Brak Tchu

Autor: George Orwell

Okładka wydania

Brak Tchu

Dodatkowe informacje


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

Wybierz opinię:

Isadora

"Wiem tylko, że jeśli na czymś choć odrobinę wam zależy, lepiej już teraz się z tym pożegnajcie, ponieważ cały wasz świat pogrąża się, niknie powoli w bagnie przy wtórze serii z karabinu maszynowego."

 

Być może "Brak tchu" nie należy do najbardziej znanych utworów Orwella; być może nie dorównuje siłą przekazu, rozmachem profetycznych wizji, mocą przestrogi przed zagrożeniem ze strony totalitaryzmu, jakie niepokoją i zachwycają nas w "Roku 1984" czy "Folwarku zwierzęcym", jednak z całą pewnością jest pozycją, na którą warto zwrócić szczególną uwagę.

 

"Brak tchu" nie jest bowiem wyrazem totalnego, wszechogarniającego pesymizmu, ostatecznego i bezdyskusyjnego, ale raczej epickim ostrzeżeniem zabarwionym nutą goryczy - i choć trudno dopatrzeć się w nim choćby cienia nadziei, jakoś łatwiej je przyjąć współczesnemu człowiekowi. Orwell nie uprawia tym razem czarnowidztwa w wymiarze politycznym, ale wieszczy na mniejszą skalę, dotyczącą codziennego życia każdego z nas. I choć niełatwo przyjąć jego ponure, cyniczne i jak najdalsze od optymizmu refleksje nad kondycją współczesnego świata zmierzającego prostą drogą w stronę przepaści, w jakimś sensie są nam one bliskie i pojawiają się od czasu do czasu gdzieś na obrzeżach świadomości każdego z nas. Na tym polega dramat głównego bohatera - on znał inny świat, gdzie życie toczyło się leniwie utartymi koleinami, często stanowiło nieprzerwane pasmo niedoli, ale paradoksalnie dawało też kojące poczucie stabilności, bezpieczeństwa, komfort przewidywalności i pewności jutra, a nie poczucie, że grunt usuwa się spod nóg, bezpowrotnie przemija rzeczywistość dobrze mu znana - może nie najlżejsza, ale łatwiejsza do zrozumienia i zaakceptowania. Człowiek współczesny, żyjący w świecie podlegającym nieustannym i dynamicznym przemianom, w rzeczywistości niemal "wykrakanej" przez Orwella na kartach powieści, konfrontując nużącą, koszmarną codzienność z błogimi wspomnieniami z dzieciństwa, nieraz doznaje bolesnych, gorzkich rozczarowań. Wpisują się one jednak w nurt życia, godzimy się z nimi traktując je z rezygnacją jako znak czasów, ale rzadko towarzyszy temu pogłębiona refleksja. Refleksja, która przyprawia o brak tchu.

 

"Walnąłem granatem w gmach moich snów"

 

George Bowling jest przeciętnym - żeby nie powiedzieć pospolitym - mężczyzną w średnim wieku; statecznym, grubym komiwojażerem parającym się sprzedażą ubezpieczeń, mieszkającym w jednym z wielu identycznych domków na przedmieściach, obarczonym kredytem hipotecznym i rodziną, wobec której trudno mu wykrzesać cieplejsze uczucia. Wiedzie nudne, mało satysfakcjonujące życie ograniczające się do monotonnej pracy pozwalającej mu utrzymać rodzinę i spłacać raty, ale niewiele ponadto. Choć jest prostym, niewykształconym człowiekiem pozbawionym większych ambicji i złudzeń co do swego losu, nie można odmówić mu pewnej życiowej mądrości, daru wnikliwej obserwacji i wyciągania własnych wniosków - cynicznych co prawda i malkontenckich, ale niepozbawionych podstaw. Uwagę George'a pochłania wizja nadciągającej wojny, ogarnia go duszne i niespokojne przeczucie zbliżającej się, nieuniknionej katastrofy - Anglia jest w przededniu wojny, o czym dobitnie przypominają przecinające niebo bombowce. Przytłoczony ponurą rzeczywistością - jako mąż, ojciec, pracownik, obywatel, próbując rozpaczliwie odzyskać zagubioną pewność jutra i utracone poczucie bezpieczeństwa, podejmuje sentymentalną podróż do beztroskiej krainy dzieciństwa. Początkowo tylko w wyobraźni, wreszcie w rzeczywistości wyjeżdża do rodzinnego miasteczka, które we wspomnieniach jawi mu się jako oaza spokoju, beztroski, stabilizacji tak potrzebnych do zachowania wewnętrznej równowagi. Dolne Bilfield staje się dlań symbolem utraconego świata, które brutalnie podeptał wybuch pierwszej wojny. "Dawny angielski porządek rzeczy odszedł w zapomnienie", powiada, bynajmniej nie gloryfikując rzeczywistości schyłku epoki imperialnej, ale doceniając solidną, choć ponurą pewność losu. Jednak konfrontacja wspomnień z rzeczywistością przynosi George'owi tylko rozczarowanie; czas nie stanął w miejscu, także i Dolne Bilfield uległo przemianom zamieniającym jego azyl w kolejne upiorne miejsce na ziemi.
"Nie uciekniecie od tego, to po prostu musi nastąpić" - padają gorzkie słowa pozbawiające resztek złudzeń naszego bohatera. - "Nadchodzą złe czasy, a wraz z nimi funkcjonalni ludzie." - prorocze słowa, brzmią znajomo, prawda? Podobnie jak wizja udręczonych ludzi wciśniętych w jednakowe uniformy, wychodzących bladym świtem do pracy przez drzwi swoich identycznych domków, drżących przed widmem bankructwa i bandą młodych karierowiczów czyhających na ich miejsce pracy, które może nie zapewnia luksusów, ale pozwala spłacać horrendalne raty kredytu; ludzi mieszkających na wielkim śmietnisku betonowo - plastikowej dżungli, będących tak twórcami, jak i ofiarami nowych technologii kontrolujących ich życie.

 

"Brak tchu" nie jest książką pisaną "ku pokrzepieniu serc", a raczej ku przestrodze. Fatalistyczne, choć mimo upływu czasu przerażająco aktualne refleksje nad kierunkiem przemian, które popychają świat ku przepaści, a które zapoczątkowały obie wielkie wojny, nie napawają optymizmem. Odniesienia do zagrożeń, jakie niesie ze sobą wojna czy totalitaryzm, tym razem schodzą jednak na dalszy plan - to rozczarowanie życiem rodzinnym, uciążliwą codziennością, bezsilnością wobec zmian, jakim nieustannie podlega świat wymuszając naszą akceptację i adaptację stanowią główny motyw powieści. "Brak tchu" jest wyrazem przeraźliwej, nostalgicznej tęsknoty za czasem bezpowrotnie utraconym, smutną opowieścią o przemijaniu, którego świadomość przychodzi znienacka zabarwiając duszę goryczą, bezsilnością, beznadzieją; to także wnikliwy portret psychologiczny udręczonego rzeczywistością człowieka, którego zbudowana ze wspomnień iluzja runęła jak domek z kart pozostawiając go bezbronnego wobec ponurej rzeczywistości, w której nie potrafi się odnaleźć i nieprzyjaznej, groźnej, niepewnej przyszłości czekającej tuż za rogiem.

 

Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Bellona.

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież


Współpracujemy z: