Bezzmienna

Autor: Gail Carriger

Okładka wydania

Bezzmienna

Dodatkowe informacje


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

Wybierz opinię:

Isadora

"Bezzmienną" sięgnęłam w ciemno pozbawiona jakichkolwiek oczekiwań poza chwilą dobrej rozrywki, która oderwałaby mnie na jakiś czas od monotonii codzienności.

 

Powieść autorstwa Gail Carriger stanowiąca drugi po "Bezdusznej" tom trylogii o losach i perypetiach Alexii Tarabotti Maccon, lady Woolsey, od pierwszych stron ujęła mnie nieskrępowanym, żywiołowym, pełnym werwy, momentami figlarnym, skrzącym humorem stylem narracji, intrygującą i oryginalną fabułą, przemyślaną i spójną kompozycją, barwnym dynamizmem wykreowanego świata, a przede wszystkim - wyjątkowo wyrazistą i zróżnicowaną galerią postaci, których mocno zindywidualizowane charaktery i sugestywnie nakreślone, a nieraz karykaturalnie oraz humorystycznie przerysowane sylwetki budzą przemożną sympatię czytelnika, zaś ich fantastyczne perypetie przykuwają uwagę i nie pozwalają na dłuższy czas rozstać się z lekturą.

 

Akcja powieści toczy się w alternatywnej rzeczywistości XIX-wiecznej Anglii za czasów panowania królowej Wiktorii, gdzie zwykli śmiertelnicy żyją w delikatnej symbiozie z całą masą istot nadprzyrodzonych - od wampirów poprzez duchy po wilkołaki...

 

Do ich grona zalicza się jedyna w całym Zjednoczonym Królestwie postać, której zdolności budzą niepokój wśród nieśmiertelnych - bezduszna (dosłownie!), nadludzka klątwłamaczka piastująca wysokie stanowisko w królewskim gabinecie cieni - Alexia Maccon, lady Woolsey, świeżo poślubiona małżonka hrabiego wilkołaka Conalla Maccona, której ekstrawagancja, tupet oraz kąśliwy i niewyparzony język tyleż samo razy były źródłem kłopotów, co wybawiały z opresji, a z pewnością zyskały jej posłuch wśród nieokiełznanej watahy męża.

 

Tym razem Alexia musi zmierzyć się z tajemniczą plagą humanizacji, która szerzy się w Londynie. Pozbawia ona wszystkie istoty nadprzyrodzone ich nadludzkiej mocy przywracając im śmiertelność. Jako że tylko ona posiada podobną umiejętność, staje się główną podejrzaną. Nieposkromiona ciekawość, chęć wyjaśnienia zagadki niespodziewanej plagi oraz tajemniczego zniknięcia męża prowokują Alexię do podjęcia własnego śledztwa.

 

Jednak zanim wpadnie na trop prowadzący do rozwikłania zagadki, przyjdzie jej zmierzyć się z wilkołaczą watahą obozującą na zamkowych błoniach, nieco kłopotliwym towarzystwem głupiutkiej przyjaciółki Ivy oraz jej kłopotami sercowymi i sekretami madame Lefoux, której wynalazki uratują hrabinie życie; pełna wrażeń i grozy podróż sterowcem śladami małżonka zaowocuje spotkaniem z jego dawną, wciąż pełną urazy watahą oraz niespodziewaną eskalacją działań nieznanego agenta, którego celem jest najwyraźniej sama Alexia...

 

Czy śledztwo prowadzone przez lady Woolsey wykaże, co jest przyczyną masowych egzorcyzmów i komu na nich zależy? Jak potoczą się dalsze losy świeżo poślubionych małżonków, których związek nieoczekiwanie zostanie wystawiony na ciężką próbę?

 

Niektórych odpowiedzi udzieli Wam uważna lektura, na inne - podobnie jak ja - będziecie musieli poczekać do momentu ukazania się trzeciego tomu trylogii zatytułowanego "Bezgrzeszna". A muszę przyznać, że będę czekała z niecierpliwością!

 

Świat stworzony przez Gail Carriger zauroczył mnie fantastyczną, świetnie przemyślaną i całkowicie przemawiającą do mojej wyobraźni konstrukcją będącą rewelacyjną wariacją na temat wiktoriańskiej Anglii. Cudownie komponuje się ona z pełnym wyrazu i dowcipu stylem, którego najbardziej godne uwagi cechy to pełnokrwiste, temperamentne, wyraziste postaci przerzucające się ciętymi, powalającymi na kolana ripostami oraz wszechobecny komizm sytuacyjny.

 

Spodobała mi się koncepcja współistnienia śmiertelników i istot nadprzyrodzonych, którą wykreowała autorka oraz charakterystyczna dla nich filozofia i cechy, w jakie je wyposażyła. Sama postać Bezdusznej kryje w sobie jeszcze wiele sekretów, których rozwiązanie - mam nadzieję - nastąpi w ostatnim tomie...

 

Spędziłam z "Bezzmienną" miłe chwile; książka wprawiła mnie w dobry nastrój i właściwie byłabym usatysfakcjonowana, gdyby nie niepewność co do rozpoczętych w dramatycznych okolicznościach niektórych wątków...

 

Co prawda nie mam porównania, jeśli chodzi o tematykę paranormalną, ale sądzę, że proza Carriger przypadnie do gustu zarówno jej zdeklarowanym miłośnikom, jak i czytelnikom, którzy podobnie jak ja nie mają z nią na co dzień do czynienia. Nowatorskie podejście do tematu, oryginalność - rzecz zadziwiająca, jeśli chodzi o ten gatunek, przebojowy humor i świetny warsztat, któremu nic zarzucić nie można - wszystko to czyni z "Bezzmiennej" wyjątkowo interesującą i godną polecenia lekturę.

Viconia

Ostatnio mam chyba szczęście do serii, każda, którą zaczęłam oczarowała mnie w mniejszym lub większym stopniu. Protektorat Parasola zdecydowanie zalicza się do tej drugiej grupy.

 

Tym razem Alexii przyjdzie zmierzyć się z plagą humanizacji, która ogarnęła Londyn i przemieszcza się coraz dalej. Wszyscy nadprzyrodzeni stają się znowu ludźmi i oczywiście oczy zainteresowanych tematem początkowo skierowały się na lady Maccon. Ta, kierowana wrodzoną ciekawością i rozkazem królowej dociera aż do Szkocji, gdzie będzie próbowała rozwikłać zagadkę oraz dowiedzieć się czego też szuka w rodzinnych stronach jej małżonek. Dodatkowo na scenę wkracza madame Lefoux, kobieta geniusz, która poza zaprojektowaniem nowej, wyjątkowo funkcjonalnej parasolki dla Alexii ma wiele innych ukrytych wynalazków w zanadrzu. Do świty dołącza też nieznośna siostra Alexii, jej przyjaciółka Ivy oraz pan Tunstell, lokaj lorda Maccona. Zapewniam Was, że z tym orszakiem nasza bezduszna bohaterka nie będzie się nudzić podczas długiej podróży sterowcem.

 

Po przeczytaniu pierwszego tomu zastanawiałam się czym nas uraczy autorka w kolejnych częściach i miałam cichą nadzieję, że będą one równie dobre. I ku mojej wielkiej radości – część druga jest jeszcze lepsza! Przez chwilę zastanawiałam się na czym ta „lepszość" polega, ale niestety nie potrafię tego sprecyzować. Ot, po prostu lepiej mi się ją czytało, bardziej mnie wciągnęła? A może to zakończenie, które sprawiło, że najchętniej zakupiłabym trzecią część w oryginale byle jak najszybciej dowiedzieć się co będzie dalej ;)

 

Tym razem mamy zdecydowanie więcej steampunk'u a mniej paranormal romance. I to wcale nie jest wada, wręcz przeciwnie. Dzięki temu, że autorka przestała skupiać się na wątku romantycznym mamy dużo więcej miejsca na akcję. A tej tu nie brakuje. Steampunkowe wstawki u Carriger sprawiają, że chętnie sięgnęłabym po coś jeszcze z tej bajki. Mistrzostwem jest oczywiście nowa parasolka Alexii, sama chciałabym taką mieć. Ponad to mamy m.in. sterowce i nadajniki eterograficzne.

 

A to wszystko okraszone niezmiennie doskonałym poczuciem humoru autorki, którym obdarza ona swoich bohaterów. Dzięki temu możemy świetnie bawić się obserwując ciągłe przekomarzanie państwa Maccon, docinki Alexii, szczególnie te skierowane do przyjaciółki czy kłótnie między członkami watahy. Momentami wkrada nam się też w akcję komedia omyłek, komizm niektórych sytuacji wręcz nie pozwala zachować powagi. Gwarantuję, że uśmiech przy lekturze nie schodzi z twarzy ;)

 

O ile pamiętam, w części pierwszej trochę mi przeszkadzała powolna akcja. Tutaj już tego nie uświadczyłam, wszystko działo się bardzo szybko, pełno było niespodziewanych zwrotów akcji i nie sposób było się domyślić na czym w końcu wszystko stanie. A stanęło na tym, że czytelnik będzie się skręcał z ciekawości co dalej, po tym jak pani Carriger zrzuciła na niego bombę w postaci totalnego zaskoczenia i zaraz po tym zakończyła książkę.

 

Cieszę się, że mogłam po raz kolejny przenieść się do jakże różnej od tej znanej nam wszystkim epoki wiktoriańskiej, gdzie nadprzyrodzeni żyją sobie spokojnie z ludźmi i nikt nie widzi w tym nic dziwnego. Dzięki oryginalnemu i lekkiemu stylowi autorki nawet nie zauważyłam, kiedy dotarłam do ostatniej strony. Ciekawa jestem jakie wynalazki przedstawi nam ona w kolejnej części. No i oczywiście co też tym razem będzie czyhało na Alexię. Poza okropnymi kapeluszami Ivy rzecz jasna ;) Polecam gorąco!

Scathach

Bezimienna, to druga część bestsellerowego cyklu Gail Carriger, którego główną bohaterką jest lady Woolsey – Alexia Maccon będąca kobietą pozbawioną duszy, nadludzką klątwłamaczką. Jej znakiem charakterystycznym są nocne spacery z parasolką.

 

Autorka wykreowała fantastyczny świat barwnych postaci, wielkich indywidualistów, pełen niesamowitych splotów wydarzeń.

 

W drugiej części serii początkowo akcja toczy się niespiesznie. W mojej głowie powstał ogólny zarys fabuły, mniej więcej wiedziałam, czego się spodziewać, wystarczyło jedynie ze spokojem śledzić dalszy rozwój historii, w którym za pośrednictwem autorki przyszło mi brać udział. Znaczącym momentem dla akcji stało się zniknięcie męża lady Maccon – wilkołaka, który po serii rozmów wyjeżdża nikogo nie informując dokąd i w jakim celu. Na głowie Alexii zostawił między innymi niezadowolonych współpracowników i modystkę. Jakby tego było mało z wizytą przybywa siostra klątwłamaczki, będąca w miłosnych tarapatach. Wraz z taką załogą bohaterka postanawia wyruszyć na poszukiwanie męża. Ślad prowadzi ich wprost do Szkocji. Droga będzie usłana wieloma nieoczekiwanymi wydarzeniami, nieraz zagrażającymi życiu całej załogi sterowca, którym wyruszono w ślad za lordem Macconem.

 

Gail Carriger stworzyła niezłą fantastyczną powieść obyczajową, która na dobre wciągnęła mnie jednak dopiero grubo po przekroczeniu granicy połowy książki. Wtedy też akcja dramatycznie przyspieszyła i nie pozwoliła mi już ani na moment oderwać się od lektury. Zakończenie wywołało u mnie całą gamę nieoczekiwanych emocji. W dużej mierze to dzięki niemu bez wątpienia sięgnę po część kolejną – Bezduszną.

 

W proze Carriger jest coś, co mocno intryguje. Jej bohaterowie, zwłaszcza lady Maccon wzbudzili moją „sympatię", choć słowo to nie jest tutaj chyba najodpowiedniejsze. Moje uczucia znacznie lepiej określa wyraz „fascynacja" i wszystko co za sobą pociąga. Jestem bardzo ciekawa dalszych losów świata wykreowanego przez pisarkę. Bez wątpienia jest ona objawieniem w dziedzinie fantastyki, a jej powieść powieścią jakiej na długo się nie zapomina. Jej oryginalność zaciekawia i skutecznie przekonuje. Fakt, że większość wydarzeń rozgrywa się w XIX- wiecznym Londynie dodatkowo kusi, podobnie jak doskonały projekt okładki.

 

Proza Carriger jest przemyślana, napisana z polotem i wielkim dystansem.
Polecam!

Orchisss

Źle się dzieje w państwie ... Alexii

 

Od czasu, gdy przeczytałam „Bezzmienną" Gail Carriger, nie mogłam doczekać się kontynuacji tej serii. Minęło kilka miesięcy i otrzymałam do recenzji drugą część genialnej i nadprzyrodzonej powieści o Alexii Maccon, wcześniej Tarabotti. Co prawda nim przyszła kolej na jej przeczytanie minęło nieco czasu, a całość czytałam między wycieczkami, kąpielami w morzu i plażowaniem, ale okresu tego nie mogę zaliczyć do zmarnowanego, wręcz przeciwnie.

 

Od pierwszych kart „Bezzmiennej" próbowałam zgadnąć, co autorka próbowała przekazać czytelnikowi za pomocą intrygującego (przynajmniej mnie) tytułu. Z jednej strony odpowiedź na to pytanie powinna być dość banalna dla osoby, która czytała poprzednią część, z drugiej jednak dość oczywistym było, iż pod tytułem tym ukryte zostało jakieś przesłanie. Jak się okazało, nie pomyliłam się w tej kwestii. Na ostateczne rozwiązanie zagadki czekać jednak musiałam niemal do ostatnich stron powieści.

 

Akcja „Bezzmiennej" rozpoczyna się w kilka miesięcy po wydarzeniach opisanych w „Bezdusznej". Alexia, jako lady Maccon, rozpoczęła nowy etap swojego życia. Dwa razy w tygodniu, po wielogodzinnych przygotowaniach, podczas których jej wierna pokojówka Angelique stara się przemienić panią w wytworna damę, udaje się na narady do Pałacu Buckingham. Tam, pod czujnym okiem dewana i potentata, pełni rolę prawej ręki królowej. Podczas jednego z takich spotkań dowiaduje się, iż na nadprzyrodzonych padła plaga. Nic nie jest takie, jak jeszcze kilka godzin wcześniej i nikt nie jest w stanie stwierdzić, czy zmiany zachodzące w ich otoczeniu spowodowane są chorobą czy też jakąś nieznaną do tej pory bronią. Królowa na ręce Alexii składa obowiązek przeprowadzenia śledztwa, którego celem będzie wyjaśnienie tajemnicy. Nim jednak bohaterka podejmie się tego zadania, na jaw wyjdą rzeczy, których absolutnie nikt się nie spodziewał i które samym swym pojawieniem pokrzyżują plany Alexii. Jak skończy się cała historia? Czy, tak jak w przypadku „Bezdusznej", liczyć możemy na happy end? Czy Alexii uda się znaleźć rozwiązanie zagadki i wypełnić powierzony jej obowiązek? O tym wszystkim przekonać musicie się sami, a nie ma na to lepszego sposobu, niż lektura preyentowanej właśnie powieści.

 

Mną osobiście książka wstrząsnęła. Może nie na początku czy na środku, ale podczas czytania ostatnich stron „Bezzmiennej" siedziałam jak na szpilkach, powtarzając sobie „to nie może się dziać, to nie może się dziać". Niemal do ostatniego słowa wierzyłam, że to wszystko, co spadło na Alexię na sam koniec, jest tylko niewinnym żartem, że to senna mara, która wkrótce się skończy, pozostawiając po sobie jedynie niezbyt sympatyczne wspomnienie. Czy moje modły zostały wysłuchane? Czy książka skończyła się tak, jak każdy by sobie tego życzył? Czy po jej zakończeniu można stwierdzić, o czym traktować będzie kolejna część serii, zatytułowana „Bezgrzeszna"? Cóż, ja już to wiem, Wam pozostaje przekonać się na własnej skórze. Dodam jeszcze, iż książkę czyta się błyskawicznie przede wszystkim dzięki niebywałym zdolnością autorki do operowania słowem, oraz jej niezwykłej wyobraźni, która tchnęła w tę powieść duszę. Dodatkowo niemal każdy rozdział obfituje w liczne sceny żywcem wzięte z rasowego kryminału, przeplatane tu i ówdzie wybornym wprost humorem. Zabawne dialogi i potyczki słowne głównych bohaterów dodatkowo umilają czas spędzony przy lekturze i przenoszą czytelnika w miejscu i czasie, rzucając jego wyobraźnię do wiktoriańskiej Anglii, gdzie wraz z zwykłymi ludźmi egzystują wilkołaki, wampiry, duchy i bezduszni. O tym, jak wygląda świat widziany niezupełnie zwykłymi oczami, przekonacie się sięgając po książkę Gail Carriger, do czego Was wszystkich serdecznie zachęcam. Powieść, według mnie, obroni się sama, a ci, którzy po nią sięgną, po przeczytaniu ostatnich jej stron wprost nie będą mogli doczekać się kontynuacji.

Agnesja

„Bezmienna" to druga część serii „Protektorat Parasola" autorstwa Tofy Borregaard piszącej pod pseudonimem Gail Carriger. Niestety nie miałam styczności z „Bezduszną", dlatego miałam małe obawy, że nie zrozumiem o co chodzi. Niepotrzebnie. Książka okazała się być nieskomplikowanym, ale zarazem niebanalnym dziełem, które od pierwszej strony porwało mnie w świat dżentelmenów, dam w długich sukniach i istot nadprzyrodzonych. Wampiry, wilkołaki i duchy to często spotykane w powieściach postacie, a mimo tego w „Bezzmiennej" poznałam je zupełnie z innej strony.

 

Alexia Maccon, lady Woolsey, nie ma łatwego życia. Mąż je stale urozmaica nie pozwalając żonie się nudzić. Bladym zmierzchem budzi ją krzykami, a potem znika. Na domiar złego, przed domem Alexii stacjonuje pułk nadprzyrodzonych żołnierzy i ni jak nie da się dogadać, czegóż to szanowni goście wyczekują. I gdzie się podział jej małżonek? Sytuacji nie poprawia również to, że plaga humanizacji przemieszcza się w kierunku Londynu pozbawiając nadprzyrodzonych ich mocy. Śledztwo rzuca Lady Maccon do Szkocji i zapewne wszystko byłoby w porządku, gdyby nie to, że ktoś chce jej pozbawić życia. Podczas podróży sterowcem, Alexia otrzymuje zatrute i na dodatek niezbyt smacznie wyglądające danie, a tego samego dnia wieczorem zwisa kilka kilometrów nad ziemią kurczowo uczepiona ostrogi. Nie wspominając już o strzelaninie i kilkakrotnie powtarzających się kradzieżach. Jednak nic nie powstrzyma nieugiętej lady Maccon przed wykonaniem zadania. Niech tylko odnajdzie męża, a nagada mu tak, że odechce mu się niezapowiedzianych podróży.

 

Fabuła nie jest zbyt skomplikowana, ale nie brakuje tu zwrotów akcji, intryg i rodzinnych porachunków. To wszystko ni jak nie pozwoliło mi się choć chwilę nudzić. Pozwolę sobie nawet stwierdzić, że powieść jest iście zwariowana. Znajdziemy tu wiele atrakcji takich jak odwijanie egipskiej mumii, kolorowe robaki pod drzwiami stołówki, dziwaczne kapelusze, przebieranki w męskie ciuchy, lesbijskie zaloty i bijatyki na wykwintnym stole. Właściwie cała książka przesiąknięta jest humorem i ironią. Język, którym posługuje się autorka jest rzadko spotykany i jedyny w swoim rodzaju. To właśnie kunszt Gail Carriger wyróżnia „Bezzmienną" wśród innych paranormalnych powieści. Z pewnością nie jestem w stanie zliczyć momentów, kiedy uśmiechnęłam się pod nosem, a czasem i zwijałam się ze śmiechu ignorując dziwne spojrzenia moich rodziców.

 

Nie mogło też zabraknąć komizmu postaci. Każdy bohater ma jakieś ustalone przez autorkę cechy, które czynią go wyjątkowym. Ivy lubuje się w dziwacznych kapeluszach, Felicity nie szczędzi jadowitych docinek, Alexia nie rozstaje się ze swoją parasolką, a hrabia Maccon nie lubi nocnych koszul żony, choć sam je jej kupuje. Postacie te wywoływały we mnie wszelkie możliwe uczucia. Czasami irytowały brakiem szarych komórek, czasem zadziwiały i często rozśmieszały. To taki miks dziwacznych charakterów, ale nikogo nie dało się nie lubić. Szczególnie głównej bohaterki, Alexii Maccon, która zadziwia arsenałem zimnej krwi, kąśliwej uprzejmości i pewności siebie. Ciekawe są również jej relacje z małżonkiem. Ta dwójka pasuje do siebie jak ulał.

 

Sceneria akcji powieści to Anglia u schyłku XIX wieku za panowania królowej Wiktorii. Osobiście uwielbiam wiktoriańskie czasy długich sukien, wykwintnych bali i przestrzegających zasad kultury dżentelmenów. Nadaje to „Bezzmiennej" niesamowitego klimatu. Nie zapomnijmy też, iż jest to steapmunk, a więc czas rewolucji technologii, gdzie wynalazcy wyciskają siódme poty, aby zadziwić mieszkańców Londynu nowymi sprzętami. Mamy tu do czynienia ze sterowcami, pierwotną wersją czajnika oraz maszyną różnicową. Ciekawie jest oderwać się od współczesnego stylu życia i poznać, jak wyglądało ono w XIX wieku.

 

Cieszę się, że miałam okazję przeczytać „Bezzmienną". Dostarczyła mi ona kilka godzin dobrej rozrywki. Gorąco polecam wszystkim fanom nadprzyrodzonych istot, solidnej dawki humoru, wiktoriańskich czasów i jedynych w swoim rodzaju bohaterów. Z niecierpliwością wyczekuję następnej części serii pod tytułem „Bezgrzeszna", która mam nadzieję pojawi się na polskim rynku jeszcze w tym roku. Wam pozostawiam śledzenie przygód damy bez duszy i mam nadzieję, że dla Was będą one równie pasjonujące co dla mnie.

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież


Współpracujemy z: