dopiero w samotności wybuchając radością lub całkowitym znienawidzeniem do świata. Emocje są wszędzie – w śmiechu dziecka, w muśnięciach dłoni przypadkowych ludzi, w pocałunkach zakochanych, w promieniu słońca. Zawarte zostały również w filmach i książkach. Z niektórych utworów aż wylewa się przesłanie i pragnienie autora, aby czytelnik zrobił krok do przodu i zrozumiał to, co chce mu przekazać. „Zła miłość" to powieść Aleksandra Sowy, która otwiera drzwi – drzwi do świata, do którego wchodzi się swobodnie, a wychodzi niepewnie.

 

Główną bohaterką książki jest sześcioletnia Ania, która zarazem pełni rolę narratora. Niespełna sześć lat to niewątpliwie niewielki wiek i wielu z was mogłoby przyznać, że dziewczynka za dużo na temat świata nie wie, a jej słowa będą raczej dziecięcą opowiastką. Ania jednak jest inna – wypowiada się z ogromną rozwagą, jednak zarazem pozostaje tym samym przestraszonym dzieckiem, które poznaliśmy na pierwszych stronach lektury. Dziewczynka opowiada swojemu tacie sen, który sprawił, że zaczęła inaczej postrzegać siebie, jak i otaczający ją świat. Ta niezwykła mara rozpoczyna się od poznania tajemniczego chłopca, który wprowadza Anię do niezwykłego kręgu, zarazem mówiąc jej o miłości, przywiązaniu i szacunku do samego siebie oraz drugiego człowieka. Przedstawia jej kilka historii, które łącznie tworzą zbiór zasad, o jakich nie można szybko zapomnieć. Jednak, czy ten sekretny sen był jedynie przypadkiem czy też podświadomość Ani pomaga jej w tym, aby nie popełniła błędów, na jakie czeka jej przyszłość?

 

Z natury jestem bardzo emocjonalna i wrażliwa, dlatego też z ogromną uwagą czytam książki, w których autorzy na pierwszym miejscu stawiają uczucia bohaterów oraz starają się na przykładzie ich zachowania czy też wydarzeń, jakie dotknęły poszczególnych osób, spowodować, że czytelnik inaczej zaczyna postrzegać świat. W sieci widnieje mnóstwo recenzji „Złej miłości" Aleksandra Sowy i przyznam, że przeczytałam kilka z nich, aby zobaczyć, jak inni odebrali tę lekturę. Cóż, do końca nie znalazłam nikogo, kto podobnie jak ja na parę chwil, bowiem książka ma zaledwie kilkadziesiąt stron, przeniósł się do magicznej krainy fantazji, która w swej dziecięcej prostocie przeradza się w dorosłą, brutalną rzeczywistość. Opis tego utworu, który zawarłam w powyższym akapicie, jedynie w małym stopniu oddaje to, co odbiorca widzi przed swoimi oczami – odnoszę wrażenie, że autor nie do końca chciał opowiedzieć o specyficznym śnie sześcioletniej dziewczynki.. W tej powieści jest coś więcej niż tylko prosta fabuła czy też powolny bieg zdarzeń. Każde zdanie niesie z sobą przesłanie – niekiedy ciężko je dostrzec, lecz w działaniach postaci czy też wypowiadanych przez nie słowach zawarta została pewnego rodzaju magia. I nie chodzi mi tutaj o wróżki, smoki i inne stworzenia, a o ludzkie czary, jakie tkwią w głęboko w świadomości człowieka, o czym on sam czasami nie ma pojęcia. Anka wraz z tajemniczym przyjacielem kolejno poznawała kilka osób, które próbowały poradzić sobie z własnymi problemami. Najbardziej chyba wstrząsająca wydaje się być osoba pijaka, którego zachowanie nie do końca zrozumiała główna bohaterka, dlatego też pytanie, jakie zadaje pod koniec tego rodzaju wydaje się być jeszcze bardziej przykre i wręcz przerażające. Uderzyły mnie słowa, które pozwolę zacytować: „Posmutniałam. Żal mi tego pana. Co z tego, że był pijany? Był nieszczęśliwy. Bardzo".

 

Do końca nie wiadomo, kim tak naprawdę jest kilkuletnia Ania, bowiem pod koniec lektury, czytelnik może dojść do kilku zaskakujących wniosków. Na zwrócenie uwagi zasługuje również postać również liczącego niewiele lat chłopca, który pomógł swej koleżance wejść do świata, w którym dziecięca delikatność miesza się z dorosłą brutalnością. Od samego początku zaskakiwał spostrzegalnością i umiejętnością wyciągania trafnych wniosków, pomagając Ani zobaczyć to, co on dostrzega swoimi oczami. Jego rola, która została wyjawiona na ostatnich kartach, zaskakuje i powoduje, że czytelnik zaczyna w pamięci przeglądać wspomnienia, doszukując się własnych błędów. Sam zabieg, jaki zastosował pan Sowa umieszczając w lekturze tę postać, zasługuje na szczególną uwagę. Styl autora jest lekki i przyjemny, dzięki czemu książkę czyta się praktycznie jednym tchem. Całość zawiera wiele aforyzmów, które zapadają w pamięć, co świadczy o przemyśleniu fabuły przez pisarza, co daje się odczuć, kiedy wraz z Anką wędrujemy po sekretnych bezdrożach. Dialogi tej małej dziewczyny z jej ojcem zarazem rozbawiają, ale też i przerażają, tak samo jak słowa wypowiadane przez wspomnianego chłopca. „Zła miłość" utrzymana jest w spokojnym, melancholijnym klimacie, pozostającym przy boku odbiorcy nawet po odłożeniu tejże powieści. Zakończenie całkowicie zaskakuje i pokazuje, jak wiele tracimy, zamykając się na innych i nie pozwalając pomóc sobie samemu.

 

„Miłość jest męką, brak miłości – śmiercią". Myślę, że ten cytat dobrze odda przynajmniej pewną część utworu, w której dowiadujemy się kilku szczegółów na temat życia bohaterów. Zapewne można żyć bez jakichkolwiek uczuć – oczywiście. Jednak niewątpliwie wtedy również umieramy – nie fizycznie, lecz psychicznie, nieświadomie, co jeszcze bardziej staje się bolesne. „Zła miłość" to książka, która niektórym przypadnie do gustu, a innych odstraszy. Myślę, że romantycy doskonale odnajdą się w powieści Aleksandra Sowy.

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież


Współpracujemy z: