Baśniarz Antonia Michaelis

Wybierz opinię:

Natula

Patrzę na okładkę „Baśniarza" i zastanawiam się co o nim napisać. Wbrew pozorom nie jest sprawą prostą opisanie swoich wrażeń po lekturze, szczególnie wtedy, kiedy jej fabuła przekracza granice między światem baśni w którym magiczne postacie i zjawiska tworzą surrealistyczną historię, a światem realnym, gdzie rzeczywistość jest niesamowicie okrutna i stanowi strefę działań niezgodną z sumieniem czy prawem. Jednak od czegoś trzeba zacząć.

 

Osiemnastoletnia Anna jest dziewczyną, która patrzy na życie przez pryzmat własnego postrzegania, niespecjalnie interesuje się szkolnymi nowinkami i życiem towarzyskim, ma swój świat i plany, które zamierza zrealizować. Niespodziewanie dla niej samej, wpada jej w oko Abel Tannatek, outsider nazywany polskim handlarzem pasmanterią. Chłopak jest wagarowiczem i samotnikiem, za którym ciągnie się zła opinia, mimo to Anna zakochuje się w nim. Dziewczyna poznaje jego inne oblicze, starszego, łagodnego brata który otacza opieką swoją młodszą siostrę, a do tego baśniarza, którego fantastyczna opowieść niebezpiecznie oczarowuje Annę. Od tej pory racjonalne myślenie nie ma racji bytu, Anna jak zaklęta nie może zapomnieć o opowiadanej przez Abla historii, której fabuła dziwnym trafem przypomina rzeczywistość. Co jest prawdą a co fikcją?. Od tej pory nic nie jest tym, czym się wydaje.

 

„Baśniarz" Antonii Michaelis - autorki wielu interesujących książek m.in. „Tygrysi księżyc", „Mikołajkowe historie" czy „Lato w Ammerlo" - jest powieścią poetycką i urzekającą, mimo że akcja nie jest oszałamiająca to bardzo trudno odłożyć książkę na bok. Być może jest zasługa Abla, który czaruje nie tylko Annę, ale też każdego kto weźmie tę powieść do ręki, w każdym razie, „Baśniarza" otacza niepowtarzalna magiczna aura.

 

Wydarzenia w książce rozwijają się powoli, nastrój jest spokojny, ale zwiastujący coś nieprzewidywalnego i niebezpiecznego. Kiedy Abel zaczyna opowiadać swoją baśń: magiczną i mroczną czujemy, że wkraczamy na niebezpieczny teren, bo obok bajecznych postaci różanej dziewczynki i szaro – srebrnego psa, jest też czerwony myśliwy, który chce zabić Małą Królową. Teoretycznie baśń jest fikcją, jednak z czasem zastanawiamy się czy przypadkiem nie jest ona metaforą działań realnych, być może Abel chce przekazać swojej sześcioletniej siostrze brutalną prawdę i pod czarodziejskimi postaciami, kryją się prawdziwi ludzie, czas pokaże gdzie jest granica między fantazją a rzeczywistością.

 

Tłem wydarzeń jest mroźna zima, biel śniegu jest idealnym kontrastem dla chwil, które są dalekie od niewinnych zdarzeń; narkotyki, nocne lokale, szemrane towarzystwo, szalona miłość, zabójstwa i krew czerwona jak maki, a wszystko to zatopione jest w melodiach niezapomnianych utworów Leonarda Cohena. Żałuję tylko, że fragmenty piosenek tego wykonawcy są nieprzetłumaczone, osobom nieznającym języka angielskiego zabiera się przyjemność rozumienia tekstów Cohena, które w połączeniu z fabułą stanowią intrygujące zestawienie. Warto też podkreślić, że Antonia Michaelis posługuje się urzekającym językiem, momentami miałam wrażenie, że czytam baśń w baśni, poetyzm wraz z sugestywnymi opisami robi wrażenie, wzrusza i onieśmiela.

 

Jestem zachwycona, ale też bardzo zaskoczona tą książką, która z założenia jest historią miłości, jednak bardzo dużo w niej z dramatu, thrillera czy powieści obyczajowej, Bogiem a prawdą, spodziewałam się lekkiego czytadła, które zafunduje mi błyskawiczną podróż do świata fantazji, po części tak się stało, jednak należy pamiętać, że „Baśniarz" nie jest lekturą łatwą, nie jest też historią opowiadającą o kolejnej banalnej miłości nastolatków, jest to książka w której poruszane są istotne kwestie i która tworzy melancholijny nastrój zmuszający do refleksji. Oczywiście można się czepiać pewnych absurdalności , ale nie sądzę, żeby było to konieczne, bo clou historii jest na tyle znaczące, że drobne niedoskonałości nie mają znaczenia.

 

Teoretycznie prezentowana przeze mnie powieść jest pozycją dla młodzieży, jednak nie tworzyłabym w tym przypadku jakiegokolwiek podziału, gdyż „Baśniarz" to książka w której odnajdzie się każdy, porwałabym się jedynie na stwierdzenie, że jej głębie odkryje jedynie doświadczony czytelnik.

Falka

Dokąd żyjemy we własnych bańkach mydlanych, przepełnionych niebieskim powietrzem, wszystko jest w porządku. Odcięci od rzeczywistości wkraczamy do niej w razie potrzeby. Wypełniamy czas sterylną przestrzenią, porządkiem i muzyką. I jest nam dobrze. A potem nagle przenika w nas czyjeś życie i odzyskujemy wzrok. Zaczyna się od bajki snutej równolegle do codziennych tragedii. Raz stają się pretekstem do jej trwania, raz znajdują w niej swoje wytłumaczenie...

 

Anna zaplanowała sobie dokładnie, co będzie robić po zdanej maturze. W jej uporządkowanym życiu nie było miejsca na przypadek. Ten jednak zawsze znajdzie drogę, by wywieść życie na inne tory. Gdyby Anna nie znalazła w kącie sali lekcyjnej szmacianej lalki, pewnie nigdy nie zamieniłaby słowa ze szkolnym outsiderem o wątpliwej reputacji. Gdyby nie poszła za nim, nie zobaczyłaby jak zmienia się na widok kilkuletniej siostry. Gdyby ta nie rozbiła kubka w podrzędnej kawiarence, Anna nigdy nie usłyszałaby baśni, które Abel opowiada na życzenie dziewczynki.

 

Historie o Królowej Skał, która ucieka przed ścigającym ją złem, nie bardzo pasowały do szkolnego dilera, stąd nic dziwnego, że Annę szybko opętały myśli o jego bliższym poznaniu. I choć ten wzbrania się i ucieka w cień, coś ciągle splata ich losy i nie pozwala na zapomnienie o sobie. Wszystko zapowiada klasyczną historię miłosną panienki z dobrego domu i wyrzutka o dobrym sercu, w której rezygnacja z uprzedzeń i wzajemne uczucie staną się podstawą do wiecznego szczęścia. Nie tym razem. O zaufanie baśniarza, Anna będzie musiała walczyć do ostatniej chwili, a świat do którego uzyska dostęp, nie będzie miał w sobie nic z tkliwej beztroski.

 

Tłem do rodzącego się uczucia będzie bowiem walka o bezpieczeństwo siostry, której matka opuściła rodzinę bez słowa w dziwnych okolicznościach. O dziecko dobija się opieka społeczna, cudownie odnaleziony biologiczny ojciec, życzliwi sąsiedzi i pomocni nauczyciele. Abel bierze na siebie odpowiedzialność za Michi. Zrobi wszystko, żeby ją chronić. I tak trudnej sytuacji nie ułatwia jednak fakt szeregu zabójstw wśród osób, które miały związek ze sprawą opieki nad dziewczynką. Anna będzie miotać się pomiędzy opanowującym ją uczuciem a wątpliwościami, które tylko podsyca opowiadana przez Abla historia. Wszystko dlatego, że jej bohaterowie mają zbyt dużo wspólnego z otaczającą ich rzeczywistością.

 

„Baśniarz", docelowo powieść dla młodzieży, jest niewątpliwie szczęśliwym wypadkiem rynku wydawniczego, przepełnionego obecnie wampirzymi romansami. Autorka, starając się połączyć czystą magię z bardzo tragiczną rzeczywistością, stworzyła nową jakość, oscylującą jednak na granicy prawdopodobieństwa. Przyjemny styl i przemyślana historia kłócą się niestety z momentami bardzo absurdalnymi fragmentami, w których motywacja zachowania bohaterów wynika z lichych lub niewytłumaczalnych przesłanek. Całość ratuje niezaprzeczalny klimat powieści, niepowtarzalnie smutny, pozostający w czytelniku jeszcze długo po odłożeniu książki. Dobrze wyważona fabuła jest na tyle nieprzewidywalna, by trzymać w napięciu aż do rozwiązania.

 

Autorce udało się stworzyć niebanalne (choć oparte na mocno stereotypowych podstawach) postacie i ich baśniowe odpowiedniki, które mają tłumaczyć niebezpieczeństwa życia kilkuletniej dziewczynce. Powiązać je siecią skomplikowanych relacji, w których miłość dzieli od nienawiści zaledwie krok, a śmierć kręci się wiecznie w zasięgu wzroku, będąc nieodzownym warunkiem szczęścia. Dzięki temu „Baśniarz" nie jest kolejnym romansem dla młodzieży, ale opowieścią o odpowiedzialności i miłości, z powodu której można posunąć się do nieprawdopodobnych czynów.

 

Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu Dreams oraz portalowi Sztukater.

Mała Mi

Patrzę na leżący przede mną egzemplarz "Baśniarza" i nie mam pojęcia co mam napisać. Czytając różne recenzje zauważam, że nie tylko mnie dosięgnął ten problem. Bo o "Baśniarzu" ciężko jest pisać. Jego trzeba przeczytać.

 

„Ale za słowami czyhała ciemność, ciemność jaka panuje we wszystkich baśniach. Dopiero później, dużo później, zbyt późno zrozumie, że ta baśń była śmiertelnie niebezpieczna."

 

Akcja powieści toczy się dwutorowo: świat rzeczywisty, realny, w którym żyją bohaterowie przeplata się ze światem wykreowanym przez Abla, baśnią, którą snuje przez kolejne strony. Jednak granica między dwoma światami jest naprawdę bardzo cienka...
Wszystko zaczęło się od szmacianej lalki o niebieskich oczach, ubranej w sukienkę w kwiatki, "niemal wypłowiałe, jakby pochodziły z zaginionego ogrodu, którego istnienia można było się tylko domyślać", którą Anna Leemann znalazła pod szkolną ławką. Jej dotychczas ułożone, w pełni zaplanowane życie w "mydlanej bańce" przechodzi radykalną zmianę. Muzyka przestaje być dla najważniejsza, a studia w Anglii nie są już takim dobrym pomysłem. Teraz ważne jest tylko to, aby baśń dobrze się skończyła.
I tutaj należy poznać Abla Tannatka - "polskiego handlarza pasmanterią", dealera narkotyków, wagarowicza, uosobienie zła. Jednak bohater ma jeszcze drugą twarz - troskliwego brata, baśniarza, który stara się uchronić sześcioletnią Michi przed czyhającym za rogiem złem. To właśnie to oblicze sprawia, że Anna zaczyna żywić coraz cieplejsze uczucia do szkolnego outsidera.
Mała Królowa ucieka z tonącej wyspy i odtąd tuła się po morzach w poszukiwaniu stałego lądu. Z czasem do załogi statku dołącza coraz więcej postaci, które starają się uchronić diamentowe serce Małej Królowej przed tymi, którzy chcą je wykraść. Anna zaczyna podejrzewać, że baśń znajduje swoje odzwierciedlenie w rzeczywistości, występujące tam postacie mają swoich odpowiedników, a Mała Królowa to nikt inny, jak sama Michi. Ale w którym miejscu kończy się fantastyczny świat wykreowany przez Abla, a gdzie zaczyna rzeczywistość? Granica coraz bardziej się rozmywa, a baśń momentami jest brutalna, naznaczona śmiercią ciemnych charakterów. Sytuacja komplikuję się, gdy ich realne pierwowzory zostają zamordowane... Czy to możliwe, aby Abel, który tak czule opiekuje się siostrzyczką, był jednocześnie mordercą? "Co jeśli właśnie całuję mordercę?"

 

"Anna i Abel - historia miłości, rozwiewająca wszelkie wątpliwości" - głosi napis na okładce. Jest on wyjątkowo mylny, bowiem "Baśniarz" to historia miłosna w zaledwie 10%. W dodatku nie jest to miłość jaką znamy z komedii romantycznych. Warto się zastanowić, czy w ogóle można tutaj mówić o miłości. Powieść przede wszystkim traktuje o ludzkich dramatach, niezwykle trudnych wyborach przed jakimi staje dorastająca osoba, a także o ogromnej miłości brata do siostry, który jest w stanie sięgnąć dna, aby tylko ją uchronić. Nastrój jaki panuje w na kartach "Baśniarza" jest tajemniczy, mroczny, a czytelnik nie ma pojęcia czego może się spodziewać na kolejnej stronie. Mimo tego, że baśń Abla dawkowana jest czytelnikowi stopniowo, a akcja nie obfituje w nagłe zwroty, to książka trzyma w napięciu do samego końca, a my, podobnie jak Anna chcemy poznać zakończenie historii i żywimy wielką nadzieję, że będzie ono szczęśliwe.
Autorka spisała się na medal, kreując swoich bohaterów. Choć nie zawsze zgadzamy się z ich wyborami (a mogę Was zapewnić, że nie zabraknie takich momentów), to rozumiemy, co nimi kieruje, ich decyzje pozostają usprawiedliwione. Nietrudno zgadnąć, że najbardziej przejmującą i intrygującą postacią jest Abel Tannatek, chłopiec o dwóch twarzach. Z jednej strony outsider, dealer, z drugiej opiekuńczy i łagodny brat. Wzbudza on naprawdę wiele emocji, od strachu, przez szacunek, aż po współczucie. A Michi? Mała, urocza i niewinna sześciolatka, uwielbiająca kakao. Jej postać urzeka i rozczula, nie można nie pokochać tej postaci.

 

"Czasami powinno się pomyśleć o śmierci - powiedział. Większość ludzi za mało o tym myśli. A potem, kiedy śmierć do nich przychodzi, jest już za późno. Wtedy nie mają już czasu na rozmyślania..."

 

"Baśniarz" zdecydowanie nie należy do lekkich i przyjemnych powieści. Wręcz przeciwnie - przytłacza, składnia do głębokich refleksji, a nawet zasmuca. Nie znaczy to jednak, że nie jest to książka godna polecenia. Antonia Michaelis stworzyła coś nietuzinkowego, oryginalnego. Niewiele takich pozycji można spotkać na półkach w księgarniach, jednak należy się do lektury odpowiednio nastawić. Jeśli więc ktoś oczekuje znaleźć tutaj historię miłosną z problemami w tle, to na pewno będzie rozczarowany. Bo jest dokładnie na odwrót - to miłość jest tutaj tłem, prym wiedzie Abel i jego nieustanne próby uchronienia Małej Królowej i jej diamentowego serca, co wymaga z jego strony ogromnego poświęcenia. Dla mnie "Baśniarz" był niezwykłym przeżyciem i wiem, że długo się nie otrząsnę, a baśń o zielonym statku z żółtym sterem na długo zagości w mojej pamięci. Polecam tę pozycję wszystkim, którzy są gotowi zetknąć się z brutalną rzeczywistością, gdzie tak zwany Amerykański Sen na zawsze pozostanie tylko marzeniem...

Abigail

"Baśniarzu, dokąd żegluje ten statek, na którego pokładzie się znajdujemy? Dokąd prowadzi twoja baśń? Kto płynie czarnym statkiem? Czy poleje się jeszcze więcej krwi?"

 

Antonia Michaelis pracowała m.in. w południowych Indiach, Nepalu i Peru. W Greifswaldzie studiowała medycynę i równocześnie zaczęła pisać książki dla dzieci i młodzieży. Od kilku lat mieszka w pobliżu wyspy Usedom, gdzie zajmuje się pisarstwem jako wolny strzelec. Wydała już wiele interesujących, pełnych fantazji i odnoszących sukcesy książek. Dotychczas w Polsce ukazały się: Tygrysi księżyc, U nas w Ammerlo, Lato w Ammerlo i Mikołajowe historie.

 

Anna jest zwykłą osiemnastolatką, która przygotowuje się do matury. Nigdy nie interesowały ją sprawy szkoły i miała tylko jedną najlepszą przyjaciółkę. Cały czas czuła się jakby żyła w bańce mydlanej, jakby była zamknięta na wszystko to, co dzieje się na zewnątrz niej. Aż pewnego dnia przyszedł baśniarz, któremu udało się do niej przebić.

 

Wszystko zaczęło się od niepozornej szmacianej lalki, którą Anna znajduje w sali maturalnej. Okazuje się, że jest to własność siostry Abla Tannateka. Wszyscy nazywają go polskim handlarzem pasmanterią, a za jego osobą ciągnie się zła opinia. Jednak Anna wcale nie poddaje się temu stereotypowi i próbuje go poznać oraz zrozumieć. Okazuje się, że Abel ma jeszcze drugie oblicze: nie jest tylko outsiderem, wagarowiczem i handlarzem narkotykami - istnieje także Abel, który jest smutnym baśniarzem. Snuje on fantastyczną opowieść dla swojej małej siostrzyczki Michi. Anna zakochuje się w nim i w jego słowach, nie zważając na to, co może się wydarzyć. Jednak w opowieści o Małej Królowej zaczynają niebezpiecznie zacierać się granice między fantazją a rzeczywistością. A jeśli jej fabuła nie jest fikcją?

 

"Ale za słowami czyhała ciemność, ciemność jaka panuje we wszystkich baśniach. Dopiero później, dużo później, zbyt późno zrozumie, że ta baśń była śmiertelnie niebezpieczna".

 

Tak wiele chciałabym powiedzieć o tej książce i właśnie teraz zdałam sobie sprawę z tego, jak mało istnieje słów. Te 32 litery alfabetu to za mało, żebym mogła z nich ułożyć sensowne zdanie, które nie rozpływałyby się przede mną i w pełni oddałyby to, co chcę przekazać. Na świecie istnieje zdecydowanie za mało słów. Za mało, żebym napisała jak bardzo ta książka mi się podobała i za mało, żebym udowodniła Wam, że warto ją przeczytać. Zdałam sobie sprawę z tego, że nie mam tutaj tak wysokiej noty, żeby móc sprawiedliwie ocenić tę książkę - 10/10 to niewiele. Po raz pierwszy po prostu zabrakło mi słów.

 

Gdy przeczytałam opis tej historii moje pierwsze skojarzenie to: Nevermore Kelly Creagh. Tamta książka mi się nie spodobała i bałam się, że z tą będzie podobnie. Wydaje mi się, że bardziej nie mogłam się pomylić. Prównanie Baśniarza do Nevermore to po prostu obraza talentu Antoni Michaelis. Jeśli czytaliście Nevermore i się Wam spodobała to uwierzcie mi - w Baśniarzu się zakochacie, nie będziecie mogli spać po nocach, a za dnia nie będziecie w stanie normalnie funkcjonować. Wasze życie nigdy nie będzie takie samo jak przed przeczytaniem tej książki.

 

Chciałabym napisać coś o bohaterach, ale znowu brakuje mi słów - po raz pierwszy nie wiem co mam o nich powiedzieć. W tej historii bardziej przydałoby się doświadczenie psychologa, który mógłby przedstawić nam studium osoby Abla. Jest to postać tak złożona i pełna wewnętrznych tajemnic, iż wydaje mi się, że nawet sama autorka nie poznała go w całości. Nawet Anna nie była w stanie poznać jego całej osobowości, a byli ze sobą naprawdę bardzo blisko. Co w takiej sytuacji może zrobić zwykły czytelnik? Może tylko odkrywać razem z główną bohaterką kolejne strony Abla Tannateka.

 

"- Młoda damo, czy mogę służyć chusteczką. Pani płacze.
- Och, rzeczywiście. Widzi pan, a ja myślałam, że się śmieję. Jak bardzo można się pomylić".

 

Przyznam się bez bicia, że na początku książka mi się nie podobała. Nie mogłam się do niej przekonać, bo czułam, że się na niej zawiodę. Wydawało mi się, że to będzie kolejna love story z wielkim i hucznym happy endem. I znowu nie mogłam się bardziej pomylić. Ta książka za bardzo pomieszała mi w głowie i nie jestem w stanie odróżnić prawdy od fikcji literackiej. Czy coś takiego zasługuje tylko na miano arcydzieła? Arcydzieło to kolejne słowo, które mnie zawiodło - jego znaczenie jest zbyt ograniczone dla tej książki.

 

Jeśli liczycie na przesłodzoną historię o parze zakochanych z dwóch odrębnych światów, którzy będą żyli długo i szczęśliwie to naprawdę grubo się mylicie. Na pozór może to być książka o miłości, ale według mnie ta miłość to tylko puste słowo, które nie oddaje w pełni uczucia między Anną i Ablem. Przede wszystkim ta książka jest o życiu. O życiu, które jest brutalne. O życiu, które nigdy nie jest piękne. O życiu, w którym jest ciężko. O życiu, które nas zawodzi.

 

Powiem to po raz kolejny: zabrakło mi słów. Nie istnieje taki wyraz czy zdanie, które mogłoby określić tę książkę. Chciałabym jeszcze tyle o niej opowiedzieć, ale to zabrzmiałoby naprawdę bardzo trywialnie. Tej książki nie da się opowiedzieć, ją trzeba przeczytać i poczuć głęboko w sercu. We mnie ona uderzyła z taką siłą, jakiej zabrakło innym pozycjom, którym dałam tę samą ocenę. Więc powiem jeszcze tylko jedną rzecz: Jeśli nie czytaliście tej książki to naprawdę powinniście żałować i w tej chwili biec do księgarni, by ją kupić. Jest warta każdej ceny, bo spędzicie z nią kilka pięknych wieczorów. Ta pozycja łączy w sobie dosłownie wszystko: jest zarówno powieścią młodzieżową, jak i połączeniem kryminału, thrillera, fantastyki oraz dramatu. Już teraz ostrzegam Was, że książka wywołuje wielkie obrażenia w duszy i w sercu, a żeby dotrzeć do końca trzeba zaopatrzyć się w pudełko chusteczek. Jednak musicie odpowiedzieć sobie na pytanie: Czy jesteście w stanie wejść w świat ponurego baśniarza i nie zostać nim opętani?

 

"- Co ci leży na sercu?
- Nic - odpowiedziała i po chwili dodała: - Świat. (...)
- Tak - odparł Magnus. - Tak wyglądasz, jakby świat leżał ci na sercu".

Nevermore

"JEGO USTA BYŁY ZIMNE JAK ŚNIEG,
ale biło z nich ciepło jedwabnej czerwonej tkaniny, tkaniny z pokładu statku. Poczuła jego język i pomyślała o wilku. „A jeśli to prawda? Jeśli ta baśń jest prawdziwa? Pocałunek i śmiertelne ugryzienie w kark. Wszystko się zgadza. Co, jeśli właśnie całuję mordercę?".
Anna i Abel – historia miłości, rozwiewająca wszelkie wątpliwości.
ABEL TANNATEK, outsider, wagarowicz, handlarz narkotykami. Mimo to Anna zakochuje się w nim do szaleństwa, gdyż wie, że Abel ma jeszcze inne oblicze: łagodnego, smutnego baśniarza, opiekującego się młodszą siostrą. Niezwykła opowieść, którą snuje Abel, fascynuje Annę do tego stopnia, że dziewczyna nie może o niej zapomnieć. Granica między rzeczywistością a fantazją stopniowo się rozmywa. A jeśli jej fabuła wcale nie jest fikcją i obawy Anny są uzasadnione? Ten, którego kocha, może okazać się równocześnie jej największym wrogiem..."www.dreamswydawnictwo.pl

 

Grzeczna dziewczynka i zły chłopiec w zupełnie nowej wersji...

 

Anna ma kilkanaście lat, chodzi do szkoły i jest zwyczajną dziewczyną. Powoli dociera do niej jednak, że wszystko wokół się zmienia, a otoczenie uważa ją za niedojrzałą. Najlepsza przyjaciółka ma w głowie głównie chłopaków i imprezy, a do Anny zwraca się protekcjonalnie - "dziecko". Jednak nawet tak poukładana dziewczyna, jak nasza bohaterka może postawić całe swoje życie na głowie, kiedy w grę wchodzą uczucia. Anna poznaje, a raczej zaczyna zauważać, Abela - polskiego handlarza pasmanterią. Chłopak , któremu do szkoły nie zawsze jest po drodze, handluje narkotykami, jest opryskliwy i niemiły dla wszystkich wokół, nie wydaje się być najlepszą partią. Jednak Abel ma też inne oblicze - to odpowiedzialny chłopiec, który mimo młodego wieku zastępuje ojca swojej siostrzyczce - Michi. A Anna to właśnie w nim dostrzega.

 

Wszystko zaczyna się od szmacianej lalki, którą znajduje Anna, a potem, w mgnieniu oka, dziewczyna na każdym kroku próbuje zbliżyć się do polskiego handlarza pasmanterią i poznać jego prawdziwą historią. Środkiem do celu wydaje się być mała dziewczynka w różowej kurteczce. Anna zaprzyjaźnia się więc z Michi i wraz z nią wysłuchuje opowiadanej przez Abela baśni o przygodach Małej Królowej. Mała Królowa to Michi - Anna nie ma żadnych wątpliwości. Powoli docierają do niej jednak powiązania baśniowej opowieści i rzeczywistości. A co jeśli wszystko jest prawdą?

 

Opis powieści na okładce został ograniczony do minimum. Ciężko jest więc domyślić się o czym opowiada "Baśniarz". Ja podejrzewałam po cichu, że będzie to historia o wilkołakach, ewentualnie innych paranormalnych stworach. Nic bardziej mylnego! Ciężko wsadzić tę książkę do jednego worka z jakimkolwiek gatunkiem literackim, jednak jedno jest pewne - to nie fantastyka. Wręcz przeciwnie, opowieść jest do bólu prawdziwa. Lubię utwory szokujące, zaskakujące, a nawet te z nieszczęśliwym zakończeniem, jednak czytając "Baśniarza" cały czas miałam nadzieję na happy end. Powieść wyzwala w czytelniku dziwaczną naiwność, nawet jeśli nic na to wskazywało, ja w dalszym ciągu liczyłam, że wszystko będzie dobrze. Ale wiecie co? Choć tytuł brzmi "Baśniarz", książce daleko do bajeczki do dzieci.

 

Ciężko jest mi powiedzieć, czy polubiłam bohaterów tej powieści. Dlaczego? Ponieważ, nawet nie przyszło mi do głowy, aby w jakimkolwiek stopniu oceniać ich zachowanie. Choć działania Anny w prawdziwym życiu uznałabym za niedopuszczalne i absurdalne, czytając książkę nawet nie przyszło mi to do głowy. To wielka sztuka wykreować bohaterów w taki sposób, że czytelnik nawet nie próbuje negować, czy krytykować ich zachowania, a jednocześnie całym sercem przeżywa wraz z nimi przygodę.

 

Książka Antonii Michaelis to głęboko zapadający w pamięć i ciężki utwór. Mimo łatwego w odbiorze i przystępnego języka, jakim został napisany, z całą pewnością nie jest to lekka lektura. To opowieść o tym, ile można wybaczyć drugiej osobie i ile zła można uczynić w imię uczucia. Historia, która zaburza narzucany od lat czarno-biały schemat wartości wprowadzając niezliczone odcienie szarości. Ile Ty jesteś w stanie zaakceptować? Boleśnie daje czytelnikowi nadzieję, że jednak nie będzie musiał odpowiadzać na to pytanie, że może jednak wszystko nie jest tak złe jak się wydaje, aby potem zakończeniem dać mu w twarz.

 

"Baśniarz" jest dla mnie absolutnym fenomenem, książką bez wad. Na stałe zajmie w moim sercu miejsce przeznaczone dla tych najukochańszych lektur, do których będę wielokrotnie będę wracać i polecać wszystkim wokół. Tak więc i Wam - polecam!

 

Daria CreatedEternity

Czy nigdy nie wyobrażaliśmy sobie innej rzeczywistości? Innego życia, innych zdarzeń, które by nam się przytrafiły? Nie zdarzało się Wam zamykać oczu i pod powiekami widzieć siebie w innej historii? Innej bajce. Zapomnieć o przyziemności, uciec daleko w równoległy świat, gdzie wszystkie Wasze marzenia się spełniły, gdzie macie wszystko, czego zawsze pragnęliście. Tworzyć swoją własną baśń, gdzie wszystko jest możliwe, gdzie świat jest podzielony na dobro i zło. Gdzie wszystko jest czarno-białe. Niektórzy piszą w głowach historię, której nikomu nigdy nie opowiedzą, w której jest tak, jak zawsze chcieliśmy, aby było. Lecz realność nigdy nie jest taka, jak baśń. Nic nie jest czarno-białe, łatwe. W rzeczywistości nie znamy prawdziwych zamiarów ludzi, a los może rzucać nam kłody pod nogi. Więc może jednak warto oderwać się na chwilę od normalnego życia, uciec w świat własnej baśni, którą tworzy nasza wyobraźnia, nasza dusza. Lecz trzeba pilnować, by granica pomiędzy baśnią a życiem się nie zatarła...

 

"Można uciekać tak szybko, jak się da, ale nieszczęście i tak jest szybsze."

 

Anna to wzorowa uczennica, przykładna córka i utalentowana muzycznie dziewczyna. Żyje z daleka od okropności, które dzieją się naokoło niej. Ma swoją własną bańkę mydlaną, gdzie polski handlarz narkotykami nie gra najmniejszej roli. Lecz pewnego dnia, gdy siedemnastolatka odnajduje szmacianą lalkę, jej bańka pęka. Prawdziwe, niekiedy brutalne życie dociera do niej, daje o sobie znać, gdy Tannatek wypowiedział pierwsze słowo do Anny i zabrał od niej lalkę swojej siostry. Anna pragnie poznać bliżej Abla, dowiedzieć się, czy naprawdę ma siostrę. No bo czy ktoś, kto handluje narkotykami, przesypia wszystkie lekcje na ławce, potrafi zająć się młodszą siostrą? Anna wkracza w mroczny świat, gdzie morderstwa się zdarzają, gdzie nic nie jest czarno-białe, gdzie miłość wszystko wybaczy, gdzie zaciera się granica pomiędzy baśnią a rzeczywistością. A wszystko zaczęło się od szmacianej laleczki...

 

Antonia Michaelis urodziła się w 1978 roku w północnych Niemczech. Studiowała medycynę i równocześnie zaczęła pisać książki dla dzieci i młodzieży. Wydała już wiele pełnych fantazji i odnoszących sukcesy książek. Z tą autorką spotykam się pierwszy raz. Do "Baśniarza" przyciągnął mnie opis i tuziny pozytywnych recenzji. Szczerze mówiąc nie spodziewałam się, że ta pozycja zajmie najszczególniejsze miejsce w moim sercu...

 

"Najtrudniej jest wybaczyć samemu sobie."

 

Klimat książki jest niepowtarzalny. Już od prologu czuć coś niesamowitego, głębie doznań, uczuć, myśli. Każde słowo, jakim posługuje się pisarka, ma w sobie większą moc, niż wszystkie zdania w kilkunastu książkach naraz. Słowa budują niesamowite napięcie, atmosferę, niepowtarzalność. Budzą emocje: strach, radość, nadzieję, niedowierzanie. Słowa to największy atut tej książki.

 

Pomysł na tę pozycję jest bardzo oryginalny. Rzeczywistość, mieszająca się z baśnią, historyjką, którą opowiada Abel. Na początku można odróżnić życie od baśni, lecz im dalej w las, tym trudniejsze to się staje. Zdarzenia opowiedziane w baśni, naprawdę mają miejsce. Każde, choćby najmniejsze zdanie ma w sobie coś większego, coś czego niedokładny czytelnik, słuchacz, obserwator nie jest w stanie dostrzec. Pisarka doskonale wiedziała od samego początku, co robi. Wszystkie zawiłości wplecione w fabule, w baśń, śmiem twierdzić, iż są na miarę Oskara.

 

"Na najgorsze przypadki, kiedy się o nich wspomni, macha się ręką i śmieje się z nich, ale kiedyś one naprawdę się zdarzają."

 

Wątek kryminalny rodzi się powolutku. Nie przesłania całej historii, lecz jest dobrze skonstruowany. Niemal niezauważalnie wplątany w fabułę. Tajemniczy, niepokojący, emocjonalny, mylący. Budowany na drastyczniejszych, głębszych fundamentach niż można byłoby się domyślić. Jestem osobą, która analizuje mnóstwo rzeczy, tak więc nie omieszkałam przeanalizować historii kryminalnej w "Baśniarzu". I od samego początku wyrobiłam sobie zdanie na temat sprawcy wszystkich zdarzeń. Później jednak dostrzegłam to, o czym wspominam od samego początku: nic nie jest czarno-białe... Pisarka wywiozła mnie w pole wraz z moimi podejrzeniami.

 

Miłość pomiędzy Ablem i Anną była fenomenalna. Pani Antonia tworzyła wszystko niesamowicie sprawnie. Nie wystrzeliła z uczuciem jak z procy. Wręcz przeciwnie. Uczucie młodych budowało się powolutku, słowo po słowie, uśmiech po uśmiechu, dotyk po dotyku. Ponadto zdanie "miłość wszystko wybaczy" nabrało ogromnego znaczenia. Miłość Anny do Abla pokazała mi jak mocne a zarazem skomplikowane może być uczucie do drugiej osoby.

 

"Ale do miłości nie można się zmusić."

 

Bohaterzy okazali się fenomenalni. Każdy inny, dogłębnie przemyślany. Każdy ruch, myśl, spojrzenie miało znaczenie, trzymało się kupy, było prawdziwe. Pierwszy raz zdarzyło mi się tak bardzo utożsamić z główną bohaterką. Anna była ciekawa świata, analizowała wszystko, w jej głowie kłębiło się mnóstwo pytań. Poznawała świat, wychodząc z własnej bańki mydlanej. Była dziewczyną normalną i właśnie za tą normalność można ją naprawdę polubić. Abel to najbardziej złożona postać z całej książki. Outsider, wagarowicz, handlarz narkotykami, a zarazem troskliwy, starszy brat, wrażliwy chłopiec, którego pokarało życie. Rozpaczliwy młodzieniec, pragnący odizolować się od wszystkiego. Baśniarz. Kocham go tą najbardziej skomplikowaną, mocną, niezrozumiałą miłością.

 

"Baśniarz" porusza trudne, ważne tematy. To nie jest jedynie książka dla młodzieży, to w żadnym razie nie jest 'odmóżdżacz'. Dzieło pani Michaelis to pozycja, która w swej prostocie, nie jest wcale prosta. Pisarka nie wahała się poruszyć niebanalnych tematów. Tematów, o których ciężko mówić.

 

"Czasem, jak się czegoś bardzo pragnie, to się wydaje, że to się dzieje naprawdę."

 

Język, jakim posługuje się autorka, posiada moc. Posiada miliony uczuć, emocji, a zarazem jest przystępny. Napięcie budowane wręcz fenomenalnie. Plastyczność i szczerość opisów może sprawić, iż nasze serce zacznie bić szybciej. Ostatnie strony wciągną tak bardzo, że to, co dzieje się naokoło nas zniknie całkowicie. Baśń o Abelu i Annie pochłonie nas do tego stopnia, że wyciśnie łzy, które będą kapać na strony kartek, które będą zasłaniać widok na tekst. A nas na sam koniec, dopadnie hałas i cisza jednocześnie. Po zakończeniu "Baśniarza" będziemy mieli mnóstwo pytań, a zarazem żadnego. Poczujemy pustkę, ale i wypełnienie. Nasze emocje w żadnym wypadku nie będą czarno-białe.

 

Każdy czytelnik pewnego dnia natrafi na książkę, która będzie jakby napisana specjalnie dla niego. Dla mnie tą książką jest właśnie "Baśniarz". Czytając ją miałam ważenie, że pani Antonia pisze tę pozycję z myślą o mnie. Specjalnie dla mnie. Emocje będą mnie nachodzić za każdym razem, gdy usłyszę słowo 'baśniarz'. Chyba nie muszę mówić Wam, jak bardzo polecam tę pozycję.

 

I mimo iż skończyłam pisać tę recenzję, wciąż czuję, że wszystkie słowa nie uleciały z mojego serca. I chyba nigdy nie ulecą. Zostaną na zawsze. Tylko dla mnie...

 

"Na świecie jest więcej pytań niż odpowiedzi, a jeśli pytasz, dlaczego tak jest, to muszę wyznać, że na to pytanie nie znam odpowiedzi."

 

Jane Rachel

Są takie książki, które choćbyście nie wiem jak chcieli wyrzucić ze swojego serca, umysłu i duszy, zawsze tam pozostaną i – mało tego! – będą przypominać o sobie codziennie. Takich książek jest niewiele. Jedynie garstka autorów potrafi namieszać w życiu czytelnika swoją twórczością, słowami pełnymi emocji – żalu, cierpienia, bólu, radości, szczęścia – dialogami bogatymi w złote myśli, morałami oraz poetyckim językiem. Antonia Michaelis jest jedną z nich, a Baśniarz, czyli historia o Małej Królowej, to książka, która naprawdę wprowadza chaos do czytelniczego wnętrza każdego mola książkowego.

 

„ – Nie wiem, jak to jest, kiedy się umiera – kontynuowała Mała Królowa. – Nikt nie wyjaśnił mi, czym jest śmierć. Ani wędrowne ptaki, ani biała klacz. Myślę, że bały się o tym mówić..."

(str. 57)

 

Życie Abla i Michi to czarno-biały film, w którym jedynymi dźwiękami są stare utwory Leonarda Cohena. Tam dzień jest czarny albo biały, pełen dobrych wieści lub tych złych, uśmiechu bądź łez. Chociaż Abel ma dopiero siedemnaście lat i maturę przed sobą, pracuje dniem i nocą, aby zapewnić swojej siostrze odpowiednie warunki do życia, nauki i dojrzewania. Dla sześcioletniej Michi Abel jest bratem, ojcem, bohaterem i cudownym baśniarzem umiejącym ugotować obiad, zbudować łóżko, zrobić naleśniki a nawet tort. Lecz Abel ma też drugą twarz – zamkniętego, cichego dealera, znanego jako polski handlarz pasmanterią. Właśnie ta ciemna strona Abla tak fascynuje Annę, dziewczynę z dobrego domu, w którym powietrze ma kolor niebieski i która twierdzi, że żyje w bańce mydlanej. Wkraczając w życie Abla i Michi Anna staje się częścią opowiadanej przez chłopaka baśni. Jako różana dziewczyna odkrywa, że granica między rzeczywistością a fantazją powoli się zaciera, zaś na jaw wychodzi fakt, że fabuła nie jest fikcją, lecz czystą prawdą.

 

„Jak się zna kogoś całe życie, to można zobaczyć go nawet w ciemności."

(str. 67)

 

Do historii Anny wprowadza nas mocny prolog – chociaż „mocny" to za mało powiedziane. Poetycki język, niedopowiedzenia, nuta tajemniczości i okoliczności, w których znalazły się postaci, umocniły mnie w przekonaniu, że nie będzie to jakaś tam opowiastka o miłości dwójki nastolatków. Zaraz, zaraz, a kto w ogóle powiedział, że jest to „jakaś tam opowiastka o miłości dwójki nastolatków"? No właśnie – nikt. Po przeczytaniu opisu zaliczyłam tę książkę do grona powieści młodzieżowych, a krótkie zdanie z tyłu egzemplarza „Anna i Abel – historia miłości, rozwiewająca wszelkie wątpliwości" tylko przytaknęły mojej sugestii.

 

Po bardzo dobrym prologu pozbyłam się wszystkich obaw, że ta oto powieść wcale mnie nie zauroczy. Od razu spodobało mi się miejsce akcji i styl pani Michaelis, tak zupełnie inny od tych spotykanych w pozostałych powieściach. Wydawało mi się, że zamiast Baśniarza złożonego z naprawdę banalnych, prostych słów i zdań czytam najlepszy tomik poezji – to chyba dobre określenie na warsztat pisarski autorki. W dodatku ilość metafor i symbolika wielu rzeczy/postaci dodają jej twórczości niesamowitego uroku.

 

Klimat również odegrał ogromną rolę. Skute lodem morze, zamiecie śnieżne i mroźny luty stanowiły idealne tło do opowiadanej przez Abla baśni, zaś zwiastun wiosny – zawilce gajowe – sprawiły, że w którymś momencie historii Anny przed bohaterami otworzył się nowy rozdział. Nie wyobrażam sobie baśni o Małej Królowej w porze lata. Surowa zima odzwierciedlała emocje bohaterów i lepiej ukazywała ich cierpienie.

 

Świetny początek był zapowiedzią niesamowitych rozdziałów, ale niekoniecznie tak było. Działo się wręcz przeciwnie – prawie cały czas odczuwałam ogromną złość i irytację. Spytacie: dlaczego? A no dlatego, że chyba zbyt wiele oczekiwałam. Liczyłam na to, że Baśniarz wciągnie mnie do swojego świata już od pierwszego rozdziału i ustawiłam poprzeczkę bardzo wysoko. Koniec końców okazało się, że to był ogromny błąd, który zrozumiałam w momencie zakończenia przygody z Małą Królową i jej przyjaciółmi. Cała magia Baśniarza tkwi w tym, że wciąga powoli i stopniowo. Nic tam nie dzieje się szybko – wątek miłosny rozwija się delikatnie, powoli, subtelnie i ze smakiem (wiem, dziwne określenia, ale tak właśnie było), akcja szła swoim tempem, elementy układanki wskakiwały na swoje miejsca w odpowiednich momentach, zaś baśń opowiadana przez Abla nie traciła blasku ani na chwilę. Zanim rozpoczniecie lekturę Baśniarza chciałabym Wam doradzić jedną bardzo ważną rzecz – podejdzie do tej książki sceptycznie.

 

„Baśniarzu, dokąd żegluje ten statek, na którego pokładzie się znajdujemy? Dokąd prowadzi twoja baśń? Kto płynie czarnym statkiem? Czy poleje się jeszcze więcej krwi?"

(str. 169)

 

Co mogę powiedzieć o bohaterach? Pani Michaelis wiedziała kogo tworzy i jak ta postać ma prezentować się w skonstruowanym przez nią świecie. Z początku bardzo denerwowała mnie Anna i jej nagłe zauroczenie Ablem. Było to trochę dziwne i nie na miejscu, jak gdyby autorka od razu chciała przejść do konkretów, zapominając o rozwinięciu ich znajomości. Na szczęście później, mniej więcej wtedy, kiedy Anna poznała bliżej Abla i Michi, polubiłam główną bohaterkę. Jest to postać o ogromnym sercu, gotowa poświęcić się dla każdego, kto cierpi i potrzebuje pomocy, chociaż niekiedy jej lekkomyślność wpływała niekorzystnie na jej wizerunek. No ale kto jest idealny?

 

Abel Tannatek, czyli polski handlarz pasmanterią, to postać mająca dwa zupełnie inne oblicza. Jest kochającym bratem Michi, ojcem i baśniarzem, lecz także dealerem, który w ten sposób zarabia na utrzymanie ich obojga. Pokochałam Abla za obie twarze, a jeszcze bardziej pokochałam go za uczucie, jakim darzył Annę. Przez cały czas poświęcony na lekturę Baśniarza nie mogłam wyjść z podziwu dla jego osoby. Nawet nie wiecie, ile był gotów zrobić dla swojej młodszej siostrzyczki. Z kolei Michi... Mogłabym ją nazwać słońcem Baśniarza. Gdyby nie ona to powieść pani Michaelis straciłaby to „coś". Na samo wspomnienie dziewczynki o blond warkoczach ubranej w różową kurtkę i kochającą kakao czuję w sercu radość, ale także mnóstwo innych emocji. Jej rola w baśni Abla a także odwaga w realnym świecie uczyniły ją barwną, jedyną w swoim rodzaju postacią, którą zapamiętałam jako Małą Królową – Królową Skał.

 

Oprócz bohaterów, klimatu, warsztatu pisarskiego autorki i świetnego wejścia ważny jest również motyw baśni, w czasie trwania której zacierają się granice między fikcją a rzeczywistością. Z ręką na sercu przyznam, że spodziewałam się banalnych historyjek starszego brata ze szczęśliwymi zakończeniami. Tymczasem opowieść o Małej Królowej, morsie, latarniku i różanej dziewczynce stanowi osobny wątek, tak piękny i wciągający, że zapiera dech w piersiach, zaś sam koniec... Och! Co ja będę dużo mówić. Najlepiej przeczytajcie sami!

 

„Nawet najgorsze można wybaczyć. Niemożliwe może stać się możliwe. Najtrudniej jest wybaczyć samemu sobie..."

(str. 311)

 

Tak jak wspomniałam wcześniej, złość i irytacja przeszły, kiedy skończyłam jedną z najpiękniejszych książkowych przygód i opuściłam bardzo brutalną rzeczywistość. Dopiero wtedy nadszedł czas na łzy. W tym miejscu pragnę zaznaczyć, że pani Michaelis potrafi świetnie grać na emocjach czytelnika. O ile w pierwszej połowie lektury modliłam się, aby coś zaczęło się dziać, tak w drugiej radość goniła złość na Abla, irytacja zachowaniem Bertila zamieniała się w miłość do Michi, wściekłość na Gittę została zastąpiona uznaniem dla Anny... I tak do ostatniej strony. Nie! Chwila! Na ostatnich stronach były już tylko łzy i mnóstwo pytań bez odpowiedzi. Uwierzcie mi lub nie, ale pierwszy raz spotkałam się z takim zakończeniem. Wybaczcie, że nie przytoczę Wam przymiotników określających zwieńczenie historii Anny i Abla, ale w ten sposób mogłabym Wam je zdradzić, co byłoby dosłownie zbrodnią. W każdym bądź razie... Mam nadzieję, że długo go nie zapomnicie.

 

Pozytywnych stron Baśniarza jest mnóstwo, zaś negatywnych tylko jedna – i to z mojej winy. Gdyby nie to, że za wysoko mierzyłam i nie pozwoliłam od razu porwać się i Baśniarzowi, z pewnością dałabym jej 6/6. Tymczasem myślę, że 5,5/6 to ocena idealna.

 

„Może jego repertuar odpowiedzi jest ograniczony? Na świecie jest więcej pytań niż odpowiedzi, a jeśli pytasz, dlaczego tak jest, to muszę wyznać, że na to pytanie nie znam odpowiedzi."

(str. 321)

 

Podsumowując:

Jest to jedyna w swoim rodzaju opowieść o miłości, cierpieniu, zaufaniu i poświęceniu, białym szumie oraz przełamywaniu barier. Nie wiem, jakich słów mogę użyć na opisanie Baśniarza. Ta książka zagościła w moim sercu obok innych powieści robiących piorunujące wrażenie i wątpię, abym kiedykolwiek o niej zapomniała. Ostatnie strony zmusiły mnie do pewnych refleksji. Doceniłam to co mam, ludzi, którzy mnie otaczają, swoją własną bańkę mydlaną, biały szum i niebieskie powietrze. Tak jak Michi chciałabym mieć swojego baśniarza, który tworzyłby dla mnie swoją własną baśń, lecz w innych okolicznościach – nie wtedy, kiedy wisi nad nim miecz Damoklesa.

 

Komu mogę polecić Baśniarza? Wbrew pozorom nie tylko młodzieży, lecz każdemu. Jeśli jesteście gotowi na spotkanie z szarą rzeczywistością i baśnią pełną barw, koniecznie sięgnijcie po Baśniarza. Mam nadzieję że długo pozostanie w Waszych sercach i nie zapomnicie o Annie, Ablu i Michi (a także o różanej dziewczynce, morsie i Małej Królowej).

 

„Będziemy płynąć, ale jak to zrobimy, to umrzemy. A ja nadal nie wiem, co to jest śmierć. Byliśmy tak długo w drodze i poznaliśmy tylu ludzi, i nikt, absolutnie nikt nie wyjaśnił mi, co to jest śmierć"

(str. 365)

 

Anath

Abel Tannatek to wagarowicz, dealer i „wszystko co najgorsze". Pomimo tego, Anna Leemann – wzorowa, zdolna i ambitna uczennica zakochuje się w chłopaku. Widzi w nim coś więcej niż łobuza i handlarza narkotyków. Dzieje się tak, gdyż poznaje go od zupełnie innej strony. Od strony kochającego brata i niesamowitego baśniarza. Ich światy bardzo się do siebie różnią. Są niczym ogień i woda – dwa przeciwieństwa, które nie są w stanie razem funkcjonować. Czy tym razem miłość przełamie wszelkie bariery i skończy się happy endem?

 

 

„Istniała tylko jedna historia, która tak naprawdę ją interesowała. Baśń. Ale jej nie było na żadnej liście."

 

„Baśniarz" jest przykładem wielkiej miłości, ale nie takiej zwyczajnej, jaką możemy spotkać w różnego rodzaju romansach. Miłość tych dwojga jest zupełnie nieobliczalna. Tak, myślę, że to dobre słowo. Jest silna, a przykładem tego jest zachowanie Anny wobec Abla. Niektóre jego czyny wobec niej były godne kary, lecz pomimo tego, dziewczyna wciąż wracała do niego i obiecywała, że „będzie dobrze, będzie lepiej, będziemy szczęśliwi.."

 

„Zastanawiała się, czy tak już zostanie na zawsze. Czy wszystko będzie tak, jak kiedyś, czy mogłaby udawać, że go nigdy nie spotkała. Nie. Tamte czasy już nie wrócą."

 

Ogromnie podobał mi się wątek baśni w książce. Było to połączenie mrożącego krew w żyłach thrilleru i pozornie niewinnej opowieści o Małej Królowej. Najciekawsze momenty były oczywiście wtedy, gdy świat baśni zlewał się ze światem rzeczywistym. Zdarzenia łączyły się ze sobą niczym elementy skomplikowanej układanki. Czułam się wtedy, gdybym była w jakimś magicznym miejscu, portalu, który łączy świat realny z wyimaginowanym.

 

Abel Tannatek, to chłopak po ogromnych przejściach życiowym. Jest w nim wiele nienawiści, ale także miłości. Jest bardzo inteligentny. Wbrew pozorom, jest dobrym bratem, który zrobi wszystko, by jego siostrze było jak najlepiej. Niekiedy potrafi zrobić zbyt wiele.. Kiedy Anna obdarza go swoją miłością, nie wie, co robić. Boi się zaufać, pokochać drugiej osoby. Nie wierzy w szczęśliwe zakończenie. Jednak, czy ma podstawy na to, by tak sądzić?

 

„Wszyscy, większość z tych, co tam mieszkaj.. są głupi. Ale to nie jest ich wina. Oni dziedziczą głupotę od rodziców i przekazują swoim dzieciom jak tradycję, jak naukę rzemiosła. Wypijają głupotę z mlekiem matki i z każdym piwem i wódką, a na końcu z głupoty budują swoje trumny."

 

„Baśniarz" wywarł na mnie ogromne wrażenie.. Ale, szczerze mówiąc, spodziewałam się czegoś więcej. Na początku książki nuda ciągnie się, można by rzec „w nieskończoność". Później, kiedy akcja staje się coraz ciekawsza, wkraczają sytuacje, które budzą we mnie niechęć. Myślę, że ta książka jest dla ludzi o stalowych nerwach. Może nie ma w niej wątku rodem z horrorów, ale same, te psychologiczne zmuszają do ciężkiego myślenia. „Baśniarz" wzbudził we mnie nastrój filozoficzny. I myślę, że zrobi to w każdym, kto przeczyta tę książkę. Za to należy się wielki plus.

 

Książkę polecam wszystkim, którzy lubią dobre kryminały oraz nutki fantazji.

 

Przez zachowanie Anny, początkową nudę i późniejszą wzbudzającą we mnie niechęć, „Baśniarz" otrzymuje 7/10 gwiazdek!

 

Kyou

Jego usta były zimne jak śnieg...

 

Anna żyje w bańce. Nie wie, co dzieję się dookoła niej. Jest tylko grzeczną dziewczynką. Pewnego dnia w szkole znajduje lalkę. Nikt nie wie, czyja ona jest. Zgłasza się po nią jednak Abel Tannatek, szkolny wyrzutek, handlarz narkotykami. Twierdzi, że jest to lalka jego młodszej siostry. Dziewczyna początkowo mu nie wierzy - jednak gdy śledzi go pewnego dnia zauważa Michi. Przypadkowo podsłuchuje, jak Abel opowiada siostrzyczce bajkę - o Małej Królowej. Zakochuje się w historii.

 

W szkole zaczynają się plotki. Anna jest zainteresowana Tannatkiem. Coś ją do niego przyciąga. Do tego mała Michi podbiła jej serce. Tyle, że chłopak ma duże kłopoty. Ich matka zniknęła, biologiczny ojciec dziewczynki posądzany o pedofilie próbuje mu ją odebrać a on nie ma jeszcze 18 lat - nie może zarabiać normalnie. Wszystkie problemy zamieszcza w bajce, którą opowiada. Jednak teraz słuchaczki są dwie.

 

- Powiem chwili... - szepnęła - zatrzymaj się, jesteś tak piękna.

 

Baśniarza chciałam przeczytać od pierwszej chwili - gdy tylko go zobaczyłam. Cudowna okładka a na dodatek interesujący opis... Przyznam jednak, że nie spodziewałam się po nim za dużo - zwykła książka, którą czyta się dla przyjemności. Początkowo mnie nawet nudziła. Postanowiłam dać jej szansę do setnej strony i... wsiąkłam.

 

Po odłożeniu jej na bok czułam taką pustkę. Podobne uczucia miałam po przeczytaniu Chłopców z placu broni - do tej pory jednej z moich ulubionych książek. Łzy płynęły strumieniami a ja za wszelką cenę próbowałam uchwycić w Baśniarzu to, co przelewało mi się przez ręce - ludzkie życie. Abel nie był dobrym człowiekiem. Kochał swoją siostrę, ale czy przez to można go nazwać dobrym? Mimo wszystko jednak pokochałam go od razu. Jego czarną czapkę i wojskową kurtkę.

 

To nie jest książka, o której da się łatwo zapomnieć. Sam jej klimat... Nie ma tam chwili, w której byłabym spokojna. Cały czas bałam się, że zaraz zdarzy się coś złego. Między literkami ukryty jest tak wielki niepokój, jakby autorka sama bała się o własnych bohaterów. To niesamowite uczucie czytać taką książkę.

 

Najtrudniej jest wybaczyć samemu sobie.

 

Nie byłam pewna, czy uda mi się przeczytać. Ten początek... Strasznie mnie nużył. Mimo wszystko się przemogłam i bardzo się z tego cieszę - mogła mi przepaść okazja zagłębienia się we wspaniałą historię. Jestem pewna, że jak bym się poddała, więcej już bym Baśniarza nie otworzyła. Mimo cudownej okładki. Ogólnie uwielbiam książki wydawnictwa Dreams. Wszystkie są świetnie wydane - nie da się ukryć.

 

Wcześniej nie byłam pewna, czy chcę kupić Baśniarza. Jednak jak przebrnęłam przez początek stwierdziłam, że koniecznie muszę ją nabyć. By kawałek Abla był zawsze blisko. Bo to nie o Annę tu chodzi. Nawet nie o Michi. To Abel jest najważniejszy.

 

Często zdarza mi się płakać przy książkach. Jednak mimo Chłopców z placu broni żadna pozycja nie zostawiła mi na sercu takiego ciężaru jak ta. Tak wielka niesprawiedliwość i tak wielki ból...

 

Anna i Abel - historia miłości, rozwiewająca wszelkie wątpliwości.

 

Katarzyna Meres

Baśń zawsze kończy się dobrze, prawda? Przecież w baśniach to dobro wygrywa i wszyscy są szczęśliwi. Każdy każdemu wybacza, zapomina i żyje dalej w swojej idylli, bez zmartwień aż do czasu, kiedy przyjdzie im się zmagać z kolejną walką ze złem... A jak to jest w "Baśniarzu"? Czy dobro zwycięży?

 

Tego na pewno Wam nie zdradzę, bo rozwiązałabym zagadkę, która ciągnie się przez całą książkę. "Baśniarz" to historia odziana w szarobury, wełniany, ciepły, rozciągnięty sweter, który daje poczucie bezpieczeństwa i pozornego ładu. To przepiękna opowieść o niezwykłej sile miłości Anny i Abla, niebanalnej i trudnej, to opowieść, która pokazuje, jak łatwo można komuś wybaczyć, jeśli czyn był niewybaczalny. To czarująca, a zarazem przygnębiająca opowieść o trudnościach, jakie niesie życie ze sobą w bagażu i podrzuca każdemu z nas. Pod powłoką wymyślonej baśni o Małej Królowej kryją się prawdziwe motywy, fakty, przemyślenia, wnioski...

 

Miasteczko w Niemczech, życie Anny biegnie utartym torem - gra na flecie, uczęszcza na lekcje, jest kujonem, który zawsze ma dobre oceny, jej rodzice to szanowani lekarze. Zakochuje się w Ablu, niebezpiecznym wedle opinii innych, handlarzu pasmanterią, jak go nazywają. W słuchawkach zazwyczaj brzmi "biały szum". Nikt jednak nie wie, jakie tajemnice skrywa ten wrażliwy chłopak. Ma uroczą siostrę Michi, jego matka Michelle wyjechała. A on jest baśniarzem, z którego ust wydobywają się piękne dźwięki opowieści utkane na delikatnych, jedwabnych niteczkach, powabnie spływających z szyfonowego nieba...

 

Jednak nic nie jest takie łatwe, jak na pozór wygląda. Abel to trudny człowiek, który wiele przeszedł. Anna odkrywa go i wielokrotnie przy tym cierpi, nie opuszcza go jednak, nigdy nie opuszcza. Dodatkowo ktoś zabija osoby, które w jakiś sposób zagrażają Ablowi i jego siostrze... Czujecie delikatny wątek kryminalny? Ja tak! Muszę powiedzieć, że się go nie spodziewałam. Zaskoczył mnie tak samo, jak mój zachwyt nad nim. Został z gracją wpleciony w opowieść i dodał jej klimatu oraz szczyptę mroczności. Dla tych którzy się obawiają - nie był on bardzo zarysowany, podejrzewam, że to był jedynie delikatny, namacalny zarys (ja sama nie jestem przekonana do kryminałów, ale powoli staram się walczyć z tą barierą).

 

Kiedy otwierałam książkę czułam, jak wysypuje się z niej mrok, smutek, tajemniczość, czułam jak to mnie otula, niczym ten szarobury sweter. Ta historia jest tak niesamowicie poprowadzona i napisana, że brakuje mi słów, aby wyrazić nad nią mój zachwyt. Mimo tego, iż skończyłam ją kilka dni temu, to nadal czuję, jakbym została z Anną i Ablem. Ciągle towarzyszą mi myśli "a co gdyby"...

 

Na pochwałę zasługuje pomysł na fabułę, sam proces przeprowadzenia akcji, jak i kreacja bohaterów oraz język. Każda ta niepozorna część wpływa na drugą i sprawia, że "Baśniarz" to lektura od której nie można się oderwać. Fabuła jest wciągająca i nie jest przewidywalna, co zasługuje na ogromny plus - ja przez całą powieść zmieniałam zdanie, kto jest tajemniczą osobą, która wywraca życie Anny, Abla oraz miasteczka. Annę bardzo polubiłam, tak samo jak Abla, co ciekawe, nie zachowują się, jak typowe osiemnastolatkowie, a ich miłość zamiast być młodzieńcza, okazuje się być dojrzała, taka która potrafi wiele znieść, a i tak trwa w najlepsze i nie traci przy tym uroku, lecz go zyskuje. Człowiek jest w stanie wiele znieść, wiele wycierpieć, jest też w stanie wybaczyć, co Anna doskonale pokazuje.

 

Znalazłam jeden minus, ale nie odnośnie historii, a druku. Dawno nie spotkałam się z taką ilością dość rażących błędów na kartach... Może jestem przewrażliwiona, ale bardzo zwracam na to uwagę. A takie niedopracowanie ze strony wydawnictwa troszkę utrudnia czytanie.

 

Jeśli szukacie opowieści, która poruszy Wasze serca, zachwyci, stłamsi duszę, da do myślenia i wzruszenia, to "Baśniarz" będzie idealną lekturą, która Was pochłonie i wprawi w osłupienie. "Baśniarz" ma w sobie wiele kolorów. Dlaczego? Kiedy Abel zaczynał opowiadać baśń o Małej Królowej w mojej głowy rodziło się wiele kolorów - widziałam ten świat złożony z mórz, oceanów i wysp; widziałam statek, którym uciekali, widziałam Różaną Dziewczynkę; czułam wiele emocji, wypełniały mnie od wewnątrz i zalewały od zewnątrz. A gdy jego opowieść nagle się urywała, cały ten cudowny świat znikał; zamiast niego pojawiał się smutek, szarość... Baśń się skończyła, a ja nadal w niej trwam i nie mogę się nadziwić.

Kamila M

Tragedia. Tym jednym słowem mogę szczerze określić tę książkę. I nie chodzi mi o to, że okazała się ona klapą - wręcz przeciwnie, była to jedna z najlepszych książek, jaką miałam okazję w swoim życiu przeczytać.

 

Ta historia nie mogła się skończyć dobrze.

"Kręcąc się" wokół tej powieści, myślałam, że porusza ona zupełnie inną tematykę. Że jest to książka fantastyczna. Nie jest. Jest to cholernie prawdziwa historia, która zostanie w Waszych głowach na długi czas. Niczym się jej nie pozbędziecie. Tak samo, jak nie uda Wam się powstrzymać potoku łez.

 

Kiedy zaczęłam czytać Baśniarza, nie byłam za bardzo przekonana, czy jest to dla mnie odpowiednia lektura. Bo tak jak wspominałam wcześniej - spodziewałam się całkiem innej tematyki. Spotkała mnie niespodzianka.

 

Od chwili, kiedy poznałam Annę i Abla wiedziałam, że oni będą razem. Wiedziałam, że oni muszą być razem i prędzej czy później tak się stanie. Cóż, nie myliłam się.

 

Ciśnie mi się na usta porównanie wątku miłosnego w tej książce, do historii Romea i Julii. Wiem, niektórzy powiedzą, że przesadzam, ale tak jest. I w sumie, to nie wiem co mam napisać w tej recenzji... Chcę Wam przekazać wiele, a zarazem nie chcę zdradzać zbyt dużej ilość szczegółów, bo wtedy nie przeżyjecie tej historii tak, jak ja. A może byłoby wtedy lepiej? Bo zaoszczędziłoby Wam to złamanego serca i paczki chusteczek...

 

Właściwie, to nie wyjaśniłam jeszcze, czego dotyczy fabuła tej powieści. Otóż, Anna poznaje Abla w dość dziwnych okolicznościach. Dziewczyna oddaje mu lalkę, tak, lalkę, którą bawią się małe dziewczynki. Okazuje się, iż Abel ma siostrę, do której owa zabawka należy. Wydawać by się mogło, że na tym ich "znajomość" się skończy. Jednak Annie ten chłopak nie daje spokoju. Intryguje ją, pociąga, ale jednocześnie przeraża. Mówią, że jest polskim handlarzem pasmanterią. Tajemniczy Tannatek, który zapewni dobrą zabawę na każdej imprezie. Jednak pod przykrywką handlarza kryje się zwykły-niezwykły chłopak, który wciąga Annę do świata baśni. Baśni, która nie dzieje się za siedmioma górami, lasami, rzekami i za czym tam jeszcze dzieją się baśnie. Ta historia to prawdziwe tu i teraz.

Abel opiekuje się młodszą siostrą, Michi. Ich matka wyjechała, a chłopak robi wszystko, żeby siostra została z nim i nie zabrano jej do domu dziecka. W miarę zbliżania się do Tannateka, Anna zagłębia się w tajemniczą historię rodzeństwa. Na ich drodze staje wiele przeszkód, które udaje im się pokonać. Choć może niekoniecznie...

 

Tak sobie myślę, że pewnie teraz jeszcze bardziej Wam namieszałam w głowach. Wybaczcie, ale nie potrafię tej historii przedstawić klarownie. Chyba sama do końca jej jeszcze nie rozumiem. I nie wiem czy kiedykolwiek mi się uda ją zrozumieć. I nie potrafię tej książki zrecenzować tak, jak to robię z innymi. Ta historia jest dla mnie zbyt realistyczna i zbyt życiowa, żebym mogła ją od tak sobie ocenić.
Po prostu chcę Wam tak wiele przekazać, a jednocześnie nie wiem od czego zacząć.
Na początku myślałam, że będzie tak, jak w większości książek - mimo początkowych przeszkód, główni bohaterowie i tak będą razem. I w pewnym sensie tak się stało, a w innym, stało się zupełnie na odwrót.
Coś, co zapowiadało się lekką lekturą do poduszki, okazało się smutną historią. Zupełnym przeciwieństwem szczęśliwego zakończenia, w który królewna odnajduje księcia i żyją razem długo i szczęśliwie.

 

Razem z wydarzeniami w rzeczywistym świecie, życie toczy się także w baśni opowiadanej przez Abla.
Jest w niej Mała Królowa, mors, różana dziewczynka, latarnik... Wszystkie te postacie żyją naprawdę. Czy dostrzeżecie podobieństwa i odkryjecie ich prawdziwe twarze zanim będzie za późno?
Mnie się to nie udało, ale czy gdybym dała radę, to zakończenie tej książki w jakiś magiczny sposób uległo by zmianie?

 

- To jest miejsce, gdzie wszystkie wołania wpadają do morza, bo nie sięgają dalej. Na dnie morza widziałem leżące słowa, tysiące słów, wraki zdań, pytania i odpowiedzi, które nigdy nie dotrą do celu... - wyjaśnił mors.
- Jakie to smutne! Cmentarzysko słów! - zawołała Mała Królowa.

 

Żeby zachować resztki jako-takiego profesjonalizmu (co przy tej książce przychodzi mi z prawdziwym trudem), powiem Wam, że spotkałam się tu z dużą ilością literówek. Oczywiście nie przeszkadzało mi to w czytaniu i nie przyćmiło zalet tej książki, ale rzuciło mi się w oczy. Oprócz tej drobnej uwagi, nie mam zastrzeżeń, co do Baśniarza. Akcja dzieje się szybko, fabuła wciąga Czytelnika. W pewnym momencie lektura tak mnie wciągnęła, że dwieście stron przeleciało mi w mgnieniu oka. Mogę powiedzieć, że zatraciłam się w tej historii, a opowieść baśniarza utkwiła głęboko w mojej głowie i w moim sercu.

 

Nie wiem, czy kogokolwiek do tej książki zachęciłam, czy może wręcz przeciwnie - popisałam się swoim brakiem profesjonalizmy i jeszcze bardziej zniechęciłam do przeczytania Baśniarza. Mam tylko nadzieję, że nie pożałujecie, kiedy zdecydujecie się po tę książkę sięgnąć.

 

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież


Okładka wydania

Baśniarz

Dodatkowe informacje

Podziel się!

Oceń Publikację:

Na naszej stronie nie stosujemy reklam. ;)
Prosimy o dodanie naszej witryny do białej listy.
Ustawienia przeglądarki lub Biała lista (adblock)