Do Światła Andriej Diakow

Wybierz opinię:

Gosiarella

„Wtargnęliśmy do królestwa zmarłych! Wszędzie wokół zguba! Marność! Trzeba iść do zbawiennego światła... Do światła..."

 

Uniwersum Metro 2033 opisuje świat postapokaliptyczny, w którym ludzie po wybuchu bomby atomowej, żyją w moskiewskich tunelach metra, które jako olbrzymi schron przeciwatomowy pełni teraz funkcje podziemnego miasta. Fenomen Uniwersum Metro 2033 jest nie zwykły. Powstały liczne książki, a także gry bazujące na świecie stworzonym przez Dmitra Glukhovsky'ego.

 

Głównymi bohaterami książki "Do światła" jest doświadczony i groźny stalker Taran i nastoletni, osierocony Gleb, którego stalker wziął pod opiekę. Ta dwójka dołącza do grupy, która została wysłana na misje na powierzchnię. Celem jest odnalezienie tajemniczego źródła światła dochodzącego z Kronsztadu. Towarzyszący wyprawie wyznawca Exodusu stara się przekonać wszystkich, że źródłem jest arka, która zabierze wybrańców do raju.

 

„Jeśli coś postanowiłeś, zrób pierwszy krok. I nie bój się zrobić następnego. Bój się bezczynności. Wyznacz sobie cel i wyrzuć z głowy całą resztę."

 

Przyznaj, że "Do światła" to kawał dobrej, mocnej literatury postapo. Bywa brutalna, okrutna, a przy tym niezwykle klimatyczna. Diakow wprowadza wiele zaskakujących rozwiązań i przeszkód, z którymi muszą się zmierzyć bohaterowie. Nie jest dla nich łaskawy, ale także nie nazbyt okrutny. Taran jest bohaterem idealnym. Nie ma żadnych wad, poza tym, że jest zmęczonym przez życie stalkerem o ciężkim charakterze. Jego decyzje zawsze są słuszne i umie wyjść z każdej sytuacji bez szwanku. Przy tle Uniwersum Metro 2033, taka postać daje nadzieje, że nie wszystko jest z góry skazane na klęskę. Gleb jest inny. Nie stracił jeszcze nadziei na lepsze życie i ratunek, dzięki czemu nie jest jeszcze tak zgorzkniały, jak jego opiekun. Reszta postaci też jest niczego sobie, ale urokiem książki jest stadium ludzkiej natury oraz psychiki, więc nie powinno dziwić, jak skomplikowani są bohaterowie.

 

„Agresja jest udziałem słabych. Słabych duchem."

 

"Do światła" jest historią wielowarstwową, w której możemy odnaleźć zarówno rozważania nad poszukiwaniem lepszego miejsca do życia, raju i powrotem na łono natury, jak i przegląd skomplikowanych relacji społecznych. Byłam zachwycona, że w tak mrocznej książce znalazły się rozważania autora dotyczące nadziei, strachu, instynktu samozachowawczego, itp.

 

„Nadzieja, młody, to niebezpieczna rzecz. Straszniejsza niż ludzka głupota."

 

Warto dodać, że do książki dołączone jest opowiadanie Dmitra Glukhovsky'ego "Ewangelia według Artema", która jest swego rodzaju zakończeniem jego cyklu. Taki gratis z pewnością jeszcze bardziej będzie kusił fanów Metra 2033 do zakupu książki.

 

Książka niebywale wciąga czytelnika i nie pozwala mu się oderwać od lektury. Czyta się szybko, jest przepełniona wartką akcją, a co najważniejsze historia wywołuje emocje i zapada w pamięć. Osobiście uniwersum Metro 2033 wciągnęło mnie bez reszty i nie mogę się doczekać kolejnej porcji tego świata!

 

„Czy coś bardziej motywuje niż strach? Co równie silnie wpływa na nasze czyny? Czym jest strach dla każdego z nas? Jest zmienny i wielopostaciowy. Pomysłowy i przebiegły. Często wyczynia z nami dziwne rzeczy. Sprawia, że płaczemy i się śmiejemy, ulegamy i zdradzamy, wstydzimy się i nienawidzimy. Kłamliwie nazywamy wszystkich dookoła panikarzami, a swoje własne emocje przedstawiamy jako rozsądną ostrożność."

Dosiak

Sądzę, że Uniwersum Metro 2033 jest już tak popularne, że każdy miłośnik słowa pisanego przynajmniej słyszał o powieściach, których fabuła koncentruje się na niełatwej egzystencji ludzi ocalałych z nuklearnej katastrofy. Pomysłodawcą uniwersum jest Dmitry Glukhovsky, ale w projekt włączają się również inni pisarze, więc historii osadzonych w niezwykle niegościnnym dla człowieka świecie, sukcesywnie przybywa. Czytałam dwie książki Glukhovsky'ego, obie bardzo mi się podobały i przez długi czas obawiałam się sięgać po historie stworzone przez innych autorów, wychodząc z założenia, że nikt Glukhovsky'emu nie dorówna. W końcu jednak ciekawość zwyciężyła i postanowiłam przeczytać powieść Do światła Andrieja Diakowa.

 

Od czasu wojny Ziemia stała się miejscem niezwykle niebezpiecznym dla człowieka. Wysoki poziom promieniowania zmienił znane gatunki zwierząt oraz roślin w dziwne, zmutowane stwory, które polują na każdego, kto ośmieli się wyjść na powierzchnie. Życie w metrze jest nieporównywalnie bezpieczniejsze i spokojniejsze od tego, co dzieje się w tętniącym niegdyś energią mieście, ale nie zmienia to faktu, że uwięzieni w podziemnych tunelach ludzie, marzą o znalezieniu skrawka nieskażonego lądu. Gdy do stacji petersburskiego metra dociera informacja o tajemniczym świetle ukazującym się w okolicach Kronsztadu, grupa Stalkerów wyrusza w drogę, by dowiedzieć się czegoś więcej na ten temat. Przewodnikiem oddziału jest doświadczony Taran, który z sobie tylko znanych powodów, wziął na pomocnika dwunastoletniego chłopca. Wśród Stalkerów znalazł się też duchowny nowej religii, przekonany o tym, że światło zwiastuje rychłe wybawienie dla mieszkańców podziemi. Czy rzeczywiście za pomocą sygnałów świetlnych ktoś próbuje się skontaktować z ocalałymi? Żeby poznać odpowiedź na to pytanie, bohaterowie będą musieli stawić czoła morderczej wędrówce przez zgliszcza cywilizacji.

 

Do książki Diakowa podeszłam dość nieufnie, ale już po przeczytaniu kilku pierwszych rozdziałów, nabrałam pewności, że nie będę żałować czasu spędzonego z tą lekturą. Wprawdzie Do światła nie jest powieścią tak dopracowaną jak dzieła Glukhovsky'ego, ale i w niej znalazłam elementy, dzięki którym stałam się fanką Metra 2033. Niemal cała akcja rozgrywa się na opanowanej przez mutanty powierzchni, co uważam za bardzo trafny zabieg, ponieważ właśnie charakterystyki świata zewnętrznego brakowało mi w książkach inicjatora projektu. Opisy zdewastowanego, zawładniętego przez dziwaczne istoty miasta, przyprawiały mnie o gęsią skórkę. Moja wyobraźnia pracowała na najwyższych obrotach, gdy czytałam o wielkich ptaszyskach krążących nad miastem lub o nienaturalnych rozmiarów nietoperzach czy kretach, które po prostu polowały na ludzi. Bohaterowie muszą zachowywać czujność przez cały czas, ponieważ utrata koncentracji prawie zawsze równa się stratą kogoś z załogi. Przez to, że poczucie zagrożenia ogarniało mnie na każdej stronie, nie przyszło mi go głowy, by narzekać na nudę czy monotonię. Andriej Diakow doskonale wie jak podkręcić emocje i nie pozwolić odbiorcy na obojętne prześlizgiwanie się wzrokiem po tekście.

 

Oprócz tego, że kibicowałam wyprawie i przeżywałam każde spotkanie postaci z napromieniowanymi zwierzętami, to zastanawiałam się też, co czeka Stalkerów na końcu wędrówki. Rozsądek podpowiadał mi, że światło okaże się jedynie złudzeniem, ale serce kazało wierzyć, że nadzieje członków ekspedycji nie będą płonne. Oczywiście nie zdradzę, co wydarzyło się w finale, ale autorowi udało się wprowadzić element zaskoczenia, dzięki czemu powieść zyskała w moich oczach kolejny plus. Do światła to także opowieść o przywiązaniu jakie narodziło się między twardym, pozornie pozbawionym uczuć Taranem, a jego młodym kompanem, dwunastoletnim Glebem. Relacje między tymi bohaterami na początku pozbawione były jakiegokolwiek ciepła czy zrozumienia, jednak trudy wędrówki i liczne niebezpieczne przygody zbliżyły do siebie sierotę i doświadczonego Stalkera. Andriej Diakow duży nacisk położył na dynamiczny rozwój wydarzeń, ale niestety ucierpiały na tym charakterystyki bohaterów. Właściwie niewiele wiadomo o każdej z postaci. Czytelnik poznaje jedynie historię Gleba oraz kaznodziei, pozostali tworzą raczej niezbyt ciekawe tło. A szkoda, bo uważam, że dodatkowe wątki w niczym by nie zaszkodziły. Mam szczerą nadzieję, że chociaż Taran doczekał się porządnej charakterystyki w kolejnej części noszącej tytuł W mrok.

 

Poza tym nie ma się, do czego przyczepić. Książka została utrzymana w tej samej przerażająco-intrygującej atmosferze, co pierwsze powieści z cyklu Metro 2033. Postapokaliptyczna rzeczywistość przedstawiona w tym uniwersum jest wyjątkowo niepokojąca. Strachem napawa mnie myśl, że w jednej chwili człowiek może zniszczyć wszystko i wszystkich dokoła. Andriej Diakow nie pozostawia czytelnikom złudzeń. Ludzie potrafią przystosować się niemal do każdych, nawet najgorszych warunków, ale płacą za to bardzo wysoką cenę. Do światła zawiera kilka mocnych fragmentów, obrazujących, do czego zdolny jest nasz gatunek, gdy stawką jest przetrwanie. Pisarz posiada też zdolność budowania napięcia. W wielu momentach odczuwałam naglącą potrzebę poznania dalszych wydarzeń, ponieważ bohaterowie często znajdują się teoretycznie w sytuacji bez wyjścia i tylko od ich sprytu, odwagi oraz umiejętności fizycznych zależy czy uda im się przeżyć. Najbardziej przypadła mi do gustu scena, w której Gleb zamiast stać na czatach, postanowił zrobić sobie wycieczkę po obiekcie i wpadł w ogromne kłopoty. Na długo zapamiętam opis klaustrofobicznego pomieszczenia, do którego chłopak trafił oraz makabrycznego odkrycia, jakiego tam dokonał. Do światła to kawał dobrej historii, w której najważniejszymi elementami są dynamiczna akcja i dokładnie przedstawiony świat. Książka Diakowa nie zawiera wyszukanego stylu czy rozbudowanych wątków psychologicznych, ale sprawdza się jako zajmująca uwagę oraz wzbudzająca silne emocje rozrywkowa powieść.

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież


Okładka wydania

Do Światła

Dodatkowe informacje

Podziel się!

Oceń Publikację:

Na naszej stronie nie stosujemy reklam. ;)
Prosimy o dodanie naszej witryny do białej listy.
Ustawienia przeglądarki lub Biała lista (adblock)