Chata William P. Young

Wybierz opinię:

Scathach

Powstało wiele książek religijnych, książek tłumaczących zasady wiary, istotę Boga i jego miejsca w życiu człowieka. Powstało wiele książek, będących próbą odpowiedzi na pytania, których wielu ludzi poszukuje.

 

Chata jednak jest jedną z lepszych traktujących o Bogu, jaką do tej pory czytałam, a zdecydowanie najlepszą powieścią [do tego z gatunku fantastyki!].

 

Przedstawia podstawowe prawdy znane z Pisma Świętego oraz Katechizmu Kościoła Katolickiego, nie jest jednak encyklopedią, w której znajdziemy aneks pojęć, które tłumaczy i problemów, które porusza.

 

Chata to historia Mackenziego Allena Philipsa - człowieka, którego relacje z ojcem nie były godne pozazdroszczenia. Bohater chcąc dać swoim dzieciom to, czego sam nie doświadczył w domu rodzinnym, spędza z nimi bardzo dużo czasu, często zabiera także na wspólne wycieczki. Podczas jednej z nich dochodzi do tragicznych wypadków- jeden z synów Allena podczas kajakowania zaczyna tonąć. Ojciec, zawodowy ratownik, z powodzeniem wyrusza mu na pomoc, jednak okazuje się, że podczas akcji ratowniczej, w wielkim zamieszaniu zaginęła najmłodsza córeczka Mackenziego - Missy. Okazuje się, że została uprowadzona przez mordercę małych dziewczynek i zabita w odległej chacie.

 

Bohater nie jest w stanie wybaczyć sobie tego, że jej nie dopilnował i obwinia za wszelkie konsekwencje. W jego życiu rozpoczyna się okres Wielkiego Smutku, z którego wydobyć może go już chyba tylko cud.
Wszystko drastycznie się zmienia, gdy Allen otrzymuje list, który zakrawa na kiepski żart

 

Mackenzie, minęło trochę czasu. Tęskniłem za Tobą. Będę w chacie w najbliższy weekend, jeśli chcesz się spotkać. Tata. [1]

 

Allen, widząc w jednym zdaniu zarówno słowo 'tata' jak i 'chata' wpadł w furię. Prowadzony jednak zwykłą, ludzką, nie dającą spokoju ciekawością, postanowił udać się na miejsce wyznaczonego spotkania, nawet gdyby miało ono stać się miejscem ostatecznego rozrachunku z mordercą jego Missy.

 

Na miejscu czeka go nie lada niespodzianka i weekend spędzony w towarzystwie... Boga.

 

Książka niszczy wszelkie stereotypy dotyczące Jego wyobrażeń. Charakterystyczne, niebanalne, a jednocześnie łamiące tabu oraz niezwykle trafnie uchwycające Boże poczucie humoru ukazanie Trójcy Świętej, z pewnością na długo pozostanie w pamięci czytelnika skłoni do refleksji na temat naszego stanu wiedzy i ograniczonej percepcji. Uświadamia jak niewiele wiemy o Stwórcy i jak łatwo nas zaskoczyć oraz to jak łatwo kupujemy stereotypy i wyobrażamy sobie, że są one jedyną prawdziwą i poprawną wersją.

 

W tekście zaburzona jest linearność, czas przestaje mieć znaczenie, biegnie inaczej. Bóg jest Bogiem wszechmocnym, interesującym się człowiekiem i jego osiągnięciami, słuchającym hip-hopu i wszelkich innych przejawów ludzkich talentów i ich realizacji.

 

Autor stara się odpowiedzieć na zadawane od wieków pytanie o pochodzenie zła - unde malum?
Traktuje o bólu po stracie ukochanej osoby, bólu zakorzenionym głęboko w podświadomości, wypływającego jeszcze z przeżyć z dzieciństwa.
Bohater podczas rozmów z Bogiem porusza temat natury wolności. Young podaje piękne i życiowe przykłady prawdziwej, bezinteresownej miłości, zdolnej do poświęceń. Ukazuje relacje między istotami Trójcy Świętej, a także prawdziwe oblicze Bożej miłości.
Momentami staje się lekturą mocno depczącą po odciskach- uderza w ambicję nie tylko głównego bohatera, lecz także każdego czytelnika, który w dialogach z Bogiem może odnaleźć swój stosunek do ludzi i Stwórcy.

 

Autor poddaje rozważaniom problem osądzania, które tak łatwo przychodzi człowiekowi.
W tekście poznajemy Sofię - personifikację Bożej mądrości, dowiemy się o niechęci Ojca do hierarchizacji.
Kilka ostatnich stronic, to nowe spojrzenie na słowa

 

Dotknij Panie moich oczu, abym przejrzał.

 

Young opowiada o celowości przebaczenia. Jego brak porównuje do zaciskania rąk na czyjejś szyi i próbę duszenia.

 

Przesłań książki jest wiele, a jednym z nich staje się powtarzane po wielokroć zdanie, że Bóg z wielkich tragedii potrafi wydobyć dobro, jednak nie zajmuje się ich reżyserowaniem.
Stąd też nie do niego powinniśmy mieć pretensje, gdy dotknie nas jakaś niewyobrażalna tragedia.

 

Już od początkowych stron książka wzbudziła we mnie wiele emocji, jednak ostatnie sto, stało się przyczyną wielu łez i wielu wzruszeń.
Dawno nie spotkałam tak pięknej powieści, przekazującej i przypominającej tak wiele, znanych przecież prawd. Jest pozycją, z której zadowolony powinien być każdy - ci ceniący fantastykę uznają ją za kolejną przedstawicielkę gatunku, ci którzy szukają dobrej książki religijnej - za niezwykłe świadectwo życia Bogiem i z Bogiem.
Dla osób stroniących od tematyki duchowości, może jednak wydać się nużąca i mało ciekawa.
Ze swojej strony gorąco polecam. Jest to pozycja, do której z całą pewnością będę wielokrotnie wracać.

 

[1] Chata, WM. Paul Young, Nowa Proza, Warszawa 2011, s. 17

Agnesja

Każdy człowiek styka się z różnego rodzaju problemami. Próbujemy sobie radzić z każdą małą trudnością, ale co jeżeli spadnie na nas ciężar prawdziwej tragedii? Dlaczego w ogóle istnieje coś takiego jak cierpienie? Przecież Bóg, chociażby jedną myślą, mógłby usunąć całe zło ze świata. Na głównego bohatera powieści „Chata" Williama Paula Younga, odpowiedź czekała w dość zaskakującej formie...

 

Mack wyjeżdża wraz ze swoimi dziećmi i żoną na kemping, aby odpocząć od codziennej monotonii i umocnić więzi rodzinne. Nie przeczuwa jednak, że owa podróż będzie najgorszą w jego życiu. Jesse, syn Macka, wypływa kajakiem na jezioro, które po chwili przewraca łódkę. Wszyscy ruszają chłopcu na pomoc pozostawiając sześcioletnią Missy samą na terenie obozu. Jessowi nic się nie dzieje, za to córeczka Macka znika bez śladu. Jedyną poszlaką jest spinka z biedronką włożona między strony kolorowanki Missy. Policja, próbując znaleźć drogę ucieczki porywacza, natrafia na starą chatę. Znalezione tam dowody wykazują, że właśnie w tym miejscu popełniono zabójstwo dziewczynki. Całą rodzinę ogarnia Wielki Smutek, a Mack obwinia siebie za śmierć Missy. Tragedia znacznie oddala go do Boga.

 

Trzy lata później, do Mackenziego dociera tajemniczy list informujący o tym, że pewien „Tata" chce spotkać się z nim w chacie; tym strasznym, przywodzącym tragiczne wspomnienia miejscu. Czyżby był to list od samego Boga? Nan, żona Macka, nazywała go właśnie Tatą... A jeżeli to tylko podstęp wymyślony przez mordercę? Mack chce zaryzykować własne życie, aby zaspokoić ciekawość. Poza tym – co ma do stracenia skoro wszystko straciło sens już trzy lata temu?

 

„Nie muszę karać ludzi za grzechy. Grzech sam w sobie jest karą, pożera cię od środka. Nie chcę go piętnować, tylko plenić."

 

Największym zaskoczeniem doświadczonym przeze mnie podczas lektury jest samo przedstawienie Boga. Nie jako poczciwego starca z długą brodą mówiącego staromodnym językiem, ale jako trzech postaci diametralnie różniących się od siebie pod względem fizycznym. Tata jest bowiem kobietą, Jezus niezbyt przystojnym mężczyzną, a Duch Święty małą dziewczynką. Dlaczego autor w taki właśnie sposób przedstawił Trójcę Świętą? Z pewnością po to, aby udowodnić, że Bóg jest duchem, którego żaden człowiek nie może ogarnąć rozumem. William Young chciał również w ten sposób przybliżyć nam boską osobę porównując ją do kochającej matki. Ludzie kurczowo trzymają się stereotypów, czy wyobrażeń, zapominając o tym, co naprawdę ważne. Boga najczęściej wyobrażamy sobie jako człowieka podniesionego do potęgi n-tej z dodatkiem bezgranicznej dobroci. Jak jest naprawdę?

 

„Chata" jest dla mnie wielkim skarbem, ponieważ przedstawiła pewne znane mi od dawna prawdy w całkiem nowy i zaskakujący sposób. To, co było dotąd oczywiste i proste, zyskało większy sens i wiarygodność. Mack, ze względu na ogarniającego go Wielki Smutek, przestaje wierzyć, że Bóg naprawdę go kocha. Każdy z pewnością wie, że miłość boska jest bezgraniczna, ale ten fakt staje się tak oczywisty, ze nie ma w nim nic niezwykłego. A może by spojrzeć z innej perspektywy? Możemy zrobić to wraz z Mackiem, który jako kochający ojciec, dzięki pomocy Taty, sam doświadcza jak trudne jest wysłanie kilku ze swoich dzieci do piekła. Każde chciałby przed tym uchronić, nawet gdyby miał zapłacić życiem.

 

Jestem szczerze oczarowana tą powieścią. Znacznie zmieniła ona mój tok myślenia, dała odpowiedzi na dręczące pytania. Każdy czytelnik może spojrzeć na pewne sprawy w zupełnie inny sposób, nawet na takie trudne jak śmierć. „Chata", mimo początkowej tragedii, pozostawia w czytelniku radość i nadzieję. Z pewnością nie będę w stanie szybko zapomnieć o tej powieści. Dała mi duży materiał do przemyślenia. Zapraszam wszystkich do wstąpienia do mrocznej chaty, która w jednej chwili może przeobrazić się w kwitnący ogród waszego serca, którym opiekuje się sama Tata.

 

Za możliwość przeczytania tej fascynującej lektury serdecznie dziękuję Wydawnictwu Nowa Proza i portalowi Sztukater.

Natula

„Chata" to książka, która zdrowo namieszała w literackim świecie, głównie za sprawą: poruszanego tematu, dotyczącego relacji człowieka z Bogiem, zdefiniowania wizerunku Boga, za nadanie innego znaczenia chrześcijańskim definicjom oraz za elementy podpadające pod ruch New Age. Treść książki podlega ciągłym dysputom i analizom, opisana historia jednych czytelników porusza do głębi, innych rozczarowuje i złości. Gdzie zająć miejsce? Jak odnieść się do treści? Czy też jak pogodzić teologiczną wiedzę z obrazem przedstawionym przez WM. Paula Younga?

 

Mack w dzieciństwie doświadczył wiele bólu, na szczęście doświadczenia życiowe sprawiły, że – w pewien sposób – pogodził się ze swoja przeszłością, jednak jak sam twierdzi, to Nanette, jego żona od ponad trzydziestu pięciu lat, uratowała mu życie, tworząc z nim cudowną rodzinę. Niestety rodzinne szczęście zostało zburzone, kiedy ich najmłodsza córka, Missy, została porwana. Ślady wskazywały na to, że dziewczyna została zamordowana w opuszczonej chacie. Kilka lat później Mack dostaje tajemniczy list, a w nim zaproszenie do... chaty. Mężczyzna jest skonsternowany, uznaje to za makabryczny żart, ale podpis nadawcy sprawia, że zaczyna wierzyć, że zaproszenie jest od Boga. Wbrew rozsądkowi wyrusza do miejsca bolesnych wspomnień, licząc na konfrontację z Najwyższym.

 

Jakiś czas temu czytałam „Rozdroża" Younga, książka bardzo mi się podobała, ale pomimo wyrazistej treści, ciężko mi było przebić się przez jej wstęp, na szczęście debiutancka powieść kanadyjskiego pisarza, jest o wiele bardziej klarowniejsza (zaskakujące jak na pierwsza pracę). Posłużę się kolokwializmem, pisząc że budowa fabularna "Chaty" jest prosta jak konstrukcja cepa... i to jest piękne. Oto mamy sympatyczną rodzinkę na którą jak grom z jasnego nieba spada wielkie nieszczęście, a opory przed szczerą rozmową o tragedii rodzą niezdrową atmosferę, stwarzając wiele niedomówień i problemów. Z podobnym tematem zapewne nie raz się spotkaliście i teoretycznie problematyka rodzinnych dramatów nie jest obcym zagadnieniem, ale do tej prostej historii zostały dołączone teologiczne kwestie i filozoficzne rozważania, co jest rewelacyjnym zagraniem. Dlatego, że dostajemy przepiękną, ogromnie wzruszającą opowieść przedstawiającą więź człowieka z Bogiem oraz próby wyjaśnienia odwiecznych pytań dotyczących dobra i zła, grzechu i wybaczenia, kary i winy.

 

Książka została napisana w czytelny, bardzo naturalny sposób. Język powieści nie jest zawiły, jednak jej treść może sprawiać problemy, nie tyle ze względu na wielowątkowość, ale na teologiczne wnioski, które dla niektórych osób mogą być mocno dyskusyjne i uproszczone. Jednak uważam, że nie warto szukać dziury w całym, gdyż opowieść ta jest dodającą otuchy przypowieścią, która zachęca do dialogu z Bogiem, przypomina też o jego obecności w naszym życiu oraz o jego wielkiej miłości do człowieka. Powieść Younga niesie w sobie pozytywne przesłanie i niesłychane emocje. Wielokrotnie wzruszałam się czytając rozmowy Macka z Bogiem i nie dlatego, że jestem szczególnie religijna, ale dlatego że wizja tak wielkiej bliskości z niezmąconą miłością jest cudownym, inspirującym wyobrażeniem. Szczerze polecam lekturę „Chaty" - warto dać sobie szansę na poruszające doświadczenie.

Aneczka

 

Główny bohater powieści Mackenzie Allen Phillips utrzymuje z wielkim przekonaniem, że spędził weekend z Bogiem w starej chacie. Wydaje się to mało prawdopodobne, a jednak...

 

Mack wychował się w rodzinie irlandzko - amerykańskich farmerów o rygorystycznych zasadach. Jego ojciec był surowym człowiekiem, pozornie religijnym, nadużywającym alkoholu, po spożyciu którego bił swoją żonę. Chłopak tylko raz zwierzył się pastorowi ze swojej sytuacji i nauczył na własnym błędzie, aby tego nie powtarzać, gdyż konsekwencje ze strony ojca były po prostu brutalne. Jego agresja doprowadziła do tego, że trzynastoletni wówczas Mack ucieka z domu i postanawia żyć na własną odpowiedzialność. Los wymusił na nim szybkie dorastanie, pracuje, aby utrzymać siebie, a jednocześnie wspomaga finansowo mamę. Kiedy poznaje Nan, swoją obecną żonę wydaje mu się, że życie nabrało pełniejszego wymiaru. Zostaje ojcem piątki fantastycznych dzieci, z którymi łączy go wyjątkowa więź. Odnosi wrażenie, że zyskał pewien rodzaj emocjonalnej stabilizacji, ale nic nie przygotowało go na najgorsze, kiedy Wielki Smutek spadł na jego ramiona.

 

Latem bohater zabiera trójkę młodszych dzieci na biwak nad jeziorem. W chwili nieuwagi starsze pociechy wpadają do wody, ale Mack zdążył odpowiednio zareagować. Missy w tym samym czasie bezpiecznie siedziała na brzegu rysując, ale chwilę później zauważyli jej zniknięcie. Poszukiwania były bezowocne, więc policja wszczęła śledztwo. Przesłuchania świadków naprowadzają na ślady porwania. Znaleziono na miejscu charakterystyczną broszkę w kształcie biedronki, wskazującą na działanie seryjnego mordercy, ściganego bezskutecznie przez wymiar sprawiedliwości od czterech lat. Dla rodziców nadeszły najtrudniejsze chwile - czekanie. W starej chacie na odludziu znaleziono zakrwawioną czerwoną sukienkę Missy. Ciała nie odnaleziono, podobnie jak stało się w przypadku czterech wcześniejszych ofiar. Odbyło się nabożeństwo żałobne z pustą trumienką. Zdarzenia te odcisnęły tragiczne piętno na najbliższej rodzinie, a Wielki Smutek nimi zawładnął.

 

Mack zaczął stopniowo odsuwać się od Boga, więc list od Niego z prośbą o spotkanie właśnie w tej nacechowanej strasznymi wspomnieniami chacie, jest dla niego przerażająca. Pomimo burzy targającej jego duszą, licznymi wątpliwościami i niedowierzaniem pakuje się i postanawia pojechać na spotkanie z Tatą. Zaczyna się jego wędrówka między dwoma światami, tym realnym i nadprzyrodzonym. Chata zmienia się w całkiem nową, okolica jest ukwiecona, nie ma lodu ani śniegu, a wewnątrz niej wita go serdecznie Murzynka piekąca ciasteczka uosabiająca Boga Ojca. Poznaje także Azjatkę Sarayu, opiekunkę ogrodów, która objawia się jako Duch Święty oraz samego Jezusa (a jakże!). Przecież Bóg występuje właśnie w tych trzech osobach. Mack czuje się zagubiony, snuje własne teorie bez pokrycia, na każdy jego słowny atak Bóg odpowiada kontratakiem, jednak czyni to z wyrozumiałością oraz miłością.

 

Niezwykły weekend spędzony w towarzystwie Boga w Trójcy Jedynego obfituje w mnogość tematów, poruszonych podczas licznych rozmów. Poddano analizie miłość, jako najważniejszą wartość w życiu, którą Bóg pragnie dzielić się z człowiekiem, razem z radością, wolnością i światłem. Uważając Go za dobro, pomimo zła, cierpienia, rozpaczy i łez przelanych przez ludzi, oznacza zaufać Mu bezgranicznie w sprawach własnej egzystencji. Tata pragnie dla człowieka tylko tego, co najlepsze, czego on nie osiągnie poprzez poczucie winy, czy potępienie, a jedynie przez moc miłości. Strach w codziennym życiu jest nieodłącznym towarzyszem wielu z nas, co w dużym stopniu każdego ogranicza. Ojciec Niebieski pragnie, aby ludzie dobrowolnie dołączyli do ich kręgu, byli braćmi i siostrami, a nie Jego niewolnikami. Powrót do Boga oznacza rezygnację z władzy i wszechobecnej manipulacji, a człowiek powinien nieustannie się uczyć i zmieniać na lepsze. Przebaczenie pozwala uwolnić się od ciężaru, który dźwigamy. Sens ofiary Jezusa przedstawiono jako porządkowanie bałaganu zostawionego przez grzech pierwszych ludzi. Mack ze spotkania wraca do domu prawdziwie odmieniony.

 

„Chata" to przejmująca książka napisana z niezwykłym rozmachem, a jednocześnie przebogata w swej prostocie. Znalazłam w niej wyjaśnienie wątpliwości odczuwanych odkąd pamiętam, które z reguły pozostawały bez echa. Linia łącząca Boga z człowiekiem nacechowana jest miłością, dobrocią, tolerancją, szacunkiem i zdolnością wybaczania, bez narzucania komukolwiek swej woli. Bohater początkowo z dystansem podchodzi do wydarzeń, jednak potem daje się prowadzić, otwiera oczy, serce i rozum na wspaniałości oferowane przez Najwyższego. Zadaje pytania natury egzystencjalnej, wykłóca się z Bogiem i uzyskuje odpowiedzi, nieraz niejasne, niezrozumiałe w pierwszej chwili, ale w końcu pojmuje ich prawdziwe przesłanie. Autora charakteryzuje lekkość pióra, która sprawia, że książkę czyta się jednym tchem. Zapraszam na ten wyjątkowy weekend w starej chacie każdego, kto pragnie osobiście wyciągnąć wnioski odpowiednie dla siebie i poznać przyjazną stronę Boga.

Versatile

Współcześnie pojawia się koncepcja Boga, z którym można porozmawiać jak z najlepszym przyjacielem. Doskonałym potwierdzeniem tej tezy jest niedawno wydana, kontrowersyjna powieść kanadyjskiego twórcy Williama Younga pod tytułem „Chata", w której to główny bohater pięćdziesięciosześcioletni MacKenzie nawiązuje kontakt „twarzą w twarz" z Najwyższym.

 

Czytelnik jest świadkiem rozmowy człowieka wątpiącego i doświadczonego przez życiowe dramaty z Wszechmocnym Bogiem w trzech osobach. W tym momencie należałoby pokrótce zaprezentować historię głównego bohatera i tym samym odpowiedzieć na pytanie „W jaki sposób doszło do nawiązania bezpośredniego dialogu między człowiekiem a Najwyższym?". Wszystko zaczęło się w momencie traumatycznego przeżycia, którego przed czterema laty doświadczył MacKenzie. Było to porwanie i morderstwo jego ukochanej córeczki. Od tego czasu mężczyzna pogrążony jest w stanie, który nazywa Wielkim Smutkiem. Bohater jest w emocjonalnie zdruzgotany, zrozpaczony i niezdolny do miłości Boga, którego oskarża o ludzkie krzywdy i cierpienia.

 

Bóg w odpowiedzi na zachowanie mężczyzny kieruje do niego list z zaproszeniem na weekendowy wyjazd. Do spotkania między Bogiem a człowiekiem dochodzi w niewielkiej, opuszczonej chacie, która w mistyczny sposób przemienia się w najwytworniejszy pałac. Co ciekawe, Pan objawia się człowiekowi, któremu daleko jest do świętości. MacKenzie to osoba stroniąca od religijnych praktyk, nieufna, a przede wszystkim od lat nosząca w swoim sercu pretensje do Najwyższego za Jego niesprawiedliwość.

 

Stwórca na kartach książki ukazany jest jako pulchna czarnoskóra kobieta, słuchająca folkowej muzyki i piekąca ciasteczka. Jezusa poznajemy pod postacią mało przystojnego cieśli, a Ducha Świętego reprezentuje młoda Azjatka o wdzięcznym imieniu Sarayu. Dlaczego autor w taki właśnie sposób przedstawił Trójcę Świętą? Z pewnością po to, aby udowodnić, że Bóg jest duchem, którego żaden człowiek nie może ogarnąć rozumem. „Chata" zawiera próbę odpowiedzi na uniwersalne pytania trapiące każdego człowieka, nie tylko praktykującego katolika ale i zagorzałego ateistę. Narrator ukazuje boski i ludzki punkt widzenia tych samych zagadnień. Podkreślić należy, że głównego bohatera można utożsamić ze zwykłym, szarym człowiekiem, który, tak jak przeciętny Kowalski, jest pełen lęków i dręczących wątpliwości. Mężczyzna prócz tematów związanych z nadprzyrodzoną naturą Przedwiecznego, porusza też odwieczny problem odpowiedzialności Wszechmogącego za cierpienie i zło.

 

Prócz tego William Young próbuje dać odpowiedź na takie kwestie jak sens przebaczenia nie tylko drugiemu człowiekowi, ale także i Bogu. Teologiczne dialogi, które MacKenzie prowadzi ze Stwórcą są żywe, barwne i pełne emocji, ich spotkanie przypomina relację rodzica z dzieckiem, pełną miłości i wzajemnego zrozumienia. Co więcej MacKenzie zwracając się do Najwyższego nie posługuje się żadnym ze znanych biblijnych, boskich określeń typu Pan, Ojciec czy chociażby Stwórca. Bohater nazywa Najwyższego po prostu „Tatą".

 

Bóg opisany przez Younga charakteryzuje się także takimi cechami jak cierpliwość i łagodność. Spokojnie prowadzi MacKenziego ścieżką poznania i unikając moralizowania, odpowiada na wszelkie zadawane przez niego pytania. W wyniku doświadczonego spotkania główny bohater książki kanadyjskiego pisarza przeżywa greckie katharsis, oczyszcza swą duszę z wszelkich tłumionych wcześniej emocji.

 

William Young nie tylko całkowicie neguje typową wizję Boga jako starszego mężczyzny z białą, długą brodą, ale też łamie wszelkie stereotypy i formy, jakie dotychczas były przypisane Stwórcy. Poufałość i luźny sposób odnoszenia się do boskich spraw, adekwatnie pokazuje swobodę, z jaką współcześni literaci odnoszą się do kwestii wiary. Pisarz pokazuje, że Bóg nie daje się sprowadzić i zamknąć w ludzkich wyobrażeniach. „Chata" to przede wszystkim książka obrazująca, jak wielką i niepojętą tajemnicą jest dla człowieka Bóg.

 

Katarzyna Meres

Przepiękna historia o wierze, zaufaniu, zapominaniu, wybaczaniu, bólu... "Chata" dotyka tak wielu problemów, które dotyczą każdego z nas. Nie starczy nam czasu, aby opowiedzieć, ile razy zostaliśmy zranieni, jak wiele razy cierpieliśmy, jak rozpaczliwie czegoś pragnęliśmy, czy nadal pragniemy. Co nam pomaga trwać w takim trudnym czasie? Na pewno wiele czynników. Jednym z nich jest wiara. Wiara w Boga. Tytułowa chata to miejsce, w którym nasze mroczne myśli i raniące uczucia konfrontują się z rzeczywistością.

 

Mackenzie to mężczyzna po wielu przejściach. Bardzo szybko został przez życie zmuszony do radzenia sobie samemu. Nie układało mu się z tatą, nie potrafił go pokochać. Udał się do seminarium. Znalazł wspaniałą żonę Nan, która urodziła mu wiele pociech. Darzył on niezwykłą miłością swoją rodzinę. Nie wyobrażał sobie jej stracić, nawet nigdy nie przypuszczał, że to mogłoby się stać...

 

Pewnego dnia nad jeziorem zdarza się wypadek. Dwa wypadki. Mack ratuje swoje jedno dziecko, ale boleśnie traci drugie. Mała, mądra, sześcioletnia Missy została porwana i zamordowana. Życie Macka i Nan staje się trudne. Ich córka Kate po wypadku zamyka się w sobie, staje się cicha, niepozorna, mało mówi... Mack wierzy w Boga i ciągle go oskarża o śmierć ukochanej córeczki. Nie potrafi się z nią pogodzić.

 

Wkrótce dostaje karteczkę podpisaną przez tajemniczego "Tatę", który najwyraźniej jest Bogiem. Zaprasza go do tytułowej chaty. Chaty, do której Mack z pewnością nie ma ochoty wracać. Lecz ciekawość wygrała. Wyrusza w podróż. Co tam zastaje? Pustkę. Jednak po chwili zaczyna dziać się cud... Spotyka trzy osoby - murzynkę, Sarayę oraz mężczyznę w dżinsach i koszuli. Kim okazują się być? Co robią z Mackiem? Dlaczego zwabili go do chaty, w której znalazł zakrwawioną sukienkę Missy i ślady jej krwi na podłodze? Na te pytania ja Wam nie odpowiem, może zrobić to tylko "Chata".

 

Historia jest ciekawa i nieprawdopodobna. Przywołuje wiele emocji - od gniewu po smutek, wzruszenie. To piękna opowieść o radzeniu sobie z własną wiarą. To piękna opowieść obrazująca Boga, pokazująca jego dobroć, łaskę, miłość. Udziela odpowiedzi na pewne pytania, które dręczą każdego katolika. Otwiera oczy. Otwiera serce. Otwiera duszę.

 

Nie chcę o niej wiele pisać, bo myślę, że tę książkę warto poznać. A nawet trzeba to zrobić obowiązkowo. Żałuję, że tak długo zwlekałam z przeczytaniem jej. Pan Young to bardzo mądry człowiek, który pokazuje prawdziwe piękno religii, a przede wszystkim ciepłe oblicze Boga. Podziwiam jego silną wiarę, bo zapewne bez niej ta książka nigdy by nie powstała.

 

Nie mam jej nic do zarzucenia. Przyjemnie się ją czytało, wiele razy wzruszyłam się, wiele razy zastanowiłam nad sensem mojej wiary. Analizowałam słowa w powieści w moim kontekście. Chyba o to chodziło autorowi, aby każdy sam odnosił do siebie napisane słowa. Każdy człowiek czuje czasami jest zagubiony, nie wie, co zrobić ze swoim życiem, jak ma postępować, aby pozbyć się ciężaru, który ciąży na sercu...

 

Myślę, że ta historia jest tak nietuzinkowa, niepowtarzalna, magiczna, niesamowita i przepiękna, że każdy znajdzie w niej coś dla siebie. Mnie ta książka dała siłę i nadzieję. Umocniła mnie w mojej wierze i sprawiła, że pochyliłam się nad swoją relacją z Bogiem. Odebrałam ją bardzo osobiście i wyciągnęłam wiele wniosków. Zachęcam Was do zapoznania się z nią, na pewno nie pożałujecie. A może ktoś już ją czytał?

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież


Okładka wydania

Chata

Dodatkowe informacje

Podziel się!

Oceń Publikację:

Na naszej stronie nie stosujemy reklam. ;)
Prosimy o dodanie naszej witryny do białej listy.
Ustawienia przeglądarki lub Biała lista (adblock)