Córka Kata Oliver Pötzsch

Wybierz opinię:

Isadora

Już dawno nie zdarzyło się, żeby książka, którą miałam szczęście czytać, była stuprocentowym trafieniem w mój czytelniczy gust i oczekiwania. To po prostu niesamowite, jeszcze teraz przepełnia mnie entuzjazm i chęć podzielenia się z Wami moimi odczuciami po lekturze.

 

Po pierwsze - zaintrygowała mnie geneza książki. Jej autor, Oliver Potzsch, korzystając z bogatej dokumentacji historycznej dotyczącej swoich przodków, którzy od XVI do XIX wieku tworzyli najsłynniejszą dynastię katów w Bawarii, stworzył na jej podstawie powieść, której głównym bohaterem jest Jakub Kuisl, jeden z jego antenatów, a zarazem XVII-wieczny kat urzędujący w niemieckim miasteczku Schongau.
W trakcie pisania powieści autor starał się trzymać możliwie jak najwierniej faktów, choć - jak sam przyznaje - gwoli utrzymania dramaturgii posługiwał się nieraz uproszczeniami i ubarwieniami.
Jeśli o mnie chodzi, zarówno pomysł jak i wykonanie są rewelacyjne; fascynująca jest również sama idea poszukiwań własnych korzeni, poznawania najdawniejszej historii swojej rodziny - tym bardziej, że jest to jedna z moich pasji.

 

Po drugie - powieść jest osadzona w realiach historyczno - obyczajowych, do których mam ogromną słabość: okrutne i krwawe czasy tuż po zakończeniu wojny trzydziestoletniej; rola i pozycja kobiety w ówczesnym społeczeństwie; mechanizm polowań na czarownice; psychologia tłumu ogarniętego strachem, szukającego kozła ofiarnego; katowskie rzemiosło, tortury, procesy czarownic - i to wszystko na kartach jednej powieści! Wciąż nie mogę uwierzyć, że miałam takiego farta!
Jeśli już mowa o realiach, to nadmienić muszę, że zostały one przedstawione w sposób niezwykle wiarygodny, widowiskowo wręcz plastyczny, który nie tylko daje nam wszechstronne wyobrażenie o życiu codziennym mieszczan w XVII wieku, ale czyni to z wielkim rozmachem i polotem. Barwny, panoramiczny obraz społeczeństwa, prawa nim rządzące, jego mentalność, obawy, uprzedzenia i bolączki wyeksponowane zostały w całej okazałości podczas ogarniającej miasto histerii i gorączki polowania na czarownice - jego mechanizm, motywy, psychologia - wszystko to zostało ukazane w sposób mistrzowski i absolutnie intrygujący. Mocno zróżnicowane charakterologicznie postaci z krwi i kości przydają powieści realizmu i wiarygodności oraz skutecznie przykuwają uwagę czytelnika do fabuły.
Jeśli o mnie chodzi, najbardziej zaintrygowała mnie postać samego kata; wiele się dowiedziałam na temat jego ponurego rzemiosła, a wiedza ta mocno mnie zaskoczyła - pod wieloma względami również w pozytywnym znaczeniu tego słowa. Także dzięki wielu szczegółom na temat codziennego życia mieszkańców miasta sprzed ponad trzystu lat poważnie wzbogaciła się moja wiedza historyczna - i to mimochodem, niemal niedostrzegalnie. Świetna sprawa!
Na dodatek - interesująca, trzymająca w nieustannym napięciu intryga podsuwająca czytelnikowi coraz to nowe tropy i nie pozwalająca na choćby chwilowe osłabienie uwagi czynią z tej książki fascynującą lekturę.

 

Bawarskie miasteczko Schongau, 1659 rok. Mieszkańcy mozolnie próbują odbudować swoje życie po spustoszeniach, jakie poczyniła na tych ziemiach wojna trzydziestoletnia, choroby i głód. Monotonię codziennego życia przerywa seria brutalnych morderstw dokonanych na dzieciach; zwłoki są potwornie okaleczone i posiadają tajemnicze tatuaże, które mieszkańcom jednoznacznie kojarzą się z symbolami czarnoksięskimi. To wystarczy, by w Schongau zapanowała atmosfera paniki i strachu. Desperackie próby obarczenia kogokolwiek winą za śmierć dzieci i diabelski kontekst morderstw utwierdzają ludzi w przekonaniu, że winną jest miejscowa akuszerka, Marta Stechlin. Uznana za czarownicę i morderczynię zostaje uwięziona w oczekiwaniu na proces sądowy.
Jednak jest kilka osób, które nie wierzą w jej winę - należy do nich kat, który za pomocą tortur ma wymóc na oskarżonej przyznanie się do zbrodni, jego córka Magdalena oraz medyk Simon Fronwieser, który podobnie jak rodzina kata nie wierzy w działanie sił nadprzyrodzonych. Cała trójka podejmuje się śledztwa, które ma ujawnić prawdziwego mordercę oraz oczyścić z zarzutów akuszerkę.
W pewnym momencie wydarzenia zaczynają się toczyć nieprzewidywalnym trybem i w lawinowym tempie: znikają kolejne dzieci, wybucha pożar nadrzecznego magazynu, zostaje zdewastowany plac budowy miejskiego leprozorium... poza tym zbliża się budząca grozę Noc Walpurgii; przerażeni mieszczanie rozpętują polowanie na czarownice, które grozi powtórzeniem katastrofalnej hekatomby sprzed kilkudziesięciu lat.
Rozwikłanie zagadki wydaje się niemożliwe, tym bardziej, że czasu jest coraz mniej. Jednak Kuisl wraz z córką i medykiem wpadają na obiecujący trop, który okazuje się mieć związek z koszmarnymi wspomnieniami kata z czasów wojny oraz z ostatnią wolą jednego z miejscowych notabli...

 

Więcej niestety nie mogę Wam zdradzić - mam nadzieję, że dostatecznie pobudziłam Wasze apetyty nie odbierając przy tym przyjemności z samodzielnego odkrywania tajemnic tej fascynującej powieści. Ja byłam nią zachwycona i do tej pory pozostaję po jej wielkim wrażeniem.
Ogromną jej zaletą jest wartka akcja i fantastyczna fabuła, która nie tylko niesamowicie działa na wyobraźnię i w bardzo atrakcyjny sposób odwołuje się do historii (nie tylko kobiecych prześladowań w ramach polowań na czarownice), ale również stanowi niezwykle bogaty i wartościowy materiał do przemyśleń na temat mechanizmów funkcjonowania społeczeństwa oraz egzystowania w nim jednostki wraz z wszelkimi wynikającymi z tego związku konsekwencjami.
Gorąco polecam tę książkę, która jest źródłem zarówno emocji i rozrywki na najwyższym poziomie, jak i refleksji na temat natury człowieka, jego miejsca w społeczeństwie, psychologii tłumu, społecznej obyczajowości.
Zapraszam do lektury; spokojnie mogę Wam ją polecić z czystym sumieniem i niesłabnącym entuzjazmem. Z pewnością się nie zawiedziecie!

LadyBoleyn

Przyznam, że chwytając w swoje dłonie książkę o intrygującym tytule „Córka kata" autorstwa Olivera Potzsch spodziewałam się wiele. Sama okładka przyciągnęła mój czytelniczy wzrok, natomiast krótka zapowiedź zdarzeń, jakie miałam znaleźć w tej lekturze, sprawiały, że odniosłam wrażenie, że czeka mnie ciekawa, ale też i długa, przygoda. Już po kilku stronach zrozumiałam, że moje fascynacje ową lekturą były zgubne i pierwszy raz od dawna zawiódł mnie mój niezwykły zmysł.

 

Wydarzenia przedstawione w „Córce kata" mają miejsce krótko po zakończeniu wojny trzydziestoletniej w miejscowości położonej w malowniczej Bawarii – Schongau. Na dotychczas spokojnych terenach dochodzi do serii brutalnych morderstw na dzieciach, które łączy fakt, iż wszystkie były sierotami. Na ciałach ofiar medycy odnajdują czarnoksięskie znamię, przypisywane dziełu szatana. XVII-wieczna ludność rozpoczyna polowanie na czarownice, za którą uważa Martę – akuszerkę, która za pomocą ziół nieraz uzdrowiła miejscowych. Kobieta zostaje oskarżona o kontakty z diabłem oraz uznana za winną śmierci młodocianych. Kat, słynący ze swego okrucieństwa, otrzymuje zadanie, by zmusić Martę do przyznania się do winy. Jednak, ku zdziwieniu wszystkich, mężczyzna nie wierzy w winę domniemanej wiedźmy i postanawia poprowadzić śledztwo, mające na celu wyjaśnienie całej sprawy. Razem ze swoją córką Magdaleną i medykiem Simonem próbują dowiedzieć się, kto jest odpowiedzialny za kres życia dzieci. Zdesperowani bohaterowie powoli odkrywają wszystkie dziecięce tajemnice, do końca nie rozumiejąc, dlaczego doszło do morderstw. Czas nagli, a życie niewinnej Marty staje pod znakiem zapytania, gdyż tortury, które przeżywa, coraz bardziej skłaniają ją do przyznania się do winy. Los akuszerki i pozostałych pociech jest w rękach kata, jego córki i chłopaka, który darzy miłością Magdalenę.

 

Oliver Potzsch to pisarz oraz autor programów radiowych i telewizyjnych. Nie bez powodu zdecydował się na umieszczenie w swojej książce nazwiska kata – Kuisl, bowiem jest potomkiem zaszczytnego rodu, który swego czasu był najsłynniejszą dynastią katów w Bawarii. Przyznam, że po przeczytaniu tej informacji byłam zaintrygowana postacią pana Potzscha i jego rodzinną historią, gdyż rzadko zdarza się, aby dzieje familii były aż tak wielką inspiracją dla pisarza. Po opisie książki można byłoby się spodziewać, że przedstawione wydarzenia wbijają w fotel i nie pozwalają choć na chwilę oddalić się od lektury. Gdybym miała być szczera to napisałabym, że już dawno nie czytałam aż tak nudnej książki. Zazwyczaj przed snem lubię przeczytać co najmniej sto stron lektury, chyba, że akurat nie panuję nad swoimi oczami. Natomiast w tym przypadku po dwudziestu nie miałam już siły przewracać kolejnych stronnic... Niewątpliwie, autor „Córki kata" miał ciekawy pomysł na dobrą powieść kryminalną, umieszczoną w XVIII wieku, jednak z wykonaniem jest znacznie gorzej. W piórze Olivera Potzscha nie znajdziemy ani grama lekkości, bowiem naprawdę ciężko przebrnąć przez jego dzieło. W całej książce brakuje pewnego rodzaju dynamizmu, który spowodowałby, że fabuła wciągałaby czytelnika, a nie odstraszała i wprowadzała w senny stan. Początkowo wydawało mi się, że wariacja, jaka wystąpiła w życiu spokojnych i pracowitych mieszkańców Schongau będzie interesującą przygodą. Jednak jedynie opis tortur Marty oraz przemyśleń kata były w stanie mnie zaciekawić, a dochodzenia, w którym główną rolę odkrywali Magdalena i Simon, stało na dosyć dziecinnym poziomie i niekiedy praktycznie nic nie wnosiły do książki.

 

Nie wiem, czy tylko ja odniosłam wrażenie, że tytuł tej powieści całkowicie nie pasuje do zamieszczonych w niej zdarzeń. Autor skupia się na odkryciu prawdy na temat śmierci dzieci i prezentuje dochodzenie wyżej wskazanych osób. Magdalena, córka kata, co prawda nieco wnosi do tej lektury, lecz nie jest nawet główną bohaterką. Gdyby jej postać została pominięta w całej tej historii, zbyt wiele by się nie zmieniło. Kompletnie nie rozumiem, dlaczego autor zdecydował się na taki tytuł (tym razem tytuł oryginału brzmi tak samo jak polski). Jednak niewątpliwie te dwa słowa intrygują i zaciekawiają czytelnika, co mogło mieć decydujący wpływ.

 

Całkowicie zaintrygowała mnie postać kata – Jakuba Kuisla, który niewątpliwie był najlepiej wykreowanym bohaterem w całej „Córce kata". Mogłoby się wydawać, że z racji wykonywanego przez siebie zawodu, powinien być bezczelny i wręcz nieludzki. Jednak prawdziwa twarz kata wyglądała zupełnie inaczej – pełen serdeczności człowiek, który do końca wierzył w niewinność akuszerki, udowodnił, że zadawanie śmierci nie jest równoznaczne ze złą osobowością. Magdalena niekiedy irytowała mnie swoim zachowaniem, a w szczególności nieodpowiedzialnością. Natomiast osoba Simona całkowicie działa mi na nerwy – nie lubię bohaterów, którzy do końca nie wiedzą, czego od życia chcą. Martę polubiłam, jednak głównie dlatego, że jej cierpienie zostało opisane znakomicie.

 

„Córka kata" będzie kurzyć się na mojej półce i nigdy więcej tej lektury czytać nie zamierzam. Być może to kwestia gustu, lecz moim zdaniem pan Potzsch powinien popracować nad swoim stylem i nieco bardziej skupić się na szybkiej akcji oraz dopracowaniu szczegółów. Książkę polecam jedynie tym, którzy uważają się za odważnych i wyjątkowo zainteresowanych morderstwem dzieci, w czasach, gdy ludność jeszcze wierzyła w działalność Szatana.

Bibliofilka

Kat - hycel, dręczyciel, oprawca, prześladowania, sadysta - takie są synonimy do tego wyrazu. Słysząc to słowo większość z nas wyobraża sobie rosłego mężczyznę w kapturze, z siekierą lub mieczem. I z reguły wywołuje on odczucia strachu, przerażenia. W powieści Olivera Pötzscha mamy okazję poznać właśnie kata-Jakuba Kuisl. Jednak od samego początku książki kat wcale nie budzi uczucia strachu, a wręcz przeciwnie, budzi sympatię. Jakuba poznajemy, gdy ma dwanaście lat i pomaga przygotować się ojcu, pełniącego też obowiązki kata, do wykonania egzekucji. Potem akcja przenosi się do momentu, gdy Jakub ma żonę, dzieci: córkę Magdalenę i bliźniaków- Georga i Barbarę, a w mieście Schongau pełni obowiązki oprawcy.

 

A bawarskie miasteczko Schongau próbuje się podźwignąć po niedawnej wojnie trzydziestoletniej. Mieszkaniowcy powoli je odbudują. Tutaj autorowi udało się oddać naprawdę barwny obraz społeczeństwa, prawa nim rządzące, jego mentalność, różnicowanie, wiarę, obawy i skrajności. A czasy były dość burzliwe. Kiedy to w Polsce kończył się okres nazywanym Złotym Wiekiem, reszta Europa była uwikłana w kontrreformacje, płonęły stosy, na których palono czarownice. A wszelkie egzekucje albo palenia na stosie były wtedy widowiskiem, które przyciągało tłumy. Urządzano przy takiej okazji jarmark, ludzie plotkowali, jedli, kupowali trochę smakołyków, aby na koniec, jako punkt kulminacyjny, obejrzeć spektakl. Taka była średniowieczna Europa. Miasteczka pełne handlarzy, piekarzy, kuśnierzy, młynarzy, garncarzy, młynarzy, chłopów, służących, parobków, z rynkiem, ratuszem i karczmą.

 

Ale wróćmy do głównego bohatera kata-Jakuba. Jakub na co dzień wzbudza strach, ludzie odwracają od niego wzrok (bo to przynosi podobno pecha), nawet nie pozdrawiają go na ulicy, słynie również ze swojego okrucieństwa. Innym jego zadaniem jest "przesłuchiwanie" podejrzanych w obecności rajców i pisarza sadowego. Do tego służy specjalne pomieszczenie - sala tortur, gdzie kat ma odpowiednie narzędzie, aby z owego podejrzanego wyciągnąć prawdę, np. urządzenie do miażdżenia kciuków. Ale Jakub ma jeszcze inną pasję, zbiera i kolekcjonuje książki medyczne, dzięki czemu zna się na przeróżnych ziołach, miksturach, które uśmierzają ból. Swoją pasją zaraził córkę, nauczył ją czytać oraz rozpoznawać zioła.

 

Pewnego dnia, w tym miasteczku, zostaje znalezione ciało brutalnie zamordowanego chłopca, który ma dziwne znaki na ciele. Wkrótce zaczynają ginąć inne dzieci, a mieszkańcy chcąc szybko znaleźć winnego, zrzucają podejrzenie na akuszerkę-Martę, którą dodatkowo oskarżają o konszachty z diabłem. Jedynie kat, który za pomocą tortur ma wymóc na niej zeznania, nie wierzy w winę kobiety. Jakubowi z pomocą przychodzi jednak miejski medyk-Simon i razem próbują rozwiązać zagadkę.

 

Tutaj pora na tytułową bohaterkę, córkę kata-Magdalenę, która również postanawia pomóc ojcu. Mimo obecności jej w tytule, wcale główną bohaterką nie jest. Jest jakby tłem dopełniającym postać kata, tudzież własnego ojca. Nie chcę zdradzić nic więcej z fabuły, bo wtedy nie byłoby zaskoczenia.

 

Książkę czyta się bardzo szybko, autor umiejętnie dawkował napięcie, nie szczędząc przy tym barwnych opisów. Poza tym sam jest potomkiem Kuislów, którzy od XVI do XIX wieku byli najsłynniejszą dynastią katów w Bawarii. Wplótł więc do historii swojej rodziny trochę fikcji i okrasił to faktami historycznymi.
I świetnie mu to wszyło.

 

Jedynie czym jestem zawiedziona, to za mało rozbudowany wątek miłosny, chodzi o Magdalenę i Simona. Niby coś się między nimi rodzi. Ona córka kata, on wędrowny medyk. Wiadomo, że w tamtych czasach miasto nie zaakceptowałoby ich związku. Katowska córka musiała wyjść na syna jakiegoś innego kata. A dla medyka taki związek mógłby być pośmiewiskiem. Ale czyż miłość nie przełamuje wszelkich barier? Ale to chyba fabuła na kolejną książkę. Może kontynuacja losów rodziny Kuislów?

 

I jeszcze parę słów o okładce. Chociaż jest miękka, a ja wolę twarde, to zdjęcie na okładce mnie zauroczyło. Lubię takie barwy, trochę jesienne, złotawo-rudawe, z przebijającą się czerwienią. Poza tym w portret wkomponowane są wizerunki czaszek, liści i plam krwi wykonane lakierem punktowym. Mnie to urzekło. Polecam.

Cinnamon

24 kwietnia Roku Pańskiego 1659, Schongau. Z pobliskiej rzeki Lech wyłowione zostają zwłoki chłopca. Kiedy na jego łopatce odkryto tajemniczy symbol - koło z krzyżem u jego dołu - podejrzewa się, że padł ofiarą czarownicy. O morderstwo i konszachty z szatanem zostaje podejrzana miejscowa akuszerka Marta Stechlin. Mieszkańcy orzekli: czarownicę należy niezwłocznie spalić na stosie, jeżeli nie chce się mieć powtórki z procesu czarownic sprzed siedemdziesięciu lat.

 

Jakub Kuisl piastuje bez wątpienia haniebną posadę. Jest katem z dziada pradziada, przez co wzbudza lęk i pogardę wśród mieszkańców Schongau. Z drugiej strony jest też uznanym zielarzem, czego nie chcą głośno przyznać ludzie, pomimo iż często korzystają z jego mikstur.

 

Otóż, kat Kuisl dostaje rozkaz poddania torturom akuszerkę Stechlin w celu wydobycia z niej wyznania prawdy o jej czarnoksięskich praktykach oraz przyznania się do zamordowania chłopca. Kat przeczuwa, że akuszerka jest niewinna. Wtrąca Stechlinową do więzienia, a sam postanawia podjąć śledztwo na własną rękę. Za pomocnika obiera sobie Simona Fronwiesera, syna miejscowego medyka, który skrycie adoruje córkę Kuisla, Magdalenę.

 

W tym czasie ofiarą morderstwa stają się inne dzieci, u których również odkryto czarnoksięski symbol. Jest coś jeszcze, co je łączy: wszystkie są sierotami...

 

Sprawy nabierają tempa, gdy w mieście ujawnia się prawdziwy diabeł... Kuisl i Simon muszą szybko rozwikłać zagadkę, w przeciwnym razie kat będzie zmuszony spalić na stosie niewinną według niego akuszerkę...

 

„Córka kata" to fascynująca powieść z renesansowej Bawarii. Poprzez obraz biedoty miasta i bogactwa patrycjuszy odkrywamy tajniki katowskiego zawodu, codzienności XVII-wiecznej ludności Schongau i dajemy się pochłonąć kryminalnej zagadce. Nie dajcie się zwieść! Wszystko, co wydaje się być zagmatwane i nierozwiązywalne ma swoje wytłumaczenie w bardzo oczywistym rozwiązaniu. Czytajcie uważnie, a z pewnością dojdziecie do prawdy wcześniej, nim zakończy się powieść.

 

Aczkolwiek do tej pory zastanawiam się, dlaczego Magdalena Kuisl widnieje jako tytułowa bohaterka, skoro jest tylko postacią drugoplanową?...

Beatrice

Wiele czynników spowodowało moją chęć posiadania i przeczytania tej książki. Po pierwsze wiele dobrego słyszałam o tej książce, a cóż lepiej świadczy o lekturze niż zadowoleni czytelnicy. Z kolei drugim punktem było samo wydanie. Dlaczego tak bardzo podobają mi się książki wydawnictwa Esprit? Nie ma w nich nic nadzwyczajnego, zwyczajne zdobienia, nic wymyślnego. Jednak wydają mi się takie lekkie, a same strony takie cienkie.. cały czas się zachwycam tymi wspaniałymi wydaniami. Czas jednak poświęcę treści „Córki Kata", która nie była kolejną zwyczajną książką w moim ręku.

 

Polowanie na czarownice? Nawet na okres w historii przypadający tuż po zakończeniu wojny trzynastoletniej wydaje się dziwną sprawą. Jednak w bawarski Schongau dochodzi do serii brutalnych morderstw, a ktoś umyślnie wywołuje panikę wśród ludności. Wszystkie tropy prowadzą do czarownic, na ciałach ofiar wytatuowane są bowiem czarnoksięskie symbole. Mieszkańcy miasta widzą w tym dzieło szatana.

 

Oskarżona zostaje Akuszerka Marta, jednak kat, który za pomocą tortur wymóc ma na niej zeznania, nie potrafi uwierzyć w winę kobiety. Razem ze swoją córką Magdaleną i miejskim medykiem Simonem prowadzi śledztwo na własną rękę. Jednak czy Jakub Kuisl udowodni niewinność kobiety, czy znajdzie prawdziwego winowajcę? Ile jeszcze dzieci będzie musiało zginąć, żeby przerażająca prawda wyszła na jaw?

 

Oliver Potzsch stworzył naprawdę dobrą historię i wplątał ją w rzeczywistość ówczesnej ludności. Książka została przedstawiona ciekawie, a autor nie szczędził nam żadnych opisów. Córka Kata było momentami dłużąca, ale w całości interesująca. To by było najbardziej trafne zdanie w przypadku tej książki. Fabuła była ciekawa i choć akcja teoretycznie ciągła, nie była wartka, jak przywykli czytelnicy współczesnych szybkich powieści. Mimo to powieść potrafiła zaintrygować i zmusić do rozważań. Sam pomysł również bardzo był dobry, a do rozwiązania bardzo trudno było dojść samemu, choć autor wielokrotnie naprowadzał na ostateczne podsumowanie.

 

Niestety muszę powiedzieć, że książką się trochę zawiodłam. Spodziewałam się czegoś dwukrotnie bardziej interesującego i choć nie mogę powiedzieć, że książka była przewidywalna, nie była też na tyle intrygująca, żeby czytać ją z zapartym tchem. Mimo wszystko cieszę się, że poznałam tych ciekawych bohaterów, choć również w nich czegoś mi brakowało. Myślę, że niestety nie są to moje klimaty, a mój niedosyt wiąże się z tym, że oczekiwałam czegoś innego. Mimo wszystko pan Potzsch stworzył barwną opowieść, a jego charakter pisania jest przystępny i może przypaść do gustu wielu osobą. Opisywał on bowiem bardzo dokładnie sytuacje, ale starał się nie zgromadzić ich tak wiele, by książka była nudna.

 

Podsumowując więc, nie jestem zachwycona, ale też nie mogę powiedzieć, że „Córka Kata" mi się nie podobała. Sądzę, że autor postarał się odtworzyć dla nas realia życia sprzed wieków, co było dla mnie kolejnym plusem. Nie będę więc dłużej marudziła, a wreszcie przyznam otwarcie, że ta powieść jest warta przeczytania. Polecam wszystkim lubiącym zagadki i kryminały, myślę, że i tutaj znajdziecie coś dla siebie.

Lilien

„Czytanie książki jest, przynajmniej dla mnie, jak podróż po świecie drugiego człowieka. Jeżeli książka jest dobra, czytelnik czuje się w niej jak u siebie, a jednocześnie intryguje go, co mu się tam przydarzy, co znajdzie za następnym zakrętem."
Jonathan Carroll — „Kraina Chichów cz.2"

 

Chyba każdy z nas może to potwierdzić. Są książki lepsze i gorsze. W tych pierwszych odnajdujemy nawet samych siebie, natomiast tych drugich mamy dość na najbliższe lata (o ile nie na zawsze). Książka to nie tylko zbiór kartek zajętych tekstem, ale i coś, dzięki czemu możemy pobudzić naszą wyobraźnię do działania. Coś, dzięki czemu możemy zrozumieć nawet otaczający nas świat – już nie wspomnę o rozwiązywaniu problemów, które wydawały się z początku niemożliwe do rozwiązania.

 

W przypadku dzisiaj recenzowanej książki mogę śmiało powiedzieć, że rozbudziła moja wyobraźnię do cna. Czasami, aż za bardzo, bo nie mogłam się od niej momentami oderwać...

 

„Córka kata" osadzona jest w czasach XVII wieku w Bawarii, krótko po zakończeniu wojny trzydziestoletniej, gdzie miejsce miała seria brutalnych i przerażających morderstw na niewinnych dzieciach. Na domiar tego na ciele każdego z nich można zobaczyć tatuaż – czarnoksięskie symbole. Mieszkańcy Schongau (gdzie to czy się akcja) są przerażeni, bowiem widza w nich wyłącznie dzieło mściwego i okrutnego Szatana. Od tego momentu żadne dziecko nie jest bezpieczne, a wszyscy boja się o swoje pociechy. Kto wie, czy nie będzie następnych ofiar, a jeśli już to, kto nimi będzie?

 

Nie znam osoby, która to nie stanęłaby w obronie swojego dziecka. Tak też jest w przypadku mieszkańców. Dlatego też organizują polowanie. Polowanie na czarownice... Pech chciał, że Marta, która była akuszerką wpadła w ich ręce i została oskarżona za wszystkie morderstwa i konszachty z diabłem. Kat, który ma wymusić na niej przyznanie się do winy nie wierzy w to, że to właśnie ona dopuściła się tych haniebnych czynów. Próbuje dowieść jej niewinności, poprzez przeprowadzenie śledztwa na własną rękę przy pomocy miejskiego medyka - Simona oraz własnej córki, Magdaleny.

 

Gdybym miała określić jednym zdaniem, co sądzę o tej książce, to przyznam ze szczerym sercem: „To jest to!" Książka niesamowita, potrafi tak poruszyć czytelnikiem, że koniec końców miałam wrażenie, że faktycznie żyję w czasach polowań na czarownice. Te wszystkie tajemnice, wydarzenia, spiski są tak realistycznie oddane, jak na tamte czasy, jak mało gdzie. Uwielbiam czasy, gdy na świecie działały akuszerki, pomagając rodzącym przyjść na świat swoim pociechom bezproblemowo. No wiecie – „Młot na czarownice" i tym podobne rzeczy. Nawet na uczelni miałam zorganizowany na ten temat wykład toteż nie jest mi ta sytuacja obca i mogę ze szczerym sercem przyznać, że autor naprawdę się postarał. Zwłaszcza, że to jego debiut pisarski. Sama bym tego wszystkiego lepiej nie ujęła. Cała fabuła dograna i nawet zgadzająca się z ówczesnymi wierzeniami i wydarzeniami, jakie znamy z historii.

 

Jeśli chodzi o styl to tutaj trochę się zawiodłam. Dlaczego? Myślałam, że książka będzie bardziej tętnić takim starożytnym językiem (nie wszędzie oczywiście bo ciężko by się czytało, ale od czasu do czasu czemu nie?). Szkoda, naprawdę szkoda. Ogólnie większych błędów stylistycznych nie wyłapałam – nawet literówek, a to już coś.

 

Przyczepiłabym się jeszcze bohaterów. Wykreowani na dość „ciekawe" osobowości, trzeba przyznać. Ale nie na tyle, by mnie zadowoliły – zwłaszcza nie spodobała mi się główna bohaterka, raz postać Marty. Są tak jakby... niedokończone. Czegoś im brak, a ja nie mogę znaleźć czego tak właściwie. Nie wiem, może czasami nie pasowały mi do tamtych czasów? Możliwe. Poza tym ich charakterki, czy też zachowania czasami mnie irytowały – zwłaszcza mam tutaj na myśli Magdalenę.

 

Nie powiedziałam jeszcze nic na temat okładki. Cóż... według mnie jest taka, jaka być powinna. Nie powiem, że fantastyczna, bo będzie że się powtarzam, ale lepszej bym sobie nie wyobraziła. Całkowicie oddaje przesłanie i treść książki. Podobają mi się te kolory jesieni, no i przyozdobienie liśćmi. A najbardziej chyba pochwaliłabym za te czerwone plamy, oddające fantastyczny realizm. Z początku miałam wrażenie, że to prawdziwa krew – zwłaszcza przez ich wybrzuszenie i lepsze uwidocznienie na okładce. Całość jest tak wspaniale dopieszczona i oprawiona, że można tylko pogratulować grafikom. Oby więcej takich książek nie tylko ze względu na okładkę, ale i realizm ukazany w tej jakże wciągającej fabule!

Falka

Średniowieczne, niczym nie wyróżniające się bawarskie miasteczko. Handlarze zachwalają swoje towary, z kościelnej ambony ksiądz grzmi na niewiernych, medyk leczy sproszkowaną gliną i pijawkami, a kat ścina niecnych zbrodniarzy ku uciesze gawiedzi. Życie toczy się leniwie, po dopiero co odzyskanym spokoju po latach wojen. Aż tu nagle zaczynają ginąć dzieci. Na miasteczko kładzie się cień strachu. Ofiary mają na plecach tajemnicze znaki...

 

Jakby było mało brutalności morderstw, mieszkańcy Schongau są pewni, że w sprawę zamieszane są siły nieczyste. Znak to nic innego jak znamię czarownicy, a jeśli tak, to trzeba ją jak najszybciej odnaleźć i udaremnić dalsze działania. Mieszczanie ciągle mają w pamięci zdarzenie sprzed pół wieku, kiedy to w wyniku polowania na czarownicę, na stosie spalono kilkadziesiąt kobiet. Kosztowało to miasto nie tylko dużo strachu, ale i pieniędzy. Tym razem nie mogą sobie na to pozwolić. Muszą działać szybko.

 

Niemal od razu wpadają na trop miejscowej akuszerki – Marty. Kobieta, nie dość że zna się na ziołach, to jeszcze często gości u siebie dzieci, które teraz jedno po drugim zostają brutalne zamordowane. Oskarżona o konszachty z diabłem, czeka w więzieniu na wyrok, o którym zadecydować mają jej zeznania. Oczywiście wydobyte z niej za sprawą długotrwałych tortur. Problem w tym, że miejscowy kat nie do końca wierzy w jej winę. Z szacunku dla kobiety, która pomogła narodzić się jego dzieciom, Jakub Kuisl postanawia na własną rękę zdobyć dowody jej niewinności. Do pomocy ma jedynie młodego medyka. Czas nagli, giną kolejne dzieci. Jakby tego było mało, po mieście zaczyna grasować diabeł.

 

Nie na darmo powieść Pötzscha zajmowała przez długi czas czołowe miejsca na liście bestsellerów. Na jej sukces złożyło się niewątpliwie kilka czynników: dobry temat, ciekawie poprowadzone wątki bohaterów, a przede wszystkim świetna narracja. Akcja toczy się wartko, bez zbędnych opisów i niepotrzebnego komplikowania problemów. Być może nie zaskakuje. Może trochę za szybko i zbyt łatwo autor prowadzi czytelników po nitce do kłębka rozwiązania. Nie przeszkadza to jednak w rozkoszowaniu się lekturą.

 

Co jednak działa przede wszystkim na korzyść powieści, to doskonale ukazany mikroświatek średniowiecznego miasteczka, z całą galerią charakterystycznych postaci, najczęściej zestawionych ze sobą kontrastowo. Mamy więc ojca i syna trudniących się medycyną: młody rzecz jasna pełen werwy i ciekawości świata, nie chce poprzestać na uniwersyteckiej wiedzy, która powiedzmy sobie szczerze: zbytnio zaawansowana nie jest. Całą chmarę bogaczy, którzy z ukrycia dyrygują wydarzeniami w mieście. Rzezimieszków, handlarzy, kler i biedotę. Mamy w końcu rodzinę kata Kuisla: piękną i wygadaną córkę Magdalenę, w której zakochuje się medyk, a która nijak nie przystaje do średniowiecznego typu kobiety głupiej i uległej. I samego Jakuba Kuisla, kata, który wbrew pełnionej funkcji, okazuje się być ostoją moralności Schongau. Człowieka renesansu, w którego gburowatej osobowości zakochujemy się od pierwszych stron powieści.

 

W rankingu skomplikowanych historii kryminalnych, „Córka kata" niewątpliwie nie zajmie czołowej pozycji. Czytelnik szybko orientuje się, kto tak naprawdę zamieszany jest w morderstwa dzieci oraz kto próbuje zrobić z akuszerki kozła ofiarnego. Choć ta zagadka kształtuje główną linię fabularną, jej braki rekompensuje całe tło obyczajowe, genialnie zaprezentowane przez autora.

 

Na uznanie zasługuje również fakt, że Pötzsch – wywodzący się z linii Kuislów, w "Córce kata" opowiada niejako historię swojego rodu. Na potrzeby powieści, samo zdarzenie jak i niektóre postaci zostały wymyślone. Wychodząc od rzeczywistych dokumentów historycznych, kreśli losy swoich przodków, tak jak on chciałby je widzieć. Niewątpliwie idealizuje dzielnego kata Jakuba, nagina rzeczywistość, by mimo skrajnego niebezpieczeństwa, bólu i cierpienia, była łaskawa dla pozytywnych postaci, a nieznośna dla złych.

 

Mimo, że powieść nie zaskakuje, jest świetną pozycją obrazującą realia średniowiecznego miasta, w którym wydarzyło się nieszczęście. Ukazuje przykre konsekwencji zajadłej konkurencji ludzkich ambicji. Udowadnia, że od diabła gorsi są mimo wszystko ludzie.

Książki

Fabuła:
Akcja:
Wątki:
Postacie:
Styl:
Klimat:
Okładka:
Polecam:

Polecam:

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież


Okładka wydania

Córka Kata

Dodatkowe informacje

Podziel się!

Oceń Publikację:

Na naszej stronie nie stosujemy reklam. ;)
Prosimy o dodanie naszej witryny do białej listy.
Ustawienia przeglądarki lub Biała lista (adblock)