Zapach Spalonych Kwiatów

Autor: Melissa De La Cruz

Okładka wydania

Zapach Spalonych Kwiatów

Dodatkowe informacje


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

Wybierz opinię:

Madmad35

  „Miłość to zupełnie coś innego – jest skomplikowana. Czarownica nie przygotowała się na to, by ją czuć do dwóch mężczyzn równocześnie i nie chciała myśleć, co to oznacza. Nie miała wątpliwości co do swoich uczuć do Brana, ale teraz pojawił się Killian i w krótkim czasie stał się jej bardzo bliski." S. 164

 

To moje pierwsze spotkanie z twórczością Melissy De La Cruz, mimo, iż na półce od dawna czeka seria „Błękitnokrwiści". Autorka bardzo przypadła mi do gustu i pewnie wkrótce sięgnę po jej kolejne książki.

 

Akcja powieści „Zapach spalonych kwiatów" toczy się w niewielkiej miejscowości położonej na skraju Atlantyku – North Hampton. Miasteczko niczym nie różni się od innych miejscowości. Zamieszkują je zwykli ludzie na co dzień zajmujący się rolnictwem i rybołówstwem. W miasteczku tym mieszkają również bohaterki powieści Joanna Beauchamp i jej dwie córki Ingrid i Freya. Z pozoru niczym nie różniące się od innych. Ingrid pracuje w bibliotece, Freya jako barmanka, Joanna zajmuje się domem. Jednak wszystkie skrywają tajemnice – są czarownicami i są nieśmiertelne. Niestety zakazem Rady nie mogę używać swojej magii. Muszą żyć w śródświeciu i nie wyróżniać się wśród mieszkańców.

 

„Powiedziano Beauchampom, że jeśli dalej chcą żyć w śródświecie, każda z czarownic musi przystosować się do nowych warunków: do wyroku ograniczającego magiczne moce. Oznaczało to, że nie będą mogły dłużej uprawiać magii bez ryzyka kary i oskarżenia ze strony rady. Miały żyć jak ludzie, prowadzić życie tak zwyczajne jak to tylko możliwe. Nie mogły zwracać nadmiernej uwagi otoczenia, co mogłoby grozić odkryciem ich tożsamości. Jeśli chciały przetrwać w śródświeciu, musiały się zgodzić na życie w cieniu." S.243

 

Jednak życie w ukryciu nie było w naturze kobiet, zwłaszcza w naturze najbardziej zbuntowanej z nich – Freyi. To ona pierwsza złamała zakaz i zaczęła używać magii. Pozornie nie robiła nic złego. W barze, w którym pracowała, zaczęła serwować napoje (drinki) o miłosnym działaniu. Chciała pomóc odnaleźć się dwóm zbłąkanym sercom. Zwłaszcza, że miała szczególną zdolność odczuwania emocji jakie kryją w sobie ludzie przychodzący do baru. Znała ich myśli i pragnienia.

 

W ślad siostry poszła Ingrid. Nie mogła dłużej patrzeć na starania swojej przyjaciółki by zostać matką. Postanowiła za pomocą specjalnych magicznych węzłów pomóc jej. Gdy wieść o tym, że Tabitha spodziewa się dziecka i zawdzięcza to właśnie Ingrid, do bibliotekarki o pomoc zaczęło się zwracać coraz więcej kobiet.

 

Joanna też nie potrafiła żyć bez magii. Wykorzystywała je w szczególności w domowych pracach np. ratowała przypalone ciasto.

 

Wkrótce jednak w spokojnym miasteczku zaczynają się dziać dziwne rzeczy. Martwe zwierzęta, bezpłodność kobiet i dziwna mazista substancja wydobywająca się z dna morza to pierwsze symptomy nadchodzącego nieszczęścia. Czarownice próbują rozwiązać zagadkę tych nieszczęść. Niestety sytuacja pogarsza się, gdy pewnego dnia ginie młoda dziewczyna, a burmistrz miasta popełnia samobójstwo. Wszystkie znaki wskazują na to, że zamieszane w to wszystko są panie Beauchamp. Jak się zakończy cała historia przeczytajcie w „Zapachu spalonych kwiatów", pierwszym tomie cyklu Ród Beauchamp.

 

Książkę czyta się bardzo fajnie. Wciągająca od pierwszych stron. Autorka powoli pobudza ciekawość czytelnika, coraz bardziej rozwijając akcję i pozwalając nam poznać kolejne szczegóły z przeszłości bohaterek. Nadprzyrodzone zdolności kobiet wspaniale komponują się z życiem codziennym miasteczka. Bardzo fajnie scharakteryzowane zostały postacie powieści. Od razu widać kto jest tutaj czarnym charakterem, komu można zaufać a komu nie.

 

Melissa De la Cruz w swojej nowej powieści bardzo fajnie rozwinęła wątek miłosny. Freya wkrótce ma wyjść za mąż za Brana, jednak bardziej pociąga ją seksualnie jego brat Killian. Z nim przeżywa największe uniesienia seksualne, których opisami raczy nas autorka. Stąd w odróżnieniu od poprzednich powieści pisarki, ta jest przeznaczona dla osób dorosłych. Uważam jednak, że nie jest to jakiś wielki erotyk, i pewnie młodzież w dzisiejszych czasach raczy się bardziej szczegółowymi opisami rozkoszy miłosnych niż te przedstawione w „Zapachu spalonych kwiatów

 

Zachęcam do przeczytania powieści. Bohaterek nie da się nie polubić. Ja z niecierpliwością czekam na kontynuację powieści, bo szczerze przyznam, czuję mały niedosyt jeśli chodzi o zakończenie. Wiem, że to taki typowy trik pisarski i zapowiedź kontynuacji, ale ja chciałabym już dziś wiedzieć co dalej...
Zostaje mi cierpliwie czekać.

Natula

  Melissa De La Cruz znana jest z cykli powieściowych „Au Pair" i „Błękitnokrwiści". Podejrzewam, że nawet jeśli nie darzy się sympatią tych „masowych produkcji" to i tak większość osób kojarzy powyższe tytuły. Tym razem znana amerykańska pisarka oczarowała swoich czytelników magią książki „Zapach spalonych kwiatów".
Zanim powieść wpadła w moje ręce, dość sporo o niej czytałam i po wielu komplementujących recenzjach, spodziewałam się, że lektura ta spowoduje małe trzęsienie ziemi, niestety nic takiego się nie stało.

 

Trzy kobiety, a każda inna. Freya, Jngrid i Joanna, nie są zwykłymi mieszkankami East End, to czarownice, które wyrokiem Najwyższej Rady mają zakaz używania czarów. Jednak magia jest dla nich jak oddychanie, a bez tego nie da się żyć. Zdobywając się na odwagę, stosują niewielkie czary pomagając tym okolicznym mieszkańcom. W międzyczasie zaczynają dziać się niepokojące rzeczy, Freya która niedługo wychodzi za mąż, czuje że nieopisana siła ciągnie ją do brata własnego narzeczonego, Jngrid śnią się koszmary, a Joanna przeczuwa, że coś niedobrego zaczyna dziać się w miasteczku, kiedy zauważa martwe ptaki na plaży, jest przekonana, że jej obawy nie są bezpodstawne.

 

Po przeczytaniu opisu powieści, można stwierdzić, że historia ma potencjał – to nie ulega wątpliwości, ale co z tego, skoro autorka tego nie wykorzystała.
Przejdźmy jednak do meritum. „Zapach spalonych kwiatów" przypomina mi mieszankę dwóch znanych amerykańskich produkcji: „Czarownic z Eastwick" i „Totalną magię". Oba filmy przedstawiały perypetie współczesnych czarownic, nie jakiś literackich dziwadeł z kurzajkami na nosie, rozpustnych i pijących bruderszafta z diabłem, tylko kobiet parających się na co dzień zwyczajną pracą i miłujących płócienne kolorowe sukienki. Sam fakt, że to już gdzieś było, sprawia, że opowieść o trzech czarownicach nie jest oryginalna. Mało tego, książce brakuje spójności, miałam wrażenie, że pewne wątki zaczynały się, ale nigdy nie kończyły, a wiele fragmentów, to niczego nie wnoszące pogadanki i bladzieńkie wspomnienia, które nie wzbogacają treści.

 

Po takim potraktowaniu tematu, można by rzecz, że powieść o magii nie ma magii, ale to nie prawda, bo cały sukces książki tkwi w czarach. Wyrośliśmy z pieluch i ze słodkich dobranocek, ale nic tak nie działa na naszą wyobraźnię jak biała magia. Wierzymy w to co niemożliwe, uwielbiamy dobre czarownice, wróżkę zębuszkę i ze strachem wspominamy piaskowego dziadka. Sugestywny obraz czarownicy i jej magicznego hokus pokus przenosi nas w szczenięce lata, cudownie jest czytać o magicznych miłosnych koktajlach, o lataniu na miotle i układaniu zaklęć. W tym momencie nieważne jest, że nasi bohaterowie to idealne, przepiękne postacie (po raz kolejny, młodzi, piękni i bogaci), fabuła nie zaskakuje, co najważniejsze brak jej klimatu trwogi - w zaistniałych okolicznościach taki właśnie być powinien -, to wszystko jest nieważne, bo kiedy czytamy jak czarownica tuli do serca małego chłopca, ożywiając jego ołowiane żołnierzyki to obraz ten, kruszy każde serce i w tym jest właśnie magia tej książki.

 

Lektura powieści jest idealną pozycją dla marzycieli, dla czytelników którym chcą choć na chwilę wrócić do dziecinnych lat i do fantastycznych wizji o dobrych wróżkach. „Zapach spalonych kwiatów" Melisy De La Cruz nie grzeszy unikatowością, książka ma wiele niedociągnięć, jednak czytanie jej to radość i zabawa, to jak huśtanie się nocą nad krystalicznie czystą wodą, kiedy nad głową błyszczą gwiazdy, a elfy ze świetlikami bawią się w chowanego.

 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova, a także portalowi Sztukater za jej udostępnienie.

Kolmanka

Z Melissą De La Cruz spotykam się po raz pierwszy. Słyszałam niejednokrotnie, że jej powieści podbijają listy najchętniej czytanych książek z gatunku fantasy. Chciałam się przekonać czy nie jest to tylko chwyt marketingowy. Już na wstępie mogę Was zapewnić, że nie jest.

 

Akcja powieści toczy się w czasach współczesnych gdzieś w North Hampton „na samym skraju Atlantyku". Czytelnik poznaje trzy niezwykłe kobiety, które łączy nie tylko więź rodzina ale i fakt, że są czarownicami uprawiającymi białą magię.

 

Joanna, matka dwóch pozostałych czarownic jest spokojną i wiodącą dość nudne życie kobietą. Całymi dnami zajmuje się domostwem i drży z niepokoju o swoje dziwaczne nieco córki. Ingrid jest doskonałym stereotypem starej panny. Pracuje w miejscowej bibliotece i jej życie mija głównie na układaniu książek na półkach czy też nakładaniu kar pieniężnych na wystraszonych czytelników biblioteki. Życie osobiste Ingrid dawno obrosło pajęczyną. Freya natomiast to wulkan energii, kobieta szalona i wyzwolona, uwodzicielska i bez zahamowań. Pracuje jako barmanka w dobrze prosperującym barze i serwuje drinki, które przyprawiają klientów o zawrót głowy i budzą w nich najgłębiej ukryte żądze.

 

Kobiety nie wzbudzają podejrzeń u sąsiadów i znajomych. Nikt nawet nie przypuszcza ile liczą sobie lat.

 

„Joanna, podobnie jak jej córki, nie była ani stara ani młoda. A jednak wygląd każdej z nich w pewnym stopniu wiązał się z ich indywidualnymi zdolnościami. Freya, pierwsza oznaka miłości, w zależności od potrzeb, mogła liczyć sobie od szesnastu do dwudziestu trzech lat, podczas gdy Ingrid, strażniczka domowego ogniska, wyglądała i zachowywała się jak dwudziestosiedmio- lub trzydziestopięciolatka. Joanna natomiast, jako że mądrość przychodziła z doświadczeniem, miała rysy kobiety po sześćdziesiątce – nawet jeśli w głębi serca czuła się jak podlotek".

 

Ich codzienne życie burzy jedno zdarzenie. Na swoim przyjęciu zaręczynowym Freya poznaje przystojnego Killiana – brata jej przyszłego męża. Między dwojgiem dochodzi do szalonego i pełnego namiętności stosunku. Freya nie rozumie swoich emocji i zachowania, czuje jak to uczucie przejmuje kontrolę nad jej umysłem i ciałem. Oddawali się grzesznej przyjemności, gdy obok trwała zabawa i „cukrowe róże nagle, w środku przyjęcia, stanęły w płomieniach". Od tego incydentu zaczynają dziać się dziwne rzeczy. Kilian staje się dla dziewczyny obsesją i największą udręką. Jako, że jej narzeczony ciągle jest w rozjazdach, zdrada przychodzi jej nadspodziewanie łatwo. Nie potrafi nad sobą zapanować.

 

Po kilku dniach Joanna znajduje na plaży trzy martwe ptaki, a Ingrid odkrywa w sobie powołanie do niesienia pomocy innym poprzez magię. W miasteczku zaczyna dochodzić do serii dziwnych i nie dających się wytłumaczyć incydentów: szalenie tajemniczy wirus, okoliczne wody zatruwa maziowata ciecz, kobiety stają się bezpłodne a ludzie giną bez śladu. Czy ma to jakiś związek z głównymi bohaterkami powieści? Jakie zaskoczenia i problemy przyniosą konsekwencje podejmowanych przez nie decyzji? Tego zdradzić niestety nie mogę.

 

Książkę Zapach spalonych kwiatów chłonie się jak gąbkę. W początkowej fazie lektury bardzo polubiłam i nieco zżyłam się z czarownicami. Ich zachowanie i emocje są prawdziwe, nie przerysowane z postaci innych znanych czarownic ze świata literatury i filmu. Powieść wciąga swoją fabułą i wartko posuwającą się akcją. Przez całą lekturę towarzyszy nam aura magii, zaczarowanych różdżek, zaklęć, eliksirów miłości i elementów fantastyki. Nigdy nie byłam entuzjastką tego gatunku literackiego, jednak po tej lekturze patrzę na niego już troszeczkę inaczej. Chyba mogę zaryzykować stwierdzenie, że Zapach spalonych kwiatów to nie tylko fantastyka, ale także dramat, romans, kryminał i mrożący krew w żyłach horror. Dodatkowym elementem przykuwającym wzrok jest okładka. Piękna, „dopieszczona" i wielce wymowna. Polecam Wam powieść na długie, ciemne wieczory, koniecznie w towarzystwie gorącej herbaty i szeregu płonących świec.

Izuś

"Trzy kobiety, dwóch mężczyzn i jedna tajemnica". Tak książkę podsumował wydawca i rzeczywiście z tym się zgodzę. Tak w skrócie, można określić "Zapach spalonych kwiatów". W rzeczywistości książka jest zachwycająca i już przyglądając się okładce trudno się jej oprzeć.

 

Głównymi bohaterkami są trzy kobiety z rodu Beauchampów: Joanna, Freya i Ingrid. Kobiety to czarownice! Tak! Nawet nie wiecie jaka byłam zaskoczona. Uwielbiam czarownice, a wydawca nic o tym fakcie nie wspomniał!
Te trzy kobiety wiele w życiu przeszły. Skazane w Salem, wiele lat temu za czary nie mogły używać magii. Teraz powoli starają się przemycać ją w swojej codzienności, co niestety nie wyjdzie im na dobre.

 

Freya, jest najbardziej wyzwolona z całej trójki. Ubiera się wyzywająco, ale jest przy tym bardzo ujmująca i kobieca. Wszystko czego dotknie zamienia się w przysłowiowe złoto. Potrawy, które podaje zawsze są pyszne, a drinki, które serwuje w barze mogą zdziałać cuda, w sferze miłosnej i sensualnej.

 

Ingrid - to cicha i spokojna dziewczyna, która realizuje się pracując w bibliotece. Swojej magii zaczyna używać lecząc innych. Oczyszcza organizmy kobiet, pozwalając im zajść w ciążę, łączy ze sobą pary za pomocą supełków i pomaga w innych równie ważnych sprawach zdrowotnych i miłosnych.

 

Joanna, swoją magię wykorzystuje do zabawy z malutki Tylerem. Gdy kobieta zajmuje się chłopcem, żołnierzyki ruszają na wojnę, maskotki mówią, a ciasto, które jeszcze przed chwilą było zwęglone, wygląda cudownie.

 

Wydawać by się mogło, że kobiety nie robią nic złego... Niestety używanie magii nie wyjdzie im na dobre..
Podczas przyjęcia zaręczynowego Frei, kobieta pozna brata swojego wybranka, a to będzie pierwszy krok w drodze zatracenia. Ten krok. zmieni życie nie tylko czarownic ale wszystkich ludzi w mieście.
Jeszcze nie wiecie, ale zostały otwarte drzwi, przez których szczelinę, sączy się ciemność...

 

Książka jest REWELACYJNA. Motyw czarownic jest mi bardzo bliski i jestem trochę zawiedziona faktem, że na okładce nigdzie nie jest o tym wspomniane.
Nie spodziewałam się tak dobrej książki to po pierwsze. Po drugie bardzo podoba mi się sposób przedstawienia historii. Nie ma długiego wstępu, akcja od razu rusza z miejsca, a po drodze dowiadujemy się o przeszłości bohaterek. Po trzecie, jest napięcie! Nie sztuczne, ale prawdziwe. I oczywiście od początku, w czytelniku budzi się detektyw, który posiada ogromną chęć odkrycia zagadki.

 

Dodatkowo, koniec jest tak zaskakujący, że właściwie nie można stwierdzić czy książka skończyła się dobrze czy źle:)
Wiem jedno. Według mnie koniec zwiastuje, że będzie kontynuacja!

MirandaKorner

  Zapach spalonych kwiatów otacza Cię ze wszystkich stron. Otula Cię jak ciasny kokon. Próbujesz wydostać się spod jego siły, jednak nie jesteś w stanie. Czujesz, że nieuchronnie zbliża się coś, czego nie będziesz mogła powstrzymać. Teraz możesz już tylko biernie obserwować bieg nadchodzących wydarzeń.

 

Czarownice to motyw często pojawiający się w literaturze czy filmie. Wiele mitów i legend opowiada o istotach władających magią. Wiele lat temu palono na stosach kobiety posądzane o uprawianie czarów. Wzbudzały one strach społeczeństwa, a wszelkie niezrozumiałe zjawiska przypisywano nadnaturalnym siłom. W dzisiejszych czasach magię zastąpiła nauka; wszystko można wyjaśnić w logiczny sposób. Przecież to oczywiste, że czarownice nie istnieją! Prawda?

 

W niewielkim miasteczku North Hampton mieszkają trzy kobiety, z pozoru zwyczajne mieszkanki tego niepozornego miejsca. Tak naprawdę jednak znacznie wyróżniają się z tłumu, choć przez bardzo długi czas starały się ukrywać swoją inność. W pewnym momencie przychodzi jednak czas, by powiedzieć „nie", zacząć wykorzystywać niezwykłe zdolności i talenty, by pomagać ludziom, nawet jeżeli miałoby to oznaczać złamanie ciążącego na matce i córkach wyroku.

 

Wyjątkowa umiejętność Joanny Beauchamp to przywracanie życia nieżyjącym, wskrzeszanie martwych istot. Przez tyle lat nie używała swoich mocy, że gdy przychodzi pierwszy raz po tak długiej przerwie, ogarnia ją niepewność i lęk. W końcu sprzeciwia się decyzjom Rady, która stanowi prawa świata, w którym kobieta żyje od zarania dziejów. Jo niepokoi się, że zrobi coś nie tak, że zamiast pomóc, jedynie pogorszy sprawę... Szybko jednak przypomina sobie to wspaniałe uczucie, które ogarniało ją za każdym razem, kiedy używała magii i dzięki temu pozbywa się wszelkich wątpliwości.

 

Freya to lekkoduch, wciąż żądna przygód osoba, pełna odwagi i buntu. Jest ona swoistą kapłanką miłości i jako pierwsza decyduje sprzeciwić się wyrokowi. Korzysta ze swoich mocy, by wskazywać ludziom drogę do ich drugiej połówki. W końcu odnalazła swego narzeczonego; ślub zbliża się wielkimi krokami... Dziewczyna nareszcie czuje, że zaczyna żyć pełnią życia. Jednak na własnym przyjęciu zaręczynowym ulega hipnotycznemu spojrzeniu brata jej wybranka. Czy to możliwe, że kocha dwóch mężczyzn równocześnie? Czy nie powinna być przeznaczona tylko jednemu z nich?

 

Ingrid uchodzi za surową i raczej zimną kobietę. Pracuje jako bibliotekarka, nigdy nie odpuszcza czytelnikom kar za przetrzymanie książek, robi wszystko, by zachować ład i porządek. Umie wejrzeć w przyszłość innych, miewa prorocze sny i zazwyczaj sprawdzające się przeczucia. Potrafi też sprawić, że ludzie stają się płodni, usuwa ich blokady i pomaga w dochowywaniu wierności. Chcąc zrobić coś dobrego dla znanych jej osób, otwiera w miejscu pracy małą klinikę, do której przychodzą potrzebujący wsparcia, rady oraz trochę magii.

 

Matka i córki postanawiają wrócić do robienia tego, czemu są tak naprawdę przeznaczone. Czy to jednak słuszna decyzja?... Niedługo po tym, jak zaczynają na nowo używać swoich zdolności, w niegdyś spokojnym miasteczku zaczynają dziać się budzące niepokój rzeczy: martwe zwierzęta zaścielają plażę, ludzie zapadają na ciężką, nieuleczalną chorobę, a morderstwa i zaginięcia stają się coraz częstsze. Czyżby czarownice przyczyniły się do tych wydarzeń? A może narzeczony Frei i jego brat mają z tym jakiś związek?

 

Już jakiś czas temu miał okazję, by zapoznać się z inną serią autorstwa Melissy de la Cruz. Chodzi tu o „Błękitnokrwistych". Cykl ten niezbyt przypadł mi do gustu. Wysuwającym się na pierwszy plan wspomnieniem z lektury jest przytłaczająca wręcz ilość marek odzieży. Sposób pisania Melissy de la Cruz również nie spodobał mi się. Nie miałam zbyt wielkiej ochoty na ponowne spotkanie z twórczością tej autorki. Mimo tego postanowiłam dać jej szansę: piękna okładka i interesujący opis sprawiły, że postanowiłam zapoznać się z powieścią spod jej pióra. I mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że w najmniejszym stopniu nie żałuję tej decyzji. Styl pani de la Cruz w znaczącym stopniu uległ poprawie, fabuła również bardziej ciekawi... Jestem naprawdę pozytywnie zaskoczona tą pozycją.

 

„Zapach spalonych kwiatów" to wielowątkowy utwór, łączący ze sobą masę gatunków. Znajdziemy w nim trochę romansu, fantastyki, kryminału, obyczaju, a także nutkę horroru. Wszystko to sprawia, że od lektury trudno się oderwać. Obfituje ona również w niespodziewane zwroty akcji; wielu z nich naprawdę nie sposób przewidzieć. A ostatnia scena... muszę przyznać, że tego zupełnie się nie spodziewałam!

 

Jedynym minusem jest akcja, która początkowo trochę za wolno się rozkręca, jednak im dalej, tym lepiej. Czasem też gubiłam się w imionach bohaterów i trudno było mi powiedzieć, kto jest kim. Na szczęście później problem ten minął i mogłam spokojnie zająć się czytaniem, bez natrętnego zastanawiania się, o kim właśnie była mowa.

 

Myślę, że zdecydowanie warto zapoznać się z „Zapachem spalonych kwiatów". Jest to pełna niespodzianek pozycja pozwalająca oderwać się od szarej rzeczywistości. To przygoda, w którą trzeba wyruszyć.
Nie chcesz jednak poddać się tak łatwo. Postanawiasz się zbuntować, choćby miała to być ostatnia rzecz, jakiej dokonasz. Towarzyszący Ci zapach ulatnia się. W końcu zostajesz sama.

Tetiisheri

  Magia, tajemnica, eliksiry, zaczarowane różdżki, latające miotły, 3 intrygujące czarownice i nietuzinkowy fragment z ich życia. Właśnie takie klimaty oferuje czytelnikom Melissa de la Cruz – amerykańska autorka, której książki znajdują się na listach bestsellerów takich szanowanych tytułów, jak „New York Times", czy „USA Today".

 

The Witches of East End jest pierwszą z serii książek opowiadających o niesztampowych kobietach zmagających się z codziennością. Powieść zbiera celujące oceny, między innymi w "The New York Times", "Publishers Weekly" oraz "The Booklist". Warto też wspomnieć, że również w Polsce odniosła ogromny sukces plansując się w świecie znakomitych recenzji w księgarniach i portalach internetowych, i co ważniejsze zdobywając sympatię czytelników.

 

Akcja Czarownic odgrywa się w niewielkim miasteczku New Hampton na wschodnim wybrzeżu Stanów Zjednoczonych, w którym sielska atmosfera pozwala bohaterkom skoncentrować się na zwyczajnych czynnościach. To tutaj Joanna i jej dwie córki – Freya i Ingrid odnalazły spokój i poczuły się jak w domu, po pewnych wydarzeniach w następstwie których Rada zakazała im używać czarodziejskich zaklęć. Tutaj skutecznie udało im się wpleść w społeczność New Hampton i prowadzić pospolite życie na wzór życia innych śmiertelników. Niebawem jednak okazuje się, że drzemiące w nich moce pragną ujrzeć światło dzienne i niewinnie wymykają się do świata New Hampton, a bukoliczny rytm dnia trzech niezwykłych kobiet zostaje zaburzony.

 

Freyę i Ingrid poznajemy na pełnym zaskakujących sytuacji przyjęciu zaręczynowym, na którym Freya ulega przystojnemu i czarującemu Killianowi – bratu swojego przyszłego męża.

 

„Freya wiedziała, że igra z ogniem, a mimo to nie potrafiła się powstrzymać. W powietrzu od niewyobrażalnego napięcia czuć było zapach spalonych kwiatów. Czuła, że jakaś nieopisana siła pcha ją w ramiona mężczyzny. Sęk w tym, że zupełnie nie tego, co trzeba – brata własnego narzeczonego. W miejscu zupełnie nie tym, co trzeba — na własnym przyjęciu zaręczynowym. Czuła pod skórą, że zbliżają się kłopoty."

 

Wydaje się, że początek żarliwej znajomości Freyi i Killiana, której natężenie Melissa de la Cruz podkreśla pełnymi namiętności i pasji scenami pomiędzy tą dwójką stanowi fundament do dalszych, niespodziewanych i złowróżbnych znaków pojawiających się w miasteczku, a akcja nabiera niesamowitego tempa.

 

„Joanna od kilku dni przeczuwała, że coś niedobrego dzieje się w miasteczku. Kiedy zobaczyła martwe ptaki na plaży, wiedziała już, że to nie przypadek. Znała te oznaki."

 

„Do tego wszystkiego Ingrid, na pozór najspokojniejszą z kobiet z rodu Beauchamp, zaczęły dręczyć niepokojące koszmary..."

 

Autorka dynamicznie wprowadza Czytelnika w świat tajemnic i wzbudza w nim nieodpartą ciekawość, która zmusza do przewracania kolejnych stronic powieści. Dlatego już od pierwszych jej kartek pragniemy poznać dalsze losy sióstr Beauchamp. Nowe wątki w powieści pojawiają się z zaskakująco szybkim pędem, podgrzewając atmosferę.

 

Nie wiedziałam czego mogę spodziewać się po autorce, gdyż do tej pory nie miałam okazji poznać jej sławnej serii "Blue Bloods". Fantastyka. To słowo najbardziej kojarzyło mi się z Błękitnokrwistymi. A jednak, "Zapach spalonych kwiatów" to nie tylko fantastyka. To drobiazgowo dopracowany misz-masz, na który składają się elementy fantasty, dramat, burzliwy romans, ale ku mojemu zaskoczeniu w powieści znajdziemy również cząstki kryminału i mrocznego horroru. Jestem wręcz oczarowana tą lekturą. Polecam ją w szczególności fanom gatunku, ale jestem przekonana, że inni czytelnicy otwarci na nowe wyzwania ocenią książkę wysoko. Wystarczy tylko przygotować kubek gorącej czekolady, rozsiąść się wygodnie w fotelu i przenieść do owianego tajemnicą, nieistniejącego na mapie New Hampton.

Cinnamon

  „Zapach spalonych kwiatów" to książka, dzięki której po raz pierwszy zetknęłam się z twórczością Melissy de la Cruz, znanej głównie z serii o „Błękitnokrwistych". Autorka w swojej najnowszej powieści łączy elementy różnych gatunków: znajdziemy tu wątek kryminalny, fantastyczny (w tym mitologię nordycką), przygodowy, romans... Jesteście gotowi na szczyptę magii i zakazanej miłości?

 

Na przyjęciu zaręczynowym okazały bukiet pięknych kwiatów stanął nagle w ogniu. Płomień z sekundę na sekundę stawał się coraz większy, jaśniejszy, aż w końcu zgasł, pozostawiając po sobie dziwną mieszankę zapachu spalonych kwiatów i gorącej namiętności. Ognisty bukiet był oznaką burzliwych emocji, których doznała Freya. Kocha swojego narzeczonego, ale czuje także ogromny pociąg do jego brata. Jak można zachować się w takiej sytuacji, gdy kocha się dwóch mężczyzn z jednej rodziny i nie móc wybrać, któremu tak naprawdę powinno się być wierną?

 

Joanna już od dłuższego czasu wyczuwała kłopoty. Martwe ptaki na plaży, wyciek tajemniczej substancji do morza, szara poświata blokująca czynności życiowe mieszkańców małej miejscowości osiadłej na pograniczu świata ziemskiego a podziemi, nieudane wskrzeszenie zmarłego, tajemnicze morderstwa... Czyżby rada zorientowała się, że doszło do złamania nadanego przez nich zakazu?

 

Ingrid kocha swoją pracę w bibliotece. Jest zdolna do wszystkiego, byleby utrzymać ją przy życiu, pomimo szczerych chęci usunięcia jej przez burmistrza. Gotowa jest świadczyć ludziom usługi z zakresu białej magii, byleby zdobyć pieniądze na utrzymanie placówki. Pewnego dnia, podczas przygotowywania wystawy dotyczącej starych planów budowy miejscowych posiadłości odkrywa na jednym z nich tajemnicze znaki. Nie spocznie, póki ich nie rozszyfruje...

 

Co łączy te trzy kobiety? Oprócz tego, że wiąże je pokrewieństwo krwi, to są czarownicami. Bardzo wiekowymi czarownicami... Od czasu procesów w Salem ukrywają się w niepozornym miasteczku North Hampton. Decyzją rady mają zakaz używania magii, jednak czarownice po blisko czterech wiekach wstrzemięźliwości łamią zakaz. Wkrótce rozpocznie się współczesne polowanie na czarownice i bohaterki na nowo odczują skutki nierozważnego korzystania z magii...

 

Jak odebrałam „Zapach spalonych kwiatów"? Pozytywnie, aczkolwiek w odbiorze powieści przeszkadzała mi niejaka chaotyczność przekazywanych przez autorkę treści. Trudno było mi się skupić na jednym konkretnym zagadnieniu. Także zbyt dosadne sceny miłosne burzyły mi magiczny nastrój powieści, aczkolwiek zdaję sobie sprawę, że jest to element akcji, który autorka świadomie wprowadziła. Tak, nie przewidzieliście się: uważam, że sceny miłosne to jedyny moment, w którym akcja nabiera tempa. Nawet scena finałowa nie ma tyle ognia, co one... Niestety, zakończenie jest płytkie i trochę nijakie, ale widocznie tak musiało być.

 

Ostatecznie powieść oceniam jako dobrą i nie żałuję czasu spędzonego z nią.

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież


Współpracujemy z: