Bilbord

Autor: J.D. Bujak

Okładka wydania

Bilbord

Dodatkowe informacje


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

Wybierz opinię:

Viconia

Z autorką miałam już do czynienia przy okazji jej poprzedniej powieści. „Spadek" wywarł na mnie pozytywne wrażenie, dlatego z przyjemnością zabrałam się do lektury. „Bilbord" bardzo różni się od tego, co miałam okazję czytać poprzednio. Tym razem mamy do czynienia z kryminałem i to jakim! Na brak zwłok nie możemy narzekać, powiem nawet, że trup ściele się gęsto od samego początku.

 

Ale po kolei. Na początku przenosimy się w przeszłość i widzimy ojca, który katuje syna. Na szczęście policja jest na miejscu i ratuje dziecko. Po tym krótkim wstępie jesteśmy już w czasach obecnych i poznajemy Krzysztofa Pasłęskiego, właściciela kwiaciarni w Kazimierzu Dolnym. Wiedzie szczęśliwe życie, ma kobietę, z którą wiąże wielkie plany. Do czasu aż odwiedza go stary znajomy – komisarz Pokorny – i oznajmia, że ojciec Krzysztofa uciekł z więzienia. Głównego bohatera zaczynają męczyć koszmarne sny, w których ktoś go katuje. Przerażające, tym bardziej, że po przebudzeniu Krzysztof ma te same obrażenia, których doznał w trakcie snu.

 

Do tego akcja co chwilę przerywana jest wspomnianymi trupami. Ktoś morduje kobiety, nie ma między nimi związku, morderstwa rozsiane są po całym kraju i charakteryzuje je duży stopień obrzydliwości.
Czy i jak to wszystko łączy się ze sobą, dowiecie się sięgając po książkę.

 

Cóż ja mogę powiedzieć na jej temat. Początek mnie zaciekawił. Przemoc w rodzinie, koszmarne sny, pierwsze zwłoki z którymi ktoś obszedł się w dość makabryczny sposób. Początek śledztwa, poznajemy policjantów prowadzących sprawę i wygląda na to, że mamy fajny wstęp do świetnie napisanej powieści. Potem przyszedł czas na kolejne sny i kolejne zwłoki. Drugie, trzecie, przy czwartych już nie czułam nic poza obrzydzeniem. I nie chodzi o to, że to było źle napisane. Wręcz przeciwnie. Po prostu nie daje to szans na rozwinięcie się akcji, bo ledwo zdążymy się trochę wciągnąć, pojawia się kolejny trup, który burzy całe napięcie. A jak nie trup to wątki romansowe, które śmiało można było sobie darować. Po kilkudziesięciu stronach miałam bardzo mieszane uczucia i przekonanie, że jeśli za chwilę nie znajdzie się powiązanie między ofiarami, albo pojawią się kolejne zwłoki, to wyjdę z siebie, stanę obok i odmówię dalszej lektury.

 

Ale na szczęście nie musiałam tego robić, autorka praktycznie już w momencie, kiedy zwątpiłam we wszystko zafundowała mi jedno z oczekiwanych rozwiązań i ponownie zaciekawiła. Tylko zastanawiam się, czy każdy czytelnik będzie na tyle cierpliwy, żeby dotrwać aż do tego momentu, kiedy wreszcie doczekamy się rozkręcającej się akcji.

 

Jeśli ktoś w tym momencie zwątpił, to powiem Wam, że zdecydowanie nie powinniście się zniechęcać. Bo kiedy miniemy już ten krytyczny moment, powieść robi się naprawdę warta uwagi. Mamy dobrą policyjną robotę, poszukiwanie śladów i powiązań między ofiarami. Mamy ciekawych bohaterów i nie mówię tu tylko o Krzysztofie. Panowie policjanci nie dość, że wzbudzają sympatię, to są jeszcze naprawdę ciekawie przedstawieni. Wielką zaletą jest też rys psychologiczny bohaterów, z tym autorka poradziła sobie naprawdę bezbłędnie.

 

A jeśli spojrzeć na fabułę już po przeczytaniu książki, to naprawdę sporo zyskuje. Intryga jest naprawdę przemyślana i dopracowana z najmniejszymi szczegółami. Kilka, pozornie niezwiązanych ze sobą wątków, powoli zaczyna tworzyć jedną sensowną całość. No i zakończenie, które kompletnie nas zaskakuje. Bo przez cały czas mamy w głowie tylko jednego podejrzanego i przekonanie, że to on jest winny tym wszystkim zbrodniom. Gdzieś w głowie mamy cichą nadzieję, że jednak autorka nas zaskoczy, bo to byłoby zbyt przewidywalne. I zaskakuje, na szczęście. Im bliżej końca, tym większe nas czekają emocje, i tym trudniej będzie się oderwać od lektury i w tym większym napięciu będziemy śledzić rozwój wydarzeń.

 

Należy też pochwalić warsztat autorki, który z książki na książkę wydaje się coraz lepszy. Podoba mi się styl autorki, język jest lekki, płynny, dzięki czemu czytelnik ma wrażenie, że jest uczestnikiem tych wydarzeń.

 

Podsumowując, mimo, że „Bilbord" nie porwał mnie od samego początku, szczerze polecam! Naprawdę warto przebrnąć przez ten początek, bo dalsze wydarzenia są tego warte. A kto wie, może kogoś innego powieść pochłonie już od pierwszej strony? Tego Wam życzę, i jeszcze raz zachęcam do lektury!

Cinnamon

Obrzeża Kielc. Policja dostaje zgłoszenie, o zmarłej przed dwoma tygodniami kobiecie, która nagle znalazła się w swojej sypialni. Zdarzenie to jest tym bardziej dziwne, że nieboszczka została ubrana we frywolną koszulę nocną i ułożona na łóżku w dosyć kuszącej pozycji... Starszy mężczyzna, mąż kobiety, który znalazł jej ciało, w szoku wybiega z domu i wpada pod koła nadjeżdżającego roweru. Sprawą tą policja pewnie nie zainteresowałaby się, gdyby niedługo potem nie doszło do innych, szokujących morderstw, tyle że już w różnych zakątkach Polski, z kobietami pozornie nie mającymi ze sobą nic wspólnego.

 

Kazimierz Dolny. W tej spokojnej i malowniczej miejscowości mieszka Krzysztof Pasłęcki. Mieszka nad kwiaciarnią, której jest właścicielem, wraz ze swoją narzeczoną Elżbietą, artystką wyrabiającą świetnie sprzedające się gliniane aniołki. Wiodą szczęśliwe życie do czasu, gdy Feliks Pokorny, znajomy policjant, nie informuje Krzysztofa o ucieczce z więzienia jego ojca. Przeszłość mężczyzny na powrót daje o sobie znać, zaczynają go nawiedzać koszmary, po których na swoim ciele znajduje krwawe ślady. Na dodatek ktoś chce go nastraszyć, przesyłając do jego kwiaciarni tulipanach, w których kryją się ludzkie palce...

 

Warszawa. Komenda główna policji stara się powstrzymać seryjnego mordercę, który wykończył już pięć kobiet i wszystko wskazuje na to, że wciąż jest żądny ofiary. Co łączy wszystkie te przypadki? Kobiety te zostały brutalnie zamordowane i ułożone w przeróżnych, erotycznych pozach. Kluczem do sprawy zdają się być nacięcia na przegubach ofiar oraz billboardy...

 

Co wspólnego z tą sprawą ma Krzysztof Pasłęcki? Kim jest seryjny morderca, który działa z zawrotną szybkością na terenie całej Polski? Co grozi Elżbiecie, narzeczonej Krzysztofa, która występuje w jego koszmarach jako ofiara kata? Czy policji uda się wygrać z czasem i rozwiązać z pozoru nierozwiązywalną zagadkę?

 

„Bilbord" jest trzecią powieścią Joanny Bujak – tak brzmi pełne nazwisko autorki. Stworzyła wciągający kryminał, od którego trudno się oderwać. Nie jest to może powieść z górnej półki, nie mamy możliwości – jako czytelnicy – razem z policją starać się rozwiązać zagadkę, trudno jest określić, kto według nas może być mordercą, ponieważ krąg podejrzanych jest mocno zawężony. Znalazłam też parę błędów, które umknęły korekcie, ale nie wpływają one na jakość czytania. Zauważyłam też, że autorka wzoruje się na kryminale współcześnie bardzo modnym, ponieważ połączonym z elementami romansu. Szczerze mówiąc takie wątki trochę wybijały mnie z rytmu i tak ciekawej fabuły, ale na szczęście nie jest ich za wiele.

 

Książkę spokojnie mogę polecić nie tylko fanom kryminałów, ale także pozostałym czytelnikom. Pod warunkiem, że mają mocne nerwy – niektóre sceny są dosyć drastyczne i co wrażliwsze osoby mogą być zniesmaczone... ;)

Scathach

Z autorką Joanną Bujak miałam już okazję się spotkać za sprawą innej jej książki – Spadku.

 

Czas spędzony przy lekturze był na tyle inspirujący, że bez wahania sięgnęłam po nowość, jaką jest Bilbord.

 

Akcja osadzona jest w malowniczym, pachnącym historią, kwiatami i wypiekanymi kogucikami Kazimierzu Dolnym. Uroku tego miejsca nie odda żaden opis – jako swoista „stolica" artystów przyciąga swoim wdziękiem niejednego turystę. W Kazimierzu życie toczy się inaczej niż w każdym innym polskim mieście. Mimo, że dziś jest on wypełniony turystami, a gwar dobiega z każdej strony – posiada on magnetyczną siłę przyciągania, pozwalającą odetchnąć pełną piersią i po prostu cieszyć się obecnością w tym królewskim mieście. Tym bardziej szokujące jest zestawienie tej bajkowej scenerii z brutalnymi morderstwami, które właśnie tutaj czerpią swój początek.

 

Głównym bohaterem snutej przez Bujak historii jest Krzysztof Pasłęcki – właściciel kwiaciarni cieszącej się dobrą sławą i przyciągającą niezliczone tłumy kupców. Rozkwitaniu interesów sprzyja fakt umiejscowienia sklepiku florystycznego w samym centrum. Mężczyzna ten posiada wszystko o czym mógłby zamarzyć – ukochaną kobietę, z którą planuje związać swoje życie, oddanych współpracowników, serdecznych, stałych klientów. Jego życie wydawać by się mogło pasmem sukcesów, niestety ciąży nad nim jeden cień – przeszłość. Pewnego dnia kwiaciarnię Pasłęckiego odwiedza znajomy policjant, Feliks Pokorny, informujący go, że jego ojciec, skazany za maltretowanie syna i zabójstwo żony, właśnie uciekł z więzienia.

 

Uporządkowane życie Krzysztofa wywraca się do góry nogami. Miastem zaczynają wstrząsać niezrozumiałe wydarzenia – najpierw tajemnicze odejście, a później śmierć najlepszego z dostawców towarów do kwiaciarni; odnajdywane w kielichach kwiatów odcięte ludzkie palce; seria wyjątkowo brutalnych morderstw wydających się groteskowymi. A to dopiero początek wydarzeń, z którymi będą musieli zmierzyć się bohaterowie.

 

Historie te, co gorsza mają swoje korzenie w osobistej tragedii głównego bohatera, z czego ten wówczas nie zdaje sobie sprawy.

 

Bujak nakreśliła rewelacyjną powieść kryminalną. Stworzyła bohaterów, których losy szybko stają się naszymi losami, których rozterki są naszymi rozterkami, a których decyzje również są filtrowane najpierw przez naszą świadomość. Dzięki niezwykłemu darowi narracji jaki posiadła autorka, czytelnik przestaje być biernym obserwatorem, lecz staje się aktywnym uczestnikiem opisywanych przez nią wydarzeń. Z książki przestaje wydobywać się przepiękny zapach kwiatów, a zaczyna ulatniać się fetor śmierci; odbiorca nie jest już bezpieczny – nie ma bowiem świadomości, że ciągle znajduje się u siebie w domu, lecz czuje, że wraz z uczestnikami akcji przechadza się ulicami Kazimierza, który w obliczu opisywanych wydarzeń przestaje być przestrzenią bukoliczną, a zaczyna jawić się jako niebezpieczna strefa, w której ciężko o anonimowość.

 

Jeśli szukacie naprawdę dobrej powieści kryminalnej – oto jest. Warto sięgnąć.

Meme

Bilbord. Tata prosta, krótka, a zarazem niezwykła nazwa. Większości kojarzy się ze smukłymi dziewczynami, które reklamują przeróżne produkty. Często miłe oku lecz niestety stojące blisko drogi i rozpraszające kierowców pokonujących długie lub krótsze trasy. Reklamy w gazetach, jak i te na bilbordach to sposób na życie, krótka chwila utrwalenia ich piękna, które prędzej czy później przeminie. Mimo to wyzwalają w oglądającym raczej pozytywne wrażenia. Ale czy na pewno?

 

J. D. Bujak – imiona i nazwisko, które jeszcze półtora roku temu nie były mi znane. Pamiętam, że kiedy czytałam „Listę" za pośrednictwem Google przeszukiwałam wszelkie możliwe zakamarki sieci, by dowiedzieć się choć słówko o tej niezwykłej debiutującej pisarce, którą początkowo po niezwykle tajemniczym zapisie na okładce, uważałam za mężczyznę. Asia od urodzenia zakochana w muzyce. Choć ukończyła architekturę i urbanistykę, zajęła się pisarstwem. Chłodny ścisły umysł otwarty na niewytłumaczalność, inność i mistycyzm. A prywatnie – najmilsza osoba jaką znam ;) Nie tylko uprzejma, ale również kontaktowa, pełna optymizmu pisarka.

 

„Krzysztof Pasłęcki – właściciel świetnie prosperującej, uroczej kwiaciarni w centrum Kazimierza Dolnego, ukochany partner mądrej i oddanej kobiety, dobry przyjaciel i szef – ma wszelkie powody, by uważać się za człowieka sukcesu. Wiedzie spokojne, szczęśliwe życie, które nagle urywa się wraz z wizytą dawnego przyjaciela – policjanta Feliksa Pokornego. Kim jest Pokorny i jaką wiadomość przekazał? Co łączy Pasłęckiego z serią wyjątkowo brutalnych morderstw? Odpowiedzi na te pytania są zaskakujące, a w obliczu tragedii, otaczający Krzysztofa Pasłęckiego świat okazuje się zupełnie inny niż dotychczas." - i bez tego krótkiego opisu z tyłu okładki miałam wielką ochotę na najnowszą publikację Asi Bujak.

 

Kwietniowy, zimny poranek, a ja razem z koleżanką przebijam się przez miasto, by jak najszybciej dotrzeć do ulubionej księgarni. Pod drzwiami sklepu jestem prędzej niż sam sprzedawca. Kiedy książkę mam już w rękach i idę ze znajomą w stronę szkoły ona mnie pyta:
-Co to za książka?
- Mojej znajomej. Piszę genialne kryminały – odpowiadam.
- To będziesz musiała mi ją kiedyś pożyczyć – mówi, a ja już wiem, że zarażę zafascynowaniem prozą Asi nie tylko Karolę ;)

 

Palce w kielichach tulipanów, brutalne ułożenie kobiety, która przed kilkoma minutami zmarła przy porodzie, a na dodatek ta wirówka – kolejne morderstwa i gesty seryjnego mordercy coraz to bardziej mnie zaskakiwały. Cały czas brakowało mi jednak jednego elementu układanki – co łączy kobiety (wzajemnie ze sobą) i jaki jest motyw mordercy? Po lekturze „Listy" czułam, że wszystkiego mogę się spodziewać nie tylko po kolejnych „pomysłach" na mord, ale również po pobudkach zabijającego. Każda kolejna strona zaskakiwała i choć robiło się już ciemno za oknem i dobrze wiedziałam, że jedno z makabrycznych morderstw napędzi mi trochę strachu, nie mogłam przestać czytać.

 

„Pstryk. Włączona. Wiedział, że baterie są na wyczerpaniu, a drugich takich nie znajdzie w całym domy. Chciał, żeby latarka świeciła zawsze, kiedy jej potrzebuje, kiedy się boi."

 

Przyznam, że dawno, tak nie wciągnęłam się w rozgrywki psychologiczne autora kryminału, które w „Bilbordzie" zafundowała swoim czytelnikom Asia. W pewnym momencie czytania publikacji moja ciekawość doszła do tego stopnia, że sama chwytałam za kartkę i zapisywałam kolejne nazwiska zamordowanych i przeróżne fakty i okoliczności dotyczące morderstw. Choć nic szczególnego nie wyszło z mojego „dochodzenia", mój szósty zmysł pod[powiadał, że nie wszystko jest takie, na jakie wygląda – mordercą nie będzie „pewniak" wg Pokornego. „Bo przecież czym autorka zaskoczyłaby czytających? Ale jak nie on, to kto? A może jednak będzie tak, jak obstawia detektyw" - takie błędne koło zataczało się w mojej głowie, kiedy czytałam najnowszy kryminał Joanny Bujak.

 

„Puławy późnym popołudniem były wyjątkowo puste, przynajmniej przelotówka, problem zaczął się zaraz za miastem, gdzie drogowcy łatali dziury w asfalcie.
- Oni się chyba wszyscy zmówili, żeby akurat dzisiaj."

 

Autorka z kolei zapunktowała u mnie nie tylko świetną budową fabuły i zmiennym biegiem akcji, ale również strasznie realistycznie ukazanych tłem Polski. Piętnując działanie policji czy „piękno" załatanych polskich dróg, umożliwiła czytelnikowi poczucie klimatu, gdyż często samego dotykały go opisywane wydarzenia. Przez taki splot akcji z drugim planem, można było pomyśleć, że Nas również mogą spotkać takie sytuacje. Jednocześnie Asia wprowadzała napięcie i dreszczyk emocji, co dla dobrego kryminału jest konieczne.

 

„Przebijali się zatłoczoną Puławską w stronę zjazdu na siódemkę w kierunku Radomia i Kielc, rozmawiając o korkach, remontach dróg, budowie stadionów prze mistrzostwami Europy oraz o życiu."

 

Postacią, która bezwzględnie skradła moje serce, nie był, jak można by się spodziewać niezwykle męski, a przy tym opiekuńczy i zaradny Krzysztof, a zdecydowany, a czasem nieco opryskliwy Pokorny. W tym mężczyźnie fascynowała mnie nieustępliwość i zdecydowanie w swoich dzianiach. Jednak największe uznanie w moich oczach budziła jego sprzeczność charakteru – mimo iż był określany przez twarde zasady, stalowe ramy i racjonalne spojrzenie na sprawę, był niezwykle opiekuńczy w stosunku do tych, których kochał, zwłaszcza Krzysztofa, który był dla niego niczym syn i za którego to czuł się odpowiedzialny.

 

„Mruganiem odpędził łzy. Nie przy Krzysztofie nie będzie się rozklejał. Musi być twardy jak skała. Jak opoka."

 

Kolejnym ciekawym aspektem lektury, który nieco aż mnie zaszokował był syndrom, którego doświadczył Krzysztof. Początkowo myślałam, ze ktoś faktycznie wchodzi w nocy do domu mężczyzny i zadaje mu rany. „Ale jak?" - kombinowałam. Z czasem zaczynałam się zastanawiać czy to może nie on sam zadaje sobie rany, ale wydawało mi się to nader irracjonalne. Przyznam, że Asia niezwykle umiejętnie po raz kolejny zagrała „melodię" wg której krążyły moje myśli, choć kierunek był zupełnie wręcz odwrotny.

 

Ty jesteś sobą, a nie swoim ojcem. Co z tego, że on jest przestępcą, skoro wyrosłeś na dobrego, łagodne człowieka? Złe czyny rodziców nie mogą być wiecznym piętnem. Nie mogą skreślać dzieciaków z listy potencjalnych dobrych obywateli. (...) Za dobrze cię znam i wiem, że nigdy nie skrzywdziłbyś ani mnie, ani naszych dzieci."

 

Podsumowując, muszę powiedzieć, że dawno nie czytałam pozycji, która nie tyle zawładnęła moimi emocjami, ale właśnie psychiką. Kolejne strony niosły za sobą następne rozmyślania – spirala coraz bardziej się skręcała. Po lekturze, która choć nie dorównała „Liście", czułam, że mogłabym zaraz zacząć czytać od początku. I choć opinię spisuję po ponad dwóch tygodniach od lektury, jedno wiem na pewno – Asi i wydawnictwo Prószyński i S-ka chcę kolejną książkę!

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież


Współpracujemy z: