Brak Złudzeń

Autor: Marcin Pietraszek

Okładka wydania

Brak Złudzeń

Dodatkowe informacje

  • Autor: Marcin Pietraszek
  • Tytuł Oryginału: Brak Złudzeń
  • Gatunek: Powieści i Opowiadania
  • Język Oryginału: Polski
  • Liczba Stron: 176
  • Rok Wydania: 2010
  • Numer Wydania: I
  • Wymiary: 125 x 195 mm
  • ISBN: 9788362518012
  • Wydawca: Comm
  • Oprawa: Miękka
  • Miejsce Wydania: Poznań
  • Ocena:

    3.5/6

    6/6


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

Wybierz opinię:

Jjon

„Brak złudzeń – to odtrutka na lukrowane różową polewą, hurraoptymistyczne książki, przekonujące, że życie jest zabawą, w której możesz osiągnąć wszystko, a jeśli ci się nie udaje, pewnie coś z Tobą nie tak i trzeba cię leczyć."

 

„Po przeczytaniu można ponownie wrócić do życia w świecie złudzeń, choć ostrzegamy, że może nie być to już to samo życie."

 

Oto fragmenty opisu z okładki książki Marcina Pietraszka 'Brak złudzeń', które zadziałały na mnie na tyle odstraszająco, że nie bardzo mogłam zabrać się za czytanie. Sama książka na szczęście okazała się lepsza niż się spodziewałam po przeczytaniu opisu, z którego wynika, że jest ona adresowana do wielbicieli romansów z happy endem (to chyba te 'hurraoptymistyczne książki'), nie znających prawdziwego życia. Nie było to jednak wrażenie aż tak pozytywne, że mogłabym powiedzieć, że zmieniło moje postrzeganie świata czy odarło mnie ze złudzeń.

 

Odebrałam tę książkę jako opowieść o przysłowiowym 'szewcu, co bez butów chodzi' czyli o psychoterapeucie, który pomaga innym, a nie umie pomóc samemu sobie. Tak, psychoterapeuta też człowiek - i on ma swoje problemy i też podzieliłby się chętnie swoimi odczuciami z kimś bliskim. O czyjąkolwiek bliskość dość trudno – żona odeszła, dzieci nie ma, przyjaciele byli kiedyś... Bliski kontakt doktora Zygmunta Frońda (!) z ludźmi ogranicza się do spotkań z pacjentami i jest to zwykle kontakt ściśle zawodowy. Nie ma w nim miejsca na spoufalanie się. W życiu jednak bywa różnie...

 

Autor zabłysnął znajomością ludzkiej psychiki oraz wiedzą z dziedziny psychologii. Zarówno postać Zygmunta, jak i jego pacjentów – Walentego, Eweliny oraz jej matki Marii, są bardzo wyraziste w swojej nijakości. Walenty uważa siebie za nieudacznika i nie umie poradzić sobie z samym sobą. Maria z kolei to dla mnie doskonały przykład kobiety bez własnego zdania. Ewelina z kolei to kobieta, która sama nie bardzo wie, jaka jest. Każdy z nich doświadcza w jakiś sposób samotności i każdy z nich szuka bliskości drugiego człowieka.

 

Może gdyby nie druzgocąco obleśny, niesmaczny i nic nie wnoszący realizm (a wręcz surrealizm – bleee!) w opisie scen erotycznych, powieść straciłaby pewnie mniej w moich oczach, bo generalnie czyta się ją szybko i lekko, mimo ciężkiej tematyki.

Dariusz S. Jasiński

Moja żona zwykle mawia, że jestem nastawiony do życia aż zbyt optymistycznie i swoim hiperrealizmem stara się utrzymywać równowagę w naszym związku. Faktycznie niewiele rzeczy potrafi na dłużej wytrącić mnie z pozytywnego nastawienia i wywołać trwalszy niepokój. Gorsze dni ma każdy, ale prawdziwie przytłoczyła mnie dopiero książka Marcina Pietraszka „Brak złudzeń”.

 

Autor, socjolog i specjalista w zakresie zarządzania zasobami ludzkimi, debiutował opowiadaniem „Kierowca”, opublikowanym w miesięczniku „Odra”. W 2007 roku ukazał się jego zbiór opowiadań pt. „Poza prawdą i kłamstwem”. Książka została nominowana do plebiscytu „Książka roku 2007” przez portal wp.pl. W ogólnopolskim konkursie „O Laur Dziewina” jego opowiadanie „Rozmowa z żoną” znalazło się na podium. W 2012 r. jego jednozdaniowe opowiadanie „Adam” trafiło do prowadzonego przeze mnie kwartalnika Kontury. Marcin Pietraszek to jednak nie tylko literatura. W konkursie fotograficznym „Mazowsze bliskie sercu” zdobył pierwszą nagrodę, co uświadamia, jak szerokie ma horyzonty.

 

W pierwszej części książki Zygmunt, doświadczony, ale już niepraktykujący psychoterapeuta jest proszony o spotkanie ze swoim byłym klientem. Zgadza się, ale robi to niechętnie. Walenty opowiada jak ciężkie było jego życie osoby zawsze przegranej i jak wspaniale czuje się teraz, gdy także dzięki Zygmuntowi udało mu się odmienić wszystko i czuć wreszcie szczęście.

 

Po tym wyznaniu serdecznie współczułem nie tylko Walentemu, ale w zasadzie wszystkim osobom, które znam, a które mają niskie poczucie własnej wartości. Zdałem sobie sprawę, że te wszystkie wyimaginowane ograniczenia jakie narzucają sobie takie osoby niesamowicie utrudniają funkcjonowanie w naszym „wyścigu szczurów”. Ciekaw byłem, skąd autor czerpał wzorce Zygmunta i Walentego.

 

„Żadna z postaci nie jest odwzorowaniem realnie istniejącej osoby, jednak moi bohaterowie mają cechy i doświadczenia różnych osób, które miałem przyjemność poznać. Powieść wymagała skondensowania cech wielu różnych ludzi w kilku tylko bohaterach. Dzięki temu jednak są to postaci dość wyraziste (mimo mało pasjonującego trybu życia), a zarazem na swój sposób realne, mogące występować w prawdziwym życiu. Zależało mi, żeby bohaterowie nie byli <>, by raczej przywoływali czytelnikowi na myśl osoby, które rzeczywiście mógł spotkać w swoim życiu. Nie wiem na ile to mi się udało, ale taki był cel” - mówi Marcin Pietraszak.

 

Dokładnie to udało się uzyskać, całą powieść czytało się doskonale, a chęć poznania przedstawionych w dwóch kolejnych częściach dalszych, coraz bardziej przygnębiających losów obu panów sprawiała, że nie mogłem się od książki oderwać. Jednak ze strony na stronę czułem się mocniej przygniatany nadmiarem nieszczęść. Okazuje się, że Zygmunt, człowiek przebojowy, do niedawna prowadzący swoją praktykę przez kilka złych decyzji potrafił wpaść w poważne kłopoty, pogłębiające się i ciągnące go w dół. Tak więc Marcin Pietraszek pokazuje, że życie potrafi być okrutne nie tylko dla tych, którzy utracili wiarę w siebie. Tej przecież Zygmunt nie pozbył się mimo przeciwności losu. Uświadomiłem sobie, że pech dosięgnąć może każdego. Także mnie, wystarczy jeden nierozważny krok. Po zamknięciu książki przez dłuższy czas siedziałem w fotelu jeszcze raz układając sobie w myślach losy Zygmunta, bo to z nim byłem w stanie się utożsamić. Jego błędy były drobne. Być może na jego miejscu zachowałbym się podobnie. Jeden zły ruch i całe dotychczasowe życie może zostać zburzone. Siedziałem w milczeniu, oddychałem miarowo i czułem skrajne przygnębienie...

 

Autor wyjaśnił mi skąd tak skrajny wydźwięk jego prozy: „Mówi się, że każdy ma do opowiedzenia jakąś historię. To, co bardzo chciałem powiedzieć ja, zawarłem właśnie w tej książce. Postanowiłem zebrać w <
> wiele swoich przemyśleń i spostrzeżeń. Podczas pisania często korzystałem z wcześniejszych notatek. Chciałem być nieco przekorny, iść pod prąd, choć zarazem zrobić to w sposób, który nie będzie bezmyślnym buntem, ale w miarę inteligentnym protestem przeciwko sztucznie nadmuchiwanej jaskrawymi kolorami rzeczywistości. Może zresztą <> to za duże słowo. To raczej głos w dyskusji, próba zwrócenia uwagi na sprawy i aspekty, których na ogół nie chcemy zauważać. Pokazałem np., że powszechnie promowany hurraoptymizm w pewnych sytuacjach może być krzywdzący, może bowiem rozbudzać nadzieje trudne do zaspokojenia. Poza życiowymi obserwacjami, inspiracją była też literatura, w tym szczególnie proza Houellebecqa. <<cząstki elementarne="">> wywarły duży wpływ na ostateczny kształt mojej powieści.”

 

Kiedy już otrząsnąłem się i doszedłem do klasycznego wniosku hurraoptymisty, jakim przecież jestem, że mnie to na szczęście jednak nie dotyczy. Uświadomiłem też sobie, że jeśli książka tak dołująco wpłynęła na mnie, jak mogą na nią zareagować osoby o słabszej psychice? Spytałem Marcina Pietraszka czy powieść nie wpłynie na pogłębienie stanu depresji u takich osób?

 

„Zdaję sobie sprawę z tego, że może tak być. To jednak świadczyłoby o olbrzymim polu rażenia tej prozy, o jej wielkiej mocy. Mam nadzieję, że częściej niż depresję, powieść ta będzie jednak wywoływała pragnienie refleksji, przemyślenia elementarnych spraw w swoim życiu. Tę książkę można odczytywać na wiele sposobów - nie tylko pesymistycznie, ale i przewrotnie, dostrzegając w pewnych miejscach choćby przesadę, w jaką popada osoba gnębiona depresyjnymi myślami. Czytelnik wcale nie musi zgadzać się na perspektywę, jaką przyjęli moi bohaterowie. Tym bardziej, że ich sposób myślenia nie doprowadził ich do niczego dobrego. Może więc należało w tych samych sytuacjach postąpić zupełnie inaczej niż oni?”

 

Osobiście mam wrażenie, że powieść „Brak złudzeń” ma moc oddziaływania na czytelnika. Przeraża w niej nieuchronność złych zdarzeń. Sam doświadczałem takich feralnych serii, kiedy to w zasadzie w ostatniej chwili udało się jakąś część mojego życia uchronić przed rozsypką. Jednak to właśnie wiara do końca w to, że będzie lepiej pozwalała mi się wydźwignąć z często beznadziejnych sytuacji.

 

Optymista zawsze wierzy w zwycięstwo nie chce dopuścić do siebie myśli o przegranej. Pesymista jak każdy człowiek mający mało wiary we własne możliwości zdaje sobie sprawę, że porażki są możliwe i je akceptuje. Czy ktoś przygotowany na porażkę w trudnych momentach nie podda się zbyt szybko? Czy nie zachowa się jak Walenty?

 

Powieść jest świetna. W każdym powinna wywołać potrzebę refleksji nad samym sobą i ludźmi wokół nas. Pomaga zobaczyć błędy, często nieświadomie wykonane gesty potrafiące zranić tych, którzy są na nie wrażliwi. Jedno jest pewne „Brak złudzeń” w pamięci pozostaje na długo, zmusza do chłodnego spojrzenia na życie. Ja jednak nie dam się autorowi wciągnąć w depresję, pozostanę optymistą, takim, który swym nastawieniem czasem wręcz drażni ukochaną żonę. Wiem jedno, nawet po długiej serii porażek przychodzi to jedno małe zwycięstwo, które zmienia wszystko na lepsze. Warunek - nie wolno poddać się zbyt wcześnie. Wiem coś o tym...

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież


Współpracujemy z: