Drood

Autor: Dan Simmons

Okładka wydania

Drood

Dodatkowe informacje


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

Wybierz opinię:

Scathach

Niewiele powstaje dziś książek, które można by określić mianem rzetelnych.
Coraz częściej pisarze idą na łatwiznę, ciągną dobrze sprzedający się wątek, robią z przyzwoitych tekstów tasiemce bez ładu i składu, licząc na naiwność czytelnika.

 

Na całe szczęście, w kakofonii publikacji słabych, wciąż można odnaleźć książki naprawdę zajmujące, napisane z sercem, rzetelnie, płynnie, takie, w których nawet momenty bez akcji nie jawią się jako nużące, bo – czy to w ogóle dziś jeszcze się zdarza? – rekompensują je piękne, bogate językowo opisy.
Dan Simmons, amerykański pisarz science fiction, skłaniający się także ku takim gatunkom jak fantastyka czy horror, w tekście Drood, wykorzystał elementy przynależące do każdej z wymienionych form literackich, tworząc tym samym dzieło nietuzinkowe i na długo zapadające w pamięć.

 

Postać Drooda, wprawny czytelnik miał okazję poznać za sprawą jednej z powieści Charlesa Dickensa – Tajemnicy Edwina Drooda, która to staje się, notabene, jedną z bohaterek książki Simmonsa.

 

Tekst stworzony przez Dickensa okazał się być publikacją najważniejszą, tą za sprawą której przeszedł on do legendy, podobnie jak samo dzieło. Niedokończone, pisane w odcinkach, tajemnicze, szeroko komentowane, a także – w jakiś niewypowiedziany sposób związane ze śmiercią samego twórcy. Nie dziwi więc, że dzieło to doczekało się szeregu kontynuacji, alternatywnych zakończeń, wyjaśnień, pisarskich prób wypowiedzenia tego, czego nie udało się dokończyć samemu autorowi.

 

W postaci Drooda upatrywano równie tajemnicze indywiduum. Katastrofa kolejowa, w której miał wziąć udział Dickens 9 czerwca 1865, stała się dla niego datą graniczą – początkiem końca, a jednocześnie wstępem do koszmaru i, według Simmonsa, znajomości z tą zagadkową i troszeczkę zakulisową postacią. Amerykański pisarz całe swoje ponad ośmiuset stronicowe dzieło zasadził na jednym słowie: zagadka.

 

Narratorem powieści jest Wilky Collins, inny znany pisarz swoich czasów, obok Dickensa, a jednocześnie jego wieloletni przyjaciel i współpracownik. Wydarzenia spisane są w formie memuaru, mającego ukazać się wiele lat po śmierci obu mężczyzn i dotrzeć właśnie do nas – czytelników XXI wieku, którzy nie pamiętają już Londynu wyłaniającego się z oparów opium. Pamiętnik ów pisze się niejako sam – wydarzenia przyciągają czytelnika, który ma wrażenie, że podobnie jak bohaterowie Simmonsa, stał się nieświadomą ofiarą mesmeryzmu poddaną hipnotycznemu transowi.

 

Co ciekawe, książka ta, nie jest li jedynie opowieścią o Dickensie i jego najgłębiej skrywanym sekrecie; nie jest tekstem wyjaśniającym sens znajomości z Droodem i jego proweniencję; jest także, a może nade wszystko bogatą panoramą XIX wiecznej Anglii, wraz z wszystkimi zwyczajami z nią powiązanymi. To przegląd Londynu takiego, jakim był: sfery dżentelmenów, raczących się fajkami w domowym zaciszu, wyjeżdżających w literackie trasy,; ale też biedoty podmiejskiej, skrywanej głęboko w podziemiach tworzącej się aglomeracji, uciekających od codziennych trudów, dogorywających w mrokach i oparach najlepszego, ale też najniebezpieczniejszego opium, pod rządami enigmatycznego i niezbadanego Drooda. Drooda-fantazji? Drooda-człowieka? Kim tak naprawdę jest ta postać, ukazująca się tylko nielicznym, oskarżona o setki bestialskich mordów i czego oczekuje od jednego z najwybitniejszych pisarzy wszechczasów?
Czy jest jedynie wytworem wyobraźni twórcy o niepohamowanej wirtuozerii słowa, ale też hołubiącego fantazję, a na dodatek – co nie wydaje się być bez znaczenia – uzależnionego od coraz silniejszych dawek laudanum? Czy jest efektem hipnozy, której poddał swojego przyjaciela Dickens coraz mocniej interesujący się sprawami mesmeryzmu? A może jest to postać z krwi i kości, faktyczny kapłan egipskich wierzeń, pragnący przejąć władzę nad światem? Czytelnik do końca nie wie, w jakiej przestrzeni się znajduje – czy jest świadkiem streszczenia wydarzeń faktycznie mających miejsce, bogato udokumentowanych; chociażby poprzez przytaczanie fragmentów biografii osób istniejących, czy też przebywa właśnie w sferze fantasmagorii i wyobrażeń utalentowanego twórcy, z bogatą wyobraźnią, którą bez trudu potrafi przekuć w historię sprawiającą wrażenie autentycznej.
Wiarygodność w tej książce podważana jest po wielokroć: i to wiarygodność samego narratora, ale też Dickensa, którego wypowiedzi traktowane są jako kolejna sztuczka wielkiego mistrza.

 

Drood, to wileki dyskurs fikcji i realności, zacieranie granic między dziełem literackim, a tekstem będącym relacją z wydarzeń, a nade wszystko to niezwykle sprawnie napisana powieść, oddająca ducha XIX-wiecznego Londynu i nad wyraz wciągająca.

 

Simmons, staje się znakiem jakości i gwarancją dobrze spędzonego czasu przy lekturze.
Gorąco polecam!

Natula

Charlesa Dickensa nie trzeba przedstawiać, nawet jeśli ktoś nie czytał jego prac, to na pewno kojarzy jego nazwisko m.in. z „Opowieścią wigilijną", „Oliverem Twistem" czy z „Klubem Pickwicka". Postać Dickensa jest bardzo intrygująca, zaś jego biografia i niespodziewana śmierć jest niewyczerpanym źródłem inspiracji, tym bardziej że z jego ostatnią, niedokończoną powieścią „Tajemnica Edwina Drooda", wiąże się szereg spekulacji. Podejrzewam, że właśnie dlatego Dan Simmons („Hyperion" i „Terror") podjął się napisania powieści, będącej próbą ukazania ostatnich lat życia tego wielkiego angielskiego powieściopisarza.

 

Powieść „Drood" zaczyna się tak, jak filmy Hitchocka – od trzęsienia ziemi. 9 czerwca 1865 roku pociąg, którym podróżował Charles Dickens wraz ze swoją kochanką i jej matką, najechał na wyrwę, co spowodowało, że lokomotywa wykoleiła się, doprowadzając do śmierci wielu ludzi. Jednym z ocalałych był Dickens, który zaangażował się w akcję ratowniczą. Na tym niewyobrażalnym miejscu tragedii, pisarz spotkał bardzo dziwnego osobnika, szkaradnego jak i z wyglądu, tak i z charakteru, który przedstawił się jako Drood. Kreatura owa budziła w naszym bohaterze niewyobrażalny niepokój, ale też zainteresowanie, dlatego po wypadku narodziła się w Dickensie obsesyjna potrzeba odnalezienia Drooda, który najprawdopodobniej zamieszkiwał w najohydniejszych londyńskich slumsach.

 

Praca Simmonsa napisana jest w formie pamiętnikarskiej. Narratorem jest Wilkie Collins, dramaturg, prekursor powieści detektywistycznej, autor m.in. „Kobiety w bieli" i „Kamienia księżycowego", a także wierny przyjaciel Dickensa. Z wstydem przyznaję, że o ile znana jest twórczość Dickensa, o tyle obce są dzieła Collinsa, dlatego w najbliższym czasie będę musiała nadrobić braki w tym temacie.

 

Muszę przyznać, że język powieści oczarował mnie. Wystylizowany na charakterystyczną manierę ówczesnych czasów sprawia, że ma się wrażenie autentyczności przekazu. Poza tym, nawiązanie do historycznych postaci jak choćby Edgara Allana Poego czy Charles Macreadya bardzo sugestywnie działa na wyobraźnię. Nie bez znaczenia są też obrazowe opisy XIX wiecznego Londynu, który ma dwa oblicza, współczesne, będące mekką postępu przemysłowego oraz ohydne, śmierdzące, pełne śmieci i rozkładających się zwłok. Ekstremalną podróż gwarantują nam panowie Dickens i Collins, który oprócz relaksujących spacerów po urokliwych dzielnicach miasta i spotkań na elokwentne dysputy, w poszukiwaniu Drooda zapędzają się w odrażające podziemne korytarze i mroczne cmentarze.

 

Powieść ma wyjątkowy, niepokojący i duszny klimat, który niewątpliwie dodaje uroku opowieści Simmonsa. Oprócz tego, narrator wykazuje się specyficznym poczuciem humoru, dobroduszną ironią i ciekawymi spostrzeżeniami. Collins w swoich opowieściach często schodzi z tematu i wędruje po ścieżkach wspomnień, ubarwiając historię przeróżnymi dygresjami, jest to bardzo ciekawe, ale na dłuższą metę bywa irytujące. Jednak dzięki takiemu sposobowi przekazu poznajemy niegdysiejsze zwyczaje, twórczość obu panów,ich wzajemne relacje, szokujące związki z kobietami oraz rodzinne koneksje. Na marginesie, postać Wilkie Collinsa została nakreślona w sposób niezwykły. Przedstawiony został jako błyskotliwy osobnik, miłośnik, picia i jedzenia, ze skłonnością do nadużywania laudanum i opium. Dlatego jego wspomnieniom trudno dać wiarę, ile w tym jest wymysłów a ile faktów? Nikt nie wie.

 

O tej powieści można pisać bardzo dużo, a i tak będzie to za mało, w końcu to ponad 800 stron genialnie rozplanowanej intrygi (zakończenie jest doskonałe), bogatej w szczegóły literacko-historyczne, piękną stylistykę, fenomenalną atmosferę i wiarygodnych bohaterów. Mimo że „Drood" nie jest lekturą łatwą i wydawałoby się, że raczej jest pozycją dla koneserów twórczości Dickensa i Collinsa, niż dla przeciętnego czytelnika, to jednak powieść czyta się z wielkim zainteresowaniem. Nie ulega wątpliwości, że Dan Simmons, pisarz głównie powieści science ficton wykonał kawał dobrej roboty tworząc niezwykłe kłamstwo biograficzne.

 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu MAG, a także portalowi Sztukater.

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież


Współpracujemy z: