Dryft

Autor: Karen Gillece

Okładka wydania

Dryft

Dodatkowe informacje


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

Wybierz opinię:

Varia

Dryft to opowieść o poszukiwaniu i dokonywaniu wyborów. Każdy z przedstawionych w niej bohaterów pragnie coś odnaleźć. Jeden marzy o miłość sprzed lat, ktoś inny o swoim miejscu na ziemi, a jeszcze inny o powrocie zaginionego syna. Obrane przez nich drogi nie zawsze okazują się być słuszne, lecz wszystkie niosą dobrze znane nam przesłanie – każda decyzja ma swoje konsekwencje.

 

Lara już jako nastolatka chciała poznawać świat. Gdy trafiła się ku temu okazja, bez wahania opuściła Irlandię i wyruszyła w podróż do dalekiego kraju. Ameryka Południowa okazała się być dla niej ojczyzną pełną doświadczeń. To tam nauczyła się żyć chwilą, poznała Aleja i urodził się Nacio. Tam też miała miejsce pewna tragedia, która skłoniła ją do powrotu i zapoczątkowała kolejne wielkie zmiany.

 

Akcja obraca się wokół dwóch kobiet. Lary i jej kuzynki Sorchy. Ich konfrontacja jest niczym spotkanie się ognia i wody. Jedna jest wyzwoloną, lecz zranioną duszą. Druga chce być dla wszystkich oparciem. Obie są niepewne swego położenia i pragną zmiany. Poznajemy słodko-gorzkie relacje między nimi. Smak zdrady i towarzyszącą im gorycz porażki.

 

Karen Gillece stworzyła piękną, refleksyjną opowieść o niebanalnym zakończeniu, która mimo sporej dawki dramatyzmu nie jest wcale przygnębiająca. Dryft to książka płynąca jak nasze życie. Prosta, z pozornie jasnym przesłaniem, a jednak w każdym zdaniu kryje się coś więcej. Coś, co sprawia, że musimy na chwilę przystanąć i pozbierać myśli. Nie jest to lektura służąca rozrywce, ale czyta się ją jak najlepszy bestseller.

Falka

Na irlandzkie wybrzeże targane wiatrem ocean raz po raz wyrzuca wszystko co mimowolnie znalazło się kiedyś w jego odmętach. Tony śmieci, wysuszone rozgwiazdy, zwłoki niemowlęcia, zagubione części garderoby, puste muszle. Prędzej czy później odkładana w zapomnienie przeszłość wypłynie na światło dzienne. W przyrodzie nic nie ginie. Dryft uratuje przed zaginięciem raz pomyślane uczucia, każde pragnienie tlące się w skazanym na niepamięć czasie.

 

W ten niegościnny krajobraz powraca Lara. Lata wędrówek po tętniącej kolorem Ameryce Południowej, bezcelowe przenoszenie się z miejsca na miejsce, byle więcej zobaczyć, może coś poczuć, zakończyły się tragedią. Odwróciła wzrok na gwarnym targu, jej syn zniknął z pola widzenia. Nikt nie wie gdzie jest, pewnie już nie żyje. Jeśli dziecko nie znajdzie się w ciągu czterdziestu ośmiu godzin, szanse na jego znalezienie są przecież minimalne. Ojciec chłopca chyba stracił nadzieję, bo zgodnie ze swoim zwyczajem wyrusza w kolejną podróż w poszukiwaniu ukojenia. Tym razem bez Lary. Ona wraca do rodzinnej Irlandii.

 

Półsenna, przepełniona smutkiem i tęsknotą zamieszkuje w rodzinnym domu, w sąsiedztwie szczęśliwej rodziny kuzynki. Mimo szczerych chęci egzystuje na granicy rzeczywistości, odurzenia i wspomnień. Przeplata pracę i odnawianie domu pustymi rozmowami z rodziną i świeżo odnowionymi kontaktami. W takim małym miasteczku czas przecież stoi w miejscu. Nic więc dziwnego, że mąż kuzynki, Christy z dnia na dzień musi coraz mocniej tłumić w sobie uczucie. Stara miłość nie rdzewieje, mawiają. Zagubiona, bezradna, piękna kobieta i niespełnione nigdy oczekiwania rozczarowanego mężczyzny w średnim wieku. Jak zwykle musi skończyć się to wielką miłością.

 

Tym razem nie będzie to jednak historia o szczęściu, a ukojenie, którego wszyscy doświadczą będzie jedynie chwilowe. „Dryft" to bowiem wielowątkowa opowieść o życiu każdego z osobna, rozciągnięta pomiędzy urojeniami a brakiem, który coraz silniej znamionuje otaczającą ich rzeczywistość. Portrety ludzi nieszczęśliwych w poukładanych pozornie życiach i usilne próby jego odświeżenia, walka o odczuwanie, emocje, zmianę, kryją się pod wątłą fabułą wzajemnych relacji, które gmatwa przeszłość, niedostatecznie usunięta w cień.

 

Nie dziwi więc, że ponad głównym wątkiem króluje galeria charakterystycznych postaci i ich życie wewnętrzne. Siatki powiązań, ucieczki w uczucia i próby radzenia sobie w obliczu życia, które nie zadowala chociaż powinno, bo teoretycznie nikomu z nich niewiele brakuje do szczęścia. Rekompensuje to w zasadzie słabą akcję, tkliwe wyznania i typowe sytuacje. W końcu tak banalne są wszystkie uczucia i ludzkie starania. Gillece ukazała to z całą świadomością, niezrażona możliwym zbliżeniem się do granicy kiczu.

 

„Dryft" nie jest prostą historią o zdradzie, jak mogłoby się wydawać. Nie jest dogłębnym portretem psychologicznym matki po stracie dziecka, urażonej żony w obliczu lekceważenia męża, w końcu niespełnionego nauczyciela-pisarza, który otrzymuje od losu szansę naprawienia złego wyboru z przeszłości. Napisana głęboko i miękko, z wielu punktów widzenia, w niedopowiedzeniach i sennych krajobrazach wiatru jest niewątpliwie opowieścią o szukaniu i palącej podskórnie potrzebie odnalezienia siebie w konfrontacji z czasem. O potrzebie ruchu do przodu powodowanej niedostatecznym odczuwaniem. Obsesji posiadania czegoś więcej, co nada wartość i cel. Co rzecz jasna nie istnieje.

 

Za książkę serdecznie dziękuję Oficynie Wydawniczej „Stopka" oraz portalowi Sztukater.

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież


Współpracujemy z: