Dziecko Niczyje

Autor: Michael Seed

Okładka wydania

Dziecko Niczyje

Dodatkowe informacje

  • Autor: Michael Seed
  • Tytuł Oryginału: Nobody's Child
  • Gatunek: Literatura Faktu
  • Język Oryginału: Angielski
  • Przekład: Andrzej Appel
  • Liczba Stron: 288
  • Rok Wydania: 2011
  • Numer Wydania: II
  • Wymiary: 125 x 196 mm
  • ISBN: 9788375022490
  • Wydawca: Promic
  • Oprawa: Miękka
  • Miejsce Wydania: Warszawa
  • Ocena:

    5/6

    6/6

    5.5/6


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

Wybierz opinię:

Sil

Człowiek... człowiekowi...

 

Zwykle nie zdarza mi się czytywać biografii. Jakoś tak bywa, że bardziej do gustu przypadają mi wytwory ludzkiej wyobraźni niż relacje z faktycznie przeżytych przez kogoś wydarzeń. Wydaje mi się, że nie należę pod tym względem do mniejszości. Ludzie tak już mają, że łatwiej jest im przełknąć fikcję literacką. Gdy historia nie niesie za sobą potężnego bagażu emocjonalnego związanego z jej prawdziwością jest, że tak powiem, do zniesienia. Człowiek poznaje ją, interpretuje na swój sposób i w mniejszym lub większym stopniu wymazuje z pamięci. Nie bierze do siebie. Nie przejmuje się. Nie angażuje. Rzecz ma się zupełnie inaczej w odniesieniu do powieści biograficznych i autobiograficznych. Szczególnie tych ludzi, których życie nie było usłane różami. Dzieciństwo Michaela Seeda różowe nie było i chyba przede wszystkim dlatego postanowił podzielić się nim z czytelnikami. Jak mu to wyszło? O tym szerzej opowiem poniżej.

 

Przyznam szczerze, że niezupełnie zdawałam sobie sprawę, po jaką książkę sięgam. Pewnie już zauważyliście, że ostatnimi czasy jakoś wyjątkowo przyciągam książki o dzieciach. I tej pozycji nie mogłam się oprzeć. Już sam tytuł i okładka wystarczyły, bym podjęła decyzję, że chcę ją przeczytać. Dopiero gdy ją otrzymałam zorientowałam się, o czym ma być. A gdy już rozpoczęłam lekturę... nie potrafiłam... zresztą dalej nie mogę... zrozumieć, jak do tego mogło dojść. Człowiek – człowiekowi. Tyle krzywdy. A wszystko tak jednostronnie ukierunkowane – na Michaela.

 

Michael Seed urodził się w 1957 roku w Manchesterze. Tam również, w najbiedniejszej z biednych dzielnic, był „wychowywany" przez swoich rodziców, Lillian i Josepha Seedów. Niestety jego dzieciństwa nie można zaliczyć do szczęśliwych, wręcz przeciwnie. Jak daleko Michael nie sięgnąłby pamięcią, jedyny obraz, jaki stawał mu przed oczami to matka zamknięta w „swoim świecie" dzięki tabletkom antydepresyjnym i wiecznie rozsierdzony ojciec. Ten ostatni nigdy nie potrzebował pretekstu by wyładować swą złość na, wydawać by się mogło, najbliższych mu na świecie ludziach – żonie i synu. To właśnie temu zadaniu właśnie Joe poświęcał maksimum czasu, który zostawał mu po wypełnieniu obowiązków służbowych. Nie miało znaczenia, że jego syn ma zaledwie kilka wiosen, nie liczyło się, że żona traciła z powodu jego agresji przytomność. Bez znaczenia był fakt, że sąsiedzi słyszeli, co się działo w ich, pożal się Boże, domu. Ważne było tylko to, by oboje dostali za swoje. Bo źli ludzie muszą być traktowani tak, jak na to zasługują. A za takich Joseph uważał Lillian i Michaela. Tym kierował się w życiu i nikt, ani nic, nie był w stanie wpłynąć na jego postępowanie. Już same przeżycia związane z brutalnym zachowaniem ojca powinny złamać dziecko i uniemożliwić mu normalne funkcjonowanie w otaczającej go rzeczywistości. Ale na tym nie kończą się tragiczne losy Michaeala. To jedynie czubek niewyobrażalnie wręcz wysokiej góry. Jak wysokiej? Z czego się składającej? Jak wpływającej na przyszłe losy autora? By się o tym przekonać koniecznie musicie przeczytać powieść autobiograficzną Michaela Seeda zatytułowaną Dziecko niczyje.

 

Mną książka Seeda wstrząsnęła. Dogłębnie. Do tej pory nie potrafię przejść do porządku dziennego nad faktami, które przytoczył autor. Jest to tym straszniejsze, bo prawdziwe. Tylu złych ludzi chodzi po świecie. Tyle ofiar błąka się po ulicach. Większość z tych ofiar, przynajmniej tak mi się wydaje, w dorosłym życiu zostaje oprawcami. Przenoszą na płaszczyznę swojej dojrzałej egzystencji to, co wpajano im w latach młodości. Są równie straszni, a czasami o wiele straszniejsi od swoich dręczycieli. Ale nie nasz bohater. Nie autor. Bo on... nigdy się nie poddał. Walczył cały czas. Aż do ostatniej kropli krwi. Aż do ostatniej łzy. Ostatniego westchnienia. Walczył i stał się kimś. Kimś o wiele lepszym, niż mógłby być, gdyby nie przeżył tego, co zgotował mu los... co zgotowali mu otaczający go ludzie.

 

Książki Michaela Seeda nie można nazwać wyśmienitą. Ale zdecydowanie można ją zaliczyć do lektur dobrych i co najmniej mocnych. Pełna jest brutalnych opisów, bólu i dogłębnych analiz wydarzeń, które miały miejsce w życiu autora. Przez zdecydowaną większość powieści czytelnik trzymany jest w niesamowitym wręcz napięciu i niepewności o dalsze losy autora. Choć wiadomo, że Michael żyje i ma się dobrze, to brak jest pewności, jakim naprawdę stał się człowiekiem. By tego się dowiedzieć, trzeba wytrwać do końca i przekonać się samodzielnie.

 

Powieść polecam, przede wszystkim ze względu na fakt przesłania, jakie za sobą niesie. Polecam również ku przestrodze tym, których życie niebezpiecznie zbacza z właściwej trasy. Sama w książce znalazłam tylko jedną wadę, mianowicie nadużywanie sformułowania „okazało się, że może być jeszcze gorzej". W zasadzie nie wiem, czy męczyło mnie to dlatego, że faktycznie było gorzej, czy z jakiegoś innego, bliżej niesprecyzowanego powodu. Więcej tej lekturze zarzucić nie mogę. Według mnie – godna polecenia.

Tetiisheri

Michael Seed, 53 letni franciszkanin w „Dziecku niczyim" spisuje historię swojego dzieciństwa, jak się okazuje już od pierwszych kart powieści są to wspomnienia o przygnębiającym, straszliwym koszmarze, jaki towarzyszył mu przez pewną część życia.

 

Joe i Lillian Seed adoptują chłopca, kiedy miał 17 miesięcy. Osiedlają się w bardzo biednej dzielnicy Manchesteru, a w ich domu zawsze unosi się zapach wilgoci, brudu i stęchlizny. Joe, agresywny i wybuchowy mąż początkowo swoje emocje rozładowuje na Lillian. Bije ją aż do utraty przytomności, maltretuje i napawa coraz większym lękiem. Kobieta nie potrafi już funkcjonować bez leków uspokajających. Popada w głęboką depresję. Joe przemoc zaczyna też stosować wobec syna, czteroletniego wówczas Michaela. Nienawiść ojca do syna jest potęguje agresję i bez żadnych zahamowań pozwala na dopuszczanie się wszelkich okrucieństw cielesnych.

 

".... dla taty byłem nicponiem, złym chłopcem, bezużytecznym bachorem, kulą u nogi, dzieckiem niczyim...."

 

Koszmar małego chłopca dopiero się zaczyna. Nie może liczyć na niczyją pomoc. Lillian, otumaniona przez leki, wydaje się być nieobecna, potrafi godzinami siedzieć w fotelu i wpatrywać się pusto przed siebie. Nie reaguje na to, co dzieje dokoła.

 

"Mama jest "wyłączona". Nie funkcjonowała wtedy normalnie. Całymi dniami była jakby nieobecna. Często było tak jakbym miał w domu śliczną, dużą, chodzącą lalkę. Poruszała się ale nie dało się z nią porozmawiać".

 

Brud, głód, nędza, chora matka, znęcający się ojciec i koledzy w szkole, którzy również nie byli przychylni chłopcu. Ciągły strach i bezradność to jedyni towarzysze Michaela. Na kolejnych stronach poznajemy dalsze losy chłopca. Przeprowadzka, zmiana otoczenia, zła babcia, problemy w szkole, i niezmiennie przemoc fizyczna wobec chłopca.

 

„Dziecko niczyje" ze względu na podejmowaną tematykę jest książką ciężką. Każda kartka przepełniona jest gniewem, bólem, szarpiącymi się emocjami, których nie sposób nie odczuć podczas czytania lektury. Drobiazgowe opisy są tak wyraźne i pełne dramatyzmu, że czułam jakbym brała udział w życiu małego, bezbronnego chłopca. Stałam z boku i obserwowałam całą wyrządzaną mu krzywdę, a wśród tych nielicznych pozytywnych chwil w jego życiu oddychałam z ulgą, szczęśliwa, że choć jeden czy drugi raz życie podarowało mu coś dobrego.

 

To najbardziej wstrząsająca, poruszająca opowieść jaką kiedykolwiek czytałam. Jeszcze długo po skończeniu lektury targały mną emocje, a zduszony w środku krzyk niemalże znalazł swoje ujście. Niejednokrotnie przerażenie i głęboki smutek pojawiały się na mojej twarzy, łzy cisnęły mi się do oczu, a wieczne niedowierzanie malowało swoje linie na moim czole. Moimi myślami zawładnęło błagające o odpowiedź zapytanie i nieprzeparta chęć zrozumienia jednego: dlaczego Michael musiał tyle wycierpieć, dlaczego podobna krzywda spotyka inne dzieci na świecie?

 

Książka napisana jest łatwym, prostym w odbiorze stylem. Niepotrzebne tu są wyszukane frazy, metafory czy środki stylistyczne. Poruszający jest sam fakt, że czytamy o wydarzeniach, które miały miejsce w rzeczywistości. To nie fikcja, to życie. Brutalne, bolesne przeżycia małego, cierpiącego chłopca, który niczemu nie zawinił.

 

W wyznaniach księdza pojawia się blade światełko w tunelu. Ten promyk nadziei jest ogromnym pocieszeniem dla czytelnika przeżywającego wspólne trudności losu, jakim musiał stawiać czoło chłopiec. Drzemiąca w nim siła i wiara sprawiły, że pomimo wszystkich okrutnych doświadczonych krzywd, potrafił przebrnąć przez życie i odnaleźć w nim swój własny cel i sens. To nadzieja dla ludzi borykających się z podobnymi przeciwnościami. Nadzieja na nowe, lepsze życie. I choć wydaje się to niemalże niemożliwe, Michael jest tego żywym przykładem.

Magda

Michael Seed, a właściwie Steven Wayne Godwin- franciszkanin, pełniący posługę w Katedrze Westminsterskiej jako sekretarz do spraw ekumenizmu, duszpasterz celebrytów, przyjaciel koronowanych głów. The Times nadał mu tytuł „księdza stulecia". Ci, którzy go znają mówią, że jest człowiekiem wyjątkowym- życzliwym, mądrym i ciepłym, na którego zawsze można liczyć. Do niedawna jednak, nawet oni nie znali tragicznej historii jego dzieciństwa.

 

Michael mieszkał razem z rodzicami w największych slumsach Manchesteru, w dzielnicy przeznaczonej do rozbiórki. Trudno mu odszukać w pamięci jakiekolwiek szczęśliwe chwile ze swojego dzieciństwa. Pamięta, że chciał uciec- nie od nędznego życia, ale od piekła, które zgotował mu własny ojciec- człowiek, który przez wiele lat bił do nieprzytomności i zadręczał psychicznie własną żoną i dziecko. Nieustanne awantury i przemoc stanowiły w domu Seedów nieodłączny element codzienności. Michael nie mógł liczyć na niczyją pomoc. Jego matka pogrążona w głębokiej depresji z dnia na dzień stawała się coraz bardziej nieobecna, nie reagowała na nic. W pewnym momencie przestała walczyć i poddała się. Biernie przyjmowała kolejne ciosy. Kilkakrotnie próbowała odebrać sobie życie i w końcu rzuciła się pod pociąg. Skazała tym samym ośmioletniego wówczas Michaela na samotną walkę o przetrwanie.

 

Po śmierci matki życie Michaela stało się jeszcze większym koszmarem niż było do tej pory. Ojciec całą swoją nienawiść i agresję skierował właśnie na niego. Wykorzystywał go też seksualnie. Chłopiec nie zaznał chwili wytchnienia nawet w szkole, gdzie przezywany i dręczony przez inne dzieci tracił nadzieję na normalne życie. Były chwile, kiedy jedyne czego pragnął to umrzeć, żeby tylko uwolnić się od koszmaru, który go spotkał. Za każdym razem jednak coś sprawiało, że Michael wybierał życie.

 

Dziecko niczyje to jedna z najbardziej wstrząsających książek jakie czytałam. Po raz kolejny przekonałam się, że najokrutniejsze historie pisze samo życie. Dramat jaki spotkał Michaela wydaje się nieprawdopodobny. Trudno pojąć skąd w jego ojcu było tyle agresji. Jeszcze trudniej zrozumieć bierność i obojętność wszystkich dookoła, którzy pomimo, że zdawali sobie sprawę z tragedii dziejącej się tuż obok, nie zrobili zupełnie nic. Historia tego maltretowanego chłopca, nieszczęśliwego i spragnionego miłości porusza najwrażliwsze struny w sercu, doprowadza do łez. Chociaż cała książka napisana jest bardzo prostym językiem, to doskonale oddaje wszelkie emocje. Ból i zło są tutaj prawie namacalne, mamy wrażenie, że obserwujemy dramat małego chłopca stojąc dosłownie z boku. Najgorsze, że nic nie możemy zrobić.

 

Myślę, że Michael Seed zrobił odważny krok, decydując się po kilkudziesięciu latach milczenia na publikację swoich tragicznych wspomnień z dzieciństwa. Bardzo trudno bowiem zmierzyć się z koszmarną przeszłością i ponownie spojrzeć w jej okrutne oczy. Franciszkanin, jak sam twierdzi, zrobił to „dla innych- żeby przestali się bać". Ogromnie zdziwiło mnie, że ojciec Michael w swojej książce nikogo nie potępia, nie oceania, nie osądza. Ani razu nie pada pytanie „Dlaczego?". Podziwiam go także za to, że pomimo licznych krzywd i upokorzeń jakich doznał, pomimo zła, które go spotkało, wyrósł na wartościowego, dobrego człowieka.

 

Dla mnie Dziecko niczyje to nie tylko tragiczne wspomnienia, ale pełna nadziei historia człowieka, który pomimo licznych przeciwności wygrał swoje życie.

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież


Współpracujemy z: