Cudzoziemka

Autor: Maria Kuncewiczowa

Okładka wydania

Cudzoziemka

Dodatkowe informacje


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

Wybierz opinię:

Miqa

Trzeba przyznać, że jak na lekturę powieść psychologiczna Marii Kuncewiczowej jest czymś niesamowitym. Z początku może się wydawać, że będzie to zwykła historia o nieszczęśliwej miłości, życiowym niespełnieniu, chorych ambicjach, strachu przed starością... ale nic bardziej mylnego!

 

Ale ponieważ jest to powieść psychologiczna i terapeutyczna zarazem, gdzie czytelnik jest terapeutą, najlepiej będzie ukazać ją poprzez przedstawienie przypadku psychologicznego bohatera.

 

1.OPIS PRZYPADKU:
Róża nie potrafi odnaleźć się w swoim świecie – stąd też tytuł książki „Cudzoziemka". Główną bohaterkę w każdym kraju traktowano jak obcą czy to z powodu wyglądu, czy też akcentu. Strach przed starością, był jedną z jej obsesji. Zawsze musiała wyglądać nienagannie, młodo, gdy ktoś nazwał ją „starą" wpadała w okropny szał. Nieszczęśliwie zakochana Róża całe swoje życie żyła nadzieją, że jeszcze kiedyś spotka swojego ukochanego z lat młodzieńczych Michała. A mimo, że była piękną kobietą, musiała wyjść za mąż, co też zrobiła biorąc sobie za męża Adama, który był jej całkowicie posłusznym. Na pewno wielką traumą dla młodej kobiety była śmierć jej pierwszego dziecka Kazia. Róży potrzebne było ciągłe uwielbienie. Pragnęła, zwłaszcza by syn, który był do niej podobny, darzył ją całkowitą miłością. Chciała nawet by przekładał swą miłość ponad miłość do dzieci i żony. Łączyła ją z synem bardzo toksyczna relacja.
„Ale poczucie zdrady nie opuszczało go w stosunku do matki. Pragnął wiecznie wynagradzać ją, przepraszać."

 

2.POSTĘPOWANIE DIAGNOZUJĄCE:
Mogłoby się wydawać, że podstawowym problemem Róży była nieszczęśliwa miłość, która ją spotkała i zniknięcie jej ukochanego. Ten moment zatruł całe jej życie. Ale też jej zdecydowane nieprzystosowanie do miejsca zamieszkania było wyraźne. Kolejnym jej problemem, była śmierć jej pierworodnego synka w bardzo młodym wieku – pozbawiło to ją wielu radości. Często ludzie nie potrafią pogodzić się z przemijaniem, ze starością – ale taki stan rzeczy trzeba po prostu zaakceptować, co Róża zrozumiała bardzo późno. O śmierć Kazia, Róża obwiniała swojego męża, bo użył on wtedy słów „Bóg dał, Bóg odbiera". Stał bezradnie i nic nie mógł zrobić. Dopiero po latach uświadomiła sobie, że przecież mąż kochał syna tak bardzo jak ona, a los dziecka dawno był przesądzony.
„Jakże będę umierać, kiedy nie żyłam ja wcale?"
Ale przed śmiercią, coś w życiu Róży zmienia się, kobieta staje się przyjazna dla ludzi, którzy ją otaczają, darzy ich miłością, wybacza im winy i przeprasza za wyrządzone krzywdy. Wyraźnie widać, że chce pogodzić się ze światem.

 

Warto zwrócić uwagę na to, jak skonstruowana jest powieść Kuncewiczowej. Retrospekcja i hiperbola pojawiają się w każdym rozdziale, by ułożyć wspomnienia głównej bohaterki chronologicznie. Ważna jest również narracja. Mimo tego, że narrator opowiada w 3 os. l. mnogiej, jest to narracja personalna, gdzie opowiada on historię z punktu widzenia bohatera. Jest to równoznaczne z tym, że interpretacja staje się automatycznie trudniejsza przez to, że narracja jest subiektywna – nigdy nie dowiemy się prawdy.

 

Książkę nie polecam osobom, które mogą odnaleźć jakieś odzwierciedlenie swoich osobowości w postaci Róży, bo mimo wszystko jest to powieść bardzo przygnębiająca, ale tak samo piękna. Mimo tego, że napisana została w 1973 roku ukazuje problemy, z którymi borykamy się i dziś.

Magda Bitner

"Cudzoziemka" Kuncewiczowej nie zostanie moją ulubioną książką, ale wcale to nie oznacza, że nie warto jej czytać. Jest książką niezłą, ci którzy zaliczają ją do największych polskich powieści psychologicznych pewnie się nie mylą. Pewnych rzeczy jednak mi brakowało, a pewne mnie irytowały.

 

Powieść ma iście mozaikową kompozycję. Różę Żabczyńską poznajemy pod koniec jej życia, jako kobietę drażliwą, czy wręcz złośliwą, z którą bliscy nie mają łatwego życia. Zastanawialiście się czasem, spotkawszy jakąś wyjątkowo złośliwa starszą osobę, co też musiało wydarzyć się w jej życiu, że jest aż tak bardzo zdeterminowana, żeby uprzykrzać życie innych? Ja często. Mam wrażenie, że monopol na takie zachowanie mają starsze kobiety. Nie chcę tu generalizować, zdarzają się też pewnie chodzące anioły i wyjątkowo drażniący panowie, a jednak to panie są najbardziej skłonne choćby do krwawych walk o miejsce w komunikacji miejskiej. Zawsze kiedy widzę taką scenę, myślę że to pewnie jakaś frustracja gromadzona całe życie wreszcie znalazła ujście w tak drobnych, codziennych sprawach. Taka właśnie jest Róża - humorzasta i niemiła. W serii retrospekcji dowiadujemy się, co doprowadziło ją do tego stanu.

 

Tę wychowaną w Taganrogu córkę polskich zesłańców do kraju sprowadziła ciotka, która nie chciała pozwolić, aby polskie dziewczę chowało się na obczyźnie. Aby Róża była bardziej polska, zmieniła jej nawet imię. Teraz miało już nie być Róży, była Ewelina. Dziewczyna czuje się zagubiona w Warszawie, przynajmniej do czasu, kiedy poznaje Michała. Niestety Michał okazuje się niestały w uczuciach. I tu leży mój pierwszy zarzut wobec książki, czy tym szczenięcym zawodem miłosnym można tłumaczyć całe nieudane życie? A może Róża-staruszka wcale nie tęskni do Michała? Może Michał uosabia tylko wszystkie jej niespełnione marzenia?

 

Róża, pełna nienawiści do rodzaju męskiego, wychodzi za spokojnego i nieporadnego nauczyciela matematyki Adama. Od początku patrzy na małżeństwo jako źródło swojego nieszczęścia. Ma niemalże o nie pretensje do całego świata. Czyżby zapomniała, że weszła w nie z własnej, nieprzymuszonej woli? Prawdę mówiąc, podczas lektury zaczęłam się zastanawiać, czy bohaterka aby umyślnie nie kieruje swoim życiem tak, by być nieszczęśliwą, jakby się w tym nieszczęściu lubowała. Niewątpliwie dużymi dla niej ciosami były strata najstarszego syna oraz wymuszone poczęcie córki. Za wątek Marty akurat Kuncewiczową podziwiam. Mało kto ma odwagę mówić o matkach, które nie kochają swoich dzieci. Zarówno w czasach pisarki, jak i obecnie ten temat to niemalże zbrodnia. A jednak się zdarza. Róża widzi w Marcie Adama i nie chce na nią patrzeć.

 

Stosunek do córki zmienia się dopiero po tym, jak Róża odkryje w niej talent muzyczny. Bo Róża kocha muzykę, marzyła o zostaniu słynną pianistką, ale ciotka kazała jej uczyć się gry na skrzypcach. Nic co robi bohaterka książki nie jest racjonalne, a co gorsze dla członków jej rodziny, Róża jest całkowicie nieprzewidywalna. Jej nastrój co chwilę się zmienia, w każdym momencie można spodziewać się ataku. I tu moja kolejna pretensja do Kuncewiczowej, moim zdaniem trochę przerysowała tę postać. Jej egzaltacje są tak nagłe i abstrakcyjne, że aż nienaturalne. Nie do końca też podoba mi się zakończenie powieści, śmierć Róży jest zdecydowanie zbyt sielankowa, żeby nazwać ją realistyczną.

 

Tym co ciekawe w powieści, jest stosunek Róży do otaczającego świata. Całkowicie emocjonalny i zmienny. Raz coś jej się podoba, raz wręcz odwrotnie. Nawet do ojczyzny tak podchodzi, kocha ją kiedy jest szczęśliwa, a kiedy szczęście się kończy zaczyna nienawidzić. Mało tego, to Polskę obwinia o wiele swoich nieszczęść, między innymi niezrealizowaną karierę muzyczną. Ta subiektywna wizja świata to niewątpliwie ważne spostrzeżenie. Bo któż z nas tak naprawdę patrzy na świat inaczej jak przez pryzmat emocji?

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież


Współpracujemy z: