Życie Marty Robin

Autor: Raymond Peyret

Okładka wydania

Życie Marty Robin

Dodatkowe informacje


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

Wybierz opinię:

Vivienne

Szczęście mi dopisuje, ponieważ jako osoba z niezaprzątniętym religią umysłem, podchodzę do takich tematów spokojnie. Również i tym razem udało mi się, bez zbędnego wpierania sobie słuszności lub niesłuszności opisanych wydarzeń, przebrnąć przez tę pozycję. Osobiście nie lubię tego tematu, jest dla mnie drażniący. A to za sprawą poglądów, którymi się kieruję, i które niekoniecznie odpowiadają pozostałym. A może tym razem będzie inaczej...

 

Kim jest tytułowa Marta Robin, której poświęcono ponad sto stron maszynopisu? Kobieta urodziła się na początku lat dziewięćdziesiątych, została wychowana w rodzinie Chrześcijańskiej. Od najmłodszych lat kochała Boga, a w wieku ponad dwudziestu lat oddała mu się całkowicie. Najpierw swoje nogi, później ręce. Nie mogła chodzić, jeść, pić. Karmiono ją jedynie Eucharystią przez kolejne pięć dekad. Przez te lata była odwiedzana przez dzieci, znanych polityków, naukowców. Rozmawiała z nimi, pomagała radą, wymianą zdań. Osoby, które opuszczały jej pokój na Równinie, twierdziły, że po spotkaniu z Martą Robin stały się spokojniejsze, jakby wszystkie trapiące ich problemy umknęły w przestworza. Kobieta spędziła całe życie na łóżku, leżąc. Jednakże, cokolwiek sobie nie pomyślicie, to był jej wybór. „Zawierzyła swoje życie Jezusowi".

 

Książka Raymonda Peyret'a nie wywarła na mnie większego wrażenia, ponieważ nie przywiązuję wagi do religii. Jednak zaintrygował mnie spokój, z jakim Marta przyjmowała cierpienie na nią zsyłane. To było na swój sposób piękne, chociaż szczerze przyznam, że drzemie we mnie nutka niedowierzania, jak zawsze. Nie zamierzam jednak oceniać tej pozycji na podstawie moich wrażeń, tylko jej „przydatności".

 

Książka jest naprawdę krótka; ponad sto stronnic, w małym formacie z większą czcionką mówi sam za siebie. Autor pisząc ją chciał dotrzeć do większej grupy odbiorców, a co w tym bardziej pomoże, jak nie tekst lapidarny? Jesteśmy leniwi, a osoby niezainteresowane nie przyciągnie księga na kilka tomów po tysiąc stron każda. Dlatego autor w pewien sposób się spisał. Napisałam w „pewien", ponieważ pomimo, że teraz jestem dotknięta tą historią, to zapewniam, że jutro czy pojutrze nie będę o niej pamiętać. Sądzę jednak, że jest to zależne od moich poglądów, i niekoniecznie musi być tak w każdym przypadku.

 

Ocena wydaje mi się za wysoka, jeżeli mam brać pod uwagę moje podejście do wiary. Jednak uwzględniając podejście innych i zagorzałość religijną jest wystarczająca.
„Życie Marty Robin" polecam przede wszystkim osobom zainteresowanym tematyką, ponieważ dla reszty może okazać się stratą czasu.

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież


Współpracujemy z: