Czarny Kot Jarosław Zarębski

Wybierz opinię:

Palanee

Słowa, słówka, słóweczka. Wszystko zamknięte w sztywnych ramach, zaszufladkowane i oznaczone odpowiednią etykietą. Dobry i Zły. Korporacja i wolność. Społeczeństwo, grupa i indywidualizm, jednostka. Jarosław Zarębski do swoich rozważań filozoficznych wybrał znany już w literaturze wizerunek zagubionej, nie pasującej do narzuconych z góry schematów postaci oraz czegoś (w tym przypadku czarnego kota), co próbuje uwolnić ją od szarej rzeczywistości. Jako czytelnicy spotkaliśmy się z tym już wiele razy, lecz pomimo to „Czarnego kota" czyta się nieukrywanym zainteresowaniem.

 

Główny bohater to korporacyjny prawnik, który mianem TPT (Typowy Prawniczy Tępak) określa nie tylko swoich współpracowników, ale niemal każdą istotą żywą teoretycznie obdarzoną rozumem. Świat, w którym przyszło mu żyć nazywa krainą NIC. Bohater, pogrążony w filozoficznych rozważaniach, zostaje wyróżniony przez „siły nadprzyrodzone". Odwiedza go szatan, diabeł, czy jak to woli Zły, który nie proponuje mu podpisania cyrografu. Oferuje mu natomiast niezobowiązującą umowę barterową. W zamian za pomoc, wystarczy jedynie by bohater był wdzięczny. Już widać, że autor chce zerwać ze schematami znanymi z hollywoodzkich produkcji, które w różny sposób wałkowały temat zaprzedania duszy diabłu. Tu, zamiast spełnienia najskrytszych marzeń, bohater rozmawia z tytułowym czarnym kotem. Poznaje nie tyle prawdy rządzące światem, nie koniec i początek wszechświata, a poznaje siebie, uczy się, jak wyłamywać się poza schemat. Uczy się, by przestać tylko myśleć i zastanawiać się nad rzeczami, które inni jak owce przyjmują za oczywistości, uczy się, by zacząć działać, tworzyć, uwolnić się od więzów szarej rzeczywistości, zbyt jasno określonej i krępującej wolność jednostki wybitnej.

 

Zarębski świetnie opisuje rzeczywistość w jednym ze snów bohatera, w którym to mężczyzna z powodu śmierci trafia do pewnego podniebnego urzędu. Czeka go wypełnienie kilkuset stron formularza – a następnie spotkanie z urzędnikami. Każde złamanie reguł, które rządzą tym sennym światem, wprawia z zakłopotanie urzędników, którzy czują się potrzebni; czują się jak przewodnicy, którzy mogą prowadzić owieczki za rączkę i przeprowadzać przez gąszcze i zawiłości prawa.
Poprzez głównego bohatera, pisarz krzyczy do nas o potrzebie indywidualizmu, potrzebie obcowania z kulturą i sztuką. Zachęca do porzucenia sztywnych ram narzuconych przez dorosłe życie na rzecz dziecięcego postrzegania świata, pełnego ciekawości i prostoty, braku zmartwień i szczęścia.

 

A gdzie w tym wszystkim jest to tytułowe Zło? Gdzie tak naprawdę czarny kot pokazał swe pazury? Jego misją jest nie tylko rozmowa, ale również działanie i „rozrabianie". Czarny kot poprzez sugestywne obrazy, dowcipne zachowania i mieszanie w życiu innych, próbuje uświadomić głównego bohatera czym jest życie, jak człowiek traktuje sam siebie i co tracimy przyjmując postawę współczesnego, pracującego człowieka. Zamiast myśleć, wybieramy drogę wygodną, którą kieruje zawsze ktoś wyżej od nas położony. Swoje życie pokładamy w rękach szefów, przedstawicieli kościołów, sił nadprzyrodzonych, zamiast kierować się własnym torem i rozumem. Tylko kiedy wszyscy postąpiliby w ten sposób, gdyby każdy porzucił narzucone od setek lat prawa, czy wtedy świat nie pogrążyłby się w chaosie?

 

„Czarny kot" Jarosława Zarębskiego to świetny traktat. Po części monolog wewnętrzny, po części rozmowa, a po części historia zagubionego człowieka niepasującego do szablonu naszkicowanego przez życie. I choć początkowo czarny kot otrzymuje etykietę złego, czy tak naprawdę jest zły? Czym jest dobro i zło? Czym jest świat, z którym musimy się zmierzyć? Czy rzeczywiście granice są takie sztywne?

 

Być może jest to błaha historia, ale świetnie napisana. Być może problem ten był wałkowany wielokrotnie, ale warto poznać spojrzenie autora. Być może zamiast po raz kolejny wbijać się w szary garnitur korporacji, wyjdziemy na zewnątrz, uwolnimy myśli i przypomnimy sobie, jakie marzenia chcieliśmy kiedyś spełnić i co z nich pozostało.

Mała Mi

„Czarny kot" bez wątpienia kusi swoją okładką. Niby nic, w końcu kot to kot, ale jego czarne futro wtopione w równie czarne tło niesie ze sobą jakiś niepokój, przyciąga wzrok. Sprawia, że nie da się przejść obok książki obojętnie.

 

Dawid jest aspirującym pisarzem, a fragmenty jego powstającej książki (niesamowicie nudnej zresztą) wplecione są w treść fabuły. I wiódłby spokojne, ale przeciętne życie pracownika dużej firmy, gdyby pewnego dnia na jego drodze nie stanął sam szatan, pod postacią tytułowego czarnego kota. A ten wprowadza Dawida w zupełnie inny świat – nawiązując do Gombrowicza, próbuje go uwolnić z pewnych form, łamie wszelkie konwenanse i zabiera naszego bohatera w podróż po magicznym Mieście Cudów. Kot, czyniąc swoje egzystencjalne rozważania, posługuje się ironicznym językiem, w ciekawy sposób wyraża swoje myśli, jednak nigdy nie udziela jasnych odpowiedzi. Czyni to z niego bohatera bardzo złożonego i niejednoznacznego, zresztą jak wszystko w tej książce.

 

Pierwsze co przychodzi mi na myśl, myśląc o książce Jarosława Zarębskiego to, że jest ona groteskowa. Świat realny przeplata się z całkowitą fantazją, magicznym Miastem Cudów no i z samym Szatanem, który wpływa na życie Dawida. Całość ma mocno filozoficzny wydźwięk, autor stawia pytanie czy zło w ogóle istnieje. Nie jest to lektura prosta w odbiorze, mimo zaledwie 160 stron ciągnie się niemiłosiernie i nie sposób przeczytać ją w jeden wieczór. Najmocniejszy jej punkt stanowi zakończenie, gdzie akcja nieco przyspiesza, a ostatnie zdania są niejednoznaczne, pozostawiają czytelnika w niepewności i zadumie. Jest to pewnego rodzaju rekompensata za nie najlepszy początek, tak więc warto „Czarnego kota" przeczytać do końca.

 

Prawdą jest to, co możemy przeczytać na okładce – nie jest to książka, którą łatwo sklasyfikować, włożyć w gombrowiczowską formę, do której zresztą sama treść nawiązuje (ale nie tylko, bo można się doszukać nawiązań również do innych dzieł literackich). Tutaj absurd goni absurd, czytamy o Ludwigu van Beethovenie spacerującym po okolicy, by za chwilę trafić do miejsca, gdzie można wejść i „przymierzyć" szereg różnych charakterów tak, by na chwilę stać się kimś innym. Intrygujące? A to dopiero niewielka część tego, co dla swoich czytelników przygotował J. Zarębski.

 

Trzeba wspomnieć o wydaniu. Bo o ile minimalistyczna okładka, idealnie oddająca treść książki jest wielką zaletą, tak cała reszta pozostawia wiele do życzenia. Malutka czcionka tekstu bardzo męczy oczy podczas czytania i być może właśnie to wpłynęło na to, że w tę powieść nie potrafiłam się do końca wciągnąć. Nie mówiąc już o tym, że cytaty, fragmenty książki Dawida i inne tego typu treści są jeszcze mniejsze, tak, że osoby ze słabszym wzrokiem mogą mieć autentyczny problem ze swobodnym odczytaniem tekstu.

 

Niewątpliwie „Czarny kot" nie ulega konwenansom, jest to powieść bardzo oryginalna, ale chyba nie każdy odnajdzie w niej coś dla siebie. Ja przez znaczną jej część się wynudziłam i nie raz miałam ochotę odłożyć ją na półkę i pewnie zrobiłabym to, gdyby nie zobowiązanie, którego się podjęłam. Koniec końców okazała się jednak bardzo intrygująca i niezwykła, więc nie żałuję czasu poświęconego na czytanie. Nie chcę jej ani polecać, ani odradzać – musicie sami zdecydować, czy rozmowy z szatanem, filozoficzne dywagacje na temat dobra i zła, a także absurdalne sytuacje to coś, czemu chcecie poświęcić swój czas.
Za udostępnienie egzemplarza do recenzji dziękuję portalowi Sztukater.

Książki

Fabuła:
Akcja:
Wątki:
Postacie:
Styl:
Klimat:
Okładka:
Polecam:

Polecam:

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież


Okładka wydania

Czarny Kot

Dodatkowe informacje

Podziel się!

Oceń Publikację:

Na naszej stronie nie stosujemy reklam. ;)
Prosimy o dodanie naszej witryny do białej listy.
Ustawienia przeglądarki lub Biała lista (adblock)