Czary W Małym Miasteczku Marta Stefaniak

Wybierz opinię:

Cinnamon

Kraina szczęścia i wszelkiego dobra – każdy z nas o niej marzy. Pragniemy być w miejscu, gdzie nasze marzenia staną się realne w świecie rzeczywistości, a zewsząd otaczać będzie nas grono prawdziwych przyjaciół i życzliwych sąsiadów. Niestety, taka kraina nie istnieje, a rzeczywistość naznaczona jest przez zło i cierpienie. Czasami jednak nasze życie zmienia swój smak na lepszy, niczym za dodaniem czarodziejskiej przyprawy. Czy to możliwe, by lata cierpień nagle stały się latami radości?

 

Marta Stefaniak w swojej debiutanckiej powieści „Czary w małym miasteczku" opisuje miejscowość taką, jakich w Polsce jest wiele: z problemami, chuliganami, pijaczkami, ze skorumpowanymi władzami miasta, mieszkańcami, którzy nie mają przed sobą tajemnic nie dlatego, że są wylewni, ale dlatego, że niektórzy lubią wścibiać nosy w nie swoje sprawy. Ot, miasteczko jak miasteczko. Jednak naszą uwagę przykuwa sześć rodzin i ich problemy. Pani Maria od rana do wieczora haruje jak wół na swoich dwóch synów i męża, którzy całymi dniami potrafią nic nie robić, ale za to pieniądze wydają lekką ręką. Pani Krysia ledwo wiąże koniec z końcem na posadzie sklepowej, kiedy to jej mąż pijak w domowych pieleszach czeka, by wywołać kolejną awanturę, podczas gdy ich córeczki kulą się ze strachu w pokoju obok. Małżeństwo prowadzące miejscowy hotel już dawno zagubiło czar i uczucie młodzieńczych lat – z tego okresu pozostali im dwaj synowie oraz wiele goryczy, którą z ochotą wylewają na siebie każdego dnia, podczas gdy ich dzieci marzą o normalnej, kochającej rodzinie. Państwo Brzozowscy są przykładnymi obywatelami i troskliwymi rodzicami, co do tego nie ma wątpliwości. Jednak ich córka Joasia, delikatna nastolatka, wzbudza duże zainteresowanie u młodego katechety, przez co dziewczyna coraz bardziej zamyka się w sobie. Lekarka Łucja z pozoru zdaje się być osobą bez problemów, jednak głęboko w sercu skrywa problemy rodzinne i miłosne. A burmistrz, który podczas wyborów tak wiele obiecywał zrobić dla miasta i mieszkańców, okazał się być obojętny na wszelkie problemy miejscowości i działa tylko w interesie swoim i swoich popleczników.

 

Zdaje się, że mieszkańcy małego miasteczka nigdy nie zaznają spokoju i ukojenia od wszelkich trosk, które ich dotykają, jednak pewnego październikowego dnia do miasta przybywa starsza, nie rzucająca się w oczy kobieta. Obserwuje ludzi i stwierdza, że wszyscy zasługują na drugą szansę od życia. W sposób tajemniczy losy bohaterów zmieniają swój bieg, by zesłać im odrobinę ciepła i szczęścia. Jednak wkrótce miasteczko wita nową tajemniczą mieszkankę, która widocznie ma pewne sprawy do uregulowania ze starszą panią. Wraz z nią w mieście pojawia się zamęt i cierpienie. Miasteczko staje się miejscem czarodziejskich wpływów i polem porachunków między siłami dobra i zła.

 

Jak z tej opresji wyjdą mieszkańcy? Czy będą w stanie utrzymać radość, która zagościła w ich życiu?

 

„Czary w małym miasteczku" to powieść obyczajowa z nutą baśniowości, która daje nadzieję na lepsze życie zarazem uświadamiając, że szczęście nie może wiecznie trwać. Najważniejsze przesłanie, które odczytałam z kart książki sugeruje, że nie należy biernie oczekiwać na uśmiech losu – szczęście trzeba złapać za kostki i robić wszystko, ciężko pracować, by utrzymać je jak najdłużej przy sobie. W końcu prawdziwe czary, takie jakie zdarzyły się bohaterom powieści, nie mają racji bytu w świecie rzeczywistości. Na uwagę zasługują nie tylko postacie, które niosą swój własny krzyż życia, ale przede wszystkim dwie tajemnicze kobiety symbolizujące wszelkie Dobro i Zło. Uświadamiają one, że nie da się ich całkowicie wyeliminować, że zawsze będą w naszym życiu obecne i będą toczyć ze sobą walkę, często przy tym nas raniąc.

 

Uważam debiut Marty Stefaniak za godną uwagi pozycję. Warsztat literacki jest zadowalający, pomysł na fabułę ciekawy, jednak czegoś mi tutaj brakowało... Na pewno nie spotkacie tutaj wartkiej akcji czy zapadających w pamięć dialogów, ale jeżeli poszukujecie powieści obyczajowej realistycznej aż do bólu z nutą baśniowości, to jest to pozycja w sam raz dla Was.

Isadora

"Choć bowiem ludzie znajdują pociechę w myśli, że innych również męczą troski i kłopoty, to jednak własne zgryzoty zawsze wydają się bardziej zawikłane, bardziej przytłaczające i trwające o wiele dłużej"

 

Akcja tej powieści nazywanej baśnią dla dorosłych toczy się w niewielkim, prowincjonalnym miasteczku, gdzie czas płynie powoli, a jego mieszkańcy wiodą monotonne i szare życie przygniatani ciężarem powszednich trosk i codziennych problemów. Cztery ściany ich domostw skrywają niejeden wstydliwy sekret czy zmartwienie spędzające sen z powiek. Mieszkańcy miasteczka upodobnili się do swojego miejsca na ziemi - są jak ono bezbarwni, zwyczajni, pozbawieni widoków na lepsze jutro.

 

Miejska urzędniczka Maria Pochanek haruje jak wół mając na utrzymaniu dwóch dorastających synów i bezrobotnego męża, znosząc niekompetentnego szefa i wścibskie koleżanki. Jedynym wytchnieniem są dla niej chwile spędzone przy domowych wypiekach będących jej dumą i radością.

 

Sklepowa Krysia nie ma lekkiego życia. Z ledwością wiąże koniec z końcem mając na utrzymaniu trzy córeczki, jednak nie jest to najpoważniejsze z jej zmartwień. Jej mąż Zbyszek większość zarobionych za granicą pieniędzy trwoni na alkohol, którego zgubny wpływ odczuwa na własnej skórze cała rodzina. Małżeństwo właścicieli hotelu urządza karczemne awantury, na czym najbardziej cierpią dzieci: Wojtek i Artur. Gimnazjalistka Joasia, wzorowa uczennica, cicha i spokojna dziewczynka jest prześladowana przez księdza katechetę. Lekarka Łucja Wrzos to typowa szara myszka, samotna młoda kobieta, która dawno straciła nadzieję na prawdziwą miłość. Burmistrz Piotr Gorzelak wikła się w miejscowe układy i szemrane interesy, z których wyplątać się wcale nie jest tak łatwo.

 

Taką oto nieciekawą sytuację zastaje sympatyczna staruszka, która pewnego dnia pojawia się znikąd w miasteczku. Nagle wszystko diametralnie się zmienia, miasteczko ożywa i rozkwita pod jej dobroczynnym wpływem, ludzie stają się życzliwsi, bardziej przyjaźni i otwarci, przypominają sobie o tym, co w życiu ma największą wartość. Zaczynają dziać się rzeczy magiczne i osobliwe, życie zaczyna przypominać baśniową sielankę, jednak wszystko co dobre, szybko się kończy. W ślad za tajemniczą staruszką w mieście pojawiają się złe moce w postaci ubranej na czarno młodej kobiety...

 

Powieść "Czary w małym miasteczku" zgodnie z tytułem i określeniem, jakiego już zdążyła się dorobić, w istocie zawiera elementy baśniowe: mamy tu dobrą wróżkę i złą czarownicę, które mają do wyrównania stare porachunki. W ferworze walki dobra ze złem ( co mimo wszystko wydaje mi się określeniem dość górnolotnym) cierpią zwykli ludzie, którzy nie mają pojęcia o toczącej się grze ani swojej w niej roli; choć skutki tej próby sił odczuwają na własnej skórze i w najbardziej dramatycznym wymiarze, nie mają żadnego wpływu na rozgrywające się wydarzenia. Jest to dość nietypowe i niezwykłe rozwiązanie, gdyż bohaterowie powieści okazują się nie podmiotem, lecz przedmiotem fabuły. Są bezwolni jak marionetki, brakuje im sił, energii i pomysłu, by marzyć, by odmienić własne życie, są pozbawieni wszelkich złudzeń - gdyby nie ingerencja dobrej wróżki, która niemalże spada z nieba, z pewnością nie doświadczyliby żadnej zmiany na lepsze. Zmiana co prawda następuje, jednak jej konsekwencje są opłakane.

 

Moim zdaniem w debiutanckiej powieści Marty Stefaniak bardziej intrygująca okazała się koncepcja fabuły niż ona sama. Pomysł jest rzeczywiście oryginalny i stwarzający wiele interesujących możliwości - motyw odwiecznej walki dobra ze złem nieoczekiwanie wpleciony w smętne realia zapyziałego miasteczka, odrobina magii przydająca kolorów bezbarwnemu dotąd życiu jego mieszkańców. Jednak fabuła jest stosunkowo prosta i boleśnie nieskomplikowana, na dodatek zbudowana z całego mnóstwa stereotypów - co może być zarówno atutem, jak i mankamentem powieści. Z jednej strony problemy bohaterów są na tyle typowe i powszechne, że mogą przydarzyć się każdemu z nas, w związku z czym łatwiej przychodzi nam identyfikowanie się z postaciami wykreowanymi przez autorkę; z drugiej jednak strony są przedstawione w sposób tak schematyczny i ocierający się o banał, że rozczarowują pospolitością i sztampowością rozwiązań. Stefaniak porusza przy tym ważne problemy społeczne, które w trakcie lektury wywołują silne emocje, jednak nie da się zaprzeczyć, że są one dość oklepane i wyświechtane, co potęguje uczucie zawodu.

 

Motyw baśniowy również budzi spory niedosyt - jest mocno enigmatyczny, właściwie sprowadza się do magicznego działania ambiwalentnych sił, o których nic więcej nie wiadomo. Z pewnością skoncentrowanie się na tym aspekcie było zamierzone, mnie jednak trudno jest pozbyć się wrażenia niedopracowania i prowizorki. Mam również spore wątpliwości co do przesłania powieści, które wydaje mi się dość mętne i na pierwszy rzut oka niezbyt czytelne. Smutne jest to, że ludzie nie potrafią sami podźwignąć się z niedoli i marazmu, uwierzyć w siebie i zrealizować swoje marzenia, że potrzebują do tego działania magicznych mocy. Na ile zatem prawdziwa była to przemiana, skoro nie została podyktowana wewnętrzną potrzebą i okupiona uczciwym, konstruktywnym wysiłkiem? Oczywiście, że przyjemnie się czyta te fragmenty lektury i miło jest pomarzyć o nagłej odmianie życie za sprawą czarodziejskiej różdżki, ale co dalej? Dalej mamy ponury ciąg tragedii i nieszczęść - ani zasłużonych, ani przypadkowych (w kontekście pozostającej poza percepcją bohaterów walki dobra ze złem) - właściwie z chaosu obronną ręką wychodzi jedynie młoda lekarka, która za sprawą przypadku nie poddaje się czarowi. Zważywszy na niewiedzę bohaterów co do działania magicznych sił wszystko to wydaje mi się mocno naciągane i niespójne. A nawet baśnie rządzą się logiką, której niestety nie byłam tu w stanie dostrzec.

 

Mimo że czary w małym miasteczku nieszczególnie na mnie podziałały, nie mogłabym nie docenić umiejętności autorki do tworzenia odpowiedniego nastroju, a zwłaszcza wiarygodnego i sugestywnego oddania atmosfery sennej prowincji oraz kreowania ludzkich charakterów. Choć nie grzeszą one oryginalnością i są raczej szablonowe, problemy bohaterów nużąco zwyczajne, a ich rozwiązania przewidywalne - poruszają i budzą intensywne emocje. Spodziewałam się jednak czegoś więcej; rozczarowuje prostota i wewnętrzna niespójność fabuły oraz słabo rozwinięty, niezbyt szczęśliwie użyty motyw magiczny. Całość niespecjalnie mnie przekonuje, pozostaje głównie uczucie niedosytu. Nie twierdzę jednak, że powieść się nie spodoba - może okazać się lekką i przyjemną alternatywą dla wielbicieli powieści obyczajowych osadzonych w rodzimych realiach, okraszonych nutką tajemnicy i magii.

Viconia

Nie miałam właściwie żadnych oczekiwań co do tej książki. Ot, jak to ja, jeśli są czary, to muszę przeczytać. I jakże mnie zaskoczyła ta historia. Taka mała, niepozorna książka, a tyle potrafi przekazać!

 

Pani Stefaiak zabiera nas do małego miasteczka, takiego jak setki innych. Jedno z tych, na które nawet nie zwracamy uwagi w trakcie podróży. Ot, kilka domów przemknie nam za szybą samochodu i nie poświęcimy im jednej myśli. Zwykłe miasteczko, w którym żyją zwykli ludzie. Zaniedbane, szare, nijakie. Mieszkańcy wiodą tutaj spokojne życie, jednak nie pozbawione trosk. Kłótnie rodzinne, ojciec alkoholik, prześladowana nastolatka, to tylko kilka z przedstawionych tutaj problemów. Sytuacje wydają się bez wyjścia i bohaterowie z każdym dniem pogrążają się coraz bardziej w codziennej szarości.

 

Aż pewnego dnia do miasta przybywa starsza pani. Nikt nie zauważa nowej twarzy na ulicy. Ale ona widzi wszystko. I bardzo jej się to nie podoba. Toteż niedługo potem, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, życie mieszkańców zmienia się na lepsze. Miasto rozkwita, ludzie są radośni i spędzają coraz więcej czasu poza domem. Sielanka, chciałoby się rzec. Starsza pani jest bardzo zadowolona ze swojej pracy, tylko czy będzie miała czas się tym nacieszyć? Bo w ślad za nią do miasta przybywa ktoś jeszcze. I zrobi wszystko, żeby namieszać w życiu mieszkańców.

 

Urzekła mnie ta książka. Niby nic nadzwyczajnego, a jednak. Autorka podzieliła historię na trzy części: życie mieszkańców przed przybyciem staruszki, zmiany, jakie dokonały się podczas jej obecności, oraz co z tego wszystkiego wynikło. Wydarzenia poznajemy z perspektywy tylko kilku mieszkańców, jednak zmiany w ich życiu oddziałują na całe miasto.

 

Jest to dość nietypowa historia. Z jednej strony do bólu realistyczna, bo takie właśnie są problemy, z którymi borykają się bohaterowie. A z drugiej ta odrobina magii, która wszystko zmienia na lepsze. I właśnie ta odrobina magii wprowadza cudowny, baśniowy klimat, któremu nie sposób się oprzeć. Niestety w baśniach zawsze pojawia się zła czarownica, i tak jest też tutaj. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że dobro zwycięży.

 

Ta historia ma w sobie taką lekkość, że czytanie jej to sama przyjemność. A przy tym potrafi zmusić do refleksji, nie tylko nad problemami mieszkańców, ale też nad tym, czy działania dobrej wróżki to dobry pomysł. Może lepiej wziąć sprawy w swoje ręce? Nie zawsze warto iść na łatwiznę i czekać, aż ktoś zmieni za nas nasze życie.

 

Co prawda nie ma tutaj wartkiej akcji, ale nie jest to wada. Historia toczy się leniwie, a my stoimy z boku i obserwujemy poczynania bohaterów. Lektura w sam raz na leniwe letnie popołudnie, kiedy możemy usiąść wygodnie na tarasie, z kubkiem kawy w ręku i delektować się opisywaną historią przez najbliższe kilka godzin.

Scathach

Psychomachia, walka dobra ze złem – to tematy, które od wieków poruszane są w światowej literaturze. Okraszone najczęściej zmyślną fabułą, bohaterami wplątanymi w nieraz skrajnie trudne sytuacje, przyciągają rzesze czytelników, chcących po raz kolejny usłyszeć historię odwiecznego zwycięstwa dobra nad złem. Pragną oni w ten sposób zaczarować rzeczywistość, utwierdzić się w przekonaniu, że światem rządzi sprawiedliwość, a ferowanie wyrokami leży jedynie z gestii sprawiedliwego i, co najważniejsze, miłosiernego Boga. Historią walki ze złem postanowiła uwieść swoich czytelników także jedna z polskich autorek – Marta Stefaniak. Urodzona i wychowana na Podkarpaciu pisarka, ukończyła studia matematyczne, by teraz z tak ważną w tym kierunku precyzją i dokładnością uderzać w gusta swojego odbiorcy. Przedmiotem jej opowieści silosy pewnego cichego i prowincjonalnego miasteczka, którego mieszkańcy wiodą spokojne, choć skromne życie. Ich rzeczywistość określana jest przez liczne problemy dnia codziennego, małe tragedie i troski boleśnie dotykające ich na każdym kroku. Bohaterowie ci niczym nie różnią się od osób zamieszkujących inne przeciętne miasta – w pogoni za lepszym życiem wikłają się w nie do końca czyste interesy, zatracają wartości, nie potrafią obronić się przed innymi, toną w długach, uciekają w nałogi, zapominają czym jest szczęśliwe życie rodzinne, a zamiast tego każdego dnia wracają do krainy cierpienia, którą sami sobie wytworzyli. Wielu z nich ucieka się do eskapizmu realizowanego na wiele różnych sposobów, każdy jednak ma ten sam cel – chce uciec w lepszą rzeczywistość, w świat, którym rządziliby oni sami, według własnego uznania i według własnych praw.
Banalne, skądinąd, życie mieszkańców zmienia się wraz z przybyciem do miasteczka pewnej niepozornej staruszki obciętej na pazia, przemierzającej świat w charakterystycznym ubiorze – długiej spódnicy i sportowych adidasach. Jej przyjazd staje się początkiem szeregu zmian, a każde jej pojawienie się przypomina swoim działaniem efekt motyla. Życie mieszkańców z dnia na dzień staje się lepsze. Bohaterowie żyją uczciwiej, rozpoczynają kolosalne zmiany w swoim życiu, decydują się na odważne kroki zawodowe, zaczynają wykorzystywać swoje talenty, doceniać rodziny, odnosić się do siebie z miłością i życzliwością. Miasteczko odżywa i nikt nawet nie przypuszcza, że za tym wszystkim stoi niepozorna staruszka...
Niestety, każda bajka ma również swój szwarccharakter, tak też i Czary w małym miasteczku mają obok dobrej wróżki, także i tę złą, która niczym cień podążą za dobrem, starając się zdusić je w zarodku lub też – jeszcze lepiej – zniszczyć je, gdy wszyscy zdążyli się już do niego przyzwyczaić.
Życie mieszkańców wraz z jej przybyciem po raz kolejny się zmienia. Nie wraca na stare tory, lecz po zakosztowaniu dobra, staje się jeszcze gorsze i boleśniejsze. Bohaterowie wracają do zapomnianych już przyzwyczajeń, po raz kolejny decydują się na zło, czym bezpowrotnie tracą błogosławieństwo jakim zostali wcześniej obdarzeni.
A dobro po raz kolejny stoczy walkę ze złem...
Jak określić tę historię? To baśń dla dorosłych, ostrzegająca przed, tym jak łatwo można wszystko stracić, a jak wiele korzyści przynosi zwyczajna codzienna ludzka życzliwość i chęć niesienia pomocy. Autorka przypomina o tym, że każdy z nas posiada talenty, które niewykorzystane marnują się, a które mogłyby okazać się wielkim darem nie tylko dla nas, ale także dla otaczających nas ludzi.
Czego więc, w moich oczach, tej krótkiej powieści brakuje? Wyjaśnienia. Nie wiadomo kim są, po co przybywają, co je skłóciło i o co walczą dwie wróżki. Niedopowiedzenia najczęściej są jedynie otwartym polem dla wyobraźni, w tym jednak przypadku frustrują i, niestety, sprawiają, że historia ta traci na spójności. Wydaje się, że upleciona została z dwu niedokończonych opowieści, które nierozerwalnie się ze sobą łączą, a które jednak nie zostały opowiedziane. Co gorsza, tego czego brakuje, nie da się dopowiedzieć w kontynuacji. Brakuje tutaj prequela i to niestety rzutuje na całość. Czary w małym miasteczku sprawiają wrażenie dobrej kontynuacji pierwszej części, która niestety nigdy nie zaistniała. A szkoda.

 

Historia piękna, lekka w odbiorze – tradycyjna baśń z morałem – jednak, gdzie tu sens, jeśli brakuje czegoś fundamentalnego?

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież


Okładka wydania

Czary W Małym Miasteczku

Dodatkowe informacje

Podziel się!

Oceń Publikację:

Na naszej stronie nie stosujemy reklam. ;)
Prosimy o dodanie naszej witryny do białej listy.
Ustawienia przeglądarki lub Biała lista (adblock)