Zalotnice I Wiedźmy Joanna Miszczuk

Wybierz opinię:

LadyBoleyn

Joanna Miszczuk to autorka powieści, tekstów kabaretowych i wierszyków dla dzieci, która obecnie mieszka i pracuje w Berlinie wraz z trzynastoletnią córką. Pisarka jest z wykształcenia pedagogiem, absolwentką Uniwersytetu Wrocławskiego, przeprowadzała się już mnóstwo razy. Sama o sobie pisze, że jest niepoprawną romantyczką, lecz zarazem bardzo uporządkowaną i logiczną osobą. Kiedy nieco ponad roku temu miałam okazję przeczytać debiut literacki pani Miszczuk, z niecierpliwością czekałam na kolejne dzieła tej autorki. „Matki, żony, czarownice", bowiem tak brzmiał tytuł tej lektury, szybko mnie urzekła, powodując, że z wypiekami na twarzy czytałam o kobiecych przodkach głównej bohaterki, Asi, która dzięki specjalnym zapiskom dowiadywała się coraz to ciekawszych i intrygujących wiadomości na temat swojego rodu. Dlatego też ogromnym entuzjazmem obdarzyłam kontynuację tego utworu – „Zalotnice i wiedźmy", licząc na sporą dawkę historycznych zdarzeń zmieszanych z szarą rzeczywistością Asi. Jednakże przyznam, że kończąc czytać tę powieść czułam ogromne rozczarowanie...

 

Jak już wspomniałam, główną, przewodzącą bohaterką powieści jest Joanna – kobieta po przejściach, która obecnie mieszka w Niemczech wraz z dziewięcioletnią córką Kamilą. Asia porzuciła swoje życie w Polsce, gdzie w dalszym ciągu przebywają jej rodzice i mąż, Piotr, który zdradził ją, co przyczyniło się do ich małżeńskich kłopotów. Jej sprawy sercowe znów zaczynają zawodzić, bowiem nowy związek z przystojnym Andre kończy się niestety brakiem zaangażowania ze strony Asi, nie potrafiącej odwzajemnić uczuć Francuza. Kolejne problemy pojawiają się w pracy, która przynosi bohaterce bardzo dobre zarobki, jak i też przyjemność i satysfakcje z własnych działań. Uwielbiany przez wszystkich szef ulega wypadkowi, co powoduje, że firmę przejmuje jego żona, mając do pomocy swojego przyjaciela, jakim jest... były mąż Asi, Julian. Kobieta przechodzi niesamowite perturbacje życiowe, jednak pomimo wszystko nie chce się poddać, uparcie walcząc o wszystko to, co kocha. Dodatkowo Joanna powraca do przetłumaczenia zapisków swoich przodków z kobiecych rodów, które spisały swoje historie dla potomnych. Kilka lat temu, ta Polka dowiedziała się o swoich korzeniach, sięgających wielu wieków, otrzymując również testament po prababci Lavernie, dzięki któremu dowiedziała się, że jest właścicielką wielu dóbr ziemskich i niesamowitych obiektów. Zapiski tych niewiast, jakie zostały zamieszczone we francuskiej kancelarii, spowodowały, że Asia stopniowo poznawała losy swojej rodziny, dowiadując się informacji na temat Zofii, potrafiącej leczyć za pomocą ziół, jej wnuczki Róży – dziewczynie, która by pobierać naukę przebrała się za mężczyznę, Sofie Maguelon – arystokratce, poświęcającej swój czas chorym i potrzebującym, czy też Olimpii Maidalchini, egoistycznej damie, mającej romans nawet z papieżem...

 

Doskonale pamiętam moje wrażenia po przeczytaniu debiutu literackiego Joanny Miszczuk – „Matki, żony, czarownice". Książka, która opowiadała o losach kobiet z tego samego rodu na przestrzeni kilkunastu wieków, potrafiła szybko zauroczyć, jak i też zainteresować czytelnika, dowiadującego się coraz to ciekawszych historii przodków głównej bohaterki, jaką była żyjąca we współczesności Joanna. Powieść ta utknęła mi w pamięci, cały czas mając w pamięci niesamowite sylwetki postaci, jakie stworzyła autorka. Dlatego miałam nadzieję, że „Zalotnice i wiedźmy" będą kolejną fascynującą przygodą, przenoszącą nas kilka wieków wstecz, gdzie kobiety walczyły o wolność, możliwość spełnienia własnych pasji bądź też miłość, która potrafiła z czasem przynieść im tylko łzy i śmierć. Jednak, jak już wspomniałam, zamiast niezwykłej literackiej podróży, otrzymałam jedynie rozczarowanie. Spodziewałam się, że pani Miszczuk, tak jak w pierwszej części tej serii, ponownie główną uwagę skupi na pojedynczych losach przodków głównej bohaterki, natomiast samo życie Asi stanie się jedynie dodatkiem, łącznikiem całego tego rodu. Niestety, stało się na odwrót. W porównaniu z „Matkami, żonami i czarownicami" to w „Zalotnicach i wiedźmach" jest bardzo mało opowieści o nieustraszonych niewiastach, walczących o dobro własne, jak i tych, których kochają. Autorka skupia się na przedstawieniu losów Asi – tłumaczki, układającej sobie życie na nowo w Berlinie wraz z córką. Ta postać próbuje znaleźć szczęście, pragnąc w końcu być na stałe kochaną i docenianą, co też jak na razie zakończyło się dwoma rozwodami. Do końca nie rozumiem również postawy Asi – po zdradzie męża próbuje odbudować ten związek, lecz gdy dostrzega, że Piotr ponownie spotyka się z jej byłą przyjaciółką – nie robi z tego powodu zbyt wielkich problemów, zachowując się w sobie tak, jakby nic się nie działo. Nadal rozmawia z nim normalnie, zdrabnia jego imię, planuje wspólne spędzenie sylwestra... Może mam złe podejście do tego typu spraw, ale jeśli ktoś już drugi raz mnie oszukuje to raczej dążę do ostudzenia kontaktów z tą osobą, niż poniżanie się przed nią i przestaję próbować ratować to, co i tak od dawna było skazane na zakończenie. Odnoszę wrażenie, że Joanna Miszczuk niekiedy nie miała pomysłu na rozbudowanie fabuły czy też na ukazanie ciekawych wydarzeń. Cała akcja wydaje się być monotonna. Oczywiście, w życiu bohaterki dochodzi do wielu perypetii, jednak czy naprawdę są one na tyle dramatyczne i interesujące, aby opierać na nich ponad 400-stronnicową powieść? Opisy, zamieszczone w lekturze, niekiedy nużą, przemyślenia Asi moim zdaniem zostały za bardzo wydłużone, sprawiając, że zdarza się, że czytelnik czuje, że czyta po raz drugi o tym samym. Jednakże niewątpliwie dzięki temu może zrozumieć tok rozumowania głównej bohaterki. Dialogi również nie należą do szczególnie rozwiniętych, zdarza się, że ich sztuczność wręcz przeraża. Całość na szczęście ratują wstawki na temat przodków Asi. Postacie kobiet, które ryzykowały własne życie, by uratować swoje córki bądź też rodzinę, zasługują na szczególną uwagę. Każda z tych niewiast była inna, miała zupełnie różne życie, lecz pomimo tego była krzywdzona przez mężczyzn, przez których przeważnie zawsze kończyła na łożu śmierci. Joanna Miszczuk zdecydowanie za bardzo winą za zło tego świata obarczyła przedstawicieli płci brzydkiej, powodując, że aż strach spotkać takiego osobnika na ulicy. Niekiedy fantazja i wyobraźnia pisarki została rozwinięta aż zanadto, co też sprawia, że w podanych historiach trudno znaleźć choćby odrobinę realności, ale pomimo to i tak te rozdziały zrobiły na mnie rewelacyjne wrażenie. Mam nadzieję, że niebawem ukaże się kolejne książka Joanny Miszczuk, w której znów autorka skupi swoją uwagę na przeszłości, zajmując się zdawkowo teraźniejszości.

 

„Zalotnice i wiedźmy" to niezbyt udana kontynuacja bestsellerowej powieści, jaką bez wątpienia były „Matki, żony, czarownice". Nie wiem, dlatego Joanna Miszczuk tak bardzo zmieniła swój styl, sprawiając, że czytelnik gubi się w monotonności zdarzeń w życiu głównej bohaterki, rozpaczliwie szukając jakichkolwiek wzmianek o historycznym kobiecym rodzie. Pomimo wszystko, będę czekała na kolejną cześć tej sagi, licząc na to, że znów zostanę urzeczona genialnymi pomysłami pisarki oraz jej lekkim i przyjemnym piórem.

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież


Okładka wydania

Zalotnice I Wiedźmy

Dodatkowe informacje

Podziel się!

Oceń Publikację:

Na naszej stronie nie stosujemy reklam. ;)
Prosimy o dodanie naszej witryny do białej listy.
Ustawienia przeglądarki lub Biała lista (adblock)