Cujo Stephen King

Wybierz opinię:

Książkówka

Dawno, dawno temu...Nie, wcale nie za górami i za lasami. Raczej w zwykłej, małej miejscowości, położonej na południu Polski, gdzie wtedy spędzić mi przyszło kilka lat z mojego młodzieńczego życia, pierwszy raz wzięłam do ręki powieść Stephena Kinga.

 

Jeszcze wtedy nie wiedziałam, że stanie się on jednym z moich ulubionych pisarzy i nic nie zanosiło się na to, że nim zostanie.

 

W amoku czytelniczym pochłaniałam wtedy niemal wszystko co nawinęło mi się pod rękę. Podczas kolejnego pobytu w bibliotece rzuciła mi się w oczy okładka z czerwonymi, psimi ślepiami wpatrzonymi we mnie – to było właśnie starsze wydanie „Cujo".

 

Wtedy, jako nowicjuszka w świecie fantazji Kinga, z zupełną obojętnością potraktowałam początek powieści, który zaznajamiał czytelnika z tak często powtarzającym się u niego miejscem akcji jak Castle Rock w stanie Mine. Teraz uśmiechnęłam się delikatnie pod nosem, myśląc „stare, znane mi miejsce" zupełnie tak jakbym była tam kiedyś naprawdę. Wraz z kolejnymi kartkami książki poznawałam codzienne życie mieszkańców tego małego miasteczka. Przeżywałam ich wzloty i upadki, nie wiedząc jakie zagrożenie czai się na nich tuż obok.

 

Wiekowa, dobra psina – pokaźnych rozmiarów bernardyn mimo, że budził respekt wśród okolicznych mieszkańców jego domostwa to nie zdawał się im być powodem do lęku czy szczególnej ostrożności w jego pobliżu. Sam Cujo nie robił nic co mogłoby w kimkolwiek wzbudzić negatywne odczucia. Do czasu...Pewnego dnia pies puszcza się w pościg za królikiem. Finał gonitwy przynosi krwawiący nos zwierzęcia i szybko rozwijającą się w jego ciele wściekliznę. Narastająca w nim agresja staje się niemożliwa do opanowania. Szybko też znajduje swoje ujście w coraz to liczniejszych ofiarach. I choć nie brakuje w tej pozycji krwawych opisów jego brutalności, przyprawiających o dreszcze na ciele to nie tylko to przeraża w całym toku akcji. Zgrozę budzą także ludzie, którym w pewnym sensie udziela się choroba psa. Czym kończy się fala okrutnych wydarzeń w Castle Rock? To już trzeba sprawdzić we własnym zakresie.

 

Choć epilog może nie jest szczytem możliwości tego, wg mnie naprawdę dobrego pisarza (choć często nierównego) to przynosi zaskakujący efekt w postaci ostatecznych odczuć czytelnika. Nikt tak dobrze jak King nie sprawia, że tak mocno zżywamy się z najbardziej mrocznym elementem fabuły – ktoś/coś co winno budzić w nas wstręt czy obrzydzenie rozpala uczucie żalu i smutku.

 

Jak pisałam wyżej, King jest pisarzem bardzo nierównym – raz zdarza mu się popełnić absolutne dzieło w każdym calu, a raz razi kiczem. Ten tytuł, wg mnie stoi gdzieś pośrodku. Nie wzbudza takich emocji i nie wciąga jak „To", „Bastion" czy choćby „Ręka mistrza", ale jednocześnie wywołuje miłe wspominania tuż po zakończeniu lektury.

 

Może dlatego, że tak idealnie trafia w dziecięce lęki i przynosi dziwną przyjemność z powrotu do nich? A może to inny powód? Sprawdźcie to sami.

Buffy1977

W Castle Rock, małym miasteczku w stanie Maine wielki, przyjazny bernardyn zaraża się wścieklizną, na skutek której zamienia się w śmiertelnie niebezpieczną bestię, mordującą każdego, kto stanie jej na drodze. Tymczasem mieszkanka miasteczka Donna Trenton wraz z czteroletnim synkiem Tadem znajdzie się w samym środku koszmaru - uwięziona w samochodzie oblężonym przez Cujo będzie musiała stoczyć walkę nie tylko o własne życie, ale również o życie swojego synka.

 

"Kiedy nie pozostaje już nic innego, jak walczyć o przetrwanie, kiedy jest się doprowadzonym do ostateczności, to albo uchodzi się z życiem, albo umiera, i taka jest naturalna kolej rzeczy."

 

Castle Rock, zaraz po Derry, należy do moich ulubionych miejsc akcji powieści Stephena Kinga. Pisarz niezmiennie przedstawia oba miasteczka w taki sposób, aby każdy czytelnik odczuł, iż znajduje się w miejscu doskonale znanym, niemalże jakby rzeczywiście tam był. Podobny zabieg King stosuje w powieści "Cujo". Najpierw zapoznaje nas z samym miasteczkiem oraz ludźmi, którzy je zamieszkują. Powoli, wręcz mozolnie charakteryzuje zarówno kluczowe, jak i poboczne postacie, ze szczególnym wskazaniem na spokojnego bernardyna. King w swoich książkach często wciela się w psiego bohatera - w niezwykle sugestywny sposób kreśli to, co dzieje się w głowie zwierzęcia. A w głowie Cujo dzieje się naprawdę sporo. Na początku mamy do czynienia z psem, jakiego każdy chciałby mieć - posłusznym, przyjaznym, kochającym dzieci i niezwykle pomocnym. Jednakże na skutek spotkania z zarażonym wścieklizną nietoperzem Cujo zmienia się diametralnie - jego umysł przepełniają teraz mordercze obrazy, a ból który nieustannie odczuwa staje się bezpośrednim katalizatorem potwornych czynów przez niego popełnianych. Równolegle z postacią Cujo czytelnik poznaje między innymi państwo Trenton, które zmaga się z kryzysem małżeńskim oraz problemami zawodowymi głowy rodziny. Wkrótce ich losy połączą się z żywotem nieszczęsnego bernardyna w walce na śmierć i życie.

 

"Ale cała ta sytuacja była tak absurdalna, że graniczyła z obłędem. Obłędna była sama wizja małego chłopca umierającego z odwodnienia [...] niecałe siedem mil od sporego miasteczka."

 

Sam pomysł na wybór kluczowego miejsca akcji powieści jest niezwykle intrygujący. Samochód z Donną i Tadem stojący na uboczu, zaciekle pilnowany przez morderczego psa. Bez jedzenia, bez picia, w palących promieniach słońca stare pinto szybko stanie się pułapką bez wyjścia dla dwójki naszych bohaterów. Ale, jak to często u Kinga bywa, nic tutaj nie jest tak czarno-białe jak mogłoby się wydawać. Dzięki znakomitej zdolności autora do wczuwania się w psychikę swoich bohaterów King kreuje Donnę zarówno od jej dobrej, jak i złej strony (w samochodzie nieustannie wrzeszczy na przestraszonego czterolatka, czym skutecznie zraża do siebie czytelników, że już nie wspomnę o zdradzaniu męża). Tymczasem Cujo, mimo, że staje się sprawcą wszystkich nieszczęść naszych protagonistów wzbudza również nasze współczucie - dobry pies, który na skutek fatalnego zbiegu okoliczności czuje palącą potrzebę krzywdzenia ludzi, choć mimo wszystko stara się z tym walczyć. Pod koniec powieści, gdyby przypadkiem czytelnicy nie doszli sami do istoty rzeczy, King przypomina im dobitnie, że Cujo w gruncie rzeczy nie był zły, że zawsze starał się być dobrym psem, a wszystkim potwornym rzeczom, które popełnił winna jest choroba, która zaatakowała jego organizm.

 

Finał powieści na pewno zaskoczy niejednego czytelnika, a przy okazji wprawi w głębokie przygnębienie. Oglądając najpierw ekranizację powieści z 1983 roku spodziewałam się innego zakończenia, tym bardziej zaskoczyło mnie rozwiązanie fabularne przedstawione u Kinga - to w filmie nie może się z nim równać, choć pomijając ten fakt, ekranizacja całkiem wiernie trzyma się swojego powieściowego pierwowzoru. Podczas czytania odrobinę przeszkadza brak podziału na rozdziały, ale poza tym nie dostrzegłam żadnych mankamentów tej pozycji. Bez wątpienia zaliczam "Cujo" do moich ulubionych książek Stephena Kinga, która aż kipi znakomitą psychologią bohaterów, oryginalnym miejscem kluczowej akcji oraz wstrząsającym zakończeniem. Ogólną wymowę powieści potęguje dodatkowo postać antagonisty, do którego nie sposób czuć nienawiści.

 

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież


Okładka wydania

Cujo

Dodatkowe informacje

Podziel się!

Oceń Publikację:

Na naszej stronie nie stosujemy reklam. ;)
Prosimy o dodanie naszej witryny do białej listy.
Ustawienia przeglądarki lub Biała lista (adblock)