Złodziejka Książek

Autor: Markus Zusak

Okładka wydania

Złodziejka Książek

Dodatkowe informacje


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 2 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

Wybierz opinię:

 

Varia

Było już wiele książek dotyczących wojen, okrucieństwa i bezradności. Tych o II Wojnie Światowej zapewne nie sposób nawet zliczyć, ale „Złodziejka" jest czymś zupełnie innym, unikatowym i wartym poznania.

 

Liesel jest dziewięcioletnią dziewczynką, której los nigdy nie rozpieszczał. Matka, aby ją ochronić przed nadchodzącą wojną, postanawia oddać ją pod opiekę Hansa i Rosy Hubermann'ów mieszkających w Molching. Początkowo miała do nich trafić wraz ze swoim młodszym bratem, ale mały Werner umiera podczas trudnej podróży pociągiem. W trakcie, naprędce przygotowanego pogrzebu, Liesel znajduje w śniegu mały, czarny przedmiot.
Tak właśnie zaczyna się historia złodziejki książek.

 

Mieszkając na Himmelstrasse 33, Lisel powoli stara się odnaleźć w nowej sytuacji. Zaczyna przyzwyczajać się do swoich opiekunów, a nawet darzyć ich uczuciem, lecz największą trudnością wciąż jest dla niej nauka w szkole. Mimo swego wieku wciąż nie potrafi czytać, przez co staje obiektem drwin ze strony nauczycieli i innych uczniów.

 

Matka traktuje ją dość oschle i nie szczędzi ostrych słów krytyki, lecz ojciec jest pełen czułości i zrozumienia. Pewnego razu, dla odpędzenia nocnych koszmarów przybranej córki, postawia nauczyć ją czytać i pisać. Elementarzem staje się „Podręcznik grabarza" znaleziony wcześniej na cmentarzu. W ten sposób Liesel odkrywa niezwykły świat słów i moc którą ze sobą niosą.

 

W opisanej historii jest również miejsce dla Rudy'ego Steiner'a, chłopaka o złotych włosach z którym Liesel się zaprzyjaźnia, dla Maxa Vandenburga, Żyda, który znajduje u Hubermann'ów schronienie i dla Frau Diller, żony burmistrza otwierającej przed Lisel świat tysiąca książek.

 

Jest miejsce dla poświęcenia, miłości i strachu, dla heroicznych czynów, odrazy i zwątpienia. A wśród tego wszystkiego szczególną pozycję zajmuje Śmierci, którą Zusak uczynił narratorem i świadkiem wszystkich wydarzeń. Ukazał ją nie jako bezwzględnego zdobywcę dusz ale istotę pełną uczuć smutku i żalu dla ludzkiego narodu.

 

Książka jest niezwykła głównie dlatego, że nie pokazuje stereotypowego obrazu „złych Niemców", „zimnej wojny" i „wszechobecnego horroru", ale prawdziwą twarz zagubionego człowieka. I zupełnie bez znaczenia jest tutaj fakt czy jest on pochodzenia niemieckiego czy żydowskiego. Ciężki czas dosięga wszystkich, a śmierć traktuje każdego jednakowo.

Amelia Grey

Nieraz może się nam wydawać, że potrzeba dużych wstrząsów, głębokich refleksji nad ludzką psychiką i wielkich przeżyć, aby się czegoś dowiedzieć i wnieść w nasze życie nieco mądrości. Szukamy takiego bodźca, który popchnąłby nas do rozważań, a tym samym pomógł w zrozumieniu świata. Nasze poszukiwania mogą się skończyć różnie. Raz znajdziemy to, czego szukamy, raz nie. Po drodze rozczarujemy się kilka razy, ale jedna perełka jest warta dziesięciu zawodów. A co jeśli nie trzeba by było tak głęboko szukać? Jeżeli przeżycia zwykłej, kilkunastoletniej dziewczynki mogłyby nam dostarczyć tyle okazji do przemyśleń, że starczyłyby nam na bardzo długi czas, a wyciągniętą naukę nosilibyśmy z sobą już całe życie? Sięgnęlibyście po taką książkę?

 

Z pewnością wielu z Was już to zrobiło. Mowa tu o historii złodziejki książek. Liesel ma dziesięć lat, kiedy trafia do rodziny zastępczej. W drodze do domu nowych opiekunów ginie jej braciszek, a obraz jego śmierci stale prześladuje dziewczynkę. Co noc gnębią ją koszmary i gdyby nie przybrany ojciec, pewnie nie radziłaby sobie z nimi tak łatwo. Podczas pogrzebu brata ukradła swoją pierwszą książkę. Chęć jej przeczytania była świetną motywacją do nauki czytania i pisania. Od teraz kradzież książek będzie dla Liesel pocieszeniem w trudnych chwilach.

 

Szczerze powiedziawszy nie wiem, jak ubrać w słowa refleksje po przeczytaniu tej książki. Dlaczego? Bo jest genialna pod każdym względem. Daje tyle mądrości, prawd i pocieszenia, że aż nie sposób opisać. Markus Zusak zaserwował nam tak przejmującą historię, jakich obecnie bardzo mało. Raczej nie sięgam po książki historyczne i nie wiem, czy tę możemy tak nazwać. W każdym razie opowiada o czasach II wojny światowej, problemach ludzkości i tragedii tamtego okresu. Przedstawiona jest w sposób sprawiający, że zaczynamy współczuć Niemcom, choć my jako Polacy w odniesieniu do wojny raczej tego nie robimy. Jak już wspomniałam, jest to książka o pewnej dziewczynce i to właśnie jej historia, czasem naiwne przygody czy smutne chwile uczą nas tak wiele. Bowiem dziecko widzi czasem znacznie więcej niż dorośli i znacznie więcej doświadcza. Ma wrażliwość, którą potem się gubi. Pan Zusak bardzo dobrze to wykorzystał i stworzył pouczającą historię dla nieco już starszych czytelników.

 

Sam sposób prowadzenie narracji - z punktu widzenia śmierci - jest już nietypowy, a zatem, dla mnie wspaniały. W ,,Złodziejce książek" narrator jest namacalny. Nie tak jak w innych pozycjach, gdzie czytamy pewną historię i nagle zdajemy sobie sprawę, że ktoś ją przecież opowiada i dopiero wtedy przypominamy sobie o narratorze. Śmierć, będąc narratorem towarzyszy nam od początku do końca. Dodaje komentarze, przemyślenia i co najważniejsze, zmienia sposób myślenia ludzi o sobie. Bowiem Śmierć Markusa Zusaka jest bardzo sympatycznym bohaterem. Emocjonalnie podchodzi do swojej pracy, choć wie, że nie powinien. Przykładem tego może być opowieść o Liesel, którą nam przedstawia. Czytając ani przez moment nie miałam wrażenia, że Śmierć może być okrutna, czy pozbawiona serca. To ludzie tacy są, Śmierć po prostu robi, co musi, a czasem daje nam jedynie wybawienie.

 

„Ja naprawdę potrafię być wesoły. I przyjacielski. I sympatyczny. I życzliwy. A to dopiero początek wyliczanki. Tylko nie proście mnie, żebym był miły. Ta cecha nie ma ze mną nic wspólnego."

 

Charyzmatycznych, malowniczych i zapadających w pamięci bohaterów trzeba doceniać, a tu właśnie tacy byli. Liesel, jak już wspomniałam, to postać, która dostarcza okazji do przemyśleń i przypomina nam, jak patrzeć na życie. Mimo tego, że przeżyła wiele, nadal potrafiła dostrzegać piękno w codziennych chwilach, trwać i przeżywać życie najlepiej, jak się da. Godne podziwu, prawda? Przyznaję, że ze wszystkimi innymi również się zżyłam - i kolejny plus dla autora, że każdy z bohaterów coś z sobą niósł, a nie tylko ci główni. Polubiłam Hansa i Rosę, Rudego, żonę wójta, FrauHoltzapfel i wszystkich innych. Nawet gdy wywoływali we mnie złość, robili to w taki sposób, że praktycznie nie zwracałam na to uwagi, bo liczyło się, że są i mogę przebywać w ich kręgach.

 

Osobiście uważam to za oczywiste, ale może wypada zaznaczyć, że samo wykonanie stoi na najwyższym poziomie. Genialny pomysł, został poparty sprawnym prowadzeniem historii. Opisy ani przez chwilę nie przytłaczały, nie było też ciężkości w momentach wyciągania przesłania. Jedynie zaskoczenie i uczucie, że właśnie doświadcza się czegoś genialnego. Markus Zusak mistrzowsko stworzył klimat historii, dziecięcych zabaw i czasów wojny, których przecież nie doświadczył. Czego chcieć więcej?

 

,,Złodziejka książek" jest pozycją naprawdę genialną. Ogromnie się cieszę, że mogłam poznać historię Liesel i wynieść z niej tyle, ile pewnie nie dostarczyłoby mi tuzin innych książek. Ciężko jest wyrazić zwykłymi słowami to wszystko, co można znaleźć w środku. Jeżeli jeszcze jej nie czytaliście, nie zwlekajcie dłużej, odłóżcie wszystko inne na bok i poświęćcie małej złodziejce swój czas!

Bacha85

O tej powieści czytałam wiele pozytywnych opinii i chociaż tematyka powiązana z Drugą Wojną Światową nigdy nie była mi bliska, postanowiłam sprawdzić, czym jest książka, budząca tak wielki zachwyt. II Wojna Światowa, temat ponury i ciężki, a jednak autorowi udało się go przedstawić w sposób bardzo przyjemny, budząc jednocześnie smutne refleksje. Książka jednocześnie bawi i wzrusza, śmieszy i wyciska łzy, jednym słowem jest piękna.

 

Zima roku 1939, niewielkie niemieckie miasteczko w okolicach Monachium, to właśnie tu, pod skrzydła rodziny zastępczej trafia dziewięcioletnia Lisele Meminger, wciąż śniąca koszmary po śmierci swego małego braciszka. Ma ze sobą pierwszą skradzioną książkę, mimo że nie ma pojęcia, co kryje się pod zapisanymi słowami. Po początkowych trudnościach oswaja się w nowym otoczeniu, zaczyna spędzać pierwsze beztroskie chwile. Tę atmosferę, której wciąż daleko do sielanki burzy wybuch II Wojny Światowej, całkowicie odmieniając życie Złodziejki książek.

 

Markus Zusak narratorem swej powieści uczynił Śmierć, kreując go na opiekuna odchodzących dusz. Nie budzi lęku, ani tym bardziej odrazy, niejednokrotnie zrobiło mi się go żal gdy skarżył się na nadmiar pracy, jaką zgotowała mu Wojna. Opowiadanie o Lisele niejednokrotnie przerywa, niezmiernie trafnymi, rozważaniami na temat ludzkiej natury. Śmierć przyjmuje w swe opiekuńcze ramiona każdą duszę, niezależnie od wyznania, czy światopoglądu, wszystkim duchom zapewnia ukojenie. Taką śmierć można polubić, a co ważniejsze miło uwierzyć, że właśnie tak wygląda ostatnia podróż duszy, w opiekuńczych ramionach śmierci.

 

Główną postacią powieści jest tytułowa Złodziejka książek, Lisele Meminger, dziewięciolatka, która wskutek traumatycznych przeżyć dojrzewa stanowczo za szybko, po kolei tracąc wszystkich bliskich. Lisele jest wyjątkowa dzięki książkom, czuje do nich ogromny pociąg i nie potrafi im się oprzeć, nawet gdy w grę wchodzi kradzieś. Jej przybrani rodzice to osoby proste i nieco wulgarne, jednak okazali wielką odwagę i jeszcze większe serce, gdy okoliczności tego wymagały. Takich rodzin, jak Hubermannowie z pewnością było wiele, gdyż nawet w morzu okrucieństwa znaleźć można prawdziwe człowieczeństwo, poczucie sprawiedliwości i dobroć, która przezwyciężyć potrafi nawet strach o własne życie.

 

Książka zachwyca językiem. Barwny i piękny budzi w czytelniku szeroką gamę emocji oddając nastroje bohaterów i poglądy nietypowego narratora na następujące po sobie zdarzenia. Lektura pozostawia czytelnika w miłej zadumie, w refleksji na temat śmierci oraz godnego życia, ukazując, że wszędzie znaleźć można przejawy prawdziwego dobra. Trudny temat wojny i holocaustu poruszony został w sposób, który nie przygnębia i nie ciąży, skłaniając do zadumy.

 

Jest to lektura, którą polecam każdemu. Budzi wiele sprzecznych emocji, oddając rozmaite uczucia, jednak jest, przede wszystkim, piękna. Stanowi interesujący kontrast dla większości powieści osadzonych w klimatach wojennych, które niejednokrotnie przytłaczają ciężką atmosferą poruszanych problemów.

 

Lilien

„Okazja czyni złodzieja, ryzyko skłania do jeszcze większego ryzyka, chęć życia budzi do życia, a zadawanie śmierci powoduje coraz więcej śmierci."

 

„Złodziejka książek" to powieść uznana za międzynarodowy bestseller – którą dodatku zekranizowano! – opowiadająca historię Liesel Meminger. Oddana przez matkę do innych ludzi (co prawda chciała ją chronić, ale życie z obcymi ludźmi to nie to samo, co z matką), straciwszy brata, musi nauczyć się żyć na nowo. Co ciekawsze, ukradła na pogrzebie brata książkę, z której to uczy się czytać, odkrywając tym samym przerażającą, ale i wspaniałą magię słów. Potem przychodził czasy a kolejne, i kolejne książki, nawet te własnoręcznie napisane. Jako, że Liesel żyła w okresie II wojny światowej, żywot ten nie należał do lekkich i przyjemnych. Na dodatek jej przybrana rodzina bierze pod opiekę Żydów, co niesie ze sobą wiele następstw.

 

Co prawda, nie pałam wielką sympatią do powieści historycznych, ani tych umieszczonych w czasach II wojny światowej. Głównie dlatego, że powieści z tego gatunku wydają mi się niesamowicie ciężkie i trudne do zmęczenia. W przypadku „Złodziejki książek" było zgoła inaczej. Już od samego początku poruszyła mnie historia Liesel na tyle, że większość lektury pochłonęłam już pierwszego dnia. Niesamowicie poprowadzona narracja i fabuła. Już na pierwszy rzut oka widać, że nie jest to powieść stworzona w sposób nieprzemyślany i nielogiczny. Tutaj wszystko ma swoje miejsce i porządek. Poszczególne wydarzenia łączą się ze sobą w jedną, wspólną i logiczną całość, dając czytelnikowi ogrom pozytywnych wrażeń w trakcie czytania.

 

Nie jest to może tak do końca powieść łatwa, bowiem tematy w niej poruszane nie należą do najlżejszych i najprzyjemniejszych, a mimo to czytałam z wielką chęcią nie mogąc się od niej oderwać. Mało która książka wywarła na mnie takie wrażenie, jak ta. Zwłaszcza realizm w niej przestawiony. Widać, że autor nie boi się trudnych tematów, dlatego też śmierć, ból, rozłąka, czy tym podobne problemy są tutaj na porządku dziennym i w klarowny sposób splatają się z tymi o wiele bardziej pozytywnymi tematami, jak np. miłość, przyjaźń, wiara, czy dobro.

 

Nie tylko pomysł i fabuła przypadły mi do gustu, ale i również bohaterowie. Tak właściwie, to chyba w tej książce nie ma rzeczy, która by mi się nie podobała. Bohaterowie dopracowani w sposób naprawdę szczegółowy. Ich charakterki dopracowane w najmniejszym calu – i dopasowane do poszczególnych postaci – co najważniejsze. Jeślibym miała wymieniać swojego ulubieńca, to mimo wszystko byłaby nią główna bohaterka.

 

W tej książce naprawdę sporo się dzieje i nie sposób się nudzić przy niej. Jak zresztą widać to na moim przykładzie, wciągnie nawet osoby, które nienawidzą, gdy akcja rozgrywa się w czasach wojennych. Język prosty, logiczny, a przede wszystkim fabuła i sami bohaterowie ciekawi. Wszystko tutaj jest przemyślane, nie ma nudnych i niepotrzebnych opisów, co chyba jest dla mnie największą zaletą. Przyznaję, że dzięki „Złodziejce książek" trochę inaczej zaczęłam postrzegać nie tyle swoje życie, co otaczający mnie świat. Jak znam życie, to zapewne wielu z Wam przypadnie ona do gustu, niezależnie od gatunku w jakim się „specjalizujecie", czy jaki sobie upodobaliście. Polecam ze szczerego serca – tym bardziej, że sama jeszcze nie raz do niej wrócę. Jak dla mnie wydawniczy fenomen i to właśnie takie książki powinny nosić miana bestsellerów.

 

Katarzyna Meres

Magiczna. Piękna. Zachwycająca. Niezapomniana. Wciągająca. Wstrząsająca. Nostalgiczna. Przygnębiająca. Porywająca. Niespotykana. Odmienna. Zadziwiająca. Wzruszająca. Cudowna. Piękna. Poruszająca serce. Poruszająca duszę. Wyzwalająca wiele emocji - od gniewu po smutek. Tak w kilku słowach można opisać "Złodziejkę książek" autorstwa Markusa Zusaka.

 

Na początku przywitała mnie Śmierć. Śmierć, która zabiera ze sobą dusze umarłych, poległych, winnych i niewinnych. Zabiera je na swoje ramiona i niesie do innego świata. Pewnego dnia znalazła dziennik Złodziejki książek i postanowiła spisać jej historię - smutną, ale niosącą nadzieję. Powiem Wam, że nigdy wcześniej nie spotkałam się z takim narratorem. Była to dla mnie innowacja i spodobał mi się ten zabieg. Tak jak i cała książka.

 

Akcja "Złodziejki książek" rozgrywa się w wojennych Niemczech. LieselMeminger zostaje okrutnie potraktowana przez życie. Los wcale jej nie oszczędził. Została oddana do obcej rodziny, straciła na własnych oczach małego braciszka, a po kilku latach jej życie dosłownie legło w gruzach. Trafia do bardzo specyficznego małżeństwa - Rosa w dziwny sposób okazuje swoją miłość i w stosunku do męża i w stosunku do córki, jest surowa, jednak chce dla Liesel dobrego życia. Natomiast Hans jest kochany i kradnie jej serce już od pierwszych chwil pobytu w ich domu. W powieści będziemy mogli obserwować również przyjaźń Liesel z Rudym i ich nigdy niespełnioną miłość (w pewnym momencie moje serce krwawiło, ten kto czytał pewnie wie, kiedy...), ich przygody z bandą złodziei, zmagania dziewczynki z nauką czytania, poznamy Żyda Maksa i jego smutną historię, dowiemy się co nieco o Hansie, Rosie... Zagłębiając się w tą historię będziemy mogli zaobserwować, jak wyglądało życie podczas wojny w państwie naszego agresora.

 

Dlaczego taki tytuł książki? Złodziejka książek to nazwa przyznany Liesel. Ukradła ona kilka książek w swoim życiu, jedne chciała ocalić od zniszczenia; inne zabrała, bo uwielbiała oddawać się lekturze. Czytała swoje skromne zbiory po kilka razy. Doceniała każdą literę, każdą stronę; książki przyniosły jej ukojenie w życiu. Zaszczepiły w niej miłość do pisania, pomogły przetrwać trudne czasy - nie tylko jej, ale i innym ludziom, którzy znaleźli się w schronach. Czytanie dawało jej radość. Wracając do narratora Śmierci - polubiłam Śmierć. Nie okazała się być bezwzględną, bezduszną, bezuczuciową postacią; wręcz przeciwnie - była miła, pomocna, troszczyła się i martwiła o Liesel.

 

Powieść jest długa. Nawet bardzo długa, jednak czyta się ją zadziwiająco szybko, ponieważ bardzo wciąga. Chłoniemy losy Liesel i pragniemy dowiedzieć się, co wydarzyło się dalej, dlatego brniemy przez książkę. Czytając każdą kolejną kartkę, miałam wrażenie, że jestem w odległym świecie, że dosłownie wchodzę do powieści i uczestniczę we wszystkich wydarzeniach, jakie się w niej rozegrały. Przez te kilkaset stron przeszła przeze mnie fala różnych emocji.

 

Nadal jestem zauroczona językiem tej powieści. Do tej pory nie mam pojęcia, jak autorowi udało się napisać tak doskonałą książkę pod względem językowym. Jest on świeży, mroczny, zachęcający do brnięcia dalej w życie Liesel. Jest po prostu prosty i piękny. Tak piękny, że nadal się zachwycam i nie potrafię wyjść z podziwu dla autora. W książce znajdziemy też krótką obrazkową historię, jaką wykonał dla swojej przyjaciółki Max.

 

Kreacja bohaterów okazała się być bardzo zróżnicowana. Nie zlewali się oni w jedną plamkę, każdy z nich, nawet drugoplanowy miał swój charakter, zaskakiwał. Postaci były zróżnicowane, zżyłam się praktycznie z każdą. Nie były one szablonowe, sztampowe, nudne - wręcz przeciwnie. Każda ich cecha została dopracowana. Markus Zusak precyzyjnie nakreślił ich sylwetki oraz pogłębił portret, co dodatkowo ubarwiło tę nostalgiczną powieść. Bardzo podobała mi się kreacja Hansa, który był malarzem, uwielbiał swój akordeon i zawsze wielbił swoją małą Liesel, którą przyjął pod skromny dach. Autor napisał tę książkę o życiu malej dziewczynki, która dorastając boryka się z problemami, które wielokrotnie przerastają dorosłych. Bardzo dokładnie widać tę zmianę i chwała za to Markusowi. Lubię obserwować zmianę bohaterów.

 

Mimo iż lektura "Złodziejki..." już dawno za mną, nie mogę przestać myśleć o tej książce, o tej magicznej, a zarazem trudnej rzeczywistości, w jakiej przyszło żyć naszej kochanej Liesel. Wciąż pamiętam sceny, kiedy Liesel przynosiła Maxowi prezenty, aby wyzdrowiał; ich rozmowę przy kominku, spotkanie po latach, lepienie bałwana z Hansem i Rosą, wyprawy Rudyego i Liesel z praniem, wspólne bieganie Rudyego i Liesel, ratowanie książki z wody...

 

Nie jest to tylko książka o dorastaniu, owszem jest to książka o złodziejce książek; ale jest to także dzieło o tym, co jest w życiu ważne, czym powinien kierować się człowiek. Postawa Hansa dobitnie pokazuje, że mimo iż jest Niemcem, ma sumienie i serce dla Żyda, którego spotyka na swojej drodze nie jeden raz. Bardzo mnie wzruszyła postawa i jego i Rosy. Oboje nie bali się tego, co mogłoby ich czekać za czyn, jaki popełnili. Swoim wzorowym według mnie zachowaniem, pokazali Liesel, jakie wartości powinna przyjmować w życiu - każdy człowiek zasługuje na szacunek, każdy człowiek jest równy. Markus Zusak ukazuje również, jak rodzi się przyjaźń między ludźmi i jakie ma ona dla nich znaczenie. Jest to również opowieść o Żydach i ich smutnym, bardzo smutnym losie...

 

Jestem pewna, że nikt kto sięgnął po "Złodziejkę książek" nie rozczarował się, a wręcz oczarował. Bo ta książka jest magiczna, czuć to, gdy tylko zacznie się ją czytać. Jeśli chcecie dać się uwieźć pięknej historii, to koniecznie zabierzcie do swojego domu na półkę tę powieść. I nie przerażajcie się ilością stron - w tym przypadku ilość zdecydowanie przekłada się na jakość. Nie było ani jednego momentu w tej książce, kiedy zaczynałaby mnie nużyć. Wciągnęła mnie, a ja dałam się poprowadzić Śmierci przez fabułę smutną, radosną i wzruszającą drogą...

Fadetoblack

Pamiętam, że nigdy jakoś szczególnie nie ciągnęło mnie do przeczytania Złodziejki książek. Nie żebym nie lubiła tego typu literatury. Poniekąd opowiada o wojnie, a uwielbiam czytać o II wojnie światowej. Zawsze jednak wybierałam coś innego, a tej pozycji nawet nie miałam w planach na tegoroczne wakacje. A potem ją chwyciłam... I przepadłam.

 

1939 rok. Umiera brat tytułowej bohaterki – Liesel i to na jego pogrzebie dziewczynka kradnie swoją pierwszą w życiu książkę. Następnie poznaje swoich nowych rodziców i z przybranym ojcem poznaje litery, słowa i uczy się czytać. Jednak ukradnie nie tylko Podręcznik Grabarza. W świecie, który staje się coraz bardziej niebezpieczny, przyjdzie kolej na następne książki. Nawet te zrobione własnoręcznie przez Żyda Maxa ukrywającego się w piwnicy w domu dziewczynki...

 

Wszyscy zachwalają Złodziejkę książek, świat oszalał wręcz na jej punkcie podobnie jak na punkcie Gwiazd naszych wina Johna Greena. Ale Złodziejka książek to zupełnie inna lektura, choć równie cudowna. Podchodziłam do niej nieco sceptycznie, właściwie nie wiedziałam czego oczekiwać. Z początku uważałam ją za nieco dziwną, choć była po prostu oryginalna. Jednak już wtedy wiedziałam, że będzie to niezapomniana przygoda.

 

Tym razem narratorem jest nie kto inny, a śmierć. Już umieszczenie w roli narratora właśnie śmierci jest według mnie mistrzowskim posunięciem autora. Myślę, że Markus Zusak pokazał siebie od najlepszej strony. Pokazał co potrafi, jak dobrze umie pisać i jakie oryginalne historie tworzyć. Wydawałoby się, że do świata wojny nie można dodać już niczego nowego. Powstało mnóstwo wzruszających opowieści o tych czasach i z tych czasów oraz naukowych opracowań, a tutaj proszę. Mamy historię opowiadaną z zaświatów. Mamy nieświadomą dziewczynkę i jej przyjaciela Rudego, przybranych rodziców i Żyda w ich piwnicy. I choć w tej książce nie ma na każdym kroku przedstawianych wojennych obrazów, to jednak czytając ją, można wyczuć strach, ból i cierpienie, niepewność przyszłości, ale także radość z najmniejszych drobiazgów, jak chociażby nowa książka.

 

Jednak nie Liesel jest w tej historii moją faworytką. Nawet nie śmierć, która została przedstawiona w jakiś nieszczególnie przerażający sposób. Właściwie można by ją uznać za człowieka. W Złodziejce książek zakochałam się w przybranych rodzicach dziewczynki. Hans i Rosa byli wręcz komiczni. Ich zachowanie przyprawiało o wybuch śmiechu, gdziekolwiek się tylko pojawiali. Czuły, pozwalający na wszystko papa i sroga mama, której aż strach się bać. Ale w tym wszystkim kryła się wielka miłość. I za to daję Zusakowi również ogromnego plusa.

 

Co do całości miałam jednak jedno małe zastrzeżenie. Osobiście bardzo nie pasowało mi, gdy narrator z wyprzedzeniem zdradzał przyszłe wydarzenia. Przez to właściwie już na początku lektury znałam jej zakończenie. Fakt, było to coś nowego, bo ta książka nie jest przewidywalna. Więc nie mylcie tego z przewidywalnością. Po prostu czytelnik miał wyraźnie napisane, co się za chwilę wydarzy. A myślę, że bez tego można by się było obyć.

 

Złodziejka książek jest powieścią traktującą o strasznych czasach, gdzie na każdym kroku czyha na człowieka śmierć. Pozostaje jednak lekka i momentami bardzo humorystyczna. Prócz mojego jednego zastrzeżenia właściwie nie mam do niej innych uwag. Jest wzruszająca i bardzo mądra. A sam Markus Zusak zasługuje na ogromną pochwałę i dołącza do grona moich ulubionych pisarzy.

Verba

- Na pewno umrzecie-
Namawiam- nie bójcie się.
Ja nigdy nie postępuję nie fair (...)

cyt. "Złodziejka książek" Markus Zusak

 

Śmierci należy współczuć. Zwłaszcza w takich chwilach, kiedy ludzie "włażą w jej serce i sprawiają, że płacze". Jest bezwolna, bezsilna, gdy jej ramiona nie mogą udźwignąć aż tylu istnień ludzkich. A zdawałoby się, że jest bezwzględna, bezlitosna i nie ma eufemizmu na jej określenie. Bo jak inaczej nazwać śmierć? Śmierć jedno ma imię.

 

Markus Zusak urodził się w Sydney, jest australijskim pisarzem, austriackiego pochodzenia. Dorastając słuchał opowieści o III Rzeszy, bombardowaniu Monachium i Żydach przechodzących przez małe miasteczko, w którym żyła jego matka. Te opowieści zainspirowały go do napisania "Złodziejki książek". W swej powieści właśnie oczami Śmierci przedstawił czytelnikowi fascynującą historię 10 letniej LieselMeminger i jej bliskich. Autor uczynił Śmierć tutaj narratorem w męskim rodzaju.

 

Tematyka poruszona przez pisarza dotyczy czasów II Wojny Światowej z całym jej okrucieństwem. Czytelnik, zwłaszcza młody odbiorca, dowiaduje się, że w straszne oblicze Holokaustu zajrzały też niemieckie dzieci, ich rodziny i cały naród, ukochany przecież przez głównego sprawcę- którym był Fuhrer Adolf Hitler.

 

Wojna to czas, kiedy śmierć jest wszechobecna i każdy czuje jej oddech na swoich plecach. I strach. Na każdym kroku.Pomimo powagi tematu, lektura ma łagodny przekaz i z łatwością trafia do czytelnika.Osiągnął to Zusak poprzez swój oryginalny zabieg, jakim jest personifikacja śmierci. Umiejętnie stwarza dystans do całego wojennego piekła. Poprzez dowcip, czarny humor, pewną infantylność w stylu pisania, aplikuje czytelnikowi skuteczny środek znieczulający w odbiorze swego przekazu.

 

Liesel - 10 letnia dziewczynka, córka niemieckich komunistów, krzyczy z każdej strony, że u nich też była straszna wojna. Krzyczy, że bardzo nienawidzi Hitlera. Poznajemy ją , gdy z matką i 6 letnim bratem Wernerem, jadą pociągiem do Rosy i Hansa Hubermannów, którzy mają być dla dzieci rodzicami zastępczymi. Jadą w nieznane, gdzieś w okolice Monachium. Straszna była to podróż. Braciszek nagle umiera w pociągu. Pochowano go w miejscowości, której nazwy Liesel nie pamiętała.A ona z matką musiały jechać dalej. Dlaczego mama musi ją oddać obcym ludziom? Została sama. Z rozdartym sercem. Pozostała jej książka, która będzie jej ich przypominała. Matkę i braciszka. Ukradła ją na pogrzebie brata. Książka leżała w śniegu - czarny "Podręcznik grabarza". Był dla niej elementarzem. Uczyła się z niego pierwszych słów. Uczyła się czytać. W tej mozolnej edukacji pomagał jej Hans - nowy ojciec. Poczciwy, dobry człowiek.Słowa pisał jej białą farbą na ścianach piwnicy, albo też na odwrotnej stronie papieru ściernego.Grał dziewczynce na ukochanym akordeonie. Z muzyki i z tych słów powstała ich przyjaźń, która miała zapach farby i tytoniu.

 

Tęskniła za mamą. Rosa - matka zastępcza była zimna, despotyczna i wulgarna. Bynajmniej taką ją postrzegała na samym początku, kiedy było jej tak strasznie ciężko. Tęskniła za braciszkiem. Nawiedzały ją nocne koszmary. Bo najtrudniej jest tym, "co zostają z tyłu. Mają podziurawione serca i rozbite płuca."

 

Ucieczką dla Liesel były książki. Pisanie i czytanie słów dawało jej ogromną satysfakcję. Dzięki nim poznawała swój lepszy świat, a to dawało jej poczucie bezpieczeństwa. Fascynacja słowami była niepohamowanym napędem do zdobycia następnej, kolejnej i jeszcze jednej książki. Jak je zdobyć?

 

Kradła. Nie rozumiała wielu rzeczy, które działy się wokół. Najbardziej nie rozumiała, dlaczego ludzie palą książki? Drugą książkę ukradła z ognia, ze stosu palonego w dniu urodzin Hitlera. Nie zważając na poparzone ręce, mocno ją do siebie tuliła. Książki kojarzyły się Liesel z jedynym dobrem, jaki odczuwała w ten trudny czas. Czytanie było miarą przyjaźni z Żydem Maxem, którego jej nowi rodzice ukrywali w swojej piwnicy. Dużo czasu spędzali razem. Przynosiła mu w prezencie prognozy pogody, opis nieba, nawet śnieg, żeby wspólnie zrobić bałwana.
Max też miał książkę - "Mein Kampf" autorstwa Adolfa Hitlera ("Moja Walka"), z którą odbył podróż do swojej kryjówki.

- "Czy to dobra książka?"- pytała Liesel swego przyjaciela.
-"Najlepsza ze wszystkich. Uratowała mi życie"- odpowiedział.

 

A potem pomalował białą farbą strony książki, by móc napisać rysunkową książkę "Strząsaczka słów". Zbiór myśli i wspólnych przeżyć w prezencie dla Liesel. Na pozostałych białych kartkach ona sama później będzie pisała swoją książkę.
W tak bezwzględnych czasach zawiązują się przyjaźnie. Zawiązują się tak mocno, że nic i nikt ich nie rozwiąże. Liesel miała przyjaciela z sąsiedztwa-Rudiego. Razem urządzali sobie zabawy, grę w piłkę, eskapady na rowerach. Razem kradli jabłka, jedzenie no i książki. Największy głód, jaki czuła Liesel, to głód słów. Zakradali się do biblioteki żony burmistrza.Było to miejsce niepojęte. Totalne objawienie. Widok takiej ilości książek i możliwość ich dotknięcia graniczyły z cudem.

 

Jaką drogę mentalną przeszły dzieci w tej czarnej swej rzeczywistości. Jak szybko musiały wyzbyć się dzieciństwa, marzeń. Dopiero co beztrosko kradły jabłka, jedzenie, a już za chwilę, narażając życie, rozkładają chleb na drodze. Drogą tą pójdą Żydzi w swej" Paradzie" do Dachau, w swym "preludium do śmierci". Dogłębnie mnie wzruszył opis przemarszu Żydów. Co wtedy myśli, co czuje Liesel? Chciała, by Żydzi mogli wyczytać z jej oczu, z jej twarzy ból i współczucie. "Ukrywam w piwnicy jednego z Was"- krzyczała swym niemym wewnętrznym głosem.
Pisarz wykazał się wielkim kunsztem opisując codzienność wojenną postrzeganą przez dzieci. Ich dzieciństwo miało gorzki i słony smak. Osłodzić go mogły tylko jednym cukierkiem ssanym na zmianę. Stan ich umysłu nie mógł pojąć dlaczego nie można kibicować czarnoskóremu biegaczowi, dlaczego giną ludzie, dlaczego wciąż muszą się bać?

 

Liesel wiedziała jedno, że za bilans jej strat, brak matki, brata, winny jest jeden człowiek.
- "Nienawidzę Fuhrera! Nienawidzę!"- wyraziła swą wściekłość.
I za te słowa ukochany papa wymierzył jej mocny karcący policzek.
I znów nic nie rozumiała....

 

Przecież papa też go nienawidził. Sam nie był nazistą, nie należał nawet do partii. Ukrywał Żyda. Podawał rękę z chlebem upadającemu w przemarszu Żydowi. Narażał życie, by zachować resztki człowieczeństwa.
No więc d l a c z e g o....?

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież


Współpracujemy z: