Dotyk

Autor: Jus Accardo

Okładka wydania

Dotyk

Dodatkowe informacje


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

Wybierz opinię:

Gosiarella

„Gdyby życzenia były końmi... To pewnie zostałabym stratowana."

 

Deznee Cross jest nastolatką, której głównym celem życiowym jest irytowanie ojca. Robi to na wiele sposobów, ale wśród nich przeważa imprezowanie z chłopakami. Akurat tego dnia, gdy postanowiła nie złościć ojca, wychodzi z imprezy wcześniej, a w drodze powrotnej przez las spotyka dziwnego przystojniaka, który chce jej butów. Może nie było by to jeszcze aż tak dziwne, gdyby nie ścigało go kilku mężczyzn taw kombinezonach. Dez prowadzi Kyla do swojego domu, gdzie w niedługim czasie zjawia się ojciec dziewczyny. Sprawy nabierają błyskawicznego tempa, gdy okazuje się, że chłopak go zna i szczerze nienawidzi pana Crossa. W czasie krótkiej chwili życie Dez wywraca się do górny nogami. Odkrywa prawdę o ojcu, matce, szóstkach i korporacji Denazen, która wykorzystuje ludzi obdarzonych niezwykłymi mocami. W okół niej robi się niebezpiecznie, a jej cel niemal niewykonalny.

 

Na pierwszym etapie książki postać Kale'a i zarys fabuły kojarzył mi się z serialem Kyle XY (2006-2009), opowiadającym historie nastoletniego chłopaka, który budzi się nagi w lesie, nie pamiętając niczego, a w dodatku całkowicie bezbronnego i nie mającego pojęcia o otaczającym go świecie. On również posiadał niezwykłe zdolności i groziło mu niebezpieczeństwo ze strony złej korporacji. Później jednak fabuła i moje skojarzenia zaczęły kierować się w stronę innego serialu, a mianowicie Heroes (2006-2010), którego bohaterami są ludzie obdarzeni niezwykłymi zdolnościami. W serialu pojawia się Firma, której zdaniem jest chwytanie i monitorowanie osób z mocami. Dodatkowym podobieństwem jest tutaj postać Noah Benneta i jego córki Claire, którzy w Heroesach odgrywają podobną rolę, jak pan Cross i Dez. On jest reprezentantem Firmy, która powierzyła mu opiekę nad córką, która nie ma pojęcia o prawdziwej pracy ojca. W obu przypadkach pojawia się także motyw walki pomiędzy obdarzonymi specjalnymi zdolnościami ludzi działającymi z pełnomocnictwa korporacji lub przeciwko niej. Nie dopatrzeniem było by ominięcie porównania do "Dotyku Julii" Tahereh Mafi, jednak tutaj podobny jest jedynie jeden małwy wątek, czyli śmiercionośny dotyk i odporność na niego u ukochanej osoby. Przez te podobieństwa nie mogę napisać, że "Dotyk" jest historią innowacyjną, czy świeżą, jednak ciężko przedstawić temat ludzi obdarzonych nadprzyrodzoną mocą na nowo, nie powielając żadnych wykorzystanych wcześniej schematów.

 

Patrząc na końcową ocenę książki może zdziwić was to co teraz napiszę. Książka z początku wcale mi się nie podobała. Pierwsze rozdziały mocno mnie do niej zniechęciły. Nie mogłam pojąć logiki głównej bohaterki, która wracając w nocy przez las, oddała swoje buty jakiemuś podejrzanemu typowi, który może i był niezwykle przystojny, ale nawet według niej 99% był świrem. Na domiar złego zaprowadziła go do swojego domu i niezbyt przejęła, że nie potrafi rozróżniać podstawowych przedmiotów codziennego użytku. Największego niedowierzania doświadczyłam jednak w momencie, w którym Kale próbował ją zabić swoim dotykiem, a ona po pewnym czasie to zrozumiała i nie miała do niego żadnych pretensji i jeszcze czuła się przy nim bezpiecznie! Powiedzieć, że to grubymi nićmi szyte to mało. W książce spotkacie się także z pewnymi niedogodnościami. Początek 5 rozdziału oraz kawałek 26 zjada literki, wyrazy i sens zdań.

 

Z wyżej wymienionych powodów Dez nie należy do moich ulubionych, ani najbardziej inteligentnych, czy ostrożnych bohaterek literackich, ale ma w sobie siłę i to coś, co sprawia, że mimo wszystko ją lubimy. Jest odważna, niekiedy szalona i ma zdrowy stosunek do siebie samej. Dodatkowymi zaletami jest jej ironiczny stosunek do życia i zdrowy narcyzm. Podoba mi się, że nie jest typową sierotką Marysią, która nie może uwierzyć, że najprzystojniejsi mężczyźni się o nią zabijają. Wręcz przeciwnie potrafi sprawnie wykorzystać swoją urodę do osiągnięcia celu. Kale jest za to niezwykle słodki. Jego bezbronność i nieznajomość świata zewnętrznego ujęły mnie mocno za serce. Dialogi między bohaterami są przez to niezwykłe, fascynujące i poruszające.

 

Postawie sprawę uczciwie. Książka ma swoje niedoskonałości, ale tego co się czuje czytając ją nie da się zapomnieć. Postać Kale'a i jego relacja z Dez naprawia wszystko. Książkę czyta się błyskawicznie dzięki akcji, która pędzi w zabójczym tempie od pierwszych stron. Przyśpieszone bicie serca i głód, który nie pozwala się oderwać od czytania zmusił mnie do poświęcenia nocy dla "Dotyku". Nie żałuję ani jednej nieprzespanej przez nią minuty.

 

"Zastanawiałam się, jak wyglądałby wpis do dziennika. Dzisiaj ojciec próbował mnie zastrzelić i dowiedziałam się, że jest mordercą, który w ośrodku dla swoich kilerów przetrzymuje w niewoli moją matkę".

Aga

Debiuty literackie są pewnego rodzaju podróżą w ciemno z nieznanym przewodnikiem. Czytelnik ponosi większe, niż zazwyczaj ryzyko rozczarowania, ale ma też większą szansę na przeżycie czegoś niezwykłego, czego jeszcze nie doświadczył. Sięgając po powieść Juc Accardo miałam nadzieję na niezapomnianą przygodę, ale nie byłam pewna, czy kolejna lektura z motywem śmiertelnego dotyku będzie w stanie zrobić na mnie wrażenie.

 

Deznee Cross to zbuntowana siedemnastolatka wychowywana przez samotnego ojca prawnika, który nie poświęca córce zbyt dużo czasu. To jednak nie przeszkadza dziewczynie w podejmowaniu prób zwrócenia na siebie uwagi. Podczas powrotu z kolejnej imprezy, na jej drodze staje dziwnie zachowujący się chłopak i choć nastolatka tego nie planowała, staje się on „narzędziem" do wkurzenia tatusia. Zapraszając go do domu ma nadzieję na zrobienie określonego wrażenia. Niestety Kale okazuje się nieodpowiednim pionkiem do gry, a rekcja rodzica sprawiła, że życie dziewczyny 'wkracza" na nowe tory i prowadzi ją do miejsca, w którym nie tylko będzie musiała walczyć o swoją przyszłość, ale także zmierzyć się z przeszłością.

 

Autorka stworzyła bardzo ciekawą rzeczywistość opartą na solidnych fundamentach. W tym świecie oprócz zwykłych śmiertelników, pojawiają się ludzie z mutacją szóstego chromosomu, która wywołuje najrozmaitsze nadprzyrodzone zdolności. Od najprostszych jak telekinetyka po śmiertelny dotyk. Nikogo chyba nie zdziwi, że niektóre „talenty" stały się pożądane przez władze. Stworzono korporację Denazen, zajmującą się „pozyskiwaniem" osób szczególnie uzdolnionych, ich rozwojem, kształceniem i odpowiednim wykorzystaniem.

 

Sami bohaterowie są bardzo wiarygodni, a ich zachowanie nie budzi wątpliwości. Deznee jest świadoma, że w jej stosunkach z ojcem czegoś brakuje, ale nie potrafi znaleźć sposobu przebicia się przez dzielący ich mur. Życie jej nie rozpieszczało, a Ci, na których najbardziej liczyła rozczarowali ją w największym stopniu. Bolesne wydarzenia miały istotny wpływ na ukształtowanie jej charakteru i stosunku do życia. Pojawienie się Kala sprawiło, że dziewczyna znalazła się w nowej i dość kłopotliwej sytuacji. Chłopak mimo posiadania śmiercionośnej broni niewiele wie o życiu i świecie, a jego zachowanie momentami przypomina zagubione dziecko.

 

Jus Accardo ma bardzo lekki styl i nie potrzebuje wielu słów, żeby wprowadzić czytnika w odpowiedni klimat. Wydarzenia śledzimy z punktu widzenia Deznee, mamy dostęp do jej myśli, wrażeń i odczuć, a to sprawia, że łatwiej jest zrozumieć jej rozterki, wątpliwości i podejmowane decyzje.

 

Na pozór banalna fabuła: zwykła dziewczyna i naznaczony piętnem chłopak, których drogi pewnego dnia krzyżują się, żeby odmienić ich życie. Wszystko się zgadza, a jednak autorce udało się stworzyć niepowtarzalną historię, która nie tylko zaskakuje czytelnika, ale też dostarcza mu mnóstwo różnorodnych emocji. W tej książce pozory bardzo często mylą, a to co na pierwszy rzut oka wydaje się pewne, bardzo często okazuje się złudne. Momentami miałam poczucie, że pisarka bawi się ze mną rzucając „przynętę" i pozwalając mi brnąć w ślepą uliczkę, żeby za chwilę zburzyć moją teorię, niczym domek z kart.

 

Uwielbiam, gdy książki rozczarowują mnie w ten sposób i dostarczają wrażeń, jakich się nie spodziewałam. W tej powieści jest wszystko, co sprawia, że nie sposób oderwać się od niej. Bohaterowie z charakterem, którzy bardzo dobrze sprawdzili się w swojej roli, intrygi, zwroty akcji i emocje, które są niczym wisienka na torcie. Wątek miłosny bardzo zgrabnie dopełnia całość i ani przez moment nie przebija się na pierwszy plan. Między bohaterami iskrzy, ale miłość nie jest jedynym uczuciem, którego można doświadczyć podczas lektury.

 

Nie będę ukrywać, że mnie „Dotyk" oczarował, a podróż z nieznanym przewodnikiem okazała się fascynującą i niepowtarzalną przygodą. Jeżeli macie ochotę na niezapomnianą i pełną wrażeń historię, w której wszystko może się zdarzyć, powinniście sięgnąć po debiutancką powieść Juc Accardo

 

CzarnyKapturek

Jestem jakąś dziwną odmianą mola książkowego, bo nie skupiam się na nowościach czy zapowiedziach. Owszem, lubię sobie popatrzeć co też nowego wydawnictwa pragną sprzedać, aby nieść nam – czytelnikom radość, ale nie przywiązuję do tego zbytniej uwagi. Jednak, gdy spodoba mi się jakaś seria i szaleńczo się zakocham w bohaterach oraz stylu, w jakim pisze autor to śledzę na bieżąco czy czasami nie pojawiła się data wydania za granicą, a potem w naszym przepięknym kraju. Ubolewam nad tym, że tłumaczenie tomów trwa tak długo, ale cóż, czasami można się poświęcić w imię wyższych celów!

 

Tak samo miałam z „Dotykiem" – miałam świadomość iż taka historia istnieje, ale jakoś nie zagłębiałam się w ten cykl, gdy wzięłam sobie go do recenzji, jak później się okazało, pierwszy tom. Pamiętam, że jakoś w między czasie popchnięta zainteresowaniem dowiedziałam się, że swoją premierę miał również drugi tom i szczerze... nie mogę się doczekać aż dostanę go w swoje dłonie a moje oczy będą mogły śledzić tekst, podczas gdy wyobraźnie zacznie podpowiadać mi obrazy. Przecież to takie cudowne!

 

W „Dotyku' mamy okazję poznać siedemnastoletnią pyskatą, odważną i robiącą wszystko co chce Deznee Cross. Kiedy wraca z jednej imprez, na których bywa regularnie tylko po to, aby pokazać ojcu, że wiele może a on nic jej nie zrobi, spotyka zagubionego chłopaka, który przed kimś ucieka. Nawet się go nie przestraszyła i pożyczyła mu swoje ulubione Vansy. Deznee zabiera nieznajomego do swojego domu, aby zrobić swojemu ojcu na przekór. Według mnie? Absolutnie nieodpowiedzialne i nienormalne, ale za to polubiłam właśnie tą bohaterkę.

 

Okazuje się, że Kale, bo tak na imię chłopakowi, ma niezwykły dar. Bardzo niezwykły, który nie powinien wydostać się poza Denazen Corporation. Dziewczyna przeżywa szok, gdy okazuje się, że jej ojciec wcale nie jest prawnikiem, a kimś innym. Znacznie gorszą osobą niż sobie to wyobrażała.

 

Niektóre sytuacje, które musieli przeżywać bohaterowie przypomniało mi po trosze polskie realia, a dokładniej to, co dzieje się w urzędach. Nie chcę obrażać ani nic, ale Kale oraz Deznee uciekali czy też poszukiwali różnych osób i prawie każda, którą odnaleźli kierowała ich do kogoś innego. Na pewno nadało to jakieś dynamiczności całej akcji, co jest zdecydowanie plusem. Miałam takie myśli w stylu „O, nareszcie go/ją odnaleźli. W końcu coś się wytłumaczy!", niestety częściej rozczarowywałam się na tej płaszczyźnie, ale dalej i z uwagą śledziłam ich przygody.

 

Jedynym minusem, który wynotowałam sobie na kartce a dotyczy „Dotyku" to ten okropny i powszechny schemat ona + 2 ich, którzy walczą o nią a jak dochodzi co do czego to autorka każe błądzić nam – czytelnikom – w tym schemacie, aby całkowicie zamącić nam w głowach, chociaż i tak z góry wiadomo kogo główna bohaterka wybierze. Nie powiem, lubię wątek miłosny w książkach młodzieżowych, ale szczerze – byłabym nieziemsko zadowolona, gdyby autorzy takich książek wymyśliliby co innego. Jednak pani Jus Accardo wybaczam ten trójkąt, bo wymyśliła coś znacznie lepszego, co całkowicie mnie porwało!

 

Muszę przyznać autorce pomysłowość. Wszem i wobec wiadomo, że nie raz w skutek jakiś tam czynników chromosomy w organizmie rozwijającego się dziecka ulegają mutacji. Tak samo było w przypadku większości bohaterów, których mogłam poznać w tej książce. Każdy z nich miał przeróżne „dary" dzięki takiemu zabiegowi co pomagało w walce dobra ze złem.

 

Kolejną rzeczą, która podobała mi się w „Dotyku" to to, że szczerze i bardzo martwiłam się o postacie. Gdy Kale w skutek swojego i Denzee błędu został pojmany przez siepaczy Denazen Corporation miałam ochotę krzyczeć ze złości, ale jednocześnie było mi go tak bardzo żal. Chciałam na poważnie wejść do środka tej historii i pomóc bohaterce w uwolnieniu pojmanego.

 

Nie mogę nie wspomnieć o głównej bohaterce, nie przepadam za ciapowatymi bohaterkami, które płaczą, gdy paznokieć im się złamie. Na szczęście Deznee taka nie była. Okazała się odważną, pyskatą, ale jednocześnie zagubioną przez to czego się dowiedziała dziewczyną i muszę przyznać, że chciałabym mieć charakter podobny do jej. Ta odwaga po prostu mnie oczarowała, czasami wiązało się to z głupotą, ale wiadomo – każdy był lub jest młody i zdarzają się takie sytuacje, że robiliśmy bądź robimy coś szalonego.

 

Co do języka, którym posługiwała się Jus Accardo to jest on typowo młodzieżowy, jak na historię przystało również nie jest delikatny jak płatki kwiatów a całość opowiada bohaterka, więc narracja jest prowadzona w formie pierwszoosobowej. Autorce nie brakuje poczucia humoru, niektóre sytuacje były tak zabawne, że po prostu musiałam się głośno zaśmiać.

 

Uwielbiam takie książki. Wywołują emocje, powodują to, że chcesz tylko więcej a oryginalność powoduje, że po prostu się zachwycasz. Niestety „Dotyk" nie był dla mnie jakąś wybitną lekturą, którą pokochałam, ale z chęcią sięgnęłabym po „Toksynę", bo jestem bardzo ciekawa co też wydarzyło się w czasie, kiedy mnie nie było z bohaterami.

 

Podsumowując jednym słowem: polecam!

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież


Współpracujemy z: