Bastion

Autor: Stephen King

Okładka wydania

Bastion


Dodatkowe informacje


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

Wybierz opinię:

Buffy1977

Z placówki epidemiologicznej przez przypadek zostaje uwolniona groźna zaraza, która szybko rozprzestrzenia się po całym świecie, zabijając prawie wszystkich ludzi i niektóre zwierzęta. Garstka ocalałych z pomoru Amerykanów dzieli się na dwa obozy - jedni stają po stronie pewnej staruszki, która twierdzi, że kieruje nią Bóg, natomiast pozostali łączą swoje siły ze sługą Szatana. Niedługo dojdzie między nimi do konfrontacji, a wynik tej walki będzie miał decydujący wpływ na to, jak w przyszłości będzie wyglądał świat.

 

"Bastion" liczy sobie ponad 1000 stron, drobnym drukiem. To najobszerniejsza powieść Stephena Kinga, a zarazem najbardziej rozbudowana zarówno pod kątem fabuły, jak i bohaterów. Czytelnik najpierw zostanie uraczony sugestywnymi opisami niszczejącej siły zarazy, z bliska przyjrzy się ofiarom pomoru. Następnie przyjdzie czas na tzw. "literaturę drogi", gdzie poznamy lepiej naszych bohaterów (zarówno tych pozytywnych, jak i negatywnych) oraz będziemy mieć szansę obserwowania ich długich wędrówek przez wymarły świat, który obfitować będzie w wiele przerażających wydarzeń. Na końcu obejrzymy dwa obozy - jedno społeczeństwo będzie przypominać to sprzed pomoru, ludzie będą starali się stworzyć państwo demokratyczne, choć trzeba przyznać, że nie będzie to dla nich zadaniem łatwym. Natomiast drugi obóz, złożony przede wszystkim z samych kryminalistów i degeneratów stworzy państwo dyktatorskie, nad którym władzę będzie miał nie kto inny, jak sam sługa Szatana. Konfrontacja między obiema społecznościami jest niestety nieunikniona. Tylko czy zwykli ludzie mają szansę w starciu z Mrocznym Człowiekiem, osobnikiem, który opanował wiele nadnaturalnych zdolności, który bez zbytniego wysiłku zjednał sobie rzesze popleczników? Cóż, podobno po stronie naszych pozytywnych bohaterów stoi sam Bóg...

 

Nie mogę powiedzieć, że "Bastion" jest lekką i przyjemną lekturą. Szczerze mówiąc dotychczas chyba nie czytałam powieści, która obfitowałaby w taki ogrom drobiazgowych opisów. Jednak mimo tych obszernych opisów Kingowi udało się uniknąć nudy, ani przez chwilę nie czułam znużenia i wprost nie mogłam się doczekać, aż dowiem się, jak to wszystko się skończy. Niejednokrotnie ta książka wręcz mnie przeraziła. Już pomijam fakt, że traktuje o epidemii supergrypy, a ja kiedy pierwszy raz ją czytałam miałam dość nieprzyjemne scysje z grypą, choć przyznam, że działało to na wyobraźnię. Najbardziej mrożąca krew w żyłach jest zarówno całkiem prawdopodobna wizja postapokaliptycznego świata, jak i pomysł zagłady biologicznej, który do niemożliwych na pewno nie należy - w końcu to może zdarzyć się naprawdę... Dodajmy do tego postać Randalla Flagga, Mrocznego Człowieka, który początkowo wdziera się do snów naszych pozytywnych bohaterów zamieniając je w przerażające koszmary, a kiedy nie udaje mu się przeciągnąć ich na swoją stronę rusza do bezpośredniej konfrontacji.

 

"Czy mam ci wyjaśnić, czego socjologia uczy nas o rasie ludzkiej? [...] Jeden człowiek to święty. Jeśli spotka się dwoje ludzi odmiennej płci, zrodzi się między nimi miłość. Jeżeli spotkają się trzy osoby, natychmiast utworzą coś, co nazywamy społeczeństwem. Cztery osoby zbudują piramidę. Pięć wygna jedną osobę ze swojej grupy. Sześć osób wynajdzie nienawiść. Siedem po paru latach zacznie toczyć ze sobą wojny. Być może człowiek stworzony został na podobieństwo Boga, ale społeczeństwo powstało na wzór Szatana, który wciąż próbuje odzyskać wszystko, co utracił."

 

"Bastion" za względu na swoje obszerne gabaryty w pierwszym wydaniu został ucięty o ponad 150 stron. Dopiero po latach King rozszerzył tę powieść o kolejne ponad 400 stron, zmieniając przy okazji niektóre wątki. Jeśli o mnie chodzi to grubość tej lektury zadziałała na plus, gdyż jeśli idzie o tego pisarza to lubię jak najdłuższe jego powieści. W końcu King tworzy historie, o których chciałoby się czytać bez końca, stwarza postacie, z którymi ciężko jest się rozstać. Tak też jest i tutaj. Mimo nagromadzenia bohaterów autorowi udało się dokładnie scharakteryzować każdego, udało mu się streścić zarówno ich poprzednie życie sprzed zarazy, jak i po. Każdy ich czyn jest znakomicie umotywowany, każdy z nich zyskał odmienną osobowość, w której znaleźć można zarówno cechy pozytywne, jak i negatywne. Nie zabrakło również bohatera dynamicznego, który przed pomorem nie należał do najprzyjemniejszych facetów, za to później z biegiem dni zaczął się zmieniać na lepsze. "Bastion" jest powieścią, gdzie znajdzie się miejsce zarówno dla stuośmioletniej Murzynki, głuchoniemego młodzieńca i upośledzonego mężczyzny i każdy z nich będzie kimś wyjątkowym, kimś kto będzie miał szansę zmienić ten ponury postapokaliptyczny świat. Nie będę zajmować się tutaj dokładną charakterystyką bohaterów, bo zajęłoby mi to cały dzień, ale powiem tylko, że jestem pewna iż każdy znajdzie w tych ludziach, coś, co z miejsca pokocha, coś z czym mógłby się identyfikować. Oczywiście nie mielibyśmy do czynienia z Kingiem, gdyby zabrakło tak prostych uczuć, jak współczucie, żal i przeświadczenie ogromnej niesprawiedliwości. Autor znalazł tutaj miejsce zarówno na śmiech, smutek, jak i dojmujące uczucie beznadziei - słowem: podczas czytania "Bastionu" znajdzie się czas zarówno na śmiech, jak i łzy, a to wszystko w otoczeniu wszechobecnego zła, które niejednokrotnie wprawi nas w ogromne przerażenie.

 

"Bastion" mogę niestety polecić tylko osobom, którzy mają już jakieś doświadczenie z twórczością Stephena Kinga, bowiem dla początkujących ta powieść może się wydać odrobinę za ciężka. Jeśli o mnie chodzi jest to lektura, która zdecydowanie należy do moich ulubionych, dlatego też tak często do niej wracam. W 1994 roku na podstawie powieści powstał miniserial wyreżyserowany przez Micka Garrisa, który choć trochę ubogi fabularnie (w porównaniu do książki) idealnie oddaje ducha kingowskiego klimatu.

Michał Lipka

KLASYKA POSTAPO

 

Kiedyś Stephen Kinga napisał, że dla wielu swoich fanów mógłby odejść w roku 1978 i nic by się nie stało. To wtedy na rynku pojawiła się powieść „Bastion”, dla rzeszy czytelników najlepsze dzieło Króla. Co prawda była to wersja mocno okrojona, bo autor ze względu na długość całości zmuszony był wyciąć 30% tekstu, ale to właśnie w niej czytelnicy zakochali się bardziej, niż w wersji pełnej, która a rynku pojawiła się dwanaście lat później. Teraz, czterdzieści lat po premierze pierwszej edycji, „Bastion” powraca na półki polskich księgarń, oczywiście w niepociętej edycji, przyozdobiony o nową okładkę. Kto jeszcze go nie czytał, ma teraz okazję nadrobienia tego ewidentnego błędu, bo chociaż osobiście nie jestem wielkim wyznawcą tej powieści, to cenię jej jakość, klimat i siłę wymowy, której próżno szukać wśród współczesnych dzieł z gatunku postapo.

 

Rok 1990. Żołnierz Charles Campion pracujący w pobliskiej bazie wojskowej wraca niespodziewanie do domu. Spanikowany, przerażony wręcz, szykuje się do ucieczki wraz z żoną i dzieckiem. Przed tym, co się stało nigdzie jednak nie znajdzie schronienia. Morderczy wirus, który został przypadkowo wypuszczony wkrótce pozbawia życia ponad 99% ziemskiej populacji. Koniec? Raczej początek, nie tylko nowego życia, ale i nowego koszmaru. Zdziesiątkowana ludzkość stara się odnaleźć w nowym świecie, gdzie nic nie jest takie, jakim było do tej pory. Nękani przez tajemnicze sny ocaleni wyruszają w drogę ku swemu przeznaczeniu, którym będzie ostateczna walka dobra ze złem. Każdy będzie musiał opowiedzieć się po którejś ze stron, na każdego czekają też nowe zagrożenia. Czy w świecie, który stał się masowym grobem, budząc w ludziach najgorsze instynkty, jest jeszcze miejsce na nadzieję, miłość i szczęście?

 

Gdyby zapytać mnie jaka jest moja ulubiona ekranizacja książek Kinga, wymieniłbym „Lśnienie” i „Carrie”, ale obok nich podałbym także tytuł, który na pierwszy rzut oka z żadną z prac tego autora się nie kojarzy – serial „Lost: Zagubieni”. Podobnie, jak to ma miejsce z popularną ostatnio produkcją „Stranger Things”, „Lost” był dziełem złożonym z licznych pomysłów zaczerpniętych z dzieł Króla. Od wątku z lotem, w trakcie którego znika część pasażerów (nowelka „Langoliery”), po bunkier rodem ze „Stukostrachów”. Najwięcej zaczerpnięto jednak z „Bastionu” właśnie. W „Zagubionych” znajdziemy bowiem poszczególne postacie, które właściwie różnią się tylko imionami (narkoman-rockman, samotna ciężarna dziewczyna itd.), sceny (rozbrajanie bomby, bomba atomowa, Człowiek w czerni odwiedzający bohatera w więzieniu), wątki (wizje) a nawet motywy w stylu „żyjemy wspólnie, umieramy samotnie”.

 

Po tym wszystkim widać wyraźnie, jak wielki wpływ wywarł na niektórych „Bastion” i nie ma się co temu dziwić. To dobra książka, monumentalna i imponująca swoim rozmachem. King, inspirując się tu „Earth Abides” George’a R. Stewarta, sprawą Patty Hearst oraz (po raz kolejny zresztą) „Władcą pierścieni”, stworzył dzieło łączące w sobie jego pasje i wszystkie charakterystyczne dla jego prac elementy. Mamy więc małą społeczność, tajemnicze wydarzenia, fantastykę, grozę, czołowego antagonistę twórczości Króla, czyli Człowieka w czerni, powoli snutą fabułę, dużo znakomitych wątków obyczajowych i polityczno-społeczne zaangażowanie.

 

Stylistycznie rzecz jest typowa dla Kinga z lat 70. i 80., lekka, przyjemna w odbiorze, a zarazem krwista, literacko satysfakcjonująca i naprawdę udana. W oczy nie rzucają się nawet przeróbki dokonane w roku 1990, kiedy to King uwspółcześnił niektóre elementy (zresztą czas akcji różnił się w „Bastionie” w zależności od wersji). Fabularnie całość też jest udana, niestety w pewnym momencie autor sam nie wiedział, jak ma wybrnąć ze swojej opowieści, a kiedy wpadł na rozwiązanie, uznał je za świetny pomysł, a nie do końca tak jest. Po snutej niespiesznie przez niemal 1000 stron historii, wszystko nagle zostaje ucięte niczym nożem. Ma to swój sens, ma umotywowanie, ale jednak stanowi pewne rozczarowanie, bo nie to obiecywała powieść na początku.

 

Nie zmienia to jednak faktu, że „Bastion” to książka absolutnie warta poznania. Fani Kinga i miłośnicy dobrej fantastyki koniecznie powinni po nią sięgnąć, bo jest ciekawa, mocna, czasami poruszająca, czasami obrzydzająca, dostarczająca rozrywki na wiele długich dni (to w końcu najdłuższe dzieło w dorobku autora z Maine, a każdy, kto zna jego twórczość, doskonale wie, jakie tomiszcza wychodzą spod jego rąk). Ja ze swej strony polecam bardzo, bardzo gorąco, współczesne książki postapo (z drobnymi wyjątkami, jak „Strażak” Joe Hilla… syna Stephena Kinga) do pięt jej nie dorastają.

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież


Współpracujemy z:

KARTA BIBLIOTECZNA

BIBLIOTECZKA

  • Załóż swoje konto
  • Karta Do Kultury

    Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
    *obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
    *dodawać je do ulubionych
    *polecać innym czytelnikom
    *odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
    *listować pozycje, które posiadasz
    *oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
    Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!