Bóg Zapłać Wojciech Tochman

Wybierz opinię:

Maciej Bywalec

„Bóg zapłać" jest wydanym w marcu 2010 roku zbiorem reportaży autorstwa Wojciecha Tochmana, byłego dziennikarza Gazety Wyborczej, współtwórcy programu telewizyjnego „Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie", założyciela fundacji „ITAKA". Debiutował jeszcze jako nastolatek pisząc do tygodnika „Na Przełaj", po 3 latach rozpoczął współpracę z „Gazetą". „Bóg zapłać" to wybór znanych, publikowanych już wcześniej tekstów. Tochman jest reporterem utalentowanym, wielokrotnie nagradzanym, dwukrotnym finalistą nagrody literackiej NIKE, profesjonalistą stojącym na straży dziennikarskiej rzetelności (np. w reportażu pt. „Amen"), nie obawiającym się tematów trudnych i niewygodnych. Jego debiutancką książkę „Schodów się nie pali" chwalił sam Ryszard Kapuściński oraz Hanna Krall, autorzy, od których – jak mówi Tochman – zaczęła się jego fascynacja reportażem. Dodaje, że zaważyło także wrodzone wścibstwo. Mógłbym wyliczać dalej jego osiągnięcia, sukcesy, inicjatywy, lecz poprzestanę na tym, bo dowiodłem już – jak mi się wydaje – że jest to człowiek oddany swojej pracy, pasji, utalentowany i społecznie zaangażowany. Aż ciśnie się na usta, że to „człowiek z misją", lecz on sam unika takiego myślenia.

 

„Bóg zapłać" jest zbiorem 14 reportaży społeczno-obyczajowych, z których każdy opowiada historię niezwykłą, historię o cierpieniu, rozpaczy, zrezygnowaniu, śmierci, wierze. Szokujące tło tych opowieści stanowi obraz społeczeństwa polskiego, tak skrajnego w swych postawach. Raz wyrozumiałe, łączące się w bólu z rodzicami ofiar katastrofy autokaru, przyzwala im na zachowania całkiem niesprawiedliwe. A raz okrutne i podłe wobec molestowanej przez księdza kobiety (z reportażu „Atmosfera miłości"), czy chorego, zdeformowanego chłopca („Schodów się nie pali"). Bywa też zimne i obojętne, jak w przypadku matki, której córka nigdy nie dotarła do domu po szkolnej dyskotece („Zażalenie"). Tochman, który poruszał już tematy wielkie – tematy ludobójstwa w Bośni, czy terroryzmu na Bali – tutaj sięga do historii indywidualnych, zwykłych ludzi, nie żyjących w państwie ogarniętym wojną, niektórzy z nich są znani, jak Wanda Rutkiewicz i rodzina Beksińskich, lecz nie ma to większego znaczenia. W końcu reportaż pt. „Siedem razy siedem" mniej traktuje o życiu popularnej himalaistki, bardziej o miłości matki do córki i jej nigdy nie gasnącej nadziei na szczęśliwe zakończenie, na jej powrót. Są to historie tragiczne, w większości wręcz ekstremalne i nieprawdopodobne, by nie nazwać ich za Juliuszem Kurkiewiczem „tabloidowymi". Do sfery zainteresowań autora (jeśli mogę tak to określić) należą bowiem zniknięcia, porwania, ludzie naznaczeni chorobą, poszukiwanie bliskich, oczekiwanie, alienacja, a także wszelkie przejawy wiary. Skupię się na chwilę właśnie na tym ostatnim, jako że paleta odcieni religijności, jaką prezentuje „Bóg zapłać" jest bardzo bogata. Mamy wiarę czystą, bezinteresowną, piękną i radosną, jak w przypadku Zdzisława Borowca („Przez Pragnienie"), który jeszcze na początku swej drogi zginął tragicznie podczas trzęsienia ziemi w Asyżu. Mamy wiarę silną, dodającą otuchy i odrobinę naiwną, przy czym jest to jedyny w książce przykład wiary niechrześcijańskiej („Siedem razy siedem"). Mamy też wielopoziomowy, wielowątkowy reportaż „Mojżeszowy krzak", w którym jest i sprawdzian wiary i próby dociekania, uzasadniania tragedii, są wątpliwości pasażerów drugiego autobusu, którzy nie zareagowali, jest obojętność świadków wypadku obserwujących walczącą o życie młodzież z bezpiecznego dystansu, jest kryzys wiary, jest ranny, który żałuje swojego szczęśliwego ocalenia i popada w odrętwienie.

 

W tytułowym „Bóg zapłać" bohaterami są mąż i żona, małżeństwo toksyczne, w którym na żonie spoczywa presja urodzenia gromadki dzieci pomimo ryzyka śmierci, o którym informują ją lekarze. Schorowana, niepełnosprawna do końca modli się o uzdrowienie, nie swojego ciała, lecz rodziny dla której poświęciła tak wiele. Wiara jest tam pocieszeniem, nadzieją. W „Atmosferze miłości" bohaterką jest kobieta, która była w dzieciństwie molestowana przez księdza. Dziś jest matką i chcąc chronić swoje córki, przełamuje zmowę milczenia. W opowieści tej mamy okazję przyjrzeć się mentalności polskiej wsi, gdzie hierarchia, priorytety i zwyczaje pozostały – jak się wydaje - niezmienione od kilkuset lat. Matka występująca w obronie swoich dzieci staje się obiektem zmasowanego linczu ze strony mieszkańców wsi, dla których oskarżenie księdza jest niczym wymierzenie policzka całej społeczności. Ksiądz tłumaczy, że sprawa tak naprawdę dotyczy dawnych waśni pomiędzy wyznawcami grecko-katolickimi i rzymsko-katolickimi, które to tłumaczenie podchwytuje ludność jak zawsze spragniona absurdalnych teorii spiskowych. Pani Alina zostaje upokorzona zarówno przez sąsiadów jak i własną rodzinę. Historia ta posiada także drugie dno, które tłumaczy wieloletnią zmowę milczenia żeńskiej części parafii. Kobieta w poruszającym liście – odpowiedzi na anonim – wyznaje, że kocha proboszcza, że dawał jej miłość, otaczał czułością, oferował coś, czego nie mogła zaznać w domu. W efekcie sama zabiegała o jego względy i z tego co pisze nie była jedynym takim dzieckiem. Wstyd, obrzydzenie, upokorzenie – to wszystko przyszło znacznie później, kiedy dojrzała.

 

Kontynuacja reportażu „Mojżeszowy krzak" - „Amen" prezentuje nam wiarę wykoślawioną, wykolejoną, słabą. Nie stanowi ona dla rodziców ofiar wypadku oparcia. Chrześcijańskie wartości, jak choćby: braterstwo, miłosierdzie, pokora i umiejętność przebaczania przysłania im niezdrowa obsesja. Reportaż ten pokazuje, jakimi przywilejami dysponują w naszej kulturze ludzie, których dotknęła tragedia. Choćby ich cierpienie miało stać się powodem krzywdy innej, zupełnie niewinnej osoby, nikt tego szaleństwa nie powstrzyma, nie zgłosi sprzeciwu. Zjawisko przybiera nieprawdopodobne rozmiary skoro pełnemu rozpaczy terrorowi poddają się nawet miejscy urzędnicy, finansując ze środków publicznych upamiętniającą wypadek kapliczkę. Mało tego, nie widzą niczego złego w pominięciu nazwisk niektórych ofiar. Co ciekawe, rodzice poszukujący winowajców tragedii, wyłączają ze swego „śledztwa" księdza – przewodnika pielgrzymki – który był świadkiem zdarzenia. Autor podpowiada, że właśnie na nim spoczywał obowiązek zareagowania, zorganizowania jakiejś pomocy, podczas gdy on, jak gdyby nigdy nic, poprowadził swój autobus okrężną drogą. Ksiądz jest więc poza podejrzeniami, co uświadamia jakim autorytetem i kredytem zaufania ze strony wiernych (dosłownie „wiernych") cieszą się duchowni we współczesnej Polsce. Może i to nie jest spektakularne odkrycie, ale oczekiwałbym od człowieka XXI wieku znacznie większej świadomości, czy zdolności do samodzielnej refleksji. Ksiądz, który na swoje usprawiedliwienie powiedział, że „nie było tam sensu iść" i że „to, co się stało trzeba rozpatrywać w kategoriach wiary" poza Tochmanem nie był przez nikogo zmuszany do wyjaśnień. W tym jednym przypadku jednakże, odniosłem wrażenie, że autora poniosło. Akcentując moralnie wątpliwy czyn księdza zdaje się on naciągać tą mało znaczącą sytuację (brak należytej reakcji na wypadek autobusu) na potrzeby efektownej tezy. Teza być może nie jest tutaj odpowiednim słowem, bo autorowi chodzi raczej o wzbudzenie negatywnych uczuć do duchownego. W każdym razie, moim zdaniem ksiądz, jako opiekun drugiej pielgrzymki zachował się racjonalnie nie narażając większej liczby nastolatków. Bardziej bulwersujący jest opis kierowców samochodów osobowych, którzy całe zdarzenie obserwowali z założonymi rękami („Mojżeszowy krzak"). Mogłoby to posłużyć za - wstrząsającą - ilustrację współczesnego społeczeństwa. Kontrowersyjny reportaż „Wściekły pies" zamyka cykl i jest to finał szokujący, przełamujący pewne tabu. Opowiada o księdzu-homoseksualiście, zakażonym wirusem HIV. Reportaż ten przybiera formę homilii i zwodzi czytelnika, przez cały czas przekonanego, że jest to rejestracja prawdziwego wydarzenia. Tekst ten jest nadzwyczaj niewygodny, ksiądz bowiem oprócz przyznania się do swej orientacji i choroby, wyznaje szereg swoich grzechów: żył w kłamstwie, oszustwie, nieczystości, wykorzystywał pieniądze parafianów na własne potrzeby. Zdradza także słabe punkty seminariów duchownych. Przedstawia je, jako miejsce pozbawione kreatywności i rozwoju, uczące udawania, zabijające indywidualność. Kapłan ma być taki, jakim chcą go widzieć wierni. Ksiądz ten jednak nie jest hipokrytą cynicznym, bezczelnym. Przekonuje o swojej bezwarunkowej miłości do Chrystusa, o bólu jaki towarzyszy mu za każdym razem, gdy grzeszy, o wstydzie i zmęczeniu życiem w kłamstwie. Jest on hipokrytą cierpiącym i wydaje się, że nic już jego losu nie odmieni. Nawet gdyby kiedyś zaprzestał takiego życia, jakie prowadzi dziś, o grzechu będzie mu zawsze przypominać choroba. Wojciech Tochman wyznał w jednym z wywiadów, że jest to jeden z najtrudniejszych tekstów w jego karierze. Z kolei dla osoby silnie religijnej może to być najtrudniejsza lektura w życiu. Dbałość o szczegóły – jak twierdzi autor – buduje historie, toteż w każdym z jego reportaży pojawiają się detale, które potrafią prześladować jeszcze długo po ich przeczytaniu. We „Wściekłym psie" szczególnie urzekło mnie pełne autoironii, gorzkie stwierdzenie księdza: „Niektórzy z was mnie znają. Jako otwartego, uśmiechniętego, nowoczesnego kapłana w czapce z daszkiem".

 

„Bóg zapłać" łączy w sobie wyczuwalną lekkość pióra autora z, niekiedy ekstremalnie trudnymi, zagadnieniami, jakich się podejmuje. Sprawia to, że przyswajanie tekstu jest łatwe, natomiast odbiór – zdecydowanie nie. To prawdziwy talent opowiadać w tak przejrzysty, klarowny sposób tak trudne historie. Nie bez znaczenia jest też wrażliwość, klasa, wyczucie, pomagające użyć odpowiednich słów, takich które nikogo nie zranią. Gdy mowa o Wojciechu Tochmanie, padają zwykle określenia: empatia, wrażliwość, profesjonalizm. On sam obawia się wielkich słów, takich jak np. „misja" tłumacząc, że jego zadaniem jest jedynie „pisanie ważnych historii". W innym wywiadzie wyznaje: „Trzeba pisać tak, żeby ludzi jakoś poruszyć, sprawić, by czytelnik po odłożeniu tekstu przez dziesięć minut o tym pomyślał albo przypomniał sobie o tym na drugi dzień. To też jest jakieś reperowanie świata, próba zmiany ludzkich postaw". Mimo że autor wielkich słów unika, jego działalność zarówno w telewizji jak i ta piśmiennicza (o fundacji „ITAKA" nie wspominając) nosi znamiona misji. Omawiana tu przeze mnie książka jest tego najlepszym dowodem. Na szczególne wyróżnienie zasługuje reportaż „Więzień", którym autor stara się podnieść świadomość społeczną i dowieść, że nasze sądy, w znacznej mierze powierzchowne, bywają bardzo krzywdzące. Pokazuje, jakim trudem jest życie z chorobą Tourette'a - także dla najbliższych chorego. Ukazuje, jakie są perspektywy, aspiracje i marzenia osoby, która nie panuje nad swoim ciałem. W reportażu „Człowiek, który powstał z torów" przybliża czytelnikom przypadek osoby bez pamięci, wspomnień i tożsamości. Opowiada historię Janka, któremu pomagał wraz z współpracownikami fundacji i tutaj też, choć może niechcący, wpływa na zwiększenie świadomości. Janek bowiem, zanim trafił pod skrzydła „ITAKI" był bezdomny i żył na dworcu centralnym w Warszawie. Może po przeczytaniu tekstu Tochmana ludziom nie przyjdzie już tak łatwo ocenianie osób z marginesu – wykluczonych, bezdomnych, włóczęgów. W jednym z wywiadów autor wspominał, że jednym z reportaży wpłynął na życie jego bohaterki. Chodziło o Alinę P. dla której opublikowanie „Atmosfery miłości" było impulsem do opuszczenia wsi i pozostawienia dawnego, nie rozpieszczającego jej życia za sobą. Prócz pełnienia funkcji informacyjnej, teksty Tochmana znane są także – a ta książka nie jest wcale wyjątkiem – z poruszania, wzbudzania silnych emocji. Tym co tak bardzo wpływa na przejęcie czytelnika, jest być może ta dbałość o szczegóły, o której pisałem wcześniej. Wiadomo, że każdego emocjonują zgoła różne rzeczy. Moje wspomnienie historii zebranych w „Bóg zapłać" zapewne różni się od wrażeń innych czytelników, a to – jak sądzę – zasługa bogactwa opisów, detali. Autor, który doskonale zdaje sobie z tego sprawę, przyznaje, że zdarzają się kilkuset-kilometrowe wyjazdy, tylko po to, by zdobyć jakąś jedną brakującą informację. Autor posiada też bez wątpienia zdolność empatii i talent do wnikania w czyjąś psychikę. Za dowód może posłużyć przykład Pani Aliny, która wcale nie opowiedziała Tochmanowi o swoim związku z księdzem tak klarownie, jak on to później uczynił w „Atmosferze miłości". W jednym z wywiadów opowiadał, że listu zawartego w tym reportażu nie napisała bohaterka. To on sformułował go na podstawie rozmów z Aliną P. i ku późniejszemu jej zaskoczeniu, rozpoznał sytuację lepiej niż ona sama.

 

Struktura tekstu Tochmana jest dość przejrzysta, w znacznej większości pokrywa się z podręcznikowym przykładem reportażu, tj. wstęp – wprowadzający w wydarzenia, zapoznający z bohaterami, zawiązanie akcji, rozwiązanie ukazanego wcześniej konfliktu i zakończenie ukazujące niekiedy refleksje, uwagi autora. Jednym wyjątkiem, na który zwróciłem uwagę, jest reportaż „Bóg zapłać", w którym narracja podzielona jest pomiędzy męża i żonę. Zabieg ukazuje oddzielne, różne punkty widzenia na te same sprawy, na ich wspólne życie. Wypowiedzi podzielone i ułożone są w taki sposób, że tekst ten spełnia wyżej wymienione warunki dotyczące struktury. Po wprowadzających, krótszych, następują dłuższe. Sekwencję kończą krótkie zdania małżonków, które nic nie rozstrzygają, pozostawiają czytelnikowi miejsce na refleksje, być może rozstrzygnięcie – kto jest ofiarą, a kto oprawcą, komu należy się litość, komu potępienie itd.

 

Czy budowa tekstów jest przewidywalna, czy nie, nie ma to większego znaczenia. Obrazowe opisy, świetny styl, przemyślana forma, bezstronność i wielość szczegółów nadają reportażom charakter wręcz filmowy. W zawsze entuzjastycznych recenzjach książek Wojciecha Tochmana, spotkałem się także z porównaniami do opowiadania lub przypowieści. Ilu czytelników, tyle interpretacji. Tym, co jeszcze da się wyczytać o Tochmanie z jego reportaży jest: rozwaga, dyskrecja oraz szacunek względem bohaterów. Bardzo ładnie ubrała to w słowa Hanna Krall, przy okazji debiutanckiego - „Schodów się nie pali". „Pisząc o autentycznych osobach, wie o nich więcej, niż ma prawo nam opowiedzieć. Zaborczości reportażu towarzyszy zatem sztuka dyskrecji i rezygnacji".

 

Jakie korzyści daje lektura „Bóg zapłać"? Ukazuje temat samotności, wiary i religijności we współczesnej Polsce, przy czym niekiedy sięga po przykłady ekstremalne, szokujące, niesamowite. Ukazuje także temat śmierci, choroby, ludzkiej tragedii i robi to z klasą, wrażliwością i empatią, co w dzisiejszym dziennikarstwie jest prawdziwą rzadkością. Mówi o bezwarunkowej miłości: braterskiej, siostrzanej, matczynej, ojcowskiej, o stracie, nadziei, wszystkich możliwych rodzajach cierpienia (fizyczne, psychiczne, duchowe). Uświadamia, angażuje, otwiera na zagadnienie wykluczenia społecznego i alienacji. Zwalcza „straszną chorobę naszych czasów" – jak o „obojętności" niegdyś pisał Ryszard Kapuściński. Uwrażliwia.

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież


Okładka wydania

Bóg Zapłać

Dodatkowe informacje

  • Autor: Wojciech Tochman
  • Tytuł Oryginału: Bóg Zapłać
  • Gatunek: Literatura faktu
  • Język Oryginału: Polski
  • Liczba Stron: 240
  • Numer Wydania: I
  • Wymiary: 125 x 195 mm
  • ISBN: 978-83-7536-178-0
  • Wydawca: Czarne
  • Oprawa: Miękka
  • Miejsce Wydania: Wołowiec
  • Ocena:

    -

Podziel się!

Oceń Publikację:

Na naszej stronie nie stosujemy reklam. ;)
Prosimy o dodanie naszej witryny do białej listy.
Ustawienia przeglądarki lub Biała lista (adblock)