Zapora

Autor: Hubert Hender

Okładka wydania

Zapora

Dodatkowe informacje

  • Autor: Hubert Hender
  • Tytuł Oryginału: Zapora
  • Seria: Ja Gorę
  • Gatunek: Powieści i opowiadania
  • Język Oryginału: Polski
  • Liczba Stron: 306
  • Rok Wydania: 2013
  • Numer Wydania: I
  • Wymiary: 124 x 194 mm
  • ISBN: 978-83-62465-55-2
  • Wydawca: Oficynka
  • Oprawa: Miękka
  • Miejsce Wydania: Gdańsk
  • Ocena:

    5/6

    -


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

Wybierz opinię:

Viconia

Nie ukrywam, że głównym powodem dla którego chciałam przeczytać tę książkę jest fakt, iż akcja rozgrywa się na Dolnym Śląsku, a ja jakoś tak chętnie sięgam po książki, których wydarzenia mają miejsce na moim terenie, że tak powiem. W sumie nie miałam jakichś większych oczekiwań, a tu taka niespodzianka.

 

Już od pierwszych stron autor wprowadza klimat grozy i właściwie pozostaje tak do końca. Na zaporze w Pilchowicach wędkarz znajduje zmasakrowane zwłoki kobiety. Do akcji wkracza jeleniogórska policja, z komisarzem Iwanowiczem na czele. Szybko okazuje się, że zwłoki na zaporze to dopiero początek brutalnych morderstw, a złapanie mordercy to nie będzie taka prosta sprawa. Okoliczni mieszkańcy wpadają w panikę, doświadczeni policjanci nie kryją przerażenia, a morderca wydaje się mieć swój cel i nie zamierza przestać dopóki go nie osiągnie.

 

Największym atutem tej powieści jest umiejscowienie akcji. Zapora w Pilchowicach, dookoła lasy, jezioro, mrok i mgła, która sprawia, że morderca działa niezauważony. Ta sceneria wprowadza taki nastrój, że od samego początku czytelnik odczuwa napięcie, które będzie mu towarzyszyło do ostatniej strony. W połączeniu z genialną narracją i wyjątkowo sugestywnymi opisami, daje nam to mieszankę szczególnie pobudzającą wyobraźnię. Nie sposób nie mieć ciągle w głowie widoku na zaporę, wokół której ktoś krąży mordując z zimną krwią. Nawet policjanci prowadzący śledztwo nie są w stanie pozbyć się towarzyszącego im bez przerwy uczucia niepokoju. Tym bardziej, że nie mają żadnego, nawet najmniejszego śladu. Jedynie przypuszczenie, że ofiary muszą być ze sobą jakoś powiązane. Tymczasem morderca zdaje się nie przejmować patrolami policji i dalej biega po okolicznych lasach mordując w wyjątkowo brutalny sposób.

 

Autor niewiele uwagi poświęcił charakterystyce głównych bohaterów, toteż o komisarzu Iwanowiczu, czy jego partnerze Gawłowskim nie dowiemy się zbyt wiele. Jednak nie uważam, żeby było to złe posunięcie. Oszczędzenie nam prywatnych rozterek i codziennego życia policjantów sprawia, że nic nie odciąga uwagi od głównych wydarzeń, więc myśli czytelnika nieustannie krążą wokół morderstw i niepokojącej aury roztaczającej się wokół zapory.

 

Po zakończeniu lektury ciężko było mi uwierzyć, że „Zapora" to debiut pana Hendera. Sposób w jaki prowadzi narrację jest naprawdę niesamowity, fabuła bardzo przemyślana, no po prostu jest to genialny kryminał. Niezwykle rzadko podczas lektury udziela mi się poczucie zagrożenia, a tym razem nie chciało mnie opuścić nawet na sekundę. Przypuszczam, że jeśli teraz, po przeczytaniu książki wybrałabym się na pilchowicką zaporę, to nie mogłabym się powstrzymać od ciągłego oglądania się przez ramię.

 

Gorąco polecam każdemu miłośnikowi kryminałów, nie wyobrażam sobie, żeby ktoś mógł się rozczarować lekturą. A po przeczytaniu zapraszam na Dolny Śląsk, gdzie miejsce zbrodni można zobaczyć na własne oczy. Na pewno będzie to niezapomniana wycieczka ;)

Zuzankawes

Jednym z moich ulubionych pisarzy jest od dawien dawna Henning Mankell, którego kryminały czytam ze ślinotokiem. Tak już mam, że dobre książki wywołują u mnie apetyt, a to jak wiadomo pobudza ślinianki. Dlatego, kiedy zobaczyłam kryminał „Zapora" Huberta Hendera, od razu poczułam książkowy głód, przypominając sobie smak „Zapory" Mankella. To była prawdziwa uczta, której wspomnienie do dziś jest silne. Kochając tamtą „Zaporę", postanowiłam uraczyć się „Zaporą" Henderową, nota bene jak ja, niepoprawnego kawosza. I z myślą: tytuł zobowiązuje, wzięłam się za bary z jego książką. Prawdopodobnie książką, będącą jego debiutem literackim.

 

Wyobraźcie sobie taki klimat: piękne lasy, urokliwa i malownicza okolica Jeziora Pilchowickiego i Kotliny Jeleniogórskiej. Aż chciałoby się rozłożyć koc, albo wskoczyć do wody i skorzystać z uroków pięknego miejsca. Jest tylko jedno ale. Aura nie sprzyja. Ciągle pada i ciągle nad zaporą wisi mgła. Wśród mgieł osnuwających okolicę, niczym Scarlett O'Harę w końcowej scenie „Przeminęło z wiatrem", amator wędkowania podczas „polowania" na rybki słyszy przeraźliwe odgłosy. Początkowo przekonany, że dźwięki te pochodzą od rannego zwierzęcia, wkrótce odkrywa szokującą prawdę. Znajduje zmasakrowane kobiece zwłoki. Okazuje się, że jest to dopiero początek krwawego dzieła szaleńca, który postanowił na cel wziąć mieszkańców Pilchowic. Groza przenika serca i umysły tamtejszych gospodarzy, a policja wezwana na miejsce zbrodni okazuje się być bezradna i równie przerażona, co Pilchowiczanie. Strach udziela się w równym stopniu co bohaterom powieści czytelnikowi, który obgryzając paznokcie, koc, czy paluszki, próbuje dowiedzieć się, o co w tym szaleństwie może chodzić. Wraz z upływem czasu, robi się coraz bardziej przerażająco, coraz mroczniej i coraz dziwniej. Włos się jeży na głowie, gęsia skórka nie znika, a paluszków, orzeszków, tudzież paznokci ubywa, bo tak sugestywnie swoją opowieść snuje Hubert Hender. W ruch idą domysły, a puszczone wodze fantazji przywołują dziwaczne sceny i najróżniejsze domniemania na temat mordercy i jego ohydnego dzieła.

 

„Zapora" to książka bardzo udana. Pośród wielu jakie czytałam ostatnio, wyróżnia się klimatem, mroczną atmosferą niczym z najstraszniejszego horroru i aurą tajemniczości. Dodam, że tajemnica jest elementem, który towarzyszy książce aż do końca. Może morderca znad Jeziora Pilchowickiego nie jest Hannibalem Lecterem made In Poland, ale na pewno jest nieźle pomylony, podobnie przerażający, a jego robota to majstersztyk. A może morderca wcale nie jest człowiekiem?

 

Autor pisząc o makabrycznych zbrodniach początkowo lituje się nad żołądkami czytelników, rezygnując z pełnych obrzydliwych i wzbudzających grozę detali. Z czasem opisy robią się coraz bardziej makabryczne, choć przyznać trzeba, że Hender ani na moment nie przeholował w swoich fantazjach.

 

Rodzi się też pytanie, czy mamy do czynienia z dziełem szaleńca, czy może jakichś piekielnych mocy. Świetny zabieg, jeszcze bardziej podkręcający atmosferę grozy!

 

Porywająca fabuła czyni książkę godną uwagi dla dość wybrednego czytelnika, szczególnie rozmiłowanego w kryminałach. Intryga jest tak dobrze skonstruowana, że mocno potrząsa czerepem. I jeszcze to zakończenie, które pozostawia więcej niewiadomych i znaków zapytania, niż gotowych odpowiedzi. Jak w życiu.

 

Polecam!

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież


Współpracujemy z: