Carska Roszada

Autor: Melchior Medard

Okładka wydania

Carska Roszada

Dodatkowe informacje

  • Autor: Melchior Medard
  • Tytuł Oryginału: Carska Roszada
  • Gatunek: Kryminał Powieści i Opowiadania
  • Język Oryginału: Polski
  • Liczba Stron: 416
  • Rok Wydania: 2012
  • Numer Wydania: I
  • Wymiary: 140 x 205 mm
  • ISBN: 9788362329519
  • Wydawca: Erica
  • Oprawa: Miękka
  • Miejsce Wydania: Warszawa
  • Ocena:

    4/6

    4/6

    2/6


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

Wybierz opinię:

Falka

XIX-wieczna Warszawa jeszcze nie okrzepła po próbie spisku antycarskiego, a już miasto nawiedza fala wyjątkowo okrutnych zbrodni, których ofiarami padają młode kobiety. Okaleczone zwłoki lądują w najmniej spodziewanych miejscach. Tajemniczy Jack Ripper (tak, wszystkie skojarzenia są jak najbardziej wskazane!) ma jednak przed sobą trudne zadanie. Bo jak tu w spokoju mordować, kiedy do Warszawy przybywa nietuzinkowy agent do zadań specjalnych – Estar Pawłowicz Van Houten.

 

Tajny urzędnik ma niewątpliwie doświadczenie w podobnych sprawach. Rozwiązuje je sukcesywnie, wspierając się zaawansowaną i niekonwencjonalną jak na swoje czasy techniką, zaraz po wczesnoporannej kąpieli w lodowatej wodzie i medytacji na słomianej macie. Pomimo że jest wzorem cnót wszelakich (super inteligentny, wygadany, przystojny, odważny i do tego ironiczny) budzi sympatię czytelnika już od pierwszych stron powieści, choć w towarzystwie traktowany jest raczej z podziwem lub rosnącym zniesmaczeniem. Zadanie, które czeka go w Warszawie nie będzie jednak należało do typowych. Szybko okaże się bowiem, że krwawe zbrodnie są zaledwie czubkiem góry lodowej. Pod powierzchnią toczyć się będzie prawdziwa walka interesów i politycznych przepychanek, w której zamieszani są najwyżsi dostojnicy państwowi.

 

Główną linię fabularną ubarwiają widowiskowe obrazy dawnej Warszawy, miasta przepychu i burżuazyjnej dekadencji, która kontrastuje ze skrajnym ubóstwem. Dzięki absolutnie genialnemu językowi, plastycznemu i soczystemu, poddanemu nienachalnej stylizacji, ulice miasta tętnią życiem, a bohaterowie mają wszelkie znamiona realności. Klimat epoki podkreśla cały przekrój grup społecznych. Ściśnięte gorsetem wąskie talie młodych panien, dorożki pędzące po brukowanych traktach, wystawne kolacje w ekskluzywnych hotelach, a obok duszne, ciemne uliczki, bieda i tajemnice, które można spotkać za każdym rogiem. Mieszanka doskonała.

 

Dla łaknących miłości znajdzie się i romans. Autor bowiem z rozkoszą kreuje wyraźne wizerunki postaci kobiecych, wśród których nie zabrakło pociągającej pani szpieg, awanturniczej żony, karzącej niepokornego męża srogimi razami (które to tuszować on będzie pudrem małżonki), czy niewrażliwej na odrażające widoki trupów piękną panią doktor. Nad nimi wszystkimi króluje kobieta idealna, rudowłosa nieznajoma, która zakochuje się w naszym wyjątkowym urzędniku od pierwszego wejrzenia i postanawia uwieść go, nie licząc się z utartymi schematami i konwenansami.

 

Co najważniejsze w powieści kryminalnej – akcja toczy się w „Carskiej roszadzie" wyjątkowo szybko. Już na pierwszych stronach czytelnik zostaje uderzony morderstwem, całym przekrojem charakterystycznych postaci i istotnych wydarzeń, co prowadzi do pewnej dezorientacji. Wraz z rozwojem śledztwa sytuacja wyjaśnia się, wkraczamy więc w świat Pawłowicza bez przeszkód, dajemy się ponieść akcji i czytamy coraz szybciej, by dowiedzieć się jak zakończą się wszystkie wątki.

 

Wiele pozytywnych recenzji „Carskiej roszady" to nie przypadek. Medard stworzył kawał dobrej powieści kryminalnej, w której nie sposób nie dostrzec echa wielkich klasyków gatunku. Zabawa konwencjami, rzetelne odwzorowanie wizerunku epoki, ale przede wszystkim kreacja bohaterów sprawia, że książka zadowoli nie tylko fascynatów gatunku.

LadyBoleyn

Morderstwa zawsze budzą zgrozę wśród obywateli, którzy są przerażeni tym, co dzieje się na ulicach ich ukochanego miasta. W miejscach, które dotąd uchodziły za miejsca zaciszne, nagle może dojść do dramatycznych zbrodni, jakie następnie padają niczym cień zła na obraz ludzi, ceniących niegdyś niezwykłość nieznanych zakątków. Niewątpliwie, dosyć często można przeczytać w gazecie o odnalezieniu kolejnych zwłok w centrum dotąd spokojnych metropolii. Tego typu przestępstwa wywołują szczególnie negatywne emocje, jeśli dowiadujemy się, że przed śmiercią denat przechodził niesamowite męki bądź też jego ciało po zabójstwie zostało całkowicie zbezczeszczone. Mordercy mogą poruszać się obok nas każdego dnia – możemy stać za nimi w kolejce do sklepu, minąć ich w drodze do pracy bądź też nie zauważać ich w tłumie zwykłych ludzi. Perspektywa tego, że wokół nas cały czas dochodzi do zbrodni nie należy do zbyt optymistycznych, jednakże dzięki pracy zaangażowanych detektywów często dochodzi do rozwiązania najtrudniejszych zagadek kryminalnych. Taką właśnie postacią jest Estar Pawłowicz Van Houten, główny bohater powieści Melchiora Medarda – „Carska roszada".

 

Akcja debiutu literackiego pana Medarda rozgrywa się w tajemniczej, cichej Warszawie pod koniec XIX wieku. Ludzie w dalszym ciągu posiadają niespokojnego ducha, bowiem niedawno miasto zostało spacyfikowane po kolejnym spisku antycarskim. Na tych właśnie terenach dochodzi do okrutnych zbrodni, w których giną niewinne kobiety. Morderstwa wyróżnia się niesamowitą okrutnością – swoje ofiary torturuje przed śmiercią, oszpeca oraz pozostawia ich ciała w różnych zakątkach miasta. Estar Pawłowicz Van Houten, Rosjanin, będący tajnym urzędnikiem do zadań specjalnych, przyjeżdża do Warszawy w celu wyjaśnienia coraz częstszych morderstw młodych niewiast. Mężczyzna dotychczas brał udział w podobnych śledztwach, korzystając przy tym z innowacyjnych technologii, wywołując często zdumienie bądź dezaprobatę u kolegów z pracy. Sprawa tajemniczych morderstw nie jest jednak tak prosta, jak początkowo przypuszczał Estar Pawłowicz Van Houten. Okazuje się, że w przestępstwa zamieszane są osobistości, wywodzące się z wyższych sfer i piastujące ważne stanowiska. Rosjanin nieświadomie zostaje wciągnięty w szaloną grę, w której nieustannie poszukuje odpowiedzi na wszystkie trudne pytania. Czy Estarowi uda się znaleźć seryjnego mordercę? I jak potoczą się jego losy w Warszawie, gdzie poznaje urokliwą panią doktor?

 

Mam ogromną słabość do kryminałów i przyznam, że od samego początku z zaintrygowaniem myślałam o debiucie literackim Melchiora Medarda. Dodatkowo wspaniała okładka, na której można zauważyć postać mężczyzny, kroczącego w stronę warszawskiego Pałacu Kultury, budzi pewnego rodzaju ciekawość, tak samo jak plamy krwi, jakie znajdują się na tej ilustracji. Autor przyjemnym piórem ukazuje sprawę, która budzi strach, jak i też niesamowite zainteresowanie. Nie wiadomo bowiem, kim tak naprawdę jest nieznany sprawca, który pustoszy warszawskie ulice, znęcając się nad kobietami. Nikt nie wie, jakimi motywami kieruje się ten człowiek, ani też kto stanie się jego kolejną ofiarą. „Carska roszada" to fascynująca i trzymająca w napięciu opowieść, w której uważny czytelnik z zapartym tchem może śledzić poczynania Estara Pawłowicza Van Houtena, urzędnika, będącego gotowym zrobić wszystko, by rozwiązać tę kryminalną zagadkę. Melchior Medarda z wieloma szczegółami przedstawia obraz Warszawy, będącej pod zaborami, pokazując jej dawne zakamarki, podzielone na biedniejsze i bogatsze dzielnice, jakie zmieniły się z upływem wieku. Z ogromną pasją pisze o obyczajach ówczesnych mieszkańcach, pokazując ich tradycje, nawyki i działania, dzięki którym odbiorca doskonale czuje klimat XIX-wiecznej metropolii. Fascynująca intryga rozwija się z każdą kolejną stroną, wciągając nas do świata wiecznych zawirowań i niedopowiedzeń. W lekturze najlepiej odnajdują się czytelnicy, którzy potrafią w tekście wyłapać każde słowo wypowiedziane przez postaci, dzięki czemu nie ominą ich żadne niespodzianki, jakie często pojawiają się w śledztwie. Akcja utworu jest dynamiczna, dochodzi do wielu niespodziewanych zdarzeń, jakie pozytywnie wpływają na odbiór lektury. Niewątpliwie, jednym z największych atutów tego utworu są opisy, które doskonale oddają nie tylko wygląd dawnego miasta, ale też i zachowania bohaterów, w szczególności Estara, którego motywy działania wydają się niekiedy być po prostu niesamowite. Melchior Medard przedstawia również relacje międzyludzkie, pokazując, jak w tych trudnych czasach rozkwitała miłość. Pod koniec lektury można natknąć się na ukazanie uczuć, jakie wystąpiły pomiędzy dwoma paniami, co moim zdaniem wyszło dosyć niesmacznie. Jednakże pomijając ten drobny wątek, autor ciekawie prezentuje ówczesne damy, pokazując ich niesamowitą zdolność do flirtu czy też poszukiwania nowych zdobyczy. „Carska roszada" wywołuje wiele emocji, lecz przede wszystkim – wciąga, zaskakuje i niekiedy rozbawia za sprawą nieco ironicznych dialogów. Godną uwagi postacią jest właśnie Estar Pawłowicz Von Houten, który cały czas zaskakuje, będąc bohaterem, który potrafi zainteresować swoimi zdolnościami i działaniami.

 

„Carska roszada" to intrygująca powieść, w nie brakuje fascynującego wątku kryminalnego, motywów historycznych i genialnego ukazania dawnej Warszawy i pikantnych miłości, jakich opisy niekiedy są niestety lekko przesadzone... Jednakże przyznam, że czytając książkę autorstwa Melchiora Medarda nie nudziłam się, spędzając przy niej naprawdę miłe chwile.

Palanee

„Opowieść prawie sensacyjna, momentami romansowa, częściej zagadkowa, niekiedy erotyczna" - widniejące na okładce słowa witają nas i próbują sugerować, że czeka nas niezwykle barwna, różnorodna gatunkowo powieść. Do tego opis na okładce – XIX wieczna Warszawa, śledztwa, morderstwa kobiet. Wszystko wydaje się brzmieć intrygująco, a i czytelnik oczekuje porywającej historii, która będzie trzymać go do końca w napięciu. Jednak wraz z przewróceniem ostatniej strony, po zapoznaniu się z aneksem i wzięciu oddechu, zaczęłam odnosić wrażenie, że przytoczone hasło było tylko asekuracją ze strony wydawnictwa. Bo w ostatecznym rozrachunku, ni to kryminał, ni sensacja, ni romans, a tym bardziej literatura erotyczna. Czym w takim razie jest „Carska Roszada", która wyszła spod pióra Melchiora Medarda?

 

Przyznam się szczerze, że nie wiem. Samo umiejscowienie akcji daje duże pole do popisu. Udowodnił to między duet pisarzy swoją książką „Pan Whicher w Warszawie", która okazała się świetną lekturą, trzymającą w napięciu do samego końca, wykorzystująca arsenał i tło historyczne, jakie daje miniona epoka. „Carska Roszada" poległa. Niemal na każdym froncie, dając czytelnikowi mało wciągającą historię. Zacznijmy jednak od początku, który nie odbiega zbytnio od przyjętych reguł gatunkowych kryminału.

 

Mamy morderstwo. Jednego ze śledczych, Pana Wotcowa, który miał przywitać na dworcu radcę kolegialnego (urzędnika 6 stopnia) Estara Pawłowicza Van Houtena. Ich spotkanie nie trwa długo, gdyż Wotcow zostaje zastrzelony na oczach pałętających się po dworcu pasażerów. Jednak wyjaśnienie owego zabójstwa (policjanta!) zostaje przesunięte na dalszą część książki, gdyż priorytetem okazuje się schwytanie mordercy pozbawiającego życia kobiet w dość brutalny sposób. Van Houten od razu zabiera się do pracy, choć w międzyczasie odwiedza go mnóstwo osób, urzędników i policjantów, którzy mają pomóc schwytać nieuchwytnego zabójcę.

 

Jak widać nie jest źle. Powiedziałabym wręcz, że fabuła brzmi ciekawie, tym bardziej, że wątek seryjnego mordercy w luźny sposób nawiązuje do rzeczywistej postaci – Kuby Rozpruwacza. Zresztą autor opisuje jego sylwetkę, listę podejrzanych osób oraz jego ofiar w dołączonym do książki aneksie. I choć Medard nie przedstawia żadnych nowych faktów, zgrabnie wykorzystuje te powszechnie znane. Jak choćby sposób dokonywania morderstw (poderżnięcie gardła oraz wyciągnięcie na zewnątrz wnętrzności np. nerek, jajników czy odcięcie ucha) czy profil samych ofiar (kobiety z niższych warstw społecznych). Jednak... No właśnie. W żadnym momencie nie czuje się nadchodzącego niebezpieczeństwa. Nie czuje się na szyi oddechu mordercy, który może czaić się za każdym zakrętem, zakamarkiem czy podwórzu kamienicy i po raz kolejny dopaść nową ofiarę.

 

Prawie sensacja

Tu wydawca był najbliżej. Gdzieś w połowie książki pojawiają się pościgi i strzelaniny. A wszystko podane w klimatach odpowiadającym epoce. Zamiast więc sportowych, supernowoczesnych aut, mamy dorożki i... welocypedy, którymi z umiłowaniem jeździ nasz główny bohater, radca kolegialny. Pojawiają się gonitwy pomiędzy uliczkami Warszawy i krętymi dróżkami powstałymi pomiędzy kamienicami. Padają strzały, trupy i czasem czytelnikowi podnosi się adrenalina. Jednak jak na książkę sensacyjną jest zbyt mało emocji, a i mózg nie może się wyłączyć nawet na chwilę, by poddać się wartkiej akcji, gdyż cały czas przeładowany natłokiem postaci, może sam za nimi nie nadążać.

 

Sam wstęp, obsada jak i zawiązanie akcji, sugeruje bardziej kryminał niż sensację. Ale i tu autor poradził sobie kiepsko. Ani przez chwilę nie czułam dreszczu emocji podczas prowadzonego śledztwa. Nie czekamy na kolejne ofiary, gdyż te były przedstawione na samym początku historii. Brakuje również twistów, zmian akcji czy czegokolwiek, co wprowadziłoby do książki więcej dynamiki. A tak, sam czytelnik dostaje niezbyt wiele śladów, a nawet jeśli takowe się pojawiają, to nie musi czekać do końca powieści, by poznać zbrodniarza. Więc choć historia świetnie nadaje się do stworzenia rasowego kryminału, nawet jeśli pobudki samych podejrzanych sprowadzałyby się do motywów politycznych (ale czy tak faktycznie jest – nie zdradzę), to i tak w połowie książki napięcie siada, pozostawiając pozostałą część na wyjaśnienia przeciągnięte do granic możliwości.

 

Momentami romansowa

Aby podnieść sprzedaż książki, warto również wprowadzić element romansu do powieści. W sumie to nic złego, jeśli ma to jakikolwiek sens i wpływ na fabułę bądź postępowanie głównych bohaterów. Jeśli jednak kobieta, panna Zofia Maciejewska, zostaje wprowadzona jedynie po to, by romans pomiędzy nią a van Houtenem, został w ogóle zawiązany i pojawia się raptem w kilku miejscach, romans traci sens. Po oczach wręcz bije sztuczność tego wątku i wręcz nie pasuje on do całości. Zresztą jak jeszcze jeden, ale o tym za chwilę. Jeśli bawimy się w romans, to niech on wzbudza emocje, niech pomiędzy bohaterami pojawi się chemia. W „Carskiej Roszadzie" wyglądało to mniej więcej tak, jak we wszelkich tanich filmowych produkcjach, gdzie dialogi są sztuczne, a do tego aktorzy są źle dobrani, co nie tylko irytuje, ale również nie pozwala dostrzec tej słynnej chemii pomiędzy bohaterami.

 

Częściej zagadkowa

Owszem, są tu zagadki. Nawet nie jedna. Bo w końcu po co zabito Wotcowa? Co miał wspólnego z brutalnymi morderstwami kobiet? Jak to możliwe, że w tym samym czasie przeprowadzono kilka niemal identycznych zabójstw? A może są to dwie, niepowiązane sprawy? I dlaczego ktoś chce uciszyć van Houtena? Zagadek pojawia się wiele, lecz żadna nie przykuwa uwagi na dłużej. Żadna nie pociągała mnie na tyle, bym z wypiekami na twarzy sama próbowała dojść do jej rozwiązania... Może i „Carska roszada" jest zagadkowa, ale brakuje jej ikry i sprawniejszego wykonania, które przykułoby uwagę czytelnika na dłużej i wciągnęła w mroczny świat XIX-wiecznej Warszawy.

 

Niekiedy erotyczna

I dochodzimy do największego błędu książki. A raczej wątku, który nie powinien się znaleźć w tak podanej formie. Wspomniana Zofia Maciejewska to nie grzeczna pensjonarka czekającego na wymarzonego księcia, u boku którego będzie mogła wieść spokojny żywot kury domowej. Domyślam się, że owa panna ma reprezentować rodzące się ruchy feministyczne – kobiety wyzwolone (także seksualnie) wykształcone, pragnące wyzwolić się spod władzy mężczyzn, dążące do samorealizacji i pragnące sukcesów zawodowych. I owa panna zgodnie z pewnymi stereotypami, wyzwolenie znajduje w seksie z innymi kobietami. Jeden fragment, kilkustronicowy, dość dokładnie opisuje jak przebiega stosunek pomiędzy paniami w jednym z hotelowych pokoi. Czy było to potrzebne? Zdecydowanie nie! Jest to jedynie prosta (i tania!) zagrywka, by podbić nieco punkty sprzedaży. Opis uniesień seksualnych, przy wręcz dość nieudolnym flircie Zofii i Estara Pawłowicza, zupełnie nie zgrywa się z całością. Pozostaje oderwany od rzeczywistości, nie ma wpływu na relacje bohaterów ani na rodzące się uczucie pomiędzy nimi. Wspomniany fragment wygląda wręcz jak wklejenie kawałka powieści erotycznej, w oderwaniu od toczącej się akcji i nie korespondujący z historią w żadnej sposób.

 

Chaos

Pomijając już jednak nieudane wątki i kiepskie połączenia gatunkowe, po oczach biją jeszcze dwie dość ważne kwestie wpływające negatywnie na komfort czytania. Pierwsza to niestety chaos, który powstał w wyniku próby urozmaicenia treści różnorodnymi formami. Pojawiają się więc: fragmenty pamiętników mordercy, wycinki z gazet, narracja z punktu widzenia Zofii Maciejewskiej czy retrospekcje. I oczywiście, teoretycznie są to ciekawe wtrącenia, ale w tym przypadku nie spełniają swojej roli. Co więcej wprowadzają chaos, wielokrotnie tworząc mętlik w głowie czytelnika i wybijając go z rytmu czytania. Nie wprowadzają żadnych potrzebnych elementów ani tym bardziej nie pozwalają na spojrzenie na historię z różnych punktów widzenia.

 

Druga kwestia to nadmiar bohaterów. Połowa z nich mogłaby się nie pojawiać: są, bo są, nic nie wnoszą ani nie uzupełniają treści. Stanowią natomiast zapełniacz, który nabija kolejne strony powieści. Powoduje to jednocześnie brak zakończenia kilku wątków, a tym samym niedokończenie samej historii.

 

Tło historyczne

Wydawałoby się, że skoro akcja została osadzona w XIX-wiecznej Warszawie, to chociaż tu pisarz mógłby spróbować zaciekawić czytelnika. Jednak, porównując „Carską roszadę" ze wspomnianym już innym kryminałem retro „Pan Whicher w Warszawie", pierwsza nie dorównuje tej drugiej. W żaden sposób nie dało się odczuć ani nastroju panujących w czasie zaboru, relacji pomiędzy dwoma narodami czy wreszcie nie poczuło się codziennego życia bohaterów, które pozwoliłoby wgryźć się w epokę. Na uwagę zasługują jedynie dość dokładne opisy garderoby zarówno Panów, jak i Pań, a także topologii miasta. Ale nic ponadto czytelnik nie otrzymuje. Sytuacji nie ratują nawet dobrze zarysowane postaci jak Estar Pawłowicz van Houten czy pan prokurator.

 

Czy mogę polecić książkę? Nie, zdecydowanie nie, choć wiem, że wiele osób zachwyciło się powieścią. Ja jednak uważam, że daleko jej do ideału czy nawet przeciętnego, ale dobrze skrojonego kryminału czy powieści sensacyjnej. Taki miszmasz jest ryzykowny. Historia, kryminał, sensacja, erotyzm i romans. Wielu autorów próbuje swych sił tworząc hybrydy – przy czym wielu z nich polega. Bo łączenie gatunków nie jest sprawą prostą, wymaga dużej dyscypliny, ale i logicznego myślenia, ułożenia i przede wszystkim przemyślenia każdego wątku. Taka powieść ma nie być zupą „śmieciówką", a wykwintnym daniem, gdzie każdy składnik znalazł się na talerzu z jakiegoś powodu i tworzy z pozostałymi spójną kompozycję.

 

Awiola

"(...) życie, zbrodnie nie kierują się zegarem szachowym, na który, jeśli nacisnąć, czas zamiera do kolejnego ruchu mistrza...".

 

XIX wieczna Warszawa to miasto pełne kontrastów. Pod zaborem rosyjskim, stało się z jednej strony szybko rozwijającym się przemysłowo terenem, oraz swoistym oknem na świat Cesarstwa Rosyjskiego, a z drugiej, miastem pełnym ubóstwa i skrajnej biedy mieszkańców. Kryminał retro, którego akcja została osadzona w tym właśnie okresie, winien panujące wówczas realia wiernie odwzorowywać. Autor "Carskiej roszady" na szczęście zdawał sobie sprawę z tej zależności i swoją książką zaprasza czytelnika do odwiedzenia Warszawy, jakiej już nie poznacie.

 

Melchior Mateusz Medard to urodzony w 1964 roku na obczyźnie, a dokładnie w Saint-Vincent-la-Commanderie, syn Marty. Autor po powrocie do Polski, był pracownikiem akademickim. Obecnie zarządza własną francuską knajpą i para się literaturą.

 

Urzędnik do zadań specjalnych generalnego gubernatora w Moskwie, Estar Pawłowicz Van Houten przyjeżdża incognito do Warszawy, celem zbadania sprawy grasującego w mieście mordercy kobiet. Mordercy, który w brutalny sposób okalecza ciała i zostawia je w różnych miejscach miasta. Agent już na dworcu przekonuje się, że śledztwo nie będzie łatwe, gdyż nieoczekiwanie ginie jego znajomy naczelnik policji kryminalnej. Bohater w toku śledztwa zostaje wplątany w intrygę, która sięga najwyższych szczebli ówczesnej władzy. Okazuje się bowiem, że nic nie jest takie, jakie się początkowo wydaje.

 

"Carska roszada" to kryminał retro, z głęboko zarysowanym tłem społeczno – obyczajowym. Czytelnik dzięki niezwykle ekspresyjnym i obrazowym opisom autora, ma możliwość niemalże przeniesienia się do Warszawy, okupowanej przez ówczesne Imperium Rosyjskie. Melchior Medard w sposób niezwykle wyrazisty skonstruował XIX wieczne realia panujące w stolicy, co jest niezaprzeczalnym atutem książki i wyznacznikiem gatunkowym kryminału w stylu retro. Autorowi nie można bowiem zarzucić braku sprawnego pióra w obszernych fragmentach opisujących ówczesne podziały społeczne na dwie sfery: bardzo bogatych i bardzo biednych. Czytelnik dowiaduje się, jakie zwyczaje panowały w tamtych latach, jak żyli mieszkańcy Warszawy, oraz jak prowadzono śledztwa kryminalne w oparciu o ówczesne techniki kryminalistyczne. W wykonaniu autora pojęcie "retro" w tej książce, nabiera pełnego wydźwięku znaczeniowego. Nikt nie powinien zawieść się w tej materii.

 

Melchior Medard dość niepozornie rozpoczyna skonstruowaną przez siebie intrygę, czym jednocześnie myli tropy czytelnika. Cóż bowiem oryginalnego może być w seryjnym mordercy, który zabija kobiety, okaleczając je w nieludzki sposób. Motyw znany i szeroko wykorzystywany przez różnego rodzaju twórców. Warto jednak w tym aspekcie pokreślić, iż intryga ta posiada drugie dno, o którym czytelnik przekonuje się w końcowych partiach tekstu. Intryga zahaczająca o spisek i wielki świat ówczesnej polityki mocarstw. Bystry odbiorca odnajdzie kilka niuansów historycznych, o jakie z premedytacją zahacza Medard. Autor bardzo dynamicznie poprowadził akcję swojego utworu, szkoda tylko, że początek książki jest dość rozwlekły, co może spowodować chwilowe zniechęcenie odbiorcy utworu. Przez początek trzeba po prostu przebrnąć, by dalej rozkoszować się wartką akcją i ciekawymi opisami. Opisami, wśród których znajdziecie również seks pomiędzy dwoma kobietami, w mojej opinii całkowicie zbędny i nie wnoszący niczego do całej fabuły. Autor z pewnością poprzez wątek romansowy dwóch kobiet, chciał uatrakcyjnić swój utwór, jednak to zabieg niezbyt trafiony.

 

Ciekawym pomysłem wprowadzonym przez Medarda jest dołączenie do książki aneksu w postaci notatek Estara Pawłowicza. Notatek wskazujących podejrzane osoby, odnoszące się do znanej wszystkim historii Kuby Rozpruwacza. Można również zaryzykować stwierdzenie, że fabuła tegoż kryminału bardzo luźno nawiązuje do historii angielskiego mordercy. Wisienką na torcie jest jedna postać, która przewija się na tej liście, pisarz znany wielu czytelnikom, zachęcam zajrzeć. Spodobać się wam mogą również podtytuły pod rozdziałami, często bardzo dosadne i klarowne.

 

Wraz z bohaterami "Carskiej roszady" przeniesiecie się do Warszawy, którą próżno szukać w dzisiejszych czasach. Do miasta pełnego ciemnych zaułków i podejrzanych typów, w którym samotny cyklista przemierza drogi stolicy. Będziecie mieli również niewiarygodną szansę zajrzeć do sklepu Wokulskiego. Jeśli więc macie ochotę na dobry kryminał osadzony w klimacie retro, zachęcam do lektury.

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież


Współpracujemy z: