Bornholm, Bornholm

Autor: Huber Klimko Dobrzaniecki

Okładka wydania

Bornholm, Bornholm

Dodatkowe informacje

  • Autor: Huber Klimko Dobrzaniecki
  • Tytuł Oryginału: Bornholm, Bornholm
  • Gatunek: Powieści i Opowiadania
  • Język Oryginału: Polski
  • Liczba Stron: 240
  • Rok Wydania: 2011
  • Numer Wydania: I
  • Wymiary: 140 x 205 mm
  • ISBN: 9788324014996
  • Wydawca: Znak
  • Oprawa: Twarda
  • Miejsce Wydania: Kraków
  • Ocena:

    5 /6

    5.5/6

    4/6

    5/6


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

Wybierz opinię:

Scathach

O Hubercie Klimko - Dobrzanieckim wcześniej nie słyszałam. Mimo, że jego „Rzeczy pierwsze" przykuwały swego czasu moją uwagę, stało się to bardziej za sprawą okładki niż widniejącego na niej nazwiska. Niemniej jednak z nieskrywaną przyjemnością sięgnęłam po Bornholm, Bornholm.

 

W polskiej literaturze zauważyłam pewne tendencje: albo powstają dzieła wybitne, kunsztowne, prawdziwa literatura przez duże L, albo wręcz przeciwnie - kiepskie próby zaistnienia na pisarskiej scenie, niejednokrotnie sięgające po utarte schematy, nie wnoszące niczego świeżego. Ot, lekturki, które tak samo jak szybko się czyta, tak samo szybko się o nich zapomina.

 

Wiedziałam, że tym razem przede mną duże wyzwanie, przeczytałam gro znakomitych recenzji i coraz bardziej utwierdzałam się w przekonaniu, że bez lektury tej książki się nie obejdzie. I miałam rację.
Hubert Klimko - Dobrzaniecki zabiera nas w świat niezrozumienia, braku miłości, w świat toksycznych związków, toksycznych relacji. W świat naszych małych, codziennych wojen. Wszystko to na tle wojny o znacznie większej skali- wojny światowej, która stała się kumulacją cierpień miliona istnień.

 

Narracja prowadzona jest dwutorowo: poznajemy dwójkę bohaterów: Horsta Bartlika, niespełnionego w miłości, żyjącego pod pantoflem małżonki, całkowicie poddającego się jej woli, można by rzecz- ubezwłasnowolnionego oraz mężczyznę opowiadającego swoje życie matce leżącej w śpiączce.

 

Horst Bartlik całkowicie stracił panowanie nad swoim życiem. Postanawia się zmienić i wyjeżdża. Poznaje kobietę, która staje się dla niego objawieniem. Uświadamia mu, jak wiele jest wart.
Marzenia Horsta o zmianie swojego życia zostają jednak przerwane przez powołanie go do wojska. Tam też zaczyna pełnić dziwną funkcję. Docierają do niego listy z domu, które z każdym kolejnym razem stają się dziwniejsze...

 

Z kolei mężczyzna z drugiej części książki stał się mężczyzną ograniczonym przez własną matkę. Przez całe życie ciążyła nad nim jej niewidzialna ręka, wszystko co robił, robił z myślą o niej. Całe jego życie zostało jej podporządkowane. Mimo, że ją kochał, jednocześnie zdawał sobie sprawę, że zniszczyła mu życie. Jej śpiączkę wykorzystuje więc jako moment, w którym bez konsekwencji może wyznać jej brutalną prawdę o całym swoim życiu. W swoim opowiadaniu nie sili się na bycie miłym, niejednokrotnie opowiada rzeczy, których matka wolałaby nie wiedzieć.

 

Obu bohaterów łączy jedno - uzależnienie od kobiet, brak samodzielności, ślepe zapatrzenie w ich polecenia, niezdolność do działania, trwanie w marazmie, a jednocześnie wielka chęć do zmiany, wielkie pragnienie posiadania życia o jakim zawsze śnili.

 

Książka ta jednak nie jest li jedynie gorzką analizą zachowań męskich i kobiecych, nie jest jedynie książką o zaborczości i braku spełnienia. Odnajdziemy w niej także historię prawdziwej, bezinteresownej, trwałej, wręcz wzruszającej miłości Olego i Kristine. Miłości do samego końca. Miłości na dobre i na złe. Zwłaszcza na złe.
Autor bazuje na kontrastach, pokazuje jak wielki mamy wybór, jak wiele zależy od nas oraz od osoby, z którą decydujemy się spędzić życie.

 

Akcja toczy się niespiesznie. To nie ona gra tutaj główną rolę.
Nostalgiczny nastrój składnia do refleksji. Refleksji nad naszymi własnymi więzieniami. Tutaj jego symbolem stał się Bornholm.
A gdzie jest nasze więzienie?

 

Zapraszam do lektury!

Magda

Hubert Klimko - Dobrzaniecki, filozof, pisarz, scenarzysta. Nominowany do Nagrody Literackiej Nike, do Literackiej nagrody Europy Środkowej Angelus. W roku 2007 znalazł się na liście kandydatów do paszportu „Polityki". Aktualnie mieszka w Wiedniu i pisze scenariusz do jednej ze swoich powieści.

 

Dwóch mężczyzn i dwie z pozoru odmienne historie... Jednym z bohaterów jest Horst Bartlik - nauczyciel biologii. Pewnego dnia dochodzi do wniosku, że to, co łączy go z żoną, to dwójka dzieci i przyzwyczajenie. Gdzieś po drodze, przez te wszystkie lata spędzone razem, pogubili się. Rozmawiają ze sobą bez słów, mijają się nawet na siebie nie spoglądając i tak mija dzień po dniu. Z czasem Horst przestaje się czuć jak mężczyzna, ogarnia go sfrustrowanie i rezygnacja, milczeniem odpowiada na milczenie żony. Nie szuka nawet wyjścia z tej sytuacji, aż w końcu los wyciąga do niego pomocną dłoń...

 

Drugim bohaterem jest młody mężczyzna, który opowiada o swoim życiu własnej matce, pogrążonej w śpiączce. Między nienawiścią a miłością do niej jest cienka granica, na której właśnie stoi. Sam nie pojmuje, które uczucie ostatecznie przywiodło go do szpitala. Wykorzystuje moment, kiedy pierwszy raz w życiu matka nie może mu przerwać, powiedzieć że nie ma racji, że się myli, że ona wie lepiej. Wylewa zatem wszystkie swoje żale i frustracje, które tyle lat ciążyły mu na sercu, ale czy to przyniesie mu spokój?

 

Dwóch mężczyzn i dwie z pozoru odmienne historie... Z pozorów, ponieważ bohaterów łączy ogromna samotność, brak szczęścia i skomplikowane relacje z najważniejszymi kobietami w ich życiu. W przypadku Bartlika jest to żona, która odsuwając się od niego, odebrała mu radość i sens życia. Ich codzienność, wypełniona zdawkowymi rozmowami, jest pozbawiona czułości, której tak mu brakuje i której ciągle poszukuje. W życiu drugiego mężczyzny kluczową rolę odegrała matka. Nadopiekuńcza i zaborcza, potrafiąca jednym słowem zranić aż do głębi, ukształtowała dorosłe życie własnego syna, jego charakter i sposób postrzegania świata. Aż do samego końca nie pozwoliła sie od siebie uwolnić.

 

Oba przypadki podkreślają, jak ważną rolę odgrywają kobiety w życiu mężczyzny. Drobnymi gestami czy słowami kreują całą rzeczywistość. Mogą uskrzydlać lub wręcz przeciwnie- podcinać skrzydła. I jeszcze jedno - bardzo trudno się od nich uwolnić. Każdy z bohaterów mógłby przecież pójść własną drogą, żyć swoim życiem, żaden jednak tego nie robi. Pozostaje pytanie: dlaczego? Co ich tak naprawdę trzyma przy tych kobietach? Co im każde zawsze do nich powracać i pomimo złamanych serc, ciągle na nowo wybaczać?

 

Książka zaskakuje ciekawą konstrukcją. Narracja przebiega dwutorowo- poznajemy dwóch bohaterów oraz ich różne historie, które w pewien sposób są ze sobą powiązane. Przeważają monologi. Napisana jest przejrzyście, prostym językiem. Choć porusza bardzo ważne sprawy, nie ma tu ani odrobiny filozofowania, wartościowania, oceniania postaw czy zachowań. Nie ma zagadki do rozwiązania, nie ma nic zaskakującego. Historie, które przydarzyły się bohaterom, zdarzają się na co dzień, często obok nas. Książka jest według mnie refleksją na temat relacji damsko - męskich oraz życia, które nie jest tylko czarne lub białe.

 

Wart uwagi jest tutaj tytuł powieści: „Bornholm, Bornholm". To nie tylko nazwa wyspy, z którą łączą się historie obydwu bohaterów. Dla mnie jest to pewien rodzaj metafory. W książce pada stwierdzenie, "(...) że to miejsce, ta wyspa, działa na tych, którzy się tu urodzili jak echo. Gdziekolwiek będziesz poza nią, zawsze odbije się echem w twoim sercu i wrócisz, nawet jeślibyś z tym miejscem wiązał najgorsze wspomnienia." W powieści taką „wyspą", do której zawsze i pomimo wszystko się powraca są kobiety. Tytuł można tez odebrać w inny sposób- samotnymi wyspami są głowni bohaterowie, nierozumiani i nieszczęśliwi, żyjący wśród ludzi, a jednak w pewien sposób odtrąceni, stojący na uboczu.

 

Oprócz tytułu ogromne wrażenie zrobiła na mnie okładka. Niebiesko- zielona z postacią chłopca, mająca tyle magnetyzmu w sobie, że nie można przejść obok niej obojętnie. Przynajmniej na mnie takie wywarła wrażenie. Przywołuje na myśl tytułową wyspę oraz styl w jakim napisana jest cała książka- dosyć surowy, „męski".

 

Książkę czytałam z ogromną przyjemnością. Podoba mi się, że porusza tematykę trudnych relacji międzyludzkich i skłania do przemyśleń. Polecam każdemu :)

Bujaczek

O książce przeczytałam na jednym z blogów i bardzo spodobała mi się recenzja. Gdy tylko nadarzyła się okazja i ja ją dostałam w swoje łapki. Ciekawa okładka, zachęcający opis... Nic tylko zabrać się za czytanie i dać się pochłonąć nowej przygodzie... Zaczęłam i przepadłam...

 

Książka jest napisana w ciekawej formie są dwa pierwsze rozdziały, dwa drugie... i tak do końca. Każdy rozdział należy do jednego z dwóch bohaterów powieści prowadzących nas przez swoje życie.

 

Pierwszym bohaterem jest syn (już dorosły) siedzący przy łóżku matki, która jest w śpiączce. Teraz gdy nic nie może powiedzieć to on mówi. Żali się na dzieciństwo, które mu zgotowała swoją zaborczą miłością, gdy chciała go mieć tylko dla siebie. Wyładowuje w słowach swój żal i ból. Opowiada swoją historię i to jaka była gdy potrzebował jej pomocy i wsparcia. Często używał ostrych słów względem niej nie szczędząc jej. Mówił prawdę i tylko prawdę.

 

„Wiesz mamo, zawsze tak jest, że najbardziej w pamięci utrwalają się te najgorsze rzeczy, najokrutniejsze. Zawsze mają pierwszeństwo nad tymi przyjemnymi. Niełatwo spotkać człowieka, który opowie ci same przyjemne historie. Bo to życie to jednak męka" *

 

Tak naprawdę opowiada o walce z samotnością, o walce o szczęście i miłość. Szuka swojego miejsca gdzie będzie szczęśliwy. Tak samo jak drugi bohater Bartlik.

 

To z kolei jest nauczyciel biologii, który ma świadomość, że jego małżeństwo to fikcja, a z żoną łączą go już tylko dzieci. W małżeństwie od dawna nie jest tak jak powinno. Brak współżycia seksualnego powoduje, że Horst nie czuje się mężczyzną, jest sfrustrowany i gniewny. Gdy wyrusza na wojnę (nie walczy tylko przebywa na Bornholmie jako biolog) wszystko się zmienia... A może to on się zmienia?

 

Co łączy te dwie postacie? Nie jest jasno napisane. Możemy tylko się domyślać, uważnie czytać i wszystko będzie jasne. Czy polecam? Jak najbardziej! Książka mimo trudnego tematu jest napisana językiem, który jest łatwy w odbiorze. Czyta się bardzo dobrze.

Kasiek

Nieznany mi autor i tajemniczy tytuł. Nigdy nie byłam na Bornholmie, jedyne co czytałam na tent temat, to że oprocentowanie kredytów jest tam korzystniejsze. Ta książka nie opisuje jednak wycieczek kredytowych, ale jest wielowątkową opowieścią o. dwóch mężczyznach, którym w życiu nie wyszło.

 

Jeden z nich Niemiec, w czasie wojny dostaje przydział do oddziału stacjonującego na Bornholmie właśnie. Mężczyzna traktuje to jak wybawienie. Od lat tkwi w małżeństwie z kobietą zimną i oschłą tuz przed wybuchem wojny zaczyna go to uwierać i wydaje się że miarka się przebrała, że dojdzie do tragedii. Wojna staje się wybawieniem. Gdy wróci po wojnie do domu wszystko się zmieni, a wybory będą miały swoje konsekwencje.

 

Drugi mężczyzna urodził się na wyspie. Wychowany przez toksyczną matkę. Spotykamy go gdy opowiada swoje życie leżącej w śpiączce matce. Opowiada swoje życie, swoją smutną, bolesną historię życia na którym piętno odcisnęła matka, która nie godziła się na odcięcie pępowiny.

 

Z pozoru nic nie łączy Niemca i mężczyznę żyjącego dwa pokolenia później. Tylko z pozoru. Ale nie chciałabym zdradzać zakończenia.

 

Książka to opowieść o życiu, takim jakie ono jest pełnym goryczy, ale z pięknymi przebłyskami. Wydaje mi się, że każdy może znaleźć w tych historiach część siebie. Niespełnione marzenia, rozpacz po stracie czegoś, czego bardzo pragnęliśmy. Nie jest to opowieść fatalistyczna, na pewno nie bije ślepy optymizm. Ja widziałam realizm. Tak jest, po prostu, nic się na to nie poradzi.

 

Notka o autorze napełniła mnie obawą, ze oto dostanę filozoficzny bełkot, nastroszony mądrymi wyrazami, które spowodują przerost formy nad trefią. Na szczęście się myliłam, bo język jest bardzo przystępny a książkę czyta się szybko i tak przyjemnie jak to jest tylko możliwe przy takiej tematyce. Mi się kojarzyło z książką Llosy „Raj tuż za rogiem", może z powodu wyboru takiej a nie innej, przeplatanej formy. Chociaż „Raj tuż za rogiem" czytało mi się bardzo ciężko, a ta książka była o wiele przystępniejsza.

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież


Współpracujemy z: