Burza

Autor: Julie Cross

Okładka wydania

Burza

Dodatkowe informacje


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

Wybierz opinię:

Julie Wellings

Podróże w czasie są ciekawym tematem. Może, dlatego, że nie ma żadnych dowodów na to, że istnieją. Podobnie jak większość motywów z fantastyki, tak i ten na razie nie ma racji bytu i to prawdopodobnie strzał w dziesiątkę, bo my uwielbiamy czytać o rzeczach, które nie istnieją. Póki nikt nie wymyśli sposobu na cofanie się w czasie, takie książki, jak „Burza" będą miały czytelników. Głównie wśród młodzieży, bo to do nich są skierowane. Ja lubię takie historie i nie ukrywam tego. Dlatego do powieści autorstwa Julie Cross podeszłam z wielkim entuzjazmem. Szkoda, że z nieuzasadnionym, bo lektura pomimo ciekawego początku stała się jedną wielką katastrofą.

 

Jackson Meyer to normalny dziewiętnastolatek. Ma dziewczynę - Holly, jest na drugim roku studiów na NYU. - Wszystko by było w porządku gdyby nie fakt, że od dwóch lat potrafi podróżować w czasie. Niestety nie są to epickie skoki na statek Kolumba, czy do starożytnego Egiptu, tylko małe przeskoki maksymalnie 48 godzin wstecz. Razem ze swoim przyjacielem Adamem próbują zrozumieć, dlaczego to potrafi, jednak na razie niezbyt dobrze im idzie. Chłopak ukrywa przed swoją jedyną miłością ten fakt i wkrótce poniesie tego konsekwencje, gdy do jej pokoju wparują policjanci, a on trafi do 2007 roku i nie będzie potrafił się stamtąd wydostać. Co wtedy zrobi?

 

Dobra. Czytając powyższy opis myślicie sobie: O rany to jest naprawdę ciekawe! – Prawda? Jaka szkoda, że to tylko pozory. W gruncie rzeczy książka w minimalnym stopniu skupia się na czymkolwiek! W „Burzy" znajdziemy mnóstwo niepotrzebnych wątków, które są jedynie zapychaczami i niczym poza tym. Sama fabuła również praktycznie nie istnieje. Autorka przeskakuje między tym wszystkim jakby nie zdawała sobie całkowicie z tego sprawy. Przez ten zabieg, lub błąd jakkolwiek to nazwać, książkę czyta się fatalnie. Nie potrafiłam się na niczym skupić, bo ciągle coś wytrącało mnie z równowagi, a gdy już się wczytałam, to zaczynałam zgrzytać zębami, bo pani Julie Cross uznała swoich czytelników za małe dzieci zaczynające składać literki, a nie za nastolatków potrafiących zauważyć, że to najzwyklejszy gniot.

 

Zwykle lubię narrację pierwszoosobową, bo wtedy łatwiej się wczuć w daną postać, ale w tym przypadku to obróciło się przeciwko mnie, bo Jackson skupia się na dziesięciu rzeczach na raz i nie da się zrozumieć, co dokładnie robi i gdzie się znajduje. Może język powieści rzeczywiście był ciekawy, ale ten bohater psuje całą dość ciekawą kompozycje i tworzy chaos i naprawdę wątpię, by autorka zrobiła to specjalnie, bo takich błędów raczej nie popełnia się umyślnie, tylko przez nieuwagę. A szkoda, bo w sumie historia sama w sobie jest dobra, ale niestety spaprane szczegóły kłują w oczy i nie pozwalają na zagłębienie się w powieść. Czytając „Burzę" miałam wrażenie, że brodzę na brzegu i coś ciągle blokuje mnie przed wejściem głębiej. Niestety, ta sytuacja trwała przez praktycznie całą książkę, przez co już w połowie miałam jej dość.

 

„Burza" jest do bólu przewidywalna. Jeśli wystarczająco uważnie wczytacie się w początkowe rozdziały to z odgadnięciem końca nie będziecie mieli problemu. W sumie nie byłam tak całkowicie pewna, czy tak się ona skończy, jak ja zaplanowałam, ale okazało się, że pomyliłam się tylko o jeden drobny szczegół, o którym dowiadujemy się w ostatnich momentach. Teraz nie powinno was już dziwić, czemu tak okropnie się nudziłam, przy tej lekturze. Nie uważam się za wielkiego bystrzaka, więc podejrzewam, że przynajmniej kilka osób powinno odgadnąć zakończenie. Pojawia się teraz pytanie: Dlaczego tylu czytelnikom, ta powieść tak bardzo się podobała? Nie rozumiem kompletnie fenomenu tej historii i co więcej podejrzewam, że sama autorka również tego nie pojmuje.

 

Przygody Jacksona Meyera okazały się kompletną klapą. Pomimo naprawdę dobrego początku całość wypada przerażająco słabo, na tle innych powieści z motywem podróży w czasie. Miałam nadzieję, że w końcu trafię na książkę, w której nie znajdę starego motywu od zera do bohatera, niestety sromotnie się pomyliłam. „Burza" to utarty schemat w nieco innej aranżacji, ale nic więcej. Można go uznać za dobrą powiastkę na kilka wieczorów, jeśli ktoś nie będzie zwracał uwagi na narrację i inne tego typu bzdety. Czytelnikom obeznanym w fantastyce ta historia wyda się nudna i nie zainteresuje ich. Podobnie jak mnie.

Sophie Carmen

Siedzisz spokojnie na kanapie. Ojciec wrzeszczy na ciebie. Znowu. A to tylko za to że wróciłeś o 1 później do domu. Zastanawiasz się jak by to było gdybyś mógł wrócić do południa. Do tego momentu gdy dzisiaj skończyłeś zajęcia. Ciekawe... Skupiasz się na dniu 5 maja 2013 roku. Skupiasz się na godzinie 15:30. Ale coś nie wychodzi... Chcesz spróbować jeszcze raz. Wyrzucasz wszelkie myśli z głowy. Jeszcze raz skupiasz się na tym dniu. Miesiącu. Roku. Godzinie. Udaje się. Czujesz znajome "rozrywanie". A jednak. Niepełny skok. Niestety, nic nie możesz zdziałać. Trudno. Wracasz z powrotem, do swojej bazy. Trudno. Słuchasz wyrzutów ojca, wiedząc że nic nie zdziałasz.

 

Rok 2009. Jackson ma szczególną zdolność. Potrafi podróżować w czasie. Uwaga! Ale zapomnij o wszystkim co dotychczas słyszałeś o podróżowaniu w czasie. Jackson studiuje, ma dziewczynę Holly, przyjaciół. Bogatego ojca. Wszystko aby być szczęśliwym. Jego skoki nie przypominają tych z różnych filmów – są inne. Pewnego dnia jacyś ludzie wparowują do pokoju Holly w akademiku i próbują zabić Jacksona. Oprócz tego wypytują o jego ojca, jakiś rządowych agentów... Jego (i Holly) życie wisi na włosku. Jackson w jakiś nieznany sposób przenosi się do 2007 roku. Ten skok jest pełny. 2007 rok staje się jego nową bazą. Wtedy na jaw wychodzą wszystkie kłamstwa...

 

Książka boska. Strasznie wciąga. Język jest... hmm... nawet prosty. Burza jest bez cenzury, co niektórym może przeszkadzać. Ale akurat nie mi. Książka przez cały swój tekst wciąga jak czarna dziura. Powstrzymać się? Nie ma mowy. Zaczęłam to czytać z jak największym entuzjazmem, który nie wygasł do końca książki. Kończy się tak niespodziewanie... Nie mogę się doczekać drugiej części! Ale dopiero dowiedziałam się że wychodzi ona w sierpniu tego roku, ale to nie w Polsce. Tylko w UK i USA. Jestem zrozpaczona. Jak ja wytrzymam? Od dawna nie czytałam takiej książki jak Burza. Niby taki zwykły pomysł z tymi podróżami w czasie, a jednak coś zupełnie nowego.

 

Czytając opis książki myślałam że to będzie kolejna nudna książka. Ale ona jest zupełnie inna, i nie przestanę wam tego wypominać. Z jednej strony historia Meyerów jest przygodowa i tajemnicza. Ale historia Jacksona Meyera i Holly Flynn jest tak romantyczna, że nie obejdzie się bez łez. POLECAM. Zdecydowanie POLECAM, mój drogi czytelniku.

 

Kolejny rozdział, pt. POSTACIE. Z jednej strony wszystkie postacie są czarno-białe, a z drugiej strony ciekawe. Nic nie jest zbytnio rozpisane. Tym bardziej nie wiemy nic o Jacksonie. Jakie ma włosy czy oczy. Nie wiem. Taka informacja była umieszczona w książce raz czy dwa. Ale mówiła ona że zmarła bliźniaczka Jacksona miała rude włosy i (chyba) niebieskie oczy... Najbardziej ze wszystkich postaci podobały mi się panna Stewart i Holly. Tylko dziewczyny. Jenni Stewart jest taką wredną babą i tyle. Zupełnie tak jak ja... Holly Flynn podoba mi się jako postać dlatego że... Uch. No po prostu przypadła mi do gustu. Nie wiem dlaczego. Tak po prostu.

 

„Bo prawda jest taka, że...nawet kiedy nie mam pojęcia, co zrobić dalej...mogę przyznać jedno...Niczego nie żałuję"

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież


Współpracujemy z: