Protektorat Parasola Tom 1 Bezduszna

Autor: Gail Carriger

Okładka wydania

Protektorat Parasola Tom 1 Bezduszna

Dodatkowe informacje


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

Wybierz opinię:

Viv

Jak wyglądałaby wiktoriańska Anglia, gdyby obok ludzi żyły w niej wampiry i wilkołaki, a w królewskim gabinecie cieni zasiadali ich przedstawiciele? Dlaczego protestanci wyjechali do Ameryki? Czy można żyć bez duszy? Jakie są tego konsekwencje? Dlaczego niektórzy ludzie są w stanie przeżyć metamorfozę w wampira lub wilkołaka, a inni nie? Jak skuteczną broń może stanowić parasolka w dłoni starej panny? I czy mając 26 lat naprawdę musi ona porzucić marzenia o szczęśliwym zamążpójściu tyko dlatego, że jest oczytaną i mającą własne zdanie, bujnie obdarzoną przez naturę półkrwi Włoszką?

 

Alexia Tarabotti, wspomniana stara panna, jest nadludzką, co oznacza, że nie ma duszy. Już w pierwszych stronach książki dowiadujemy się, że ten niezwykły stan powoduje, iż jej dotyk pozbawia istoty nadprzyrodzone ich nadnaturalnych właściwości. Prezentowana przez autorkę teoria co do przyczyn tego zjawiska nie była mi wcześniej znana, ale zainteresowanych odsyłam do książki.

 

Alexia ma talent do znajdowania się w samym środku zamieszania, regularnie psując szyki lorda Maccona - nie tylko samca alfa londyńskich wilkołaków, ale i szefa BUR (to taka specjalna policja). W ten sposób zresztą tych bohaterów poznajemy. Ona przypadkiem wpada na wampira, który niezgodnie z etykietą próbuje dostać się do jej szyi i jest zmuszona do samoobrony. On pojawia się w majestacie prawa zbadać zajście. Zdarzenie to skutkuje rozpoczęciem śledztwa, od którego lordowi - mimo szczerych chęci - nie udaje się odsunąć Alexii.

 

Ona jest zadziorna i wygadana, on - chmurny i burkliwy, choć przystojny i taki władczy. Ich spotkania zawsze są pełne emocji, bo - jak twierdzą - nie przepadają za sobą. Poza nimi w książce jest galeria postaci: raczej niemądra rodzina Alexii w składzie: matka, ojczym i dwie młodsze siostry, oddana i niezbyt bogata przyjaciółka Alexii - Ivy, prawa ręka lorda Maccona - ułożony i inteligenty profesor Lyall (beta miejscowych wilkołaków), zaprzyjaźniony z Alexią ekscentryczny lord Akeldama (przypadkiem będący także wampirem) i idealny lokaj - Floote.

 

Świat Alexii przypomina ten znany z książek Jane Austen - po dodaniu istot nadprzyrodzonych. Wystawne kolacje, etykieta, pogardliwa wyrozumiałość socjety dla rozumnych i oczytanych kobiet. Z uwagi na osadzenie w epoce wiktoriańskiej, wzbogacony on został o znane wówczas dokonania nauki: nad Londynem latają sterowce, bohaterowie odkrywają istnienie windy, znana jest elektryczność i pojawiają się nowinki technologiczne i techniczne, jak choćby chloroform. Naukowcy próbują zbadać i opisać wszystko, co ich otacza. A otaczają ich także istoty nadprzyrodzone.

 

Wszystko to jest tłem dla rodzącej się miłości. I namiętności takiej, co to pannie z dobrego domu - nawet jeśli jest to stara panna - raczej nie wypada. Do tego zbliża się pełnia, a nawet w wiktoriańskim Londynie wilkołaki to tylko wilkołaki, bezsilne w obliczu księżyca. Krótko mówiąc, łatwo stracić nad sobą kontrolę.

 

Książkę czyta się bardzo szybko. Akcję przedzielają obrazy budzącego się uczucia, bynajmniej nieromantyczne. Początkowo trochę raził mnie styl autorki - taki zabawny aż do przesady. Kiedy jednak wejdzie się w konwencję książki, lekki, ironiczny język regularnie prowokuje do uśmiechu. Kto nie szuka pogłębionych psychologicznie portretów bohaterów, ale przyjemnej, niewymagającej lektury na dwa wieczory, powinien być zadowolony. Jest to jednak zdecydowanie książka dla pań - mało który pan zakończy czytać, choćby pierwszy rozdział, bez przewracania oczami:)

 

Ja się dobrze bawiłam i z pewnością sięgnę po kolejne opowieści o Alexii, bo "Bezduszna" rozpoczyna serię, na którą obecnie składają się trzy tytuły (kolejne dwa mają zostać wydane w tym i przyszłym roku).

Sil

„Ile wynosi maksymalny wskaźnik przyrostu?"

 

Przyznać się muszę, że na tę książkę polowałam od chwili jej premiery w Polsce. Wiele z moich zabiegów, które miały na celu zdobycie tej książki skończyło się fiaskiem. Na szczęście nie wszystkie. Gdy „Bezduszna" Gail Carriger w końcu znalazła się w moim domu nie mogłam się doczekać aż ją przeczytam. Postawiłam ją więc niemal na początku rzędu książek do przeczytania. Niestety nasze wspólne początki nie należą do najlepszych. Dawno mi się nie zdarzyło, bym tak długo czytała jedną książkę. I to bynajmniej nie z jej winy. Wskutek niedomagania mojego własnego organizmu i weekendowego wypadu do przyjaciół, spotkanie z Bezduszną zakończyło się dopiero po pięciu dobach.

 

Gdy Alexia Tarabotti miała sześć lat, od agenta BUR-u (Biura Ultranaturalnych Rzeczy) dowiedziała się, że jest istotą nadludzką, w związku z czym nie posiada duszy. Dziewczynka niezwłocznie udała się do biblioteki ojca, z pochodzenia Włocha, by przestudiować wszystkie możliwe dzieła dotyczące istoty owej brakującej jej duszy. Z czasem udało się jej dowiedzieć, na czym zasadniczo polega wspomniana bezduszność. I tak – ni mniej, ni więcej – okazało się, że jest ona swoistym remedium na nadprzyrodzoność, czyli wampiryzm, wilkołaczyzm czy inne paranormalne zjawisko.

 

Dwie dekady później, podczas balu organizowanego przez księżną Snodgrove, Alexia zostaje zaatakowana przez wampira. Nie byłoby w tym nic dziwnego (w końcu nie od dziś wiadomo, że wampiry atakują ludzi w celu pożywienia się), gdyby nie to, że wszystkie ponadnaturalne stworzenia zaraz po pomyślnej przemianie, są informowane o jej istnieniu, a co za tym idzie i zagrożeniu płynącym z bliskiego kontaktu z nią. Alexia nie ma wyjścia i przy pomocy drewnianej szpilki do włosów unicestwia napastnika. Na miejscu niezwłocznie zjawiają się agenci BUR-u, z lordem Macconem, alfą watahy wilkołaków na czele i rozpoczynają śledztwo, mające na celu określić, czym motywowane były przedziwne działania napastnika. Jak potoczy się śledztwo? Czy agentom uda się powiązać ze sobą szereg dziwnych zdarzeń mających miejsce w XIX wiecznej Anglii? Gdzie znikają nikomu niepodlegający samotnicy i tułacze? Czy kiedykolwiek zostaną odnalezieni? Skąd biorą się nikomu nieznane młode wampiry? Czy to możliwe, by nikt ich nie stworzył w sposób „naturalny"? Czy jedna nadludzka istota jest w stanie pomóc dziesiątkom nadprzyrodzonych? Tego i wielu innych interesujących rzeczy dotyczących epoki wiktoriańskiej, dowiecie się podczas lektury Bezdusznej, będącej paranormalnym romansem kryminalnym.

 

Mnie osobiście lektura tej powieści sprawiła niesamowitą radość. Ani odrobinę się na niej nie zawiodłam. Każde przeczytane zdanie sprawiło mi nieprawdopodobną przyjemność. To niezwykłe, bo ostatnimi czasy, wszystkie najbardziej wyczekiwane przeze mnie książki, okazywały się porażkami, lub nie dorównywały poziomem do opinii, którą obrosły.

 

Pani Carriger stworzyła niezwykłą powieść, daleką od tego, co w chwili obecnej zalewa rynek literacki. Pełna jest zjawisk, których w żadnej innej, paranormalnej książce, nie znajdziemy. Autorka w bardzo przyjemny i konkretny sposób ukazała zależności panujące w wampirzych ulach i wilkołaczych watahach, co dodatkowo podniosło walory opisywanej powieści. Na uwagę zasługują również takie elementy jak zastosowany język (właściwy opisywanej epoce), pięknie opisane stroje i obyczaje panujące w tamtych czasach.

 

Książkę polecić mogę śmiało szerokiemu gronu czytelników, do których zaliczam miłośników romansów, pasjonatów zjawisk i książek paranormalnych oraz, a może przede wszystkim, osobom zaczytującym się w dobrze skonstruowanych kryminałach.

Natula

Książek o wampirach i wilkołakach nie brakuje. Księgarniane półki uginają się pod ciężarem błyszczących kiełków atakujących z okładek. Jednak zadowolić czytelnika wymagającego w tym temacie nie jest łatwo. Wydaje się, że już wszystko było, ale panna Alexia Tarabotti i lord Maccon, są jedyni w swoim rodzaju i na szczęście te oryginalne postacie można spotkać w równie oryginalnej „Bezdusznej".

 

Powieść „Bezduszna" jest debiutem Gail Carriger. Autorka to intrygująca postać świata literatury . Pisanie to jej lek na całe zło, w ten sposób odreagowuje smutne dzieciństwo pod okiem zrzędy i skąpca. Jako młode stworzenie uciekła z małego miasteczka i wyruszyła na podbój największych miast Europy a jej głównym daniem w tym czasie były herbatniki głęboko zabunkrowane w podręcznej torebce. Gail uwielbia małe kapelusze i cudaczne buciki, zachwyca się smakiem londyńskiej herbatki i tropikalnych owoców.

 

Żeby nie przedłużać, zapraszam do XIX wiecznej Anglii.
Alexia jest dwudziestosześcioletnią starą panną, mało tego jej ojcem był Włoch, nasza bohatera zawdzięcza mu mu ciemną karnacja i nos który powiedzmy jest inny niż panujące standardy. Uroda panny Tarabotti jest niepokojąca i intrygująca, do tego dochodzi temperament równy burzy z piorunami no i brak duszy. Pewnego nudnego wieczoru, Alexia zostaje zaatakowana przez wampira, dla którego dobre zasady wychowania są obce, mało tego ów nieszczęśnik nie wie, że ta wyfiokowana panna posiada umiejętność neutralizowania sił nadprzyrodzonych. W wyniku przepychanek bezpański wampir ginie. Na scenie zamieszania pojawia się zabójczo przystojny i gburowaty wilkołak lord Maccon, który z rozkazu królowej Wiktorii wszczyna śledztwo. Ziemia trzęsie się i wrze pod stopami Conalla i Alexi, ten duet przyprawia o ból głowy, do tego dochodzą dziwne zniknięcia wampirów, inne osobniki pojawiają się znienacka, atmosfera zagęszcza się a wybuch skandalu jest tuż, tuż.

 

Od pierwszych stron książki zakochałam się w Alexii. Autorka stworzyła ją pełną wigoru, tupetu, inteligencji i poczucia humoru, dała też jej niewyparzony język, co w połączeniu z pozostałymi cechami daje mieszankę wybuchową, zresztą wszystkie postacie pojawiające się w książce są niesamowicie ciekawe. Londyn pachnie XIX wiekiem, klimat książki jest rewelacyjny. Carriger umiejętnie przyprawiła tekst charakterystycznymi elementami dla Wiktoriańskiego wieku. Pojawiają nowinki z dziedziny techniki i nauki, do tego mamy brukowane ulice, dorożki, spacery po Hyde Parku, panie w wymuskanych sukienkach prosto z francuskich żurnali i ekstrawaganckich kapeluszach oraz panów w eleganckich cylindrach. Całość tętni życiem angielskiej socjety. Język jakim posługuje się autorka jest niebanalny, typowy dla klimatu panującego w książce. Czytając mamy wrażenie, że przenieśliśmy się w czasie. Jedynie wilkołaki i wampiry legalnie żyjące wśród ludzi „niszczą" ten realizm. Książka ma jakby dwa wątki sensacyjny i romantyczny, ten drugi jest dominujący, autorka skupia się bardziej na podchodach miłosnych głównych bohaterów niż na akcji kryminalnej. Tutaj z lekka, ale tylko z lekka ubolewam bo śledztwo w sprawie nielegalnych wampirów ślimaczy się, na szczęście przezabawne dialogi i opisy niwelują niedosyt napięcia związanego z akcją.

 

W książce bawi mnie również fakt, że wampiry i wilkołaki nie rażą tak jak wyemancypowana „młoda" panna, która musi zwracać uwagę na to co mówi, robi i jaki kolor sukienki zakłada, ach dobre czasy... stare czasy.

 

Wielkim plusem dla książki jest unikalny charakter, w sumie w nadprzyrodzonych stworzeniach niewiele da się zmienić, jednak Gail Carriger na swój indywidualny sposób stworzyła paranormalny świat. Wreszcie mamy coś innego, zdecydowanie bardziej interesującego od oklepanych schematów. Poza tym muszę pochwalić projektanta okładki, który dał z siebie wszystko, bo grafika jest niebanalna, przyciąga oko i ma swój niepowtarzalny charakter.

 

„Bezduszna" to pierwsza część serii „Protektorat parasola", kolejna książka ukarze się już niebawem bo 14 czerwca pod tytułem „Bezzmienna". Czekam z niecierpliwością.

Książkówka

Wyobraźcie sobie świat pełen wilkołaków. Jednak nie taki, w którym te łaknące krwi istoty są w nim pewnego rodzaju dodatkiem czy wątpliwej jakości urozmaiceniem. Zwizualizujcie sobie rzeczywistość, w której istoty te są czymś naturalnym i nikogo nie dziwi ich istnienie. Pomni wielu lektur z takim wątkiem, powiecie: nic trudnego? Dobrze...To teraz do tego obrazu dołóżcie sobie kobietę biegnącą za przedstawicielem jednego z nich, dopadającą go i okładającą parasolką. Prawda, że już jest ciekawiej?

 

Pani, kryjąca się pod pseudonimem Gail Carriger, postarała się o to by podczas lektury jej książki nie sposób było się nudzić i by nie zabrakło w fabule interesujących oraz dobrze weń wkomponowanych, elementów. Akcję powieści „Bezduszna" wplotła w czasy epoki wiktoriańskiej ówczesnego Londynu. Na bohaterkę pierwszego planu wybrała sobie jakże barwną i wyrazistą postać – dwudziestosześcioletnią starą pannę z włoskimi korzeniami. Nie taką tam zwykłą zrzędzącą kobietę bez perspektyw na zamążpójście, a inteligentną, oczytaną z nieopuszczającym ją ani na krok, zgryźliwym poczuciem humoru, niewiastę...bezduszną. I nie chodzi tu bynajmniej o chłód uczuciowy, a dosłowne rozumienie tegoż...hmm...bonusu, (choć owo określenie mocno kłóci się z jego ideą).

 

O przypadłości panny Tarabotti prawie nikt nie wie, nawet jej najbliższa rodzina. Wyjątek stanowią członkowie Biura Ultranaturalnych Rzeczy (w skrócie BUR), którzy informację o wyjątkowych zdolnościach Alexii do neutralizowania mocy istot nadprzyrodzonych, mają w swoich aktach. Jednak fundamenty tej tajemnicy zaczęły mocno drżeć w posadach, gdy bohaterka postanowiła skutecznie nauczyć dobrych manier jednego z wilkołaków. Gdy ten zapragnął skosztować jej krwi, ta bez zastanowienia zdzieliła go parasolką...A, że ze skutkiem śmiertelnym...No cóż, wypadek przy pracy – zdarza się najlepszym.
Pieczę nad przeprowadzeniem śledztwa w sprawie śmierci krwiopijcy, przejmuje BOR, na czele z lordem Maccon'em. Choć ten, początkowo budzi w Tarabotti raczej mniej przychylne uczucia, przejawiające się w licznych utarczkach słownych, to szybko jednak sprawdza się w ich przypadku powiedzenie: „kto się czubi, ten się lubi".

 

Bez obawy jednak! To nie jest kolejna smętna opowieść z cyklu: ona taka piękna i bezbronna (obydwa określenia pasują do bohaterki jak pięść do oka) natomiast on rządny krwi, ale bezgranicznie zakochany i w związku z tym, wstrzemięźliwy. Uff....Na szczęście to nie tego typu literatura. To historia osadzona w końcu XIX wieku, gdzie znajdują się niemal wszystkie charakterystyczne elementy tego czasu – piękne stroje, (choć zapewne często doprowadzające do szewskiej pasji), nienaganne maniery (nie licząc braku ogłady niektórych, sepleniących wilkołaków) i piękny język, (w który mistrzowsko wpleciony jest absolutnie fantastyczny humor). Styl autorki jest lekki i jednocześnie pełen osobliwego uroku. Z pomysłu starego prawie jak świat, stworzyła niebanalną opowieść, od której nie sposób się oderwać aż do końca.

 

Chyba śmiało mogę zachęcić do tej książki także tych, którzy nie przepadają za wątkami krwiopijców w tle albo są do nich uprzedzeni, bo to naprawdę miła odmiana i jeszcze milsze zaskoczenie. Wiem, co mówię, bo wszystko, czego tematem był wampiryzm, wzbudzało we mnie skojarzenia „zmierzchopodobne" i skutecznie mnie odstręczało. Jak się jednak okazało, nie do końca słusznie.

Kala

O "Bezdusznej" słyszałam od dawna. Jedni ją chwalili, inni wypowiadali się nieco mniej optymistycznie, ale ogólnie rzecz biorąc wszyscy pozostawali zgodni co do faktu, że jest to obowiązkowa pozycja dla wielbicieli tego gatunku literatury. Być może właśnie dlatego czułam się tak bardzo zawiedziona po przeczytaniu pierwszego rozdziału. Myślałam, że od pierwszego zdania nie będę mogła odłożyć książki na bok, a tymczasem przychodziło mi to bez najmniejszego trudu. Zwlekałam z zabraniem się za dalszą część, aż w końcu na chwilę odłożyłam "Bezduszną" na bok. Ostatecznie doszłam jednak do wniosku, że nie mogę skreślić z góry czegoś co cieszy się wśród innych czytelników tak dobrą opinią.

 

Alexia Tarabotti jest dwudziestosześcioletnią starą panną o za dużym nosie i zbyt ciemnej cerze, odziedziczonej po ojcu Włochu. Uchodząca przez londyńską socjetę za sawantkę raczej nie cieszy się zbyt dużą popularnością toteż podczas jednego z bali wymyka się do biblioteki by w spokoju spożyć podwieczorek. Zastaje tam wampira, który wbrew wszelkim obowiązującym zasadom dobrego wychowania rzuca się na nią. Nikogo więc chyba nie zdziwi, że - tylko i wyłącznie działając w samoobronie - panna Tarabotti przypadkowo uśmierca mężczyznę swoją niezawodną parasolką. Niestety, śledztwo w sprawie morderstwa prowadzi lord Maccon, który - delikatnie rzecz mówiąc - nie przepada za Alexią.

 

To jednak dopiero początek problemów głównej bohaterki. Nagle znikają bowiem wampiry, jej osobą zaczyna się interesować sama królowa ulu, a podczas powrotu do domu jakiś mężczyzna o woskowej twarzy stara się ją porwać. I choć nic, absolutnie nic, nie układa się po myśli Alexi, ona ani myśli schować się w domu i pozwolić zająć się problemami BUR - owi. W końcu ma w zanadrzu swoją niezawodną broń prawda? No, a tak poza tym - przecież jest Bezduszna.

 

"Bezduszna" jest niewątpliwie historią jedyną w swoim rodzaju. Barwne postacie, spora dawka humoru i oryginalna fabuła to tylko nieliczne zalety powieści pióra Gail Carriger. Cieszę się, że mimo pierwszego, złego wrażenia nie odrzuciłam "Bezdusznej" na bok, jest to bowiem jedna z lepszych książek, która w ostatnim czasie pojawiła się na rynku.

 

Akcja rozkręca się wprawdzie nieco dłużej niż powinna aczkolwiek dalsza część rekompensuje wszystkie mankamenty. Z niecierpliwością wyczekuję kolejnego tomu "Protektoratu parasola", który pojawi się na polskim rynku już 14 czerwca. Tymczasem polecam "Bezduszną" wszystkim wielbicielom romansów paranormalnych. To idealna pozycja na ciepłe dni, w sam raz do tego by się nieco pośmiać i odpocząć od szarej rzeczywistości.

Caroline Ratliff

Dziewiętnasty wiek. Kobiety ubrane w gorsety i cudowne suknie, mężczyźni zaś odziani w gustowne garnitury. i szykowne fraki Świat pełen elegancji i uprzejmości. Na każdym kroku spotkać można dobrze wychowanych ludzi, dobre maniery wiszą w powietrzu, zaś odsłonięcie kostki przez damę jest śmiałym posunięciem. Czasy w mniemaniu niektórych cudowne, dla innych koszmarne. W XIX - wiecznych realiach ma miejsce akcja książki 'Bezduszna' autorstwa Gail Carriger. Jest to pierwsza część przygód Alexii Trabotti, istoty doprawdy niezwykłej. Otóż główna bohaterka, z pozoru zwykła, lecz dobrze wychowana dama, nie posiada... duszy. Tak, dobrze przeczytaliście. Jest osobą bezduszną, co wcale nie oznacza, że jest nieczuła i bezwzględna. Nie. Ona jest po prostu nadzwyczaj wyjątkowa. Ale o tym później.

 

Alexia nie ma duszy. Jest starą panną. Ma włoskie korzenie, bo jej ojciec był Włochem, a teraz nie żyje. Jest posiadaczką śniadej cery, jakże niecodziennej dla londyńskich dam, a także bujnego biustu, obfitych bioder i niesamowitej inteligencji. Na domiar złego, została zaatakowana przez wampira, co było czynem haniebnym, a teraz ów wampir nie żyje, gdyż zginął z jej ręki. Wampiry znikają i pojawiają się znienacka, a wszystkie podejrzenia padają na pannę Tarabotti. Czy naszej bohaterce uda się wyplątać z tej skomplikowanej sytuacji? Czy jej wyjątkowe umiejętności, charakterystyczne dla bezdusznych, pomogą jej? Czy w końcu wyjaśni się, kto tak naprawdę zawinił? Ale przede wszystkim - czy podadzą ciasto z kajmakiem?

 

Za dużo pochwał słyszałam o tej książce, oj za dużo. Zraziłam się. Ludzie słodzili o twórczości Carriger, że aż się niedobrze robiło i robi do teraz. Same ochy i achy, no bo twórczość pani Gail jest taka cudowna! Phi. Ja rozumiem, fajnie jest, jak książka zbiera same pozytywne opinie, ale o serii 'Protektorat parasola' było po prostu za głośno i zbyt szumnie. Wielce mnie to odrzuciło od pierwszej części cyklu, ale że ja jestem człowiekiem nad wyraz wścibskim i ciekawym, postanowiłam zobaczyć, z czym to się je. Degustacja zaczęła się zacnie, zachwycił mnie typowy dla dziewiętnastowiecznych powieści język. Od pierwszej chwili pokochałam główną bohaterkę. Ale po chwili zrobiło się gorzej. I nie, bynajmniej nie znudził mi się jakże cudowny pomysł przeczytania tejże książki. Nie. Znudziła mnie akcja i fabuła. Smutne, ale prawdziwe. Więc, kochani moi, może przejdę do priorytetów, i kawałek po kawałku opowiem Wam co i jak. Dobrze?

 

'Bezduszna', jak już wyżej udało mi się wspomnieć, napisana jest językiem dziewiętnastowiecznym, a więc niezwykle bogatym, szykownym i ładnym w swej prostocie. Książka opiewa w mnóstwo ironicznych dialogów, co ogromnie przypadło mi do gustu. Carriger wprowadziła między karty nutkę cierpkiego, ale dobrego humoru, co było niezwykle udanym zabiegiem. Co się tyczy samej fabuły i akcji - niezmiernie cieszy mnie fakt, że autorka odświeżyła nam nieco zapomniany świat wampirów i wilkołaków i zrobiła to naprawdę w dobrym stylu. W jej opowieści wszystkie stworzenia mające paranormalne zdolności chodzą sobie po ulicy jak zwykli śmiertelnicy. I to jest zacne. Dawno juz nie czytałam powieści paranormalnej, która w tak lekki i naturalny sposób traktowałaby o nadnaturalnych stworzeniach, nie robiąc z nich beznadziejnie zakochanych w śmiertelnikach głupców. To się chwali. Momentami jednak wydarzenia dziejące się w 'Bezdusznej' nudziły mnie, niektóre sprawy ciągnęły się zbyt długo, niektórym zaś autorka poświęciła zbyt mało uwagi. Jeszcze się taki nie urodził, co by mi dogodził, jednak w swej powieści Gail Carriger troszeńkę zbyt lekko potraktowała kwestię swojej wyobraźni. Fabuła jest nie do końca dopracowana, akcja nie zaskakuje. Jednak od samego początku czuję się, że część pierwsza dopiero wprowadza czytelnika w środek nieźle zapowiadającego się chaosu. Dlatego tez wiele oczekuję od kolejnych części. Zobaczymy, jak będzie.

 

Paranormal romance jest jednym z najbardziej krytykowanych gatunków książek, obdarzonym niezwykle małym szacunkiem. Powiada się, że literatura tego typu jest mało ambitna, że takowa opiewa w same kretynizmy tudzież niemoralne zdarzenia, mające zapewnić młodzieży chwilę bezsensownej, odmóżdżającej rozrywki. Takie książki podobno nam niczego nie oferują, czytamy je tylko dla zabicia czasu. Gatunek ten często jest mieszany z błotem, zaś jego fanatycy wypierają się, że w ogóle mają styczność z pozycjami tego pokroju. 'Bezduszna' jest doskonałym przykładem na to, że można napisać miłą i lekką opowieść o wampirach i wilkołakach, która wcale nas nie odmóżdża, ale stanowi wyjątkową rozrywkę, która nie zawiera dziwnych i wyssanych z palca sytuacji, ale po prostu przedstawia obraz zwykłego społeczeństwa, którego częścią są nadnaturalne istoty. Jest to książka ze smakiem i w dobrym guście, która wbrew pozorom ma jakiś przekaz. Zapytacie pewnie, jaki? Już tłumaczę. Autorka w swej powieści jasno informuje, iż nawet ludzie spisani na straty, potrafią coś osiągnąć. Tak jak Alexia. Przez rodzinę i znajomych uznana za dożywotnią starą pannę. Pewnego dnia jednak poznaje przystojnego wilkołaka i kończy się to... Nie będę Wam psuła przyjemności czytania i nie zdradzę, co się wydarzy. Jeśli przeczytacie pierwszy tom 'Protektoratu parasola', zrozumiecie o co mi chodzi.

 

Pomimo paru zgrzytów z fabułą i nieco wlokącą się akcją, muszę przyznać, że postać głównej bohaterki jest naprawdę niesamowita. Pokochałam te kobietę już od pierwszej strony powieści. Jest to postać niesamowicie charyzmatyczna i wyjątkowa, posiadająca właśnie 'to coś', co ceni się ogromnie. Alexia Tarabotii, bo to o tej pannie mowa, jest kobietą wygadaną, twardo stąpającą po ziemi, dobrze wychowaną, ale umiejącą postawić na swoim. Broni własnego zdania niczym lwica, jeśli zaś jej się coś nie podoba, poinformuje o tym fakcie od razu. Nie będzie czekała, aż jej pozwolą. Jest to osoba odważna, często cyniczna, z ironicznym poczuciem humoru i ogromnym dystansem do siebie. Uwielbiam, po prostu uwielbiam tę bohaterkę, i mogę to wykrzyczeć całemu światu. Genialna postać, po prostu. Podczas czytania 'Bezdusznej' cała uwaga czytelnika skupiona jest właśnie na niej, co jednak nie uniemożliwia obserwacji pozostałych bohaterów. Nie będę się tutaj rozwodzić nad każdym z nich, bo to mijałoby się z celem i wyszłaby z tego siedmiotomowa encyklopedia, a nie prosta i harmonijna recenzja. Otóż pozostali bohaterowie są równie wspaniali, jak i Alexia, wyraźnie zarysowani i mili dla wyobraźni. Może Carriger nie umie dobrze budować napięcia czy perfekcyjnie planować fabuły, jednak posiada niecodzienna umiejętność tworzenia genialnych postaci. I chwała jej za to.

 

'Bezduszna' to pierwsza część serii 'Protektorat parasola' autorstwa amerykańskiej pisarki Gail Carriger. Powieść ta nie do końca przypadła mi do gustu, szczególnie przez niedopracowaną fabułę i wlokącą się akcję. Stwierdziłam jednak, że warto będzie zapoznać się z kolejnymi tomami cyklu, bo a nuż okaże się, że pióro autorki ulegnie poprawie. Największym plusem 'Bezdusznej', zaraz obok fenomenalnego, dziewiętnastowiecznego języka, jest bezsprzecznie główna bohaterka, która to jest postacią niesamowita i wyjątkową. Książka nie powala na kolana, nie jest jednak najgorsza. Jest jednak świadectwem, że powieść z gatunku paranormal romance może być napisana ze smakiem. Jeśli macie ochotę poczytać o nadnaturalnych stworzeniach, i pragniecie czegoś naprawdę oryginalnego, polecam właśnie debiut literacki Gail Carriger.

Keengah

Na "Bezduszną" natrafiałam w bibliotece kilkukrotnie i o ile opis książki był całkiem intrygujący i zachęcający, o tyle w dziwny sposób wygięta modelka z okładki powieści za każdym razem z powodzeniem odstraszała mnie od lektury. Podczas ostatniej wizyty w bibliotece, gdy znów ujrzałam zdeformowane ciało kobiety z parasolką, parokrotnie wyrecytowałam w myślach utarty slogan "nie oceniaj książki po okładce" i podstawiłam książkę panu bibliotekarzowi pod nos w celu zeskanowania kodu.

 

Gail Carriger (właść. Tofa Borregaard) to magister archeologii i antropologii a "Bezduszna" będąca pierwszą częścią cyklu "Protektorat Parasola" to pisarski debiut autorki. Cała seria utrzymana jest w klimacie steampunk, o którym to podgatunku usłyszałam zresztą po raz pierwszy właśnie podczas googlowania informacji o Carriger.

 

"Bezduszna" to powieść dla tych wszystkich, których zmęczyły oklepane scenariusze paranormalnej miłości, w których główną bohaterką jest zwykła, nieciekawa a często głupiutka i denerwująca nastolatka. Alexia Tarabotti nie jest nastolatką a już na pewno nie jest zwykła i głupiutka. Alexia to niezależna, uparta i inteligentna stara panna z poczuciem humoru, która na pewno nie pozwala sobie w kaszę dmuchać. Na dodatek nie posiada duszy, co chroni ją przed wpływem istot nadprzyrodzonych, odbierając im cechy nadludzkie.

 

Bezduszna panna Tarabotti zamieszkuje XIX-wieczny Londyn. Mieszkańców ówczesnego miasta nie dziwi istnienie nadprzyrodzonych, którzy zamieszkują te same okolice, przechadzają się tymi samymi ścieżkami i bywają na tych samych przyjęciach. Niejednokrotnie wręcz wizja przemiany w wampira czy wilkołaka jest dla ludzi bardzo kusząca.

 

Gdy w mieście zaczynają pojawiać się nowe wampiry, do których stworzenia nie przyznają się okoliczne ule, ponadto gdy w nieznanych okolicznościach znikają wampiry stare i znane, śledztwo wszczyna Biuro Ultranaturalnych Spraw, na czele z Lordem Macconem, wilkołakiem alfa londyńskiej watahy. Trzeba tu koniecznie wspomnieć, iż choć bronią się przed tym z całych sił, Lord Maccon i Alexia Tarabotti nie potrafią być odporni na swoje wdzięki.

 

Książka w porównaniu do innej - wampirzo-wilkołaczej literatury, jaką czytałam, jest niesamowicie zabawna. To właśnie to urzekło mnie w niej najbardziej. Styl autorki jest lekki, Carriger rewelacyjnie operuje ironią. Przemyślenia głównej bohaterki i dialogi z Lordem Macconem potrafią wywołać głośny śmiech. W rezultacie książkę czyta się bardzo szybko i przyjemnie.

 

Polecam. Jak już wspomniałam, jest to świetna alternatywa dla paranormalnych, młodzieżowych historii miłosnych, które śmieszą nie dialogami a poziomem jaki reprezentują. Dla wszystkich znudzonych taką literaturą, "Bezduszna" powinna być świetnym wyborem.

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież


Współpracujemy z: