Biała Kobieta Na Zielonym Rowerze

Autor: Monique Roffey

Okładka wydania

Biała Kobieta Na Zielonym Rowerze

Dodatkowe informacje


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

Wybierz opinię:

Indyvidualna

Sama nie wiem, od czego zacząć pisać tę recenzję, bo „Biała kobieta na zielonym rowerze" do łatwych lektur nie należy i miejscami sprawiała mi prawdziwe problemy. Nie raz, nie dwa sprzeczałam się sama ze sobą czy książkę czytać dalej czy sobie odpuścić, bo z czytania powieści Roffey żadnej przyjemności nie miałam. Jednak mój upór i chęć poznania dalszych losów bohaterów sprawiły, że książkę przeczytałam do końca i powiem wam szczerze, nie żałuję.

 

Akcja „Białej kobiety na zielonym rowerze" rozgrywa się w Trynidadzie. Gdzie to jest, zapytacie. Trynidad jest to wyspa w Małych Antylach na Oceanie Atlantyckim. Myślicie sobie, raj na ziemi: gorąco, ocean i wyspa, żyć nie umierać, prawda? Nic podobnego, a przynajmniej nie w powieści Roffey. Autorka zaczęła powieść od bardzo drastycznego wydarzenia, które wstrząsnęło mną do żywego i zupełnie zbiło z tropu. Na okładce różowymi literami stało jak wół na łące, że jest to „Poruszająca i ponadczasowa historia miłosna", a już od pierwszych stron mamy brutalną walkę i krew plamiącą jedno ze wzgórz wyspy. Przełknęłam ten drobny „epizod" i nieśmiało weszłam na jedną z zakurzonych dróg Trynidadu.

 

Głównymi bohaterami „Białej kobiety na zielonym rowerze" są George i Sabine Harwood, którzy przenieśli się na „bajeczną" wsypę aż z Anglii. Sabine niechętnie opuszczała swoją ukochaną ojczyznę, ale po długich namowach męża, który twierdził, że Trynidad to rozwiązanie tymczasowe, zgodziła się na przeprowadzkę. Jednak z „rozwiązania tymczasowego" wyspa na Oceanie Atlantyckim stała się nową ojczyzną małżonków ku uciesze Georga, a rozpaczy Sabine. Harwood nie wyobraża sobie życia gdzie indziej, a dzieci małżonków przyjmują Trynidad za swoją ojczyznę. Tylko Sabine nie potrafi odnaleźć się w tym upalnym kraju z dnia na dzień coraz bardziej go nienawidząc. Kobieta nie może zrozumieć niesprawiedliwości i złego traktowania tubylców. Widzi także, że ludzie żyjący na wyspie nie potrafią walczyć o swoje racje i prawa. Pewnego dnia Sabine staje się świadkiem prawdziwej rewolucji. Roffey ukazuje tutaj twarz polityczną tego egzotycznego kraju, ale „Biała kobieta..." to nie tylko konflikt polityczny, to także obraz małżeństwa Georgea i Sabine, które powoli ulega rozpadowi. George notorycznie zdradza żonę, jest niemalże uzależniony od aktów płciowych z kobietami z wyspy. Pewnego dnia Harwood znajduje listy pisane przez małżonkę. Sabine, która czuje się osamotniona i przepełniona nienawiścią do nowej ojczyzny zaczyna pisać listy do Erika Williama, charyzmatycznego przywódcy właśnie powstającej narodowej partii Trynidadu. Nie jest to prawdziwa zdrada, bo kobieta nigdy nie poznała osobiście owego przywódcy, ale rodzaj specyficznej ucieczki. Ucieczki przed niewiernością męża, której nie potrafi ukryć, przed brakiem miłości i życiem okraszonym grubą warstwą smutku i niezrozumienia.

 

Jeśli szukacie tutaj jakiejś nadziei na „lepsze jutro" to mówię od razu, nie szukajcie jej w powieści Roffey, bo autorka nie daje swojej bohaterce najmniejszych nawet szans na szczęście. Nie jest to powieść łatwa i lekka, a niesamowicie irytująca, drażniąca i rzucająca czytelnikowi w twarz mnóstwo pytań, na które nie potrafi odpowiedzieć.

 

Sama nie wiem, co mam sądzić o tej powieści. Spodziewałam się naprawdę opowieści o miłości, a dostałam historię wstrząsającą, smutną i niesamowicie dołującą.
Czy ją polecam?

 

Jeśli nie boicie się czytać o tym jak można znienawidzić kraj, w którym zmuszonym jest się mieszkać, o braku odwagi by przerwać toksyczny związek i o tym w jak okropny sposób można traktować drugiego człowieka to zapraszam. Gwarantuję, że „Białej kobiety na zielonym kobiecie" długo nie zapomnicie.

Złośnica

Mówię: Trynidad i Tobago, myślę o palmach na brzegu piaszczystej plaży, o gorących słonecznych dniach, barwnym karnawale, egzotycznych potrawach i drinku z palemką. Źle myślę? Jest to typowy obrazek Trynidadu, Trynidadu turystów, ludzi, którzy przyjeżdżają odpocząć w karaibskich plenerach, po czym wracają do siebie. O tym, jak bardzo codzienne życie mieszkańców Trynidadu dalekie jest od tych sielskich obrazków mówi w swojej książce Monique Roffey, rodowita Trynidadka.

 

Trynidad, kraina kalipso, karnawału i latynoskich orkiestr, oraz jej spokojna sąsiadka, Tobago, leżą w pobliżu delty Orinoko, u północno-wschodnich wybrzeży Wenezueli. Wokół Trynidadu i Tobago, wysp oddalonych od siebie o 31 km, ciągną się zaciszne, ocienione palmami plaże oraz osłonięte koralowymi rafami zatoczki. Trynidad i Tobago tworzą trzecie co do wielkości państwo brytyjskiej Wspólnoty Narodów w Indiach Zachodnich, po Bahamach i Jamajce. [1]

 

Młode małżeństwo, George i Sabine, Anglik i Francuska, przybywają na Trynidad, gdzie czeka na George'a trzyletni kontrakt. On jest zafascynowany nowym miejscem, ona kocha męża i twierdzi, że jest elastyczna, więc te trzy lata na Trynidadzie jakoś przeżyje. Początkowo wszystko jest w porządku, on od razu wpasowuje się w otoczenie, ona potrzebuje trochę więcej czasu na zaaklimatyzowanie się - tak jej się przynajmniej wydaje. Trynidad jest w owym czasie jeszcze częścią brytyjskiej Federacji Indii Zachodnich, aczkolwiek widoczne są już działania dążące do uzyskania niepodległości. Problemem jest także segregacja rasowa, do klubów, w których bawi się Sabine wraz z koleżankami wstępu nie mają osoby o ciemnym kolorze skóry, biali ciągle mają większość przywilejów, oczywiście kosztem lokalnej ludności. Ludzie biali przyjeżdżają na Trynidad zwabieni perspektywą łatwej kariery, na którą nie mają szans w swych rodzinnych stronach, i sprawują władzę nad rdzennymi mieszkańcami, co oczywiście budzi sprzeciw i staje się przyczyną powstania Ludowego Ruchu Narodowego, któremu przewodzi charyzmatyczny Eric Williams.

 

W przeciwieństwie do zakochanego w wyspie George'a, Sabine dostrzega wrogie nastawienie tubylców i niebezpieczeństwo związane z nadciągającymi zmianami politycznymi i społecznymi. Na początku swego pobytu nieświadoma panujących na Trynidadzie nastrojów narodowościowych swobodnie jeździ na swoim zielonym rowerze i traktowana jest jako swego rodzaju dziwadło, ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu - żadna kobieta przed nią nie była na tyle odważna aby zrobić to samo. W momencie gdy Ludowy Ruch Narodowy zbiera coraz większe poparcie, widok białej kobiety na rowerze działa na rdzennych mieszkańców niczym płachta na byka. Sama Sabine ma dosyć wyspy i wszystkiego co się na niej dzieje, chce wracać do Anglii:

 

"Kiedy przed ośmioma miesiącami opuściliśmy Southampton, nie tego się spodziewałam, myślałam, że płyniemy na przyjazną, uroczą wyspę. Palmy. Plaże. Nie spodziewałam się naburmuszonych Murzynek w supermarkecie, wyśmiewania mojego roweru, "rasizmu", nabzdyczonych francuskich Kreolów, mórz rojących się od meduz, tego Erica Williamsa i wszystkiego, co się z nim łączyło. Chciałam przekonać George'a, by on również nie mógł się doczekać powrotu do życia w normalnym kraju."

 

Gdy Sabine przypadkowo natrafia na przemawiającego do tłumów Erica Williamsa, budzą się w niej sprzeczne uczucia. Jest jednocześnie zdegustowana, ale również i zafascynowana charyzmatycznym przywódcą. Władza, jaką posiada Williams nad tłumami robi na niej wstrząsające wrażenie, i to do tego stopnia, że zaczyna obsesyjnie o nim myśleć, zbiera materiały prasowe na jego temat. Sama czuje się jak w potrzasku - mąż ją kocha, ale kocha też Trynidad i swoje nowe życie na nim; mimo gorącego uczucia dla żony nie dostrzega jej rosnącej frustracji wynikającej z ich przedłużającego się w nieskończoność pobytu. Frustruje ją także sytuacja polityczna - do władzy dochodzi Williams, jednak jego szumne obietnice poprawy losów miejscowej ludności okazują się być bez pokrycia. Sabine zaczyna pisać listy do Williamsa, w których rozlicza się zarówno z Williamsem, jak i z własnymi uczuciami.

 

Książka jest naprawdę fascynująca, wciąga aż do samego końca. Nie ma szalonych wydarzeń, tragicznych, zaskakujących zwrotów akcji, jest za to przedstawiona historia ostatniego pięćdziesięciolecia Trynidadu. Losy fikcyjnych bohaterów wpisane są w autentyczne wydarzenia i przeplatają się z autentycznymi postaciami w historii Trynidadu. Jest to powieść o miłości dwojga ludzi, miłości skłonnej do poświęceń, o tym, że nawet największe poświęcenie w obliczu niebezpieczeństwa może mieć swoje granice. To także powieść o obsesji - na punkcie władzy, polityki, przemocy, seksu, alkoholu, wreszcie na punkcie miejsca, z którym wiąże się człowiek. Wreszcie to powieść o tym, że pomimo zmieniających się ustrojów i rządów zawsze ofiarami stają się niewinni ludzie, którzy mogą tylko bezsilnie patrzeć jak ich kosztem obławiają się kolejni rządzący.

 

[1] Źródło: http://trynidad-i-tobago.national-geographic.pl/trynidad-i-tobago.html

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież


Współpracujemy z: