Zapiski Niewidomego Taty

Autor: Ryan Knighton

Okładka wydania

Zapiski Niewidomego Taty

Dodatkowe informacje


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

Wybierz opinię:

Katee

Opieka nad noworodkiem nie jest łatwa. Dziecko wymaga maksimum uwagi, nawet na moment nie można spuścić go z oczu by nie zrobiło sobie krzywdy. Przygotowanie posiłku, zmiana pieluchy, nocne wstawanie, kąpiel, nawet podanie smoczka, to skomplikowane czynności, które młodym rodzicom początkowo przysparzają wielu trudności. Potrzeba czasu by człowiek oswoił się z rodzicielstwem, nauczył "obsługi" małego człowieka. Dodatkowym utrudnieniem może być niepełnosprawność jednego z rodziców, wtedy większość obowiązków i trud związany z wychowaniem dziecka spada przeważnie na jedną osobę. Mimo wszystko ludzie niepełnosprawni decydują się na dziecko, wiedzą, że nie będzie łatwo, że czeka ich ciężka praca i masa wyzwań.

 

Ryan Knighton jest pisarzem i wykładowcą uniwersyteckim, w wyniku choroby genetycznej traci wzrok, mimo wszystko stara się prowadzić normalne życie, ma kochającą żonę, wymarzony dom, dobrze płatną pracę, do pełni szczęścia brakuje tylko dziecka. Ryan nie jest pewny czy spełni się w roli ojca, obawia się nawału obowiązków, boi się, że ślepota nie pozwoli w pełni cieszyć się rodzicielstwem.

 

Po kilku przeszkodach na świecie pojawia się Tess. Życie Rayana zmienia się nie do poznania. Targają nim sprzeczne uczucia, jest dumny, cieszy się, ale równocześnie czuje, że nie dość mocno kocha córkę, nie zajmuje się nią tak jak chciałby. Ma do siebie żal za to, że cała odpowiedzialność zwalił na barki żony. Wszystkie próby odciążenia Tracy kończą się niepowodzeniem a wręcz przysparzają żonie jeszcze więcej pracy. Mimo wszystko Ryan się nie poddaje i podejmuje kolejne próby zbliżenia się do dziecka.

 

Książka wzbudziła we mnie mieszane uczucia. Postać Ryana wzruszała mnie i irytowała równocześnie. Niektóre próby normalnego funkcjonowania, których się podejmował, na pewno wymagały wielkiej odwagi. Na podziw zasługuje Tracy, nie wiele jest kobiet, które zdecydowałyby się na związek z niewidomym mężczyzną. Trzeba mieć wiele cierpliwości i samozaparcia by równocześnie zajmować się domem, dzieckiem, pracą i niepełnosprawnym mężem.

 

Autor opisuje swoje perypetie z dużą dozą poczucia humoru. Mimo trwałego kalectwa nie traci pogody ducha i podchodzi do życia z wielką rezerwą. To co jednych na stałe wykluczyłoby z życia, Ryana tylko na chwilę wytrąca z równowagi i mobilizuje do dalszej walki.

 

Zauroczyła mnie okładka książki. Maleństwo przenikliwie patrzące, będące oczami swojego niewidomego taty.

 

Ciekawi mnie jak dalej potoczyły się losy tej niezwykłej rodziny.

Isabelle

U Ryana Knightona w wieku osiemnastu lat zdiagnozowano chorobę, która stopniowo powodowała utratę wzroku. W momencie, kiedy wraz z żoną Tracy postanowili rozpocząć starania o dziecko, nie widział już prawie nic. Świadomy swojej niepełnosprawności w sposób niezwykle szczery, często niepozbawiony humoru, opowiada nam anegdoty i historie z czasu oczekiwania na potomka i pierwszych dwóch lat jego życia.

 

W przypadku małżeństwa Knightonów, starania o córkę lub syna zaczęły się od rozczarowania. Pierwsza ciąża, okazała się zaśniadową i po kilku tygodniach uległa poronieniu, a dodatkowo, leczenie wymagało poddania się chemioterapii i odczekania roku do następnych prób.

 

Po wszystkich przeżyciach związanych z pierwszą nieudaną ciążą Ryan i Tracy z większą obawą, ale i radością przyjęli informacje o kolejnej. Mężczyzna przez dziewięć miesięcy przygotowywał się do roli... niewidomego ojca. Kiedy Tess przyszła na świat, ojciec musiał się zmierzyć z ograniczeniami, których nie jesteśmy w stanie sobie nawet wyobrazić... A może spróbujmy zamknąć oczy i przejść się z dzieckiem w nosidełku ruchliwą ulicą, gdzie na każdym centymetrze naszej drogi, możemy natknąć się na jakąś nieprzewidzianą przeszkodę, albo spróbujmy przewinąć i umyć niespokojne dziecko, które wierzga nóżkami... Każda, nawet prozaiczna czynność, niesie za sobą niebezpieczeństwo "uszkodzenia" dziewczynki. Ryan musiał się zmierzyć nie tylko z byciem ojcem, ale również z wszelkimi ograniczeniami, jakie niosła za sobą jego niepełnosprawność. A o wszystkim pisze bez użalania się nad sobą, często w ironiczny i humorystyczny sposób.

 

Książka porusza nietypową tematykę... Kiedyś próbowałam zamknąć oczy i wykonać jakieś proste czynności, niestety skończyło się to niepowodzeniem. Nie potrafię więc, wyobrazić sobie opieki nad noworodkiem! Dlatego tym bardziej jestem pod wrażeniem determinacji autora, który mimo obaw, starał się w wychowaniu małej Tess uczestniczyć.

 

"Zapiski niewidomego taty" to ciekawie i sprawnie napisany dziennik, który nam widzącym powinien uświadomić, jak wielką radością może być samo "widzenie", czyli coś co wydaje się takie oczywiste. Ceńmy zatem to co mamy i cieszmy się nawet najmniejszymi sukcesami dzieci i bliskich nam osób!

Izuś

"Zapiski niewidomego taty" na myśl przywodzą historię, pełną bólu, cierpienia i użalania się nad swoim losem. Nic bardziej złudnego.
"Zapiski niewidomego taty" to książka o tym, jak to jest być ojcem, a nie móc widzieć swojego dziecka i tego jak się rozwija. Ryan Knighton napisał powieść autobiograficzną, okraszoną trafnymi spostrzeżeniami, ciętymi ripostami i dobrym humorem.

 

Autor, jako młody człowiek stracił wzrok. Dużo czasu zajęło mu, przystosowanie się do życia w ciemnościach, ale w końcu mu się udało. Gdy poczuł się już na tyle pewnie okazało się, że będzie musiał przystosować się do czegoś dużo trudniejszego. Otóż jego żona spodziewa się dziecka. Nie, to nie wpadka, obydwoje bardzo pragnęli mieć dziecko. Ale co innego go pragnąć, a co innego mieć świadomość, że za 9 miesięcy wśród nich będzie malutki chłopczyk bądź dziewczynka!
Prócz ogromnej radości jaka towarzyszy temu wydarzeniu, w duszy Ryana jest też mnóstwo wątpliwości. Jak poradzi sobie w opiece nad dzieckiem? Jak pokaże świat, skoro sam nic nie widzi? Jakim będzie rodzicem? w końcu czy niewidomy może być bezpieczny dla swojego dziecka?

 

Ryan, bije się z myślami, pokazując swoje rozterki czytelnikowi z różnych punktów widzenia.

 

Wie, jak bardzo teraz potrzebuje go żona, ma też świadomość, że jako niewidomy ma ograniczone pole możliwości. Stara się więc nie przeszkadzać, ale być w pobliżu.

 

Jeżeli w książce szukacie dramatyzmu czy użalania się nad sobą, z pewnością tego nie znajdziecie. Ryan, nawet wiedząc, jakim jest czasem ciężarem dla żony, która w moich oczach jest wspaniałą kobietą, nigdy się nie poddawał i walczył o to, aby żyć jak normalny, zdrowy człowiek. Gdy na świecie, pojawia się w końcu wyczekiwana córeczka, Ryan wychodzi z nią na spacery, i stara się być normalnym ojcem. Nie jest to proste, i na swojej drodze spotka wiele trudności, jednakże w książce nie ma nawet słowa o tym, żeby się poddać.

 

Na uwagę zasługuje relacja jaką tworzy Ryan z Tracy. Tracy jest żoną Ryana. Jest niesamowicie silną i zaradną kobietą. Ja ogromnie ją polubiłam, i w książce bardzo brakowało mi jej punktu widzenia. Ryan bardzo kocha swoją żonę, ale w książce brakuje takiego typowego sentymentalizmu małżeńskiego. Tracy, nauczona jest ze wszystkim radzić sobie sama. Ma świadomość, że mąż jej nie pomoże, więc razem tworzą taką niecodzienną parę, gdzie żona jest tą osobą dominującą, natomiast mąż stara się nie być uciążliwy.

 

Dla mnie "Zapiski niewidomego taty" , są cudownym dowodem na to, że miłość do dziecka spycha na bok wszystkie ograniczenia, że chcieć to znaczy móc. Ryan został ojcem, i wziął na siebie odpowiedzialność za wychowanie dziecka. Mimo ograniczeń, nauczył się życia z dzieckiem i dla dziecka. Polecam.

Vivi22

Od jakiegoś czasu miałam ochotę na tę książkę chyba z racji tytułu i poruszanego tematu. Kilka dni temu stałam się szczęśliwą posiadaczką książki. Po przybyciu do domu, jak tylko miałam wolną chwilkę, zaczęłam czytać.

 

Super okładka. Słodki dzieciak trzymany a raczej tulony przez mężczyznę. Prawdopodobnie przez tatę, no bo jakże inaczej?

 

"Zapiski..." czyta się super szybko. Książka ma 280 stron, nie licząc podziękowań i spisu treści. Faktycznie jest napisana przez niewidomego ojca.

 

Czego się spodziewałam po książce? Zanim się za nią wzięłam to chciałam w niej znaleźć zmagania młodego, niedoświadczonego ojca, który dodatkowo ma utrudnione zadanie ze względu na swoją postępującą chorobę.

 

Spodziewałam się dużo opisanych sytuacji, gdzie tata uczy się postępowania i opiekowania się małą Tess. Bo przecież każdy młody rodzic zaczyna od zera. Tak jak główny bohater.

 

Co dostałam? Książka zaczyna się od momentu rozpoczęcia starań Ryana i Tracy o dziecko. Zmiana mieszkania, lekarze, badania... Fabuła dotycząca tytułu książki zaczyna się na 130 stronie. A książka ma 280 stron... Dla mnie za daleko zaczyna się to wszystko dziać.

 

Ponieważ jestem młodą (jeszcze) mamą 11 miesięcznej Emilki, to mam na tyle świeże doświadczenia, że mogę się do nich odnieść w porównaniu z książką. W pamięci zostały mi opisy zmiany pieluchy Tess przez tatę i próby wychodzenia na spacer. Aha. I jeszcze zjazd młodych ojców zajmujących się na pełen etat maluszkami w domu.

 

Czy to dużo? Ktoś mi kiedyś powiedział na studiach, że jak po obejrzeniu filmu jestem w stanie przypomnieć sobie 4 sceny, to film był dobry. Ja nie pamiętam 4 scen z książki...

 

Za mało się dzieje. Za mało jest problemów związanych z ojcostwem. Nie wiem dlaczego, ale przed przeczytaniem książki, byłam przekonana, że mimo problemów Ryana powodowanych utratą wzroku, młody ojciec lepiej będzie sobie radził z córką. Nauczy się wielu rzeczy, znajdzie swoje sposoby na zmianę pieluchy czy danie smoczka. Po skończonej lekturze miałam wrażenie, że tata miał na swojej ojcowskiej drodze, same kłody pod nogami, których nie umiał przesunąć.

 

Dopiero gdy Tess podrosła i zaczęłam chodzić, ojciec z córką znajdują współną drogę. Tess znajduje drogę do ojca.

 

Z tyłu na okładce jest napisane:
"w tej wzruszającej i zabawnej autobiografii niewidomego taty zostaje odkryta tajemnica magicznej więzi łączącej rodziców i dziecko, zanim jeszcze pojawią się słowa."

 

Jak dla mnie nie jest to ani wzruszająca ani zabawna autobiografia. Nie ma tajemnicy magicznej więzi łączącej rodziców i dziecko. Nie w tej książce...

Hadzia

„Boję się, że moja ślepota okaże się przeszkodą, w momencie kiedy Tracy będzie mnie najbardziej potrzebowała."

 

Wyobraźcie sobie sytuację, w której macie oczy zasłonięte opaską i tak macie wykonywać wszystkie codzienne czynności, trudne, nieprawdaż? Tak na co dzień żyje autor książki - Ryan Knighton, u którego w wieku osiemnastu lat zdiagnozowano retinopatię - chorobę niszczącą wzrok i to właśnie przez nią obecnie jest niewidomy, ale mimo tego się nie poddaje nadal stara się żyć normalnie, ale nieraz mu to nie wychodzi. Ogarnia go strach, czego dowodem może być cytat rozpoczynający moją recenzję. Autor w Zapiskach niewidomego taty opisuje swoje przeżycia związane z ojcostwem, dzieli się swoimi przemyślenia na temat tego jak to jest być niewidomym ojcem, co to znaczy tak wychowywać dziecko, a wcześniej na nie czekać. Widzimy jak wielka jest to pomoc w chęci pomocy ciężarnej czy obolałej zaraz po porodzie żonie. Jednak widzimy że można żyć względnie normalnie, bez zbędnego użalania się nad sobą. Ryan Knighton jest tego przykładem, będąc ojcem, mężem a także wykładowcą na Uniwersytecie Capilano i nie rezygnując z tego mimo swojej choroby.

 

„Zapiski niewidomego taty" są książką wyjątkową. Choć spodziewałam się większej ilości opisów tego, jak autor radzi sobie z dzieckiem, jednak sama pozycja poruszyła mnie do głębi. Pełna trafnych uwag, niechęci bycia ciężarem dla kogokolwiek i pomoc na ile jest to tylko możliwe. Pełna poruszających relacji z tego jak zajmować się własnym dzieckiem, jednocześnie nie widząc jak wygląda, jak duże jest, w co jest ubrane, czy chociażby jaką zabawką się bawi. Moim zdaniem jest to książka warta przeczytania, przez każdego. Dzięki niej można docenić to, co się ma, nie poddawać się w tym co się robi... Jest to książka napisana niezbyt skomplikowanym językiem, który trafi do każdego, a niecałe 300 stron to naprawdę niedużo, a warto poświęcić czas na tę pozycję. Polecam z całego serca!

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież


Współpracujemy z: