Amsterdam Parano

Autor: Michał Puchalak

Okładka wydania

Amsterdam Parano

Dodatkowe informacje

  • Autor: Michał Puchalak
  • Tytuł Oryginału: Amsterdam Parano
  • Gatunek: Powieści i opowiadania
  • Język Oryginału: Polski
  • Liczba Stron: 328
  • Rok Wydania: 2010
  • Numer Wydania: I
  • Wymiary: 135 x 205 mm
  • ISBN: 9788362518005
  • Wydawca: Comm
  • Oprawa: Miękka
  • Miejsce Wydania: Poznań
  • Ocena:

    4/6

    5/6

    5/6

    5/6


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

Wybierz opinię:

Scathach

Michał Puchalak w swojej książce "Amsterdam Parano" opisuje swoje własne przeżycia poczynając od roku 1999, kiedy to jako dziewiętnastolatek wyruszył do Amsterdamu z zamiarem spędzenia tam lata. Jednak planowane kilka miesięcy w Holandii, zamieniło się w kilka lat. Kilka lat, podczas których bohater wpada w hedonistyczny rytm amsterdamskiego życia.

 

Jego codzienność opiera się na braniu narkotyków i substancji psychoaktywnych, najczęściej w towarzystwie wielu podobnych mu znajomych, przypadkowym seksie oraz pracy zarobkowej. Jego "przygoda" z narkotykami sprowadziła go na drogę dealowania oraz czarny rynek.
Narkotyki powodują w jego organizmie takie spustoszenie, że wielokrotnie popada w konflikty z otoczeniem, raz po raz musząc zmieniać miejsce zamieszkania. Popadał w stany depresyjne, jego hedonistyczne życie sprawiło, że zapomniał jak wyglądała prawdziwa radość bez narkotyków i zaczął zastanawiać się czy jeszcze kiedykolwiek uda mu się wrócić do stanu sprzed wyjazdu do Amsterdamu oraz jak wyglądałoby jego życie, gdyby wtedy, tamtego lata '99 nie wyjechał, lecz został w kraju i zaczął studia.
Autor zabiera nas w podróż po świecie narkotyków, przerabia wszystkie dostępne środki halucynogenne, pozwala wkroczyć w świat- nie bójmy użyć się tego słowa- narkomanów, w ich strukturę, sposób życia.

 

Jeszcze zanim zagłębiłam się w treść, przeczytałam opis okładki oraz tytuł. M0im pierwszym skojarzeniem z książką był film "Las Vegas Parano". Po lekturze okazało się, że całkowicie słusznie, bowiem sam autor wspomina, że w czasie narkotykowych libacji film ten był absolutnym numerem 1, oglądanym nawet do stu razy miesięcznie. Nieprzypadkowo. Tu i tu historia narkotyzujących się przyjaciół, których halucynacje wprowadzają odbiorcę w psychodeliczny nastrój.

 

Książka zrobiła na mnie piorunujące wrażenie. Nie dlatego, że mi się podobała czy też nie. Absolutnie nie popieram zachowania głównego bohatera, a co za tym idzie- autora. Jednak jest ona książką niesamowicie odważną. Zrywa tabu, jakim mimo wszystko w Polsce jest świat narkotyków, demaskuje systemy rządzące dealowaniem, ukazuje perspektywę człowieka, który nie potrafi zrozumieć dlaczego alkohol, który wyrządza o wiele więcej szkód jest legalny, a narkotyki nie.
W czasach gimnazjum wręcz obsesyjnie sięgałam po książki traktujące o narkotykach. Jednak takiej jeszcze nie czytałam.

 

Jedno mnie niepokoi. Podczas lektury, w mojej głowie wielokrotnie pojawiało się pytanie: co powiedzą dzieci autora, gdy za kilka, kilkanaście lat sięgną po tę książkę i poznają przeszłość ojca? Jak zdoła zachować autorytet? A może właśnie dzięki swojej odwadze go zyska?
Jednak to już ani mnie, ani nikomu innemu oceniać.
Wielkie wydarzenie w świecie książkowym. I wielka kontrowersja.

Malineczka74

Czytałam już kilka książek o narkomanach. Jednak ich akcja toczyła się w polskich realiach. No i z ręką na sercu przyznaję - jestem ciekawa życia współczesnej polskiej emigracji. Sama byłam jakiś czas poza granicami kraju - ale wcale mi się na obczyźnie nie podobało. Po prostu inna rzeczywistość niż w Polsce - obcość i gdybym miała wyjechać na pewno mój okres aklimatyzacyjny byłby dłuższy od przeciętnego.

 

Dlatego byłam ciekawa książki, która dotyka tych dwóch problemów i dosłownie połknęłam ją w całości.

 

Jest to dzieło bardzo osobiste, bo autor Michał Puchalak opisał doświadczenia i szczegóły z własnego życia, o czym informuje czytelnika już na wstępie. A zatem jest to dla mnie tym bardziej cenna relacja.

 

Był rok 1999.Michał mieszkający z mamą w Krakowie ukończył szkołę. I jak na 19-latka przystało wydawało mu się, że wszystko jest możliwe, świat czeka u jego stóp, a życie może być nieustającą zabawą i przygodą. Na początku emigracyjnej drogi wyjechał do Niemiec. Plany były dwumiesięczne, ot aby dorobić sobie troszkę pieniążków. No ale w Aachen zafascynowała go możliwość zobaczenia Amsterdamu - miasta gdzie legalność posiadania narkotyków i im podobnych substancji znaczy dużo więcej niż gdzie indziej w Europie. Pobyt w tej holenderskiej metropolii trwał kilka lat. I obfitował w niezwykłe doświadczenia. Nie brak było imprez - i tych masowych i tych bardziej prywatnych, niezliczonej liczby dziewczyn i seksu, muzyki wszelkiego rodzaju, nowo poznanych osób. Michał doświadczył bardzo wiele - rozpadł się jego związek z Anią, posmakował pracy mniej lub bardziej legalnej. Był sprzedawcą w sklepie z suwenirami, dealerem, DJ, runnerem (coś koło naganiacza turystów do podrzędnych hoteli i hosteli), malarzem obrazów, barmanem - słowem z niejednego pieca jadł chleb. A wszystko to działo się w obecności wszelakich używek - które ten młody chłopak wypróbował i które coraz bardziej zaczęły go wciągać. Tracił nie tylko zdrowie, ale i przyjaciół.

 

Cóż ten tryb życia nie dla mnie. Osobiście wolę spokój i stabilizację. Ale przygody Michała czytałam z wypiekami na twarzy. Opisane przez autora przygody były dla mnie chwilami nierealne i absurdalne. Wizje narkotyczne mnie po prostu przerażały. Seks - cóż to potrzeba do spełnienia jak jedzenie, nie mająca związku z miłością. Szkoda mi było tego zdolnego młodego człowieka, bo ewidentnie niszczył swoje życie. Ale na jego drodze stanęła pewna osoba, a on sam ......... - no właśnie przeczytajcie jak sobie poradził z poważnym problemem jakim są dragi - bo jego organizm chciał ich ciągle więcej.

 

Opisana rzeczywistość jakoś zniechęciła mnie totalnie do zwiedzenia Holandii - po prostu nie moje klimaty. Pokazane środowisko młodych osób mnie zszokowało na maksa. Po prostu może jestem zacofaną mieszkanką polskiego zaścianka, a może to jednak tamte klimaty są zbyt awangardowe?

 

Książka jest napisana w sposób niewyszukany, ale bardzo autentyczny.Odebrałam ją jako wspomnienie z życia, które prowadzi prosto do zagłady i samounicestwienia. To fakt - środowisko polskich narkomanów opisane choćby w "Narkomance" Rosiek jest zdecydowanie inne. U nas chyba jeszcze nie dzieje się to na skalę tak bardzo masową. Cóż inny świat - bez zasad moralnych, w którym panuje pozorna wolność, a której na imię narkotyczne zniewolenie. Wizje po prochach były dla mnie jak sceny z Apokalipsy.

 

Ta książka szokuje, wyzwala emocje, skłania do refleksji i pytań - a Puchalak słusznie na końcu podkreśla - że nawet jak wyjdziesz z uzależnienia to nic już nie daje radości - bo do niej niezbędne jest jeszcze coś - podnieta od narkotyku czy substancji mu podobnych.

 

Polecam!

Isadora

"Rzeczywistości nigdy nie można być pewnym" - do takiego wniosku dochodzi bohater książki, 24-letni Michał, po pięciu latach spędzonych na emigracji w Amsterdamie, podczas których sukcesywnie pogrążał się w świecie narkotycznych wizji.

 

W wieku 19 lat Michał wyrusza na wakacyjny zarobek do Niemiec. Upojony świeżo zdobytą wolnością i niezależnością postanawia udać się do Holandii zaintrygowany faktem legalnego i nieograniczonego dostępu do wszelkiego rodzaju narkotyków oraz chęcią przekonania się o ich działaniu na własnej skórze.

 

Amsterdam oczarowuje Michała wszystkim, co ma do zaoferowania młodemu, żądnemu przygód i mocnych wrażeń chłopakowi. Zafascynowany barwną, niepowtarzalną atmosferą miasta, Michał szybko przystosowuje się do realiów tej części miasta, która spędza czas na nieustannej, niezobowiązującej zabawie, przygodnym seksie w rytm psychodelicznej muzyki klubowej miksowanej przez najlepszych didżejów oraz poszukiwaniach coraz to nowych i mocniejszych doznań przy pomocy nieprzebranej różnorodności środków pobudzających.
Zatracając się w tym świecie Michał dosłownie eksperymentował latami na własnym organizmie. Wszystko podporządkował jedynemu celowi - eksploracji wszelkich dostępnych i jeszcze niezbadanych sfer własnego mózgu i świadomości. Pracował tylko po to, by mieć narkotyki, by włączyć się w nurt permanentnej zabawy, podkręcać doznania. Stało się to sensem jego życia, zaś rzeczywistość postrzegana przez pryzmat narkotycznych halucynacji - jego chlebem powszednim.

 

Dopiero po latach dociera do Michała, że zrujnował sobie zdrowie, stracił przyjaciół; uświadamia sobie, że jest na najlepszej drodze do samounicestwienia, że przez te lata nie tylko się w żaden sposób nie rozwinął, lecz wręcz cofnął w rozwoju: mentalnie, psychicznie i emocjonalnie.
To odkrycie wstrząsnęło nim i pomogło w ustaleniu życiowych priorytetów, zapoczątkowało trudną i żmudną drogę ku dojrzałości. Ponownie musiał uczyć się świata - pozbawionego narkotycznej otoczki iluzji i odczuwania emocji - bez chemicznego wspomagania.

 

"Amsterdam Parano" to trudna, szokująca, wyzwalająca całą gamę emocji i skłaniająca do głębokiej refleksji lektura. Pokazuje drogę od entuzjazmu i radosnego, bezrefleksyjnego poddania się nałogowi poprzez stopniowe pogrążanie się w świecie zastępującym prawdziwą rzeczywistość po dojrzałe przemyślenia na temat sensu własnego życia człowieka wypalonego emocjonalnie, o spustoszonej psychice, mającego trudności z odnalezieniem się w realnym świecie, ale zdeterminowanego, by zerwać z tym, co powoli go niszczyło.

 

Opowieść napisana jest sugestywnym, wyrazistym, ironicznym stylem, niezwykle ekspresyjnym, momentami niemal literackim. Bardzo przypadła mi do gustu ta mieszanka i z pewnością była jedną z przyczyn, które przykuwały moją uwagę i pozwalały bez reszty oddać się lekturze.
Ogromne wrażenie wywarły na mnie dynamiczne, barwne opisy tętniącego życiem Amsterdamu oraz doskonale uchwycony specyficzny klimat tego miasta, a także fantasmagoryczne wizje, jakich doświadczał bohater będąc pod wpływem narkotyków. Dużej ilości różnych rodzajów narkotyków.
Są naprawdę niesamowite, świetnie i szczegółowo opisane; autor posiada nadzwyczajną umiejętność bardzo plastycznego oddawania najdziwaczniejszych stanów psychicznych, zadziwiająco trzeźwej, niemal klinicznej ich analizy z zachowaniem fantastycznego subiektywizmu. Niepowtarzalne przeżycie!

 

Jednak przede wszystkim "Amsterdam Parano" to opowieść porażająca autentyzmem i szczerością, pozbawiona wstydliwych przemilczeń, prób wytłumaczenia się przed czytelnikiem. Autor bez owijania w bawełnę opowiada o własnych przeżyciach i doświadczeniach w sposób, w jaki je zapamiętał zabarwiając je emocjami, jakie wtedy odczuwał.
Jego wspomnienia budzą całą gamę emocji: od szczerego rozbawienia poprzez niedowierzanie i szok po autentyczną grozę. Refleksje podyktowane doświadczeniem są zadziwiająco dojrzałe, głębokie i prawdziwe.

 

Książka jest z całą pewnością szokująca i skandalizująca, ale jej wartość leży we wstrząsającym kształcie wspomnień i przemyśleń człowieka, który na nowo próbuje poukładać sobie życie. Zapis amsterdamskich przeżyć to tak naprawdę droga ku szeroko pojętej dojrzałości i odnalezieniu swojego miejsca w świecie.
Ta lektura na pewno nie pozostawi czytelnika obojętnym. Gorąco polecam!

Dariusz S. Jasiński

Amsterdam to takie specyficzne miejsce, gdzie życie wygląda zupełnie inaczej, niż w jakimkolwiek innym europejskim mieście. Nawet w skali Holandii jest wyjątkowy... Tam właśnie los rzucił na przełomie tysiącleci autora książki „Amsterdam Parano” Michała Puchalaka.

 

Na wstępie możemy przeczytać zapewnienie, że wszystko, co opisane jest w książce wydarzyło się naprawdę. Z tym większą uwagą zacząłem śledzić losy bohatera starając się znaleźć w treści jakieś mało prawdopodobne zdarzenia...

 

Jest rok 1999, dziewiętnastoletni chłopak wyrusza na Zachód zobaczyć troszkę innego świata. Wybiera Niemcy, a stamtąd przez przypadek trafia do Maastricht, żeby móc legalnie zapalić trawkę. Niedługo później wpada na pomysł, że skoro jest już tak blisko legendarnego Amsterdamu warto je odwiedzić i spróbować właśnie tam znaleźć pracę. Z osiemdziesięcioma dolarami w kieszeni rusza stopem z Aachen do stolicy Holandii. Od razu wie, że to miejsce w którym czułby się świetnie. Nie miał też problemów ze znalezieniem pracy.

 

Dość szybko jednak wrócił do rodzinnego miasta, by zabrać swoją dziewczynę i już we dwoje ruszyli w drogę, która na lata odmieniła jego życie.

 

Bohater to osoba bardzo otwarta na nowe kontakty. Szybko je nawiązuje zarówno z mężczyznami, jak i kobietami. Tej otwartości nie podzielała Anka, głównie ze względu na lęk przed posługiwaniem się językiem angielskim. Michał takich problemów nie miał, jednak, aby być lojalnym, często wbrew sobie, rezygnował z wielu atrakcji. A tych w Amsterdamie na młodego człowieka lubiącego żyć pełnią życia czekało wiele...

 

Pracę znaleźli oboje w tym samym miejscu, co jeszcze gorzej wpływało na ich wzajemne stosunki. Michał zaczynał się dusić w związku. Jego rozpad, który nastąpić musiał, otworzył przed chłopakiem nowe możliwości.

 

Już wcześniej natomiast poznał uroki palenia marihuany. Był do niej bardzo pozytywnie nastawiony. Nie stronił także od grzybków halucynogennych, lecz za nic w świecie nie chciał spróbować niczego mocniejszego. Któregoś dnia jednak połknął tabletki, które znajomy określił jako ziołowe, a tak naprawdę okazały się być ecstasy. Ten niewinny żart kolegi otworzył bohaterowi drzwi do eksploracji zupełnie nowych doznań. Od tej chwili możemy obserwować powolne staczanie się autora na prawie samo dno...

 

Wielką zaletą książki jest to, że opisy akcji i miejsc są przedstawione bardzo plastycznie. Nie trzeba wysiłku, żeby je sobie wyobrazić. Czasami wręcz słyszałem graną muzykę, przeżywałem z autorem wszystkie jego narkotyczne wizje i może tylko nie podzielałem jego entuzjazmu, kiedy twierdził, że proces niszczenia wszystkiego dookoła był świetną zabawą.

 

Wiadomo, młode lata i szaleństwa jakich się wówczas dopuszczamy wspominamy najlepiej. Dlatego ekshibicjonizm jakiego dopuszcza się autor, zdradzając czytelnikowi najbardziej intymne, zwykle trzymane w tajemnicy zdarzenia, jest w jakimś stopniu zrozumiały. I choć w założeniach Marcin Puchalak chciał, aby książka wywoływała czasem na twarzy uśmiech, mnie raczej wesoło nie było. Wszystko dlatego, że uwierzyłem jego zapewnieniom, że ta książka to szczera prawda. Nie znalazłem w niej niczego, co byłoby na tyle mało wiarygodne, bym uznał całość za fikcję.

 

„Amsterdam Parano” czyta się rewelacyjnie. Lekki język nie przebierającego w słowach autora i dość egzotyczny klimat pachnącego marihuaną Amsterdamu wciąga. I pewnie gdyby nie to, mielibyśmy do czynienia ze zwykłymi wspominkami, jakie miał każdy z nas. Jednak to, o czym wspomniałem robi różnicę dzięki czemu z zapałem śledziłem tragedię młodego człowieka, który ponoć w porę się opanował. Ciekawe czy rzeczywiście mu się udało? A może... A może jednak dałem się nabrać i większość, a może i wszystko wydarzyło się jedynie w wyobraźni autora? W końcu Karol May, najpoczytniejszy autor książek o Dzikim Zachodzie, trafił tam zaledwie cztery lata przed śmiercią, dwie dekady po spisaniu przygód Winnetou...

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież


Współpracujemy z: