Za Oknem Cukierni

Autor: Sarah Kate Lynch

Okładka wydania

Za Oknem Cukierni

Dodatkowe informacje


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

Wybierz opinię:

Marpil

KAŻDE CIASTKO MUSI MIEĆ W SOBIE TROCHĘ GORYCZY

 

But do gry w golfa zazwyczaj nie przeraża. Taki sobie przedmiot, który stoi w szafie i mężczyźni wyciągają go raz na jakiś czas, kiedy idą na pole odbijać małą białą piłeczkę. But Daniela okazał się mieć straszne oczy, wielkie zęby i kąsać niemal do krwi.

 

Daniel jest importerem włoskich win – to zdeklarowany miłośnik Włoch, który do Toskanii wyjeżdża przynajmniej raz na miesiąc. W domu zostawia piękna, mądrą Lily, jednego z najlepszych pracowników swojej firmy logistycznej – nigdy nie opuściła ani jednego dnia, rzadko chodzi na urlopy i maksimum swojego czasu poświęca pracy. Wydaje jej się, że małżeństwo z Danielem jest idealne, że ich życie poukładało się i wszystko powskakiwało na właściwe miejsca – trzyma się na dobry klej przywiązania, poszanowania i szczerości. Ale jest but do gry w golfa...

 

Pewnego dnia, gdy Daniel kolejny raz cieszy się słońcem Toskanii, Lily znajduje w nim, tuż pod wkładką, zalaminowane zdjęcie kobiety z dwójką dzieci – niemowlakiem i śliczną, małą dziewczynką, która ma oczy, nos i podbródek jej męża. W tym wszystkim nie pomaga fakt, że Lily nie może mieć dzieci. Że roniła kolejne ciąże. I że przestała rozmawiać z rodzoną siostrą, bo Rose ma czwórkę dzieci, a ona nie może patrzeć na roześmiane twarzyczki i poplamione czekoladą małe paluszki bez ukłucia w sercu. Lily pijana żalem, złością, rozczarowaniem, tęsknotą i dwoma butelkami wina rezerwuje w Internecie lot do Montevedowy – miejscowości, w której stoi kościół. Na tle tego kościoła zrobione jest zdjęcie Włoszki i jej dzieci. Dzieci Daniela. Nie ma żadnego planu, nie wie, co chce osiągnąć i co właściwie powiedzieć Danielowi, gdy spotka go w Toskanii, idącego za rękę z córką. Na szczęście ona nie musi nic planować. Logistyką tym razem zajmie się Liga Owdowiałych Cerowaczek.

 

Ta książka jest jak tort – słodka, bo jest o miłości, bo jest miejscami zabawna, bo jest o słodyczach, bo jest o odnalezionych szansach. To tort nasączony mocną gorzką kawą i posypany gorzką czekoladą – bo wiele w niej łez, wiele w niej goryczy, zawiedzionych marzeń, bólu, strat. Nie przypomina placka tylko tort także ze względu na warstwy – do samego końca nie dowiadujemy się całej prawdy o Danielu, o Lily, o Rose, o matce sióstr, o wdowach z tajnego stowarzyszenia. Wciąż nowe odłamki prawdy o tajemniczym nieznajomym Alessandrze, który jako pierwszy mieszkaniec Montevedowy, ukazał się oczom Lily. Ta książka uczy trochę, że każdy może mieć zaciśnięty w dłoni migdał, że nie pokazuje go światu, póki tej dłoni nie otworzymy zainteresowaniem, zrozumieniem i miłością.

 

Powieść czyta się właściwie sama. Ja stałam obok, a ta historia płynęła – kolorowa ryba, pokazująca raz brzuch a raz bok, z każdej strony innego koloru. Momentami denerwująca i zbyt bajkowa, ale momentami piękna. Na pewno nieprzewidywalna. Wakacyjnie lekka, ale tą lekkością, gdy brzegiem morza niesiemy wiaderko kamyków i muszelek. Ciąży, a do naszego leżaka jeszcze daleko. A ciąży, bo pokazuje prawdę o życiu, że nie zawsze miłość jest prosta.

 

Najbardziej ujęła mnie oczywiście Liga Owdowiałych Cerowaczek – zabawne starsze panie, niektóre tuż przed setką - za misję obrały sklejanie roztrzaskanych serc. I pokazują najważniejszą prawdę życia i tej powieści – że nasze istnienie wtedy będzie słodkie, gdy sami dodamy do niego łyżeczkę cukru.

Kasiek

Ostatnio bawiłam dłuższą chwilę w Toskanii. Za sprawą dwóch książek. Dziś chciałabym opowiedzieć o wrażeniach z lektury „Za oknem cukierni", która przyciąga letnią okładką, kusi jakimś nienazwanym ciepłem. I ta okładka mnie zaniepokoiła, bo przestraszyłam się, że będzie to kolejna książka ze śliczną okładką, ale treściowo miernota. Zasiadłam wiec do niej ze sceptycyzmem.

 

Od pierwszych stron wiedziałam, że się pomyliłam, że książka atakuje humorem, ale i mądrością rodem z Toskanii. Na kartach książki miesza się gorycz łez ze słodyczą włoskich ciasteczek.

 

Historia zaczyna się, gdy życie pewnej kobiety obraca się w perzynę za sprawą zdjęcia, pięknie zalaminowanego, upchniętego do buta. Kobieta widzi drugą rodzinę swojego męża, włoską żonę, dwójkę dzieci. Przeżywa dramat. Sama jest bezpłodna, kilka razy próbowała, usilnie próbowała zajść w ciąże i bezskutecznie. Traciła ciążę za ciążą, nawet adopcja nie pozwoliła jej zostać matką. Brak dzieci to jej wielki dramat, tymczasem widzi męża, będącego ojcem dwójki dzieci. Jej do tej pory poukładane życie się rozsypuje. Bez względu na to co zrobi, nic dla niej nie będzie takie samo. Pod wpływem alkoholu rezerwuje bilet do Włoch, rezerwuje miejsce w hotelu i jedzie. A po co jedzie to sama do końca chyba tego nie wie.

 

Brzmi tandetnie? Pustowato? Nie dajcie się zwieść. Raz, że jestem kiepska w opowiadaniu treści, a dwa, że opisane jest naprawdę sympatycznie. Czyta się płynnie, a sama książka tak wciąga, że jak w pracy się do niej przyssałam, tak zostałam upomniana przez Bossa. Strasznie mnie wciągnął klimat. Każda z postaci ma swój czar. Są zabawne, wzruszające, poprzez swoją różnorodność.

 

Mimo, że klimat Florencji ostatnio atakuje nas dosłownie zewsząd, tak ta książka nie przytłacza tą tematyką. Klimat, kuchnia, piękno są obecne, ale tak jakoś dyskretnie, można się bez przeszkód wgłębić w historię bohaterów.

 

Jestem pewna, ze Wam się spodoba, bo nie da się tej książki nie lubić. Jest ciepła i klimatyczna i czyta się tak lekko i przyjemnie!!

Kolmanka

Być może to zabrzmi banalnie, ale uwielbiam książki, w których główny bohater porzuca dotychczasowe życie i wyrusza w siną dal:) W "Za oknem cukierni" poznajemy Lily - kobietę w średnim wieku, bizneswoman, silną, niezależną, z nienaganną figurą. Lily całkiem przypadkiem odkrywa głęboko skrywany sekret swego męża. Okazuje się, że ma kochankę daleko w Toskanii. Co więcej, doczekał się z nią potomstwa. Kobieta przeżywa szok (trudno jej się dziwić) i od wpływem emocji i sporej dawki alkoholu postanawia sama udać się na wyprawę do tego uroczego zakątka Włoch.

 

Kiedy już dociera do celu podróży (oczywiście nie obywa się bez drobnych kłopotów), trafia na nocleg do dwóch sióstr - Luciany i Violetty. Kobiety przed laty prowadziły świetnie prosperującą cukiernie i zachwycały okolicę aromatycznymi wypiekami. Dziś jednak, jako starsze panie, założyły Ligię Owdowiałych Cerowaczek. Wdowy z całej okolicy spotykają się w tajemnicy, cerują skarpety i omawiają zawiłe plany swatania samotnych i zranionych serc.

 

Co wyniknie z tej kombinacji? To już musicie doczytać sami. Książka wydaje się być idealna na lato (chociaż coraz częściej mówi się, że piękną jesień mamy w te wakacje;)). Zafascynowały mnie liczne opisy przyrody, mieszkańców czy nazwy potraw w języku włoskim. Klimat jest nieco zbliżony do "Pod słońcem Toskanii" a miejscami do "Czekolady". Z pewnością byłby to świetny materiał na film.

 

Przejdziemy teraz do minusów. Ostatnie 30 stron mocno mnie zirytowało. Nie mogę Wam zdradzić dlaczego, bo popsuła bym czytanie przyszłym nabywcom książki. Wybaczyć zdradę mężowi wydaje się być czynem szlachetnym i miłosiernym. Ja na tym etapie swojego życia, nie jestem w stanie wyobrazić sobie takiej sytuacji. Jednak to co zrobiła (na szczęście nie w odwecie) Lily i wnioski jakie z tego wyciągnęła powaliły mnie na ziemie. Końcówka książki nadaje się do programu Ewy Drzyzgi...

 

Mimo irytującego i nierealnego dla mnie zakończenia, książka jest ciepła, pogodna i bardzo wciągająca. Jestem pewna, że spodoba się szerokiemu gronu czytelników.

Sil

Pewnego razu w Montevedovie

 

Do tej książki przyciągnęła mnie... okładka. Tak, wiem „nie ocenia się książki po okładce". Ale czy nie na to liczą właśnie wydawcy? Że czytelnik, odwiedzając księgarnie, podejdzie do tej półki, na której stać będą pozycje z „interesującą obwolutą"? W tym miejscu można byłoby zacząć dywagację na temat tego, co rozumie się przez powyższe sformułowanie. Nie o tym jednak chcę powiedzieć. Okładka „Za oknem cukierni" naprawdę przyciągnęła mnie do tej książki i sprawiła, że z zainteresowaniem przeczytałam notę wydawcy. I tak, od szczegółu do ogółu, doszło do tego, że najnowsza powieść Sarah-Kate Lynch trafiła do mojej biblioteczki. Czy słusznie? Przekonajcie się sami.

 

Główną bohaterką powieści „Za oknem cukierni" jest czterdziestoletnia Lily Turner. Na co dzień jest zatwardziałą, świetnie zarabiającą pracoholiczką mieszkającą w Nowym Jorku. Gdy jako młodziutka kobieta przysięgała Danielowi miłość liczyła, że jej życie ułoży się nieco inaczej. Szesnaście lat później wiedziała już, czego w jej małżeństwie nigdy nie będzie. Dzieci. Zawiodły naturalne metody, leczenie, in-vitro. Po tylu latach starań mogli poszczycić się jedynie sześciodniowym stażem rodzicielskim. Adopcja, bo o tym mówię, skończyła się fiaskiem. Biologiczna matka zmieniła zdanie, w skutek czego Lily i jej mąż musieli oddać dziecko. Daniel, importer win z Włoch, częściej jest w słonecznej Italii niż w domu. Pewnego dnia Lily postanawia zrobić małżonkowi niespodziankę i z okazji zbliżających się urodzin kupić mu nowe buty. Sięga więc po starą parę, by sprawdzić jej rozmiar i... znajduje zdjęcie, które zmienia całej jej dotychczasowe życie. Okazuje się bowiem, że Daniel prowadzi podwójne życie. Jedno tu, na Manhattanie, z nią. I drugie, tam, w Toskanii, z inną kobietą i... dwójką dzieci. Czy Lily podniesie się po tym ciosie? Co zrobi z tym „fantem"? Jedno jest pewne, jej kolejne kroki będą niekonwencjonalne, co w gruncie rzeczy doprowadzi do... Nie, nie powiem Wam, jak zakończy się powieść, o tym przekonać musicie się na własnej skórze.

 

I w tym miejscu można się pokusić na stwierdzenie „Człowieku! Gdzie masz głowę?!". Bo o czym myślał mąż głównej bohaterki, ukrywając zdjęcie swojej „drugiej" rodziny w bucie do golfa? „Tam na pewno nie będzie szukała?". Jak można trzymać w domu jawne dowody zdrady i mieć nadzieję, że żona nigdy się nie zorientuje? Dywagacji na temat „jak można prowadzić podwójne życie" rozpoczynać nie będę, choć mam wielką ochotę. W każdym razie Daniel wygrywa u mnie w kategorii „Głupota ludzka nie zna granic".

 

„Za oknem cukierni" to urocza, miejscami wręcz cukierkowa opowieść o perypetiach „tej pierwszej", która w rzeczywistości okazuje się być „tą drugą" kobietą w życiu swego mężczyzny. Napisana została z dużym poczuciem humoru, bardzo lekkim i przystępnym językiem, dzięki czemu czyta się ją w zasadzie jednym tchem. W książce autorka naszkicowała czytelnikowi obraz Toskanii. Zrobiła to jednak w taki sposób, iż nie odczuwa on przesytu, który często ma miejsce, gdy dany region świata opisywany jest w zbyt wielu powieściach. „Za bramą cukierni" ukazuje tę piękną krainę przede wszystkim przez pryzmat jej mieszkańców oraz ich zwyczajów. Dzięki temu człowiek ma ochotę wyrwać się z domowej rutyny i odwiedzić to niezwykłe miejsce.

 

Powieść Sarah-Kate Lynch to idealne lekarstwo na wczesnojesienną chandrę. Przypuszczam również, że niejednej porzuconej lub oszukiwanej kobiecie nie tylko poprawi humor, ale pokaże również, że świat może się jeszcze do niej uśmiechnąć. Jeśli więc w waszym życiu brakuje odrobiny cukru zdecydowanie powinniście sięgnąć po tę pozycję.

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież


Współpracujemy z: